Zbiórki

Jerzy Korybalski, Katowice

Jerzy

Mam 61 lat i w grudniu dowiedziałem się, że mam raka żołądka z przerzutami. Od tego czasu walczę z tą straszną chorobą dniami i nocami. Niestety, jak wiadomo, potrzeba dużych środków finansowych. Proszę o wsparcie!

2 480 zł z 10 000 zł
24%
Tomasz Jasiński, Inowrocław

Chcę żyć dla mojej 17-letniej córki

Rak zabrał mi zdrowie - pomóż mi zawalczyć o życie Nazywam się Tomasz. Mam 17-letnią córkę i partnerkę, z którą budowaliśmy spokojne, zwyczajne życie. Pracowałem, dbałem o rodzinę i miałem poczucie, że zapewniam im bezpieczeństwo. Dziś to moja partnerka utrzymuje dom, a ja - zamiast być oparciem - stałem się osobą wymagającą wsparcia. Miesiąc temu usłyszałem diagnozę, która zatrzymała mój świat: gruczolakorak płuca z przerzutami. Nowotwór złośliwy, zaawansowany. Od tamtej chwili moje życie to badania, konsultacje, szpitalne korytarze i czekanie na wyniki. Rezonans głowy na szczęście nie wykazał zmian, nie mam objawów neurologicznych, ale choroba jest poważna i wymaga intensywnego leczenia onkologicznego. Czekam również na wyniki badań genetycznych, które zdecydują, czy będę mógł otrzymać terapię celowaną - moją największą nadzieję. Fizycznie bywa różnie. Psychicznie - to codzienna walka. Najtrudniejsze są momenty, gdy patrzę na moją córkę. Ma 17 lat. Powinna martwić się szkołą, przyjaciółmi, planami na przyszłość - nie chorobą taty. Chcę zobaczyć, jak dorasta, zdaje maturę, realizuje marzenia. Chcę być przy niej. Moja partnerka dźwiga dziś cały ciężar utrzymania domu i opieki nade mną. Zawsze byłem osobą odpowiedzialną i samodzielną - dziś muszę przyznać, że bez pomocy sobie nie poradzimy. Z powodu choroby nie jestem w stanie pracować. Koszty leczenia, dojazdów, leków i codziennego funkcjonowania są ogromnym obciążeniem. Każda decyzja finansowa wiąże się z lękiem, czy wystarczy na kolejne badania i terapię. Nie poddaję się. Walczę. Dla siebie. Dla mojej córki. Dla naszej przyszłości. Proszę o wsparcie, aby móc skupić się na leczeniu i mieć szansę na czas, bez ciągłego strachu o jutro. Każda pomoc daje mi nie tylko realne wsparcie finansowe, ale też ogromną siłę psychiczną i poczucie, że nie jestem w tej walce sam. Dziękuję z całego serca za każdą złotówkę, każde udostępnienie i dobre słowo. Tomasz

50 zł z 40 000 zł
0%
Michael Zasulskyi, Gdańsk

Na mieszkanie podczas leczenia

Przez 10 lat pracowałem jako elektryk na budowach w Polsce. Teraz jestem na zwolnieniu lekarskim. Rak zaatakował mnie niespodziewanie i został wykryty przypadkiem. Straciłem pracę i wkrótce stracę mieszkanie, które opłacił mój pracodawca. Będę musiał sam za nie zapłacić, ale nie mam na to środków. Dlatego ogłaszam tu zbiórkę dla rocznego wynajmu mieszkania podczas leczenia w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Gdańsk.

0 zł z 20 000 zł
0%
Urszula Czyżak, Gdynia

Ula ❤️

Od niespełna roku Ula walczy z chorobą nowotworową. Bardzo dzielnie, nieustępliwie, nie tracąc przy tym z pola widzenia własnych marzeń i planów. Bardzo liczymy na to, że środki ze zbiórki ułatwią jej codzienne funkcjonowanie, rehabilitację, przyspieszą diagnostykę i sfinansują część niezbędnego leczenia wraz z suplementacją.

6 010 zł z 30 000 zł
20%
Agnieszka Romaniak-Krawczyk, Warszawa

Drugi oddech po raku. Twoja pomoc ma wielką moc!

