Mój nowotwór mnie nie zabije
Danuta Morton, Wejherowo,
numer zbiórki: 112660
Dziennik
Dziś odbyłam konsultację urologiczną. Wizytę kontrolną mam za 1 rok lub gdyby coś się działo, jednak muszę pozostać pod opiekę nefrologa. No i to będą wizyty prywatne, bo termin nawet dla mnie wynosi ok. roku, a muszę być pod opieką tego specjalisty ze względu na wysoki poziom kreatyniny. 9 czerwca 2026 roku mam kolejne konsylium onkologiczne. Mój stan zdrowia nie jest dobry, jednak nie wynika to z pracy nerki. Muszę też umówić wizytę u neurologa, bo moje zawroty głowy mogą być też spowodowane moim kręgosłupem - jest cały do naprawy. Oprócz tego chudnę, nie mam apetytu i zwyczajnie brak mi sił. Psychiatra zastosował u mnie silne leki antydepresyjne z uwagi na moje przejścia i ogólny stan psychiczny.
Dzień dobry.
Byłam dwie doby w szpitalu, bo mam zawroty głowy i bóle podbrzusza. Lekarz powiedział, że to jest sprawa normalna, "mózg szaleje", dlatego, że jest nastawiony na pracę dwóch nerek. I stąd takie stany. Może to trwać ok. 3-6 miesięcy. Mam wysoki poziom kreatyniny, obniżoną hemoglobinę, brak apetytu. Zrobiłam badania i byłam u lekarza pierwszego kontaktu. We wtorek mam powtórzyć badania i znowu wizyta u lekarza pierwszego kontaktu.
Do tego muszę prowadzić oszczędny tryb życia dlatego, że mam tylko 1 nerkę i muszę o nią dbać. Nie mogę jeździć na rowerze czy wrotkach, aby zapobiec upadkowi, co mogłoby mieć wpływ na nerkę.
W mojej nerce występują też kamienie, które były trzykrotnie usuwane, ale mają tendencję do odrostu i powodują stany zapalne - dwa lata temu przeszłam uroseopsę.
Generalnie czuję się źle, opuchła mi stopa, kostka, lewa dłoń. Dodatkowo w bliźnie po usunięciu nerki zrobiła się przetoka, z której sączy się limfa i krew. Nie było jeszcze konsylium co do dalszego leczenia onkologicznego. Mam kolejny wynik histopatologiczny z nerki pobrany po jej usunięciu z datą i uwaga lekarza. Bardzo boję się tej uwagi i martwi mnie, dlaczego nie podjęli jeszcze decyzji co do dalszego leczenia.
Opis zbiórki
Mam na imię Danuta i mam 55 lat. Mam raka złośliwego lewej nerki.
Zachorowałam po raz drugi w życiu. Pierwszy raz choroba przyszła w 1996 roku - wykryto guz lewego jajnika z przerzutami na macicę. Przeprowadzono operację, usunięto macicę i jajniki oraz zastosowano chemioterapię według schematu BeP. Po wyczerpującym leczeniu przez długi czas, właściwie do dziś, towarzyszą mi skutki uboczne. Najgorsze było to, że jako młoda mężatka dowiedziałam się, że nigdy nie zostanę matką. Rozpadło się moje pierwsze małżeństwo. Zostałam sama, zraniona, załamana i "bez przyszłości”.
W tym roku podczas badania USG wykryto guz w lewej nerce. Wykonano tomografię komputerową oraz biopsję. Wynik rzucił mnie na kolana po raz drugi - nowotwór złośliwy. Po diagnozie przeprowadzono operację 10.04.2026 roku. Zbieram siły po niej i czekam na dalsze leczenie oraz ustalenie planu terapii.
Jestem rozbita. Po raz drugi nowotwór pojawił się w moim 55-letnim życiu. Musiałam zrezygnować ze studiów, marzeń i pasji. Czuję ogromny ból fizyczny, ale jeszcze większy psychiczny. Jestem załamana. Nie wiem, co będzie dalej i czy będę żyć, a mam dla kogo - dla mojej niepełnosprawnej, adoptowanej córki.
