Zbiórki

Katarzyna Waloszczyk, Drwęsa

Moja szansa na życie - leczenie i dalsze konsultacje!

Jestem tu, ponieważ mam ogromny głód życia i łatwo się nie poddaję. Mam 44 lata, dwóch wspaniałych, nastoletnich synów i kochającego męża. Czy coś więcej może mi być potrzebne do życia?! Tak, zdrowie! Ponad rok temu, podczas porannej kąpieli znalazłam w piersi guza. Diagnostyka potwierdziła, że ten intruz to nie byle jaki przeciwnik, a potrójnie ujemny, bardzo agresywny, oporny na leczenie nowotwór piersi. Rozpoczęła się walka z czasem i owym nieproszonym gościem, który próbuje zniszczyć mi życie. Bez słowa skargi przeszłam agresywną chemioterapię, mastektomię prawej piersi, a następnie radioterapię oraz chemioterapię uzupełniającą. Wewnętrzna siła, wrodzony optymizm i radość z każdego dobrego dnia towarzyszą mi w kolejnym już starciu z nowotworem. Jako 24-latka wygrałam swoją pierwszą walkę z ziarnicą złośliwą. Wierzę, że mam w sobie siłę, by ten sukces powtórzyć. Tym razem jednak przeciwnik jest znacznie silniejszy. Standardowe leczenie onkologiczne nie daje mu rady. Krótko po operacji postanowił zmienić lokum i przeniósł się do płuc. Rozpoczęłam kolejną wyniszczającą chemioterapię. Niestety, ten natręt nie odpuszcza, ma swoje zdanie na temat tego leczenia i mówi NIE. Są możliwości dodatkowych konsultacji w ośrodkach medycznych, zarówno w Polsce, jak i za granicą, niestety to ogromne koszty. Zawsze wierzyłam w medycynę. Każdego dnia pojawiają się doniesienia naukowe o nowych metodach leczenia. Zbieram więc na leki onkologiczne oraz terapie wspomagające mój organizm w walce z chorobą, a także dodatkowe konsultacje, sprzęt medyczny, żywność medyczną, opatrunki. Zbieram, abym pewnego dnia mogła usłyszeć: „Jesteś zdrowa”. Jestem miłośniczką życia pełną piersią, z uśmiechem na twarzy. Kocham kontakt z naturą i podróże. Siłę i drogę odnajduję w mojej ukochanej jodze i energii, którą otrzymuję od wspaniałych ludzi. Mam cudownych przyjaciół, którzy mobilizują mnie do działania. Kocham te chwile, kiedy wszyscy gromadzimy się przy stole, ucztujemy i spędzamy razem czas wypełniając przestrzeń śmiechem i dobrą energią. Kocham gotować, zwłaszcza z moim młodszym synem Jasiem (13 lat), który dzieli ze mną tę pasję. Moim sposobem na wytchnienie jest również praca w ogrodzie, która umożliwia mi kontakt z przyrodą i ziemią. Tutaj moim wsparciem jest Filip (19 lat), starszy syn, który uwielbia projektować i od dziecka próbuje zaplanować i zorganizować nam życie na swój uroczy sposób. Jestem spełniona jako mama wspaniałych chłopców, którym jestem jeszcze bardzo potrzebna. Wraz z mężem Jackiem od lat prowadzimy małą firmę rodzinną. Niestety, jest to dla nas czas ograniczonego działania. Jednak nie poddajemy się i robimy wszystko, co możemy, aby zawalczyć o Nas, ponieważ jesteśmy dla siebie niezastąpionym wsparciem. Dziękuję za każdą pomoc i za to, że jesteście ze mną. Kasia

