Zbiórki

Ewa Stefańska, Kraśnik

Ewa walczy z nowotworem

Ewa ma 40 lat, jest wspaniałą mamą 2 cudownych chłopców: 5-letniego Filipka i rocznego Mikołaja. Ewa nie widzi świata poza synami. Jest ciepła, pełna miłości, nigdy nie odmawia pomocy innym. W grudniu 2021 roku zawalił się świat Ewy i jej bliskich. Zdiagnozowano u niej złośliwy nowotwór jajnika z przerzutem. Ewa natychmiast przeszła radykalną operację, ponowna tomografia wykonana w styczniu 2022 roku ujawniła kolejny przerzut. Ewa obecnie przebywa w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej w Lublinie. Chcemy zapewnić Ewie środki do kontynuowania leczenia, na specjalistyczne konsultacje, których będzie potrzebowała w czasie leczenia. Marzeniem Ewy jest patrzeć, jak rozwijają się jej synowie, uczestniczyć w ich wychowaniu. Teraz to nasza Ewa potrzebuje wsparcia i pomocy. Walczymy dla niej i jej dzieci. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, żeby spełnić marzenie Ewy. Rodzina i Przyjaciele.

15 056 zł
75%
Barbara Bigos, Toruń

Proszę o wsparcie w leczeniu onkologicznym

Mam na imię Basia i mam 43 lata. Moją pasją są sztuki wizualne, taniec i ruch. Jestem grafikiem, a certyfikat instruktora tańca terapeutycznego uzyskałam w tym samym czasie, kiedy okazało, się że muszę się leczyć… W październiku 2020 roku, podczas rutynowych badań dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór jelita grubego. Natychmiast rozpoczęłam wyczerpujące leczenie. Przeszłam 5 sesji radioterapii radykalnej, 3 chemioterapie przedoperacyjne, a w marcu 2021 roku udaną operację usunięcia guza pierwotnego w jelicie grubym. Myślałam, że najgorsze jest już za mną… Niestety, pomimo przyjęcia 5 dawek chemii pooperacyjnej pojawiły się przerzuty w wątrobie. W sierpniu 2021 rokumiałam kolejną operację - usuwania guzów przerzutowych z wątroby. Niestety pojawiły się powikłania pooperacyjne. Przeszłam trzy kolejne bolesne operacje, które opóźniły kontynuację chemioterapii. Na początku grudnia 2021 roku tomografia komputerowa wykazała nowe zmiany w wątrobie. Aktualnie jestem w trakcie chemioterapii, po kolejnych 6 cyklach. Ile jeszcze przede mną? Nikt nie wie... Czeka mnie dalsze leczenie. Dużą nadzieją jest uczestnictwo w badaniach klinicznych. Szukam pomocy również w ośrodkach zagranicznych. Rozważam leczenie w klinikach w Niemczech i USA. Ponoszę liczne koszty konsultacji, badań genetycznych, dojazdów i leków. Niestety większość kosztów musi być zapłacona przez pacjenta. Do tej pory na swoje leczenie wydałam ponad 30 tys. złotych - głównie dzięki pomocy rodziny i przyjaciół. Niestety w moim przypadku leczenie nie może być całkowicie refundowane przez NFZ. W związku z tym poniosłam koszty zakupu leku - bewacyzumabu. Zdecydowałam się na takie leczenie, na własny koszt, ze względu na zdecydowanie lepsze rokowania. Przyjęłam 4 dawki bewacyzumabu, każda z nich to koszt około 4,5 tys. zł. Dzisiaj mój czas jest podporządkowany leczeniu, badaniom, konsultacjom, chemioterapii, a moją największą radością są po prostu spotkania z przyjaciółmi. Na ten moment moim jedynym marzeniem jest odzyskać pełnię zdrowia. Inne marzenia musiałam odłożyć na później. Wierzę, że to później, przyjdzie. Ciągle mam nadzieję, że wygram z chorobą i wrócę do normalnego życia. Bez najnowocześniejszych metod leczniczych, niedostępnych w kraju, mam małe szanse. Proszę Państwa o wsparcie. Wierzę, że leczenie przyniesie oczekiwany skutek. Pomóżcie mi, proszę, zrealizować moje marzenie, aby wrócić do zdrowia. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

