Zbiórki

Bożena Więckowska, Kraków

Immunoterapia w walce z rakiem piersi

Mam na imię Bożena. Od 4 lat leczę się na nowotwór piersi. Kiedy myślałam, że najgorsze jest już za mną, rak wrócił ze zdwojoną siłą. Guz jest zdecydowanie większy, atakuje też węzły chłonne. Bez specjalistycznej pomocy nie uda mi się go pokonać. Taka pomoc istnieje - ale mogę ją uzyskać tylko z Waszym wsparciem. Wyniki badań wskazują, że największą szansę na wyleczenie da mi chemioterapia trzeciej generacji podawana wraz z immunoterapią (lekiem pembrolizumab). Taką terapię zalecił też mój lekarz prowadzący. To trudne i wyniszczające leczenie, ale jestem pełna nadziei - bardzo pragnę żyć! Pembrolizumab jest powszechnie stosowany w leczeniu trójujemnych nowotworów piersi w całej Europie. Niestety u nas w Polsce terapia ta nie jest refundowana. Mojej rodzinie udało się zebrać już część funduszy, ale to wciąż zbyt mało, bo koszt całej terapii jest ogromny: ponad 250 tysięcy złotych. Nie jesteśmy w stanie samodzielnie go udźwignąć. Wierzę jednak, że dzięki wsparciu wspaniałych ludzi uda mi się pokonać raka. Jeśli jesteś w stanie wesprzeć mnie w walce z chorobą, ja oraz moje dzieci Marek i Kasia będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą okazaną pomoc. Liczy się każdy dzień - i każda złotówka.

111 429 zł
44%
Agnieszka Niska-Wójcik, Warszawa

Spot dla Agi

Cześć, nazywam się Agnieszka Niska-Wójcik i od blisko 30 lat działam w branży reklamowej. Teraz muszę zareklamować siebie, bo potrzebuję Waszej pomocy. Brief jest prosty – krótki deadline, zero budżetu i najgorszy klient świata. Znam go od stycznia 2022 – typ jest złośliwy i uparcie do mnie wraca. Nowotwór piersi potrójnie ujemny. Nie pozwala mi pracować, zajmować się domem i cieszyć z sukcesów moich dwóch dorastających synów. Żeby rozstać się z klientem raz na zawsze, muszę brać lek, który nazywa się Keytruda (pembrolizumab). To nierefundowana nowoczesna immunoterapia dla pacjentów, którzy nie odpowiedzieli na wcześniejsze leczenie, czyli dla mnie. Cena za dawkę to 15 625 zł, a ja potrzebuję ich 18. Muszę dość szybko zebrać 281 250 złotych. 281 250 zł to budżet jednego spotu reklamowego. I to nie pięknego i długiego, jak niektóre słynne reklamy, raczej krótkiego i z oszczędnościami na scenografii. Jednak w pojedynkę nie da się zrobić nawet takiego. Dlatego zwracam się do Was, przyjaciele, znajomi, znajomi znajomych, oraz wszyscy z którymi zetknęłam się na internalach, planach, przy postprodukcji i w codziennym życiu – nakręćcie ten spot ze mną. Bez Was mogę nie dać rady. Dziękuję, Aga

157 797 zł
56%
Justyna Nowakowska, Skrwilno

Zbiórka na leczenie

Mam na imię Justyna, mam wspaniałą rodzinę - męża Adasia i dwie córki: Kasię (14 lat) i Zosię (11 lat), dla których walczę i chcę żyć. Oni są dla mnie największym wsparciem. Od ponad trzech lat choruję na ostrą białaczkę szpikową, jestem 2 lata po przeszczepie komórek macierzystych od starszej siostry. Niestety po 10 m-cach choroba wróciła, miałam podawane limfocyty od siostry, ale znowu choroba nie dała za wygraną, przeszłam kolejną chemioterapię i radioterapię. Lekarze chcąc ratować moje życie zaproponowali leczenie lekiem o nazwie Xospata, który nie jest refundowany, a miesięczny koszt wynosi 88 000 zł. Lek ten powinnam przyjmować przez ok 2 lata. Bez waszego wsparcia i pomocy nie jestem w stanie zakupić tego leku. Proszę, pomóżcie!!!

