Zbiórki

Jadwiga Brzezicka, Węgrów

Potrzebuję wsparcia w leczeniu raka

Witam, nazywam się Jadwiga (dzieci zazwyczaj mówią do mnie Jadzia). Mam 57 lat. Zachorowałam w 2017 roku na raka płuca, było to pół roku po śmierci mojego męża. Załamałam się. Jak usłyszałam słowo "rak", od razu myślałam, że to koniec. Jeszcze wtedy nie wiedziałam nic o tej chorobie i to było najgorsze. Przed chorobą uwielbiałam przebywać na świeżym powietrzu i zajmować się ogrodem, w szczególności moimi kwiatkami. Kocham też zwierzęta. Mam w domu trzy koty i zajmuję się też przybłędami, ostatnio są to same psiaki, ale każdy potrzebuje trochę miłości i głaskania. Z ogrodem i zwierzętami pomagają mi dzieci, bo już czasami nie mam siły i szybko się męczę, a w upalne dni nie mogę nawet wychodzić na zewnątrz. Jestem wdową, mam trójkę dzieci i jedną wnuczkę. Kocham ich całym sercem. Dzieci są już dorosłe, mają swoje rodziny, ale codziennie ktoś do mnie wpada albo zostają na weekend. Są całym moim życiem i największym wsparciem, jakie mogłabym sobie wymarzyć. W chorobie na szczęście miałam wsparcie moich dzieci - nie pozwoliły mi na złe myśli, których jednak było ciężko uniknąć. Leżąc w szpitalu człowiek myśli o najgorszym, o tym jak sobie poradzą dzieci, zwierzęta, kto będzie o nie dbał. Te myśli nachodzą i nachodzą, jednak odwiedziny najbliższych dają poczucie bezpieczeństwa. Została mi wycięta część płuca i dostałam dawkę chemii na wszelki wypadek. Nie wspominam dobrze tych dwóch rzeczy i chciałabym o nich zapomnieć. Po roku wróciłam do pracy i cieszyłam się życiem, czekając na przyjście na świat mojej pierwszej wnuczki. Trzy lata po pierwszej diagnozie nadeszła kolejna, gorsza - guz mózgu o średnicy 5 cm. Tutaj miałam kolejne szczęście, bo trafiłam na młodego lekarza, który się mną zainteresował i zamiast tylko radioterapii miałam operację wycięcia tego guza i dodatkowo radioterapię. Pobyt w szpitalu był ciężki ze względu na pandemię i brak odwiedzin. To chyba było najgorsze dla moich bliskich, którzy musieli czekać na moje telefony i wideorozmowy. Musieli kontaktować się z lekarzami tylko telefonicznie, co nie zawsze było możliwe. Po tym guzie już nie jestem taka sama i myślę, że nie wrócę do pełnej sprawności. Mam mocne zaniki pamięci i problemy z koncentracją. Pogorszył mi się wzrok i słuch. Podczas choroby złapałam półpaśca i leczę go do dzisiaj. Życie stało się trudniejsze w kwestii zdrowotnej i finansowej. Przez półpaśca i problemy z pamięcią i koncentracją oraz kręgosłupem muszę leczyć się prywatnie. Mój lekarz prowadzący jest lekarzem "jednej rzeczy", więc jeśli nie widzi nigdzie guza, inne sprawy go nie interesują, dlatego wszystkie skierownia muszę brać od lekarzy prywatnie. Czasami zdarza się, że na same wizyty moje dzieci wydają miesięcznie około 1500 zł. Do tego dochodzą leki oraz badania, czyli w sumie 4000 złmiesięcznie. Cieszę się, że mam dzieci, bo inaczej nie byłoby mnie na to stać. Z mojej renty nic nie zostaje, bo wszystko idzie na spłatę kredytu, który wzięłam, jak byłam zdrowa. Potrzebuję pieniędzy na codzienne wydatki związane z leczeniem, na leki, na rehabilitację. Życie teraz jest ciężkie i wszystkie koszty wzrastają, a mi nie zostaje nawet grosik z renty. Dlatego jeśli ktoś wpłaci chociażby 1 zł, będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam i dziękuję za wszystko, Jadzia

1 824 zł
1%
Iga Majewska, Kraków

Pomóż w walce z rakiem piersi!