135 246 zł
67%
Aurelia Stachowska, Świecie

Pomóż Aurelii w walce z rakiem

Walczę z rakiem jajnika. To podstępna choroba, a jej leczenie jest bardzo uciążliwe. Mimo to, cały czas staram się żyć pełnią życia, jak za czasów sprzed diagnozy. Dopiero od trzech lat mogę cieszyć się pełnią życia na emeryturze. Niestety w styczniu 2021 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór jajnika. Zostałam poddana już dwóm cyklom chemioterapii i dwóm operacjom. Walczę dalej i nie zamierzam się poddać. Prowadzę dom, zajmuję się ogromnym ogrodem, pomagam w opiece nad wnukami, które dodają mi energii i uśmiechu. Przed diagnozą nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Tęsknię za odpornością w pełni i treningami na basenie. Zbieram fundusze na kosztowne leczenie, konsultacje ze specjalistami i leki nierefundowane, które przedłużą moje życie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

4 175 zł
20%
Juliusz Kubiak, Odolanów

Pokrycie pierwszego etapu leczenia raka wątroby i skóry

Mam na imię Juliusz, mam 50 lat, jestem kochającym mężem i ojcem wspaniałej niespełna trzynastoletniej córki, Aleksandry. Do tej pory wiodłem spokojne szczęśliwe życie. Aczkolwiek już w wieku szkolnym zachorowałem na chłoniaka, walka trwała 3 lata. Zakończyła się sukcesem. Myślałem, że to co najgorsze jest już poza mną, niestety myliłem się... Po ponad 30 latach choroba znowu się odezwała - tym razem rak wątroby z przerzutami do węzłów chłonnych oraz nowotwór podstawnokomórkowy skóry. Obecnie jestem po operacji guza wątroby oraz usunięciu węzłów chłonnych. Kolejna operacja zmiany skórnej planowana jest na 10 lutego. Dalsze leczenie to chemioterapia, jednak jak się okazało w moim przypadku lek Nexavar 200 (substancja czynna - sorafenib) nie jest refundowany przez NFZ. Dlatego mam ogromną prośbę do ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe, dzięki któremu mógłbym pokryć koszty zakupu leku oraz leczenia. Wstępne koszty pierwszego etapu leczenia zostały określone na poziomie 20.000 tys. zł. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

