Zbiórki

Joanna Olga Wolszczak-Uścińska, Warszawa

Chcę być dalej mamą i żoną - proszę o pomoc w leczeniu

Nazywam się Joanna. Jestem artystką – tworzę stroje, szyję, kreuję piękno z tkanin. Całe życie dawałam ludziom radość tym, co robię. Kocham życie, kocham moją rodzinę i kocham świat, który zawsze chciałam upiększać. Zawsze byłam w ruchu: pracowałam, tworzyłam, gotowałam, piekłam najlepsze ciasta, dbałam o dom i ogród. Uwielbiam podróże, szczególnie do mojej ukochanej Hiszpanii. Kocham czytać, oglądać filmy z mężem, śmiać się, żyć pełnią życia. Mam piękną rodzinę – pięcioro dzieci: Alicję (11), Karolinę (25), Olafa (29), Martę (29) i Klaudię (32), wnuczęta: Zosia (2), Franek (2). Jesteśmy bardzo blisko, kochamy się i wspieramy. Rodzina to dla mnie wszystko. ❤️ Moja choroba – jak to się zaczęło Od kilku lat leczyłam się na anemię, ale nic nie zapowiadało tragedii. Kilka tygodni temu zaczęły się silne bóle brzucha, wodobrzusze, podejrzenia zatrucia lub zapalenia jelita grubego. Przez półtora miesiąca byłam ciągle na SOR, wyczerpana, bez sił, bez odpowiedzi. W końcu usłyszeliśmy diagnozę, której żadna kobieta nie chce usłyszeć: zaawansowany, złośliwy rak jajnika o wysokim stopniu agresywności. To był moment, w którym świat się zatrzymał. Strach, niedowierzanie, rozpacz. Najtrudniejsze było spojrzenie w oczy mojej rodziny, ich bezsilność bolała bardziej niż choroba. Obecnie jestem po pierwszej chemioterapii. Leczenie jest ciężkie, wyniszczające, ale walczę. Walczę, bo mam dla kogo. 🌞 Co jest dla mnie najtrudniejsze? Najbardziej boję się, że nie zobaczę, jak dorasta moja najmłodsza córka i moje starsze dzieci oraz kochane wnuczęta. Że nie wrócę do szycia, do tworzenia, do podróży, do słońca. Że nie będę mogła być żoną, mamą, babcią. Najtrudniejsze są chwile, kiedy brakuje sił, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, a ja wciąż chcę żyć tak, jak żyłam aktywnie, twórczo, dla innych. 💛 Co dodaje mi sił? Moja rodzina. Miłość mojego życia – mój mąż, który jest przy mnie w każdej sekundzie. Moje dzieci, które trzymają mnie za rękę. Wspomnienia naszych podróży, zapach domu, śmiech bliskich. To wszystko sprawia, że chcę walczyć. Że wierzę, że mogę wygrać. 🎗️ Na co zbieramy środki? Chcę żyć. Chcę dostać drugą szansę. Dlatego prosimy o pomoc w sfinansowaniu leczenia, które przekracza nasze możliwości. Środki zostaną przeznaczone na: 🔹 1. Operację w prywatnej klinice – koszt operacji i hospitalizacji to kilkadziesiąt tysięcy złotych 🔹 2. Chemioterapię i leczenie wspomagające – leki nierefundowane; suplementacja, konsultacje, badania kontrolne, miesięczny koszt to kilka tysięcy złotych 🔹 3. Dojazdy do szpitala – od kiedy to się zaczęło 19.02.2026 do teraz 30.03.2026, w szpitalu byliśmy już około 20 razy, wizyty odbywają się kilka razy w tygodniu, koszty paliwa i transportu są ogromne 🔹 4. Badania diagnostyczne i konsultacje specjalistyczne – część z nich jest poza NFZ, konieczne, aby monitorować postępy leczenia 🔹 5. Leki przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, wzmacniające – miesięczny koszt to kilkaset do ponad tysiąc złotych na tę chwilę 🌈 Dlaczego prosimy o pomoc? Zawsze pomagaliśmy innym. Zawsze byliśmy tymi, którzy wspierają, nie proszą. Dziś jednak sami potrzebujemy wsparcia. Chcemy żyć skromnie, ale szczęśliwie. Chcemy wrócić do normalności, do słońca, do podróży, do śmiechu. Chcemy być razem. Prosimy o pomoc w walce o życie Joanny, żony, mamy, babci, artystki, dobrego człowieka. Każda złotówka, każde udostępnienie, każde dobre słowo ma ogromne znaczenie. Dziękujemy z całego serca. Joanna i rodzina

