Zbiórki

Danuta Woronowicz, Piątnica Poduchowna

Mam wskazanie do terapii nowym lekiem, ale NFZ o mnie zapomniał

Mam na imię Danusia. Wysłano mnie na wcześniejszą emeryturę. Dwa tygodnie później dowiedziałam się, że mam raka jajnika. Przez 37 lat byłam pielęgniarką i na emeryturze chciałam kontynuować swoją pracę. Mimo regularnych badań nie wykryto u mnie żadnych zmian. Przeszłam przez wszystkie schematy leczenia, które są dostępne. Pojawił się nowy lek, a ja mam kliniczne uzasadnienie na jego stosowanie. Niestety NFZ zdecydował, że po 3 wznowach lek mi nie przysługuje. Walczę z rakiem od 15 lat. Lekarze dawali nie więcej niż rok. Miałam kilka operacji, kilka chemioterapii, kilka radioterapii. Są leki, które wydłużają życie. Warto walczyć i żyć! Nie chodzi mi o kolejne miesiące, ale o lata. Niestety kolejne lata życia mają swoją cenę. Być może mój przypadek udowodni naszemu Ministerstwu Zdrowia, że życie jest bezcenne.

0 zł z 180 000 zł
0%
Mariusz Szymczak, Perzów

Leczenie i rehabilitacja Mariusza

Jeszcze niedawno nasza rodzina prowadziła zwyczajne życie, a dziś cała nasza codzienność podporządkowana jest walce o zdrowie i sprawność mojego taty. Mariusz był aktywnym, pełnym planów człowiekiem. Z zaangażowanego w życie lokalnej społeczności i parafii człowieka, ojca i głowy rodziny w ciągu kilku dni Mariusz został pacjentem onkologicznym. Dziś każdego dnia toczy najtrudniejszą walkę – walkę z nowotworem glejowym mózgu. Choroba rozpoczęła długą drogę pełną badań, konsultacji oraz trudnych decyzji. Każdy kolejny etap to nowe wyzwania i ogromny stres, ale nie tracimy nadziei. Przed Mariuszem ciężkie leczenie. Nie wiemy, co przyniosą kolejne tygodnie i miesiące, ale wiemy jedno – chcemy wykorzystać każdą możliwą szansę, by pomóc Mariuszowi. Nie zamierzamy się poddawać. Niestety walka z chorobą wiąże się z bardzo dużymi kosztami, których sami w całości nie jesteśmy w stanie pokryć, dlatego zwracamy się z ogromną prośbą o pomoc. Zebrane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na: - wizyty u specjalistów i konsultacje medyczne oraz dojazdy, - rehabilitacje, - leki oraz środki medyczne, - dojazdy do ośrodków leczenia, - sprzęt rehabilitacyjny i pomocniczy, - wszelkie wydatki związane z leczeniem i opieką nad tatą. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje nam możliwość dalszej walki i ogromną nadzieję. Będziemy również ogromnie wdzięczni za udostępnienie naszej zbiórki. Weronika, córka Mariusza

40 zł z 100 000 zł
0%
Monika Chylak-Łakomska, Sosnowiec

MAMY TO, DZIĘKUJEMY! - Mam 31 lat i w ósmym miesiącu ciąży zdiagnozowano u mnie raka piersi z przerzutami