98 841 zł
82%
Izabella Olszewska, Gorzów Wielkopolski

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Proszę o nie przekazywanie darowizn, udało się osiągnąć cel zbiórki! Nazywam się Izabella Olszewska. Mam 50 lat, od ćwierć wieku tego samego męża Maćka, od prawie 22 lat jesteśmy rodzicami cudownej córki Emilii. Zawodów mam kilka - moje dwa ulubione to oligofrenopedagog i psychoterapeuta. Kolejność chronologiczna. Nie chcę przedstawiać swojej smutnej historii... Skoro pojawiam się tutaj, to znaczy, że w moim ciele pojawił się pasożyt - rak jajnika. Niedawno określiłam proces leczenia jako wspinanie się po drabinie. Pierwszym szczeblem była diagnoza - 17 września 2021r. - stopień zaawansowania IIIC, kolejnym - rozległa operacja, po miesiącu ciężka półroczna chemioterapia - osiągnęłam częściową remisję. Po pokonaniu wielu problemów wspięłam się na kolejny szczebel - zostałam zakwalifikowana do nowoczesnej terapii podtrzymującej remisję inhibitorem PARP (olaparyb) w ramach programu lekowego, ale jednocześnie nie mogę już kontynuować refundowanej terapii lekiem Avastin (bevacizumab), którego otrzymałam łącznie 7 cykli (całość kuracji 18 cykli). I właśnie do tego potrzebuję Waszej pomocy. Konieczne jest dalsze łączne podawanie tych dwóch preparatów o udowodnionej w badaniach klinicznych skuteczności. Tylko w ten sposób mam szansę na długotrwałą remisję i powrót do normalności. Na zakup leku bevacizumab potrzebuję na całą kurację 65 tysięcy.

30 886 zł
123%
Lidia Witkowska, Gdańsk

Pomóż Lidce w walce z glejakiem!

Mam na imię Lidia i niedawno zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór mózgu. Chciałabym podzielić się z Wami moją historią i poprosić o pomoc w walce o życie. Pochodzę z Ciechanowa, ale od wielu lat mieszkam w Trójmieście. Obecnie w Gdańsku. Mam cudowną rodzinę: męża, trójkę dzieci i wielu wspaniałych przyjaciół. Moja historia z glejakiem zaczęła się niepozornie, pod koniec 2021. W listopadzie zachorowałam na covid. Kiedy wydawało się, że jest już po wszystkim, zaczęły się problemy z pamięcią, trudności w utrzymaniu skupienia, spowolnienie myślenia, dezorientacja. Wszystko to wskazywało na tzw. mgłę pocovidową. Objawy jednak nasilały się na tyle poważnie, że mąż po konsultacji z zaprzyjaźnionym neurologiem zawiózł mnie do szpitala na SOR. Po wykonaniu rezonansu okazało się, że mam raka mózgu w płacie czołowym wielkości ok. 5cm x 6cm . Początkowa diagnoza -glejak II stopnia. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia - 23 grudnia 2021 roku znalazłam się w szpitalu i byłam operowana. Lekarze powiedzieli, że gdyby do zabiegu nie doszło tego dnia, to pewnie nie dożyłabym nowego roku... Operacja mózgu zawsze łączy się z dużym ryzykiem. Mogłam mieć po niej problemy z mową i poruszaniem się. Na szczęście zabieg przebiegł bez powikłań - mogłam normalnie mówić i poruszać się. Niestety to nie był koniec - trzeba było czekać na wyniki histopatologii, żeby dowiedzieć się, jaki rodzaj guza znajdował się w mojej głowie. Szpital opuściłam 31.12.2021 z diagnozą: Glejak wielopostaciowy IV stopnia – najwyższy stopień złośliwości. Wspólnie z rodziną zdecydowaliśmy się rozpocząć leczenie oparte na radioterapii i chemioterapii. Po kilkunastu cyklach chemia została odstawiona, ponieważ bardzo pogorszyły się moje wyniki parametrów wątroby. Zakończyłam radioterapię. Za miesiąc ma być wykonany rezonans magnetyczny. Jeżeli chcielibyście mnie wesprzeć, to będę Wam ogromnie wdzięczna! Prawda jest taka, że walka z chorobą jest bardzo kosztowna, dlatego jeśli to tylko możliwe, ucieszę się z każdej możliwej pomocy. Każda mała wpłata się liczy, bardzo dziękuję za Wasze wsparcie! Nawet nie wiecie, jak bardzo! Zebrane środki planuję przeznaczyć na konsultacje z lekarzami, potrzebne badania diagnostyczne, środki farmakologiczne, terapie wzmacniające układ odpornościowy, zatrudnienie pielęgniarki, jeśli będzie taka konieczność. Bardzo dziękuję!