68 876 zł
3%
Paweł Jóźwik, Nałęczów

Rozprawić się z obcym - szybko i bezwzględnie!

Cześć, nazywam się Paweł i w lutym 2022 dowiedziałem się, że mam złośliwy nowotwór zlokalizowany w dość niefortunnym miejscu bo w lewej części mojego płata czołowego. Dla młodego, aktywnego męża i ojca czworga dzieciaków była to wiadomość niespodziewana i - nie powiem - przygnębiająca. Postanowiłem jednak, że choroba nie pozbawi mnie dobrego samopoczucia i pozytywnego nastawienia do ludzi i życia i zrobię wszystko, żeby z obcym rozprawić się szybko i bezwzględnie. Więrzę w Boga, moc modlitwy i zdolnych ludzi powodujących postępy w medycynie, dlatego pragnę sięgnąć po najnowsze zdobycze medycyny, narzędzia onkologii molekularnej, które z pewnością w niedługim czasie spowodują, że nowotwory - również glejaki - będą całkowicie wyleczalne. Aby to zrobić potrzebuję, a jakże, sporo forsy, dlatego zdecydowałem się na współpracę z Onkofundacją Alivia.

31 440 zł
89%
Katarzyna Karpińska, Braniewo

Wsparcie w leczeniu

Mam na imię Kasia, mam 36 lat. Do tej pory moje życie biegło spokojnie. Mam pracę i kochającego 12-letniego syna, którego sama wychowuję od 6 lat. W kwietniu 2022 r. wyczułam u siebie w prawej piersi guza. Po wszystkich badaniach i biopsji mammotomicznej okazało się, że jest to nowotwór złośliwy sutka. W sierpniu zaczęłam chemioterapię i swoją walkę z rakiem. Po kilku miesiącach chemioterapii czeka mnie operacja usunięcia guza i węzłów chłonnych oraz radioterapia. Będzie to bardzo ciężki okres dla mnie i mojego syna pod względem zarówno psychicznym, jak i finansowym. Utrzymujemy się tylko z mojego wynagrodzenia, które się pomniejszyło z racji długotrwałego leczenia. Dlatego pomyślałam, że w ludziach siła, że może mogę liczyć na Waszą pomoc. Przyda się każda złotówka, która pomoże mi w leczeniu, dojazdach do szpitala oraz codziennych wydatkach związanych z walką o zdrowie. Chcę wyzdrowieć dla mojego syna, wrócić do pracy i żyć pełnią życia. Obiecuję, że jak tylko poczuję się silniejsza, od razu zabieram się do działania. Mam w sobie sporo pozytywnej energii i chcę ją dobrze spożytkować. Życie stawia przed nami wiele wyzwań. Jednym z najważniejszych dla mnie dziś jest pokonanie choroby. Wierzę, że tak będzie i jeszcze wiele wspaniałych rzeczy mnie w życiu czeka. Z góry dziękuję za okazane wsparcie i każdą złotówkę. Jesteście wspaniali!