58 944 zł z 50 000 zł
117%
Małgorzata Kęcik, Warszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Małgorzata odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Małgorzato odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Małgorzaty została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Małgosia. Jestem mamą i babcią. Jeszcze do zeszłego roku byłam aktywna zawodowo. Choruję na raka jajnika high grade - wysokiej złośliwości. O chorobie dowiedziałam się pod koniec lipca 2021 r. Niestety były już liczne przerzuty. Przeszłam rozległą operację i 6 cykli chemii. Leczenie zakończyłam z informacją od lekarza, że jestem zdrowa. Niestety w 2025 r. podczas USG brzucha dowiedziałam się, że mam guza na wątrobie. Okazało się, że jest to wznowa. W lipcu przeszłam operację, a potem znowu chemię. Tym razem ze szpitala wyszłam z informacją, że będą następne wznowy. Jestem w trakcie przyjmowania leku podtrzymującego. Jak długo będzie działał, nie wiem... Na tym etapie chcę zrobić badania genetyczne, które nie są refundowane, a pomogą w doborze leczenia celowanego. Posiadam też choroby współistniejące, których objawy nasiliły się od czasu zachorowania. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na badania, wizyty, wsparcie organizmu fizycznie i psychicznie. Życie z takim obciążeniem psychicznym niestety nie jest łatwe. Dlatego bardzo proszę o wsparcie mojej zbiórki. Chcę zrobić wszystko, żeby przedłużyć czas do następnej wznowy. Będę bardzo wdzięczna za każde dobre słowo i udostępnienie. Dziękuję❤️

3 538 zł z 30 000 zł
11%
Daria Diuzhakova, Warszawa

Pomoc dla dziewczyny chorującej na rzadki nowotwór

8 lipca 2025 roku - w dniu moich 34. urodzin - usłyszałam diagnozę, która podzieliła moje życie na „przed” i „po”. Rak brodawki Vatera - narządu, o którego istnieniu jeszcze kilka miesięcy wcześniej nawet nie wiedziałam. Czasem myślę, że ta historia zaczęła się dużo wcześniej. Od lat życia w napięciu, od wojny, od strachu, który powoli osiada w ciele. Od momentu, gdy trzeba było zostawić dom i uciekać z ukochanego Charkowa z jednym plecakiem. Los zaprowadził mnie do Polski - najpierw do Bydgoszczy, potem do Warszawy. Próbowałam budować życie od nowa, pracować, odnaleźć stabilność. Diagnoza przyszła nagle. Jak cisza przed burzą. A potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko: konsultacje, przygotowania, strach i nadzieja jednocześnie. Operacja Whipple’a - jedna z najtrudniejszych operacji na świecie. Usunięcie narządów i stworzenie na nowo tego, co miało pozwolić mi żyć dalej. 7 dni na OIOM-ie. Ponad dwa tygodnie w szpitalu. A potem - powrót do domu i kolejny etap: chemioterapia. Za oknem powoli zaczyna się wiosna. Świat budzi się do życia, a ja uczę się żyć na nowo - w innym ciele, w innej rzeczywistości. Bardzo chcę poczuć tę wiosnę naprawdę: spacerować, oddychać pełną piersią, pisać, marzyć. Jestem osobą, która tworzy. Piszę - również po polsku. Powstał już nawet mój wiersz o lekarzach i ich wielkiej pracy, o ludziach, którzy każdego dnia ratują innych, często kosztem siebie. Dziś jednak moja codzienność to leczenie. Operacja się udała, ale chemioterapia okazała się trudniejsza, niż mogłam sobie wyobrazić. Skutki uboczne nie pozwalają mi normalnie funkcjonować ani pracować. Część leczenia jest refundowana, ale leki dodatkowe, badania, specjalne odżywianie i zwykłe życie - to wszystko spoczywa na mnie. A ja nie jestem już w stanie sama tego unieść. Dlatego proszę o pomoc. Bardzo chcę żyć. Świadomie. Głęboko. Tworzyć historie, które coś zmieniają. Moim marzeniem jest zostać pierwszą europejską scenarzystką, która zdobędzie Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Wierzę, że nawet najtrudniejsza droga ma sens, jeśli nie idzie się nią samemu. Jeśli moja historia poruszyła Twoje serce - proszę, zostań jej częścią.