33 717 zł
28%
Tomasz Barwik, Słupsk

Pokonać raka - zbieram środki na leczenie

Mam na imię Tomek i w styczniu tego roku zachorowałem na raka prostaty. To było dla mnie ogromnym ciosem, nie do uwierzenia. Przed chorobą nie liczyłem dni tak, jak teraz. Żyłem, śmiałem się, martwiłem się z różnych powodów - po prostu żyłem pełna piersią. Od kiedy mam zdiagnozowanego raka, wszystko jest inne. Nigdy bym nie przypuszczał, że będę miał raka i że moje życie się powoli kończy. Mam córeczkę w wieku 11 lat oraz narzeczoną, z którą teraz planujemy ślub. Każdy dzień z nimi jest dla mnie taki piękny i chciałbym, żeby takich dni w moim życiu było jeszcze dużo. Dlatego zbieram pieniądze w fundacji na lekarstwa, badania, konsultacje i dojazdy. Żeby wygrać z rakiem i go pokonać! Na świecie są leki, które coraz skuteczniej niszczą raka. Ogromnych sił dodaje mi moja narzeczona oraz córeczka. Chcę widzieć, jak rośnie i być przy niej, póki nie stanie się dorosła. Dziękuję za każdą złotówkę, którą dostanę, aby wygrać z rakiem! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

135 zł
0%
Jolanta Kowalczyk, Gdynia

Kocham życie i nie dam się rakowi!

Mam 69 lat. Jestem emerytowanym nauczycielem nauczania początkowego. Chociaż pensja nie była wysoka, kochałam swój zawód. Chyba jak każdy miałam marzenia. Żyłam skromnie. Starałam się jak najwięcej odłożyć, chciałam "uzbierać" na domek z ogródkiem na wsi, aby w nim zamieszkać, gdy przejdę na emeryturę. W czasie wakacji i ferii, jako wychowawca, jeździłam na kolonie i zimowiska. Udzielałam też korepetycji. Byłam szczęśliwa, bo byłam zdrowa i miałam cel w życiu, do którego przez lata dążyłam. Kiedy w 2019 roku kupiłam dom, nie posiadałam się z radości. Byłam pełna optymizmu i pozytywnej energii. Dlatego też, gdy dwa lata później postawiono mi diagnozę: rak gruczołowy płuca prawego (5,3x3,4), przeżyłam trudny do opisania szok. Dlaczego? Skąd? Co teraz? Przecież dopiero co ziściło się marzenie mojego życia! Pragnieniem moim było spędzenie jesieni życia w wymarzonym, wyciułanym domku!!! Zawsze byłam optymistką i wierzę w to, że będzie dobrze. Jestem poddana chemioterapii i na pewno leczenie odniesie pozytywny skutek. Chcę żyć! Chcę być zdrowa! Jednakże oprócz wiary, potrzebne są też środki na codziennie wydatki związane z leczeniem i zapewnieniem odpowiedniej diety onkologicznej. Nie jestem w stanie pokryć wszystkich kosztów z niskiej emerytury (1500 zł). Dlatego proszę o wsparcie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