16 344 zł
81%
Krystyna Skowron, Sosnowiec

Pomoc w walce z nowotworem pęcherza moczowego

Witam, mam na imię Krystyna, mam 71 lat. Przed diagnozą pracowałam w ochronie i byłam bardzo aktywną osobą. Moje całe życie toczyło się wokół pracy, bo kocham życie, kocham ludzi. W 2021 roku w lutym usłyszałam diagnozę: rak pęcherza moczowego. Mój świat się zawalił... Jedynym sposobem na pozbycie się raka była operacja usunięcia całkowicie pęcherza wraz z wszystkim, co było wokół. W oczekiwaniu na operację przeszłam zabieg TURBT w celu potwierdzenia diagnozy. Miałam ogromne bóle z pęcherza, na które nie pomagała mi morfina. Przeszłam bardzo dużo, w tym covid 19, ale dotrwałam do operacji, która uratowała mi życie. Mam bardzo dużą wolę walki i nigdy się nie poddaję! W maju 2021 roku przeszłam operację cystektomii radykalnej - została wyłoniona obustronnie urostomia (dwa woreczki na brzuchu). Nie mogłam mieć jednego, bo moja nerka miała zastój i była przytkana guzem (taka opcja była dla mnie najlepsza). Dojście do siebie po operacji trochę mi zajęło, ale stanęłam na nogi, po czym miałam zacząć chemioterapię, bo mój nowotwór, jak się okazało po usunięciu pęcherza, był w 4 stadium i wyszedł poza pęcherz. Niestety przyjęłam tylko jeden kurs chemioterapii, ponieważ uszkodziła mi ona nerki i leczenie przerwano. Po kontrolnym tomografie okazało się, że są miejscowe wznowy w loży pooperacyjnej pęcherza i skierowano mnie na radioterapię, niestety paliatywną, ponieważ w miejscu gdzie był pęcherz, są teraz jelita i nie można podać dawki radykalnej tylko taką, aby te zmiany nie rosły... Radioterapię zniosłam dobrze, lecz pod koniec wystąpiły wymioty, biegunka i bardzo duże osłabienie. Po 2 miesiącach od operacji zaczęła boleć mnie noga. Niestety rak powrócił po raz kolejny ze zdwojoną siłą. Okazało się, że jest przerzut do kości piszczelowej prawej (guz w nodze 5,2 cm). Kolejna operacja - endoprotezoplastyka poresekcyjna z długim trzpieniem odbyła się 17 listopada 2021 roku. Po operacji dość długo nie chodziłam, ponad miesiąc leżałam w jednej pozycji w łóżku. Córka bardzo mi pomagała w codziennych czynnościach, ponieważ sama bym nie dała rady. Noga bardzo bolała, pocięte kości w środku, bardzo długa rana, długo gojąca się, do tej pory z martwicą brzeżną oraz porażeniem nerwu strzałkowego (opadająca stopa). Wymagam stałej rehabilitacji, ale mimo to nie poddałam się. Groziła mi amputacja nogi, a jednak ją uratowano, z czego bardzo się cieszę i walczę dalej. ? 24 grudnia 2021 roku zrobiłam sobie najpiękniejszy prezent - zaczęłam z pomocą rehabilitantki pomału chodzić o chodziku i w specjalnej ortezie na opadającą stopę. Przede mną jeszcze długa droga o powrót do sprawności. Każdego dnia walczę o siebie, bo mam dla kogo żyć - dla mojej wnuczki i córki, która jest dla mnie ogromnym wsparciem. Pomaga mi we wszystkim, podaje zastrzyki, robi opatrunki, wozi na wizyty lekarskie, badania, załatwia wszystko to, z czym ja bym sobie nie poradziła. Zmienia mi urostomię co 3 dni, pomaga we wszystkich obowiązkach domowych, łącznie ze sprzątaniem, gotowaniem. Motywuje mnie i wspiera. Jestem osobą bardzo żywiołową, dlatego ta diagnoza i to że nagle musiałam odciąć się od pracy, bardzo mnie przytłoczyło, bo po prostu kocham życie, muzykę, ludzi i chcę żyć! Tak dużo już przeszłam, przez niewyobrażalne bóle i cierpienie, ale żyję, walczę o siebie i nigdy się nie poddam! Utrzymuję się z niewielkiej emerytury, która ledwo co starcza na pokrycie opłat za mieszkanie i media. Brakuje mi środków na opatrunki, leki, suplementację, odżywki, specjalistyczną żywność, zabiegi, dojazdy, terapie - wszystko co nierefundowane... Dlatego zwracam się do Państwa - ludzi o dobrym sercu - o wsparcie finansowe. Liczy się każda złotówka, bo wydatków jest bardzo dużo i bez Państwa pomocy sobie nie poradzę, a tak bardzo chcę żyć dla siebie i moich bliskich. Proszę Państwa z całego serca o pomoc i z góry ślicznie dziękuję. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

1 101 zł
3%
Jolanta Kaczmarska, Radom

Leczenie onkologiczne

W styczniu 2022 zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Moja walka dopiero się zaczyna, wierzę, że uda mi się pokonać raka. Mam 8-letnią córkę, dla której zrobię wszystko, by być zdrowa. Siły dodają mi pełnoletnie córki i najbliższa rodzina. Środki pieniężne przeznaczę na dojazdy do szpitala, konsultacje medyczne, leki. Dziękuję za okazane wsparcie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

9 199 zł
61%
Przemysław Siudut, Kraków

Pomóż przegonić z nami raka! Bo rak to nie wyrok!

