Zbiórki

Jarosław Jankowski, Kościan

Zbiórka na walkę z rakiem, leczenie

Witam, mam na imię Jarek. Mam 54 lata. Przez całe życie pracowałem, żeby utrzymać rodzinę. Mam żonę i niepełnosprawną córkę. Moje życie pierwszy raz rozsypało się, gdy 3 lata temu przeszedłem rozległy zawał serca. Przez długi czas nie byłem zdolny do wykonywania pracy. Byłem zawodowym kierowcą. Niestety nie mogłem wrócić do swojej pracy. 1,5 roku temu zatrudniłem się w betoniarni na niepełny etat, ale w obecnej chwili znów stan zdrowia nie pozwala mi na pracę. Od września zmagam się z ogromnym bólem pęcherza moczowego i okolicy. Utrudnia mi to normalne funkcjonowanie. Okazało się, że to złośliwy nowotwór pęcherza moczowego - rak urotelialny wysokozłośliwy HG T2 z naciekiem na mięśniówkę. Zarówno mój stan psychiczny, jak i rodziny bardzo podupadł. Zaproponowano mi leczenie obejmujące chemię, operację i znów chemię. Niestety w ostatniej chwili odmówiono mi chemioterapii ze względu na serce, które po zawale nadal nie domaga. W tej chwili czekam na operację usunięcia pęcherza moczowego. Moją pasją jest akwarystyka i mechanika. Lubię majsterkować. W tym momencie niestety muszę zrezygnować ze wszystkiego. Diagnoza bardzo obciążyła nas finansowo, środki na życie się kurczą... Bardzo proszę o pomoc. Zbieram na wizyty lekarskie, dojazdy do lekarza, leki i wszystkie rzeczy, które będą mi potrzebne do urostomii. Za wszystko z góry dziękuję.