11 190 zł
55%
Grażyna Arłukowicz, Gdańsk

Niezbędne leczenie zagraniczne

Szanowni Państwo, mam na imię Grażyna, mam 57 lat. Z wykształcenia jestem farmaceutą, a ostatnie kilkanaście lat pracowałam w firmie zajmującej się sprzedażą specjalistycznego sprzętu medycznego. Ironią losu, zawodowo zajmowałam się właśnie guzami wątroby. Ze względu na to, że przez całe swoje życie pracowałam w branży medycznej, zawsze ważna była dla mnie profilaktyka i tak podczas rutynowego USG jamy brzusznej znaleziono w mojej wątrobie nieswoistą zmianę. Pierwszym krokiem była dalsza diagnostyka, a następnie bisegmentektomia wątroby. Wyniki badania histopatologicznego nie pozostawiły złudzeń - rak węwnątrzwątrobowych dróg żółciowych. Na początku otrzymałam informację, że guz został usunięty chirurgicznie i potrzebna będzie chemioterapia uzupełniająca. Nowotwory dróg żółciowych należą do niezwykle rzadkich i ze względu na to spotkałam się z bezradnością wielu lekarzy w Polsce. Znalazłam jednak prawdziwego specjalistę w tej dziedzinie - prof. Macieja Pecha, lekarza polskiego pochodzenia pracującego w Szpitalu Uniwersyteckim w Magdeburgu, w Niemczech, który podjął się mojego leczenia i nie uznał mnie za “przypadek beznadziejny”. Właśnie tam przeszłam już zabieg brachyterapii, ale ze względu na progres choroby na chwilę obecną potrzebuję poddać się jeszcze zabiegowi radioembolizacji wątroby, który nie jest refundowany. Równocześnie przyjmuję chemioterapię. Choroba zmienła moje życie, jednak mój organizm nie daje za wygraną. Staram się pokazywać innym, że rak to nie wyrok i że po diagnozie można normalnie żyć. Często spotykam się nawet z komentarzami, że wszystkich oszukuję, bo patrząc na mnie nikt nie chce uwierzyć w to, że dopadła mnie tak ciężka choroba. Poza częstymi wizytami w szpitalu, prowadzę normalne życie wraz z moimi dwiema córkami - Adrianną (l. 27) oraz Anetą (l. 24). To właśnie bycie mamą jest rolą, w której, zdaniem moich córek, jestem bezkonkurencyjna. Diagnoza zbliżyła nas trzy do siebie bardziej, niż prawdopodobnie kiedykolwiek byłoby to możliwe, gdybym nigdy jej nie usłyszała. Na horyzoncie pojawiła się nadzieja - aktualnie czekam na wyniki badań genetycznych, na podstawie których być może istnieje szansa na wdrożenie terapii celowanej lub immunoterapii. Bez względu na wyniki badań genetycznych, na chwilę obecną niezbędna jest radioembolizacja wątroby, w której znajduje się ognisko pierwotne choroby. Wiem, że choroba pozostanie ze mną i z moją rodziną na zawsze, ale wiem również, że możliwym jest utrzymanie jej w ryzach i normalne życie, jak z każdą inną chorobą przewlekłą. Proszę o pomoc w walce z trudnym przeciwnikiem, któremu nie zamierzam pozwolić na wygraną.