Zanim w 2025 usłyszałam diagnozę: nowotwór piersi HER2-dodatni z przerzutami wiodłam aktywne życie, podróże z dziećmi, wypady w ukochane góry, czy zabawa ze znajomymi. Byłam kobietą pełną planów, a nie pacjentką onkologiczną. Dzisiaj moją największą potrzebą jest po prostu… powrót do normalności. Chcę wierzyć, że choroba była tylko trudnym przystankiem, a nie końcem drogi, i że rak nie zdołał odebrać mi energii do życia. Zakończona chemia i operacja to dopiero początek drogi do zdrowia. Moim celem jest powrót do sprawności, pracy i pasji, które musiały zejść na dalszy plan. Nie chcę już być „pacjentem” – chcę znów być po prostu człowiekiem, który cieszy się każdą chwilą. Twoje wsparcie przy rozliczeniu podatku pomoże mi sfinansować rehabilitację, dodatkowe operacje niefinansowane z NFZ, niezbędne leczenie pochorobowe. Pomoże mi wrócić do formy i pokazać, że po raku życie smakuje jeszcze lepiej!

1 600 zł z 100 000 zł
1%
Valeryia Artsiomenka, Wrocław

Valeryia - rak jelita grubego

W sierpniu 2025, w wieku 30 lat, podczas wyjazdu do Bułgarii z rodziną nagle bardzo się rozchorowałam – pojawiło się silne wzdęcie brzucha i złe samopoczucie. Zmuszeni byliśmy zwrócić się do miejscowych lekarzy, głównie prywatnie, wydając ponad 1000 euro. Tam zdiagnozowano u mnie wodobrzusze oraz raka jajnika. Z powodu nagłego pogorszenia stanu zdrowia musiałam pilnie przerwać wyjazd, kupić nowe bilety lotnicze i wrócić do Polski. W kraju przeszłam operację usunięcia jednego jajnika oraz szczegółową diagnostykę. Okazało się wtedy, że pierwotnym źródłem choroby był rak jelita grubego, który niestety dał przerzuty do wątroby i otrzewnej, a także doprowadził do zmian nowotworowych w jajnikach. Po pierwszej operacji przeszłam około sześciu cykli chemioterapii. Niestety leczenie musiało zostać przerwane z powodu poważnych problemów z odżywianiem i utraty sił. W lutym przeszłam kolejną operację z powodu niedrożności jelit. Usunięto znaczną część jelita cienkiego oraz kilka guzów, które uniemożliwiały normalne przyjmowanie pokarmów. Wyłoniono również stomię. Obecnie moim najważniejszym celem jest powrót do normalnego odżywiania, odzyskanie sił i przybranie na wadze, aby móc ponownie rozpocząć chemioterapię i walczyć o jak najdłuższe życie. Będę ogromnie wdzięczna za każdą formę wsparcia i pomoc. Każda wpłata i każde udostępnienie ma dla mnie wielkie znaczenie. Dziękuję z całego serca.

12 180 zł z 80 000 zł
15%
Bartłomiej Głowacki, Grebocice

Pomoc dla Bartka

Przekaż 1,5% podatku dla Bartłomieja Głowackiego – pomóż mu zawalczyć o zdrowie i przyszłość Bartłomiej Głowacki ma dopiero 20 lat (urodziny obchodzi w marcu). To wiek marzeń, planów i pierwszych poważnych kroków w dorosłość. Niestety jego życie zostało nagle zatrzymane przez ostrą białaczkę limfoblastyczną – chorobę, która wymaga długiego i wyczerpującego leczenia. Bartek to zwyczajny, ambitny chłopak z wielkimi planami. Nie udało mu się podejść do matury, ale bardzo chce ją napisać i kontynuować naukę. Marzy o tym, by wrócić do normalności – do codzienności, którą wielu z nas uważa za oczywistą. W wolnym czasie uwielbia grać w gry komputerowe, interesuje się esportem, czyta książki fantasy i ćwiczy na swojej domowej siłowni. Aktywność i rozwijanie pasji dawały mu radość oraz motywację. Dziś jego największą walką jest walka o zdrowie. Leczenie białaczki to długi proces, który wiąże się z ogromnym obciążeniem fizycznym, psychicznym i finansowym. Środki z 1,5% podatku przekazane za pośrednictwem fundacji pomogą w pokryciu kosztów leczenia, rehabilitacji, leków oraz dojazdów do specjalistów. Twój 1,5% nic nie kosztuje, a dla Bartka może oznaczać realną szansę na powrót do zdrowia, napisanie matury i realizację marzeń. Pomóż mu wygrać najważniejszą grę – walkę o życie i przyszłość