5 545 zł z 20 000 zł
27%
Vladyslav Levandovskyi, Grodzisk Mazowiecki

Vladyslav vs agresywny glejak G4

Moja historia: od spełnienia marzeń do walki o każdy dzień Nazywam się Vladyslav Levandovskyi. Od blisko 5 lat mieszkam i pracuję w Polsce. Przez długi czas byłem operatorem wózka wysokiego składowania (Retrac) w centrum logistycznym Raben. Jednak w głębi duszy zawsze marzyłem o czymś innym - o niesieniu ulgi innym ludziom. Moim celem był profesjonalny masaż. W maju 2025 roku to marzenie się spełniło. Ukończyłem kursy, zacząłem praktykę i poczułem, że jestem na właściwym miejscu. Widok pacjentów, którzy wychodzili z mojego gabinetu bez bólu, dawał mi ogromną siłę. Kolejnym wielkim krokiem miała być stabilizacja rodzinna - wraz z moją ukochaną Iryną zaplanowaliśmy ślub na 31 grudnia 2025 roku. Niestety, los napisał inny, okrutny scenariusz... Dzień, który zmienił wszystko W listopadzie 2025 roku, podczas pracy, nagle straciłem panowanie nad ciałem. To był mój pierwszy w życiu napad padaczkowy. Wieczorem tego samego dnia sytuacja się powtórzyła. Trafiłem na SOR. Diagnoza zwaliła nas z nóg: guz w prawym płacie czołowym o wymiarach 31x26x35 mm z ogromnym obrzękiem mózgu. 4 grudnia przeszedłem skomplikowaną operację. Guz znajdował się tuż przy korze motorycznej, odpowiedzialnej za ruchy mojej lewej ręki. Niestety, po operacji wystąpił niedowład - ręka, która miała masować i pomagać innym, stała się niesprawna. Wyrok: Glejak G4, Ki-67 ponad 80%... 15 stycznia 2026 roku otrzymaliśmy ostateczny wynik histopatologii. To najgorszy z możliwych wariantów: Glejak o wysokim stopniu złośliwości (WHO Grade G4). Wskaźnik Ki-67 wynosi ponad 80%. Oznacza to, że komórki nowotworowe dzielą się w zastraszającym tempie. To agresywny przeciwnik, który nie daje nam czasu na zastanowienie. Walka o czas, którego nie mam Standardowe leczenie (radioterapia i chemioterapia) daje mi statystycznie tylko 1-2 lata życia. To za mało! Chcę walczyć o więcej. Moją nadzieją jest immunoterapia w Niemczech oraz terapia OPTUNE (TTFields). Niestety, koszt OPTUNE (TTFields) to około 120 000 zł miesięcznie. Rok takiego leczenia to ponad milion złotych. To kwota, której sam nigdy nie zgromadzę, ale która jest ceną za moją przyszłość. Każda zebrana złotówka daje mi szansę na skorzystanie z tych nowoczesnych metod. Miłość silniejsza niż rak Mimo diagnozy, nie poddaliśmy się. 31 grudnia 2025 roku, tak jak planowaliśmy, wzięliśmy ślub. Zamiast hucznego wesela, które miało odbyć się 10 stycznia, mamy przed sobą najtrudniejszą bitwę - o moje życie. Obiecałem jej "na zawsze", a teraz muszę zrobić wszystko, by to "zawsze" nie skończyło się za rok. Zawsze starałem się być wsparciem dla innych. Dziś to ja muszę prosić o pomoc. Środki zebrane na tej zbiórce zostaną przeznaczone na: Leczenie onkologiczne, suplementację i terapie wspomagające, które nie zawsze są refundowane Terapię OPTUNE i leczenie za granicą Kosztowną rehabilitację neurologiczną, abym mógł odzyskać władzę w lewej ręce Bieżące koszty związane z walką z chorobą, która wykluczyła mnie z pracy zawodowej. Każda złotówka, każde udostępnienie to dla mnie szansa na to, bym mógł jeszcze kiedyś wrócić do masażu i cieszyć się życiem u boku mojej żony. Dziękuję z całego serca za każde wsparcie. Nie poddaję się!

175 zł z 250 000 zł
0%
Olga Iaroshchuk, Pruszków

Na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji

Witam, mam na imię Olga. Mam 34 lata. Jestem mamą pięcioletniego synka. Jeszcze niedawno moje życie toczyło się normalnym rytmem mamy: dom, przedszkole, podróże, treningi sportowe i plany na przyszłość. Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć: rak piersi – luminalny typu B (HER2+) z przerzutami do węzłów pachowych. Choroba przyszła nagle, bez ostrzeżenia. Badania, niekończące się oczekiwanie na wyniki, strach… i jedno, najważniejsze pytanie: czy będę mogła patrzeć, jak mój syn dorasta? Rak jest agresywny i wymaga intensywnego leczenia: chemioterapii, operacji (radykalnej mastektomii), radioterapii oraz hormonoterapii przez kolejne pięć lat, a także rehabilitacji. To walka nie tylko fizyczna, ale również psychiczna i finansowa. Choć samo leczenie jest refundowane, znaczna część dodatkowych kosztów spada na moją rodzinę: leki, specjalistyczna żywność medyczna, dojazdy na leczenie, rehabilitacja oraz zakup protezy i peruki. Część tej drogi mam już za sobą, jednak wciąż walczę i robię wszystko, by móc iść dalej - krok po kroku. Bardzo dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie oraz słowa wsparcia. Dają mi one nadzieję i siłę, by nie poddawać się i iść dalej.