35 902 zł
27%
Zuzanna Świętorzecka, Warszawa

Immunoterapia na raka piersi

English - please see below Mam na imię Zuza. W wakacje tego roku zawalił mi się świat. Zachorowałam na bardzo agresywnego raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Jest to rak tak zwany potrójnie ujemny. W takim przypadku możliwości leczenia są dość ograniczone, dodatkowo moja choroba rozwija się bardzo szybko. W zaledwie kilka tygodni od momentu, kiedy wyczułam guzek, pojawił się następny, a potem przerzut do węzłów chłonnych. Od września mam rozpocząć chemię, tak żeby zahamować rozprzestrzenianie się nowotworu w organizmie. Operacja planowana jest dopiero po kilku miesiącach leczenia. Program leczenia konsultowałam z ośrodkiem akademickim w Berlinie. Okazuje się, że zalecenia lekarzy w Polsce i Niemczech są jednakowe - chemii powinna towarzyszyć immunoterapia, tzn. powinna być podawana jednocześnie z lekiem pembrolizumab. Wyniki ostatnich badań naukowych wskazują, że lek ten w znaczący sposób zwiększa szanse na wyleczenie. Obecnie standardowo podawany jest w całej Europie, u nas niestety nie jest refundowany. Koszt to 15,5 tys. zł za dawkę podawaną co 3 tygodnie, tych dawek ma być 18. Z powodu mojej choroby musiałam przerwać wakacje z dzieciakami i cały sierpień poświęciłam na diagnostykę oraz przygotowania do leczenia. Mam 46 lat, dwoje cudownych dzieciaków (Maurycy ma 8 lat, a Nastka 5), dla których bardzo chcę żyć. Mam plan leczenia i świetnych lekarzy. Otacza mnie też mnóstwo wspaniałych ludzi, od których otrzymuję ogromne wsparcie. Wiem, że dam radę! Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w uzyskaniu dostępu do immunoterapii, ja i moje dzieciaki będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję za Twoją pomoc. --- My name is Zuza. My world collapsed during the summer holidays. I have been diagnosed with a very aggressive type of breast cancer which has spread to my lymph nodes. This is called triple negative breast cancer. Treatment options are limited, and in my case the cancer is developing fast. Within just a few weeks after I discovered a lump, another one appeared, and then it spread to the lymph nodes. I have started my chemotherapy in September in order to stop the cancer from spreading. The surgery is not planned until after a few months of treatment. The treatment plan was consulted with an academic centre in Berlin. The recommendations from Polish and German doctors are the same: chemotherapy should be paired with immunotherapy, this means it should be paired with Pembrolizumab. Recent scientific research shows that this treatment increases the chances of positive treatment outcomes. It’s a standard treatment in most European countries, but in Poland it is not funded. The cost of one shot is PLN 15,500 (£2780). I need 18 shots (one shot every three weeks). My illness interrupted my children’s summer holidays. I spent the whole of August on diagnostic assessment and preparation for treatment. I’m 46, I have two wonderful children (my son, Maurycy, is 8, my daughter, Anastazja, is 5). I want to live for them so much. I have a good treatment plan and excellent doctors. I’m surrounded by lots of wonderful people who support me so much. I know I can do it! My kids and I will be so grateful if you can help me gain access to immunotherapy. Thank you so much for your help.

299 285 zł
107%
Darek Kapusta, Radom

Tata czwórki dzieci walczy z rakiem!

Mam na imię Darek. Niespodziewanie zachorowałem na nowotwór złośliwy: chłoniaka Hodgkina i życie mi się zawaliło. Mam 38 lat. Przed chorobą byłem zatrudniony jako pracownik budowlany. Dobrze nam się wiodło. Mam wspaniałą sześcioosobową rodzinę, której nie mogę teraz utrzymać. Byłem jedynym żywicielem rodziny. Żona nie pracuje, ponieważ nasza najmłodsza córeczka Magdalena ma rok i 4 miesiące. Sześcioletnia Natalia idzie od września do zerówki, Adaś 10 lat i Maja, która w grudniu skończy 14 lat. Nasz budżet wynosi 3500 zł. Po opłaceniu bieżących rachunków zostaje nam 1800 zł na życie. Moją największą pasją jest wędkowanie, chciałbym mieć siłę, by znów pójść na ryby jak również wrócić do pracy, ponieważ jestem pracoholikiem. Bardzo mi tego brakuje, ale stan zdrowia mi na to nie pozwala. Zbiórka pomogłaby mi w dojazdach na leczenie jak również zakupieniu potrzebnych leków.

5 618 zł
70%
Tetiana Flysnyk, WARSZAWA

Potrzebna pomoc na leczenie w Polsce

Nazywam się Tetiana i mam 34 lata. Od 3 lat walczę z przewlekłą białaczką limfocytową. W lutym, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, dowiedziałam się, że rak powrócił. Moja córka i ja byłyśmy zmuszone przeprowadzić się do Polski, abym mogła poddać się leczeniu. Potrzebuję Twojej pomocy, żebym mogła opłacić dojazdy do placówki, w której się leczę, lekarstwa oraz inne wydatki, które ponoszę w związku z moim leczeniem. Dziękuję wszystkim, których to obchodzi!

