Zbiórki

Jerzy Korybalski, Katowice

Jerzy

Mam 61 lat i w grudniu dowiedziałem się, że mam raka żołądka z przerzutami. Od tego czasu walczę z tą straszną chorobą dniami i nocami. Niestety, jak wiadomo, potrzeba dużych środków finansowych. Proszę o wsparcie!

2 280 zł z 10 000 zł
22%
Bartłomiej Głowacki, Grebocice

Pomoc dla Bartka

Przekaż 1,5% podatku dla Bartłomieja Głowackiego – pomóż mu zawalczyć o zdrowie i przyszłość Bartłomiej Głowacki ma dopiero 20 lat (urodziny obchodzi w marcu). To wiek marzeń, planów i pierwszych poważnych kroków w dorosłość. Niestety jego życie zostało nagle zatrzymane przez ostrą białaczkę limfoblastyczną – chorobę, która wymaga długiego i wyczerpującego leczenia. Bartek to zwyczajny, ambitny chłopak z wielkimi planami. Nie udało mu się podejść do matury, ale bardzo chce ją napisać i kontynuować naukę. Marzy o tym, by wrócić do normalności – do codzienności, którą wielu z nas uważa za oczywistą. W wolnym czasie uwielbia grać w gry komputerowe, interesuje się esportem, czyta książki fantasy i ćwiczy na swojej domowej siłowni. Aktywność i rozwijanie pasji dawały mu radość oraz motywację. Dziś jego największą walką jest walka o zdrowie. Leczenie białaczki to długi proces, który wiąże się z ogromnym obciążeniem fizycznym, psychicznym i finansowym. Środki z 1,5% podatku przekazane za pośrednictwem fundacji pomogą w pokryciu kosztów leczenia, rehabilitacji, leków oraz dojazdów do specjalistów. Twój 1,5% nic nie kosztuje, a dla Bartka może oznaczać realną szansę na powrót do zdrowia, napisanie matury i realizację marzeń. Pomóż mu wygrać najważniejszą grę – walkę o życie i przyszłość

200 zł z 20 000 zł
1%
Aneta Harczuk, Lublin

Aneta - rak jajnika

W kwietniu 2025 roku, w wieku 34 lat, w trakcie podróży po Nowej Zelandii, został u mnie zdiagnozowany rak jajnika w IV stadium. Musiałam natychmiast wracać do Polski, aby rozpocząć leczenie. Ze względu na fakt, iż ubezpieczyciel nie uznał roszczenia, twierdząc, iż objawy musiały wystąpić przed rozpoczęciem ochrony, musiałam sama zapłacić za wszystkie kosztowne badania za granicą oraz za natychmiastowy lot powrotny. W ten sposób straciłam ponad 15 tys. złotych. Z zawodu jestem fizjoterapeutką, a że jest to praca fizyczna, nie jestem w stanie pracować w trakcie leczenia. Ze względu na fakt, iż w latach 2023-2024 pracowałam za granicą, ZUS nadal nie ustosunkował się do mojego wniosku o rentę z tytułu niezdolności do pracy. Dlatego też od maja 2025 roku jestem pozbawiona jakichkolwiek środków do życia. Na ten moment żyję z oszczędności, ale te niestety niedługo wygasną. Dlatego też zwracam się o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia w postaci 1,5% procenta podatku. Będę bardzo wdzięczna. Dziękuję!