700 zł z 10 000 zł
7%
Marta Ryba, Sosnowiec

Zbiórka na koszty leczenia, dojazdy, dodatkowe badania

Mam na imię Marta, jestem od jakiegoś czasu na emeryturze, mam 63 lata i do niedawna byłam w miarę zdrowa. Cieszyłam się wolnym czasem, często odwiedzając wnuczkę w Irlandii. W tamtym roku wykryłam dużą, bolesną zmianę w lewej piersi. W sierpniu 2025 otrzymałam diagnozę raka piersi trójujemnego 3 stopnia. Dość szybko rozpoczęłam leczenie onkologiczne. Zostałam zakwalifikowana na intensywny cykl chemioterapii dwoma preparatami oraz immunoterapię. Niestety już w listopadzie musiałam przerwać zaplanowane leczenie z powodu powikłań po immunoterapii. Bardzo silna reakcja autoimmunologiczna spowodowała, że spędziłam jakiś czas w szpitalu i dalej zmagam się z poważnymi skutkami ubocznymi, które bardzo utrudniają samodzielne funkcjonowanie. W związku ze swoim stanem zdrowia mam przyznany znaczny stopień niepełnosprawności z niezdolnością do samodzielnej egzystencji. Moja jedyna córka jest niepełnosprawna i na stałe mieszka w Irlandii z mężem i dwuletnią córeczką. Od czasu diagnozy przyjeżdża regularnie do Polski starając się pomagać jak może, jednak wiąże się to z ogromnymi kosztami i byciem z dala od swojej rodziny. Planowanie przyjazdów do Polski pomiędzy jej własnymi wizytami w szpitalu oraz opieką nad dzieckiem jest bardzo męczące zarówno fizycznie jak i finansowo. Ja jestem wiele lat po rozwodzie i na stałe mieszkam sama. Niedawno miałam operację całkowitego usunięcia piersi lewej i niedługo mam konsultację onkologiczną celem zakwalifikowania do dalszej chemioterapii. Mam nadzieję, że dodatkowe pieniądze ze zbiórki pozwolą pokryć wydatki na przejazdy, dodatkowe badania, konsultacje, terapie i leki.

0 zł z 10 000 zł
0%
Daniel Hap, Sandomierz

Daniel - żołnierz w walce o zdrowie

Mam na imię Daniel. W maju 2024 roku usłyszałem diagnozę: rak jądra. Pierwszym objawem było nagłe opuchnięcie jądra, które pojawiło się podczas pełnienia służby na granicy – jestem żołnierzem zawodowym. Od tego momentu trwa moja walka o zdrowie i życie. Przeszedłem kilka cykli chemioterapii, z których każdy wiązał się z bardzo ciężkimi powikłaniami. Po każdym cyklu trafiałem na oddział w izolacji z zerową odpornością i wielokrotnie wymagałem przetoczeń krwi. W trakcie leczenia pojawiły się kolejne komplikacje. Przeszedłem bardzo poważną operację usunięcia guzów na węzłach chłonnych na oddziale urologii w Krakowie oraz inne zabiegi wynikające z powikłań leczenia. Niedawno konieczna była również pilna operacja z powodu niedrożności jelit spowodowanej naciekiem nowotworowym. Aktualnie zmagam się z przerzutami do wątroby oraz węzłów chłonnych. W związku z dynamicznym przebiegiem choroby jestem w trakcie agresywnej chemioterapii VeIP w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Ze względu na szybki wzrost zmian nowotworowych część badań diagnostycznych, w tym tomografię komputerową, muszę wykonywać prywatnie, ponieważ długie terminy w ramach NFZ już wcześniej skutkowały postępem choroby. Równolegle korzystam z prywatnych konsultacji specjalistycznych, rehabilitacji oraz wsparcia organizmu. Niestety ciężkie powikłania leczenia, w tym nasilona neuropatia po chemioterapii, całkowicie wykluczyły mnie z dalszej służby i pracy zawodowej. Moim celem jest powrót do zdrowia i możliwie normalnego życia. Jeśli pozwoli mi na to stan zdrowia, chciałbym w przyszłości pomagać innym osobom zmagającym się z chorobą nowotworową. Zebrane środki pomogą mi pokryć koszty leczenia, diagnostyki, dojazdów, rehabilitacji oraz dalszej walki z chorobą.