17 603 zł z 40 000 zł
44%
Mirosława Kamińska, Bielsko-Biala

Na leczenie i rehabilitację

Jestem pełną energii 63-letnią mężatką, mamą wspaniałego syna i za chwilę babcią. Kocham życie w każdym jego wymiarze. Nurkowanie, żeglarstwo, fotografia, konie, podróże, narty to tylko mała część moich pasji. Niestety los podrzucił mi trasę przez szpitale. Nowotwór płuca i rak piersi zaraz po ciężkiej operacji kręgosłupa. Czasami w drodze do wybranego portu czekają nas burzliwe i zdradzieckie wody, ale wierzę, że dopłynę do moich lepszych dni, nawet jeśli będzie ciągle wiało 8 B. TRZYMAJCIE ZA MNIE KCIUKI!

11 712 zł z 15 000 zł
78%
Małgorzata Pęczak, Warszawa

Małgosia gwiżdże na raka

Małgosia, ma 48 lat i walczy z rakiem III stadium. Samotnie wychowuje ośmioletniego Kubusia. Najtrudniejsza jest dla niej myśl, że jej syn mógłby zostać bez mamy. Dlatego każdego dnia z całych sił walczy o życie i o przyszłość u boku swojego dziecka. Przeszła już bardzo ciężkie leczenie – chemioterapię i radioterapię. Mimo bólu i ogromnego zmęczenia długo starała się normalnie żyć, pracować i pomagać innym chorym, dodając im otuchy. Niestety nowotwór powrócił. Dziś Małgosia zmaga się ze wznową choroby oraz przerzutami do węzłów chłonnych i płuc. Choroba zabiera jej siły, ale nie odebrała nadziei i woli walki. Małgosia chce żyć. Chce wychować swojego syna i nie dopuścić do tego, by musiał dorastać bez mamy. Dziś Małgosia potrzebuje wsparcia finansowego, które pomoże kontynuować terapię, kupić niezbędne leki oraz pokryć koszty dojazdów do szpitala na kolejne cykle chemioterapii. Małgosia wierzy, że jeśli pokona raka, będzie mogła pomagać innym kobietom po leczeniu onkologicznym. Marzy, by nauczyć się makijażu permanentnego brwi i przywracać kobietom po chemioterapii poczucie normalności i pewność siebie. Każda wpłata to realna pomoc i szansa, by Małgosia mogła dalej walczyć o życie – dla siebie i dla swojego syna. Z całego serca dziękujemy za każdą podarowaną kwotę, dobre słowo i udostępnienie zbiórki.

