Zbiórki

Adam Dolata, Wołów

Zbieram na leczenie po przeszczepie szpiku kostnego

Mam na imię Adam. W wieku 49 lat dn. 04.03.2019 r. rozpoznano u mnie przewlekłą chorobę układu wytwórczego szpiku, włóknienie szpiku po czerwienicy prawdziwej. W lipcu 2019 r. zgłosił się dawca. Bałem się, że taka osoba może się nie znaleźć... Pierwszy raz poczułem, że nie mam wpływu na swoje życie, a mój los zależy od nieznanej mi osoby. W tamtym okresie zrozumiałem, jak ważne jest poszerzanie bazy potencjalnych Dawców szpiku. Dzisiaj wiem, że zawdzięczam życie zupełnie obcemu człowiekowi. Po przeszczepie szpiku moja kondycja była bardzo słaba, miałem specjalną dietę, ograniczenia, moje życie bardzo się zmieniło. Raz było trochę lepiej, raz gorzej... Następnie pojawiła się u mnie choroba "przeszczep przeciw gospodarzowi", zaczęła mnie swędzieć skóra, ciężko było mi przełknąć wodę i zaczęły boleć oczy, uczucie jakbym miał piasek w oczach - w większości czas spędzałem z zamkniętymi oczami. Po kilku wizytach u różnych okulistów okazało się że cierpię na suchość oczu - przynajmniej raz w miesiącu jeżdżę na wizytę do prywatnego gabinetu oddalonego ode mnie ok. 50 km na leczenie tej choroby od 12.2020 r. Terapię przechodzę różnymi metodami, do tej pory nie udało mi się wyleczyć oczu. Na dodatek pojawiła się zaćma. Niestety lekarz nie może wykonać zabiegu, ponieważ zbyt słaba kondycja oczu na to nie pozwala. Co miesiąc jeżdżę również na wizyty do Szpitala Klinicznego, także oddalonego ok. 50 km na przeprowadzenie cyklu (2 dni) fotoforezy z powodu ciężkiego GvHD (wątroba, rogówki, skóra). Wizyty są w różnych terminach. Spora ilość leków, które przyjmuję, nie są refundowane z NFZ. Leczenie już od prawie trzech lat pochłania moje oszczędności, więc zwracam się z prośbą o wsparcie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

53 056 zł
265%
Monika Markiewicz-Rojek, Gdynia

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Monika odeszła…

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Monika odeszła… Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim. Zarząd Fundacji Alivia. Skarbonka Moniki została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Dzień dobry, nazywam się Monika Markiewicz-Rojek, pochodzę z Ustki, obecnie mieszkam w Gdyni. W tym roku przekonałam się, jak życie potrafi złośliwie weryfikować plany. Czekałam z planami od kilku lat na obchodzenie swoich pięćdziesiątych urodzin. Miało być hucznie, wesoło i zwariowanie. Niestety pod koniec maja 2021 trafiłam na SOR po utracie przytomności. Tam zrobiono mi tomograf, rezonans i już po minach osób, które mną się zajmowały było widać, że to chyba poważna sprawa. Kilkakrotnie upewniali się, czy faktycznie wcześniej nie robiłam takich badań. W końcu diagnoza - rak mózgu, który trzeba pilnie usunąć. Zawsze pozostaje nadzieja, że to błąd, że to był udar mózgu i operacja nie będzie potrzebna. Zespół lekarski z Gdyni skierował mnie po prawie 2 tygodniach do Gdańska do neurochirurgów Copernikusa w Gdańsku, którzy dzień przed moimi urodzinami przeprowadzili zabieg. Impreza urodzinowa odbyła się w mojej głowie. Wynik badań histopatologicznych bezwzględny: glejak mózgu (glioblastoma IV WHO). Następnie przeszłam na innym oddziale w gdańskim szpitalu cały zalecany cykl radioterapii i chemii w tabletkach (jest to dla pacjenta darmowa i całkowicie refundowana przez państwo terapia). Pozostają dodatkowe leki i suplementy diety (zaaceptowane przez onkologów wyroby medyczne wspomagające leczenie) pomagające spowolnić rozrost glejaka i zapobiegać jego wznowie. Niestety, ceny tych środków są wysokie, a produkty przy zalecanych ilościach wystarczają na ok. miesiąc. Kwartalnie wydaję ok. 5 tys. zł. Będę Państwu bardzo wdzięczna za każde wsparcie z Państwa 1% podatku.. Każda złotówka ma znaczenie! W połowie stycznia 2022 r. czeka mnie następny rezonans, który zobrazuje, co w tej mojej głowie teraz się dzieje. Trzymajcie kciuki, żeby nie było wznowy i żeby glejak sobie zniknął! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

