Zbiórki

Tadeusz Jasiński, Kożuchów

Na leczenie i dojazdy do kliniki

Dzień dobry, nazywam się Genowefa Jasińska. 2 miesiące temu, u mojego męża Tadeusza zdiagnozowano złośliwy nowotwór płuc drobnokomórkowy 4 stopnia. Jest to nowotwór nieoperacyjny. Mąż ma 68 lat. Choroba została zdiagnozowana, kiedy leżał w szpitalu w Zielonej Górze, na oddziale płucnym. Zrobiony został tomograf, gdzie stwierdzono dużego guza na prawym płucu. Pobrano także wycinek z bronchoskopii, którego analiza potwierdziła raka płuca. Jesteśmy bardzo załamani. Nie stać nas na wyjazdy do kliniki do Poznania i na inne wydatki związane z leczeniem. Bardzo proszę ludzi o dobrym sercu, aby nas wspomóc, wpłacając choćby symboliczną złotówkę.

0 zł z 20 000 zł
0%
Mirosław Kowalski, Ślesin

Pomoc w leczeniu

Witam, mam 58 lat i od 2021 roku choruję na nowotwór złośliwy jelita grubego. Przeszedłem operację i chemioterapię. Pojawiły się przerzuty na wątrobę, miałem ponownie operację. Po kolejnych dawkach chemioterapii pojawiła się nadzieja, jednak po roku stwierdzono progresję choroby. Na chwilę obecną skończyły się możliwości leczenia refundowanego i jestem zmuszony założyć zbiórkę na pomoc w leczeniu. Będę wdzięczny za każde wsparcie.

10 404 zł z 10 400 zł
100%
Iwona Bąk, Andrychów

Wsparcie w chorobie

Dzień dobry! Mam na imię Iwona. Mam 37 lat i jestem matką dwójki małych dzieci. W marcu przeszłam operację usunięcia raka tarczycy z węzłami chłonnymi, po czym dowiedziałam się, że mam raka piersi i świat się zawalił. Był czas, kiedy to ja wspierałam zbiórki, a dziś sama potrzebuję tej pomocy od ludzi dobrej woli. Potrzebuję wsparcia w leczeniu, dalszych badaniach i dojazdach. Dziękuję z całego serca!

0 zł z 20 000 zł
0%
Katarzyna Rumińska, Opole

Zbiórka na immunoterapię

Dzień dobry, mam na imię Kasia, niedługo skończę 47 lat. W styczniu 2023 roku życie moje i moich bliskich zmieniło się w dramat. Trafiłam do szpitala i usłyszałam okrutną diagnozę - rak szyjki macicy III stopnia. Lekarze byli zdziwieni, nie mogli uwierzyć w to, jak kobieta, która co roku robiła badanie cytologiczne, może mieć raka w tak zaawansowanym stopniu. Czy laboratorium popełniło błąd? Tego się nie dowiemy, ale jedno jest pewne - jestem śmiertelnie chora i umieram. Jest to rak płaskonabłonkowy rogowaciejący G2 z rozsiewem do węzłów chłonnych w miednicy. Natychmiast poddałam się leczeniu w Instytucie Onkologii w Gliwicach. Przeszłam cztery cykle chemioterapii (paxlitaxel + cisplatyna), po których dość długo dochodziłam do siebie. Później zostałam poddana radioterapii w skojarzeniu z kolejną chemioterapią, a na końcu przeszłam brachyterapię. Leczenie zadziałało, badanie rezonansem wykazało brak nowych ognisk i prawie całkowity zanik choroby. Niestety, nasza radość nie trwała długo, rak wrócił i przerzucił się na lewe płuco. Rak z przerzutami odległymi to już ostatni stopień zaawansowania choroby, mój stan się pogorszył.Lekarze w Instytucie kazali powtórzyć chemioterapię i wdrożyć nowy lek - Bewacizumab (Avastin). Dużo czytałam, dowiedziałam się między innymi o innowacyjnym leczeniu, które może całkowicie mnie wyleczyć. Niestety, w Polsce lek ten w moim przypadku nie jest refundowany, dopóki nie zostaną wykorzystane inne metody leczenia (w większości przypadków nieskuteczne). Skonsultowałam się prywatnie z onkologiem, powiedział, że jak najszybciej mam wdrożyć immunoterapię i zacząć przyjmować lek Pembrolizumab (Keytruda). Niestety dawka tego leku jest potwornie droga, koszt jednego wlewu to około 14 tysięcy złotych (podawany co trzy tygodnie). Szpital nie może podać mi tego leku, pomimo że może on uratować mi życie. Z tego powodu zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Koszty specjalnego żywienia, dojazdów, konsultacji prywatnych obciążają nas wystarczająco, nie mamy innego wyjścia niż prosić Was o pomoc. Mam 11-letnią córkę, poza którą nie widzę świata i nie jesteśmy gotowe na to, żeby się rozstać. Kocham swoją rodzinę i swoje życie, nie chcę ich stracić. Jestem wegetarianką od wielu lat, kocham wszystkie zwierzęta, uwielbiam spacery z naszym kochanym pieskiem. Jestem również melomanką, którą muzyka podnosi na duchu w tych trudnych chwilach. Mimo tego, że życie jest pełne niesprawiedliwości i cierpienia, chcę żyć. Dotychczas nigdy nie prosiłam nikogo o pomoc, tym razem proszę.

