Zbiórki

Maciej Opiłka, Warszawa

Wsparcie leczenia Maćka!

Mam 40 lat. W dniu moich urodzin usłyszałem, że mam przerzuty.Dwa lata temu wykryto u mnie raka pęcherza. Był bardzo agresywny, ale uchwycony wcześnie - lekarze usunęli pęcherz i wtedy myśleliśmy, że wygrałem. Niestety, od tamtej chwili moje życie zmieniło się na zawsze. Do końca życia muszę korzystać z cewników - codziennie kupuję nowe, jednorazowe zestawy, które są ogromnym obciążeniem finansowym. Starałem się żyć normalnie. Przez całe życie pracowałem jako cieśla-stolarz i rozwijałem własną firmę - to zawsze była moja pasja, nieustająco rozwijałem się na wszelkiego rodzaju kursach oraz uzyskałem dokumenty czeladnicze, aby podnosić jakość swoich usług i kwalifikacji. Studiowałem budownictwo, byłem już na czwartym roku, miałem pisać pracę inżynierską, oczywiście związaną z budową domów w konstrukcji drewnianej. Choroba przerwała te plany, ale nie odebrała mi marzeń. Planowałem budowę naszego wymarzonego domu według mojego własnego projektu, razem z narzeczoną szukaliśmy działki, układaliśmy wspólną przyszłość.Tuż przed kolejną, druzgocącą diagnozą zaręczyliśmy się. Myśleliśmy, że zaczynamy nowy, piękny etap. Zamiast tego usłyszeliśmy - „są przerzuty”. W Norwegii walczyłem ponad 9 miesięcy - chemioterapia, radioterapia, szpitalne ściany zamiast warsztatu i planów. Lekarze zrobili wszystko, co mogli, ale powiedzieli wprost: nie mają już pomysłów, jak mnie leczyć.Moja mama zmarła na raka. Przeszedłem z nią całą tę straszną, wyniszczającą i odbierającą godność drogę. Wiem, jak wygląda walka o życie i godność od podszewki - nie tylko teoretycznie, ale przez każdy dzień i każdą decyzję.A ja nie mogę się poddać. Mam narzeczoną, mam córkę, która w tym roku zaczyna studia. Chcę być przy niej, kiedy wchodzi w dorosłość. Chcę jeszcze budować, tworzyć, żyć - a nie tylko patrzeć, jak choroba powoli odbiera mi każdy dzień.Dlatego przenoszę leczenie do Polski. Tutaj mam szansę kontynuować terapię. Czeka mnie intensywna rehabilitacja, tlenoterapia, suplementacja - wszystko, co może odżywić i zregenerować moje ciało. To są ogromne koszty, których sam nie udźwignę, ponieważ nie jestem w stanie wykonywać mojego zawodu. Piszę do Ciebie z prośbą o pomoc. Każda wpłata, każde udostępnienie, każda najmniejsza forma wsparcia to dla mnie szansa na kolejne dni, tygodnie, miesiące życia. Na bycie ojcem, partnerem, przyjacielem - a nie wspomnieniem.Nie poddaję się. Ale sam nie dam rady. Potrzebuję Ciebie.

0 zł z 1 000 000 zł
0%
Jacek Gardener, Łowicz

Na leczenie nowotworu złośliwego

Zbieram na leczenie nowotworu złośliwego przełyku i żołądka. Chemioterapia i dalsze leczenie będzie kosztowne. Bardzo dziękuję za każde wsparcie finansowe. Przez całe życie jestem związany z triathlonem, uprawiałem go 35 lat. Chciałbym do tego wrócić, bo jest to całe moje życie. Nadzieja o powrocie motywuje mnie do dalszej walki z rakiem.

