Zbiórki

Beata Stelmach, Debrzno

Zbieram środki na marihuanę medyczną

Zanim skończycie Państwo czytać tę prośbę, kolejne osoby otrzymają diagnozę “rak”. Co najmniej trzy razy więcej dowie się, że ktoś z ich rodziny lub znajomych zachorował na nowotwór. Każdy z nas ma imię. Nie jesteśmy numerem statystycznym w rejestrze onkologicznym. Mam na imię Beata, mam marzenia, mam świadomość, mam raka. Wyłączyłam nieśmiertelność i nie składam broni. Mam siłę. Każdego poranka, jak otworzę oczy, uśmiecham się do siebie. Nie ma znaczenia, gdzie się budzę i jaka jest pogoda za oknem. Jestem wdzięczna za dany mi kolejny dzień. Bardzo chciałabym napisać o sobie coś tak interesującego, aby zwrócić Państwa uwagę. Moja historia jest jednak podobna do innych na tym portalu. W 2008 roku pierwsza diagnoza – nowotwór piersi. Leczony przez 5 lat. Rodzinna sielanka została przerwana w 2017 roku diagnozą – nowotwór wątroby i płuc. Podejmowane był próby mojego leczenia w różnych ośrodkach onkologicznych na terenie Polski. Ostatecznie w Warszawie dostałam nadzieję. Lekarz powiedział, że nie wyleczy mnie, ale zrobi wszystko, aby przedłużyć mi życie. Wtedy stałam się pacjentką paliatywną. Znaczy to tyle, że nie będę wyleczona, proces chorobowy nie zostanie też zatrzymany. Celem lekarza jest łagodzenie objawów choroby i uśmierzanie bólu. Wydatki na suplementy, witaminy, zastrzyki hormonalne, leki na ciśnienie pozostawiają nieduży budżet. Jednak najbardziej kosztowna jest medyczna marihuana. Jest dla mnie najlepszym środkiem na ból nowotworowy niepozwalający często wstać z łóżka. Ponadto może mieć działanie wspomagające w hamowaniu powstawania naczyń krwionośnych, które odżywiają nowotwór oraz ograniczaniu rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych. Mieszkam w pomorskiej wiosce, Cierznie. Jestem samotną mamą dwóch synów. Młodszy uczy się w szkole średniej. Ponieważ wszystkie oszczędności „na czarną godzinę” się skończyły, starszy syn, niestety, zamiast iść na studia, wyjechał za granicę do pracy, aby dokładać pieniążki do mojej renty. Najbardziej mnie boli, że mój stan nie pozwala mi na wykonywanie żadnej pracy, przez co zmusza mnie do zaistnienia na tym portalu. Dodatkowo ponoszę duże koszty przyjazdu do Warszawy co dwa, trzy tygodnie na kilkudniowe badania i chemię. Badania są robione w warunkach ambulatoryjnych, dlatego na ich czas zmuszona jestem zatrzymywać się w hotelu. Robi mi to kolejną dziurę w portfelu. Zdaję sobie sprawę, że nie uda Wam się otoczyć opieką wszystkich potrzebujących. Jednak to nie powód, żeby nie próbować. Wiem, że pewne działania mogą się wydawać tylko kroplą w oceanie potrzeb. Ale moja kropelka i kropelka od Państwa to już dwie kropelki. Jeśli są Państwo zainteresowani wsparciem, a macie jakieś wątpliwości, zapraszam do rozmowy. Chętnie odpowiem na wszystkie pytania. Dziś położę się spać, dziękując za kolejny dzień życia...

9 902 zł
99%
Anna Konon, Bytom

Walka z rakiem mamy dwójki dzieci. Tata zginął w wypadku.