15 074 zł z 30 000 zł
50%
MARZENA Makurat, ROZŁAZINO

Chcę, żeby mój wnuk mnie pamiętał. Pomóż mi walczyć o więcej czasu

Jeszcze niedawno myślałam, że to tylko drobiazg. Wyczułam w piersi niewielki guzek. Pierwsze USG nie wykazało niczego niepokojącego, ale guzek wciąż był wyczuwalny, a ja czułam, że coś jest nie tak. Postanowiłam sprawdzić to ponownie. Wtedy usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat. Rak zapalny piersi (IBC) – jedna z najbardziej agresywnych postaci raka piersi. Od listopada 2023 roku zaczęła się moja walka o życie. W 2024 roku przeszłam bardzo intensywne leczenie – najpierw cztery cykle czerwonej chemii, później dwanaście cykli białej chemii. Następnie, 8 sierpnia, przeszłam radykalną mastektomię, a jesienią radioterapię klatki piersiowej i węzłów chłonnych. Miałam za sobą miesiące ciężkiego leczenia i bardzo chciałam wierzyć, że najgorsze już minęło. Jeszcze we wrześniu 2025 roku tomografia nie wykazywała zmian onkologicznych. 8 stycznia 2026 roku przeszłam rekonstrukcję piersi. Powoli zaczynałam odzyskiwać nadzieję, że rak został za mną. Niestety kilka tygodni później wszystko zmieniło się ponownie. W marcu 2026 roku badania wykazały przerzuty. Moja choroba bardzo szybko postępuje. Rak zaatakował wątrobę, kości, kręgosłup, a także pojawił się przerzut w obrębie głowy. Choroba jest obecnie w IV stadium. Szczególnie niebezpieczne są zmiany w kręgosłupie. Jeden z zajętych kręgów jest na tyle osłabiony, że grozi jego złamanie. W sierpniu konieczna była radioterapia kręgosłupa. Przeszłam kolejne leczenie onkologiczne, ale rak nie daje mi wytchnienia. Od 1 września rozpoczynam kolejny etap chemioterapii. Są tygodnie, kiedy co drugi dzień muszę jechać do szpitala – na leczenie, badania, konsultacje i kontrole. Szpital znajduje się około 50 kilometrów od mojego domu, dlatego choroba oznacza również setki kolejnych kilometrów i ogromne koszty. Czasami mam wrażenie, że moje życie zaczęło być odmierzane kolejnymi wizytami, wynikami badań i następnymi etapami leczenia. A ja tak bardzo chcę po prostu żyć normalnie. Mam dopiero 44 lata. Mam rodzinę, plany i tyle rzeczy, które wciąż chcę przeżyć. I mam wnuka. Chcę, żeby mnie znał. Chcę go przytulać, patrzeć, jak dorasta i być jego babcią przez wiele lat. Nie chcę być dla niego tylko zdjęciem i historią opowiadaną przez rodzinę. Dlatego walczę. Nawet wtedy, kiedy brakuje mi sił. Praca jest dla mnie czymś więcej niż obowiązkiem. To miejsce, w którym mogę być wśród ludzi, rozmawiać, śmiać się i choć na chwilę poczuć, że nadal żyję normalnie, a nie tylko walczę z chorobą. Nie chcę, żeby moje życie składało się wyłącznie ze szpitalnych korytarzy, leków, chemii i strachu przed kolejnym wynikiem. Chcę jeszcze pracować. Chcę być z rodziną. Chcę śmiać się z ludźmi. Chcę patrzeć, jak dorasta mój wnuk. Chcę mieć przed sobą życie. Niestety moja walka jest coraz trudniejsza i coraz bardziej kosztowna. Częste dojazdy do szpitala, badania, konsultacje, leki i kolejne terapie stają się ogromnym obciążeniem. Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata i każde udostępnienie daje mi coś, czego dziś nie da się wycenić – szansę na więcej czasu. Więcej czasu z rodziną.Więcej dni w pracy i wśród ludzi.Więcej chwil z moim wnukiem.Więcej zwyczajnego życia. Nie wiem, ile jeszcze etapów leczenia przede mną. Wiem jedno. Nie zamierzam się poddać. Bo ja naprawdę bardzo chcę żyć. ❤️ Z całego serca dziękuję każdej osobie, która pomaga mi w tej walce.

33 768 zł z 50 000 zł
67%
Izabela Bielska-Kiesz, Gdańsk

To nie czas na umieranie! Uratuj naszą Mamę!