Muszę walczyć, ale to bardzo trudne. Znacznie pogorszyła się moja sytuacja finansowa. Potrzebuję wsparcia nie tylko finansowego, ale także psychicznego. Potrzebuję pomocy psychiatry, psychologa i rehabilitacji. Czekają mnie kolejne badania, dojazdy do szpitali, zakup pieluchomajtek, leków i suplementów diety. Nie dam rady bez pomocy finansowej i psychicznej. Jestem bezsilna. Wszystko rozsypało się na małe fragmenty, a ja muszę się pozbierać dla chorej córki.
Czekam na dalszy plan leczenia, a to czekanie „zabija”. Proszę o pomoc - nie zostawiajcie mnie samej. Jestem z chorym, niepełnosprawnym mężem i niepełnosprawną córką. Muszę żyć, muszę się wyleczyć. Nie mam rodziny ani nikogo, kto powiedziałby: „Wiem, w jakim jesteś stanie”.
Muszę po raz drugi stanąć do walki ze śmiertelnym wrogiem - nowotworem. Zdrowym ludziom trudno zrozumieć stan osoby chorej na raka. To zmienia wszystko w organizmie i psychice. U mnie dzieje się to po raz drugi i wiem z doświadczenia, że przede mną długa i ciężka droga. Nie wiem, jaki będzie jej finał.
Wiem jednak, że muszę walczyć dla córki. Do walki potrzebne są siły i wsparcie innych ludzi oraz rodziny, a ja oprócz męża i córki nie mam nikogo.
Dziękuję.
---
Aktualizacja
Mój stan zdrowia pogarsza się z dnia na dzień. Fizycznie i psychicznie jestem wykończona, a to dopiero początek bitwy i nie wiem, jaki będzie wynik tej wojny. Muszę wygrać - dla Wiki, dla siebie i dla męża.
Moja jedyna prawa nerka źle pracuje. Podwyższony poziom kreatyniny mówi, że coś jest nie tak. Za dwa tygodnie mam wizytę u onkologa oraz - co teraz bardzo ważne - u nefrologa. Konsultacja urologiczna przebiegła pozytywnie, jednak wysoki poziom kreatyniny wskazuje, że z nerką dzieje się coś niepokojącego, dlatego teraz przechodzę pod opiekę nefrologa.
Mam bóle brzucha i podbrzusza. Mój metabolizm nie działa prawidłowo. Stan ogólny ciągle się pogarsza. Stan psychiczny kontroluje psychiatra oraz psychoonkolog szpitalny. Tracę masę ciała i mięśnie. Nie wychodzę sama z domu, bo boję się, że gdzieś zemdleję. W mojej głowie ciągle wiruje - nawet leżąc w łóżku, mam wrażenie, że wiruje pokój i łóżko. Podobno to objawy po usunięciu nerki, które mogą trwać nawet do 6 miesięcy. Organizm i mózg muszą przestawić się na pracę jednej nerki. Jednak wysoki poziom kreatyniny po usunięciu nerki nie wróży dobrze. Lekarze mówią, że może się to unormować, ale nikt nie jest w stanie dać mi stuprocentowej pewności.
Na jednym ze zdjęć są fotografie z Dnia Matki, kiedy córka zrobiła mi dzień spa, a mąż robił okłady, aby zbić prawie 40-stopniową gorączkę.
Najbardziej boję się urosepsy (posocznicy), którą już raz zwalczałam dwa lata temu. To był koszmarny czas - połowy rzeczy z tamtego okresu nie pamiętam. Na szczęście dzięki lekarzom i szybkiej reakcji męża udało się pokonać tę śmiertelną chorobę.
Cóż więcej mogę powiedzieć? Pozostaje czekać. I będę czekać oraz walczyć tyle, ile mam sił. Ale proszę - nie zostawiajcie mnie samej. Pomóżcie mi. Człowiek chory wszystko przeżywa mocniej, a stan psychiczny jest jak rollercoaster.
Pomóżcie mi, kochani. Z całego serca dziękuję wszystkim.
🩵❤️

Słowa wsparcia