Mam na imię Ania i mam 34 lata. Do niedawna czułam się spełnioną osobą. Miałam pracę, którą bardzo lubiłam - prowadziłam swoją działalność w handlu odzieżą. Natomiast przede wszystkim miałam przy sobie miłość mojego życia. W Arturze zakochałam się już w gimnazjum. Moje największe szczęście to dwie wspaniałe córeczki, aktualnie mają 3 i 11 lat. Całe to moje życie zaczęło się burzyć na początku 2020 r. Przez pandemię i lockdowny miałam problemy z działalnością. Najgorsze wydarzyło się w Wielki Piątek... Mój Ukochany zginął w wypadku komunikacyjnym. Ja straciłam cudownego faceta, a moje dziewczynki kochającego tatusia. Mój świat się wtedy zawalił. Myślałam, że już nie dam rady się z tego pozbierać. Moje życie właśnie się skończyło. Ale musiałam... dla moich dzieci. Małymi krokami i ciężką pracą dawałyśmy radę dzień po dniu. Kolejny cios otrzymałam niedługo potem, bo był czerwiec 2021 r. Wyczułam wypukłość na prawej piersi, przestraszyłam się i szybko umówiłam się na USG piersi. Zamarłam, kiedy lekarz wykonujący badanie powiedział, że w piersi jest guz o wielkości 2,5x3 cm i węzły chłonne też są zajęte. Od razu wdrożyliśmy wszystkie procedury mające na celu jak najszybciej rozpocząć leczenie. Przechodziłam ogromne kryzysy podczas diagnozy. Tata dzieci nie żyje, a ja jestem śmiertelnie chora... JA MUSZĘ DLA NICH ŻYĆ!!! Pracowałam do ostatniego dnia diagnozy, która trwała 2,5 miesiąca. Poddałam się w trakcie czerwonej chemii, która dała mi popalić. Nie byłam w stanie nic zrobić, nie byłam w stanie wstać z łóżka, nie byłam w stanie żyć. Wylądowałam w szpitalu z neutropenią (miałam prawie zerowy stan białych krwinek). Byłam 7 dni w całkowitej izolacji. Przyjęłam dopiero dwie dawki chemii, a kolejne były pod dużym znakiem zapytania. Myślałam, że ta chemia mnie wykończy. Pani doktor onkolog kliniczna, która mnie prowadziła, powiedziała że dawno nie widziała tak wrażliwego na chemię przypadku. Na szczęście udało się. Całą chemię, czyli 4 czerwone, potem 12 białych plus blokada anty Her (mam raka nieluminalnego Her2 dodatniego) przeszłam biorąc zastrzyki na pobudzenie wzrostu białych krwinek. Wypadły mi moje długie włosy, schudłam 12 kg, miałam ogromne problemy z nieustającym bólem żołądka i zepsuł mi się wcześniej idealny wzrok, ale walczyłam i przetrwałam! Ze względu na to, że guz był zbyt blisko skóry i mięśnia piersiowego (przed podaniem chemii guz miał już 7x5,5 cm), musiałam poddać się mastektomii radykalnej i usunięciu 11 węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie rehabilitacja i radioterapia. Ponieważ mam problemy z krążeniem (3 razy usuwane żylaki kończyn dolnych), lekarz zalecił mi wykonanie zespolenia naczyń limfatycznych, żeby uniknąć obrzęku w ręce, w której usunięto mi węzły chłonne. Niestety operacja zespolenia naczyń limfatycznych jest operacją komercyjną i kosztuje 30 tysięcy złotych. Muszę jak najszybciej wrócić do sprawności i do pracy. Ze względu na to, że chora była prawa strona, obawiam się o sprawność w tej ręce i możliwość pracy na pełnych obrotach, do której byłam przyzwyczajona. Dotąd byłam bardzo aktywną osobą. Ponadto rak którego miałam, był rakiem zrazikowym, czyli takim, który lubi się przenosić do drugiej piersi. Nie dam rady przejść przez to piekło jeszcze raz, więc chciałabym się poddać profilaktycznej mastektomii drugiej piersi, której koszt to prawie 20 tysięcy złotych. Chemia bardzo wykończyła mój organizm. W tej chwili muszę pomóc mu w regeneracji, zadbać o wypłukanie chemii i dostarczenie witamin i minerałów. Sama suplementacja i badanie poziomu witamin w organizmie to kilkaset złotych miesięcznie. Ciągle diagnozuję powód tak szybkiego i ogromnego pogorszenia wzroku. Czeka mnie wizyta w poradni rogówki oka. Zaczęłam nosić okulary -3,5 na jedno oko i - 2,5 na drugie. Nie wykryto u mnie mutacji genowej w badaniach NFZ. Powtórzyłam je prywatnie (koszt 2000 zł). Nikt w mojej rodzinie nie chorował na raka, a ja tak młoda i jestem pierwsza. Na wyniki nadal czekam. Robiłam także badanie, w którym liczone są komórki rakowe we krwi. Próbka wysyłana jest do Niemiec. Takie badanie kosztowało mnie prawie 4000 zł. Na szczęście wynik był zadowalający. Żeby badanie miało sens, muszę je powtarzać co 6-8 miesięcy, aby kontrolować spadek bądź wzrost tych komórek rakowych w obiegu krwionośnym (z nich powstają przerzuty). Zabiegam także o rezonans głowy, ponieważ rak Her dodatki jest rakiem który najczęściej atakuje OUN (mózg). Niestety lekarze na NFZ nie są skorzy do wydawania takich skierowań. Prywatnie badanie plus wizyta u neurologa to koszt 750-850 zł. Proszę o wsparcie mnie w tej walce. Muszę być zdrowa i sprawna dla moich córek, bo mają tylko mnie. :-( Dziękuję.