Cześć! To my – Blanka i Karol. Życie podobno jest bezcenne, a mimo to lekarze wycenili życie naszej mamy na 250 tysięcy złotych – tyle kosztuje immunoterapia, która ma uratować Izę! Codzienność jest okropnie niesprawiedliwa i czasem lubi nas przeczołgać, doświadczyć… 9 lat temu na raka zmarł nasz najlepszy przyjaciel – ukochany Dziadek. 6 lat temu na nowotwór zachorował tata – choroba była już w bardzo zaawansowanym stadium, sami lekarze uważają za cud to, że tata żyje i mimo śladów, które zostawił po sobie rak, funkcjonuje właściwie tak, jak przed przebyciem choroby. W styczniu tego roku usłyszeliśmy pierwszy raz, że choroba prawdopodobnie atakuje mamę. Wszystkie najczarniejsze myśli i strach wróciły ze zdwojoną siłą. „Dlaczego znowu my?”. Mimo że znaleźliśmy się w tej sytuacji już trzeci raz, to znowu od początku towarzyszyła nam nadzieja, że guz jest niewielki, niezłośliwy, że nie zdążył dać przerzutów… trzeci raz się pomyliliśmy. Szpital, badania, biopsja… Dziś znamy już naszego wroga – to rak potrójnie ujemny – najrzadszy typ nowotworu piersi. Dopiero uczymy się, co to wszystko znaczy, więc zatrzymajmy się na tym, że to wyjątkowo paskudny przeciwnik, dlatego prosimy Was o pomoc! Jak ma wyglądać leczenie mamy? Droga będzie bardzo długa –16 cykli chemioterapii (12 co tydzień, 4 co dwa tygodnie), operacja (prawdopodobnie z amputacją piersi; mama ma już przerzuty do węzłów chłonnych i w okolice obojczyków), radioterapia… a dalej? – dalej zobaczymy – to jeszcze bardzo długa walka. Cała kuracja musi być wspierana immunoterapią, która jest niezwykle kosztowna – mama potrzebuje leku co 3 tygodnie (8 razy przed operacją, 8 po operacji), jedna dawka kosztuje 15 tysięcy złotych. Lek, który ma uratować życie mamy, jest refundowany… ale (jak napisał lekarz) „ze względu na zaawansowanie choroby nie spełnia kryteriów leczenia w ramach programu lekowego” – dlatego musimy walczyć sami. Izunia - ukochana, wspaniała żona, mama, najlepsza przyjaciółka oraz nauczyciel i wychowawca z powołania (zawsze zaangażowana i przeżywająca sprawy swoich szkolnych "dzieci" (czasem bywaliśmy z Karolem zazdrośni:)), skupiona na sprawach innych, zbyt rzadko na sobie...). Ci, którzy ją znają, wiedzą, że nie da się nie kochać tak dobrego, pełnego ciepła i radości człowieka. To ona nauczyła mnie wdzięczności, wiary, nadziei i miłości, miłości, która się nie waha, ale skacze w ogień, dlatego postanowiłam stanąć na czele legionu, który wygra walkę o życie mamy. Dołączycie? To nie pora na umieranie! Uratuj naszą mamę! Blanka i Karol

194 847 zł z 250 000 zł
77%
Piotr Ciurysek, Zamość

Gramy z Pepe

Mam na imię Piotr, ale przyjaciele wołają na mnie Pepe. Przyszło mi zmierzyć się z przeciwnikiem "wagi ciężkiej", jakim jest nowotwór złośliwy płuc. Dziad nie walczy fair play i ma sporą przewagę, ale mecz cały czas trwa i szanse na odwrócenie wyniku są duże. Jeśli chcesz mi dopingować w tej walce, możesz pomóc. Przekazanie 1,5% podatku na rzecz osób chorych na raka płuca jest skuteczną formą pomocy, która nic nie kosztuje podatnika. Zebrane środki zostaną przeznaczone na leczenie, rehabilitację, zakup leków czy dojazdy do ośrodków onkologicznych. Numer KRS: 0000358654 Cel szczegółowy: Piotr Ciurysek, 112602 Możesz również przekazywać wpłaty na numer konta Fundacji: 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831. Proszę, zwróć uwagę, by wpisać w tytule przelewu numer mojej zbiórki "112602" - to po tym numerze system automatycznie przypisze środki do mojej zbiórki. W celu przekazania 1,5% podatku należy podać w zeznaniu podatkowym KRS Fundacji Alivia: 0000358654, a w celu szczegółowym Piotr Ciurysek oraz koniecznie numer mojej zbiórki: 112602. Dzięki.