Cześć, mam na imię Marlena. Człowiek w życiu codziennym mierzy się z różnymi przeciwnościami losu, zawsze ja i moja rodzina staraliśmy się radzić sobie ze wszystkim przed czym stawia nas życie. Teraz jednak nastał taki moment, że pragnę zwrócić się do Was, bo w ludziach jest największa siła! Historia jednak nie będzie o mnie, będzie o moim tacie. Mój tata, lat 57, w październiku 2020 r. dołączył do grona osób walczących z rakiem. Jest osobą pogodną, patrzącą pozytywnie na świat, zawsze można liczyć na dobre słowo czy pomoc z jego strony. Od połowy 2021 r. musiał przestać pracować, co wiązało się ze zwolnieniem z pracy i utratą źródła dochodu. Pracę swoją bardzo lubił, od młodzieńczych lat zawsze chciał być żołnierzem zawodowym. Całą swoją służbę, trwającą ponad 30 lat, starał się odbyć zgodnie z założeniami służby żołnierza. Przemek, bo tak na imię ma mój tata, jest ojcem dwóch córek (ja i moja młodsza siostra – 17 lat), kochającym mężem, dobrym teściem, a ostatnio odnajduje się w nowej roli, na którą czekał z niecierpliwością – roli dziadka! Choć sił ma niewiele, a wnuczka ma dopiero 2 miesiące – jest to duet idealny! Wnuczka stała się jego oczkiem w głowie, zawsze lubił dzieci i pragnie się nią jeszcze nacieszyć, dlatego staje do walki ze zdwojoną siłą. Tak jak wspomniałam, w październiku 2020 r. diagnoza przyszła nagle i nieoczekiwanie. Lekarz oznajmił – ma Pan nowotwór złośliwy odbytnicy (cT4N2M1). Jakby tego było mało, guz jest duży i w kiepskim miejscu, bo 4 cm nad odbytem, do tego nacieka na okoliczne narządy. Na ten moment jest nieoperacyjny. Tata trafił do szpitala na oddział chirurgii w celu wykonania badań (kolonoskopia) oraz dotoczenia krwi, ponieważ miał głęboką anemię. Pierwotnie miała też być wykonana operacja usunięcia guza z odbytnicy. Niestety po wykonaniu badań i przeanalizowaniu wyników, lekarz stwierdził, że na ten moment nie jest w stanie usunąć guza... A dodatkowo wtedy okazało się, że jest to właśnie rak. Z uwagi na zagrażającą niedrożność przewodu pokarmowego oraz stan taty, który był naprawdę ciężki – wycieńczony i niedożywiony, lekarz podjął decyzję o wyłonieniu kolostomii. Na początku był to dla nas szok, coś nowego. W szczególności dla taty, ponieważ zawsze był aktywny fizycznie – basen, rower czy sauna. Jednak postanowiliśmy wziąć się w garść i stanąć do walki z rakiem! Niestety z uwagi na zaawansowanie choroby, tata ma przerzuty w płucach (kilka guzków) oraz powiększone węzły. Pierwszym krokiem w walce z rakiem było podjęcie radioterapii – na początku listopada 2020 r. przez 5 dni naświetlany był guz, następnie w styczniu 2021 r. do lipca 2021 r. tato przeszedł pierwszy cykl składający się z 8 wlewów chemii. Był to dla niego ciężki czas, ponieważ musiał zbierać w sobie siły, żeby walczyć z rakiem i skutkami ubocznymi, jakie niesie za sobą radioterapia oraz chemioterapia. Dzięki skorzystaniu z wielu leków, suplementów, żywności przeznaczenia medycznego (nutridrinki, białko) tato w miarę dobrze przeszedł ten ciężki okres. Dodatkowo te wszystkie leki, suplementy, terapie mają za zadanie chronić te narządy, gdzie rak jeszcze nie dotarł. Z końcem roku 2021 r. tato zaczął na nowo źle się czuć... machina ruszyła na nowo. Badania, analiza i kolejna radioterapia. Aktualnie tato jest w czasie kolejnej chemioterapii, która jest o wiele cięższa dla niego do zniesienia i obciążająca organizm (wcześniej miał jednodniowe wlewy, teraz są 2x po 24h wlew) i jeszcze bardziej potrzebuje pomocy i wsparcia, aby przetrwać ten ciężki cykl chemii oraz odbudować i zregenerować organizm po niej, co będzie wiązać się z kosztami wizyt u specjalistów (w dobie pandemii ciężko o "normalne" terminy wizyt) prywatnie, specjalistycznych badań, aby szybciej móc działać i ocenić działanie obecnej chemii. Nie wspomnę o kosztach dojazdu do lekarzy, szpitali czy potrzebie zakupu dodatkowego sprzętu stomijnego, ponieważ limit na refundacje przy skutkach ubocznych chemii, np. biegunka jest niewystarczający. Przedstawione dodatkowe leczenie to koszt rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie. Stosowanie dotychczasowej suplementacji ma sens w przejściu jej w sposób łagodniejszy. Bardzo chcielibyśmy również zasięgnąć opinii innych jeszcze specjalistów w Polsce, jednak to są już wysokie koszta terapii i wizyt specjalistycznych, których NFZ nie refunduje. Wierzę, że dzięki Waszej pomocy jesteśmy w stanie to zrobić! Dlatego z całego serca proszę Was Kochani o wsparcie! Pamiętajmy, złotówki mają moc!!! Pomóż nam razem walczyć i cieszyć się dalej życiem, jeszcze tyle przed nim! Za każdą wpłatę będziemy bardzo wdzięczni, za co z góry serdecznie dziękujemy z całego serducha!!! Darowizny na rzecz leczenia Przemysława można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

