Zbiórki

Renata Marczak, Głowno

Leczenie i rehabilitacja

Mam na imię Renata. Cztery lata temu usłyszałam diagnozę, która zmieniła moje życie na zawsze. Nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Operacja, chemioterapia, radioterapia i hormonoterapia, a przede wszystkim nadzieja, że pokonałam raka. Moja radość nie trwała jednak długo. Kontrolne badania w ubiegłym roku w marcu wykazały powiększone węzły śródpiersia. Kolejne badania, biopsje, potwierdzenia progresji choroby. Zakwalifikowano mnie do leczenia w programie, które ma zatrzymać rozrost raka. Niestety badanie Pet wykazało poszerzenie zmian. Tak bardzo się boję, że nie uda się powstrzymać choroby, a ja chcę żyć. Żyć dla moich dzieci, aby móc je dalej wspierać i wspierać w trudnych decyzjach... Zawsze to ja pomagałam potrzebującym - tym razem przyszło mi Was prosić o wsparcie. Ciągłe dojazdy na badania i leczenie, dodatkowe leki oraz żywność specjalnego przeznaczenia są dla mnie bardzo kosztowne. Leczenie onkologiczne jest bardzo obciążające i wyniszczające zarówno fizycznie jak i psychicznie. Staram się nie poddawać i wierzyć, że uda mi się znaleźć skuteczną terapię, która da mi nadzieję na lepsze juto. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

27 492 zł
54%
Edward Woszczenko, Żagań

Zbieram na leki oraz dojazdy do kliniki

Dzień dobry, mam na imię Edek, mam 52 lata. W lutym 2015 zdiagnozowano u mnie przewlekłą białaczkę limfocytową B-komórkową, niedokrwistość autoimmunohemolityczną. Pomimo stosowania chemioterapii w przeciągu 4 lat przeszedłem 3 progresje choroby. W maju 2019 w Klinice Hematologii Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku we Wrocławiu przeprowadzono allogeniczny przeszczep szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego, niestety z powodu zarostowego zapalenia oskrzelików - przewlekła choroba przeszczep przeciwko gospodarzowi od prawie 3 lat. Dojeżdżam 300 km 4 razy w miesiącu do Kliniki na zabiegi fotoforezy, które spowalniają chorobę. W grudniu 2021 uwidocznił się kolejny objaw choroby przeszczep przeciwko gospodarzowi, którym jest zespół suchego oka, co wiąże się z dodatkowymi kosztami prywatnych wizyt i zabiegów okulistycznych. Obecnie przebywam na rencie inwalidzkiej. Życzliwych Państwa proszę o wsparcie w walce o zdrowie i życie. Środki wykorzystam między innymi na leki, wizyty lekarskie i dojazdy do Wrocławia. Za wszelką pomoc serdecznie dziękuję! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

12 254 zł
175%
Kaśka Jańczak, Mińsk Mazowiecki

Pomóż mi wygrać!

Mam na imię Kasia, mam 34 lata. Rozpoczynam bardzo nierówną walkę z potrójnie ujemnym rakiem piersi. Zbieram środki na pokrycie kosztów konsultacji, badań, leków, dojazdów i rehabilitacji. Potrzebuję siły do boju i Twojej pomocy w poniesieniu codziennych kosztów leczenia. Tak, aby za kilka lat nadal być MAMĄ, partnerką, córką, siostrą, pracownikiem, koleżanką! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

27 440 zł
54%
Piotr Gucał, Katy wroclawskie

Pozwól mi wygrać Życie!