Brak nam słów, dziękujemy za wszystkie wpłaty. Uzbieraliśmy potrzebną kwotę, a nawet dużo więcej. Dziękujemy za wszystkie przelewy. Nadprogramowa kwota zostanie przeznaczona w całości na mój powrót do zdrowia, a jeśli będzie bardzo szybki, czego sobie życzę, pieniądze trafią do kolejnej pięknej duszy. Dziękujemy! --- Po paru latach starań zaszłam w ciążę. Guza wyczułam jeszcze przed ciążą, a zmiana była do obserwacji. Przeszłam kilku specjalistów, aby mieć pewność, że będę mogła karmić piersią i potwierdzić, że nic złego się nie dzieje. W ósmym miesiącu ciąży usłyszałam diagnozę nowotworu złośliwego piersi z przerzutami do węzłów chłonnych - pachowych, podobojczykowych i nadobojczykowych. Po wynikach biopsji okazało się, że jest to jeden z najbardziej złośliwych nowotworów piersi - trójujemny podtyp. Jeszcze w ciąży otrzymałam mocną chemioterapię. Jestem po 4 cyklach, czeka mnie jeszcze dalsza chemioterapia, operacja i radioterapia. Teraz następnym krokiem w leczeniu jest immunoterapia, która z uwagi na stopień zaawansowania choroby nie jest refundowana przez NFZ. Mam miesięczną, upragnioną córeczkę, wspaniałego męża i wiele planów. Będę wdzięczna za wsparcie w powrocie do zdrowia. Czasu mam niewiele, bo leczenie musi rozpocząć się jeszcze w lipcu. Każda wpłata przybliża mnie do możliwości rozpoczęcia terapii, która może uratować moje zdrowie i życie. Dziękuję za każdą formę wsparcia - finansową, udostępnienie zbiórki, dobre słowo. Mocno wierzę w to, że z Waszą pomocą to naprawdę może się udać.

257 238 zł z 200 000 zł
128%
Andrzej Stępień, Polanów

Zbiórka na leczenie onkologiczne Andrzeja

Zebrane środki chcę przeznaczyć na pokrycie kosztów leku onkologicznego, preparatów wspierających oraz leczenia trudno gojącej się rany na nodze. Wsparcie potrzebne jest także w opłaceniu wydatków przeznaczanych na dojazdy do Centrum Onkologii w Bydgoszczy i Centrum Leczenia Ran w Koszalinie.

11 716 zł z 30 500 zł
38%
Tomasz Wołoszyn, Serock

Glioblastoma! Pomóż mi uratować marzenia!

Kochani, Glioblastoma, czyli glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości to diagnoza, która w każdym przypadku wywraca życie ludzi chorujących oraz ich rodzin do góry nogami. Ja jednak postanowiłem być najtwardszy, jak tylko potrafię i mocno walczyć o przetrwanie ciężkiej choroby, bo taką mam naturę, bo tego również nauczyło mnie życie, nie zawsze usłane różami. Zawsze o wszystko musiałem walczyć samodzielnie, często biorąc na swoje barki przeciwności losu. Niestety przychodzi czasem taki moment w życiu, że trzeba po prostu prosić o pomoc... Przez blisko 30 lat byłem strażakiem Państwowej Straży Pożarnej, więc cały okres mojej służby był ściśle związany z pomaganiem innym ludziom. Taką ścieżkę życiową po prostu wybrałem z pasji i zamiłowania do charakteru służby. Po odejściu na emeryturę postanowiłem jednak "nie zawieszać rękawic na kołku" tylko przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie młodym pokoleniom. W taki sposób zostałem nauczycielem w liceum, gdzie realizowana jest między innymi edukacja dla klas mundurowych, w tym o profilu pożarniczym. W realizacji mojej dotychczasowej pracy zawodowej zarówno strażaka, jak i nauczyciela zawsze miałem ogromne wsparcie mojej kochanej rodziny - żony i syna, którzy dziś w obliczu mojej choroby jeszcze bardziej otaczają mnie troską i uczuciem. Chcę i muszę dla nich żyć, chcę dalej wprowadzać w dorosłe życie mojego niespełna 17-letniego syna, chcę dalej być silnym ramieniem i oparciem dla mojej żony, która zawsze była i jest przy mnie, a na wczesnym etapie mojej choroby uratowała mi życie, sama oczekując na poważną operację. Jako rodzina nie mamy wielkich wymagań - chcemy tylko wspólnie spokojnie i zdrowo funkcjonować i realizować wspólną pasję, którą są podróże. Osobiście bardzo chciałbym wrócić także do drugiej swojej pasji, którą jest granie muzyki. Na przeszkodzie stanęła nam moja choroba. Obecnie jestem po ciężkiej operacji usunięcia guza z mózgu, a za chwilę zaczynam dalsze, wyczerpujące leczenie onkologiczne. To początek drogi i wiem, że aby przeżyć muszę szukać dalszej specjalistycznej pomocy, także niestety nierefundowanej. Specjalistyczna dieta, szukanie pomocy w innowacyjnych metodach leczenia glejaka, takich jak terapia Optune (TTFields) czy terapia Nanotherm to ogromne koszty, których nie jesteśmy w stanie samodzielnie sfinansować. Każda złotówka od Was w tej sytuacji jest dla nas nie na wagę złota, ale na wagę życia. Bo prawdziwym złotem jest zdolność do pomagania innym.