1 445 zł z 20 000 zł
7%
Aneta Harczuk, Lublin

Aneta - rak jajnika

W kwietniu 2025 roku, w wieku 34 lat, w trakcie podróży po Nowej Zelandii, został u mnie zdiagnozowany rak jajnika w IV stadium. Musiałam natychmiast wracać do Polski, aby rozpocząć leczenie. Ze względu na fakt, iż ubezpieczyciel nie uznał roszczenia, twierdząc, iż objawy musiały wystąpić przed rozpoczęciem ochrony, musiałam sama zapłacić za wszystkie kosztowne badania za granicą oraz za natychmiastowy lot powrotny. W ten sposób straciłam ponad 15 tys. złotych. Z zawodu jestem fizjoterapeutką, a że jest to praca fizyczna, nie jestem w stanie pracować w trakcie leczenia. Ze względu na fakt, iż w latach 2023-2024 pracowałam za granicą, ZUS nadal nie ustosunkował się do mojego wniosku o rentę z tytułu niezdolności do pracy. Dlatego też od maja 2025 roku jestem pozbawiona jakichkolwiek środków do życia. Na ten moment żyję z oszczędności, ale te niestety niedługo wygasną. Dlatego też zwracam się o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia w postaci 1,5% procenta podatku. Będę bardzo wdzięczna. Dziękuję!

700 zł z 25 000 zł
2%
Monika Cybe, Warszawa

Na leczenie mojej wspaniałej mamy

Moja mama nigdy nie miała łatwego życia. Wychowywała się bez ojca, tylko z własną mamą - dokładnie tak, jak później wychowywała mnie. Pamięta czasy, kiedy w Polsce wszystko było „na kartki”, a zdobycie pracy było czymś, czego trzeba było się kurczowo trzymać przez całe życie. Nie było miejsca na marzenia, na pasje, na rozwój. Było tylko przetrwanie. A mimo to zawsze była osobą niezwykle kreatywną - artystką, która nigdy nie miała szansy w pełni rozwinąć skrzydeł. Kiedy dorosła i zaczęła pracować, nie było łatwiej. Oddawała swoje pieniądze, żeby utrzymać dom. A kiedy jej mama - moja babcia - zachorowała na raka żołądka, to właśnie ona zajęła się nią do końca. Sama. Ja nigdy nie miałem szansy jej poznać. Później przyszło kolejne życie - moje. Przez chwilę było trochę lżej, kiedy pomagał mój tata. Ale gdy miałem około 11 lat, mama straciła pracę przez restrukturyzację. Zostaliśmy praktycznie bez środków do życia. Tata wyjechał za granicę i jego obecność szybko stała się tylko obietnicą bez pokrycia. Mama została sama. Znowu. Znalazła nową pracę, ale kosztem wszystkiego - pracowała jak za kilka osób, nie mając czasu na siebie, na odpoczynek, na to, co kochała. Ja, kiedy tylko mogłem, zacząłem pracować - już od 16 roku życia - żeby choć trochę ją odciążyć. I wtedy, po latach walki, w końcu przyszło coś dobrego. Rok temu jej wysiłek został zauważony. Awansowała. Po raz pierwszy od bardzo dawna mogła złapać oddech. Zacząć myśleć o sobie. O pasjach. O życiu, które nie polega tylko na przetrwaniu. I dokładnie wtedy wszystko się zawaliło... Trzy miesiące temu przeszła operację. Od tego momentu zaczęły się potworne bóle brzucha, kolejne wizyty na SOR-ze, coraz większe osłabienie… aż w końcu diagnoza. Mięsak. Nowotwór, który rozwija się bardzo szybko. Prawdopodobnie w postaci śluzakowatej lub tak zaawansowany, że rozpada się od środka. Kiedy w końcu mogło być dobrze - zdrowie zabrało jej wszystko. Dziś to ja jestem w miejscu, w którym ona kiedyś była - opiekuję się swoją mamą i patrzę, jak ktoś, kto całe życie walczył dla innych, sam potrzebuje pomocy. Moja mama to naprawdę dobra, ciepła, silna osoba. Zasługuje na coś więcej niż ciągłe przeciwności losu. Dlatego proszę - pomóżcie mi zawalczyć o jej życie. Każda wpłata, każde udostępnienie ma ogromne znaczenie. 🙏