2 298 zł
9%
Przemysław Bylicki, Warszawa

Pokonać Hodgkina

Cześć, Jestem Przemek, z chorobą walczę już prawie 4 lata, ale może zacznę od początku i opowiem Wam jak się to wszystko zaczęło... W 2019 r byłem jeszcze zupełnie zdrowy, a przynajmniej tak mi się wydawało. Męczyła mnie jakaś dziwna wysypka na nodze i jak to facet pomyślałem sobie, że na pewno zaraz sama zniknie. Nie zniknęła, zacząłem odwiedzać różnych dermatologów i internistów, jednak przepisywane maści sterydowe pomagały tylko na chwilę. Po jakimś czasie zaczynałem czuć się coraz gorzej, nie miałem siły do ukochanych treningów na siłowni ani chęci do czegokolwiek, a dzień zaczynałem od leków przeciwbólowych, żeby w ogóle wstać z łóżka. Niestety mój stan się pogarszał, a lekarze nadal sądzili, że albo się przeziębiłem albo może to stres i przepracowanie. Niestety nikt nie wpadł na to, aby skierować mnie na badania krwi, co w dzisiejszych czasach wydaje się absolutną podstawą, no ale nic... zawiódł system. Tymczasem robiło się coraz gorzej. Zaczęły się nocne poty i powiększanie węzłów chłonnych. Teraz już wiem, że wszystkie objawy, jak uciążliwa wysypka, wymioty, nocne pocenie i powiększanie węzłów chłonnych to typowe objawy dla chłoniaka Hodgkina. Znów trafiłem do internisty z ogromnym guzem pod pachą przypominającym arbuza i wszystkimi wcześniejszymi dolegliwościami. Tym razem zostałem już skierowany natychmiast na badania krwi i dostałem skierowanie do szpitala. Z przychodni zadzwoniła pielęgniarka, że mam natychmiast jechać do szpitala, bo już dawno nie widzieli tak złych wyników krwi. Potem już poszło klasycznie: szpital, kozetka na korytarzu, biopsja i wyrok. Nie mogłem uwierzyć, że w wieku 38 lat zostałem nagle człowiekiem chorym na nowotwór w ostatnim IV stadium. Przeszedłem pierwszą chemio i radioterapię, nie było łatwo, ale powoli nabierałem sił. Wydawało się, że jednak będę jeszcze mógł kiedyś wrócić do normalnego życia. Brałem leki, wypijałem litry soków buraczanych (bleee), ale powoli czułem się na tyle dobrze, że mogłem już sam zacząć wychodzić z domu. Powoli wróciłem do normalności, a badanie kontrolne pokazało, że terapie były skuteczne, a ja mogłem powrócić do codzienności. Czy wspominałem już Wam, że jestem ogromnym fanem akwarystyki? Otóż tak - uwielbiam rybki i moje akwarium, które możecie podejrzeć w mojej galerii zdjęć. Marzy mi się, żeby odbudować krewetkarium, którego niestety musiałem się pozbyć, bo nie miałem sił na doglądanie go. Wszystko było na drodze do wyzdrowienia, jednak im bliżej kolejnych badań kontrolnych, ja znów czułem się gorzej, a moje obawy niestety się potwierdziły - przerzut do płuc. Potem kolejna procedura i chemia, tym razem najsilniejsza, ale jakoś to wytrzymałem. Pojawiła się nadzieja. Niestety chemia nie zniszczyła raka, jednak dostałem leczenie, które trzyma go w ryzach, a ja dzięki temu jestem w miarę aktywny. Czekam w kolejce na autoprzeszczep komórek macierzystych i przyjmuję leki, żeby nie złapać żadnych innych wirusów, które mogłyby sporo namieszać w moich układzie odpornościowym. Uff, ależ się rozpisałem... Pomimo całej zawiłej historii wierzę w to, że już niedługo cała ta przygoda skończy się pozytywnie i będę mógł znów latem odwiedzić ukochane Mazury, znów być aktywnym i zdrowym człowiekiem. W tajemnicy powiem Wam, że marzy mi się założenie rodziny i normalne nudne życie. Jeśli zechcecie mnie wesprzeć, to będę bardzo wdzięczny. W zamian chętnie posłużę radą w dziedzinie mojej ukochanej akwarystyki, a wiem całkiem sporo, możecie pisać mi wiadomości prywatne na maila pmbylicki@gmail.com. Kwota zbiórki jest bardzo orientacyjna, zbieram na zakup leków, które muszę przyjmować cały czas, żywność medyczną oraz na leczenie prywatne, jeśli wszystko inne zawiedzie. Nie jest łatwo przetrwać na oferowanej rencie z ZUS... Pozdrawiam Was cieplutko, Przemo