61 075 zł z 360 000 zł
16%
Longina Lewicka, Radoszyce

Zbiórka dla ukochanej mamy i żony

Pomóżcie nam uratować Mamę. Walczy z glejakiem IV stopnia. Jeszcze rok temu nasze życie było zwyczajne. Dziś każdy dzień jest walką o zdrowie i życie naszej Mamy i Żony. Po Świętach Wielkanocnych 2025 roku wydarzyło się coś, czego nie spodziewał się nikt z nas. Mama nagle zemdlała i dostała ataku padaczki. Trafiła do szpitala, gdzie wykonano tomografię komputerową oraz rezonans magnetyczny. Diagnoza spadła na nas jak wyrok – guz mózgu, glejak IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów. Usłyszeliśmy, że konieczna jest natychmiastowa operacja. 12 maja 2025 roku Mama przeszła skomplikowaną operację w Warszawie, w Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha. Guz został usunięty, a my odzyskaliśmy nadzieję. Wierzyliśmy, że najgorsze jest już za nami. Niestety, choroba nie odpuszcza. Wkrótce pojawił się kolejny guz w innym miejscu mózgu. W lipcu rozpoczęło się wyczerpujące leczenie – radioterapia i chemioterapia. Mama dzielnie znosiła skutki uboczne, choć każdy dzień był dla niej ogromnym wysiłkiem. W listopadzie rezonans przyniósł dobre wiadomości – nacieki zniknęły, a guz nie powiększał się. Kontynuowaliśmy leczenie z nadzieją, że uda się zatrzymać chorobę. 25 marca 2026 roku kolejny rezonans pokazał nawet zmniejszenie guza. Wydawało się, że leczenie działa. Nasza radość nie trwała długo. 21 maja 2026 roku Mama trafiła na SOR w szpitalu rejonowym z silnym bólem głowy, wysokim ciśnieniem i wymiotami. Tomografia komputerowa wzbudziła niepokój lekarzy – padło słowo, którego baliśmy się najbardziej: wznowa. Mama została przyjęta na oddział neurologiczny. Kolejny rezonans potwierdził, że zmiana się powiększyła. Razem z Tatą pojechaliśmy do Warszawy, aby skonsultować wyniki z neurochirurgiem, który operował Mamę za pierwszym razem. Jego decyzja była jednoznaczna – natychmiastowa operacja, ponieważ guz urósł, a dodatkowo wystąpił bardzo duży obrzęk mózgu. 27 maja 2026 roku Mama po raz drugi trafiła na stół operacyjny. Kilka godzin później zadzwonił neurochirurg. Nigdy nie zapomnimy tej rozmowy: „Operacja się udała. Mama została wybudzona. Żyje, widzi, oddycha, kontaktuje.” Był to dla nas ogromny cud od Boga, ale jednocześnie wiemy, że walka nadal trwa. Glejak IV stopnia to zło – przeciwnik, który nie daje o sobie zapomnieć. Mama wymaga dalszego specjalistycznego leczenia, częstych badań, specjalistycznych konsultacji, leków i rehabilitacji. Przez ostatni rok zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Pokonaliśmy