32 994 zł
471%
Dawid Głowacki, Dobre

Pomóż mi pokonać nowotwór mięsaka Ewinga

Cześć, mam na imię Dawid i 01.01.2022 r. dowiedziałem się, że choruję na nowotwór złośliwy - mięsak Ewinga. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii. Nigdy bym nie pomyślał, że choroba dotknie właśnie mnie w wieku 19 lat. Przecież jestem młody, uczę się, mam pasje i marzenia, które chciałbym zrealizować. Wierzę, że uda mi się przejść tę drogę, pokonać nowotwór i wrócić na nowo do życia. To wszystko będzie możliwe dzięki Twojemu wsparciu. Koszty związane z leczeniem, dojazdem, rehabilitacją i opieką domową przekraczają moje możliwości finansowe, gdyż jestem uczniem. Każda złotówka jest na wagę życia. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

50 392 zł
100%
Paulina Krasnopolska, Warszawa

Zbiórka na nowoczesne metody leczenia

Mam 48 lat, dwoje wspaniałych dzieci - Antka (15 lat) i Melę (13 lat), męża, psa Trampka i niestety złośliwy, bardzo rzadki rodzaj raka - mięsakorak szyjki macicy. Pierwszy raz byłam operowana w listopadzie 2020 roku. Grudzień, styczeń, luty 2021 - radioterapia i brachyterapia. Wszyscy dawali mi nadzieję, że rak nie powróci, operacja się udała, nie było przerzutów do węzłów chłonnych. Niestety rak powrócił bardzo szybko. Tomografia z lipca 2021 wykazała przerzuty do płuc. We wrześniu kolejna operacja, od października chemia. Mięsakoraka charakteryzuje bardzo agresywny przebieg. Jest to nowotwór o charakterze mieszanym, zbudowany ze złośliwych komponentów: nabłonkowego i mezenchymalnego. Chciałabym po zakończeniu chemii rozpocząć immunoterapię, która w przypadku mojego raka daje nadzieję na przeżycie. Niestety nie dostałam się do programu lekowego, który jest refundowany. W związku z tym będę szukać terapii płatnych w Polsce lub za granicą. Przykładowo jedna ampułka leku, który działa na mojego raka to 16 800 zł. Uwielbiam śmiać się i gotować, podróżować, chodzić na długie spacery, być z moją rodziną i przyjaciółmi. Kocham życie i codziennie dziękuję za wszystko, co mam. Chciałabym patrzeć, jak dorastają moje dzieci i przeżyć jeszcze mnóstwo cudownych chwil. Wierzę, że dobro zawsze wraca. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

271 468 zł
90%
Olena Hovorukha, Opole

Potrzebuję środków na leczenie

Proszę o pomoc w zbieraniu funduszy na leczenie. Nie pracuję od trzech lat i jestem w trakcie leczenia onkologicznego. Diagnoza, którą mi postawiono, to chłoniak Hodgkina. W tej chwili tylko mój mąż przynosi dochód rodzinie. Na ten moment leczenie przebiega dobrze, ale życie bez wystarczających środków jest trudne, wszystko jest droższe i i brakuje nam pieniędzy, aby pokryć wszystkie niezbędne koszty związane z moimi lekami, dojazdami, konsultacjami i badaniami. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