49 349 zł
98%
Leszek Zakrzewski-Dankert, Kluczbork

Walka z glejakiem wielopostaciowym IV stopnia

By choroba nie zabrała nadziei. Leszek - kontra guz mózgu! Kiedyś z radością i optymizmem patrzyłem w przyszłość, gdy nagle wszystko się zmieniło. Pod koniec kwietnia 2021 bez ostrzeżenia przyszła choroba. Straszna choroba. Przeciwnik niezwykle silny i podstępny - nowotwór mózgu. Diagnoza była dla nas szokiem - glejak wielopostaciowy (WHO IV), jeden z najniebezpieczniejszych nowotworów, szybko i często dający wznowy. Potem czekała mnie operacja, a z nią niepewność czy się uda, czy po operacji będę sprawny. W efekcie operacje były trzy, jedna po drugiej w odstępie dwóch tygodni (maj 2021). Tę walkę udało mi się wygrać i guz został usunięty w całości, bez powikłań. Potem nastąpiło leczenie, chemioterapia i radioterapia, a po nich kolejna, mocniejsza chemia w cyklach tygodniowych przez pół roku. Powoli wracały siły, czułem się dobrze, wydawało się, że wszystko zaczyna iść w dobrym kierunku i myślałem o powrocie do pracy. Aż przyszło kolejne badanie kontrolne i kolejny szok. Guz odrósł- WZNOWA! Walka zaczyna się od nowa, nie poddaję się. W grę wchodzi kolejna operacja i chemioterapia. Standardowe leczenie, które w moim przypadku nie pomogło. Rodzina szukała jednak innych rozwiązań. Po kontakcie z fundacją Alivia pojawia się nadzieja i realna szansa, żeby kolejny raz pokonać przeciwnika. Moją szansą na życie jest terapia NanoTherm, którą leczą pacjentów z guzami mózgu. Od trzech lat stosują i leczą tą metodą w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Jednak nie każdy pacjent może być poddany tej terapii. Muszą być spełnione określone warunki medyczne, które kwalifikują chorego do leczenia. Bałem się, czy mi się uda, czy będę mógł być leczony tą nową metodą. Na szczęście okazało się, że tak - zostałem zakwalifikowany. Jest radość i nadzieja! Niestety terapia NanoTherm, która może uratować mi życie, nie jest refundowana. Koszt leczenia to 190 000 tys. zł (za granicą 40 000 euro). Do tej pory wszystkie koszty związane z moim leczeniem udało się nam pokryć z własnych środków. Jednak koszt tej terapii jest ogromny. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał prosić o pomoc, ale teraz Was proszę i dziękuję za każdy gest wsparcia. To dobro wróci do Państwa podwójnie!