810 zł
8%
Alicja Wojnar, Toruń

Pomagamy Alicji w walce z rakiem piersi

Witam. Mam na imię Alicja. Na początku 2020 r. wyczułam u siebie w lewej piersi niewielki guz. Po biopsji okazało się, że mam szczęście, bo była to zmiana niezłośliwa. Moje szczęście jednak nie trwało długo, a dokładnie 3 miesiące. Właśnie wtedy, ponownie, zrobiono mi biopsję, ponieważ guz zaczął rosnąć, a cała pierś strasznie bolała. Diagnoza lekarzy nie dotarła do mnie od razu - rak inwazyjny, złośliwy, typ potrójnie ujemny. Pomyślałam: jak to możliwe? Przecież 3 miesiące temu był niezłośliwy, a teraz dowiaduję się, że mam najbardziej złośliwego i potrzebna mi szybka amputacja piersi wraz z węzłami chłonnymi. Dopiero na drugi dzień uświadomiłam sobie, z czym mam do czynienia i co mnie czeka. Był to okres pandemii covida. Zostałam zwolniona z pracy i byłam na zasiłku. Tego dnia, gdy dowiedziałam się o diagnozie, zadzwonili z pracy i powiedzieli, że wybrali mnie i chcą, abym podpisała z nimi umowę o pracę na czas nieokreślony. Mogłam wtedy wrócić do normalnego życia, jednak musiałam podziękować i zrezygnować całkowicie z pracy. Zaczęła się walka o moje życie. Wszystko potoczyło się szybko. Obcięto mi pierś wraz z węzłami chłonnymi. Zabrano mi część kobiecości. Moje długie, piękne włosy wypadły po chemii całkowicie, ale nie poddałam się. Mam silny charakter. Myślałam tylko o tym, żeby tylko pozbyć się tego wroga. Przecież pierś mogę zrekonstruować, a włosy odrosną. Miałam plany. Odczekam rok, wrócę do pracy i będę znów żyła normalnie. We wrześniu zeszłego roku urodził mi się wnuk - Olivier. Nie mogłam być przy jego narodzinach, bo córka mieszka w Anglii, a niestety chemia wyniszczała mi organizm nie do zniesienia. Ciągłe wymioty, słabe wyniki. Zaczęto wraz z chemią podawać mi sterydy - przytyłam 16 kg. Z rozmiaru S weszłam w L. To jednak też mnie nie załamało. Wciąż żyłam nadzieją, że ten koszmar w końcu się skończy. Niestety w grudniu zachorowałam na zapalenie płuc. Myślałam, że to covid, jednak było to coś gorszego - przerzuty. Guzy na płucach są nieoperacyjne. Rak nie daje za wygraną. Otrzymałam chemioterapię ratunkową. Ponownie straciłam włosy. Najgorsze jest jednak to, że mój organizm został wyniszczony chemią, a rak panoszy się po moim ciele dając przerzuty. W ogóle nie słabnie. Podawane leki nie działają na niego. Wznowa w bliźnie pooperacyjnej to kolejna diagnoza z czerwca 2022 r. Po dwóch latach walki lekarze mówią, że jedyną nadzieją na przedłużenie mi życia jest nierefundowany lek - sacytuzumab gowitekan - koszt leczenia 91800 zł. Mój lekarz onkolog dał mi nadzieję wysyłając mnie do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie miano poddać mnie leczeniu właśnie tą chemią. Kiedy po powrocie, po kilku dniach odebrałam telefon, że niestety ale przede mną zamknęli listę osób, którym lek miał być podany, świat mi się zawalił. Ministerstwo też odmówiło mi pomocy. Zostałam sama na polu bitwy - tylko ja i ten wróg, który odbiera mi życie. Już nie będzie mi podawana chemia dożylnie. Ona po prostu nie działa. Dostałam tabletki - jako chemioterapię zastępczą. Nie oszukuję już siebie ani moich bliskich. Te tabletki mi nie pomogą. Jedyny ratunek to lek, na który muszę zebrać środki. Bez pomocy Ludzi Dobrej Woli mojego celu nie osiągnę. Mam tylko niewielką rentę, mieszkam z rodzicami, dzięki czemu jestem w stanie funkcjonować. 84-letni tato woził mnie na wlewy. Miałam zupełnie inne plany na życie. Chciałam być aktywna zawodowo, cieszyć się wnukiem, brać udział w jego wychowaniu, chciałam zająć się rodzicami, gdy zabraknie im już sił na starość. Niestety moje plany życiowe zmienił nieproszony gość, który odebrał mi wszystko: młodość, urodę, zdrowie, radość życia i optymizm. Bardzo chcę żyć, dlatego proszę o wsparcie. W moim przypadku liczy się każdy dzień. Nie wiem, kiedy i gdzie rak znów da przerzuty. Drżę o swe życie za każdym razem, gdy robią mi badania, bo nie wiem, co znów usłyszę z ust lekarzy. Z góry dziękuję za wszelką pomoc.

