Zbiórki

Krystyna Sawicka, Lipsk

Rak jelita - dopóki jest nadzieja, będziemy walczyć!

Mam 59 lata. W 2022 roku wykryto u mnie złośliwy nowotwór - rak jelita grubego. 2 czerwca miałam operację wycięcia guza 3cm. Czekam na wyniki i na chemioterapię. Potrzebna jest dieta wysokoenergetyczna, wysokobiałkowa, specjalistyczne żywienie, jest to kompozycja niezbędnych składników odżywczych, witamin oraz mikro- i makroelementów. Proszę Was, Kochani, jest możliwość, abym żyła, ale potrzebuję na leczenie pieniędzy. Nie mam żadnej renty. Błagam, moje życie jest w Waszych rękach.

0 zł
0%
Zdzisław Zydroń, Dębno

Konsultacje lekarskie i nierefundowany sztuczny moczowód

Witam mam na imię Ania. Nigdy nie myślałam, że będę musiała kiedykolwiek organizować zbiórkę pieniędzy na leczenie dla mojego taty. Sami wielokrotnie wspieraliśmy osoby, które potrzebowały pieniążków, a teraz niestety sytuacja odwróciła się ija o nie bardzo proszę. 02.02.2021 roku zapamiętam do końca życia, usłyszeliśmy wtedy diagnozę, byliśmy w szoku - rak jelita grubego w stopniu G2. Ciężka operacja potem chemioterapia uzupełniająca. Tata szybko doszedł do siebie, mimo kolostomii funkcjonował normalnie, ale na domiar złego w kwietniu pojawiły się nagle komplikacje, trzeba było założyć nefrostomie. Na chwilę obecną tata skazany jest na życie z ,,dziurą w plecach " która powoduje ograniczenia w wielu aspektach życia, nawet sen staje się udręką. Odkąd wiem o diagnozie robię wszystko by tacie pomóc, ale niestety oszczędności też się kończą dlatego bardzo , bardzo, ale to bardzo proszę o pomoc. Środki z niniejszej zbiórki będą przeznaczone na nierefundowany sztuczny moczowód Detour oraz badania i konsultacje lekarskie. Ślicznie dziękuję za każdą pomoc, wierzę że dobro wraca.

4 281 zł
53%
Paweł Banasiak, Strzelce Krajeńskie

Walka z nowotworem

Cześć Mam na imię Paweł. Mam 36 lat. Na przewlekłą chorobę Leśniowskiego-Crohna choruję od 18 roku życia. Po osiemnastu latach choroby zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jelita grubego.W wyniku pierwszej operacji, aby złagodzić olbrzymi ból, mam wyłonioną na stałę kolostomię. Obecnie jestem w trakcie leczenia chemią. Ze względu na rodzaj nowotworu istnieją możliwości przerzutów. Niestety nie mogę być operowany w trybie pilnym, ponieważ guz jest zbyt obszerny. Moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Byłem czynny zawodowo. Uprawiałem sport. Jedyne co mi pozostaje to być silnym psychicznie oraz wytrwałym, co jest bardzo trudne. Niestety środki z NFZ nie pokrywają w całości kosztów zakupu środków do stomii. Ponadto częste wyjazdy na leczenie, odpowiednie wyżywienie oraz utrzymanie mieszkania wraz z życiem codziennym to spore wydatki przekraczające mój budżet jako osoby bezczynnej zawodowo.

54 zł
0%
Tetiana Mykhailiuk, Warszawa

Zbiórka dla Ukrainki z Buczy, chorej na raka

Dzień dobry! Nazywam się Tatiana Michajlyuk, mam 58 lat. Pochodzę z miasta Bucza (Ukraina, obwód kijowski). Moja historia jest jednocześnie prosta i złożona. Uciekliśmy z Ukrainy przed wojną 8.03.22 marca (przekroczyliśmy granicę z Polską). Z każdym dniem zacząłem się czuć coraz gorzej. Myśleliśmy, że to stres. Ale lekarze w Polsce po zbadaniu mnie poinformowali, że mam raka szyjki macicy (prawdopodobnie stopień 3). Potem miałam operację. Jestem bardzo wdzięczna Polsce za okazaną pomoc! Nasza wdzięczność nie ma końca. Uciekliśmy z powodu wojny, ale nie byliśmy gotowi na uderzenie również na froncie zdrowotnym. Teraz walczymy dalej o moje zdrowie, ale nie mam pieniędzy na mieszkanie (jestem związana z Warszawą z powodu przepisowego leczenia radio i chemioterapią jeszcze przez kilka miesięcy), transport, lekarstwa, nie mam jedzenia. Straciliśmy wszystko. Wiem, że jest wielu dobrych ludzi i ktoś może pomóc. Każda złotówka przybliży mnie do powrotu do zdrowia i da szansę na życie. Naprawdę chcę żyć! Mam wspaniałą rodzinę i wnuki! Chcę wrócić na Ukrainę i pomóc krajowi w każdy możliwy sposób. Chcę być szczęśliwa i żyć jak wszyscy. Proszę, pomóż mi, jeśli możesz. Dziękuję wszystkim, którzy odpowiedzą!