7 302 zł
3%
Sylwia Kotecka, Poznań

Rekonstrukcja i mastektomia profilaktyczna

W czerwcu 2019 roku rozpoznano u mnie dwuogniskowy nowotwór piersi prawej, przewodowy, hormonozależny. Dopiero w drugim badaniu jeden guz był widoczny, drugi ze względu na położenie dopiero w trzecim badaniu. We wrześniu 2019 roku przeszłam mastektomię piersi prawej z rekonstrukcją podmięśniową. Aktualnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Od 2001 roku jestem pod opieką poradni onkologicznej, przed mastektomią miałam wcześniej 2 operacje usunięcia gruczolakowłókniaków. Niejednorodna budowa oraz nowotwory w rodzinie skłoniły mnie do decyzji o mastektomii piersi lewej. Dodatkowo zostanie wykonana reoperacja piersi prawej - aktualnie mam dolegliwości ze strony położenia implantu podmięśniowo. Nie mam wskazań do operacji profilaktycznej na NFZ. Potrzebuję jej, by mieć spokój głowy i móc aktywnie żyć. Kwota jest na tyle wysoka, że potrzebuję wsparcia. Operacja jest zaplanowana na 04.04.2022 w Gdańsku u dr Maliszewskiego. Trudno mi prosić o pomoc, łatwiej mi pomagać innym. Wierzę, że się uda.

33 960 zł
84%
Anna Wasilewska-Dąbek, OWCZARNIA

Pokonam nowotwór piersi - zbiórka na leczenie i rekonstrukcję

Zanim wykryto u mnie raka piersi, miałam czasem tendencje do ponarzekania, szczególnie na nawał pracy, moją trójkę dzieci, która na zmianę, ale constant, coś ode mnie chce, męża (wiadomo), te psy, co tak bałaganią, itd. W styczniu 2022 roku, kiedy usłyszałam diagnozę: złośliwy nowotwór piersi, przewartościowałam swoje życie. Teraz marzę, żeby wkurzali mnie jak najdłużej. Czy moja historia jest podobna do innych? Nie wiem, cały czas poznaję historie kobiet zmagających się z rakiem (nie tylko piersi) i cały czas nie mogę pojąć algorytmu przydzielania nam tej choroby. Nie pisałabym tego tekstu, gdyby nie moja najdroższa Paulina Krasnopolska, która pod groźbą zerwania kontaktu nakazała mi przesłać wynik USG piersi. To był jej ostatni apel, abym w końcu sprawdziła to niewielkie podskórne zgrubienie lewej piersi. Moje przeczucie mnie nie zawiodło, USG wykazało niegroźną zmianę, odetchnęłam z ulgą. Ponieważ USG piersi zawiera pakiet badania dwóch piersi, po przejechaniu aparaturą po prawej okazało się, że mam guzy, których nigdy bym sama nie wyczuła. Biopsja w styczniu 2022 roku potwierdziła najgorsze: nowotwór złośliwy. W lutym przeszłam operację mastektomii jednej piersi z rekonstrukcją. Obecnie jestem w trakcie leczenia i fizjoterapii. Planuje prewencyjną mastektomię drugiej piersi. Poszukuję w tym samym czasie najlepszych rozwiązań farmakologicznych, aby zapobiec nawrotowi raka. W związku z tym, że NFZ nie obejmuje opcji profilaktycznego usunięcia piersi, na które się zdecydowałam, postanowiłam właśnie założyć tę zbiórkę. Przede mną długa droga: fizjoterapia, leczenie farmakologiczne, regularne rutynowe badania do końca życia. Chciałabym także zebrać fundusze na badania genetyczne, które powiedzą, jaki lek jest skuteczny w zwalczeniu mojego konkretnego typu raka. Dziękuje wszystkim za dotychczasowe wsparcie i dobro, którego doświadczam codziennie. Chcę żyć. Wasza Ania.

