Mój nowotwór mnie zabije
Danuta Morton, Wejherowo,
numer zbiórki: 112660
Dziennik
Dzień dobry.
Byłam dwie doby w szpitalu, bo mam zawroty głowy i bóle podbrzusza. Lekarz powiedział, że to jest sprawa normalna, "mózg szaleje", dlatego, że jest nastawiony na pracę dwóch nerek. I stąd takie stany. Może to trwać ok. 3-6 miesięcy. Mam wysoki poziom kreatyniny, obniżoną hemoglobinę, brak apetytu. Zrobiłam badania i byłam u lekarza pierwszego kontaktu. We wtorek mam powtórzyć badania i znowu wizyta u lekarza pierwszego kontaktu.
Do tego muszę prowadzić oszczędny tryb życia dlatego, że mam tylko 1 nerkę i muszę o nią dbać. Nie mogę jeździć na rowerze czy wrotkach, aby zapobiec upadkowi, co mogłoby mieć wpływ na nerkę.
W mojej nerce występują też kamienie, które były trzykrotnie usuwane, ale mają tendencję do odrostu i powodują stany zapalne - dwa lata temu przeszłam uroseopsę.
Generalnie czuję się źle, opuchła mi stopa, kostka, lewa dłoń. Dodatkowo w bliźnie po usunięciu nerki zrobiła się przetoka, z której sączy się limfa i krew. Nie było jeszcze konsylium co do dalszego leczenia onkologicznego. Mam kolejny wynik histopatologiczny z nerki pobrany po jej usunięciu z datą i uwaga lekarza. Bardzo boję się tej uwagi i martwi mnie, dlaczego nie podjęli jeszcze decyzji co do dalszego leczenia.
Opis zbiórki
Mam na imię Danuta i mam 55 lat. Mam raka złośliwego lewej nerki.
Zachorowałam po raz drugi w życiu. Pierwszy raz choroba przyszła w 1996 roku - wykryto guz lewego jajnika z przerzutami na macicę. Przeprowadzono operację, usunięto macicę i jajniki oraz zastosowano chemioterapię według schematu BeP. Po wyczerpującym leczeniu przez długi czas, właściwie do dziś, towarzyszą mi skutki uboczne. Najgorsze było to, że jako młoda mężatka dowiedziałam się, że nigdy nie zostanę matką. Rozpadło się moje pierwsze małżeństwo. Zostałam sama, zraniona, załamana i "bez przyszłości”.
W tym roku podczas badania USG wykryto guz w lewej nerce. Wykonano tomografię komputerową oraz biopsję. Wynik rzucił mnie na kolana po raz drugi - nowotwór złośliwy. Po diagnozie przeprowadzono operację 10.04.2026 roku. Zbieram siły po niej i czekam na dalsze leczenie oraz ustalenie planu terapii.
Jestem rozbita. Po raz drugi nowotwór pojawił się w moim 55-letnim życiu. Musiałam zrezygnować ze studiów, marzeń i pasji. Czuję ogromny ból fizyczny, ale jeszcze większy psychiczny. Jestem załamana. Nie wiem, co będzie dalej i czy będę żyć, a mam dla kogo - dla mojej niepełnosprawnej, adoptowanej córki.
Muszę walczyć, ale to bardzo trudne. Znacznie pogorszyła się moja sytuacja finansowa. Potrzebuję wsparcia nie tylko finansowego, ale także psychicznego. Potrzebuję pomocy psychiatry, psychologa i rehabilitacji. Czekają mnie kolejne badania, dojazdy do szpitali, zakup pieluchomajtek, leków i suplementów diety. Nie dam rady bez pomocy finansowej i psychicznej. Jestem bezsilna. Wszystko rozsypało się na małe fragmenty, a ja muszę się pozbierać dla chorej córki.
Czekam na dalszy plan leczenia, a to czekanie „zabija”. Proszę o pomoc - nie zostawiajcie mnie samej. Jestem z chorym, niepełnosprawnym mężem i niepełnosprawną córką. Muszę żyć, muszę się wyleczyć. Nie mam rodziny ani nikogo, kto powiedziałby: „Wiem, w jakim jesteś stanie”.
Muszę po raz drugi stanąć do walki ze śmiertelnym wrogiem - nowotworem. Zdrowym ludziom trudno zrozumieć stan osoby chorej na raka. To zmienia wszystko w organizmie i psychice. U mnie dzieje się to po raz drugi i wiem z doświadczenia, że przede mną długa i ciężka droga. Nie wiem, jaki będzie jej finał.
Wiem jednak, że muszę walczyć dla córki. Do walki potrzebne są siły i wsparcie innych ludzi oraz rodziny, a ja oprócz męża i córki nie mam nikogo.
Dziękuję.

Słowa wsparcia
Chcesz dodać otuchy w walce Podopiecznego? Przekaż darowiznę i dopisz kilka słów wsparcia!