48 093 zł z 110 000 zł
43%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

110 890 zł z 600 000 zł
18%
Halyna Bokareva, Warszawa

Pomóżcie uratować moją mamę

Nic nie zapowiadało nieszczęścia do 05.12.2025 r., kiedy to słowa lekarza zabrzmiały jak wyrok i moje życie podzieliło się na "przed" i "po". Nigdy nie myślałam, że będę musiała prosić o pomoc dla najbliższej mi osoby – mamy, która przez całe życie była przy mnie i była dla mnie największym wsparciem. Straszne jest nawet pomyśleć, że ta choroba może odebrać mi to, co najdroższe, dlatego błagam, krzyczę i bardzo proszę: POMÓŻCIE URATOWAĆ MOJĄ MAMĘ!!!

0 zł z 100 000 zł
0%
Joanna Gackowska, Brzezinko

Pomóż przejść przez leczenie raka piersi

Nazywam się Asia, mam 37 lat. Jestem mamą i żoną, jeszcze niedawno - aktywną zawodowo, pełną marzeń, planów i energii. Moje życie wyglądało zupełnie inaczej, zanim 24 kwietnia 2025 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała cały mój świat. Mam raka piersi potrójnie dodatniego, hormonozależnego. Za mną 6 bardzo ciężkich cykli chemii, które przeszłam z ogromnym trudem. Jestem po operacji oszczędzającej z usunięciem wszystkich węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie radioterapia, hormonoterapia oraz kolejny rok chemii uzupełniającej - 14 cykli co 3 tygodnie. Do tego dochodzi leczenie kości kwasem zoledronowym. Bardzo chcę żyć jak najdłużej - dla siebie, dla mojej rodziny. Chcę wrócić do normalności, do pracy, do moich pasji i marzeń. Chcę mieć przyszłość. Leczenie onkologiczne wiąże się jednak z ogromnymi, stale rosnącymi kosztami. Niektórych rzeczy nie da się wykonać na NFZ, bo terminy są zbyt odległe, a w mojej sytuacji czas ma kluczowe znaczenie. Dlatego część usług muszę opłacać prywatnie, żeby nie opóźniać leczenia. Koszty, które ponoszę: - Wyleczenie zębów, aby móc rozpocząć leczenie kwasem zoledronowym – ok. 3000 zł - Rehabilitacja ręki po usunięciu węzłów chłonnych (sznury limfatyczne) – 180 zł za jeden zabieg - Kremy do radioterapii, suplementy, wsparcie organizmu – ok. 300 zł miesięcznie - Leki łagodzące skutki uboczne chemii, których nie refunduje NFZ - Dojazdy na chemię i badania – 60 km w jedną stronę, co przy częstych wizytach generuje duże koszty paliwa - Wizyty prywatne u specjalistów, gdy kolejki na NFZ są zbyt długie Przede mną długa i trudna droga, ale wierzę, że dam radę. Chcę zrobić wszystko, żeby wyzdrowieć, odbudować siły i przejść przez ten rok leczenia jak najlepiej. Chcę na nowo marzyć, choć strach przed wznową i przerzutami jest ogromny. Każda pomoc to dla mnie realna szansa na dalsze leczenie, na zdrowie, na życie. Dziękuję za każde wsparcie z całego serca. ❤️

