Zbiórki

Tereska Nawrot, Tarnowo Podgórne

Przecieram szlak (rak ACC)

Mam na imię Teresa, w 2010 roku zdiagnozowano u mnie raka gruczoło-torbielowatego tchawicy i oskrzeli z przerzutami do płuc: Adenoid Carcinoma Cysticum.Nie bądź sędzią. Błagam, ratuj mnie! Od początku choroby mierzę się z brakiem danych w naszym systemie lecznictwa o tej chorobie, a tym samym brakiem pomysłów, jak do tego wszystkiego podejść.Na ogólnoświatowej liście prowadzonej przez Amerykańską Fundację ACCRF wskazującą lekarzy specjalizujących się w leczeniu raka gruczołowo-torbielowatego Adenoic Carcinoma Cysticum, brak pozycji z Polski... Stąd tytuł zbiórki dla mnie - "Przecieram szlak", by ewentualni chorzy w przyszłości natrafiali w dokumentacjach medycznych z polskiej bazy na mój ślad i nigdy nie usłyszeli tego co ja, że nie da się nic zrobić. Pierwszy lekarz, który objął mnie opieką, leczył mnie na astmę oskrzelową, plułam krwią, dostając jedynie wziewy i tabletki na kaszel. Kiedy się okazało, że to rak i na dodatek nieznany, kolejny lekarz prowadzący powiedział, że nic się nie da zrobić.Z tej beznadziei udało mi się wyrwać z pomocą profesora Tadeusza Orłowskiego, który usunął zmienione nowotworowo rozgałęzienie tchawiczo-oskrzelowe i mówiąc obrazowo, zacerował je jak skarpetę. Potem usunął mi fragmenty guzów z płuc. Następnie poddana zostałam immunoterapii, jednak jak się okazuje nieskutecznej w przypadku tego raka. Mijały lata, żyłam normalnie, zapomniałam o swojej chorobie, choć ta się po cichu rozwijała. Regularnie się kontrolowałam, przeszłam jedną chemioterapię, ostatnio drugą, po której nastąpiła progresja choroby. W międzyczasie radioterapia, nie zapominając o wszystkim, co robiłam w miarę moich możliwości, tj. zioła, napary, modlitwa. Zresztą od niej zaczęło się moje świadome życie w chorobie, pojechałam do grobu Św. Rity, patronki kobiet w sprawach beznadziejnych. No ale czas leci. Moja ostatnia doktor prowadząca powiedziała mi, że na mojego raka nie ma lekarstwa i nie mogę się do niej dodzwonić. Szukam pomocy w Centrum Onkologii w Warszawie i Poznaniu, jednak czuję, że system mnie wypycha. Mam 69 lat, trzech synów, pięcioro wnucząt. Synowie wspierają mnie w finansowaniu dotychczasowego leczenia, ale jesteśmy zwykłymi ludźmi i bez Waszej pomocy nie damy rady... Zmieniona operacyjnie i poradiologicznie tchawica, z naciekami nowotworu nie pozwala mi normalnie oddychać. Zanikam.Potrzebuję terapii celowanej molekularnie (inhibitory kinazy tyrozynowej TKI). Obejmuje ona dwa leki: APATYNIB i TRETINOIN, na które zbieram pieniążki za pomocą Alivii i proszę Was o wsparcie. Koszt terapii to 30 tysięcy złotych miesięcznie. Zbieram na półroczną terapię, o nic więcej nie proszę. Nigdy o nic nikogo nie prosiłam... Ściskam serdecznie, życząc Wam zdrowia i wiary,Tereska

112 zł z 150 000 zł
0%
Justyna Żukowska-Piela, Warszawa

Codzienność z rakiem

Gdy w 2019 r. zakończyłam leczenie raka piersi, byłam pewna, że najgorsze życiowe doświadczenie już za mną. Niestety, minęły zaledwie 2 lata, gdy choroba wróciła. Tym razem poszła na całość, oprócz zajętej drugiej piersi pojawiły się przerzuty w wątrobie i kręgosłupie. I rozpacz, że osierocę moją córeczkę Basię. Weszłam w trzeci rok leczenia paliatywnego. Trzymam się, staram się żyć na tyle aktywnie, na ile pozwala mi choroba. Córka powoli wchodzi w wiek dojrzewania i jak nigdy potrzebuje mamy. Marzę o tym, żeby towarzyszyć jej jak najdłużej. Staraliśmy się ze wszystkich sił być samowystarczalni, niestety na skutek leczenia onkologicznego pojawiły się u mnie liczne skutki uboczne i kolejne problemy ze zdrowiem. Proszę o wsparcie na wizyty u specjalistów, diagnostykę, którą nie zawsze da się wykonać na NFZ, i kolejne leki, które są niezbędne, bym mogła w miarę normalnie funkcjonować oraz, co najważniejsze, kontynuować ratujące życie leczenie onkologiczne, a także na dojazdy do szpitala onkologicznego i innych lekarzy. W tej sytuacji każda kwota wsparcia i 1,5% podatku jest dla mnie na wagę złota.