15 516 zł z 20 000 zł
77%
Serafyma Chuhunova, Pruszków

Leczenie, logistyka, genetyczne badania guza mózgu

Serafyma – walka o przyszłość. Pomóż mi kupić czas w walce ze złośliwym guzem mózgu! Kim jestem? Nazywam się Serafyma, mam 29 lat. Moje życie zmieniło się bezpowrotnie w maju 2025 roku, kiedy to po serii niespodziewanych napadów padaczkowych usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć: złośliwy nowotwór mózgu – skąpodrzewiak anaplastyczny o stopniu złośliwości G3. 19 maja przeszłam operację częściowego usunięcia guza w lewym płacie czołowym, a obecnie walczę z chorobą poprzez wyniszczającą chemioterapię. Dlaczego potrzebuję Twojej pomocy? Mój nowotwór posiada specyficzną cechę genetyczną – mutację w genie IDH2, kodon 172. To właśnie ta cecha daje mi szansę na nowoczesne leczenie celowane, które jest obecnie standardem w USA i krajach Europy Zachodniej, ale w Polsce nie jest refundowane przez NFZ. We wrześniu 2025 roku Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła przełomowy lek – pierwszy od 25 lat tak skuteczny lek celowany, który uderza bezpośrednio w mutację mojego guza, hamując jego rozwój i znacząco wydłużając czas bez progresji. Niestety, zanim ten lek trafi do refundacji w Polsce, miną lata. Ja nie mogę tyle czekać. Na co zbieram środki? Twoje wsparcie zostanie przeznaczone na pokrycie kosztów, których nie finansuje system ochrony zdrowia w Polsce: Terapia celowana: To największy wydatek. Ponieważ lek nie jest refundowany, muszę go sprowadzać w ramach tzw. "importu docelowego" z zagranicy. Miesięczny koszt takiej terapii to od 15.000 do nawet 30.000 PLN, zależnie od kursu walut i marży aptek. Pogłębiona diagnostyka molekularna w Heidelbergu (Niemcy): Aby zakwalifikować się do najnowocześniejszych europejskich badań klinicznych i szczepionek peptydowych, muszę wykonać specjalistyczny panel badań genetycznych, którego koszt w niemieckich klinikach wynosi ok. 3000 - 5000 EUR (ok. 13.000 - 22.000 PLN). Konsultacje u światowych ekspertów (Second Opinion): Oficjalna wideokonsultacja z wybitnymi profesorami z Uniwersytetu w Heidelbergu lub Zurychu to koszt ok. 700 EUR (ok. 3000 PLN) za jedną opinię. Logistyka i transport medyczny: Jeśli uda mi się zakwalifikować do eksperymentalnego leczenia w Niemczech, Szwajcarii lub Kanadzie (badania kliniczne typu LUMOS2), środki ze zbiórki pokryją koszty lotów, transportu lokalnego oraz zakwaterowania w pobliżu kliniki dla mnie i mojego opiekuna. Dlaczego to jest ważne? Mój młody wiek i frontalna lokalizacja guza sprawiają, że muszę walczyć o każdą metodę, która ochroni mój mózg przed skutkami agresywnego napromieniania i chemioterapii. Leczenie celowane oraz nowoczesne immunoterapie to dla mnie jedyna droga, by marzyć o powrocie do normalnego życia, pracy i realizacji planów, które choroba brutalnie przerwała. Dziękuję za każdą złotówkę, za każde udostępnienie tej zbiórki. Każda wpłata to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra.

150 zł z 400 000 zł
0%
Paweł Niemyt, Gorzów Wielkopolski

Rak jelita z przerzutami zaatakował nagle. Pomóżmy Pawłowi wygrać ten nierówny bój!