17 611 zł z 50 000 zł
35%
Robert Zapalski, Mogilany

Pomoc w zakupie nierefundowanych leków onkologicznych

Szanowni Państwo, Mam na imię Robert. Mam kochającą się rodzinę, cudowną żonę i dwoje wchodzących w dorosłość dzieci. Mam 52 lata, i od 5 lat choruję na raka nerki. Facetowi w moim wieku nie jest łatwo prosić o pomoc. Do tej pory, jak większość z Was, z problemami radziłem sobie sam. Tak było również przez ostatnie 5 lat leczenia onkologicznego. Przeszedłem już 4 operacji związanych z rakiem i przerzutami, 4 terapie leczenia oknologiczego (sutent, immunoterapia -niwomulab, kabozantynib i belzutifan), oraz kilka razy radioterapię kręgosłupa, płuc i głowy. Leczenie i zabiegi przez lata pozwalały mi prawie normalnie żyć i cieszyć się dniem codziennym. Można powiedzieć, że nawet przyzwyczailiśmy się do pobytów w szpitalach, leczenia i łączenia tego z życiem rodzinnym. Niestety każda z terapii po jakimś czasie przestawała być skuteczna, a niektóre, nawet te najnowocześniejsze nie powstrzymują progresji choroby. W tej chwili leczenie refundowane przez NFZ nie przewiduje kolejnych, dających nadzieję terapii. Przeszedłem szereg konsultacji w kraju i za granicą. Znaleźliśmy zrozumienie i szansę na terapię, która da szansę na kolejne czas z bliskimi. Leczenie skojarzone dwoma lekami. Nadal mam w sobie moc, żeby stawić czoła chorobie. Dlatego, aby się ratować, zmuszony jestem samodzielnie zaopatrywać się w leki. Koszt terapii to około 2 tys. zł na miesiąc. Zwracam się o pomoc w finansowaniu mojej terapii i przekazanie na ten cel 1,5% waszego podatku.

33 813 zł z 20 000 zł
169%
Grzegorz Bartosz Rostkowski, WARSZAWA

Bartosz

W dniu 01.02.2025 r. został u mnie zdiagnozowany nowotwór mózgu (glejak 4. stopnia). Jestem z wykształcenia i zawodu historykiem i historia pozostaje również moją największą, choć niejedyną pasją, którą, mimo choroby, staram się realizować. Uwielbiam również grać na perkusji i do tego instrumentu pragnę powrócić, kiedy tylko pozwolą na to uwarunkowania zdrowotne. Zwracam się do Państwa z serdeczną prośbą o wsparcie finansowe na moje dalsze leczenie i rehabilitację.

6 547 zł z 50 000 zł
13%
Wioletta Kareta, Połaniec

Zbiórka na koszty związane z leczeniem glejaka

Mam 52 lata i choruję na glejaka. Jeszcze niedawno moje życie było zwyczajne: plany, codzienne obowiązki, nadzieja na spokojną przyszłość. Nigdy poważnie nie chorowałam. Diagnoza spadła nagle i wywróciła wszystko do góry nogami. Glejak to bardzo ciężka i podstępna choroba. Każdy dzień stał się walką o zdrowie, sprawność i kolejne jutro. Leczenie, badania, wizyty u specjalistów, dojazdy na terapię (420 km w jedną stronę) oraz leki wiążą się z ogromnymi kosztami, które przekraczają moje możliwości. Dlatego proszę o pomoc. Każda wpłata realnie wspiera moje dalsze leczenie i codzienne funkcjonowanie. To nie tylko wsparcie finansowe, to także znak, że nie jestem w tej walce sama. Chcę walczyć jak najdłużej. Chcę mieć szansę na leczenie, na spokojniejsze dni i nadzieję, że uda się zatrzymać chorobę, choć na chwilę. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, przekazanie 1,5% podatku i dobre słowo. Wasza pomoc ma dla mnie ogromne znaczenie.