10 414 zł z 10 000 zł
104%
Tomasz Przybyła, Mokrsko

Leczenie nowotworu

Moja choroba zaczęła się od grudnia 2022 r. Schudłem 25 kg, miałem uczucie duszności, gorączkę, zimne poty, świąd skóry, zaburzenia czynności układu pokarmowego i byłem osłabiony. Potem w marcu ukazały się niebolesne powiększone węzły chłonne i duży guz w lewej pachwinie. Po jego usunięciu i zrobionej biopsji postawiono diagnozę: chłoniak nieziarniczy rozlany - limfoblastyczny (złośliwy). Po kilku badaniach krwi i szpiku kostnego oraz tomografii komputerowej otrzymałem skierowane do hematologa. Czas oczekiwania na badania oraz leczenie wciąż się wydłuża. W najbliższym czasie mam wizytę u hematologa, a w planach rozpoczęcie chemioterapii i mam nadzieję, że dotrwam do tego czasu, bo z dnia na dzień jestem coraz bardziej osłabiony. Mam rodzinę żonę i troje dzieci i to dla nich chcę żyć. Potrzebuje pomocy i szybkiego leczenia, dlatego zdecydowałem się założyć zbiórkę. Pieniądze chcę przeznaczyć na dodatkowe wydatki związane z moim leczeniem, takie jak dojazdy do szpitala, dodatkowe konsultacje, badania diagnostyczne, na które trzeba długo czekać w ramach NFZ oraz leki przepisywane przez lekarza. Z góry serdecznie dziękuję za każdą pomoc.

9 zł z 25 000 zł
0%
Małgorzata Krzak, Kraków

Zbiórka na leczenie

Moi Drodzy, zwracam się o pomoc w zbiórce środków na leczenie. W marcu 2023 roku dowiedziałam się, że zachorowałam na raka. Po pierwszym szoku wywołanym diagnozą podjęłam walkę z chorobą. Przeszłam 2 operacje, chemioterapię i radioterapię. Mimo wielu ciężkich fizycznie i psychicznie chwil staram się żyć normalnie, nie tracąc nadziei na pełne wyzdrowienie. Lekarze zalecają mi dalsze leczenie, które polega na przyjmowaniu leku, który nie jest refundowany przez NFZ. Koszty miesięcznej kuracji są wysokie i wynoszą ponad 6.000 zł, a lekarstwo trzeba przyjmować przez 2 lata. Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie finansowe w mojej walce o odzyskania zdrowia. Kosztowny lek jest dla mnie szansą na wyzdrowienie. Chcę żyć i cieszyć się zdrowiem, aby móc dalej pracować oraz spędzać czas z córkami, mężem i przyjaciółmi. Każde wsparcie, nawet najdrobniejsze, bardzo doceniam i serdecznie za nie dziękuję.

33 530 zł z 145 000 zł
23%
Rafał Pietroń, Zagórnik

Pomóż proszę mojemu Tacie w walce z gwiaździakiem

Mój Tato - Rafał przez większość swojego zawodowego życia był aktywnie działającym przedsiębiorcą. Przez ostatnie 10 lat spełniał się w roli doradcy biznesowego i zawsze bardzo cenił relacje z ludźmi, otwartość, optymizm, poczucie humoru. Początkiem grudnia 2023 r. zauważyliśmy pojawiające się znaczące trudności w funkcjonowaniu Taty i po nagłym zasłabnięciu 14 grudnia rozpoczęła się nasza walka o jego życie. Rozpoznano guza mózgu. 17 grudnia przeprowadzona została operacja wycięcia guza, który został zdiagnozowany jako astrocytoma G4. Po operacji Tato przebywał na oddziale rehabilitacji, na którym stoczył swoją pierwszą walkę o sprawność fizyczną i intelektualną (stan po operacji - zaburzenie widzenia, niedowład prawej strony ciała), oczekując na precyzyjną diagnozę i dalsze leczenie. Tato jest niesamowicie zdeterminowany do walki o zdrowie i razem zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by przezwyciężyć gwiaździaka. Będę bardzo wdzięczna za wsparcie Taty na tej drodze poprzez rozliczenie 1.5% swojego podatku na jego cel. Te środki będą bardzo pomocne w dalszym leczeniu, rehabilitacji i możliwości zastosowania nowoczesnych metod, jak NanoTherm. Dziękuję za okazane wsparcie! Kamila Ch.