600 zł z 25 000 zł
2%
Monika Cybe, Warszawa

Na leczenie mojej wspaniałej mamy

Moja mama nigdy nie miała łatwego życia. Wychowywała się bez ojca, tylko z własną mamą - dokładnie tak, jak później wychowywała mnie. Pamięta czasy, kiedy w Polsce wszystko było „na kartki”, a zdobycie pracy było czymś, czego trzeba było się kurczowo trzymać przez całe życie. Nie było miejsca na marzenia, na pasje, na rozwój. Było tylko przetrwanie. A mimo to zawsze była osobą niezwykle kreatywną - artystką, która nigdy nie miała szansy w pełni rozwinąć skrzydeł. Kiedy dorosła i zaczęła pracować, nie było łatwiej. Oddawała swoje pieniądze, żeby utrzymać dom. A kiedy jej mama - moja babcia - zachorowała na raka żołądka, to właśnie ona zajęła się nią do końca. Sama. Ja nigdy nie miałem szansy jej poznać. Później przyszło kolejne życie - moje. Przez chwilę było trochę lżej, kiedy pomagał mój tata. Ale gdy miałem około 11 lat, mama straciła pracę przez restrukturyzację. Zostaliśmy praktycznie bez środków do życia. Tata wyjechał za granicę i jego obecność szybko stała się tylko obietnicą bez pokrycia. Mama została sama. Znowu. Znalazła nową pracę, ale kosztem wszystkiego - pracowała jak za kilka osób, nie mając czasu na siebie, na odpoczynek, na to, co kochała. Ja, kiedy tylko mogłem, zacząłem pracować - już od 16 roku życia - żeby choć trochę ją odciążyć. I wtedy, po latach walki, w końcu przyszło coś dobrego. Rok temu jej wysiłek został zauważony. Awansowała. Po raz pierwszy od bardzo dawna mogła złapać oddech. Zacząć myśleć o sobie. O pasjach. O życiu, które nie polega tylko na przetrwaniu. I dokładnie wtedy wszystko się zawaliło... Trzy miesiące temu przeszła operację. Od tego momentu zaczęły się potworne bóle brzucha, kolejne wizyty na SOR-ze, coraz większe osłabienie… aż w końcu diagnoza. Mięsak. Nowotwór, który rozwija się bardzo szybko. Prawdopodobnie w postaci śluzakowatej lub tak zaawansowany, że rozpada się od środka. Kiedy w końcu mogło być dobrze - zdrowie zabrało jej wszystko. Dziś to ja jestem w miejscu, w którym ona kiedyś była - opiekuję się swoją mamą i patrzę, jak ktoś, kto całe życie walczył dla innych, sam potrzebuje pomocy. Moja mama to naprawdę dobra, ciepła, silna osoba. Zasługuje na coś więcej niż ciągłe przeciwności losu. Dlatego proszę - pomóżcie mi zawalczyć o jej życie. Każda wpłata, każde udostępnienie ma ogromne znaczenie. 🙏

7 106 zł z 150 000 zł
4%
Urszula Dyk, Sława

Pomoc dla Uli walczącej z agresywnym i bardzo rzadkim rakiem

Ula Brach-Dyk to jedna z tych osób, które od razu zapadają w serce. Ciepła, dobra, uśmiechnięta. Zawsze była tam, gdzie była potrzebna. Bez pytania, bez rozgłosu. Gdy powódź nawiedziła jej rodzinne strony – Bystrzycę Kłodzką, Ula była jedną z pierwszych osób, które zaczęły działać. Jako sołtyska Krzepielowa z oddaniem angażowała się w sprawy mieszkańców. Organizowała, wspierała, niosła dobre słowo. Dziś sama toczy walkę. Najtrudniejszą w swoim życiu! W styczniu 2025 roku usłyszała diagnozę, która zmieniła wszystko: bardzo agresywny i rzadki nowotwór – rak endometrialny w bliźnie po cesarskim cięciu. To jedna z najrzadszych i najbardziej opornych na leczenie form raka. Ula ma za sobą już kilka cykli chemioterapii, ale organizm nie reaguje. Teraz potrzebne są: - kosztowne specjalistyczne badania i konsultacje przedoperacyjne - nierefundowane leki - przygotowania do bardzo trudnej operacji, która może dać jej szansę na życie Każdy dzień to nowe wyzwania, szpitale, leczenie i narastające koszty. Ula to także mama i żona. Ma dwójkę dzieci, Melanię i Marcela oraz męża Marka. Do niedawna prowadziła własną firmę, ale dziś całą swoją siłę poświęca na walkę z bólem, strachem i niepewnością. Walkę o życie. Tej walki nie może jednak toczyć sama. Zawsze była dla innych. Teraz my bądźmy dla niej. Pomóżmy Uli odzyskać zdrowie, nadzieję i życie. 💙 Jak możesz pomóc? Każda złotówka. Każde udostępnienie. Każde dobre słowo ma znaczenie. Bo dobro wraca. A Ula zasługuje na wszystko, co najlepsze.