Cześć! Jestem Iga, mam 28 lat i niedawno usłyszałam diagnozę - nowotwór złośliwy, rak potrójnie ujemny piersi. Lato 2022 pozostanie dla mnie ważną datą. Kiedy podczas samobadania odkryłam w piersi guz, nie spodziewałam się, że kilka tygodni później moje wszystkie plany legną w gruzach. Kolejne badania przynosiły kolejne złe wieści - nowotwór złośliwy, potrójnie ujemny. Szok i niedowierzanie. Po kilku konsultacjach było pewne, że trzeba natychmiast zacząć chemioterapię. Moje leczenie zakłada 12 cykli chemii białej, a następnie kolejne 4 cykle chemii czerwonej. Wyniki leczenia pokażą, czy konieczna będzie operacja i dalsze leczenie - niestety, przy walce z nowotworem nie ma drogi na skróty. Jestem na początku tej trudnej drogi, za mną 4 tygodnie przyjmowania chemii i cotygodniowe wizyty na badaniach i oddziale dziennej chemioterapii. Jestem pod opieką najlepszych specjalistów, co napawa mnie nadzieją i zwiększa motywacje do walki. Podczas pierwszych konsultacji dowiedziałam się o sposobach na zwiększenie skuteczności leczenia poprzez zastosowanie immunoterapii. Ma ona na celu wzmocnić organizm w tej trudnej walce i zapobiegać nawrotom choroby po zakończeniu leczenia. Pembrolizumab, bo o nim mowa, jest lekiem powszechnie stosowanym w leczeniu trójujemnych nowotworów piersi w całej Europie. Niestety, na tę chwilę ta terapia nie jest refundowana w Polsce. Z pomocą rodziny immunoterapię zaczęłam przyjmować już od pierwszej dawki chemii, jednak całościowy koszt tej terapii to około 240 tysięcy złotych. Jeśli jesteś w stanie pomóc mi zebrać środki na kontunuowanie leczenia, to ja, moja rodzina i przyjaciele, będziemy Ci bardzo wdzięczni! Wierzę, że z Twoją pomocą będzie mi łatwiej przejść przez ten ciężki czas. Pomożesz mi pokonać chorobę! Dziękuję! Iga

88 879 zł
37%
KRZYSZTOF WODKA, ŻABNO

Na leczenie nowotworu złośliwego

Mam 57 lat i w lutym moje życie zmieniło sie diametralnie. Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie diagnoza - nowotwór złosliwy pęcherza moczowego C67.9. Na początku przeszedłem dwa zabiegi elektroresekcji guza pęcherza moczowego z marnym skutkiem, a wynik biopsji źle rokował. Obecnie kontynuuję leczenie w Instytucie Onkologi na Garncarskiej w Krakowie, na które składa się chemioterapia indukcyjna w kilku cyklach, dolewki, badania i leki. W listopadzie będę miał przeprowadzony zabieg cystektomi radykalnej. W czasie choroby nie mam możliwości podjęcia pracy i raczej nieprędko wrócę do życia zawodowego. Zasiłek chorobowy nie pokrywa wszystkich moich potrzeb, tak ważnych w czasie choroby - leków, suplementów, środkow do pielegnacji i kosztów transportu do szpitala. Proszę o pomoc, bym mógł kontynować leczenie i spać spokojnie. Każda złotówka jest dla mnie bardzo ważna. Dziękuję.