10 000 zł
20%
Dariusz Bieżuński, Warszawa

Na nierefundowaną immunoterapię

Witam serdecznie, moja choroba nowotworowa - chłoniak Hodgkina - zaczęła się prawie 8 lat temu i byłem leczony w programie testowym, ale niestety mój nowotwór zaczął być odporny na chemię (długo podawaną tę samą). Miałem już tyle chemii podanej, że lekarze w jednym szpitalu powiedzieli, że nie mają już dla mnie leku. Na szczęście jak trafiłem na ostry dyżur do innego szpitala, to znaleźli dla mnie inną chemię i mnie odratowali. Byłem w tak ciężkim stanie, że lekarze dawali mi 5% na przeżycie i zrobią wszystko co w ich mocy, żeby mnie odratować. Udało im się zrobić to w 4 miesiące. Była widoczna poprawa, ale lek niwolumab, który mam teraz przyjmować jest nierefundowany dla osób bez autoprzeszczepu szpiku i kosztuje 14 000 zł za jedną dawkę co 2 tygodnie. Razem wychodzi 2, czasami 3 wlewy w miesiącu, czyli do 42 000 zł miesięcznie. W pierwszym szpitalu byłem przygotowywany do autoprzeszczepu szpiku, czekałem tylko na namnożenie komórek szpiku i na miejsce, ale niefortunnie pojawił się przerzut nowotworu i zostałem odrzucony, dlatego proszę o pilną pomoc. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

204 zł
0%
Milena Mazan, Kraków

Cel został osiągnięty, dziękuję!

Mam na imię Milena i mam 36 lat. Jeszcze do niedawna moje życie było wręcz idealne: kochający mąż, satysfakcjonująca praca, zdrowe dzieci (8-letnia córeczka oraz 5-letni synek). W grudniu 2020 roku urodziłam moje trzecie dziecko – synka Krzysia. Planowałam pod koniec tego roku wrócić do pracy. Jestem naukowcem i zajmuję się badaniami nad lekami antynowotworowymi. Niestety los chciał inaczej. Miałam zobaczyć świat choroby nowotworowej oczami pacjenta, a nie badacza. Po zakończeniu karmienia piersią wyczułam w prawej piersi guza. Lekarze uspokajali, że to prawdopodobnie niegroźna zmiana. Mylili się… W połowie października usłyszałam diagnozę: wieloogniskowy inwazyjny trójujemny rak piersi z przerzutem do węzła chłonnego. Świat jakby stanął. Wiedziałam częściowo, co to oznacza: nie ma bezpieczniejszej celowanej hormonoterapii, pozostaje ciężka chemia, operacja, naświetlania. Szansa, że nie pojawi się wznowa w ciągu 5 lat - ok. 50%... Ogarnęła mnie panika: Czy dożyję 5-tych urodzin najmłodszego synka? Czy zdążę przekazać córce wszystko, czego powinna dowiedzieć się od mamy? Jak oni poradzą sobie beze mnie? Mąż, rodzice, siostra nie pozwolili mi jednak tkwić w tych myślach. Trzeba walczyć dla siebie i dla nich. Nie mogłam się poddać. Czas, jak w każdej chorobie nowotworowej, jest największym wrogiem, więc już pod koniec października rozpoczęłam chemioterapię zaplanowaną na 16 cykli. W międzyczasie natrafiłam na informację o nowej linii leczenia „mojego” raka. W lipcu 2021 zatwierdzono w USA immunoterapię lekiem o nazwie Keytruda w pierwszej linii leczenia trójujemnego raka piersi. W zależności od odpowiedzi na chemioterapię dowiedziono, że zwiększa on szansę na brak wznowy nawet do kilkunastu procent. Niestety, lek nie jest refundowany w Polsce w raku piersi i jest bardzo drogi. Oprócz 8 dawek co 3 tygodnie przed operacją powinno się go przyjmować jeszcze 9 razy co 3 tygodnie po operacji, a cena jednego podania to prawie 14 000 złotych. Niestety ominęłam już dwie pierwsze dawki, gdyż musiałam jak najszybciej rozpocząć standardowe leczenie. Dzięki wsparciu najbliższych udało mi się zabezpieczyć podanie kilku dawek i jestem pełna wiary, że lek zadziała. Koszt jest jednak tak olbrzymi, że bez Waszej pomocy nie uda mi się dokończyć terapii, która daje mnie i mojej rodzinie ogromną nadzieję. Nigdy dotąd nikogo nie prosiłam o pieniądze, ale teraz walczę o swoje życie i o szczęśliwe dzieciństwo moich dzieci. Wierzę, że dzięki Waszej pomocy i wielkim sercom uda mi się pokonać tego przeciwnika na wiele, wiele lat… a może nawet na dobre. Za wszelkie wsparcie ogromnie dziękuję w imieniu swoim i całej mojej rodziny! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