24 376 zł z 150 000 zł
16%
Żaneta Zawadzka, Bydgoszcz

Wsparcie dla Żanety - Walka z Chłoniakiem

Drodzy Przyjaciele i Znajomi, życie bywa nieprzewidywalne, a czasem stawia nas przed najtrudniejszymi wyzwaniami... Żanetka - nasza ukochana. Kochająca mama 12-letniej Antoniny i ukochana żona Tomasza, od dwóch lat toczy walkę z nowotworem złośliwym - chłoniakiem wątroby. Obecnie jest po przeszczepie szpiku i zmaga się z jego skutkami. Pomimo ciężkich chwil, nie poddaje się i wierzy, że wróci do swoich pasji, do normalnego, zdrowego życia, w którym nadal będzie mogła cieszyć się wspólnymi chwilami z rodziną - patrzeć jak dorasta jej córka, wspólnie zestarzeć się u boku kochającego męża - oraz swoimi pasjami. Przed chorobą Żaneta była znakomitą fryzjerką. Prowadziła swój własny salon, który dzięki jej talentowi i zaangażowaniu stał się miejscem, do którego klienci wracali z uśmiechem na twarzy. Jej fachowość i pasja do zawodu sprawiały, że każdy, kto trafił w jej ręce, wychodził zadowolony i pełen wdzięczności. Obecnie Żaneta potrzebuje naszej pomocy. Koszty leczenia nowotworu są wysokie: badania diagnostyczne, rehabilitacje, leki oraz comiesięczne wizyty w Instytucie Transplantologii w Gliwicach (Bydgoszcz-Gliwice). Zbieramy również na nowatorską metodę leczenia za granicą. Ta metoda pozwala na leczenie z mniejszymi skutkami ubocznymi i co najważniejsze daje nadzieję na wyleczenie. Każda, nawet najmniejsza wpłata jest dla nas nieocenionym wsparciem. Wasza pomoc może dać Żanecie szansę na powrót do zdrowia i realizację marzeń, które choroba brutalnie przerwała. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie. Pomóżmy Żanecie stanąć na nogi i wrócić do życia, które tak bardzo kocha. Każda złotówka ma znaczenie i zbliża nas do celu. Razem możemy wiele. Dziękujemy z całego serca za każdą formę wsparcia – zarówno finansowego, jak i duchowego. Wasza pomoc to dla Żanety nadzieja na lepsze jutro. Z serdecznymi podziękowaniami,Rodzina i Przyjaciele

90 zł z 500 000 zł
0%
Jacek Magnuski, Kraków

Koszty leczenia raka nierefundowane przez NFZ

Witajcie, mam 52 lata. W sierpniu 2023 roku wykryto u mnie raka nerki. Od tamtej pory przeszedłem operację usunięcia nerki wraz z węzłami chłonnymi, ale niestety stwierdzono przerzuty do kręgosłupa i kości. Kolejnym etapem była radioterapia i rozpoczęta w grudniu 2023 chemioterapia. Stosowane leczenie nie przyniosło znaczącej poprawy stąd decyzja o rozszerzeniu leczenia o lek immunologiczny. Niestety lek ten nie jest refundowany przez NFZ, a jest wyjątkowo drogi. Celem zbiórki jest pokrycie kosztów leku nierefundowanego przez NFZ na okres 5 miesięcy. Z góry wszystkim dziękuję za wsparcie Jacek Magnuski