85 562 zł z 50 000 zł
171%
Jakub Skwara, Myszków

Pomóż mi zachować twarz

Cześć, Mam na imię Kuba, mam 34 lata i rok 2026 absolutnie niespodziewanie przyniósł mi koszmar. Rutynowa wizyta stomatologiczna, wykonana jeszcze pod koniec poprzedniego roku, wykazała lekką opuchliznę przy górnej piątce. Nie przypuszczałem, że ten z pozoru zwykły „ból zęba” to początek brutalnego wyścigu z czasem. Opuchlizna rosła bardzo szybko. W Nowy Rok trafiłem na SOR z podejrzeniem ropnia, który zgodnie z procedurą został nacięty. Kilka dni później wybrałem się na kontrolę gojenia i tam, po raz pierwszy, po wykonaniu badania tomografii komputerowej, pojawiło się podejrzenie, że ta opuchlizna to nie ropień, a… nowotwór. Później w lutym padła diagnoza, która brzmi jak wyrok: Mesenchymal chondrosarcoma, czyli chrzęstniakomięsak mezenchymalny (MCS). To rzadki, wysoce agresywny nowotwór złośliwy, wywodzący się z tkanki chrzęstnej, zaliczany do grupy mięsaków. Charakteryzuje się agresywnym przebiegiem i możliwością występowania zarówno w kościach, jak i w tkankach miękkich. W moim przypadku chrzęstniakomięsak wybrał nietypowe i bezlitosne miejsce - twarz. W ciągu zaledwie kilku tygodni guz zajął połowę mojej twarzy i część tkanek oczodołu, niebezpiecznie zbliżając się do struktur mózgu. Moje plany i marzenia brutalnie się zatrzymały. Po diagnozie trafiłem do Instytutu Onkologii w Gliwicach. Pierwsze konsultacje i decyzja chirurgów - guz, z uwagi na usytuowanie, jest według nich nieoperowalny. W grę wchodzi tylko długa, agresywna chemia - nie wiadomo jednak, czy w ogóle będzie skuteczna. Jednak trzeba działać, bo guz nadal rośnie. Pierwszą dawkę chemioterapii przyjąłem 18 lutego. W międzyczasie szukałem dalszej pomocy. Niedługo później trafiłem na konsultację do Instytutu Onkologii w Warszawie. Po konsylium lekarskim zespół zdecydował, że mógłby podjąć się operacji mimo jej wysokiego stopnia trudności. Początkowo wydało mi się to wspaniałą informacją i nadzieją na wyleczenie -jednak po dalszej rozmowie z lekarzami jeszcze bardziej straciłem grunt pod nogami. W przypadku mojego typu nowotworu, aby operacja była skuteczna, potrzebna jest radykalna resekcja wszystkich zainfekowanych tkanek. Ponieważ guz zdążył rozpanoszyć się na mojej twarzy, taka operacja obejmowałaby nie tylko usunięcie guza, ale też całej górnej szczęki, kilku kości czaszki, całości oka i części podniebienia. Obrazowo mówiąc – straciłbym pół twarzy. Następnie rekonstrukcja z kości biodrowej i bardzo długa rehabilitacja. Mam 34 lata i całe życie przed sobą. Nie potrafię sobie tego wyobrazić i ciężko mi było pogodzić się z informacją, że utrata tak dużej części twarzy to jedyna opcja leczenia. Dlatego postanowiliśmy szukać dalej. Dzięki zaangażowaniu mojej partnerki i przyjaciół nawiązaliśmy kontakt z dwoma zagranicznymi (Austria, Niemcy) klinikami zajmującymi się leczeniem podobnych przypadków metodami, które na ten moment nie są stosowane w Polsce. Terapia jonami węgla to zaawansowana forma radioterapii hadronowej, wykorzystująca ciężkie jony do precyzyjnego niszczenia nowotworów, szczególnie tych opornych na klasyczne leczenie. Dzięki pikowi Bragga niszczy guz, minimalizując uszkodzenia zdrowych tkanek. Metoda ta jest niezwykle skuteczna w leczeniu guzów zlokalizowanych w pobliżu narządów krytycznych. Na ten moment jest jeszcze słabo dostępna, przez co również dość droga. Austriacki zespół lekarzy, po przeanalizowaniu mojego przypadku i wyników, zakwalifikował mnie do leczenia terapią jonami węgla. To szansa, by zwalczyć raka bez okaleczającej i szpecącej twarz operacji. Jednak aby leczenie w Austrii mogło wystartować, muszę zapłacić z góry. Leczenie we wspomnianych ośrodkach nie jest w żaden sposób refundowane, a jego koszty przekraczają możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Potrzebne jest 300 000 zł. Ta kwota pokryje: kwalifikację medyczną i specjalistyczne konsultacje, pełny cykl nowoczesnej terapii, koszty transportu medycznego i pobytu w zagranicznym ośrodku. Dla jednej osoby to duża kwota, dlatego zwracam się z serdeczną prośbą o wsparcie zbiórki. Jeśli możesz, pomóż proszę zachować mi twarz.

426 282 zł z 300 000 zł
142%