90 zł
1%
Małgorzata Dzika, Cielądz

Zbiórka na leczenie pembrolizumabem

Witam, mam na imię Małgorzata, mam 39 lat i jestem mamą trójki wspaniałych dzieci: Kuby, Patrycji i Dawida. Mieszkam z rodziną na wsi i potrzebuję pomocy w zebraniu pieniędzy na moje dalsze leczenie. W sierpniu dowiedziałam się o nowotworze piersi. Obecnie przyjmuję chemioterapię, czeka mnie również podwójna mastektomia czyli usunięcie obu piersi. Kilka miesięcy wcześniej, podczas badania USG wykryto u mnie niewielki guzek, jednak lekarz zapewniał mnie, że to nic poważnego i absolutnie nie mam się czym martwić. Pomimo wielu obaw (moja siostra kilka lat temu zmarła na raka piersi, tata również zmarł na nowotwór), lekarz stwierdził, że nie ma potrzeby wykonana biopsji i wyznaczył kolejną wizytę za 6 miesięcy. Niestety przez ten czas guz powiększył się o kilka centymetrów, natychmiast zostałam skierowana na wszystkie badania. Okazało się, że zachorowałam na nowotwór piersi potrójnie ujemny, jest to bardzo agresywny podtyp. Obecnie rozpoczęłam kolejny cykl chemioterapii i zostałam poinformowana przez lekarza o leku, który może mi pomóc zwalczyć chorobę i przedłużyć życie, jednak muszę go przyjąć w trakcie trwania chemioterapii. Moja chemia kończy się w styczniu, więc zostało niewiele czasu, aby zebrać wyznaczoną kwotę na lek PEMBROLIZUMAB, wynoszącą 140 tys. złotych. Jest to nowoczesna immunoterapia, niestety nierefundowana przez NFZ. Leczenie ma polegać na przyjęciu 9 dawek leku co 3 tygodnie. Koszt jednej dawki to 15.500 zł. Do ceny leku dochodzą koszty obecnego leczenia farmakologicznego, wizyty lekarskie, dojazdy do szpitala co tydzień (200 km). Moja rodzina utrzymuje się z niewielkiego gospodarstwa rolnego i sami nie jesteśmy w stanie zgromadzić tak ogromnej sumy na lek, który może przedłużyć mi życie, pozwolić na dalsze spełnianie marzeń i obserwowanie jak moje dzieci dorastają. Każda pomoc będzie na wagę złota - wpłata nawet złotówki czy udostępnienie zbiórki. Ja i moja rodzina będziemy wszystkim ogromnie wdzięczni.

140 637 zł
100%
Edyta Polucha, Brzóza

Zbiórka dla Edyty

Witam, pierwszy raz korzystam ze zbiórki i nie wiem od czego zacząć... Choroba nowotworowa ciągnie się za mną od 24 roku życia, a mam zaledwie 41 lat. Pierwszy raz zachorowałam w wieku jako 17 latka na nowotwór złośliwy węzłów chłonnych, czyli nowotwór Hodgkina. Po leczeniu w szpitalu dziecięcym uzyskałam prawie 5 lat normalnego życia, które prowadzi każda nastolatka. Niestety los tak chciał, że w wiek prawie 22 lat choroba znów dała o sobie znać. Leczenie było długie i bardzo wyczerpujące, chemioterapia oraz radioterapia siały spustoszenie w moim organizmie, a także w psychice. Na zakończenie leczenia przeszłam przeszczep immunologiczny z własnych komórek macierzystych. Ten przeszczep okazał się strzałem w dziesiątkę. Kilkanaście lat w remisji, aż do roku 2021. Okazało sie, że trzeci raz dotknęła mnie ta straszna choroba, tym razem rak piersi, który jest bardzo agresywny. Moja pensja to 3300 zł na rękę. Mam na utrzymaniu 14-letniego syna, do opłacenia mieszkanie, rachunki i pozostałe wydatki. Przy tego typu chorobach te pieniądze są kroplą w morzu potrzeb. Jednorazowy wyjazd na chemioterapię to ogólny koszt ok. 200 zł. Poza tym leki i żywienie to kolejne wydatki.