540 zł z 100 000 zł
0%
Andrzej Chajec, Warszawa

Powrót do zdrowia i zwykłego życia

O mojej chorobie dowiedziałem się w marcu 2023 r. Była dla mnie zupełnym szokiem. Wydawało się, że skoro regularnie robię badania kontrolne, nie może mnie spotkać nieoczekiwanie tak poważna choroba. Niestety nowotwór złośliwy jelita grubego często nie daje żadnych niepokojących objawów, dopóki nie jest za późno... Podstawowy guz został operacyjnie całkowicie usunięty, jednak pojawiło się kilkanaście przerzutów do wątroby. Po operacji pojawiła się zakrzepica, w czerwcu 2023 przeszedłem udar niedokrwienny mózgu. To całkowicie wywróciło nasze życie do góry nogami. Pojawiły się kolejne komplikacje. Od nowa musiałem uczyć się mówić, czytać, wiele codziennych czynności sprawia mi jeszcze problem. Z zawodu jestem prawnikiem, więc w takiej sytuacji o powrocie do pracy nie ma mowy... Cały czas pracuję nad powrotem do sprawności, rehabilitacja jest mozolna i wyczerpująca, ale przynosi efekty. Od sierpnia 2023 byłem już na tyle silny, żeby rozpocząć chemioterapię. W styczniu 2024 przyjąłem 14. dawkę leku i walczę o powrót do zdrowia. W Polsce lekarze nie dają mi większych szans na przeżycie, na operacyjne usunięcie przerzutów z wątroby w Polsce nie mam najmniejszych szans. Postanowiliśmy poprosić Was o pomoc w zebraniu funduszy na leczenie za granicą, bo chcę żyć, wrócić do aktywności zawodowej, móc realizować moje pasje, na które nigdy nie było czasu... Proszę, badajcie się! Nie dawajcie zbywać się lekarzom, że nie trzeba robić dokładnych badań, że na kolonoskopię jesteście za młodzi! Dziś rak nie patrzy na wiek, nie ogląda się na to, czy macie rodzinę, dzieci, marzenia... Rak atakuje z zaskoczenia, nie bacząc na Wasze plany.

45 562 zł z 500 000 zł
9%
Iwona Cieślikowska, Żyrardów

Walka z rakiem - lek nierefundowany dla Iwony

Mam na imię Iwona, lat 62. Właśnie przeszłam na upragnioną emeryturę i realizuję swoją wielką pasję, jaką jest fotografia ruchu (FB Photo Dance) - gimnastyka artystyczna, pływanie artystyczne czy taniec. W maju 2023 r. diagnoza - rak piersi z przerzutami do kości i szpiku kostnego... Żadna operacja nie wchodzi już w grę. Jednak nadal walczę. Nowotwór może stać się chorobą przewlekłą, ale w moim przypadku niezbędny jest nowy, nierefundowany dla mnie lek abemacyclib. Miesięczny koszt to ok. 6000 zł. To ogromna kwota. Proszę o przekazanie 1,5 podatku, a jeżeli to możliwe, to wsparcie finansowe w formie wpłat na moją zbiórkę.