463 zł z 10 000 zł
4%
Kobra Akbar Dashti, Pune

Chcę żyć - zbieram na chemioterapię

English version below Piszę w imieniu mojej ukochanej nauczycielki jogi - Gulnaaz. Wspaniałego człowieka, silnej kobiety i wrażliwej nauczycielki. Gulnaaz ma raka piersi. Dwa miesiące temu przeszła mastektomię. W zeszłym tygodniu rozpoczęła chemię. Przed nią dalsze leczenie. W Indiach tylko najzamożniejsi posiadają ubezpieczenie. Niestety, Gulnaaz za wszystkie zabiegi oraz leki płaci sama. Od kiedy jest chora, nie pracuje, co oznacza, że nie zarabia. Gulnaaz zaczęła praktykować jogę jako nastolatka. Do dzisiaj nie robi niczego innego. Całe życie pomagała innym. Jej dobre serce, skromność i oddanie uczniom zawsze mnie wzruszało. Teraz też nie narzeka i o nic nie prosi. To ja chcę Jej pomóc. W Indiach warunki leczenia są inne niż w Polsce. Chorych jest bardzo dużo. System jest niewydolny. Wiele rzeczy pacjent musi sam dostarczyć. Gulnaaz była kilka razy w Polsce. Zna naszą gościnność i szczodrość. Pokażmy Jej, że nie jesteśmy obojętni. Jeśli możesz pomóc i wpłacić chociażby najmniejszy datek, będę wdzięczna. Dziękuję! I WANT OT LIVE - A FUNDRAISING FOR CHEMOTHERAPYI am writing to you on behalf of our beloved Iyengar Yoga teacher - Gulnaaz: an incredible human being, strong woman and empathetic teacher.Gulnaaz has Brest cancer. Two months ago she underwent mastectomy and last week she started her chemo journey. There’s a long way ahead of her and in India only the wealthiest are able to get their insurance. Unfortunately, Gulnaaz has to pay for all the medical procedures and medication herself. Since she got sick, she hasn’t been able to work, therefor she's not making any money. Gulnaaz started to practice when she was just a teenager and to this day she hasn’t worked in any other way.She spent her life helping others, her kind heart, humbleness and devotion to her students always moved me in a profound way. She doesn’t complain, neither has she asked for anything, I just want to help her.In India the healthcare system works very differently to the Polish one. The system is overwhelmed with the amount of people needing help, so the responsibility of providing many essential things for treatment fall on the patient.She has been to Poland a couple of times, she got a taste of out hospitality and generosity first hand, let’s show her we are not indifferent. If you could help with the tiniest donation, I’ll be very thankful.

21 910 zł z 50 000 zł
43%
Małgorzata Beczek-Patoka, Warszawa

Leczenie celowane

Styczeń 2009 r.: diagnoza rak piersi, potem mastektomia lewostronna, chemia, rehabilitacja, pięcioletnie leczenie uzupełniające (hormonoterapia), rekonstrukcja. Udało się, 16 lat mija w styczniu 2025 r., ale marzec przynosi niespodziankę, Najpierw badania, a w czerwcu diagnoza: rak piersi (prawa strona), jeden guz nawet mały. W lipcu operacja, mastektomia z rekonstrukcją. Nie byłam zła, nie załamałam się, myślałam "trudno, przeszłam to już raz, dam radę". Wyniki histopatologii i kolejna niespodzianka: guz to nic, małe 2 mm guzki okazały się naciekowe, został jeszcze jeden na mięśniu. We wrześniu druga operacja, znów zaczęłam leczenie onkologiczne. Potrzebuję wykonać płatne badania do leczenia celowanego płatne. Mam jednak dylemat: wydać pieniądze teraz na badania 7500 zł czy mieć pieniądze na opiekę nad mamą (82 lata). Mama jest po udarze, w zeszłym roku przewróciła się, złamała biodro, teraz jest osobą leżącą, wymaga rehabilitacji (płatna), pampersów, leków, opiekunki, kiedy ja jestem w szpitalu. Teraz mam naświetlania, potem leczenie uzupełniające (hormonoterapia), co pół roku kroplówka, rokowania dobre, ale leczenie potrwa 7-8 lat. Jestem zła, bo myślę, że aby się leczyć, to trzeba być zdrowym, młodym i bogatym. Ale nie poddałam się, a 10 października 2025 r. wzięłam ślub. Będę wdzięczna za każde wsparcie.