setki kilometrów między domem a Warszawą oraz innymi specjalistami na terenie całej Polski. Spędziliśmy niezliczone godziny w szpitalach i gabinetach lekarskich, prosząc o ratowanie naszej Mamy. Niestety, koszty leczenia, leków, rehabilitacji oraz dojazdów zaczynają przekraczać nasze możliwości finansowe. Wiemy, że w walce z glejakiem nie ma prostych rozwiązań. Istnieją jednak różne metody leczenia i terapie stosowane zarówno w Polsce, jak i za granicą. Chcemy konsultować stan Mamy z najlepszymi specjalistami i wykorzystać każdą szansę, która może pomóc jej w dalszej walce z chorobą. Nie wiemy jeszcze, jakie możliwości pojawią się w przyszłości, ale chcemy być gotowi na każdą z nich. Dodatkowe konsultacje, nowoczesne metody leczenia, nierefundowane terapie, specjalistyczne badania czy wyjazdy do ośrodków medycznych w Polsce i za granicą wiążą się z ogromnymi kosztami. Dlatego nie chcemy zamykać sobie żadnej drogi. Chcemy mieć możliwość spróbowania wszystkiego, co może dać naszej Mamie więcej czasu, nadziei i szansę na dalsze życie. Dopóki są możliwości, dopóty będziemy walczyć. Nasza Mama i Żona to nie tylko osoba walcząca z nowotworem. To przede wszystkim kochająca Żona i Mama. To ona była zawsze obok nas, kiedy potrzebowaliśmy pomocy, wsparcia i dobrego słowa. Dziś to my chcemy być przy niej i zrobić wszystko, aby mogła dalej cieszyć się życiem i spędzać czas z rodziną, którą tak bardzo kocha. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Zbiórka ma charakter długoterminowy, ponieważ leczenie glejaka IV stopnia wymaga stałej opieki medycznej, regularnych badań, rehabilitacji oraz gotowości do korzystania z nowych metod leczenia w Polsce i za granicą. Zebrane środki przeznaczymy na dalsze leczenie, leki, rehabilitację, badania kontrolne, konsultacje specjalistyczne oraz liczne dojazdy do szpitali i ośrodków medycznych. Jeśli pojawi się możliwość skorzystania z nowoczesnych terapii lub leczenia za granicą, chcemy mieć szansę z niej skorzystać. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje naszej Mamie szansę na dalsze leczenie i spokojniejszą walkę z chorobą. Jeśli nie możesz pomóc finansowo, prosimy o udostępnienie tej zbiórki. Dla Was to chwila, dla nas może to być bezcenna pomoc. Chcemy mieć jeszcze wiele wspólnych chwil. Chcemy dalej widzieć jej uśmiech, słyszeć jej głos i mieć ją przy sobie jak najdłużej. Dziękujemy za każde wsparcie, modlitwę, dobre słowo i udostępnienie. Rodzina walcząca o zdrowie i życie ukochanej Mamy i Żony, Longiny Lewickiej. ❤️ Prosimy, pomóżcie! ❤️