13 999 zł
27%
Zbigniew Drapa, katowice

Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia

W lipcu 2021 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy trzustki. Dotychczasowa chemioterapia nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, dlatego zmuszony jestem do poszukiwania innych rozwiązań formalnych, które są dopiero w fazie badań klinicznych. Zebrane środki chciałbym przeznaczyć na konieczne badania diagnostyczne, dojazdy i inne podstawowe wydatki jak np. produkty i preparaty odżywcze dla osób z niedożywieniem lub jego ryzykiem. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

40 984 zł
204%
Edyta Polakowska, Szklarska Poręba

Walczę z białaczką

Jestem chora na przewlekłą białaczkę szpikową. Dwa miesiące temu miałam przeszczep. Marzę o tym, by pojechać chociaż na dwa tygodnie nad Morze Bałtyckie... Zebrana kwota pomoże mi na dojazdy do lekarza i wykupienia leków. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

572 zł
4%
Marian Tyborski, Toruń

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Marian odszedł...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Marian odszedł... Składamy szczere wyrazy współczucia jego rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Skarbonka Mariana została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Nazywam się Marian Tyborski i mieszkam w Toruniu. Pracuję jako instruktor nauki jazdy. Praca ta daje mi dużo satysfakcji i zadowolenia. Wlecie czułem, że podczaswysiłku fizycznego np. jazda rowerem, siłownia szybko się męczę. Myślałem "cóż, starość, trzeba zwolnić". Mój stan nie dawał mi spokoju i we wrześniu 2021 postanowiłem zrobić badania profilaktyczne z programu 40+. W wynikach krwi jeden z parametrów (OB) miał zawyżone parametry świadczące o stanie zapalnym. Następne badania wskazały, że stan zapalny jest na wskutek choroby nowotworowej. Zachorowałem na nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami. Zgłosiłem się Centrum Onkologii w Bydgoszczy na podjęcie leczenia. Zakwalifikowano mnie do programu leczenia klinicznego polegającego na podaniu leku immunologicznego z częstotliwością co 14 dni. W dwa dni po pierwszym podaniu leku zaraziłem się koronawirusem, pomimo dwóch szczepień. To spowodowało, że program leczenia klinicznego nowotworu został przerwany. Przerwa w terapii trwała ponad 8 tygodni i zgodnie z warunkami podawania leku dalsze leczenie nie podlega już refundacji. Mogę kontynuować leczenie lekiem immunologicznym VECTIBIX (panitumumab), który w ocenie onkologa jest bardzo skuteczny, jednak muszę go zakupić bez refundacji. Koszt jednorazowego podania leku to 4560 zł. Ilość podań na początek to około sześć, co daje koszt 27 360 zł. Mam duże wsparcie ze strony najbliższych, lecz powyższa kwota przerasta moje zasoby i możliwości finansowe.

47 292 zł
131%
Agnieszka Gałecka, Rytel

Wielkie dzięki!!!!! Na ten moment zawieszam zbiórkę!

Oto kawałek historii mojego życia i walki z rakiem. Od ponad 5 lat walczę z rakiem piersi. Diagnozę usłyszałam pół roku po narodzinach mojego drugiego synka, Tymonka. Bruno miał wtedy 2 latka. Nasze normalne, gwarne życie rodzinne zostało chwilowo zaburzone. Wsparcie męża i chłopcy to pokłady mojej mocy i siły. Przeszłam mastektomię, chemioterapię i hormonoterapię. Po wszystkim wróciłam do pracy w szkole. 2 lata było znowu prawie normalnie (prawie, bo świadomość, że "dziad" może wrócić, pozostaje). Niestety nastąpiła wznowa choroby. Ponownie musiałam przejść operację, chemioterapię i nową hormonoterapię. Po leczeniu wróciłam do pracy. Minęły kolejne dwa lata i pojawiły się przerzuty w węzłach chłonnych i kościach. Zmiana hormonoterapii i nowatorski lek nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Rak się uzbroił. Zmutował do trójujemnego i pojawiły się nowe przerzuty. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii, a lek atezolizumab, który chce dołączyć mój lekarz onkolog, nie jest refundowany w moim przypadku. Proszę o Waszą pomoc i wsparcie, aby moja rodzina była jak najdłużej pełna. Aby mama Bruna (7 lat) i Tymona (5 lat) miała czas i siły za nimi nadążyć... :) Dziękuję za Wasze wsparcie!!! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

34 351 zł
104%