1 500 zł z 7 500 zł
20%
Małgorzata Wojtkowiak, Poznań (Poznań-Stare Miasto)

Pomoc z serca dla serca ❤️

Mam 37 lat. Siedem miesięcy temu, zaledwie chwilę po narodzinach mojej ukochanej córeczki, usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat – rak piersi. Od tamtej pory każdy dzień to walka. Chemioterapia jest już za mną, ale przede mną kolejny, niezwykle trudny etap –obustronna mastektomia piersi i usunięcie jajników, konieczne dlatego, że jestem obciążona mutacją BRCA1. To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami: specjalne staniki , kliny przeciwobrzękowe, rehabilitacja, dojazdy, leki. Potrzebuję też regularnych wizyt u wielu specjalistów – endokrynologa, kardiologa, osteopaty, onkologa i ginekologa, aby móc bezpiecznie przejść przez dalsze leczenie i po nim stanąć na nogi. Chcę żyć. Chcę wrócić do zdrowia, do tego co robiłam do tej pory. Chcę wychować moje dzieci, patrzeć jak rosną, pracować, pomagać, kochać. Kocham życie, dzieci i zwierzęta – to one dodają mi siły, kiedy świat wydaje się zbyt ciężki. Mam w sobie ogromną wolę walki, ale nie udźwignę jej sama. Każda pomoc to dla mnie krok w stronę zdrowia, przyszłości i nadziei. Dziękuję z całego serca każdej osobie, która zechce wesprzeć mnie w tej drodze. ❤️😍🥰

2 194 zł z 10 000 zł
21%
Barbara Strojny, Muszyna

Stay strong!

Nazywam się Basia Strojny.W marcu 2025 r. podczas samobadania znalazłam mały guzek w piersi. Niestety dalsza diagnostyka potwierdziła, że jest to rak piersi. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Badania, wizyty oraz konsultacje u wielu lekarzy i w końcu powstał plan leczenia, do którego przystąpiłam. Mastektomia, powikłania przy gojeniu, chemioterapia...Leczenie onkologiczne wymaga pomocy i zaangażowania ze strony wielu osób. Z uwagi na wysokie koszty leczenia, na które składają się dojazdy, zakup leków, preparatów i niezbędnych odżywek, założyłam zbiórkę na pozyskanie środków.

20 132 zł z 20 000 zł
100%
Danuta Banak, Świebodzin

Twój mały gest pozwoli mi mieć nadzieję na lepsze życie

W 2020 roku nasza mama, 68 letnia dziś kobieta usłyszała diagnozę, której nikt nigdy nie chciałby usłyszeć: rak piersi. Pamiętam ten dzień jak dziś... Strach, niedowierzanie i pytanie: „Dlaczego właśnie ona?”. Mama zawsze była osobą pełną ciepła, siły i planów, a wiadomość o chorobie przewróciła całe nasze życie do góry nogami. Od tamtej chwili rozpoczęła się długa, trudna walka. Chemioterapia, operacje, naświetlania, miesiące spędzone między lekarzami a szpitalnymi korytarzami. Każdy etap odbierał jej trochę zdrowia, trochę sił, ale nigdy nie odebrał jej nadziei. Najwięcej wsparcia dawała jej myśl o córce i ukochanym wnuku, których chce widzieć dorastających i szczęśliwych. Marzyła i nadal marzy o zwykłym, spokojnym życiu o spacerach, o spotkaniach rodzinnych, o dniach bez bólu. Niestety choroba nie odpuszcza. Lata leczenia zostawiły po sobie nie tylko ból fizyczny i psychiczny, ale też ogromne koszty. Dojazdy do szpitali i specjalistów, rehabilitacje, leki nierefundowane, środki przeciwbólowe, pomoc medyczna to wszystko pochłania więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć sami. Każdy miesiąc to walka nie tylko o zdrowie, ale też o podstawowy komfort życia. Mama mimo cierpienia wciąż walczy, ale codziennie staje przed kolejnymi przeszkodami. Najtrudniejsza w tym wszystkim jest bezsilność i świadomość, że chce żyć, chce być z rodziną, ale potrzebuje pomocy, by móc kontynuować leczenie i zachować choć odrobinę godności w tej bolesnej drodze. Dlatego prosimy o wsparcie. Zbieramy pieniądze na dojazdy, rehabilitację, leczenie oraz poprawę jakości życia mamy w czasie, gdy każdy dzień jest dla niej ogromnym wyzwaniem. Każda wpłata nawet najmniejsza to realna pomoc, która daje jej szansę na spokojniejsze jutro.