Witam kochani! ❤️ Ta zbiórka będzie przeznaczona dla Piotra, 28-letniego mężczyzny, ojca, męża, który już od 2016 roku walczy z nowotworem: guz mózgu prawego płata czołowego IIWHO, astrocytoma glejak. Jak wiadomo nowotwór nie znika, nie można go całkowicie wyleczyć, ale można przedłużyć Życie osoby chorej. Piotr jest już po dwóch operacjach, chemioterapii, radioterapii. Jakiś czas temu dowiedział się, że guz nacieka, lekarze kazali tylko obserwować jego wzrost. Jeśli guz urośnie, wtedy operacja, chyba że guz się rozleje, wtedy ciężko będzie operować. Z żadnej strony nie ma ratunku, jednak po konsultacjach z kilkoma lekarzami okazało się, że w tej sytuacji najlepszym leczeniem jest operacja. Musimy jednak się wstrzymać do następnego rezonansu, który pokaże nam więcej. 23 marca odbędzie się badanie, od którego będzie zależało, co dalej. Osoby, które zmagają się z tą chorobą, wiedzą, że nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać, dlatego potrzebne są kontrolne rezonanse, kontrolne wizyty u lekarzy, badania, czy leki które pomogą w walce chorobą. Problemy Piotra nie kończą się na walce z nowotworem. 3 miesiące temu przeszedł poważną operację po perforacji żołądka/pęknięciu wrzodów. Lekarze powiedzieli, że jeszcze 2 h i mógłby nastąpić zgon. Do tego wykryli u Piotra przepuklinę śródkostną na kręgosłupie. Dlatego też nie możemy być pewni, co będzie dalej, gdy co jakiś czas wychodzą nowe komplikacje u Piotra. Jeśli są osoby, które chcą pomóc Piotrowi, to będziemy bardzo wdzięczni! ❤️ Darowizny na rzecz leczenia Piotra można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

744 zł
3%
Genowefa Frank, Żory

Proszę, pomóż uratować naszą mamę

Proszę, pomóż nam uratować naszą Mamę. Mama nazywa się Genowefa Frank, ma 62 lata. Całe życie jest dobrą, pogodną, życzliwą i uśmiechniętą osobą. Nigdy nikomu nie odmawiała pomocy, zawsze można było na nią liczyć. Nie narzekała, nie żaliła się, zawsze pełna humoru, choć poznała w życiu smak ciężkiej pracy. Z początku na rodzinnym gospodarstwie w małej wsi na Dolnym Śląsku, następnie jako salowa w szpitalu. Koleje losu sprowadziły mamę i tatę na Śląsk, gdzie pracowała przy uprawie warzyw. Ostatnimi jednak czasy poświęciła się głównie rodzinie i ukochanym wnuczkom: 4-letniej Amelce i 6-letniej Zuzi. Jak każdy miała swoje problemy zdrowotne, lecz nic poważnego. Niestety zmieniło się to pod koniec 2021 r. W sierpniu pojawiły się pierwsze objawy - bóle brzucha. Podejrzewaliśmy wrzody żołądka lub inne problemy związane raczej z układem pokarmowym, a nie układem nerwowym. W październiku i listopadzie pojawiały się sporadycznie kolejne symptomy - bóle głowy, zawroty, problemy z pamięcią. Dalej wizyta u neurologa, tomografia komputerowa i wstępna diagnoza - bardzo duży guz i obrzęk mózgu. W trybie pilnym mama trafiła do szpitala, a po tygodniu odbyła się operacja wycięcia guza. Na szczęcie udana, bo mama sama się porusza, mówi, choć ma stale pogłębiające się problemy z wysławianiem. Przez miesiąc dochodziliśmy do siebie z coraz większą nadzieją i narastającym przekonaniem, że najgorsze już za nami i że może nie było to największe dziadostwo, które mogło ją spotkać. Niestety, nasze nadzieje rozwiały wyniki badań histopatologicznych: glejak wielopostaciowy o najwyższym, IV stopniu złośliwości. I jak na złość, wszystkie pozostałe wyniki też nie takie, jakich byśmy oczekiwali (brak metylacji promotora genu MGMT, brak mutacji IDH1, IDH2 - w skrócie: typ dziki, oporny na leczenie, o wyjątkowo niekorzystnych rokowaniach (ok. 12 miesięcy przeżycia od diagnozy). Ze względu na naciekający charakter wzrostu nowotworu nie ma możliwości wycięcia go w całości. Mama póki co czuje się całkiem dobrze, choć choroba już ją wymęczyła i zmieniła. Zmieniła całe jej życie. Przed chorobą pełna energii, wiecznie zabiegana, bardzo aktywna. Uwielbiała spacery z wnuczkami. Wieczorami gotowała, robiła ciasta, „szalała” w kuchni, co bardzo lubiła. Lubiła też szydełkować, rozwiązywać krzyżówki, szyć na maszynie. Sama z resztą była jak maszyna. Teraz ze względu na problemy z wysławianiem, pamięcią i wzrokiem nie może już robić nic z tego, co lubiła. Nie korzysta też z telefonu, nie ogląda telewizji, ma problemy ze snem. Praktycznie nie ma teraz zajęcia, które w jakiś sposób zajęłoby jej czas i choć trochę go umiliło. Spotkania z rodziną również są mocno ograniczone przez pandemię koronawirusa, ale też zwykłe choroby i przeziębienia. Bardzo uważamy, bo mama wkrótce rozpocznie radioterapię, a następnie chemioterapię. Wyniszczają one bardzo mocno organizm, a ich skuteczność jest niestety, w przypadku tego glejaka, bardzo słaba. Nie wiemy, co dalej i jak to wszystko będzie wyglądało. Wiemy tylko, że guz znowu szybko narasta. Nie mamy czasu – musimy działać! Szansą dla mamy jest stosowana wyłącznie w 2 miejscach w Europie (w Berlinie i Lublinie) terapia NanoTherm, do której mama została wstępnie zakwalifikowana. Polega na chirurgicznym usunięciu wznowy i wprowadzeniu specjalnego płynu z nanocząsteczkami. Pod wpływem zmiennego pola magnetycznego następuje wzrost temperatury płynu do poziomu powodującego niszczenie komórek rakowych. Brzmi jak z filmu sci-fi, ale terapia daje obiecujące wyniki i jest jedyną, znaną nam realną szansą dla mamy. Niestety jej koszt przekracza możliwości finansowe naszej rodziny. Jest to koszt na poziomie 200 000 zł. Zmuszeni jesteśmy więc prosić o pomoc finansową. Bez niej nie mamy szans na walkę. Będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą, choć najdrobniejszą wpłatę bo ona przybliży nas do odzyskania życia ukochanej mamy. Dziękujemy z całego serca, Najbliższa rodzina Darowizny na rzecz leczenia Genowefy można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