117 zł
0%
Beata Stelmach, Debrzno

Zbieram środki na marihuanę medyczną

Zanim skończycie Państwo czytać tę prośbę, kolejne osoby otrzymają diagnozę “rak”. Co najmniej trzy razy więcej dowie się, że ktoś z ich rodziny lub znajomych zachorował na nowotwór. Każdy z nas ma imię. Nie jesteśmy numerem statystycznym w rejestrze onkologicznym. Mam na imię Beata, mam marzenia, mam świadomość, mam raka. Wyłączyłam nieśmiertelność i nie składam broni. Mam siłę. Każdego poranka, jak otworzę oczy, uśmiecham się do siebie. Nie ma znaczenia, gdzie się budzę i jaka jest pogoda za oknem. Jestem wdzięczna za dany mi kolejny dzień. Bardzo chciałabym napisać o sobie coś tak interesującego, aby zwrócić Państwa uwagę. Moja historia jest jednak podobna do innych na tym portalu. W 2008 roku pierwsza diagnoza – nowotwór piersi. Leczony przez 5 lat. Rodzinna sielanka została przerwana w 2017 roku diagnozą – nowotwór wątroby i płuc. Podejmowane był próby mojego leczenia w różnych ośrodkach onkologicznych na terenie Polski. Ostatecznie w Warszawie dostałam nadzieję. Lekarz powiedział, że nie wyleczy mnie, ale zrobi wszystko, aby przedłużyć mi życie. Wtedy stałam się pacjentką paliatywną. Znaczy to tyle, że nie będę wyleczona, proces chorobowy nie zostanie też zatrzymany. Celem lekarza jest łagodzenie objawów choroby i uśmierzanie bólu. Wydatki na suplementy, witaminy, zastrzyki hormonalne, leki na ciśnienie pozostawiają nieduży budżet. Jednak najbardziej kosztowna jest medyczna marihuana. Jest dla mnie najlepszym środkiem na ból nowotworowy niepozwalający często wstać z łóżka. Ponadto może mieć działanie wspomagające w hamowaniu powstawania naczyń krwionośnych, które odżywiają nowotwór oraz ograniczaniu rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych. Mieszkam w pomorskiej wiosce Cierznie. Jestem samotną mamą dwóch synów. Młodszy uczy się w szkole średniej. Ponieważ wszystkie oszczędności „na czarną godzinę” się skończyły, starszy syn, niestety, zamiast iść na studia, wyjechał za granicę do pracy, aby dokładać pieniążki do mojej renty. Najbardziej mnie boli, że mój stan nie pozwala mi na wykonywanie żadnej pracy, przez co zmusza mnie do zaistnienia na tym portalu. Dodatkowo ponoszę duże koszty przyjazdu do Warszawy co dwa, trzy tygodnie na kilkudniowe badania i chemię. Badania są robione w warunkach ambulatoryjnych, dlatego na ich czas zmuszona jestem zatrzymywać się w hotelu. Robi mi to kolejną dziurę w portfelu. Zdaję sobie sprawę, że nie uda Wam się otoczyć opieką wszystkich potrzebujących. Jednak to nie powód, żeby nie próbować. Wiem, że pewne działania mogą się wydawać tylko kroplą w oceanie potrzeb. Ale moja kropelka i kropelka od Państwa to już dwie kropelki. Jeśli są Państwo zainteresowani wsparciem, a macie jakieś wątpliwości, zapraszam do rozmowy. Chętnie odpowiem na wszystkie pytania. Dziś położę się spać, dziękując za kolejny dzień życia... Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