163 359 zł
108%
Robert Janas, Pionki

Pomoc dla Roberta w walce z glejakiem wielopostaciowym IV stopnia

Cześć, mam na imię Klaudia i proszę Was o wsparcie i pomoc. Jestem córką mojego cudownego taty. ROBERT JANAS to moja nadzieja. Tata ma 49 lat i zamierza wygrać walkę. TERAZ MÓJ TATA WALCZY Z GLEJAKIEM WIELOPOSTACIOWYM IV STOPNIA. Standardowa sytuacja, standardowe życie – rodzina, studia, praca, dom, znajomi, codzienne sprawy – te bardziej i te mniej istotne. Jeden dzień za drugim. Wspólne plany, marzenia, troski… W czerwcu bieżącego roku życie postawiło naszą rodzinę przed wielkim wyzwaniem i heroiczną walką. Tata zaczął gorzej widzieć, pole widzenia się zawężało, pojawiły się problemy z mówieniem. 13 czerwca Tata trafił do Szpitala w Anglii – Salford Royal NHS Foundation Trust i tam 16 czerwca został zoperowany, w jego głowie był guz 6x4 cm. Po szczegółowej diagnostyce usłyszeliśmy diagnozę – glejak wielopostaciowy IV stopnia, najbardziej złośliwy nowotwór mózgu. Od tamtego momentu życie taty, moje i całej rodziny wywróciło się do góry nogami. Rozpoczęliśmy walkę o życie Roberta. 8 sierpnia zaczęliśmy radioterapię w Radomskim Centrum Onkologii. Leczenie trwało 6 tygodni. Po tym czasie nastąpił miesiąc przerwy. W październiku rozpoczęliśmy leczenie Temodalem, chemią w tabletkach podawaną przez 5 dni w miesiącu. 30 listopada dowiedzieliśmy się, że guz ODRASTA, a tradycyjna chemia nie pomaga. 6 grudnia Tata odbył operację w prywatnej klinice VITAL MEDIC w Kluczborku. Operacja polegała na usunięciu całości guza. Koszt tego zabiegu wyniósł 60 000 tys. zł, który dzięki interentowej zbiórce został pokryty w całości przez cudowne, wielkie, ciepłe serca ludzi. Bardzo dziękujemy za każdą pomoc. NIE MOŻEMY SIĘ PODDAĆ, Tata NIE MOŻE SIĘ PODDAĆ. Będziemy walczyć tak długo, jak to możliwe, bo życie człowieka jest najcenniejszym darem od losu.Zaangażowanie całej rodziny i przyjaciół w poszukiwaniu dostępnych w kraju i za granicą metod leczenia daje nam nadzieję na wygranie tej walki. Bardzo w to wierzymy, gdyż mamy obecnie kontakt z osobami, które już tę walkę stoczyły i żyją, mają się coraz lepiej – wracają do swoich rodzin i do swoich obowiązków. Prowadzą blogi, przekazują swoją cenną wiedzę na temat tego, jak i gdzie szukać wsparcia i pomocy w leczeniu tego schorzenia. Każda z innowacyjnych metod leczenia daje dużą szansę na osłabienie komórek nowotworowych i zahamowanie rozwoju nowotworu, jednak ze względu na ich innowacyjność i ograniczoną dostępność koszt leczenia jest bardzo wysoki. Pomimo wsparcia finansowego rodziny oraz przyjaciół nie jesteśmy w stanie sami sfinansować leczenia szacowanego wstępnie na kwotę około 150 000 zł, w ramach którego będziemy mogli opłacić dalsze leczenie uzupełniające po operacji, które trwać będzie około 6 miesięcy: 1) AVASTIN - 1750 EUR co 3 tygodnie. 2) CHEMIOTERAPIA sprowadzana zza granicy za zgodą Urzędu Rejestracji Produktów Medycznych - 49 200 zł 3) Inhibiotor ONC201 - lek sprowadzany z Niemiec - 20 tys./miesiąc 4) rehabilitacja po zabiegu - 15 tys/.6 miesięcy Licząc na Waszą bezinteresowną pomoc i wsparcie finansowe wierzymy, że uda nam się sfinansować planowane leczenie, które pozwoli Tacie wrócić do normalnego życia, pozwoli mu realizować plany, pozwoli być dalej mężem i ojcem. Życie mojego Taty jest dla mnie największą wartością i największym priorytetem, dlatego PROSZĘ Z CAŁEGO SERCA O POMOC! Każda najdrobniejsza wpłata zbliża nas do wygranej. Chcemy móc krzyczeć z radości i mówić do ludzi dumnie, że wygraliśmy walkę z najgorszym nowotworem mózgu! Jestem otwarta na dzielenie się naszymi doświadczeniami i walką o zdrowie. Każdy z Państwa może do mnie zadzwonić i odpowiem na pytania oraz opowiem o naszej historii. Darowizny na rzecz leczenia Roberta można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