11 839 zł z 91 825 zł
12%
Dariusz Dłubisz, Szczecin

Prośba o pomoc w zmaganiach z nowotworem złośliwym

Witam, mam na imię Dariusz, mam 53 lata. Dwa lata temu myślałem, że zaczynam życie na nowo. Otworzyłem własną firmę budowlaną, która na początku zaczęła dobrze funkcjonować. Cieszyłem się, że mimo wieku będę w stanie zapewnić dobrą przyszłość moim dzieciom. Jednak po niecałym roku cieszenia się szczęściem, na które ciężko pracowałem i w które włożyłem całe moje serce, okazało się, że mam nowotwór złośliwy części nosowej gardła. Mimo dolegliwości starałem się utrzymać firmę w ryzach, ale jak zaczęło się sypać to całkowicie... Kontrahenci przestali być wypłacalni, co skutkowało tym, że firma z dnia na dzień upadała, a ja nie mając środków finansowych, zacząłem tonąć w długach. Dzięki pomocy mojej siostrzenicy i szwagra jakoś funkcjonuję, ponieważ ciągle wspierają mnie finansowo i mieszkaniowo. Choroba postępuje i jest coraz gorzej. Brakuje mi środków na leki przeciwbólowe, witaminy i dojazdy do szpitali. Bardzo proszę o pomoc ludzi o złotym sercu! DZIĘKUJĘ!

45 zł z 5 000 zł
0%
Ewa Meller, Elbląg

Zbiórka na terapię celowaną, badanie PET-CT, dodatkowe konsultacje onkologiczne i koszty z tym związane

Bardzo potrzebujemy pomocy finansowej dla mojej Mamy na terapię celowaną, badanie PET-CT, dodatkowe konsultacje onkologiczne i koszty z tym związane. Moja Mama ma nowotwór złośliwy trzustki, dowiedzieliśmy się o przerzutach na wątrobie i otrzewnej po 1 roku i 3 miesiącach od przeprowadzonej z sukcesem operacji i usunięciu 2/3 trzustki. Lekarze z NFZ w chwili obecnej stosują standardowo chemioterapię w szpitalu w Elblągu, ale my chcemy poszukać dodatkowych możliwości i szans dla mojej Mamy. Dlatego też potrzebujemy wsparcia w poniesieniu tych kosztów, na które nie stać emerytów - moich rodziców. Będziemy bardzo wdzięczni za każdą wpłatę, gdyż skuteczna walka z nowotworem kosztuje i nie będziemy mogli podejmować dodatkowych prób bez tych pieniędzy. Poza tym Mama zawsze była bardzo aktywna, ćwiczyła jogę, lubi podróżować, uwielbia dzieci i one też bardzo ją lubią. Chciałbym, żebyśmy znaleźli skuteczny sposób, aby jej pomóc dalej cieszyć się życiem rodzinnym i swoim własnym. Życie jest piękne i Mama jest jeszcze młoda, bo ma 69 lat,kocha życie i chce o nie walczyć. Prosimy o pomoc! W razie dodatkowych pytań jestem do dyspozycji. Przekażę wszystkie szczegóły i ewentualne dokumenty, żeby uwiarygodnić nasze potrzeby. Z góry dziękujemy, Tomasz Meller, moja Mama Ewa Meller i mój Tata Mirosław Meller

7 987 zł z 35 000 zł
22%
Marianna Gałązka, Białobrzegi

Zbiórka na leczenie

Moja mama jest pielęgniarką, przez całe życie zawodowe pomagała innym, a teraz sama potrzebuje pomocy. Jest chora na nowotwór złośliwy pęcherzyka żółciowego i dzielnie walczy, otrzymując chemioterapię, która jednak jest mało skuteczna. Szansą jest immunoterapia - Imfinzi/Durvalumab, jednakże w przypadku tego rodzaju nowotworu brak obecnie refundacji ze strony NFZ. Koszt tego leku to około 17 000 zł za jednorazową dawkę. Według lekarzy potrzeba co najmniej 8 cykli podania leku.

90 zł z 140 000 zł
0%
Anna Szwaj, Warszawa

Nie poddaję się!