83 871 zł
209%
Jan Fulara, Warszawa

Proszę o pomoc w zebraniu środków na terapię

Mam 71 lat. Jestem ojcem trzech synów i dziadkiem czwórki uroczych wnuków. W Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie w sierpniu 2019 r. został zdiagnozowany u mnie zespół mielodysplastyczny (MDS), objawiający się upośledzonym wytwarzaniem czerwonych krwinek przez szpik kostny, z których dodatkowo część jest zdeformowana i nie w pełni funkcjonalna. Przez kilka miesięcy leczony byłem erytropoetyną podawaną w formie zastrzyków co trzy tygodnie. Jednakże wraz z postępem choroby oprócz erytropoetyny konieczne było przetaczanie koncentratu krwinek czerwonych (KKCZ), aby podnieść stężenie hemoglobiny do poziomu umożliwiającego mi w miarę normalne funkcjonowanie. W kolejnych miesiącach wymagałem częstszych przetoczeń KKCZ. Obecnie jestem po 15 przetoczeniach i przyjąłem łącznie 39 jednostek KKCZ (każda około 300 ml). Z częstym przetaczaniem krwi wiąże się kumulacja żelaza w organizmie, głównie w wątrobie, sercu i innych narządach. Przeładowanie żelazem prowadzi do marskości/włóknienia wątroby, w dalszej perspektywie do nowotworu. Przeładowanie żelazem prowadzi również do niewydolności serca, cukrzycy, zmian w układzie odpornościowym. Aby zapobiec tym negatywnym skutkom, stosuje się chelatory żelaza, które umożliwiają wydalenie tego pierwiastka z moczem i kałem. Z licznych badań klinicznych wynika, że terapia chelatująca poprawia funkcję uszkodzonych narządów, zmniejsza częstość przetoczeń KKCZ i wydłuża przeżycie chorych. Ostatnich kilka transfuzji miało miejsce w Szpitalu Wojewódzkim w Suwałkach, gdzie oprócz przetoczeń KKCZ, zastosowany został chelator żelaza – Desferal podany w formie 10-12-godzinnego wlewu dożylnego. Chelator wiąże swobodne jony żelaza znajdujące się w danej chwili w osoczu krwi. Lek ten był dość dobrze przeze mnie tolerowany. Aby terapia chelatująca była w pełni skuteczna, niezbędne jest podawanie tego leku przez 10-12 godzin przez 5-7 dni w tygodniu w ciągu kilku miesięcy. Taka terapia, ze względu na czas trwania, nie jest możliwa w żadnym z naszych szpitali. Desferal można również stosować w postaci długotrwałych infuzji podskórnych w warunkach domowych. Posiadam wyższe wykształcenie chemiczne i długoletnią praktykę laboratoryjną i czuję się na siłach wykonać wiele czynności związanych z taką terapią. Niestety Desferal nie jest refundowanym u nas lekiem. Do przeprowadzenia terapii chelatującej żelazo, oprócz Desferalu potrzebne są odczynniki do przygotowania wlewów, pompa infuzyjna oraz różnorodne materiały medyczne. Koszt takiej terapii oceniam na ok. 25000 zł. Drodzy Darczyńcy, zwracam się do Państwa z gorącą prośbą o pomoc w zgromadzeniu takich środków na sfinansowanie tej terapii. Za każdy dar serca z góry serdecznie dziękuję. Jan Fulara