8 005 zł
80%
Anna Konon, Bytom

Walka z rakiem mamy dwójki dzieci, tata zginął w wypadku

Mam na imię Ania i mam 34 lata. Do niedawna czułam się spełnioną osobą. Miałam pracę, którą bardzo lubiłam-prowadziłam swoją działalność w handlu odzieżą. Natomiast przede wszystkim miałam przy sobie miłość mojego życia. W Arturze zakochałam się już w gimnazjum. Moje największe szczęście to dwie wspaniałe córeczki, aktualnie mają 3 i 11 lat. Całe to moje życie zaczęło się burzyć na początku 2020r. Przez pandemię i lockdowny miałam problemy z działalnością. Najgorsze wydarzyło się w Wielki Piątek... Mój Ukochany zginął w wypadku komunikacyjnym. Ja straciłam cudownego faceta, a moje dziewczynki kochającego tatusia. Mój świat się wtedy zawalił. Myślałam, że już nie dam rady się z tego pozbierać. .Moje życie właśnie się skończyło. Ale musiałam.... dla moich dzieci. Małymi krokami i ciężką pracą dawałyśmy radę dzień po dniu. Kolejny cios otrzymałam niedługo potem bo był czerwiec 2021r. Wyczułam wypukłość na prawej piersi, przestraszyłam się i szybko umówiłam się na USG piersi. Zamarłam kiedy lekarz wykonujący badanie powiedział, że w piersi jest guz o wielkości 2,5 x 3 cm i węzły chłonne też są zajęte. Od razu wdrożyliśmy wszystkie procedury mające na celu jak najszybciej rozpocząć leczenie. Przechodziłam ogromne kryzysy podczas diagnozy. Tata dzieci nie żyje, a ja jestem śmiertelnie chora... JA MUSZĘ DLA NICH ŻYĆ!!! Pracowałam do ostatniego dnia diagnozy która trwała 2,5 miesiąca. Poddałam się w trakcie czerwonej chemii, która dała mi popalić. Nie byłam w stanie nic zrobić, nie byłam w stanie wstać z łóżka, nie byłam w stanie żyć. Wylądowałam w szpitalu z neutropenią (miałam prawie zerowy stan białych krwinek). Byłam 7 dni w całkowitej izolacji. Przyjęłam dopiero dwie dawki chemii, a kolejne były pod dużym znakiem zapytania. Myślałam, że ta chemia mnie wykończy. Pani doktor onkolog kliniczna która mnie prowadziła, powiedziała że dawno nie widziała tak wrażliwego na chemię przypadku. Na szczęście udało się. Całą chemię, czyli 4 czerwone, potem 12 białych plus blokada anty Her (mam raka nieluminalnego Her2 dodatniego) przeszłam biorąc zastrzyki na pobudzenie wzrostu białych krwinek. Wypadły mi moje długie włosy, schudłam 12 kg, miałam ogromne problemy z nieustającym bólem żołądka i zepsuł mi się wcześniej idealny wzrok, ale walczyłam i przetrwałam! Ze względu na to że guz był zbyt blisko skóry i mięśnia piersiowego (przed podaniem chemi guz miał już 7x5,5 cm) musiałam poddać się mastektomii radykalnej i usunięciu 11 węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie rehabilitacja i radioterapia. Ponieważ mam problemy z krążeniem (3 razy usuwane żylaki kończyn dolnych) lekarz zalecił mi wykonanie zespolenia naczyń limfatycznych, żeby uniknąć obrzęku w ręce, w której usunięto mi węzły chłonne. Niestety operacja zespolenia naczyń limfatycznych jest operacją komercyjną i kosztuje 30 tysięcy złotych. Muszę jak najszybciej wrócić do sprawności i do pracy. Ze względu na to, że chora była prawa strona, obawiam się o sprawność w tej ręce i możliwość pracy na pełnych obrotach, do której byłam przyzwyczajona. Dotąd byłam bardzo aktywną osobą. Ponadto rak którego miałam, był rakiem zrazikowym czyli takim który lubi się przenosić do drugiej piersi. Nie dam rady przejść przez to piekło jeszcze raz, więc chciałabym się poddać profilaktycznej mastektomii drugiej piersi, której koszt to prawie 20 tysięcy złotych. Chemia bardzo wykończyła mój organizm. W tej chwili muszę pomóc mu w regeneracji, zadbać o wypłukanie chemii i dostarczenie witamin i minerałów. Sama suplementacja i badanie poziomu witamin w organizmie to kilkaset złotych miesięcznie. Ciągle diagnozuję powód tak szybkiego i ogromnego pogorszenia wzroku. Czeka mnie wizyta w poradni rogówki oka. Zaczęłam nosić okulary -3,5 na jedno oko i - 2,5 na drugie. Nie wykryto u mnie mutacji genowej w badaniach NFZ. Powtórzyłam je prywatnie (koszt 2000 zł). Nikt w mojej rodzinie nie chorował na raka, a ja tak młoda i jestem pierwsza. Na wyniki nadal czekam. Robiłam także badanie, w którym liczone są komórki rakowe we krwi. Próbka wysyłana jest do Niemiec. Takie badanie kosztowało mnie prawie 4000 zł. Na szczęście wynik był zadowalający. Żeby badanie miało sens, muszę je powtarzać co 6-8 miesięcy aby kontrolować spadek bądź wzrost tych komórek rakowych w obiegu krwionośnym (z nich powstają przerzuty). Zabiegam także o rezonans głowy, ponieważ rak Her dodatki jest rakiem który najczęściej atakuje OUN (mózg). Niestety lekarze na NFZ nie są skorzy o wydawanie takich skierowań. Prywatnie badanie plus wizyta u neurologa to koszt 750-850 zł. Proszę o wsparcie mnie w tej walce. Muszę być zdrowa i sprawna dla moich córek, mają tylko mnie :-( Dziękuję. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

49 193 zł
98%
Leszek Zakrzewski-Dankert, Kluczbork

Walka z glejakiem wielopostaciowym (WHO IV)