50 zł z 500 000 zł
0%
Ihor Kitsul, Wrocław

Środki na przeprowadzenia operacji w Niemczech

Cześć wszystkim, Nigdy nie spodziewałem się, że znajdę się w takiej sytuacji. Niestety, rak nie wybiera, kiedy i kogo odwiedzić. Mam bardzo agresywnego raka i potrzebuję pilnej operacji. Muszę walczyć o życie, ponieważ mam dla kogo żyć, mam rodzinę: syna 15 lat i żonę, matkę, która potrzebuje pomocy (po chorobie onkologicznej, miała raka piersi). Nigdy nie spodziewałem się, że w 43. roku życia będę miał raka prostaty, dlatego że ta choroba występuje w większości przypadków po 60. roku życia. Operacja usunięcia prostaty w Niemczech jest bardziej precyzyjna, prowadzona pod mikroskopem, co powoduje mniejsze prawdopodobieństwo poważnych powikłań, które umożliwią normalne życie po zabiegu i szybszą rehabilitację. Nie chcę brać żadnych kredytów, bo nie wiem, jak będę funkcjonował po operacji. Bardzo proszę o pomoc. Z poważaniemIgor Kitsul

11 796 zł z 100 000 zł
11%
Patryk Magiński, Szczecin

Pomóż Patrykowi pokonać raka NUT Carcinoma

Hej, mam na imię Patryk i mam 31 lat. Do czasu diagnozy spełniałem się zawodowo w energetyce, produkując prąd i ciepłą wodę dla ludzi. Za rok planowałem wziąć ślub z piękną kobietą moich snów, jednak diagnoza - rak NUT Carcinoma, pokrzyżowała wszystkie plany. Ślub odbędzie się w szpitalu. NUT Carcinoma to typ raka, który jest bardzo rzadki, agresywny i szybko się rozrasta. U mnie zaatakował lewe płuco, owinął się wokół przełyku i nacieka na serce. Przez to, że jest to rzadki typ nowotworu, nie ma na niego określonej terapii. Potrzebuję intensywnego leczenia w innowacyjnych ośrodkach badawczych w kraju i za granicą. Znajomi zawsze mówili na mnie "Nokia", bo poznaję ze sobą ludzi. Pójście na żywioł to najlepsza forma interakcji. Wesoły śmieszek pełen niepoprawnego humoru. Zabawny metal z zamiłowaniem do wejścia w każde pogo. Obiecuję, że po przejściu choroby się nie zmienię i zawsze będę promieniował (szczególnie po radioterapii) optymizmem i charyzmą stonki ziemniaczanej. Jednak samo wsparcie bliskich nie wystarczy w tej walce. Koszty leczenia, przejazdów, lekarstw i innych opłat przewyższają nasze możliwości. Proszę, nie pozwól, żeby brak finansowania przyczynił się do mojej śmierci lub opóźnił powrót do zdrowia. Mam jeszcze tyle do zrobienia na tym świecie! Chcę wrócić do pracy, spełniać marzenia, plany, pojechać z ukochaną w podróż po Skandynawii! Ta walka będzie trudna i zawzięta. Już teraz, na początku, z dnia na dzień opadam z sił i coraz ciężej oddychać, ból bywa nie do zniesienia nawet na lekach opioidowych. ALE JA SIĘ NIE PODDAM! Będę walczyć i mam dla kogo żyć! Rokowania z NUT Carcinoma są tragiczne. Lekarze nie wiedzą, ile mam czasu. Najpierw ostra chemia z radioterapią, bo teraz nowotwór jest nieoperacyjny, trzeba zatrzymać jego rozrost. Pomóż mi w tej walce, JA CHCĘ ŻYĆ!

0 zł z 100 000 zł
0%
Janina Kuta, Bydgoszcz

Jestem Janina. Choroba odbiera mi siły, ale nie nadzieję

Mam na imię Janina. Od 2 lat toczę najtrudniejszą walkę w swoim życiu – walkę z nowotworem. Są dni, kiedy próbuję się uśmiechać i wierzyć, że jeszcze będzie dobrze. Ale są też takie chwile, gdy po kolejnych wynikach, badaniach i wiadomościach od lekarzy serce po prostu pęka. Jeszcze kilka lat temu moje życie było zwyczajne – miałam plany, marzenia, codzienność, którą dziś wspominam z tęsknotą. Teraz moją rzeczywistością stały się szpitale, badania, leczenie i nieustanny lęk o jutro. Choroba odbiera mi zdrowie, siły i spokój, ale nie odebrała mi jeszcze nadziei. Bardzo chcę żyć. Chcę mieć jeszcze czas – na bliskich, na zwykłe chwile, które dziś stały się bezcenne. Nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o pomoc. To bardzo trudne. Ale dziś nie mam wyjścia i z drżącym sercem proszę Was o wsparcie. Nawet najmniejsza wpłata ma ogromną wartość. Kilka złotych może wydawać się niewiele, ale dla mnie może być kolejnym krokiem w walce o życie i szansą na dalsze leczenie. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – proszę, udostępnij moją historię. Być może dzięki Tobie dotrze ona do osoby, która poda mi pomocną dłoń. Dziękuję za każde okazane serce, za każdą złotówkę, modlitwę, dobre słowo i myśl. Dziękuję, że jesteście ze mną. ❤️