0 zł z 100 000 zł
0%
Wiktoria Ficek-Ornatowska, Katowice

Gram o życie i czas

Mam 33 lata i choruję na potrójnie ujemnego raka piersi – najbardziej agresywny i trudny w leczeniu podtyp tej choroby. Diagnozę usłyszałam w październiku, tuż po wakacjach. Choroba zdążyła dać przerzuty do węzłów chłonnych lewej pachy, a lekarze podejrzewają także zajęcie węzła chłonnego piersiowego wewnętrznego. Chciałabym jeszcze pożyć i pokazać moim bliźniakom świat, zarazić ich swoimi pasjami, otoczyć miłością i bezpieczeństwem. Pokazać im, że życie może być trudne, ale i piękne zarazem. Do tego potrzebuję jednak siły i zdrowia. A tego drugiego zabrakło. Za mną 12 cykli białej chemioterapii i 2 cykle czerwonej, a przede mną jeszcze 2 kolejne. Następnie czeka mnie operacja oszczędzająca pierś oraz usunięcie wszystkich węzłów chłonnych z lewej pachy, co będzie wymagało długiej i wymagającej rehabilitacji, aby moja lewa ręka była jak najbardziej sprawna. Leczenie niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, dlatego potrzebne jest wsparcie dodatkowych specjalistów, którzy pomagają organizmowi odzyskiwać siły i bezpiecznie przechodzić terapię. Przy tym typie nowotworu możliwości leczenia są ograniczone, a ryzyko nawrotu bardzo wysokie. Po zakończeniu terapii będę wymagała stałej kontroli i licznych badań, aby w razie wznowy zareagować jak najszybciej. Każde wsparcie i przekazanie 1,5% podatku daje mi realną szansę na dalsze bycie w grze.

5 250 zł z 20 000 zł
26%
Anna Malinowska, Kozerki

Opieka paliatywna

Moja mama zachorowała na nowotwór. Wydawało się, że to formalność, aby go wyciąć. Niestety złośliwy, 3 stopnia. Przerzut do płuc. Drobnokomórkowy - odporny na chemioterapię. Jedyne co możemy to zadbać o jej komfort fizyczny i psychiczny, tak aby cierpiała, jak najmniej.

0 zł z 1 000 zł
0%
Bogumiła Tasulis, Jeżów Sudecki

CHCĘ ŻYĆ!!! Pomóż mi wyleczyć raka!!!