To miał być zwykły dzień, a stał się początkiem koszmaru. Paweł – zawsze gotowy bronić Ojczyzny jako żołnierz i chronić swoją rodzinę jako ojciec – teraz sam potrzebuje naszej obrony. Przeciwnik jest okrutny: nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami. Paweł to przede wszystkim wspaniały człowiek. Oddany mąż i zakochany w swoich synkach tata – 7-letniego Leosia i 4-letniego Tymcia. Zawodowo jest żołnierzem Wojska Polskiego. To człowiek skrupulatny, ambitny i zawsze gotowy nieść pomoc drugiemu człowiekowi. Niestety, los bywa przewrotny – ten, który zawsze pomagał, dziś sam musi prosić o pomoc. Diagnoza, która zwala z nóg Wszystko zmieniło się w październiku 2025 r. Paweł trafił na SOR w Gorzowie Wielkopolskim. Badania obrazowe nie pozostawiły złudzeń, a świat jego rodziny runął w jednej chwili. Diagnoza: nowotwór złośliwy jelita grubego z licznymi przerzutami do płuc i wątroby. To był wyścig z czasem. Kolejnym etapem było leczenie w Poznaniu, gdzie przeszedł operację usunięcia guza pierwotnego i zmian w jamie brzusznej. Niestety, badanie histopatologiczne potwierdziło najgorsze: gruczolakorak z przerzutami. Trudne leczenie i walka z bólem Od grudnia 2025 r. Paweł jest w trakcie chemioterapii – na ten moment to jedyna dostępna metoda leczenia (immunoterapia i radioterapia na tym etapie zostały wykluczone). Organizm Pawła jest osłabiony, pojawiły się wybroczyny skórne i komplikacje związane z chorą wątrobą. Choroba nowotworowa to nie tylko ból fizyczny. To także ogromne obciążenie psychiczne. Paweł zmaga się z lękiem o przyszłość i o swoją rodzinę, dlatego wymaga teraz opieki nie tylko onkologów, ale i wsparcia psychiatrycznego. Na co zbieramy? Paweł jest zdeterminowany. Walczy o powrót do zdrowia, ale ta walka generuje ogromne koszty, które przekraczają możliwości rodziny. Pieniądze topnieją błyskawicznie, a potrzeby rosną z dnia na dzień. Zbieramy środki na: - dalszą diagnostykę i leczenie (konsultacje onkologiczne, badania) - specjalistyczną dietę i żywienie medyczne, niezbędne przy wyniszczonym organizmie - leki i środki opatrunkowe - sprzęt rehabilitacyjny (m.in. pasy uciskowe po operacjach) - wsparcie psychologiczne i psychiatryczne - dojazdy do placówek medycznych w całej Polsce Prośba o pomoc Proszę Was – nie bądźmy obojętni. Paweł to wojownik, ale walka z tym przeciwnikiem jest nierówna, a przeciwnik niezwykle podstępny. Każda wpłata, nawet najmniejsza, to dla niego realna szansa i nadzieja, że jeszcze będzie mógł bawić się z synami i cieszyć się życiem. Pomóżmy Pawłowi wygrać tę wojnę. Wierzę, że razem się uda! Z całego serca dziękuję za każde wsparcie i udostępnienie zbiórki. Żona Joanna