18 783 zł
9%
Iwona Malanowska-Szuchnik, Piaseczno

Leczenie - nowotwór złośliwy

Witam, mam na imię Iwona, mam 48 lat. Choruję na nowotwór złośliwy piersi. Mimo corocznych regularnych diagnostyk i profilaktyki swojego zdrowia, w październiku ubiegłego roku niespodziewanie dowiedziałam się o chorobie. Jestem bardzo aktywną zawodowo osobą, sama wychowałam dwóch wspaniałych synów - Wiktora i Przemka. Nigdy nie potrzebowałam od nikogo pomocy, zawsze radziłam sobie sama. Niestety diagnoza choroby poskutkowała drastycznym spadkiem możliwości zawodowych. Do tej pory z ogromną pasją i z powodzeniem prowadziłam swoją działalność. Jestem kosmetologiem medycznym. Choroba ogranicza mi aktywność zawodową. NFZ pokrywa większość kosztów związanych z leczeniem, aczkolwiek niestety nie wszystkie. Cykle chemioterapii, czekających mnie mastektomii, radioterapii, rehabilitacji i dalszych etapów leczenia wiążą się z narastającymi kosztami. Ograniczenie czasu, jaki mogę poświęcić swojej pracy i koszty związane z utrzymaniem firmy oraz codziennym życiem, powodują, iż nie mogę przeznaczyć potrzebnych funduszy na pozostałe wydatki związane z leczeniem. Cykle czerwonych chemioterapii mam podawane co dwa tygodnie, z czego co najmniej pięć dni nie jestem w stanie normalnie funkcjonować i chodzić do pracy. Mimo tego usilnie staram się "postawić na nogi" i bez względu na to pracować. Następne dwanaście cykli białych chemii będą podawane co tydzień, co jeszcze bardziej ogranicza mi możliwość zarobku. Obawiam się, że niemożność utrzymania zarobków na takim poziomie, jaki miałam oraz narastające koszty leczenia, uniemożliwią mi zapewnienie dalszej edukacji mojemu młodszemu synowi - Wiktorowi. Jest to młody, ambitny i utalentowany przyszły programista. Jego edukacja wymaga środków finansowych. Jeżeli większość moich zarobków pochłonie leczenie, nie będę w stanie zrealizować planów edukacyjnych mojego syna. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