Od roku mam zdiagnozowanego złośliwego hormonozależnego raka lewej piersi. Nie został wykryty wcześniej, chociaż regularnie się badałam. Mammografia nic nie wykazywała, bo był centralnie podbrodawkowy, a innych badań nie zlecano, bo przecież "było OK" :-( Ukazał się w całej swojej "krasie" dopiero wtedy, gdy był już duży. Nie było go również czuć w normalnych badaniach. Nic nie bolało... Jestem już po podstawowym leczeniu systemowym: operacja oszczędzająca, radioterapia, teraz hormonoterapia przez 5-10 lat. Rak jest wybitnie hormonozależny, więc szczęście w nieszczęściu, ominęła mnie chemioterapia. Los mnie nie oszczędza... W ubiegłym roku straciłam Syna. Krzysztof miał 38 lat. I miał glejaka IV stopnia, najzłośliwszego :-( Rok temu to On walczył ze wznową, On potrzebował wsparcia i miłości. Dlatego ja niewielu osobom powiedziałam o swojej chorobie, żeby nie odwracać uwagi od Niego, ale teraz muszę przyznać, że i ja potrzebuję wsparcia i pomocy. Krzyś nie wiedział o mojej chorobie, ukryłyśmy to przed Nim, żeby nie dodawać mu zmartwień. Dziewczynom - Córce, Żonie Krzysia, moim Siostrom - też powiedziałam dopiero po operacji, bo nie dało się już ukryć drenów :-( Nie byłam w stanie powiedzieć im wcześnej - agresywna wznowa glejaka u Krzysia była wystarczająco strasznym przeżyciem.... Po odejściu Krzysia "zapadłam" się w jakąś dziwną pustkę, ale już wracam do siebie powolutku :-) I chcę żyć!!! Może głupio to zabrzmi, ale wiem, że to Krzyś mnie szturcha "wstawaj", że jest blisko i troszczy się o mnie jak dawniej :-) Troszczy się o wszystkie "swoje" dziewczyny, a ja zawsze byłam kimś w rodzaju koordynatora, więc muszę być i robić, co trzeba!!! Trochę późno może o to proszę, ale nie mogłam pozbierać się po odejściu Krzysia :-( Teraz jednak już jestem, szturchańce zadziałały :-) i wracam, dlatego postanowiłam założyć zbiórkę na swoje leczenie i powalczyć - nie chcę czekać bezczynnie na wznowę, bez regularnej diagnostyki, z ograniczonymi możliwościami leczenia. W ramach NFZ kontrola raz na rok i mammografia, która u mnie nic nie wykazała, aż było prawie za późno :-( To za mało i za rzadko!!! Choroba przewartościowała moje postrzeganie świata. Mam za sobą niedowierzanie, żal i pytania, dlaczego to na mnie trafiło. Dlaczego prawie jednocześnie na mnie i na Krzysia??? Pamiętam strach, potem rozpacz, potem obojętność. Ale to już za mną. Chcę żyć! Nie miałam wpływu na to, że zachorowałam, ale mam wpływ na to, jak odczują całą sytuację moi Najbliżsi. To dla nich i dzięki nim odnalazłam w sobie siłę, choć myślałam, że wyczerpałam już wszystkie jej pokłady w czasie walki o Krzysia. Podeszłam do choroby zadaniowo - pozbyć się gada! Czasami miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś obok mnie, że mnie nie dotyczy, nie postrzegałam siebie jako osoby ciężko chorej, przecież uśmiechałam się, rozmawiałam z ludźmi, którzy nawet nie podejrzewali, że jestem chora.... Mogłam chodzić, prowadzić samochód, normalnie robić zakupy. Na zewnątrz nikt nie widział, jak bardzo jestem chora, bo dzięki temu, że uniknęłam chemioterapii, zachowałam włosy, chociaż straciłam brwi. Niestety, gorsze momenty też były, kiedy czułam, że opadam z sił, że nie dam rady, że mam dość... Kiedy płakałam i krzyczałam z rozpaczy..... Na szczęście te chwile w miarę szybko mijały i byłam gotowa do dalszej walki. Nieocenione wsparcie i motywację dają mi Rodzina i Przyjaciele :-) Dodatkowym bodźcem jest PLAN. Wspólnie postanowiliśmy zrealizować marzenie Krzysia, a teraz również i moje - zdobyć 28 szczytów -> to słynne KGP! Chociaż zdecydowanie wolę płaskie tereny, to chcę na te górki i szczyty wejść dla Krzysia i dla siebie. Spełnić Jego niedokończone marzenie, a sobie udowodnić, że mogę wszystko!!! Na swojej drodze spotkałam również kilku obcych dobrych ludzi, którzy okazali mi bezinteresowną pomoc. Niektórzy nawet nie pytali, czy jej potrzebuję. Po prostu pomagali :-) Choroba - najpierw Krzysia, potem moja - przewartościowała i wywróciła do góry nogami moje postrzegania świata oraz tego, co ważne. To niby oczywiste, ale czasami potrzebujemy "kopa", aby przypomnieć sobie, co jest najważniejsze. Widać "siła wyższa" uznała, że ja potrzebuję podwójnego kopa. Życie jest dobrym nauczycielem, tylko trochę drogo bierze za swoje lekcje. Mam nadzieję, że moja edukacja będzie trwała wiele lat, a rachunek za naukę nie nadejdzie zbyt szybko :-) I mam wielką prośbę i nadzieję, że wielu z Was zechce mi pomóc :-) :-) :-) Bogusia