29 160 zł z 50 000 zł
58%
Jaroslaw Bednarski, Radom

Zbiórka na leczenie chłoniaka

Dzień dobry, mam na imię Jarosław i mam 36 lat. W listopadzie 2019 roku, w dniu urodzin mojej żony Katarzyny, usłyszałem diagnozę: chłoniak Hodgkina IV stadium. Jest to nowotwór złośliwy węzłów chłonnych. W grudniu 2019 roku rozpocząłem leczenie w NIO w Warszawie. Pierwsza linia leczenia – chemia ABVD miała pokonać chorobę i pozwolić mi na powrót do pracy. Niestety nowotwór okazał się oporny w leczeniu, przeszedłem kolejne linie leczenia (drugą i trzecią), autoprzeszczep oraz leczenie podtrzymujące po przeszczepie. W związku z długotrwale trwającą chorobą i brakiem pomyślnych rokowań musiałem przejść na rentę. W trakcie trwania 4 linii leczenia nastąpiło podejrzenie zapalenia mięśnia sercowego, leczenie zostało przerwane. Kolejne linie leczenia nie przynosiły wymarzonej remisji choroby. W listopadzie 2025 r. zostałem poddany kolejnej radioterapii w związku ze wznową na śledzionie. W chwili obecnej czekam na badanie PET . Nie obyło się bez skutków ubocznych ciężkiego, długotrwałego leczenia (chemioterapie i radioterapie). Mam problemy z tarczycą, sercem, jelitami, bóle stawów i polineuropatię. Nie udało mi się również wrócić do pracy i normalnego funkcjonowania. Cały czas jestem na rencie. Nie jestem w stanie pokryć z niej kosztów leczenia - przede wszystkim konsultacji specjalistycznych, leków i suplementów, odpowiedniego odżywania, leczenia stomatologicznego, dojazdów w związku z leczeniem w innym mieście. Bardzo chcę być znów zdrowy i wrócić do swojego życia, pracy, aktywności. Będę ogromnie wdzięczny za wsparcie.

10 310 zł z 20 000 zł
51%
Marlena Mocek, Koźmin Wielkopolski

Pomóż mi w walce z rakiem

Mam na imię Marlena, w lipcu ubiegłego roku obchodziłam 50-te urodziny i w tym samym czasie dowiedziałam się, że dolegliwości, z którymi zmagałam się od dłuższego czasu to nie zespół jelita drażliwego czy stan zapalny jelita, tylko nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do płuc, wątroby i do mózgu. Na początku mojej drogi w walce z chorobą 22 lipca przeszłam operację wycięcia guza na jelicie grubym. Potem w sierpniu i wrześniu poddałam się radioterapii przerzutu do głowy w klinice w Katowicach. Od listopada co dwa tygodnie mam wlewy chemioterapii. Moje życie od lipca ubiegłego roku całkowicie się zmieniło. Miałam dobrą, dającą mi satysfakcję i poczucie stabilności materialnej pracę, plany w życiu prywatnym. Wcześniej lubiłam wyjazdy w góry, teraz moją codziennością stały się wizyty od lekarza do lekarza, pobyty na oddziale onkologicznym i chemioterapie. Moje obecne życie jest pełne poczucia niepewności i strachu, czy leczenie da pozytywne efekty, ale nie poddaję się, walczę dla syna, siebie i dla mojej rodziny. W obecnej sytuacji nie wiem, co dalej mnie czeka, jakie leczenie i koszty z tym związane. Szukam możliwości leczenia u wielu specjalistów, przeważnie są to wizyty prywatne i wiążące się z dalekim dojazdem. Na co dzień dochodzą koszty związane ze specjalistyczną dietą i drogimi lekami, dlatego proszę wspomóż mnie przekazując 1,5% podatku. To będzie dla mnie bardzo dużym wsparciem. Twoja pomoc wesprze mnie w walce z chorobą.