891 zł
3%
Renata Marczak, Głowno

Leczenie i rehabilitacja

Mam na imię Renata. Cztery lata temu usłyszałam diagnozę, która zmieniła moje życie na zawsze. Nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Operacja, chemioterapia, radioterapia i hormonoterapia, a przede wszystkim nadzieja, że pokonałam raka. Moja radość nie trwała jednak długo. Kontrolne badania w ubiegłym roku w marcu wykazały powiększone węzły śródpiersia. Kolejne badania, biopsje, potwierdzenia progresji choroby. Zakwalifikowano mnie do leczenia w programie, które ma zatrzymać rozrost raka. Niestety badanie Pet wykazało poszerzenie zmian. Tak bardzo się boję, że nie uda się powstrzymać choroby, a ja chcę żyć. Żyć dla moich dzieci, aby móc je dalej wspierać i pomagać w trudnych decyzjach... Zawsze to ja pomagałam potrzebującym - tym razem przyszło mi Was prosić o wsparcie. Ciągłe dojazdy na badania i leczenie, dodatkowe leki oraz żywność specjalnego przeznaczenia są dla mnie bardzo kosztowne. Leczenie onkologiczne jest bardzo obciążające i wyniszczające zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Staram się nie poddawać i wierzyć, że uda mi się znaleźć skuteczną terapię, która da mi nadzieję na lepsze juto.

31 337 zł
62%
Edward Woszczenko, Żagań

Zbieram na leki oraz dojazdy do kliniki

Dzień dobry, mam na imię Edek, mam 52 lata. W lutym 2015 zdiagnozowano u mnie przewlekłą białaczkę limfocytową B-komórkową oraz niedokrwistość autoimmunohemolityczną. Pomimo stosowania chemioterapii w przeciągu 4 lat przeszedłem 3 progresje choroby. W maju 2019 w Klinice Hematologii Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku we Wrocławiu przeprowadzono allogeniczny przeszczep szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego. Niestety z powodu zarostowego zapalenia oskrzelików - przewlekła choroba przeszczep przeciwko gospodarzowi od prawie 3 lat. Dojeżdżam 300 km 4 razy w miesiącu do Kliniki na zabiegi fotoforezy, które spowalniają chorobę. W grudniu 2021 uwidocznił się kolejny objaw choroby przeszczep przeciwko gospodarzowi, którym jest zespół suchego oka, co wiąże się z dodatkowymi kosztami prywatnych wizyt i zabiegów okulistycznych. Obecnie przebywam na rencie inwalidzkiej. Życzliwych Państwa proszę o wsparcie w walce o zdrowie i życie. Środki wykorzystam między innymi na leki, wizyty lekarskie i dojazdy do Wrocławia. Za wszelką pomoc serdecznie dziękuję!

12 753 zł
182%
Katarzyna Jańczak, Mińsk Mazowiecki

Pomóż mi wygrać!

Mam na imię Kasia, mam 34 lata. Rozpoczynam bardzo nierówną walkę z potrójnie ujemnym rakiem piersi. Zbieram środki na pokrycie kosztów konsultacji, badań, leków, dojazdów i rehabilitacji. Potrzebuję siły do boju i Twojej pomocy w poniesieniu codziennych kosztów leczenia. Tak, aby za kilka lat nadal być MAMĄ, partnerką, córką, siostrą, pracownikiem, koleżanką!

32 509 zł
65%
Piotr Gucał, Katy wroclawskie

Pozwól mi wygrać Życie!

Witam kochani! ❤️ Ta zbiórka będzie przeznaczona dla Piotra, 28-letniego mężczyzny, ojca, męża, który już od 2016 roku walczy z nowotworem: guz mózgu prawego płata czołowego III WHO - gwiaździak anaplastyczny. Jak wiadomo nowotwór nie znika, nie można go całkowicie wyleczyć, ale można przedłużyć życie osoby chorej. Piotr jest już po 3. operacji guza w maju 2022 r., po operacji przeszedł 3 cykle chemii temodalem. Aktualnie guz wrócił i jedyną szansa poza chemią i 4. operacją jest immunoterapia lekiem Keytruda - koszt 10 cykli to 170 tysięcy. Osoby, które zmagają się z tą chorobą, wiedzą, że nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać, dlatego potrzebne są kontrolne rezonanse, kontrolne wizyty u lekarzy, badania, czy leki które pomogą w walce chorobą. Jeśli są osoby, które chcą pomóc Piotrowi, to będziemy bardzo wdzięczni! ❤️