By choroba nie zabrała nadziei. Leszek - kontra guz mózgu! Kiedyś z radością i optymizmem patrzyłem w przyszłość, gdy nagle wszystko się zmieniło. Pod koniec kwietnia 2021 bez ostrzeżenia przyszła choroba. Straszna choroba. Przeciwnik niezwykle silny i podstępny - nowotwór mózgu. Diagnoza była dla nas szokiem - glejak wielopostaciowy (WHO IV), jeden z najniebezpieczniejszych nowotworów, szybko i często dający wznowy. Potem czekała mnie operacja, a z nią niepewność czy się uda, czy po operacji będę sprawny. W efekcie operacje były trzy, jedna po drugiej w odstępie dwóch tygodni (maj 2021). Tę walkę udało mi się wygrać i guz został usunięty w całości, bez powikłań. Potem nastąpiło leczenie, chemioterapia i radioterapia, a po nich kolejna, mocniejsza chemia w cyklach tygodniowych przez pół roku. Powoli wracały siły, czułem się dobrze, wydawało się, że wszystko zaczyna iść w dobrym kierunku i myślałem o powrocie do pracy. Aż przyszło kolejne badanie kontrolne i kolejny szok. Guz odrósł- WZNOWA! Walka zaczyna się od nowa, nie poddaję się. W grę wchodzi kolejna operacja i chemioterapia. Standardowe leczenie, które w moim przypadku nie pomogło. Rodzina szukała jednak innych rozwiązań. Po kontakcie z fundacją Alivia pojawia się nadzieja i realna szansa, żeby kolejny raz pokonać przeciwnika. Moją szansą na życie jest terapia NanoTherm, którą leczą pacjentów z guzami mózgu. Od trzech lat stosują i leczą tą metodą w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Jednak nie każdy pacjent może być poddany tej terapii. Muszą być spełnione określone warunki medyczne, które kwalifikują chorego do leczenia. Bałem się, czy mi się uda, czy będę mógł być leczony tą nową metodą. Na szczęście okazało się, że tak - zostałem zakwalifikowany. Jest radość i nadzieja! Niestety terapia NanoTherm, która może uratować mi życie, nie jest refundowana. Koszt leczenia to 190 000 tys. zł (za granicą 40 000 euro). Do tej pory wszystkie koszty związane z moim leczeniem udało się nam pokryć z własnych środków. Jednak koszt tej terapii jest ogromny. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał prosić o pomoc, ale teraz Was proszę i dziękuję za każdy gest wsparcia. To dobro wróci do Państwa podwójnie! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

7 302 zł
3%
Sylwia Kotecka, Poznań

Rekonstrukcja i mastektomia profilaktyczna

W czerwcu 2019 roku rozpoznano u mnie dwuogniskowy nowotwór piersi prawej, przewodowy, hormonozależny. Dopiero w drugim badaniu jeden guz był widoczny, drugi ze względu na położenie dopiero w trzecim badaniu. We wrześniu 2019 roku przeszłam mastektomię piersi prawej z rekonstrukcją podmięśniową. Aktualnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Od 2001 roku jestem pod opieką poradni onkologicznej, przed mastektomią miałam wcześniej 2 operacje usunięcia gruczolakowłókniaków. Niejednorodna budowa, nowotwory w rodzinie skłoniły mnie do decyzji o mastektomii piersi lewej. Dodatkowo zostanie wykonana reoperacja piersi prawej - aktualnie mam dolegliwości ze strony położenia implantu podmięśniowo. Nie mam wskazań do operacji profilaktycznej na nfz. Potrzebuję jej, by mieć spokój głowy i móc aktywnie żyć. Kwota jest na tyle wysoka, że potrzebuję wsparcia. Operacja jest zaplanowana na 04.04.2022 w Gdańsku u dr Maliszewskiego. Trudno mi prosić o pomoc, łatwiej mi pomagać innym. Wierzę, że się uda. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

5 721 zł
14%
Anna Wasilewska-Dąbek, OWCZARNIA

Pokonam nowotwór piersi. Zbiórka na leczenie i rekonstrukcję.