852 zł
0%
Beata Węglińska, Nowa Dęba

Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia

Mam na imię Beata, 43 l. Jestem mężatką, mam 20-letnią córkę, Weronikę. We wrześniu 2018 r. usłyszałam diagnozę - ZŁOŚLIWY NOWOTWÓR PIERSI. Był to dla mnie ogromny cios. Rak okazał się bardzo agresywny - G3 podtyp HER 2+. Leczenie odbyłam w oddalonym o 200 km od mojego miejsca zamieszkania Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Obecnie jestem częstym gościem różnych poradni kontrolnych ( usg/mammografia, echo serca, usg jamy brzusznej) i stałych wizyt onkologicznych, które to wszystkie odbywają się w Krakowie. Chcę też skupić się na innych rzeczach, wszyscy wiemy jak ważna jest psychika w chorobie. Przed zachorowaniem byłam bardzo aktywna - taniec, tenis ziemny, rower, basen, bieganie. Wracam do aktywności pomimo ograniczeń spowodowanych operacją jak i leczeniem hormonalnym. Chcę, aby moi najbliżsi widzieli mnie uśmiechniętą, szczęśliwą, a nie pełną lęku o jutro... Z góry przekazuję ogromne podziękowania za każdą kwotę, która wpłynie na moje konto. Zebrane środki przeznaczę przede wszystkim na dojazdy do placówek medycznych oraz codzienne wydatki związane z leczeniem. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

2 450 zł
24%
Aneta Rychlik, Węgrów

Zbieram na rehabilitację i walkę z rakiem

Witam, mam na imię Aneta, mam 43 lata. W styczniu 2021 roku przeszłam operację usunięcia złośliwego guza mózgu - skąpodrzewiak G2/G3. Zabieg usunięcia guza spowodował u mnie niedowład prawostronny. Przeszłam 30 zabiegów radioterapii i jestem w trakcie chemioterapii. Potrzebuje codziennej rehabilitacji aby odzyskać sprawność. Pozyskane fundusze ułatwią mi dalszą rehabilitację, dostęp do lepszej diagnostyki, konsultacje ze specjalistami i przyszłe leczenie. Wierzę, że dzięki Wam i Waszej pomocy uda mi się pokonać chorobę i wrócić do normalnego życia. Dziękuję. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