8 596 zł z 150 000 zł
5%
Urszula Dyk, Sława

Pomoc dla Uli walczącej z agresywnym i bardzo rzadkim rakiem

Ula Brach-Dyk to jedna z tych osób, które od razu zapadają w serce. Ciepła, dobra, uśmiechnięta. Zawsze była tam, gdzie była potrzebna. Bez pytania, bez rozgłosu. Gdy powódź nawiedziła jej rodzinne strony – Bystrzycę Kłodzką, Ula była jedną z pierwszych osób, które zaczęły działać. Jako sołtyska Krzepielowa z oddaniem angażowała się w sprawy mieszkańców. Organizowała, wspierała, niosła dobre słowo. Dziś sama toczy walkę. Najtrudniejszą w swoim życiu! W styczniu 2025 roku usłyszała diagnozę, która zmieniła wszystko: bardzo agresywny i rzadki nowotwór – rak endometrialny w bliźnie po cesarskim cięciu. To jedna z najrzadszych i najbardziej opornych na leczenie form raka. Ula ma za sobą już kilka cykli chemioterapii, ale organizm nie reaguje. Teraz potrzebne są: - kosztowne specjalistyczne badania i konsultacje przedoperacyjne - nierefundowane leki - przygotowania do bardzo trudnej operacji, która może dać jej szansę na życie Każdy dzień to nowe wyzwania, szpitale, leczenie i narastające koszty. Ula to także mama i żona. Ma dwójkę dzieci, Melanię i Marcela oraz męża Marka. Do niedawna prowadziła własną firmę, ale dziś całą swoją siłę poświęca na walkę z bólem, strachem i niepewnością. Walkę o życie. Tej walki nie może jednak toczyć sama. Zawsze była dla innych. Teraz my bądźmy dla niej. Pomóżmy Uli odzyskać zdrowie, nadzieję i życie. 💙 Jak możesz pomóc? Każda złotówka. Każde udostępnienie. Każde dobre słowo ma znaczenie. Bo dobro wraca. A Ula zasługuje na wszystko, co najlepsze.

0 zł z 100 000 zł
0%
Wiktoria Ficek-Ornatowska, Katowice

Gram o życie i czas

Mam 33 lata i choruję na potrójnie ujemnego raka piersi – najbardziej agresywny i trudny w leczeniu podtyp tej choroby. Diagnozę usłyszałam w październiku, tuż po wakacjach. Choroba zdążyła dać przerzuty do węzłów chłonnych lewej pachy, a lekarze podejrzewają także zajęcie węzła chłonnego piersiowego wewnętrznego. Chciałabym jeszcze pożyć i pokazać moim bliźniakom świat, zarazić ich swoimi pasjami, otoczyć miłością i bezpieczeństwem. Pokazać im, że życie może być trudne, ale i piękne zarazem. Do tego potrzebuję jednak siły i zdrowia. A tego drugiego zabrakło. Za mną 12 cykli białej chemioterapii i 2 cykle czerwonej, a przede mną jeszcze 2 kolejne. Następnie czeka mnie operacja oszczędzająca pierś oraz usunięcie wszystkich węzłów chłonnych z lewej pachy, co będzie wymagało długiej i wymagającej rehabilitacji, aby moja lewa ręka była jak najbardziej sprawna. Leczenie niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, dlatego potrzebne jest wsparcie dodatkowych specjalistów, którzy pomagają organizmowi odzyskiwać siły i bezpiecznie przechodzić terapię. Przy tym typie nowotworu możliwości leczenia są ograniczone, a ryzyko nawrotu bardzo wysokie. Po zakończeniu terapii będę wymagała stałej kontroli i licznych badań, aby w razie wznowy zareagować jak najszybciej. Każde wsparcie i przekazanie 1,5% podatku daje mi realną szansę na dalsze bycie w grze.

7 650 zł z 20 000 zł
38%
Bogumiła Tasulis, Jeżów Sudecki

CHCĘ ŻYĆ!!! Pomóż mi wyleczyć raka!!!