1 175 zł z 100 000 zł
1%
Katarzyna Zegarowicz, Katowice

Leczenie nowotworu i przeszczep nerwu twarzy

Wesprzyj Kasię - kobietę, która przez lata była oparciem dla innych, a dziś sama potrzebuje pomocy Kasia to osoba, która przez całe życie wspierała innych. Jej praca jako Soul Coachka i mentorka pomogła setkom kobiet przejść przez trudne momenty życia, znaleźć swoją wewnętrzną siłę, odzyskać równowagę i zmienić życie na lepsze. Zawsze stawiała innych na pierwszym miejscu, sama rzadko prosząc o pomoc. Dlatego my, jej przyjaciółki, bierzemy sprawy w swoje ręce i prosimy o pomoc, bo teraz to ona potrzebuje naszego wsparcia! W styczniu 2024 roku zdiagnozowano u niej nowotwór okolic głowy i szyi HPV-zależny. Złośliwy i rzadki typ nowotworu, którego ogniska pierwotnego nie udało się zlokalizować. Przeszła przez piekło bardzo trudnego i wyczerpującego leczenia: intensywna, równoczesna chemio- i radioterapia spaliła jej skórę, błony śluzowe i przełyk. Przez wiele tygodni żyła w ogromnym bólu, z ograniczoną możliwością jedzenia, picia i normalnego funkcjonowania. Całkowicie opadła z sił. A mimo to, przez cały ten czas pozostawała w kontakcie z kobietami, które wspiera. Podjęte leczenie zadziałało! Rak zniknął. Kasia z radością i ogromną nadzieją, że to koniec tej nowotworowej historii, wróciła do życia, do pracy, do swoich bliskich! Zaledwie pięć miesięcy po zakończeniu leczenia zorganizowała i poprowadziła czterodniowe warsztaty dla kobiet, pokazując swoją wielką moc i ogromną determinację. Podzieliła się swoją onkologiczną historią przyjmując zaproszenie do współtworzenia książki „Rak bez tabu”, w której opowiada o swojej drodze leczenia i powrotu do życia. Z myślą o tym, żeby dodać odwagi innym. Niestety, kilka tygodni temu nastąpiła nagle wznowa. Operacja, która miała być rutynowa, okazała się być dramatycznie trudna. Guz był zrośnięty z nerwem twarzowym. Aby uratować Kasi życie, lekarze musieli przeciąć jego dolną część. Dziś Kasia ma nie tylko wznowę, ale również porażenie prawej strony twarzy. Nie może ruszać policzkiem, kącikiem ust, brwiami. Ma problemy z mówieniem i jedzeniem. Twarz jest niesymetryczna, a obrzęk po operacji bardzo duży. Potrzebna będzie długotrwała rehabilitacja neurologiczna i najprawdopodobniej kosztowna operacja rekonstrukcji nerwu twarzowego. Jednocześnie toczy się dalsza diagnostyka - wynik histopatologii zdecyduje, jakie kroki będą dalej podjęte. Niestety w związku z intensywnym leczeniem, jakie przeszła rok temu, możliwości dalszego leczenia w Polsce są ograniczone. Kasia szuka pomocy również za granicą w ośrodkach specjalizujących się w rzadkich i złożonych przypadkach onkologicznych. To jednak wiąże się z ogromnymi kosztami. Dlatego prosimy Cię o wsparcie! Zebrane środki zostaną przeznaczone na: • specjalistyczne konsultacje i diagnostykę w Europie • rehabilitację i terapię twarzy (neurologopeda, fizjoterapia, medycyna funkcjonalna) • operację rekonstrukcji nerwu twarzowego • tłumaczenia dokumentacji, badania, leczenie wspomagające • ewentualną chemioterapię lub inne formy leczenia nierefundowanego Kasia – choć nie chce całkowicie rezygnować z pracy – nie jest w stanie pracować jak do tej pory. Dzięki Twojemu wsparciu będzie mogła z większym spokojem i poczuciem bezpieczeństwa skupić się na najważniejszym, czyli powrocie do zdrowia. Kasia ma wspaniałego męża, który od początku stoi przy niej jak skała, i 12-letnią córeczkę, dla której jest całym światem. Kasia pragnie żyć! Nie tylko przetrwać, ale znów być w pełni sobą. Marzy, by wrócić do pracy z kobietami, które czekają na nią i jej wsparcie. Każda złotówka i każde udostępnienie to cegiełka do tego, by Kasia mogła stanąć na nogi, wrócić do zdrowia i dalej dawać wsparcie innym. A szanse na to wciąż są naprawdę duże! -------------------- Aktualizacja 21.10.2025 Wiele się zadziało w ostatnim czasie i nie boję się powiedzieć, że