135 zł z 120 000 zł
0%
Hubert Kubicki, Lewków

Pokonać mięsaka epitelioidnego

Witam wszystkich bardzo serdecznie, na początku chciałem powiedzieć, że nigdy nie przypuszczałem, że to ja będę potrzebował pomocy. Razem z żoną zawsze bardzo chętnie wspieraliśmy innych potrzebujących, ale los zgotował dla nas tak okrutną niespodziankę. Życie jest bardzo piękne, ale nieprzewidywalne - równo po 20 latach o tej samej porze, po raz drugi zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy - mięsak epitelioidny. Jest to bardzo rzadko spotykany nowotwór, który nie daje dobrych rokowań. Mimo wszystko wierzę, że uda się pokonać tę chorobę. 20 lat temu, kiedy byłem jeszcze dzieckiem, zachorowałem na chłoniaka anaplastycznego wielkokomórkowego III stopnia, którego wtedy udało się pokonać. Skoro los po raz drugi przygotował dla mnie taką "niespodziankę", zamierzam również tym razem walczyć do końca i pokonać chorobę. Skoro wtedy się udało, teraz też musi! Mam dla kogo żyć - mam cudownego niespełna 3-letniego synka Franka i wspaniałą żonę Paulinę, którzy są ze mną zawsze, są moim powietrzem i bardzo ich kocham. Wszystko zaczęło się od października 2023 roku, kiedy w czasie wykonywania swojej codziennej pracy - jestem kierowcą zawodowym - zadzwoniła pani z laboratorium, w którym wykonywałem badania zlecone przez lekarza rodzinnego. Powiedziała wówczas, że mam bardzo niską hemoglobinę i mam się zgłosić jak najszybciej do szpitala. Udałem się więc na SOR w Ostrowie Wielkopolskim. Po przeprowadzeniu badań stwierdzono u mnie niedokrwistość i rozległy guz w jamie brzusznej (po dalszej diagnostyce podejrzewano GIST). Zostałem przekierowany do WCO w Poznaniu. Po dwóch biopsjach, które były niejednoznaczne, razem z żoną postanowiliśmy skonsultować się z prof. Richterem, który jest ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej, Gastroenterologicznej i Transplantologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Zostałem zakwalifikowany do leczenia operacyjnego - pankreatoduodenktomia (resekcja guza wraz z wycięciem dwunastnicy, głowy trzustki i pęcherzyka żółciowego). Operacja miała miejsca 22.12.2023 w Krakowie. Zabieg był obarczony bardzo dużym ryzykiem, ponieważ choruję na zakrzepicę żyły głównej dolnej. Najbardziej obawiałem się, że nie przeżyję tej operacji, ale kiedy się wybudziłem, poczułem ulgę, że ŻYJĘ! Niestety, operacja nie obyła bez powikłań, dostałem infekcji bakteryjnej rany pooperacyjnej, a także utworzyła się u mnie przetoka trzustkowa, która będzie zamykała się jeszcze bardzo długo. Przetoka nie jest operacyjna w moim przypadku (zbyt duże ryzyko). Przetoka trzustkowa uchodzi do worków stomijnych, których przyklejanie jest nie lada wyzwaniem, ponieważ rana pomimo upływu 2 miesięcy od operacji nie jest jeszcze wygojona. Moja najbliższa rodzina czuwała przy mnie prawie przez cały okres mojego dwumiesięcznego pobytu w szpitalu w Krakowie. Na dalsze kroki w leczeniu onkologicznym zostałem przekazany do NIO w Warszawie. Obecnie bloczki parafinowe poddane są ponownemu badaniu histopatologicznemu, w celu ustalenia odpowiedniego leczenia. NIO w Warszawie jest jedynym ośrodkiem w tej części Europy, który jest wyspecjalizowany w leczeniu tego typu nowotworów. Od października przebywam na zwolnieniu lekarskim. Koszty związane z leczeniem, pobytem w Krakowie, dojazdami na konsultacje, stosowaną dietą wraz z suplementami, zmianami opatrunków, są bardzo duże i znacząco obciążają nasz budżet domowy. Zarówno Kraków jak i Warszawa są oddalone od naszego miejsca zamieszkania ponad 300 km. Moim największym marzeniem jest pokonać chorobę i wrócić do swojego normalnego nudnego życia. :) Mam dopiero 33 lata i wiele rzeczy do zrobienia. Dziękuję bardzo za przeczytanie mojej historii i proszę o wsparcie i modlitwę.

25 452 zł z 20 000 zł
127%
Krystyna Waligóra, Poznań

Zbiórka 1,5% podatku dla mamy Krystyny

Proszę o przekazanie 1,5% podatku dla mojej mamy Krystyny chorej na raka płuc z przerzutami do węzłów obojczykowych i naciekami na oskrzela i tchawicę. Guz 12 cm nieoperacyjny bez szans na dalszą chemię ze względu na stan fizyczny i uszkodzenia nerek po pierwszej chemii paliatywnej.