7 059 zł
14%
Anna Gruszka, Przasnysz

Immunoterapia dla 42-letniej Ani

Pamiętam, jak wracała wieczorem i siadała przed stertą klasówek, mówiła "muszę to na jutro zrobić". Dawała z siebie wszystko jako nauczyciel, wymagała od innych, ale znacznie więcej od siebie. Toczyła taką walkę codziennie odkąd pamiętam, a dzisiaj staje w szranki z potrójnie ujemnym zaawansowanym nowotworem piersi, takim o którym nikt nie chce zbyt wiele mówić, bo niewiele jest tu dobrego do powiedzenia. Rokowania niezbyt dobre przy tym typie nowotworu, na którego jedyną metodą jest chemioterapia, mastektomia i radioterapia - nie gwarantują jednak sukcesu. Brzydka, złośliwa odmiana nowotworu mająca ograniczone możliwości leczenia w Polsce. Dziesiątki konsultacji ze specjalistami z całego świata, kilkanaście przeczytanych książek, przeanalizowane setki wyników badań, tysiące stron internetowych. Dziesiątki różnych alternatywnych terapii: akupunktura, posty, odżywianie, jad pszczeli, ćwiczenia i joga, ale nigdzie nie ma potwierdzonej skuteczności i wyniku 100%. Przy tej chorobie jedną metodą nie osiąga się takiego wyniku. Tutaj wynik daje konsekwencja i wiara, że jednak jest to możliwe. Za kilka dni Ania rozpoczyna pierwszy cykl 17 chemioterapii oddzielonych w międzyczasie mastektomią i jeżeli będzie to konieczne radioterapią. Immunoterapię należy wdrożyć od samego początku, ponieważ daje to największe szanse na przeżycie. Wiemy, że warto, bo to działa. Dla tego nowotworu jest to na dziś jedyne skuteczne leczenie. Jedna dawka leku to wydatek rzędu 16 tysięcy złotych. Leczenie obok chemioterapii trwa rok, a lek trzeba podawać co 2/3 tygodnie. W Polsce taka terapia nie jest refundowana tak jak w większości krajów Unii Europejskiej czy też USA. Link do leku: Zaawansowany potrójnie negatywny | raka piersi KEYTRUDA® (pembrolizumab) | Pacjentów Ubezpieczenie i oszczędności osobiste nie wystarczą na pokrycie pełnych kosztów leczenia i opieki, gdyż jesteśmy normalną rodziną z kredytami. Dlatego zwracam się do Was, przyjaciele, znajomi oraz wszyscy z którymi zetknęliśmy się w swoim życiu. Jeśli jesteś w stanie wspomóc nas w uzyskaniu dostępu do immunoterapii, my i nasze dzieci będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziewczynki mają 13 i 16 lat, potrzebują mamy, a ja przyjaciółki i żony. Ania ma jedno marzenie: być dalej mamą na pełen etat, patrzeć jak dziewczynki dorastają oraz zatańczyć na ich ślubie. Jak mawiają, życie jest dobrym nauczycielem, tylko trochę drogo bierze za swoje lekcje. Mam nadzieję, że jej edukacja będzie trwała jeszcze wiele lat, a rachunek za naukę nie nadejdzie zbyt szybko. Mirek,

254 434 zł
93%
Dominik Głód, Lachowice

Zbiórka na dalsze leczenie

Mam na imię Dominik, mam 22 lata. Niecały rok temu stwierdzono u mnie nowotwór złośliwy jądra. Oparciem w trudnych chwilach są dla mnie przyjaciele, dziewczyna i ukochany pies. Od lipca przyjmuję chemię. Leczenie uniemożliwia mi pracę oraz znacznie ogranicza moje środki finansowe. Częste wizyty u onkologa, a także dojazdy na kolejne cykle pochłaniają sporą część budżetu. Z racji obniżonej odporności nie mogę korzystać z komunikacji miejskiej. Będę wdzięczny za każdą ofiarowaną mi pomoc w walce o życie.

10 058 zł
100%
Beata Równicka, Warszawa (Wilanów)

Zakup nierefundowanego leku na raka piersi

Mam na imię Beata i 26 września po otrzymaniu diagnozy złośliwego nowotworu piersi zmienił się mój świat. W moim przypadku jest to typ agresywny, potrójnie ujemny, co oznacza, że nowoczesne opcje leczenia stosowane w innych typach nie zadziałają. Zalecenia obejmują 20 tygodni chemioterapii, następnie operację i dalsze leczenie, w zależności od wyników, chemio- lub radioterapią. Od bardzo niedawna na świecie, w tym w wielu zachodnich krajach UE (np. Niemcy, Belgia, Francja) zaczęto włączać do leczenia tego typu nowotworu także immunoterapię, która podawana razem z chemioterapią znacząco zwiększa szanse na wyleczenie i zmniejsza ryzyko nawrotu po zakończeniu kuracji. Ten nowy lek to Keytruda (pembrolizumab) i niestety w Polsce nie jest jeszcze refundowany dla chorych z nowotworem piersi (jest już objęty refundacją NFZ w czerniaku i raku płuc). Jestem osobą aktywną, uwielbiam sport, zwłaszcza siatkówkę i podróże. Ostatnie 3 lata poświęciłam na wychowywanie mojego synka Jurka, który jest całym moim życiem. Mam dopiero 43 lata i mnóstwo marzeń do spełnienia, a przede wszystkim chcę, aby mój synek miał mamę. Zebrane środki przeznaczę na zakup zaleconych mi przez lekarzy 16 dawek Keytrudy (podawanych przed i po operacji). Cena jednej dawki to 15,5 tysięcy złotych, czeka mnie zatem ogromny koszt. Lek muszę zacząć brać niezwłocznie, podaje się go bowiem równolegle z chemioterapią, którą już otrzymuję. Dzięki lekarzom, którym jestem ogromnie wdzięczna, bardzo szybko rozpoczęłam walkę z chorobą, już 1,5 tygodnia od wyników biopsji. Jestem już po pierwszej dawce chemioterapii. Bardzo dziękuję rodzinie i najbliższym osobom za to, że są i mnie wspierają. Jeśli zechcesz zasilić moją zbiórkę, będę Ci bardzo wdzięczna.