1 044 zł
0%
Iwona Malanowska-Szuchnik, Piaseczno

Leczenie nowotworu złośliwego

Witam, mam na imię Iwona, mam 48 lat. Choruję na nowotwór złośliwy piersi. Mimo corocznych regularnych diagnostyk i profilaktyki swojego zdrowia, w październiku ubiegłego roku niespodziewanie dowiedziałam się o chorobie. Jestem bardzo aktywną zawodowo osobą, sama wychowałam dwóch wspaniałych synów - Wiktora i Przemka. Nigdy nie potrzebowałam od nikogo pomocy, zawsze radziłam sobie sama. Niestety diagnoza choroby poskutkowała drastycznym spadkiem możliwości zawodowych. Do tej pory z ogromną pasją i z powodzeniem prowadziłam swoją działalność. Jestem kosmetologiem medycznym. Choroba ogranicza mi aktywność zawodową. NFZ pokrywa większość kosztów związanych z leczeniem, aczkolwiek niestety nie wszystkie. Cykle chemioterapii, czekające mnie mastektomie, radioterapia, rehabilitacja i dalsze etapy leczenia wiążą się z narastającymi kosztami. Ograniczenie czasu, jaki mogę poświęcić swojej pracy i koszty związane z utrzymaniem firmy oraz codziennym życiem powodują, iż nie mogę przeznaczyć potrzebnych funduszy na pozostałe wydatki związane z leczeniem. Cykle czerwonych chemioterapii mam podawane co dwa tygodnie, z czego co najmniej pięć dni nie jestem w stanie normalnie funkcjonować i chodzić do pracy. Mimo tego usilnie staram się "postawić na nogi" i bez względu na to pracować. Następne dwanaście cykli białych chemii będą podawane co tydzień, co jeszcze bardziej ogranicza mi możliwość zarobku. Obawiam się, że niemożność utrzymania zarobków na takim poziomie, jaki miałam oraz narastające koszty leczenia, uniemożliwią mi zapewnienie dalszej edukacji mojemu młodszemu synowi - Wiktorowi. Jest to młody, ambitny i utalentowany przyszły programista. Jego edukacja wymaga środków finansowych. Jeżeli większość moich zarobków pochłonie leczenie, nie będę w stanie zrealizować planów edukacyjnych mojego syna.

60 223 zł
301%
Janusz Borkowski, Motycz

Nie chcę porzucać życia, żony i dzieci

W lipcu 2021 roku usłyszałem diagnozę - złośliwy nowotwór trzustki. Rokowania w tym nowotworze są bardzo złe, większość osób nie przeżywa z nim zbyt długo. Moja rodzina to żona i dwoje dzieci: starszy syn Hubert -11 lat i córka Matylda - 2 lata. Z żoną mamy mnóstwo planów na przyszłość i dom w rozbudowie. Mimo że w domu będzie miejsce dla każdego, to czekamy na koniec rozbudowy, bo obecnie mieszkamy w jednym pokoju (17 m2 ). W zbiórce na leczenie chciałbym wziąć pod uwagę koszty leków i suplementów diety przepisanych przez lekarzy i jeśli obecnie leczenie chemią nie da rezultatów - zabieg NanoKnife. Mój nowotwór jest nieoperacyjny, gdyż mam nacieki na naczyniach krwionośnych, tętnicach. Obecne leczenie chemią ma doprowadzić do operacyjności nowotworu. Myślę, że około marca 2022 roku zapadnie decyzja o operacji. Jeśli chemia da zadowalający skutek, po operacji i jak najkrótszej rehabilitacji chciałbym znów powrócić do pracy - jestem złotnikiem i bardzo lubię swoją pracę. Chciałbym też powrócić do jazdy motocyklem i rowerem, które już drugi sezon śpią smutnie w garażu. Rozważam tylko pełny powrót do zdrowia, ale życie pokaże, czy to jest scenariusz dla mnie. Janusz Borkowski

2 277 zł
2%