51 070 zł
255%
Janusz Borkowski, Motycz

Nie chcę porzucać życia, żony i dzieci

W lipcu 2021 roku usłyszałem diagnozę - złośliwy nowotwór trzustki. Rokowania w tym nowotworze są bardzo złe, większość osób nie przeżywa z nim zbyt długo. Moja rodzina to żona i dwoje dzieci, starszy syn Hubert -11 lat i córka Matylda - 2 lata. Z żoną mamy mnóstwo planów na przyszłość i dom w rozbudowie. Mimo że w domu będzie miejsce dla każdego, to czekamy na koniec rozbudowy, bo obecnie mieszkamy w jednym pokoju (17 m2 ). W zbiórce na leczenie chciałbym wziąć pod uwagę koszty używanych przeze mnie leków i suplementów diety przepisanych przez lekarzy i jeśli obecnie leczenie chemią nie da rezultatów - zabieg NanoKnife. Mój nowotwór jest nieoperacyjny, gdyż mam nacieki na naczyniach krwionośnych, tętnicach. Obecne leczenie chemią ma doprowadzić do operacyjności nowotworu. Myślę, że około marca 2022 roku zapadnie decyzja o operacji. Jeśli chemia da zadowalający skutek, po operacji i jak najkrótszej rehabilitacji chciałbym znów powrócić do pracy - jestem złotnikiem i bardzo lubię swoją pracę. Chciałbym też powrócić do jazdy motocyklem i rowerem, które już drugi sezon śpią smutnie w garażu. Rozważam tylko pełny powrót do zdrowia, ale życie pokaże, czy to jest scenariusz dla mnie. Janusz Borkowski Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

2 268 zł
2%
Anna Jeżak, Radom

Leczenie guza mózgu - glejaka wielopostaciowego

Szanowni Państwo, nazywam się Anna Jeżak, mam 60 lat. Jestem córką, żoną i matką dwóch wspaniałych synów. W sierpniu 2020 r. zdiagnozowano u mnie guza mózgu. Zaczęło się niewinnie – drobne drętwienia lewej ręki i nogi. Byłam leczona na różne schorzenia, dopiero po ostrym ataku padaczki został zrobiony rezonans głowy. Badanie wykazało guza mózgu, to było jak grom z jasnego nieba, jednak nie przyszło mi do głowy, żeby się poddawać. Operację usunięcia guza wykonano 1.09.2020 r. w szpitalu przy ulicy Banacha w Warszawie. Lekarzom udało się wyciąć całego guza i zaczęłam wracać do normalnego życia. Badania histopatologiczne wykazały, że jest to glejak wielopostaciowy IV stopnia (GBM IV). Po operacji przeszłam standardowy schemat leczenia w tej chorobie, czyli chemio i radioterapię. Niestety w listopadzie 2021 roku pojawiła się wznowa, która spowodowała, że mam lewostronny niedowład nogi i ręki, przez co potrzebuję pomocy nawet w najprostszych czynnościach oraz całodobowej opieki. Cała rodzina poszukiwała różnych nowatorskich metod leczenia. W styczniu 2022 w szpitalu Łodzi udało się przeprowadzić drugą operację usunięcia guza, która na szczęście się udała. Jednak wymagam dalszego leczenia i rehabilitacji. Wstępnie zostałam zakwalifikowana do terapii CHEMIĄ CELOWANĄ w Warszawie. Terapia ta daje możliwość wydłużenia życia. Jednak nie jest ona refundowana przez NFZ. Koszt terapii to około 190 tys. zł i przeciętnej rodziny, którą jesteśmy, nie stać na zebranie tak poważnej kwoty. Jestem niestety zmuszona prosić państwa o pomoc finansową. Zanim w mojej głowie pojawił się ten nieproszony gość, byłam wychowawczynią oraz nauczycielką języka polskiego, najpierw w Liceum Lotniczym w Dęblinie. Spod moich skrzydeł wyfrunął w świat niejeden pilot. Niektórzy z nich doszli do stopnia generała. Później uczyłam w Radomiu w Publicznej Szkole Podstawowej nr 33 przy ulicy Kolberga. Ze względu na postępująca chorobę, w tym pojawiające się napady padaczki, byłam zmuszona do rezygnacji z nauczania młodzieży. A nauczanie i wychowywanie dzieci i młodzieży było moim powołaniem. Oprócz pracy zawodowej uwielbiam moje ukochane Bieszczady, gdzie się urodziłam i mieszkałam 25 lat, kocham czytać, gotować oraz zajmować się swoją ukochaną działeczką. Nade wszystko lubię spędzać spędzać czas z rodzinką i przyjaciółmi, którzy są mi bardzo oddani i wspierają mnie dobrym słowem i modlitwą na każdym kroku. Mam nadzieję, że dzięki państwa finansowemu wsparciu uda mi się zebrać odpowiednią ilość pieniędzy, aby sfinansować leczenie. Za wszystkie, nawet najdrobniejsze, wpłaty serdecznie dziękuje! Anna Jeżak Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