3 100 zł z 6 000 zł
51%
Justyna Hadrych, Bydgoszcz

Po raz drugi stanęłam do walki z nowotworem. Nie chcę jej przegrać

Mam na imię Justyna, mam 49 lat. Zachorowałam na nowotwór w roku 2024. Obecnie walczę z rakiem jelita grubego w 3 stadium. To już drugi, niezależny, bardzo agresywny nowotwór, z którym przyszło mi się zmierzyć. Pierwsza choroba nowotworowa bardzo osłabiła mój organizm, doprowadziła również do osłabienia kości kręgosłupa, przez co doszło do ich złamań kompresyjnych. Dziś zmagam się nie tylko z nowotworem, ale także z bólem i ograniczeniami, które pozostawiło poprzednie leczenie. Każdy dzień to walka o zdrowie i czas - czas, by móc jeszcze przytulić moje dwie ukochane wnuczki i patrzeć jak dorastają. Pomóż mi zawalczyć o szansę na leczenie. Po wyczerpaniu dostępnych możliwości leczenia w kraju pojawiła się nadzieja na dalszą terapię w specjalistycznych ośrodkach w Niemczech lub Izraelu. Konsultacje z zagranicznymi lekarzami mogą otworzyć drogę do nowoczesnych metod leczenia, które dają realną szansę na poprawę mojego stanu zdrowia. Zbiórka pomoże mi pokryć koszty leczenia, dojazdów do specjalistów oraz codziennych wydatków związanych z chorobą. Każda wpłata i każde udostępnienie są dla mnie ogromnym wsparciem i dają nadzieję, że nie jestem w tej walce sama. Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ ZA KAŻDĄ OKAZANĄ POMOC!

38 583 zł z 80 000 zł
48%
Maria Bojanowska, Bożepole Wielkie

Agresywny nowotwór kontra samotna mama. Zbiórka na celowane leczenie i przetrwanie najtrudniejszego czasu.