Zanim wykryto u mnie raka piersi, miałam czasem tendencje do ponarzekania, szczególnie na nawał pracy, moją trójkę dzieci, która na zmianę, ale constant, coś ode mnie chce, męża (wiadomo), te psy, co tak bałaganią itd. W styczniu 2022 roku, kiedy usłyszałam diagnozę: złośliwy nowotwór piersi, przewartościowałam swoje życie. Teraz marzę, żeby wkurzali mnie jak najdłużej. Czy moja historia jest podobna do innych? Nie wiem, cały czas poznaję historie kobiet zmagających się z rakiem (nie tylko piersi) i cały czas nie mogę pojąć algorytmu przydzielania nam tej choroby. Nie pisałabym tego tekstu, gdyby nie moja najdroższa Paulina Krasnopolska, która pod groźbą zerwania kontaktu nakazała mi przesłać wynik USG piersi. To był jej ostatni apel, abym w końcu sprawdziła to niewelkie podskórne zgrubienie lewej piersi. Moje przeczucie mnie nie zawiodło, USG wykazało niegroźną zmianę, odetchnęłam z ulgą. Ponieważ USG piersi zawiera pakiet badania dwóch piersi, po przejechaniu aparaturą po prawej okazało się, że mam guzy, których nigdy bym sama nie wyczuła. Biopsja w styczniu 2022 roku potwierdziła najgorsze: nowotwór złośliwy. W lutym przeszłam operację mastektomii jednej piersi z rekonstrukcją. Obecnie jestem w trakcie leczenia i fizjoterapii. Planuje prewencyjną mastektomię drugiej piersi. Poszukuję w tym samym czasie najlepszych rozwiązań farmakologicznych, aby zapobiec nawrotowi raka. W związku z tym, że NFZ nie obejmuje opcji profilaktyczengo usunięcia piersi, na które się zdecydowałam, postanowiłam właśnie założyć tę zbiórkę. Przede mną długa droga: fizjoterapia, leczenie farmakologiczne, regularne rutynowe badania do końca życia. Chciałabym także zebrać fundusze na badania genetyczne, które powiedzą, jaki lek jest skuteczny w zwalczeniu mojego konkretnego typu raka. Dziękuje wszystkim za dotychczasowe wsparcie i dobro, którego doświadczam codziennie. Chcę żyć. Wasza Ania. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

76 556 zł
191%
TOMASZ SCHILLAK, TRZEMESZNO

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Tomasz odszedł...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Tomasz odszedł... Składamy szczere wyrazy współczucia jego rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Skarbonka Tomasza została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Moje problemy ze zdrowiem zapoczątkowało wieloletnie znamię na skórze pleców. We wrześniu 2015r. okazało się, że jest to czerniak złośliwy. Jako wieloletni strażak wiem, że zawsze trzeba walczyć, postanowiłem podjąć tę nierówną walkę, zwłaszcza, że w moim życiu pojawiły się wnuczki. Od tego czasu przeszedłem 4 bolesne zabiegi chirurgiczne, polegające na wycinaniu zmian nowotworowych, jednak przeciwnik nie ustępował… Kolejnym etapem była brachyterapia śródtkankowa oraz hipertermia. Pomimo nadziei powstawały kolejne przerzuty, ale zdopingowany tym jak rosną moje wnuczki, szukałem nowych rozwiązań. W lipcu 2017r. wziąłem udział w nowatorskim badaniu klinicznym, gdzie przy pomocy specjalistycznych leków udało się powstrzymać chorobę prawie na 2 lata. Niestety Dzień Ojca 2019r. zapamiętam na zawsze… Jak zwykle w niedzielny poranek odwiedziłem naszą remizę strażacką, jednak wizyta zakończyła się utratą przytomności i jazdą karetką na sygnale. Okazało się, że w mojej głowie pojawiły się ogromne guzy bezpośrednio zagrażające życiu. Pomimo dużego ryzyka poddałem się operacji usunięcia guza mózgu, następnie wielokrotnej zmianie leczenia farmakologicznego oraz kilkukrotnej radioterapii, wiążącą się z długotrwałą hospitalizacją. Bez skutku… Bez przerwy pojawiały się nowe zmiany i przerzuty, odbierające mi radość, niezależność i możliwość realizacji mojej pasji, jaką jest pożarnictwo. W grudniu 2020r. trafiłem do ośrodka badań klinicznych, wziąłem udział w kolejnym badaniu naukowym. Półroczna próba leczenia zakończyła się fiaskiem. Zmiany na skórze znacznie się zwiększyły, a kolejny przerzut pojawił się na płucach. Założono mi dren do usuwania płynu z opłucnej. Od tego momentu jestem pod opieką poradni torakochirurgicznej. Permanentne przyjmowanie leków spowodowało też skutki uboczne w postaci dysfunkcji serca i nerek. Od lipca 2021r. kolejna zmiana leczenia farmakologicznego, a w grudniu nowe ogniska przerzutowe w głowie. Ponowna radioterapia i ostatni lek refundowany z NFZ niestety nie pomagają… Moją jedyną szansą jest wdrożenie nierefundowanych drogich leków.Koszt jednego podania to ponad 40.000 zł, jeden cykl leczenia to 4 podania leków. Na chwilę obecna koszt 1 cyklu leczenia to około 165.000 zł Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