46 283 zł
21%
Agnieszka Brodowska, Janiszew

Pokonać raka piersi

CEL ZBIÓRKI ZOSTAŁ OSIĄGNIĘTY SZANOWNI DARCZYŃCY, OGROMNIE DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE! Mam na imię Agnieszka. Razem z mężem i dwoma córkami mieszkam w małej miejscowości pod Radomiem. W 2020 na wiosnę planowałam kolejną pielgrzymkę rowerową do Częstochowy, a na jesień Halicz-Rozsypaniec-Tarnica w Bieszczadach. Niestety los miał wobec mnie inne plany, a Covid stał się moim najmniejszym zmartwieniem. Lekarze zdiagnozowali u mnie raka, który okazał się niezwykle twardym zawodnikiem. Potrójne ujemny rak piersi na wiosnę sprowadził moje plany do chemii - najpierw „czerwonej”, później „białej”, a na jesień zaczęły się przygotowania do mastektomii, a następnie do radioterapii. Dobra wiadomość jest taka, że w Kielcach, gdzie zaczęłam się leczyć, trafiłam na super ekipę lekarzy, którzy starali się jak najlepiej ogarnąć temat mojego leczenia. Zła wiadomość jest taka, że pojawiły się przerzuty i konieczne było poszukiwanie innych opcji leczenia. Obecnie raz odwiedzam lekarzy w Kielcach, którzy ogarniają moje kolejne operacje i radioterapie, innym razem lekarzy w Warszawie, którzy zastanawiają się, jaką chemię podać. Na przekór złośliwemu losowi nie poddaję się. Staram się, aby ciągle przyjmowana chemia czy przydarzające się operacje za bardzo nie przeszkadzały mi w pracy, ponieważ to ona zapewnia mi środki na leczenie – NFZ nie wszystko chce w pełni finansować. Jednak moje możliwości finansowe powoli się kończą i dlatego liczę na wasze wsparcie, aby pokryć koszty leków, badań, wizyt lekarskich oraz innych wydatków.

41 567 zł
207%
Edyta Wiewiór, Rumia

Rak to nie wyrok, mam dla kogo walczyć i będę, do samego końca.

Nazywam się Edyta, mam 39 lat, jestem mamą 12-letniego Wojtka i 3,5-letniej Aleksandry. Do listopada 2021 r. dni mijały jak zawsze, raz świeciło słońce, raz padał deszcz, ale zawsze byliśmy szczęśliwi, radośni i cieszyliśmy się z tego, co przyniósł nam dzień. We wrześniu córka zaczęła chodzić do przedszkola, a ja przygotowywałam się do powrotu do pracy z urlopu wypoczynkowego. Zrobiłam kontrolne badania, a USG piersi było ostatnim, które postanowiłam wykonać trochę wcześniej niż zalecił lekarz - nie w lutym, a w listopadzie. 9.11.2021 r. lekarz przykładając głowicę, zamilkł, trwało to chwilę, więc nie zadawałam pytań, tylko czekałam i usłyszałam coś, czego nikt nie chciałby usłyszeć: "Ma Pani w prawej piersi guza złośliwego,13 mm, BIRADS 5. Jak najszybciej proszę założyć kartę dilo i zgłosić się do UCK w Gdańsku, zanim pandemia koronawirusa rozszaleje się i zamkną oddziały". Wszystko, co dotychczas było poukładane, rozpadło się na miliony kawałków, jak lustro w naszym przedpokoju kilka dni wcześniej. Nie wiedziałam w tym momencie, jak wyjść z gabinetu, co zrobić, po prostu popłakałam się z niemocy. Jak powiem o tym mężowi, dzieciom? Pięć dni później byłam na pierwszej wizycie u onkologa. Otrzymałam skierowanie na pakiet badań. Wynik biopsji: Rak złośliwy piersi GRADE-3, TNBC potrójnie ujemny, Ki67 75%, Her2 (-), ER(-), PR(-). Płacz, niedowierzanie, bezsilność. Konsultowałam wyniki z innymi lekarzami, nawet prywatnie. Kolejne badania Pet, MRI tylko pogłębiały diagnozę, rak powiększał się, z jednoogniskowego stał się dwu, trzyogniskowy i pojawiło się kolejne ognisko czwarte w piersi lewej. 12.01 2022 r. (w dzień 12-stych urodzin syna) otrzymałam już pierwsza dawkę chemii. Zalecono 12 chemii białych i 4 czerwone. Teraz dni są inne niż zawsze, na nowo staram się to zaakceptować, ale chciałabym, aby było jak przed diagnozą. Miałam wrócić do pracy, mieliśmy w końcu całą rodzinką pojechać na wakacje, na pierwsze wakacje naszej córeczki, wyremontować choć trochę mieszkanie. Miałam namalować kilka obrazów, spełnić się w tym, co kocham. A teraz jakby czas się zatrzymał, nie pracuję, nie maluję, nie spędzam tyle czasu z dziećmi jak wcześniej, gdyż chemia pokazała mi, jak może zawładnąć moim ciałem i życiem. Dojazdy na leczenie są długie i kosztowne, kremy, balsamy, leki, wizyty u lekarzy też niemało kosztują, prawidłowe i zdrowe odżywianie jest sporym wyzwaniem, odpowiednia odzież, bielizna pooperacyjna, peruka, protezy piersi, które będą niezbędne, zaopatrzenie higieniczne i wiele innych rzeczy, o których nie mam jeszcze pojęcia. Ale dziś jedno już wiem, ON ze mną nie wygra, bo to ja go pokonam, a nie on mnie!!! Jestem silna i nie poddam się!!! Zrobię to dzięki Wam, dla moich dzieci i mojego kochanego męża, który zawsze jest ze mną, na każdej wizycie, badaniu. Z góry serdecznie dziękujemy za Wasze wsparcie. Edyta, syn Wojtek, córka Aleksandra i kochany mąż Władziu.