90 zł z 20 000 zł
0%
Robert Januszewski, Warszawa

Pokonać raka płuc - zbiórka na leczenie [ZAKOŃCZONA]

[AKTUALIZACJA 10.05.2024] Wczoraj dowiedziałem się, że mam przerzuty, czyli nie było pozytywnej odpowiedzi na leczenie chemioterapią. Nie załamuję się, bo w takiej sytuacji otrzymam inny lek, lorlatynib (z tej samej grupy co alektynib, czyli terapia celowana) i będzie on już refundowany przez NFZ. Lorlatynib jest najnowocześniejszym lekiem na moją odmianę raka, został zarejestrowany w Europie zaledwie kilka lat temu i charakteryzuje się wysoką skutecznością działania. W tej sytuacji prowadzenie dalszej zbiórki traci sens. Jestem niezmiernie wdzięczny za wszystkie wpłaty i słowa pokrzepienia. Zebrane środki wykorzystam na: - leczenie skutków ubocznych chemioterapii / terapii celowanej - ewentualną prywatną opiekę paliatywną w terminalnej fazie choroby (oby jeszcze długo nie) ------------------------------------------------------------------------------ Cześć, jestem Robert i mam 47 lat. Jestem mężem ukochanej żony Edyty i mam wspaniałego dorastającego syna Kacpra. Jestem aktywny zawodowo. Bardzo lubię chodzić po górach. Niestety pod koniec zeszłego roku usłyszałem druzgocącą diagnozę: rak niedrobnokomórkowy płuca ALK-dodatni. Przeszedłem operację radykalnej resekcji guza i węzłów chłonnych śródpiersia. W tej chwili jestem w trakcie chemioterapii (po 2 cyklu z 4). Nowotwór ALK-dodatni jest bardzo złośliwy. Pomimo leczenia uzupełniającego chemioterapią istnieje 60% ryzyka przerzutów do mózgu. Nadzieją na powstrzymanie nowotworu jest terapia celowana lekiem alektynib, która niestety w moim wskazaniu (gdy nie ma jeszcze stwierdzonych przerzutów), nie jest refundowana przez NFZ. Zastosowanie tego leku znacząco ogranicza ryzyko przerzutów. Miesięczny koszt terapii to 26000 zł. Terapia trwa dwa lata i powinna się rozpocząć zaraz po zakończeniu chemioterapii. Dziękuję każdemu darczyńcy, który poświęcił chwilę swojego czasu i wsparł tę zbiórkę. Bardzo chciałbym wrócić do swojej pasji wędrówek górskich. Liczę, że po zakończeniu leczenia będzie to możliwe.