63 571 zł
38%
Jan Fulara, Warszawa

Proszę o pomoc w zebraniu środków na terapię

Mam 71 lat. Jestem ojcem trzech synów i dziadkiem czwórki uroczych wnuków. W Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie w sierpniu 2019 r. został zdiagnozowany u mnie zespół mielodysplastyczny (MDS), objawiający się upośledzonym wytwarzaniem czerwonych krwinek przez szpik kostny, z których dodatkowo część jest zdeformowana i nie w pełni funkcjonalna. Przez kilka miesięcy leczony byłem erytropoetyną podawaną w formie zastrzyków co trzy tygodnie. Jednakże wraz z postępem choroby oprócz erytropoetyny konieczne było przetaczanie koncentratu krwinek czerwonych (KKCZ), aby podnieść stężenie hemoglobiny do poziomu umożliwiającego mi w miarę normalne funkcjonowanie. W kolejnych miesiącach wymagałem częstszych przetoczeń KKCZ. Obecnie jestem po 15 przetoczeniach i przyjąłem łącznie 39 jednostek KKCZ (każda około 300 ml). Z częstym przetaczaniem krwi wiąże się kumulacja żelaza w organizmie, głównie w wątrobie, sercu i innych narządach. Przeładowanie żelazem prowadzi do marskości/włóknienia wątroby, w dalszej perspektywie do nowotworu. Przeładowanie żelazem prowadzi również do niewydolności serca, cukrzycy, zmian w układzie odpornościowym. Aby zapobiec tym negatywnym skutkom stosuje się chelatory żelaza, które umożliwiają wydalenie tego pierwiastka z moczem i kałem. Z licznych badań klinicznych wynika, że terapia chelatująca poprawia funkcję uszkodzonych narządów, zmniejsza częstość przetoczeń KKCZ i wydłuża przeżycie chorych. Ostatnich kilka transfuzji miało miejsce w Szpitalu Wojewódzkim w Suwałkach, gdzie oprócz przetoczeń KKCZ, zastosowany został chelator żelaza – Desferal podany w formie 10-12-godzinnego wlewu dożylnego. Chelator wiąże swobodne jony żelaza znajdujące się w danej chwili w osoczu krwi. Lek ten był dość dobrze przeze mnie tolerowany. Aby terapia chelatująca była w pełni skuteczna, niezbędne jest podawanie tego leku przez 10-12 godzin przez 5-7 dni w tygodniu w ciągu kilku miesięcy. Taka terapia, ze względu na czas trwania, nie jest możliwa w żadnym z naszych szpitali. Desferal można również stosować w postaci długotrwałych infuzji podskórnych w warunkach domowych. Posiadam wyższe wykształcenie chemiczne i długoletnią praktykę laboratoryjną i czuję się na siłach wykonać wiele czynności związanych z taką terapią. Niestety Desferal nie jest refundowanym u nas lekiem. Do przeprowadzenia terapii chelatującej żelazo, oprócz Desferalu potrzebne są odczynniki do przygotowania wlewów, pompa infuzyjna oraz różnorodne materiały medyczne. Koszt takiej terapii oceniam na ok. 25000 zł. Drodzy Darczyńcy zwracam się do Państwa z gorącą prośbą o pomoc w zgromadzeniu takich środków na sfinansowanie tej terapii. Za każdy dar serca z góry serdecznie dziękuję. Jan Fulara Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

891 zł
3%