24 838 zł
82%
Sylwia Olkiewicz, Złotoria

Na ten moment zawieszam zbiórkę. Dziękuję za Wasze wsparcie!

Witam Was Kochani! :) Mam na imię Sylwia. Mam 40 lat. Jestem mamą 13-letniej Oliwii, którą bardzo kocham. 11 stycznia 2022 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi HER 2 dodatni (inwazyjny naciekający). Rak ten cechuje się dużą złośliwością, w szybkim tempie daje przerzuty do kości, wątroby, mózgu i płuc. Najskuteczniejszym, ale w moim przypadku nierefundowanym leczeniem, jest zastosowanie podwójnej blokady, która da mi szansę na zdrowie i nadzieję na normalne życie bez strachu o przerzuty i ponowne zachorowanie. Na początkowym etapie leczenia potrzebnych jest od 4 do 6 dawek tego leku. Koszt jednej dawki to około 13 tys. złotych. Leczenie chemioterapią czerwoną zaczynam 9 lutego 2022 roku. Wiem, że czeka mnie ciężka walka z tą trudną chorobą, ale bardzo chcę żyć dla mojej córki, którą wychowuję samotnie i nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie dla niej zabraknąć. Chcę patrzeć, jak dorasta i wychować ją na dobrego, mądrego i wrażliwego człowieka. Chcę żyć dla mojej rodziny i przyjaciół, którzy mnie wspierają w walce z chorobą. Z całego serca proszę Was Kochani o pomoc w zakupie leku. Razem z moją córką i najbliższymi wierzymy, że z Wami i dzięki Wam wszystko się uda! Zdrowie, miłość i rodzina to podstawa, aby być najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Dziękuję pięknie! :) Liczę na Wasze dobre serduszka! Pozdrawiam. Sylwia Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

16 880 zł
21%
Dagmara Niemczyk, Piaseczno

Profesjonalna rehabiltacja po operacji

Przez pięć lat choroby - zdiagnozowany rak piersi - nie prosiłam o pomoc, bo jakoś radziłam sobie sama. Teraz nadszedł moment, kiedy potrzebna będzie pomoc finansowa z zewnątrz. W wyniku dochodzenia do zdrowia, poprzez konieczne i profilaktyczne operacje, a mam ich już osiem na swoim koncie, obecnie bardzo potrzebuję profesjonalnej rehabilitacji. Dlatego z całego serca proszę o wsparcie, które umożliwiłoby mi powrót do sprawności po tej trudnej, ale nie beznadziejnej chorobie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

351 zł
1%