9 253 zł z 30 000 zł
30%
Małgorzata Chmielarz, Poznań

Badanie Oncotype Dx, leczenie i rehabilitacja po obustronnej mastektomii

W 1987 roku moja mama zachorowała na nowotwór piersi. Był na tyle wcześnie zdiagnozowany, że mastektomia uratowała jej życie. Mając wiedzę o tym, że mogę być obciążona genetycznie, jestem pod opieką Poradni Genetycznej i w 2009 roku zrobiłam badania genetyczne, w których rozpoznano u mnie 2 uszkodzone geny. Dzięki temu regularnie badałam się co pół roku, by w razie czego szybko wykryć chorobę. W 2024 roku na badaniu rezonansu magnetycznego rozpoznano podejrzaną zmianę w prawej piersi. Zmiana nie była widoczna ani w USG ani w mammografii. Lekarze, u których badałam się co pół roku, uznali, że nie jest to nic niepokojącego i należy tylko obserwować. W 2025 roku podejrzana zmiana zaczęła rosnąć i wtedy zostałam skierowana na biopsję gruboigłową pod rezonansem. Ze względu nabraki w sprzęcie potrzebnym do takiej biopsji na badanie czekałam około 3 miesięcy. Zdiagnozowano nowotwór złośliwy piersi prawej, zrazikowy, hormonozależny. W styczniu 2026 roku przeszłam obustronną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją piersi - z uwagi na wcześniejsze zachorowanie mamy i moje badania genetyczne. Aktualnie czekam na wynik histopatologiczny z obu piersi oraz zgodnie z zaleceniami lekarza w przypadku mojego typu i zaawansowania nowotworu na wykonanie testu Oncotype DX. Badanie to wykonuje się w USA wysyłając próbkę materiału z operacji. Test ten w Polsce nie jest refundowany, natomiast jest refundowany w kilku innych krajach europejskich, co pokazuje jego znaczenie w onkologii. Pomaga przewidzieć m.in. ryzyko nawrotu raka piersi i korzyści z chemioterapii lub ich brak. Następnie zostanę wprowadzona w tzw. sztuczną menopauzę i będę poddana leczeniuhormonalnemu oraz gdy zajdzie taka konieczność i będzie to wskazane - podawaniu chemii. W związku z badaniami genetycznymi zalecono mi usunięcie przydatków. Operacja jest zaplanowana na koniec 2026 roku. Aktualnie mam dolegliwości z powodu wykonanej operacji piersi prawej (nerwy skórne regenerują się i są nadwrażliwe na ruch, nacisk i rozciąganie - dlatego odczuwampieczenie, szczypanie i rozpieranie nasilające się przy aktywności, nadwrażliwość skóry oraz zaburzone czucie za ramieniem z towarzyszącym bólem łopatki) oraz piersi lewej (z uwagi na zbyt ciasne założenie opatrunku została rozpoznana martwica brodawki sutkowej i problem z przykurczem mięśni w lewym dole pachowym). Czeka mnie rozszerzona rehabilitacja zarówno prawej jak i lewej strony, ratowanie brodawki i praca z przykurczami i rozpracowaniem blizny. Dodatkowo od wielu lat opiekuję się moją mamą i również dlatego muszę być sprawna, by móc to dalej robić. Koszty badań, dalszego leczenia i dochodzenia do sprawności są na tyle wysokie, że potrzebuję wsparcia - wsparcia, by móc dalej aktywnie żyć. Zawsze starałam się pomagać innym i nie myśleć o sobie, dlatego jest mi bardzo trudno prosić o pomoc. Ale wierzę, że się uda.

24 010 zł z 30 000 zł
80%
Katarzyna Marzec, Toruń

Największe marzenie - kolejny dzień życia

Nazywam się Kasia Marzec, mam 46 lat, mieszkam i pracuję w Toruniu. Do końca lipca 2025 wiodłam, wydawało się, "nudne" życie - praca, dom, inne obowiązki. Ile bym dała za tamten czas... to chyba wie tylko osoba mierząca się z chorobą onkologiczną, w moim przypadku glejakiem, limitującą dany nam czas. Żeby za bardzo się nie roztkliwiać - konkrety: lipiec 2025 - zaczęły się niepokojące objawy, m.in problemy z utrzymaniem równowagi sierpień 2025 - badania i diagnoza: najprawdopodobniej nowotwór mózgu wrzesień 2025 - diagnoza ostateczna: nowotwór złośliwy Glioblstoma IDH wildtyp ( G4) październik/początek grudnia 2025 - radioterapia; z uwagi na współistniejące choroby, które ujawniły się w trakcie leczenia, niemożliwe było i jest podanie chemii; kolejna próba 16.01 b.r. Do tego czasu koszty związane z leczeniem pokrywałam sama oraz z pomocą rodziny, koleżanek i kolegów z pracy, za co będę im dozgonnie wdzięczna 🤎 Jednak walka z glejakiem i podjęcie dalszej terapii przekracza nasze możliwości finansowe. Zapewne będzie się to wiązało z kontynuacją leczenia poza granicami kraju, a prawa ekonomii są bezwzględne. Dlatego zwracam się do Was, Znajomi i Nieznajomi, z prośbą o wsparcie mnie w tej walce. Ja ze swej strony mogę obiecać, że ani złotówka nie zostanie zmarnowana i będę walczyła, ile sił starczy! Każdy darowany dzień jest dla mnie na wagę złota. DZIĘKUJĘ za każdą wpłatę, udostępnienie, słowo otuchy. Kasia