325 zł z 200 000 zł
0%
MARZENA STYŚ, Węgrów

Marzena Styś

Moja historia Zachorowałam w lutym 2024 roku na hormonozależny nowotwór piersi. Po wykonaniu biopsji i szczegółowych badań rozpoczęłam intensywne leczenie. Przeszłam chemioterapię oraz radioterapię, a w trakcie terapii dwie operacje. Usunięto mi wszystkie węzły chłonne po lewej stronie. Był to bardzo trudny czas, wymagający ogromnej siły i determinacji. Obecnie pozostaję na hormonoterapii oraz przyjmuję kwas zoledronowy. Leczenie nadal trwa i wymaga stałej kontroli lekarskiej. Zmagam się ze skutkami ubocznymi leczenia. Leki, dojazdy, rehabilitacja - wszystko kosztuje. Obecnie nie pracuję, jestem niezdolna do pracy, pobieram rentę. Będę wdzięczna za wszelką pomoc.

0 zł z 10 000 zł
0%
Aleksandra Mańkowska-Tkaczyk, Grabowiec

Na koszty związane z leczeniem raka piersi

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2025 otrzymałam najgorszy prezent, jaki można sobie wyobrazić - diagnoza: rak piersi HER2+ nieluminalny. Aktualnie jestem w trakcie chemioterapii. Proszę o wsparcie na pokrycie kosztów dojazdów i leków uzupełniających oraz zabiegów mających na celu utrzymanie mnie w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Po chemioterapii czeka mnie obustronna mastektomia, do której chcę przygotować się najlepiej, jak umiem.

8 140 zł z 10 000 zł
81%
Bartosz Gruza, Pruszcz Gdański

Dostosowanie łazienki oraz pokrycie kosztów suplementów, odżywek, leków, dojazdów do szpitala

W grudniu dowiedziałem się, że mam nowotwór przełyku. Sytuacja jest trudna. Prześwit przełyku zmniejszył się tak bardzo, że konieczne było założenie stentu, żebym mógł przyjmować płynne i półpłynne pokarmy. Zdiagnozowano przerzuty nowotworowe i od stycznia rozpocząłem chemioterapię. Liczę na to, że chemioterapia pozwoli zahamować rozwój nowotworu i otworzy drogę do operacji. Mam 49 lat, grono sprawdzonych przyjaciół, jestem zapalonym rowerowym i kajakowym świrem. Kocham życie i walczę. Ponieważ nie mogę przyjmować normalnych stałych pokarmów, to w czasie chemioterapii będę potrzebował suplementów diety, specjalistycznych odżywek i leków. Potrzebuję zebrać 20 000 zł, aby pokryć koszty dostosowania łazienki oraz suplementów, odżywek, leków, dojazdów do szpitala w pierwszych trzech miesiącach chemioterapii.

5 170 zł z 20 000 zł
25%
Maryna Khudolii, Gdańsk

Leczenie nierefundowanym lekiem

Dzień dobry, mam na imię Maryna. W wieku 34 lat zdiagnozowano u mnie raka piersi. Od momentu diagnozy moje życie podzieliło się na „przed” i „po” chorobie. Kolejne lata leczenia były najtrudniejszym okresem w moim życiu. Jestem po chemioterapii oraz operacji usunięcia guza. Niestety choroba nie została całkowicie zatrzymana - w kościach wciąż obecne są przerzuty nowotworowe. Zgodnie z aktualnymi zaleceniami medycznymi, w moim przypadku skuteczną formą leczenia jest terapia inhibitorem CDK4/6. Niestety lek ten nie jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia dla pacjentów w tak zaawansowanym stadium choroby. Miesięczny koszt terapii wynosi około 10 000 zł, co znacznie przekracza moje możliwości finansowe. Zwracam się z uprzejmą prośbą o wsparcie finansowe, które umożliwi mi kontynuowanie leczenia. Każda, nawet najmniejsza pomoc, daje mi realną szansę na dalsze leczenie i nadzieję na przyszłość.

5 525 zł z 120 000 zł
4%