Od roku mam zdiagnozowanego złośliwego hormonozależnego raka lewej piersi. Nie został wykryty wcześniej, chociaż regularnie się badałam. Mammografia nic nie wykazywała, bo był centralnie podbrodawkowy, a innych badań nie zlecano, bo przecież "było OK" :-( Ukazał się w całej swojej "krasie" dopiero wtedy, gdy był już duży. Nie było go również czuć w normalnych badaniach. Nic nie bolało... Jestem już po podstawowym leczeniu systemowym: operacja oszczędzająca, radioterapia, teraz hormonoterapia przez 5-10 lat. Rak jest wybitnie hormonozależny, więc szczęście w nieszczęściu, ominęła mnie chemioterapia. Los mnie nie oszczędza... W ubiegłym roku straciłam Syna. Krzysztof miał 38 lat. I miał glejaka IV stopnia, najzłośliwszego :-( Rok temu to On walczył ze wznową, On potrzebował wsparcia i miłości. Dlatego ja niewielu osobom powiedziałam o swojej chorobie, żeby nie odwracać uwagi od Niego, ale teraz muszę przyznać, że i ja potrzebuję wsparcia i pomocy. Krzyś nie wiedział o mojej chorobie, ukryłyśmy to przed Nim, żeby nie dodawać mu zmartwień. Dziewczynom - Córce, Żonie Krzysia, moim Siostrom - też powiedziałam dopiero po operacji, bo nie dało się już ukryć drenów :-( Nie byłam w stanie powiedzieć im wcześnej - agresywna wznowa glejaka u Krzysia była wystarczająco strasznym przeżyciem.... Po odejściu Krzysia "zapadłam" się w jakąś dziwną pustkę, ale już wracam do siebie powolutku :-) I chcę żyć!!! Może głupio to zabrzmi, ale wiem, że to Krzyś mnie szturcha "wstawaj", że jest blisko i troszczy się o mnie jak dawniej :-) Troszczy się o wszystkie "swoje" dziewczyny, a ja zawsze byłam kimś w rodzaju koordynatora, więc muszę być i robić, co trzeba!!! Trochę późno może o to proszę, ale nie mogłam pozbierać się po odejściu Krzysia :-( Teraz jednak już jestem, szturchańce zadziałały :-) i wracam, dlatego postanowiłam założyć zbiórkę na swoje leczenie i powalczyć - nie chcę czekać bezczynnie na wznowę, bez regularnej diagnostyki, z ograniczonymi możliwościami leczenia. W ramach NFZ kontrola raz na rok i mammografia, która u mnie nic nie wykazała, aż było prawie za późno :-( To za mało i za rzadko!!! Choroba przewartościowała moje postrzeganie świata. Mam za sobą niedowierzanie, żal i pytania, dlaczego to na mnie trafiło. Dlaczego prawie jednocześnie na mnie i na Krzysia??? Pamiętam strach, potem rozpacz, potem obojętność. Ale to już za mną. Chcę żyć! Nie miałam wpływu na to, że zachorowałam, ale mam wpływ na to, jak odczują całą sytuację moi Najbliżsi. To dla nich i dzięki nim odnalazłam w sobie siłę, choć myślałam, że wyczerpałam już wszystkie jej pokłady w czasie walki o Krzysia. Podeszłam do choroby zadaniowo - pozbyć się gada! Czasami miałam wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś obok mnie, że mnie nie dotyczy, nie postrzegałam siebie jako osoby ciężko chorej, przecież uśmiechałam się, rozmawiałam z ludźmi, którzy nawet nie podejrzewali, że jestem chora.... Mogłam chodzić, prowadzić samochód, normalnie robić zakupy. Na zewnątrz nikt nie widział, jak bardzo jestem chora, bo dzięki temu, że uniknęłam chemioterapii, zachowałam włosy, chociaż straciłam brwi. Niestety, gorsze momenty też były, kiedy czułam, że opadam z sił, że nie dam rady, że mam dość... Kiedy płakałam i krzyczałam z rozpaczy..... Na szczęście te chwile w miarę szybko mijały i byłam gotowa do dalszej walki. Nieocenione wsparcie i motywację dają mi Rodzina i Przyjaciele :-) Dodatkowym bodźcem jest PLAN. Wspólnie postanowiliśmy zrealizować marzenie Krzysia, a teraz również i moje - zdobyć 28 szczytów -> to słynne KGP! Chociaż zdecydowanie wolę płaskie tereny, to chcę na te górki i szczyty wejść dla Krzysia i dla siebie. Spełnić Jego niedokończone marzenie, a sobie udowodnić, że mogę wszystko!!! Na swojej drodze spotkałam również kilku obcych dobrych ludzi, którzy okazali mi bezinteresowną pomoc. Niektórzy nawet nie pytali, czy jej potrzebuję. Po prostu pomagali :-) Choroba - najpierw Krzysia, potem moja - przewartościowała i wywróciła do góry nogami moje postrzegania świata oraz tego, co ważne. To niby oczywiste, ale czasami potrzebujemy "kopa", aby przypomnieć sobie, co jest najważniejsze. Widać "siła wyższa" uznała, że ja potrzebuję podwójnego kopa. Życie jest dobrym nauczycielem, tylko trochę drogo bierze za swoje lekcje. Mam nadzieję, że moja edukacja będzie trwała wiele lat, a rachunek za naukę nie nadejdzie zbyt szybko :-) I mam wielką prośbę i nadzieję, że wielu z Was zechce mi pomóc :-) :-) :-) Bogusia

510 zł z 200 000 zł
0%