24 897 zł z 150 000 zł
16%
Barbara Skrzyniarz, Warszawa

Chciałabym jeszcze pożyć…

Cześć, mam na imię Barbara, choć moje prawnuki powiedziałyby, że Basia. Dwa lata temu, kiedy moja wnuczka była na końcówce drugiej ciąży z moją prawnusią, trafiłam do Szpitala Wolskiego z zapaleniem płuc. Nikt wtedy nie spodziewał się, że sytuacja jest na tyle poważna, że kilka dni później wyląduję na OIOMie pod respiratorem walcząc o życie. Miałam w ponad 90% niewydolne płuca. Wtedy lekarze nie dawali mi żadnych szans. W Wigilię 2023 moja rodzina usłyszała, że nie ma już dla mnie ratunku, a medycyna wobec mojego przypadku jest bezradna. Stało się jednak inaczej. Moja wola życia okazała się silniejsza niż prognozy lekarzy. W Sylwestra '23/'24 zostałam wybudzona ze śpiączki. Niestety wspomnieniem po OIOMie była polineuropatia stanu krytycznego. Z osoby aktywnej zawodowo, stałam się osobą leżącą. Przeszłam długą i bardzo ciężką rehabilitację, aby wstać z łóżka i móc o balkoniku biegać z moim - dziś - prawie 12-letnim prawnukiem i 2-letnią prawnuczką. Kiedy czułam, że wychodzę na prostą, zaczęły się dziwne objawy - opadłam z sił, mdlałam, pojawiły się wymioty i bardzo złe samopoczucie. Karetka bywała u mnie coraz częściej bagatelizując moje objawy, zwalając je na wiek, na ilość przyjmowanych po historii sprzed dwóch lat leków. W końcu 30.12.2025 roku, po kolejnej interwencji karetki, trafiłam ponownie do Szpitala Wolskiego. Tam, po wykonaniu badań, zostałam natychmiast przetransportowana do Szpitala Klinicznego im. Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya na Oddział Urologiczny - moje nerki przestały działać. Zostały wyłonione mi obustronne nefrostomie, a ja otrzymałam kolejną druzgocącą diagnozę - rak szyjki macicy w III stadium z naciekami do przydatków i macicy. Niewydolność nerek jest konsekwencją mojego nowotworu. Trafiłam pod wspaniałą opiekę Profesora w Szpitalu im. Księżnej Anny Mazowieckiej przy ul. Karowej. Nowotwór jest tak zaawansowany, że nie da się go zoperować. Za mną biopsja, przede mną długie i trudne leczenie. Kolejna walka o życie. A ja bym chciała jeszcze pożyć… Dla córki, wnuczki i prawnuków. Chciałabym patrzeć, jak moje prawnuki dorastają dostarczając mi kolejnych radości i wzruszeń. Moje możliwości finansowe są jednak ograniczone, a koszty aktualnych leków i kolejnych, które wkrótce zacznę przyjmować, worków nefrostomiinych, konsultacji lekarskich, jak również suplementów, aby moja forma nie pogarszała się, bardzo wysokie. Dlatego właśnie z ogromną pokorą i nadzieją zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. I za każdą, nawet najdrobniejszą wpłatę, z całego serca dziękuję.

460 zł z 150 000 zł
0%