Trudno mi było otworzyć tę zbiórkę, jako że wydawało mi się zawsze, że jestem samowystarczalna i niezależna. Żyłam szybko, ale zawsze myśląc o innych... Człowiek, zarówno w pracy jak i w życiu, był i jest dla mnie wartością nadrzędną. Nie jestem konformistką. Wierzę w swoje ideały i przestrzegam wartości, dlatego też nie raz dostałam po głowie, czasami nawet padałam, ale zawsze podnosiłam się i szłam dalej, silniejsza. Od kiedy w moim życiu pojawiła się moja wnuczka, Pola, zaczęłam patrzeć na życie inaczej, doceniając każdą chwilę spędzoną z nią i moją rodziną. Mam z nią zbudowane mega silne relacje i chciałabym jej towarzyszyć w życiu, wspierając ją. Obiecałam jej, że zawsze będę przy niej, gdy tylko będzie mnie potrzebowała, bo łączy nas obietnica - FRIENDS FOREVER. Nigdy jej nie zawiodłam i zrobię wszystko, aby i tym razem dotrzymać słowa. Dziękuję wszystkim, którzy chcecie mi w tym pomóc. Chciałabym też zacieśnić rodzinne relacje z moimi dziećmi i mężem, gdyż w takiej sytuacji, w jakiej jestem, kiedy człowiek ma różne refleksje i analizuje swoje życie, uwierzcie mi, że tylko to jest najważniejsze! Wiem, że choroba, która ujawniła się nagle i niespodziewanie, jeszcze bardziej umocniła mnie w obranym kierunku i wiem, że moje życie ma sens i wiele wyzwań jest nadal przede mną, ale najpierw muszę wygrać moją walkę z nowotworem! Podstawowa forma terapii to chemioterapia, z której korzystam. Nie ma możliwości operacji. Rokowania na dłuższe przeżycie daje mi immunoterapia, która w tym schemacie leczenia nie jest w Polsce refundowana. Moje własne środki nie wystarczą i nie dam rady sama jej opłacić... Dlatego potrzebuję wsparcia! Jeżeli możecie mi pomóc w mojej determinacji i walce, to bardzo Was proszę o wsparcie. Krótka historia mojej choroby: O chorobie dowiedziałam przypadkowo, kiedy spuchła mi noga i w trybie pilnym musiałam się zgłosić do szpitala. Okazało się, że to zakrzepica i zatorowość płucna. Dzięki lekarzom ze szpitala na Banacha w Warszawie dostałam odpowiednią pomoc i chorobę ustabilizowano, jednakże w trakcie diagnostyki okazało się, że mam guzki na płucach (zupełnie niewidoczne na rentgenie) oraz jest widoczny guz wątroby. No i tu zaczęła się 4-miesięczna historia poszukiwania ogniska choroby. Przeszłam różnego rodzaju badania - rentgeny, tomografie komputerowe, rezonans, PET i naprawdę wiele innych, łącznie z inwazyjną biopsją, w czasie której usunięto mi część płuca objętego przerzutami. Niestety żadne z nich nie mogły jednoznacznie wskazać ogniska, oznaczenia markerów nowotworowych też wprowadzały w błąd, wskazując na inne, zdrowe miejsca. Wszystko to powodowało, że nie mogłam rozpocząć żadnej terapii. Po 4 miesiącach lekarze w końcu postawili diagnozę ze wskazaniem na wątrobę i zaplanowali chemioterapię. Całym celem leczenia jest doprowadzenie do zmniejszenia się guza, aby dać szansę na wykonanie operacji i o to teraz walczę. Lekarze zgodnie potwierdzili, że skutecznym i w sumie jedynym wsparciem chemioterapii w takim przypadku jest immunoterapia, jednak nie jest ona finansowana z NFZ (pomimo że lek został dokładnie przebadany i dopuszczony do obrotu w Polsce), pewnie przez zbyt wysoką cenę, która i mnie zmusiła do założenia tej zbiórki. Będę informowała o postępach leczenia i dalszych wynikach na mojej zbiórce, a Wam wszystkim, którzy poświeciliście czas na przeczytanie mojej historii i jesteście mi życzliwi - serdecznie dziękuję.