Nazywam się Maria i jestem samotną mamą dwójki wspaniałych synów: 11-letniego Marcela i zaledwie 3-letniego Tymonka. Chłopcy są dla mnie całym światem, moim tlenem i jedynym powodem, dla którego każdego ranka, mimo ogromnego bólu i wycieńczenia, wstaję z łóżka. Na chwilę obecną nie mam już jednak innego wyjścia, muszę zwrócić się do Was z prośbą o pomoc. Walczę o życie. Walczę o to, by moi synowie nie zostali na tym świecie sami. Kim byłam, zanim przyszedł rak? Przed diagnozą moje życie, choć wypełnione obowiązkami samotnej mamy, było pełne planów i małych radości. Pracowałam, dbałam o dom, starałam się zabezpieczyć przyszłość moim dzieciom. Moja codzienność kręciła się wokół ich spraw: odprowadzania Tymonka do żłobka, rozmów z Marcelem, wspólnych spacerów. Kochałam to proste, bezpieczne życie i oddałabym wszystko, by móc do niego wrócić. By znów być po prostu obecną, zdrową mamą, a nie pacjentką onkologiczną. Diagnoza, która zburzyła nasz świat Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi. Kiedy lekarka przekazywała mi diagnozę, z paraliżującego strachu odebrało mi mowę. Jedyne słowa, jakie byłam w stanie z siebie wydusić przez łzy, brzmiały: „Pani doktor, ja mam małe dzieci…”. To było wszystko. W tej jednej sekundzie nie myślałam o bólu ani o sobie. Myślałam tylko o nich: „Co stanie się z Marcelem i Tymonkiem, jeśli mnie zabraknie? Kto ich przytuli, kto ich wychowa?”. To nie jest zwykła choroba – lekarze potwierdzili, że to najbardziej oporny, niezwykle złośliwy i inwazyjny podtyp raka (potrójnie ujemny), który dał przerzuty. Dotychczasowe, standardowe leczenie, które przeszłam, okazało się bezskuteczne. Mój organizm jest potwornie zmęczony, a rak do tej pory zupełnie nie zareagował na podawane leki. Obecnie moje leczenie przypomina dramatyczną metodę prób i błędów. Lekarze testują kolejne rozwiązania, a czas nieubłaganie ucieka. Co daje mi siłę, a co odbiera oddech? Najtrudniejszy w chorobie jest lęk o przyszłość dzieci. Boję się momentów, w których z powodu wycieńczenia chemioterapią brakuje mi sił, by pobawić się z malutkim Tymonkiem, albo usiąść i spokojnie porozmawiać z Marcelem. Pęka mi serce, gdy widzę w oczach mojego starszego syna strach i dorosłą powagę, na którą jest jeszcze za młody. On nie powinien martwić się o życie swojej mamy. Co daje mi siłę do walki z rakiem? Właśnie moi synowie. Widok ich uśmiechu, ich codzienne uściski. Moim największym marzeniem jest po prostu być przy nich. Chcę zobaczyć, jak Tymonek idzie do pierwszej klasy, chcę wspierać Marcela, gdy będzie wkraczał w dorosłość. Chcę patrzeć, jak dorastają na mądrych, dobrych mężczyzn. To dla tych chwil nie pozwalam sobie na poddanie się, nawet gdy ból staje się nie do zniesienia. Nadzieja ukryta w genach Pojawiła się jednak nadzieja, która może odmienić moją sytuację i dać mi upragniony czas z dziećmi. Szansą na zatrzymanie tego agresywnego przeciwnika jest zaawansowane, wysokospecjalistyczne badanie genetyczne guza – OncoDEEP, wykonywane w certyfikowanym laboratorium w Belgii. Dzięki analizie molekularnej moich tkanek nowotworowych, lekarze otrzymają dokładną mapę genetyczną mojego raka. Pozwoli to natychmiast zakończyć terapię „po omacku” i dobrać leki celowane, uderzające precyzyjnie w czułe punkty tego konkretnego, opornego nowotworu. Koszty, które przekraczają moje możliwości Niestety, koszty tej walki całkowicie mnie przerosły. Samo badanie w Belgii jest potwornie drogie i nierefundowane. Do tego dochodzą ogromne, codzienne koszty: częste, wycieńczające dojazdy na leczenie do Gdańska, kosztowne leki wspomagające oraz prywatne konsultacje medyczne. Żeby sytuacja była jeszcze trudniejsza, mój okres zwolnienia chorobowego powoli dobiega końca. Za chwilę zostanę bez stałych środków, które pozwalały mi utrzymać dom i zapewnić dzieciom podstawowy byt. Jako samotna matka nie mam drugiego dochodu, na którym mogłabym się oprzeć. Błagam o pomoc Leczenie jest bardzo ciężkie, a moja codzienność to walka z chorobą i strachem o jutro. Ale nie poddam się. Mam dla kogo żyć. Marcel i Tymonek potrzebują mamy: silnej, zdrowej i obecnej. Oni mają tylko mnie. Z całego serca proszę Was o wsparcie. Każda wpłata, każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra, krok bliżej do pokonania tego złośliwego wroga. Pomóżcie mi wygrać czas dla moich synów. Pomóżcie mi przeżyć. Dziękuję za każdy Wasz gest i serce, Maria Bojanowska

50 980 zł z 50 000 zł
101%
Wioleta Ignatowska, Toruń

Błagam, pomóżcie nam spędzić wspólnie czas

Jestem 34-letnią mamą 4-letniej Zuzi. W chwili diagnozy świat wywrócił się do góry nogami zarówno mnie, jak i córeczce. Obecnie samotnie wychowuję córkę, mieszkamy na ogródkach działkowych. Nie pracuję zarobkowo, gdyż choroba mnie bardzo osłabia. Pragnę spędzić z córką czas, jak najlepiej potrafię, lecz ból czasami mi nie pozwala. Nie wystarcza mi na zapewnienie sobie leków, jak i pokrycie innych niezbędnych opłat. Bardzo proszę o pomoc na częściowe pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji.

0 zł z 5 000 zł
0%