było to jedne z najtrudniejszych 5 miesięcy w całej tej historii. Kilka tygodni po operacji w czasie której został uszkodzony mój nerw twarzowy i miał zostać usunięty przerzut, który był widoczny na wszystkich badaniach obrazowych, okazało się, że mimo zapewnień lekarza operującego, ten przerzut nie został jednak wycięty. Dla mnie to była tragedia, bo ta operacja była ostatnią szansą na powrót do zdrowia. Bez wycięcia tego przerzutu zostawało mi już tylko leczenie paliatywne. Wtedy zaczęła się moja rozpaczliwa walka o znalezienie rozwiązania mimo wszystko. Przejechaliśmy pół kraju, konsultowałam się z wieloma specjalistami od nowotworów głowy i szyi, każda z tych wizyt była dla mnie ogromnym stresem, a jedyne co uzyskaliśmy to szereg sprzecznych, a czasami wzajemnie wykluczających się pomysłów na dalsze leczenie. I to był moment, w którym musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w moim życiu - zdecydować, którą opcję wybieram. Naprawdę nie życzę nikomu znalezienia się w takim miejscu. Ja postanowiłam zaufać prof. Adamowi Maciejewskiemu z kliniki w Nieborowicach, który jako jedyny zdecydował się na przeprowadzenie kolejnej operacji, mimo ogromnego ryzyka, jakie ze sobą niosła. I wszystko wskazuje na to, że to była najlepsza z możliwych decyzja. Była to operacja wycięcia całego układu chłonnego po prawej stronie szyi i pozostałości ślinianki, która kosztowała 102 tys. zł. Mam w sercu ogromną wdzięczność dla lekarzy, którzy mnie operowali i całego personelu kliniki, oni wszyscy byli i nadal są dla mnie ogromnym wsparciem. Ale najbardziej jestem im wdzięczna za to, że przywrócili mi nadzieję. Dzisiaj, dwa miesiące po operacji, jestem w trakcie badań kontrolnych. Jest ogromna szansa, że dzięki właśnie tej operacji udało się usunąć z mojego ciała wszystkie komórki nowotworowe. Jeżeli tak jest, to przede mną już tylko intensywna rehabilitacja oraz za około pół roku przeszczep nerwu. Oczywiście też tylko w Nieborowicach. Za 2-3 tygodnie będę mieć wyniki badań, które właśnie robię. Na pewno dam znać i tutaj. -------------------- Aktualizacja 9.11.2025 Tydzień temu miałam otwierać szampana! Wyniki tomografów były świetne, żadnych podejrzanych zmian, wszędzie czysto. Wstrzymałam się jednak z tą celebracją, bo 3 dni wcześniej wyczułam po lewej stronie szyi powiększony węzeł chłonny, a u mnie to zawsze czerwona lampka. Szybka wizyta w Instytucie Onkologii w Gliwicach, biopsja następnego dnia i dość spokojne czekanie na wyniki, bo lekarze nie widzieli w tym węźle nic niepokojącego. No a do tego tomograf, który wyraźnie pokazał, że po lewej stronie nie ma żadnych niepokojących zmian, ani żadnych powiększonych węzłów. Owszem był stres, ale po wyniki biopsji jechałam z uśmiechem na ustach, bo mocno wierzyłam, że będzie to tylko potwierdzenie, że ten koszmar mam już za sobą. To, co zobaczyłam, było jednak bardzo dalekie od tego, czego się spodziewałam. Było mrożące krew w żyłach. Po raz kolejny zadziałałam bardzo szybko i już po 4 dniach byłam operowana w Klinice w Nieborowicach. Operacja się udała, prof. Maciejewski i prof. Krakowczyk wycięli cały układ chłonny tym razem po lewej stronie, a personel otoczył mnie cudowną opieką, bo niestety obrzęk spowodował czasowy niedowład języka, który pozbawił mnie umiejętności przełykania, jedzenia i mówienia. I niestety trzeba było założyć sondę do karmienia przez nos. 🙈 I, pomimo że to dla mnie ogromnie trudny i wymagający czas to wierzę, że już za moment wrócę do domu, wyniki będą dobre, a ja w końcu otworzę tego szampana! Teraz jednak, oprócz czekania na wynik, przede mną czas bardzo wymagającej rehabilitacji i dochodzenia do siebie po już 4 poważnej operacji w przeciągu 7 ostatnich miesięcy. No i uzbierania kwoty na opłacenie operacji. Kolejna aktualizacja już wkrótce! A ja pozdrawiam spod kroplówki z zupy dyniowej, która mi leci prosto do nosa. 🙈🙈