75 844 zł
30%
Joanna Piworowicz, Wisznia Mała

Na leczenie i rehabilitację dla Asi - walka z rakiem

Mam na imię Asia i mam 43 lata. Jestem żoną i mamą dwójki nastolatków. Dwa lata temu mój świat runął - usłyszałam diagnozę nowotwór złośliwy, rak potrójnie ujemny piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Po chwili zwątpienia, złości i bezradności postanowiłam podjąć walkę i nie dać się RAKOWI. Przeszłam chemię czerwoną, białą (18 wlewów), operację mastektomii piersi prawej z usunięciem węzłów chłonnych i chemię uzupełniającą w tabletkach. Leczenie było bardzo agresywne, ale m.in. dzięki suplementacji, diecie i dobremu nastawieniu przyniosło skutki, byłam w remisji. W międzyczasie okazało się, że jestem nosicielką mutacji genetycznej BRCA2. Poddałam się profilaktycznej operacji usunięcia jajników z jajowodami oraz mastektomii piersi lewej. We wrześniu 2022 roku podczas badań kontrolnych okazało się, że choroba wróciła! Mam przerzut do kości, a konkretnie do kręgosłupa na wysokości Th6. Jest to mała zmiana i są duże szanse, aby chorobę uśpić! Muszę przejść radioterapię, operację kręgosłupa, a następnie chemię. Niestety w Polsce nie ma skutecznych leków refundowanych przez NFZ zatrzymujących chorobę (nawrót choroby). Jedynym ratunkiem dla mnie jest nierefundowane leczenie, które przynosi znakomite efekty w całej Europie, przybliżony koszt w Polsce to 300 tysięcy złotych. Ja i moja rodzina nie jesteśmy w stanie samodzielnie pokryć kosztów mojego leczenia. Wierzę jednak, że znajdą się ludzie z dobrym sercem i pomogą mi zebrać fundusze, aby uśpić chorobę i cieszyć się życiem! Dziękuję za Twoją pomoc.

92 755 zł
30%
Adrian Zmysłowski, Świdwin

Adrian rozpoczyna walkę z czasem

Witam wszystkich serdecznie, mam na imię Adrian, mam 32-lata i ogromną wolę życia. Rozpocząłem walkę z wyniszczającym nieprzyjacielem w moim organizmie. Wyobraźmy sobie normalne życie 30-35-latka. Wstajemy codziennie do pracy, na siłownię, na basen, spotykamy się ze znajomymi, planujemy założyć rodzinę albo już ją założyliśmy - żyjemy pełnią życia, mamy plany na przyszłość. Od czasu do czasu zatrzymamy się, gdy usłyszymy, że znajomy, ktoś z rodziny umarł na raka, no ale tak - był starszy, całe szczęście, że ja jestem młody i mnie to nie spotka. Otóż problem w tym, że rak nie patrzy czy jesteś młody, stary, bogaty czy biedny... Koszmar zaczął się niewinnie - dużo schudłem, jednak wszyscy znajomi, rodzina, współpracownicy połączyli to ze wzmożoną aktywnością fizyczną - niedawno wróciłem do swojej drużyny piłkarskiej, w której grałem dobrych kilka lat temu. 5 lipca zacząłem mieć problemy, jak myślałem żołądkowe, byłem pewien, że czymś się zatrułem i że to normalna 3-dniówka. Dolegliwości nie mijały, tylko się nasilały. Udałem się więc do lekarza pierwszego kontaktu. Doktor od razu zobaczył, że coś jest nie tak i zlecił badanie poziomu bilirubiny (z uwagi na żółtą cerę) i USG jamy brzusznej. USG wykazało, że mam kamień w przewodzie żółciowym. Dostałem skierowanie do szpitala, gdzie udałem się niezwłocznie. Podczas badań w szpitalu dowiedziałem się, że mam nowotwór złośliwy - GUZ KLATSKINA 4 cm x 5 cm - czwarte stadium - zlokalizowany we wnęce wątroby. W tym momencie wszystko się zmieniło. Na początku szok, niedowierzanie... Świat się zatrzymał. W moim organizmie miesiącami/latami rósł śmiertelnie niebezpieczny guz. Nic o nim nie wiedziałem, nie mogłem szukać ratunku. Po 48 dniach diagnostyki i leczenia - 22.08.2022 opuściłem szpital w Kołobrzegu, rozpoczynając walkę z wrogiem i czasem, do której jak wiadomo są potrzebne środki. Wyjazdy do specjalistów, lekarstwa - nie byłem gotowy na tego typu wydatki, nawet nie przeszło mi przez myśl, że kiedyś mogę potrzebować środków na taki cel. Choroba postępuje bardzo szybko, tutaj liczy się czas. Mimo tego, że rak odbiera mi plany na przyszłość, nie poddaję się i mam ogromną wolę walki. Apeluję do wszystkich ludzi dobrej woli, aby swoim dobrym sercem wzięli udział w zbiórce pieniędzy na moje leczenie. Celem zbiórki jest operacja metodą Nanoknife, która nie jest w Polsce refundowana. Zostałem zakwalifikowany do operacji tą metodą. Bardzo możliwe, że ten zabieg będzie trzeba wykonać dwukrotnie. Choroba nie wybiera... Pamiętajmy - dobro wraca z podwójną mocą.

20 223 zł
16%
Dorota Ławniczak, Lubotyń

Zbieram środki na nierefundowany lek

Choruję na oponiaki mózgu, usuwane operacyjnie już siedem razy i leczone radioterapią. Niestety nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Postanowiono zastosować chemioterapię. Zbieramy na lek nierefundowany przez NFZ - bewacyzumab. Jest to leczenie dożylne stosowane raz na dwa tygodnie. Koszt jednego podania to ok. 1700 zł. Mam 1300 zł renty, wychowuję sama 15-letniego syna. Nie jestem w stanie samodzielnie pokryć kosztów leczenia, dlatego proszę o pomoc.

26 239 zł
87%
Małgorzata Iwińska, Warszawa

Pomoc w zwalczeniu nawracającego raka piersi

Diagnozę usłyszałam w wieku 35 lat, kiedy człowiek ma w głowie inne plany niż rozpoczęcie leczenia z powodu nowotworu. Zawsze byłam osobą aktywną, uprawiającą sporty, kochającą taniec i podróże. W 2020 roku lekarze znaleźli w lewej piersi nowotwór złośliwy, HER2+, bez przerzutów. Leczenie trwało rok, obejmowało chemioterapię, leczenie celowane, jednostronną mastektomię z rekonstrukcją i wycięcie węzłów wartowniczych. Po operacji w lipcu 2021 otrzymałam najlepszą wiadomość, jaką można, czyli całkowita regresja choroby. Leczenie zakończyłam w lutym 2022 pełna nadziei, że już wszystko będzie dobrze. W wakacje powoli udało mi się wrócić do normalnej aktywności i ruchu po operacji oraz leczeniu. Przez chwilę cieszyłam się cudownym światem zdrowego człowieka. W głowie znowu pojawiły się plany życiowe, które trzeba było porzucić w chwili diagnozy w 2020 r. Kolejne badania miały mnie tylko upewnić w przekonaniu, że wszystko jest w porządku. We wrześniu 2022 r. w badaniach obrazowych wyszły liczne zmiany w płucach i wiele podejrzanych węzłów chłonnych ze strony usuniętej piersi oraz w całej klatce piersiowej. Biopsja węzła pod pachą potwierdziła obecność komórek rakowych, czyli wznowę choroby. Przede mną podjęcie ciężkiej i nierównej walki z nowotworem, który całkowicie zmienił moje życie. Chcę zrobić wszystko, żebym mogła znowu normalnie żyć i funkcjonować. Znaleziono u mnie mutację genu RAD51D, odpowiedzialną za zwiększone ryzyko raka piersi oraz jajnika, więc w przyszłości będę musiała profilaktycznie usunąć poza drugą piersią również jajniki. Pieniądze ze zbiórki chcę przeznaczyć na pokrycie wszelkich kosztów związanych z leczeniem nawrotu nowotworu, jak diagnostyka, nierefundowane leki, rehabilitacja, porady lekarskie oraz związanych z profilaktyką ze względu na obecność mutacji genetycznej. Nadal wierzę, że wszystko będzie dobrze!

26 390 zł
65%