2 887 zł
14%
Piotr Głania, Gniewkowo

Dopóki jest nadzieja - będziemy walczyć!

01.03.2022 roku był jednym z najbardziej przerażających dni dla naszej rodziny! Normalny wieczór, mąż wrócił z pracy... a potem utrata przytomności, atak epileptyczny, karetka na sygnale... Dokładnie 22.04 runął nasz świat! Wynik histopatologiczny: u mojego męża, 46-letniego ojca trójki naszych wspaniałych chłopaków, zdiagnozowano nowotwór złośliwy - glejak IV stopnia złośliwości. Czas działa na naszą niekorzyść. Lekarze w Polsce nie pozostawili nam wielkiej nadziei. Po operacji: naświetlania, chemioterapia i... walka z czasem. Poszukiwania w internecie dały jednak nadzieję. Odszukaliśmy osoby, które pomimo strasznej diagnozy podjęły walkę z tym okrutnym wyrokiem. Ich walka przynosi pozytywne rezultaty. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, że jest szansa na wydłużenie normalnego życia osoby z glejakiem IV stopnia. Pojawiła się też wiara na całkowite pozbycie się komórek nowotworowych. Terapie te, jak nietrudno się domyślić, są niestety bardzo kosztowne. W dodatku dostępne poza granicami naszego kraju - w Niemczech. Do kosztów terapii dochodzą zatem dojazdy i zakwaterowanie. Prosimy o wsparcie! Każda złotówka zwiększa szanse na życie. Bardzo chcielibyśmy, aby nasze dzieci: Adaś (15 lat), Antoś (13 lat) i Franek (7 lat) mogli dorastać z tatą.

54 951 zł
10%
STANISŁAW GOCLIK, WRZEŚNIA

Immunoterapia w walce z rakiem pęcherza

Mam na imię Stanisław, jestem 80-letnim emerytem, mieszkam we Wrześni. Od 2019 roku walczę z chorobą nowotworową, zdiagnozowano u mnie raka pęcherza moczowego. W tym samym roku usunięto mi pęcherz. Zostałem stomikiem. Niestety, stwierdzono u mnie przerzut do płuc IV st. Od tego czasu moje życie to stałe jeżdżenie między szpitalami onkologicznymi w Poznaniu i w Bydgoszczy w celu przyjmowania chemii. Chemioterapia nie przyniosła pozytywnego rezultatu, na tomografii widać progresje zmian przerzutowych w płucach. Opcje leczenia finansowanego przez NFZ się wyczerpały, lekarz prowadzący wskazał jedyną możliwość leczenia immunoterapią: pembrolizumabem, lek ten jest nierefundowany. Lek podaje się w dawce 200 mg co trzy tygodnie, koszt 1 dawki to 13.875,12 zł. Na poczatek muszę przyjąć 4 dawki. Nie jestem w stanie wraz z moimi dziećmi sfinansować procesu leczenia płatnym lekarstwem, a jest to moja ostatnia deska ratunku. Ktoś zapyta, czy warto mi jeszcze pomóc mimo podeszłego wieku, ale jak każdy chciałbym jeszcze trochę pożyć, cieszyć się życiem wraz z Rodziną i Przyjaciółmi. Wierzę, że jest to jeszcze możliwe, ale potrzebuję Waszej pomocy finansowej. Proszę, nie spisujcie ludzi starszych na straty...

55 798 zł
100%
Eugeniusz Kędziora, Wałbrzych

Walka z nowotworem

Przerzut do mózgu z dnia na dzień odebrał sprawność ręki i możliwość poruszania się. Udana operacja usunięcia guza była jednocześnie potwierdzeniem, że to nowotwór. Rehabilitacja przywraca sprawność, ale jednocześnie rozpoczęła się walka z rakiem, diagnozowanie, pierwsze chemie. To walka długoterminowa i kosztowna, stąd niezbędne są środki na badania i leczenie - NFZ ma swoje procedury, które ograniczają dostęp do niektórych terapii.