57 650 zł z 60 000 zł
96%
Jerzy Kuczek, Gorlice

Pomóż Jerzemu w walce z rakiem - na zakup nierefundowanego leku

W październiku 2022 r. u mojego Taty zdiagnozowano agresywną postać raka dróg żółciowych (cholangiocarcinoma), który dał przerzuty do wątroby i kości. Zostaliśmy poinformowani, że lekarze rozpoczną leczenie, ale mojemu tacie pozostało około trzy miesiące życia. Moja rodzina była zdruzgotana. W styczniu 2023 roku rozpoczęto pierwsze leczenie. Wdrożono standardową chemioterapię oraz radioterapię w połączeniu z immunoterapią (Imfinzi/Durvalumab) przez pierwsze cztery miesiące, a następnie samą immunoterapię przez kolejne pół roku. Przez pierwsze trzy miesiące walka była bardzo ciężka. Każdego dnia myśleliśmy, że stracimy Tatę. Ledwo jadł i chodził, a w nocy praktycznie nie spał. Nieustannie odczuwał potworny ból. Proste codzienne czynności były dla niego niemożliwe do wykonania. Naszej rodzinie było niezmiernie ciężko patrzeć, jak dosłownie znikał na naszych oczach, tracąc tak wiele na wadze. Mój Tata miał olbrzymie szczęście otrzymać immunoterapię. Szpital Uniwersytecki w Krakowie pozyskał Imfinzi/Durvalumab w ramach programu próbnego od firmy farmaceutycznej. Dzięki temu innowacyjnemu leczeniu, po czterech miesiącach Tata zaczął czuć się coraz lepiej. Od czerwca 2023 roku był już w stanie odstawić morfinę i znów żyć w miarę normalnym życiem. Nadal otrzymywał immunoterapię i był monitorowany co trzy miesiące za pomocą rezonansu magnetycznego. Rak przestał rosnąć i rozprzestrzeniać się. Liczne guzki na wątrobie zmniejszyły się. Tata był nawet zdolny powrócić do pracy i prowadzenia samochodu. Od początku października zauważyliśmy, że staje się coraz słabszy. W październiku 2023 roku założono mu port do chemioterapii. Zaraz po zabiegu bardzo się rozchorował. Duże ilości sterydów i antybiotyków nie zadziałały. Pewnego dnia jego skóra i białka w oczach stały się żółte. Zabrano go natychmiastowo na pogotowie. Jego drogi żółciowe zamykały się, a bilirubina wynosiła 140 umol/l. Lekarze zdecydowali się operować. Niestety, bez powodzenia. Według chirurga nie byli w stanie nic zrobić, ponieważ drogi żółciowe zamykały się na skutek postępującego nowotworu. Kolejnym krokiem była wizyta u onkologa, który poinformował moich rodziców, że nowotwór rozwija się w zawrotnym tempie. Immunoterapia już nie działa, a rezonans magnetyczny wykazał wiele nowych zmian. Jedyne, co mogli zrobić, to podać bardziej agresywną chemioterapią, aby powstrzymać postęp raka. Niestety, ta opcja nie była i nie jest możliwa ze względu na ciągłe infekcje, które są spowodowane postępującym rakiem oraz ciężkim stanem wątroby. JEST JESZCZE DUŻA SZANSA!!! Onkolog poinformował moich rodziców, że istnieje lek, który może uratować Tacie życie. Tibsovo (Ivosidenib) to terapia celowana dla pacjentów z mutacją IDH1 raka dróg żółciowych i białaczki. Pacjenci, którzy kwalifikują się na ten lek, muszą mieć wyżej wymienioną mutację, musiało dojść do przerzutów oraz pacjent wykorzystał wszystkie inne możliwości leczenia. Mój Tata spełnia wszystkie powyższe warunki. Lek ten niestety nie jest finansowany w Polsce. Próbowałam ubiegać się o pomoc w ramach programu dla pacjentów, kontaktowałam się z wieloma organizacjami (m.in. Unia Europejska, EMA, WHO, Servier Pharmacutical itp.), Narodowym Funduszem Zdrowia, a także szpitalem w celu ubiegania się o ratunkowy dostęp do technologii lekowych - RDTL. Niestety nikt nie jest w stanie pomóc. Lek jest zbyt drogi. Tibsovo kosztuje 33 000$ miesięcznie w USA i 66,240 zł plus podatek w Polsce (i całej Europie). Onkolog powiedział, że jedyną opcją jest zebranie funduszy na sfinansowanie leku. Staramy się zdobyć pieniądze na roczne zaopatrzenie. Mój Tata jest obecnie w szpitalu, ale wkrótce zostanie zwolniony z wyrokiem śmierci. Największym jego marzeniem mojego jest zobaczyć, jak jego wnuczka (3,5 roku) idzie do szkoły. Wszyscy bardzo go kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. W imieniu mojego Taty oraz całej rodziny proszę o pomoc. Dzięki Wam największe marzenie mojego Taty może się spełnić. Jest jeszcze młodym mężczyzną z silnym pragnieniem życia. Mam świadomość, że modlimy się o cud, ale mocno wierzę, że z Bożą i Waszą pomocą niemożliwe stanie się możliwe. Dziękuję każdemu z Was z osobna za wsparcie finansowe, modlitwę oraz słowa otuchy w tym jakże ciężkim dla naszej rodziny czasie. Ze szczerymi wyrazami wdzięczności, Katarzyna z Rodzina

14 967 zł z 430 000 zł
3%
Jan Wójcik, Jedlina Zdrój

Dla mojego Taty - aby przywrócić mu zdrowie!

Mój Tata, sportowiec, jeszcze 3 lata temu pokonywał na rowerze długie dystanse, jeździł na nartach, chodził ze mną po górach w ubiegłym roku, a dziś z pomocą przemieszcza się po domu i nieustająco towarzyszy mu ból. Czas spędza, siedząc w fotelu, podczas gdy rok temu chodził na długie spacery z psem, po lesie, był osobą bardzo aktywną, to zapewniało mu pogodę ducha i dawało radość. Dziś jest osobą niepełnosprawną, wymagającą stałej opieki, pogrążony w smutku i rozpaczy. Można to zmienić i przywrócić mu sprawność i radość oraz chęć do życia. Robię wszystko, co w mojej mocy, aby mu w tym pomóc. Zebrane środki zostaną przeznaczone na zabieg krioablacji.

499 zł z 23 500 zł
2%