99 643 zł
108%
Edyta Kolbus, Warszawa

Razem z Edytą pokonamy go!

Rok temu w 13 tyg. ciąży usłyszałam, że mam zaawansowanego raka tarczycy z przerzutami na węzły, przede mną była trudna decyzja operacji ryzykownej w czasie ciąży, ale udało się! Zooperowana zostałam, urodziłam zdrowe dziecko i zostałam poddana jodoterapii. Niestety w tym roku podczas badania usg piersi, a później biopsji została postawiona kolejna diagnoza - rak piersi z przerzutem do węzłów chłonnych. Jestem w trakcie chemioterapii, wydatki związane z dalszym leczeniem są wysokie, późniejsza operacja również będzie kosztowna, chcę być przygotowana.

9 708 zł
19%
Danuta Karpinska, Strzegom

Nowotwór złośliwy prawej i lewej piersi

Na nowotwór złośliwy prawej piersi zachorowałam w lutym 2020 roku. Przeszłam leczenie przedoperacyjne i chemioterapię. 8 grudnia 2020 roku miałam operację wycięcia węzła wartowniczego i guza oraz radioterapię śródoperacyjną. Później dalsze leczenie herceptyną i radioterapia. Cały czas byłam i jestem pod opieką lekarzy onkologów. W maju 2022 roku okazało się, że musiałam mieć też zabieg na macicy. W tym samym miesiącu przeżylam szok, bo wymacałam sobie guza w lewej piersi. Po biopsji i badaniu okazało się, że jest to nowotwór złośliwy przewodowy naciekający. Na 11 sierpnia 2022 roku mam już wyznaczony termin usunięcia guza. Później czeka mnie leczenie podobne jak po pierwszej operacji. Organizm mam już tak wycieńczony, że mam problemy zdrowotne z nadciśnieniem, cukrzycą, z sercem, tarczycą i nerkami. Dziennie biorę dosłownie garść leków. Do szpitala muszę dojeżdżać około 30 km i to jest też jeden z problemów. Rodzina stara mi się pomagać jak może, ale też nie zawsze mogą, bo prcaują, a wiadomo jak trzeba teraz pilnować pracy. Badania muszę robić w większości prywatnie, ponieważ na NFZ czekałabym pół roku albo i dłużej (kardiolog, endokrynolog, onkolog). Oszczędności, które miałam, już mi się wyczerpały. Jestem wdową na emeryturze i nie stać mnie już na tak wysokie koszta leczenia. Pomoc, o którą proszę, wystarczyłaby mi na pokrycie tak ważnych dla mojego życia wydatków zdrowotnych. W zeszłym roku skorzystałam z dobroci fundacji Alivia. Przez 8 dni dowożono mnie na radioterapię i odwożono do domu, na koszt fundacji. Za co dziękuję z całego serca. Zebrane środki przeznaczę przede wszystkim na dojazdy do placówek medycznych, wizyty u lekarzy specjalistów oraz codzienne wydatki związane z leczeniem. Z góry dziękuję za okazane wsparcie i każdą złotówkę.

378 zł
1%