383 zł
0%
Mirosław Klinert, Łomża

Pomóżcie mi wygrać z rakiem - międzybłoniakiem opłucnej

Mam na imię Mirosław i mam 69 lat. Mam kochającą żonę i kochającego syna, który dał mi wspaniałe wnuki. Od niedawna razem z żoną Elżbietą przeszliśmy na emeryturę. W końcu przyszedł upragniony czas, kiedy możemy zacząć razem cieszyć się życiem. Niestety w zeszłym roku zacząłem bardzo szybko się męczyć i pocić się. Poszedłem do lekarza, który skierował mnie na tomografię komputerową, ponieważ miał podejrzenie, że mogę mieć raka. Okazało się, że mam międzybłoniaka opłucnej z towarzyszącym płynem w lewej jamie opłucnej. Dnia 22.04.2021 wykonano zabieg zwany wideotorakoskopia – ewakuację płynu z biopsją opłucnej oraz pleurodezę chem.(talk). Po zabiegu zastosowano chemię 6 cykli i zaczęło się codwutygodniowe jeżdżenie do kliniki do Białegostoku, kolejne badania przed każdą chemią i kontrolne po chemii. W chwiliobecnej rozpocząłem proces leczenia zwany immunoterapią. Muszę co dwa tygodnie stawiać się do szpitala na dawkę leku. Całe życie pracowałem w służbie zdrowia i wiem, jaki długi i drogi jest proces leczenia, koszty dojazdów, konsultacje oraz leki. Dzisiaj mnie to spotkało. Bardzo proszę o wsparcie finansowe w jakiejkolwiek kwocie, oboje z żoną utrzymujemy się z emerytury, a każda złotówka pomoże mi w leczeniu.

26 507 zł
88%
AGNIESZKA TATARKIEWICZ, POZNAŃ

Dla Agnieszki

Mam na imię Agnieszka, mam 41 lat. Od pierwszej diagnozy: rak szyjki macicy minęły prawie 2 lata. Do leczenia podeszłam pełna nadziei i wiary, ponieważ wiedziałam, że mam dla kogo walczyć - dla Dominiki (12 lat), Bartka (15 lat) i Marka, mojego męża. Leczenie nie należało do łatwych. Zaczęłam od chemioterapii, później miałam radioterapię i brachyterapię. Nie spodziewałam się, że mój organizm tak bardzo osłabnie, ale dałam radę. Niestety po niecałym roku okazało się, że mam aktywne metabolicznie przerzuty w kościach oraz węzłach chłonnych: nadobojczykowych lewych, klatki piersiowej oraz jamy brzusznej. Po usłyszeniu diagnozy rozpadłam się na milion kawałków. Trwało to chwilę, bo wiedziałam, że muszę pokonać raka. Moje dzieci jeszcze mnie potrzebują. A ja marzę o tym, żeby uczestniczyć i patrzeć, jak wkraczają w dorosłość. Jestem w trakcie kolejnej wyniszczającej mój organizm chemioterapii, która powinna być wspomagana nierefundowanym dla mnie lekiem bevacizumab, żeby osiągnąć jak najlepszy efekt. Mam nadzieję, że dzięki Waszej pomocy uda mi się zebrać pieniądze na sześć podań leku, który muszę przyjmować wraz z chemią co 21 dni. Koszt jednej dawki to 2532 zł. Z całego serca dziękuję za wsparcie. Moi Drodzy, w czasie ostatniego pobytu w szpitalu dowiedziałam się, że przez kolejne 12 miesięcy będę musiała przyjmować bevacizumab. W zależności od kondycji mojego szpiku mogą wydłużać się przerwy między podaniami od 21 do 28 dni. Do tej pory byliście dla mnie wielkim wsparciem i mam nadzieję, że tym razem też mnie nie zawiedziecie. Bardzo potrzebuję tego leku. Dziękuję za wszystko, Agnieszka. Kochani, czas zaktualizować informacje na temat mojego zdrowia i leczenia. Niestety nie ma odpowiedzi na chemię, którą do tej pory dostawałam. Pojawił się przerzut do wątroby, dlatego została zastąpiona inną, ale tylko do czasu, kiedy otrzymamy zgodę komisji bioetyki lekarskiej na sprowadzenie leku ze Stanów - cemiplimab. Ma on bardzo dobre wyniki w leczeniu płaskonabłonkowego raka szyjki macicy, niestety nie jest jeszcze stosowany w Polsce. A zatem, nie boję się tego powiedzieć - jest jedyną szansą na mój powrót do zdrowia. Jak się zapewne domyślacie cemiplimab nie jest refundowany, a koszt jednej dawki to około 11000 zł. Przewidywana liczba dawek - minimum 6, w zależnosci od reakcji organizmu. Wierzę, że dzięki Wam, dobrym ludziom o wspaniałych i wrażliwych sercach uda się zebrać na moje dalsze leczenie. Nie dopuszczam do siebie myśli, że mogłoby mnie zabraknąć w życiu moich dzieci. Dlatego po raz kolejny proszę o pomoc. Równocześnie dziękuję za tą, którą już od Was otrzymałm. Agnieszka.