58 734 zł z 360 000 zł
16%
Katarzyna Opacka, Białystok

Zbiórka na nierefundowany lek dla Katarzyny

Mam na imię Katarzyna. Mam 55 lat. Wychowuję 12-letnią córkę. Do marca 2023 r. pracowałam intensywnie zawodowo. Wówczas moje poukładane życie stanęło dosłownie "na głowie". Badania wykazały, że choruję na obustronnego zaawansowanego miejscowo, hormonozależnego raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Przeszłam cykl 16-tu agresywnychchemioterapii i dwie rozległe operacje - obustronne mastektomie z usunięciem węzłów chłonnych. Po operacji okazało się, że nowotwór nie odpowiedział na zastosowane leczenie. Wszystkie węzły chłonne zajęte były przez komórki nowotworowe. Podjęłam dalsze leczenie. Niedawno zakończyłam cykl radioterapii. Borykam się z bólem, zmęczeniem i neuropatią oraz innymi skutkami ciężkiego leczenia. Konieczna jest dalsza stała rehabilitacja, aby utrzymać sprawność obu rąk. Przede mną kolejny etap - horomoterapia. Lekarze zalecili włączenie do hormonoterapii także abemacyklibu (Verzenios) - nowoczesnego leku celowanego. Zapobiega on nawrotom choroby i przerzutom odległym, a ryzyko ich wystąpienia w moim przypadku jest ogromne. Niestety abemacyklib nie jest lekiem refundowanym w Polsce w moim stadium choroby. Mogę go nabyć jedynie prywatnie. Koszt miesięcznej kuracji wynosi około 6500 zł. Lek należy brać przez dwa lata. Łączny koszt kuracji abemacyklibem to ok. 156 000 zł. Nie stać mnie obecnie na zapewnienie we własnym zakresie takiej kwoty. Moim marzeniem jest patrzeć, jak dorasta moja córka, uczestniczyć w jej życiu i wychowaniu. Dlatego zwracam się do Państwa o pomoc. Będę wdzięczna za każde wsparcie.

135 zł z 120 000 zł
0%
Anna Jarońko, Białystok

Małżeństwo kontra dwa nowotwory

Jesteśmy małżeństwem i mamy wspaniałego 26-miesięcznego synka. Na początku maja 2022 r. (synek miał wtedy 2,5 miesiąca) dzięki szybkiej diagnostyce (mieliśmy wielkie szczęście spotkać na swojej drodze wspaniałych lekarzy) okazało się, że mąż ma nowotwór złośliwy przełyku, płaskonabłonkowy. Diagnoza, którą przedstawili lekarze, była dla męża wielkim szokiem. Przed operacją były naświetlania oraz chemia, która bardzo wyniszczyła organizm, do tego stopnia, że mąż musiał przyjmować pokarmy przez gastrostomię. Operacja polegała na wycięciu guza z przełyku, a z żołądkazrobiono przełyk. Po operacji mąż schudł 20 kg. Potrzebna jest systematyczna rehabilitacja oraz specjalistyczne żywienie tzn. odżywki i nutridrinki, aby waga dalej nie spadała. Na początku sierpnia 2022 r. (synek miał 5,5 miesiąca) po szybkiej diagnostyce okazało się, że ja również jestem chora i mam nowotwór złośliwy - mięsak jasnokomórkowy (tkanka łączna i tkanka miękka miednicy). Nie wierzyłam, że do tej pory pełna życia, starająca się zdrowo odżywiać, aktywna fizycznie osoba, taka jak ja, mogła zachorować na nowotwór.Jestem po wycięciu guza i naświetlaniach. Po 3 miesiącach okazało się, że nowotwór dał przerzuty do węzłów chłonnych pachwinowych, więc miałam limfadenektomię, czyli usunięcie węzłów chłonnych. Po operacji chodzę na co dzień w pończosze kompresyjnej, którą trzeba wymieniać co 6 miesięcy. Muszę też chodzić na drenaż limfatyczny oraz masaże. Niestety są to zabiegi nierefundowane, natomiast koszt pończochy to 500 zł po refundacji. Nasza rodzina oraz znajomi bardzo nas wspierają psychicznie i fizycznie, ale nasze rehabilitacje, które muszą być systematyczne, żywienie specjalistyczne oraz pończocha są dla nas nieosiągalne finansowo. Synek też nam choruje. Wiem, że są ludzie dobrego serca, dzięki którym będziemy mogli podjąć dodatkowe leczenie i wyzdrowieć, bo mamy dla kogo żyć! Pisząc tę naszą historię, płaczę... Nigdy nie prosiłam o pomoc, bo to raczej ja zawsze pomagałam innym. Pozdrawiam serdecznie

4 242 zł z 60 000 zł
7%