125 zł z 300 000 zł
0%
Jan Andrzej Tabeau, Sierpc

Pomóżcie Jasiowi walczyć o życie - i o przyszłość jego córek

Pomóżcie Jasiowi walczyć o życie - i o przyszłość jego córek Nasz świat się zawalił. Mój ukochany syn, Jasiek, 43-letni tata dwóch wspaniałych dziewczynek, Olivii (8) i Philou (5), jest nieuleczalnie chory. Ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia - najbardziej agresywną formę nowotworu mózgu. Choć guza udało się usunąć operacyjnie, glejak zawsze powraca. Jak to się zaczęło Latem 2025, mój syn Jasiek zaczął mieć niewyjaśnione, silne bóle głowy. Po wizycie u lekarza rodzinnego otrzymał skierowanie do neurologa. 16 października 2025 roku otrzymaliśmy wynik rezonansu: złośliwy guz w prawej półkuli mózgu. To był cios, który zwalił nas z nóg i wydawał się nierealny. Od chwili diagnozy życie rodzinne Jasia i nasze stanęło na głowie. Jeszcze niedawno pełni energii, cieszyliśmy się sobą i codziennością - dziś żyjemy w ciągłej niepewności i smutku. Serce mi pęka, gdy widzę mojego syna tak chorego. A jednak Jasiek wciąż walczy. Największą motywacją jest dla niego to, by jak najdłużej być przy swoich córkach - widzieć, jak się śmieją, rosną, bawią, podążają za marzeniami, i być ukochanym mężem ich wspaniałej mamy. Chcą wspólnie tworzyć wspomnienia, których, pomimo młodego wieku, nigdy nie zapomną. Jest nadzieja - ale poza granicami Standardowe leczenie w Polsce i wielu innych krajach obejmuje radioterapię i chemioterapię, które niestety nie dają Jasiowi zbyt wiele czasu. Jednakże w Niemczech dostępne są dodatkowe, innowacyjne terapie, które mogą zapewnić chorym na glejaka więcej lat życia. Mają one na celu wzmocnienie układu odpornościowego i spowolnienie wzrostu guza, dając realną szansę na kilka (a czasem na wiele) dodatkowych lat. To bezcenny czas - nie tylko dla Jaśka, ale także dla Olivii, Philou i naszych rodzin. Niestety, terapie te nie są w żadnym stopniu refundowane przez ubezpieczenie zdrowotne. Innowacyjne terapie w Niemczech Skontaktowaliśmy się już z kilkoma wyspecjalizowanymi ośrodkami w Tybindze, Kolonii, i Heidelbergu, które ofiarują terapie innowacyjne dla glejaka. Terapie te są częścią intensywnego programu, który musi rozpocząć się już na początku 2026 roku. Immunoterapia wzmacnia i profiluje własny układ odpornościowy, by skuteczniej rozpoznawał i zwalczał komórki nowotworowe. Pomaga przełamać bariery broniące glejaka, czyniąc guz bardziej „widocznym” i „odsłoniętym” na działanie leków. Dzięki temu choroba może być dłużej i efektywniej kontrolowana. Immunologiczne komórkowe szczepionki przeciwnowotworowe to spersonalizowane uzupełnienie immunoterapii. Tworzone są z komórek nowotworowych chorego, układ odpornościowy może więc reagować precyzyjniej i silniej. W Niemczech szczepionki takie są dostępne i osiągają znacząco lepsze wyniki niż standardowe leczenie podstawowe, zwłaszcza w połączeniu z „radio-chemo”i innymi dostępnymi lekami. Optune Tumor Treating Fields (TTF) to terapia uznana na całym świecie i efektywna, niestety bardzo droga. Polega na zastosowaniu niskoczęstotliwościowych pól elektro-magnetycznych, które hamują podział komórek nowotworowych i spowalniają wzrost guza. W Polsce terapia TTF, choć dostępna, nie jest refundowana. Koszty Terapie dodatkowe finansować będziemy na pierwszym miejscu ze środków własnych, ale to nie wystarczy, aby pokryć cały plan terapeutyczny. Dlatego potrzebujemy dodatkowo 510 000 złotych, aby Jasiek mógł odbyć kluczowe terapie uzupełniające w Niemczech w 2026 roku. Terapie te w pełni wykraczają poza ubezpieczenie. Koszty są ogromne i samodzielnie nie do udźwignięcia dla naszej rodziny. Dlatego prosimy - z trudem, ale i ogromną nadzieją - o Wasze wsparcie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, przybliża nas do tego, by Jasiek mógł zostać z nami dłużej. Dla niego samego, dla nas - jego rodziny, ale przede wszystkim dla jego córek i żony. Dziękujemy za Wasze wsparcie, troskę, współczucie i wiarę w to, że Jasiek zasługuje na więcej czasu. Będziemy Was informować o przebiegu leczenia i postępach Jaśka. Słowo końcowe Wszystkie datki zostaną wykorzystane wyłącznie na leczenie Jaśka, koszty medyczne i niezbędną opiekę. Fundacja Alivia jest gwarantem uczciwości i transparentności zbiórki. Mechanizmy jej działania ściśle regulują wydatki na leczenie, ich akceptowalność i granice (zob. Regulamin Alivia). Jeśli po zakończeniu leczenia pozostaną jakiekolwiek środki lub jeśli terapia nie będzie mogła zostać dokończona, pozostałe pieniądze zostaną przekazane fundacji Alivia na dotacje dla innych pacjentów i wspieranie działań związanych z leczeniem nowotworów. Zdecydowaliśmy się połączyć tę kampanię z drugą zbiórką na platformie w Holandii, gdzie terapie dostępne w Niemczech również nie są refundowane. Jasiek jest zarówno Polakiem, jak i Holendrem; mamy rodzinę, przyjaciół i bliskich w obu tych krajach. Ludzie ci chcą nas wspierać i dopingować. Chcemy im zapewnić możliwość pomocy i obserwacji nas przez platformę najbardziej dla nich zrozumiałą, zaufaną i wygodną. Obie zbiórki mają jeden cel: sfinansowanie dodatkowego leczenia Jasia w Niemczech. Środki z obu akcji zostaną użyte łącznie, by pokryć całkowity koszt terapii. Wymóg dostarczania oryginalnych imiennych faktur za leczenie Jasia uniemożliwia jakąkolwiek formę manipulacji i zapobiega duplikacji zwrotów.

85 834 zł z 510 000 zł
16%