42 338 zł
38%
Małgorzata Ustupska, Wrocław

Dla Małgosi

Witam, mam na imię Malgorzata, mam 49 lat. W 2019 roku w grudniu usłyszałam diagnozę wieloogniskowy rak piersi prawej. W tym momencie mój świat zawalił się, wszystko co miało sens, nagle stało się dla mnie nieważne. Miałam chwile załamania tak że odsuwałam się od wszystkich i zamykałam we własnym świecie. Jednak dzięki rodzinie i przyjaciołom, którzy bardzo mnie wspierali, przetrwałam półroczną chemię, potem operację usunięcia piersi z rekonstrukcją. Punktem kulminacyjnym mojego załamania był moment, kiedyokazało się, że mam przerzuty na węzły chłonne i że czeka mnie kolejna operacja. Następnym etapem mojego leczenia była radioterapia. Kiedy myślałam, że będzie dobrze, okazało się, że kolejnym ciosem była choroba mojego męża, który zachorował na raka płuc. Niestety nie udało mu się pokonać choroby, zmarł 28 października 2021 roku, a u mnie nasilił się obrzęk limfatyczny prawej ręki do takiego stopnia, że prawa ręka jest dwukrotnie większa niż lewa. I jest to efekt usunięcia węzłów chłonnych. Dwa razy w roku odbywam rehabilitację, ale to niestety nie wystarcza. Obecnie jestem na rencie, ale mam nadzieję, że kiedyś będę mogła wrócić do pracy. Pieniążki ze zbiórki chciałabym przeznaczyć na rehabilitację i zakup rękawa uciskowego. Rehabilitacja jest dla mnie za droga, gdyż jeden zabieg kosztuje 170 zł, a z mojej renty niestety nie stać mnie. Obecnie jestem w trakcie hormonoterapii. Staram się myśleć pozytywnie, ale to bardzo trudne po takich przejściach. Mam jednak nadzieję, że w końcu do mnie też uśmiechnie się los i już będzie tylko lepiej. Z góry bardzo dziękuję za wsparcie.

5 477 zł
27%
Jakub Burnos, Dobczyce

Oporna postać agresywnego chłoniaka z komórek B (tzw. szarej strefy)

Cześć! Jestem Kuba, w maju skończę 24 lata. Rok temu z dnia na dzień wykryto u mnie ogromnego guza śródpiersia. Diagnoza: agresywny chłoniak. Od czerwca 2021 roku przeszedłem 5 cykli chemioterapii, następnie 2 cykle immunoterapii, potem kolejne cykle chemioterapii i kolejna immunoterapia w ramach RDTL. Niestety choroba jest oporna na leczenie. Obecnie istnieją wskazania do leczenia metodą CAR T-cells. Leczenie może być przeprowadzone w NIO PIB w Gliwicach pod warunkiem zabezpieczenia finansowego, ponieważ ta terapia nie jest objęta w Polsce refundacją NFZ, a jej koszt to ok 1,4 mln złotych. Studiuję w Krakowie na Akademii Górniczo-Hutniczej (niestety jestem aktualnie na urlopie zdrowotnym, aby skupić się na leczeniu), podczas pierwszych cykli chemioterapii udało mi się zdać egzaminy końcowe, skończyć studia i obronić pracę dyplomową, a także dostać się na studia magisterskie na tej uczelni. Zanim zdiagnozowano u mnie nowotwór, lubiłem aktywnie spędzać czas chodząc z przyjaciółmi po górach, grając w gry planszowe czy poznając ciekawe zakątki Polski i świata. Moim marzeniem jest pojechać kiedyś do Ameryki Południowej w Andy. Obecnie spędzam wolne chwile czytając, malując i ucząc się języka hiszpańskiego, aaa i dużo spaceruję z naszym psem Patykiem :) Chciałbym wyzdrowieć, móc pracować, wrócić na studia i żyć normalnym życiem jak moi rówieśnicy. Dziękuję wszystkim ludziom, szczególnie rodzinie i bliskim przyjaciołom (oraz oczywiście lekarzom i pielęgniarkom), którzy wspierają mnie każdego dnia i dają nadzieję, że za niedługo będzie lepiej. Kuba

923 315 zł
102%
Sławomir Busse, Wrocław

Terminator Sławcio - Damy radę!