39 476 zł
98%
Małgorzata Plaskota, Nowa Dęba

Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia

Mam na imię Małgorzata, 44 l. Mam dwóch synów 19 i 21 l. W marcu 2020 r. usłyszałam diagnozę - ZŁOŚLIWY NOWOTWÓR PIERSI. Był to dla mnie ogromny cios, dopiero co poukładałam swoje życie na nowo - rozwód, mieszkanie, zmiana pracy. Operację musiałam mieć przeprowadzoną w bardzo krótkim czasie, bo guz szybko rósł, do tego jest to typ raka, który nie reaguje na chemię. W kwietniu 2020 r. przeszłam mastektomię z rekonstrukcją i kolejny szok w hist-pat 22 guzy. Dodatkowe badania, rezonans, usg, 4 biopsje, było podejrzenie wznowy. Dwie wizyty tygodniowo w Krakowie 200 km od miejsca zamieszkania stanowią dla mnie bardzo duży koszt. Do tego leki, nie wszystkie refundowane. Mam również zmiany w drugiej piersi, na ten moment niezłośliwe, chcę zrobić badania genetyczne - koszt ok 960 zł i starać się o profilaktyczną mastektomię z rekonstrukcją tej piersi. Badania mam co trzy miesiące, to dla mnie ogromny stres i nieprzespane noce, paraliżujący strach, nie chcę czekać, aż będzie za późno. Niestety taka operacja nie jest refundowana, a koszt to ok 20 000 zł. Proszę o wsparcie finansowe na ten cel: koszty dojazdów, konsultacje, badania, zakup leków to ok. 800 zł miesięcznie + operacja 20 000 zł. Wydatki te są nie do udźwignięcia przez mój skromny budżet. Mogę liczyć tylko na siebie. Chcę też skupić się na innych rzeczach, wszyscy wiemy jak ważna jest psychika w chorobie. Przed zachorowaniem byłam bardzo aktywna - taniec, tenis ziemny, rower, basen, bieganie. Wracam do aktywności pomimo ograniczeń spowodowanych operacją jak i leczeniem hormonalnym. Chcę, aby moi synowie widzieli mamę uśmiechniętą, szczęśliwą a nie pełną lęku o jutro... Z góry przekazuję ogromne podziękowania za każdą kwotę, która wpłynie na moje konto. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

21 713 zł
72%
Natalia Wągiel, Stryszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Natalia odeszła…

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Natalia odeszła… Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim. Zarząd Fundacji Alivia. Skarbonka Natalii została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Natalia, jestem szczęśliwą mamą 11-latki. Moje życie powoli zaczynało układać się naprawdę po mojej myśli: budowa wymarzonego domu i kolejne etapy życia, na które czekałam po wejściu w mury nowego miejsca. Pech chciał, że życie zweryfikowało moje plany za mnie – w tym samym roku co rozpoczęcie budowy rozpoczęła się też moja droga z nowym lokatorem (w moim organizmie). W listopadzie 2018 roku zrobiłam USG piersi, po którym dowiedziałam się o guzie piersi wielkości 7 cm. Jak się okazało to złośliwy nowotwór piersi. Po półrocznej chemioterapii w 2019 roku przyszedł czas na mastektomię i radioterapię uzupełniającą. Po ponad pół roku ból w odcinku lędźwiowym nie sygnalizował niczego podejrzanego – okazało się jednak, że to przerzuty do kości, a cały kręgosłup ma około 10 nowych zmian. Po radioterapii udało się te zmiany zatrzymać i wdrożyć leczenie celowane. Niestety po kolejnych kilku miesiącach zmiany pojawiły się na wątrobie. W 2021 roku leczenie jak się okazało nie przynosiło zamierzonego efektu i kolejne przerzuty pojawiły się w węzłach. Aktualnie jestem w trakcie chemioterapii, która mam nadzieję zadziała i pozwoli choć na chwilę odetchnąć. Chociaż moje życie po diagnozie wywróciło się do góry nogami i muszę pogodzić się z niektórymi rzeczami, na które bardzo liczyłam, to choroba wzmocniła mnie w jakiś sposób i zmobilizowała do działania. Działania które podejmuję to szukanie nowych rozwiązań, nowych dróg, które mogą pomóc wrócić mi do życia sprzed diagnozy. W ciągu trzech lat usłyszałam wiele razy, że moje rokowania nie wyglądają optymistycznie, że leczenie będzie trudne… Zgadzam sięz tym, bo to jedno z trudniejszych zadań z jakim przyszło mi kiedykolwiek się zmierzyć. Obecnie moje leczenie odbywa się w Warszawie. Wizyty (średnio co 3 tygodnie na chemioterapii), konsultacje czy dodatkowe badania, które pozwoliły mi określić jaki jest mój stan faktycznie (PET) są przyczyną założenia zbiórki, która w jakiś sposób pomoże mi sfinansować leczenie. Koszt jednorazowy PET, który co pół roku wykonuję, to około 6 tys. złotych. Wyjazdy z mojego miejsca zamieszkania do Warszawy to 10 h jazdy samochodem. Koszty te przekraczają moje możliwości finansowe, które już i tak wpłynęły na rodzinny budżet. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

16 628 zł
97%