Cześć! Nasza przygoda zaczęła się 1. kwietnia (a dokładniej dzień wcześniej, kiedy to Sławek przyjechał do nas, by następnego dnia udać się do lekarza). Już sam dzień zaczął się wyjątkowo, kiedy pierwszym co ujrzeliśmy w kwietniu był śnieg na zewnątrz. Udaliśmy się do lekarza, gdzie ten już po chwili zdecydował o pilnym transporcie do szpitala i podał tlen. Niestety, choć nasza przygoda zaczęła się w tym szczególnym dniu, nie była żartem (choć w pierwszym momencie nie wszyscy chcieli nam uwierzyć). Później już wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Ze względu na problemy z oddychaniem, Sławka przeniesiono do innego szpitala na oddział otolaryngologiczny, gdzie już 4.04 została u niego zastosowana tracheostomia i pobrano wycinek do badań histopatologicznych i sprawdzano wszystko po kolei. Niedługo po tym wrócił do pierwszego szpitala w celu przeprowadzenia dalszej diagnostyki. Weekend spędziliśmy na miescu we Wroclawiu, by nacieszyć się powietrzem, ponieważ okazało się, że już we wtorek odwiozłam Sławka do ośrodka ze względu na inną chorobę spowodowaną spadkiem odporności (jest tam do dziś). We wtorek, 19.04 Sławek przyjechał do Wrocławia na zdjęcie szwów, tak poznał wstępną diagnozę, która niestety została potwierdzona następnego dnia. Wyniki badań histopatologicznych wykazały raka krtani z naciekami na gardło i przełyk. Każdy, kto choć raz w życiu spotkał Sławka wie, że to troszkę skryty, ale cudowny i zawsze wesoły człowiek. Na pytanie, jak się czuje, odrazu po otrzymaniu przeze mnie oficjalnych wyników odpowiedział "Oj tam oj tam, damy radę!". I od tej pory stało się to naszym motto :) Na początku naszej przygody Sławek otrzymał samoistną ksywkę "Terminator". Zdaniem osób przebywających wokół niego, jakby Sławkowi ucięło rękę, założyłby plasterek (albo i nie) i poszedłby dalej z uśmiechem na twarzy. Dla mnie osobiście to po prostu Sławcio. Sławcio, który bije mnie po głowie swoimi zwiniętymi wynikami badań mówiąc, że mam się nie przejmować; który na spacerze w parku nauczył mnie jak odróżniać kaczora od kaczki, a przez okno szpitalne jak odróżnić sikorkę od gila; a także (ku mojemu ogromnemu niezadowoleniu) uświadomił mi, że wiewiórka którą widzę na drzewie to tak naprawdę dzięcioł... No i Sławcio, któremu wredne słodycze uciekają przez okno w szpitalach, jeszcze zanim zdąży na nie spojrzeć :D Pamiętam swoje słowa w środku nocy do jednej z Pań zajmujących się Sławkiem tuż po założeniu rurki: "Człowieka tak naprawdę można poznać dopiero, kiedy przestaje mówić" i rzeczywiście tak jest. Poznajemy się każdego dnia i każdy dzień jest piękny. Nic nie dzieje się bez przyczyny i tego się trzymamy! Już teraz zaczynają stawać nam na drodze koszta. Sławcio potrzebuje rurki tracheostomijnej, która nie podlega refundacji, a także wymienników ciepła i wilgoci, by móc kontynuować leczenie. Koszt samych wymienników to około 300 zł miesiecznie, do tego dochodzą artukuły higieniczne niezbędne do utrzymania rurki w odpowiednim stanie, a to dopiero początek. Przed nami baaardzo długa droga, diagnostyka, badania i dojazdy na nie, leczenie i wiele wiele innych. Dajmy Sławciowi cieszyć się życiem, zamiast martwić wydatkami. Damy radę, musimy! Dziękuję z góry za każde okazane wsparcie Pamiętajcie, dobro wraca i to ze zdwojoną siłą :)

766 zł
5%