Moja druga walka - trójujemny rak piersi
Olimpia Krupowska, Boguchwała,
numer zbiórki: 112294
Dziennik
Cześć wszystkim! 👋
Minęło kolejnych kilka miesięcy, nastał czas na kolejne badanie kontrolne 😅
Wynik - stabilizacja. I chociaż gdzieś tam z tyłu głowy maleńki żal, że leczenie przyhamowało, to jednak rozsądnie patrząc jest to bardzo dobra wiadomość. Bo jednak... działa 🙃 Nadal pozostaję na pierwszej linii leczenia po stwierdzeniu zmiany biologii raka, a to już grubo ponad rok. Pierwsza chemia w "nowym rozdaniu" - 28.03, pierwsze podanie pembrolizumabu w ramach immunoterapii - niecały miesiąc później, 17.04.
I pomimo określenia jakie padło z ust jednego z lekarzy na samym początku, że "sytuacja jest tragiczna", w tej chwili jest duuużo lepiej, również dzięki Waszej pomocy 😘
Teraz proszę, trzymajcie kciuki, żeby udało się kontynuować immunoterapię do końca tych przewidzianych dwóch lat, pomimo towarzyszących mi już stale skutków ubocznych. Na szczęście na wszystko znajdą się jakieś tabletki 😆
A na tę chwilę życzymy wszystkim UDANYCH WAKACJI! 😎🌞⛱🍹
Uff... Tomografia potwierdza, że choroba nadal się cofa ☺️
I to pomimo komplikacji związanych ze skutkami ubocznymi, często towarzyszącymi immunoterapii. W efekcie musieliśmy wdrożyć dodatkowe leczenie ograniczające niepożądane stany zapalne i zmniejszyć dawkę leku, co pozwoliło doprowadzić do stanu równowagi między jego toksycznością a skutecznością.
Będziemy robić wszystko, by kontynuować leczenie, co jest możliwe między innymi dzięki Waszej pomocy 💕
A ponieważ zbliża się nieprzyjemny czas rozliczenia z fiskusem 😉, nieśmiało przypominam o możliwości zasilenia zbiórki dzięki 1,5% z podatku, co nie obciąża Waszego budżetu, a dla mnie stanowi duże wsparcie.
Z góry, ponownie mówię DZIĘKUJĘ 🫶
Opis zbiórki
Mam na imię Olimpia, dla bliskich i przyjaciół - po prostu Ola :)
Mam 45 lat, z rakiem walczę już 4,5 roku. Pierwotną diagnozę otrzymałam tuż przed swoimi 41 urodzinami - najwyraźniej "gwarancja" była tylko do 40-tki ;) Teraz jestem w trakcie swojej drugiej bitwy o życie. Pierwszą zdawało się, że wygrałam... Przeszłam chyba wszystkie możliwe etapy leczenia: chemioterapię indukcyjną (czerwoną i białą), mastektomię, chemioterapię pooperacyjną, radioterapię, hormonoterapię. Całe leczenie znosiłam zaskakująco dobrze - poza włosami, które straciłam jeszcze w trakcie pierwszej chemioterapii, ale kupiłam sobie bardzo twarzową perukę ;)
Przez ponad dwa lata byłam "wolna". Wracałam do swoich pasji, wróciłam do pracy, powoli zaczynałam wierzyć, że rak już nie wróci. Zapuściłam włosy :)
Przypadkowo zrobione badania wykazały nietypowe przerzuty - do węzłów chłonnych w jamie brzusznej i śródpiersiu. To było 10 miesięcy temu. W tym czasie nastąpił dalszy progres choroby; okazało się, że rak w międzyczasie zmienił podtyp - z hormonozależnego na tzw. trójujemny, najbardziej agresywny, najrzadszy i najgorzej rokujący. Dotychczasowe leczenie okazało się nieskuteczne.
Teraz znowu jestem w trakcie chemioterapii, która jest jedynym programowym ratunkiem. Skuteczność leczenia może znacząco poprawić tzw. immunoterapia, niestety w moim przypadku nierefundowana przez NFZ. Konieczne jest min. cztery dawki leku. Jednorazowe podanie komercyjne to koszt ok.17 tys. złotych, bez kosztów dodatkowych (np. dojazd 330 km w jedną stronę).
Mam wspaniałego, wspierającego mnie zawsze męża, i dwoje cudownych dzieci (10 i 14 lat), które nie zdają sobie sprawy, że sytuacja jest tak naprawdę bardzo poważna. Chciałabym być z nimi jak najdłużej - tyle, ile będą mnie potrzebować. Córka w tym roku ma I Komunię, syn kończy szkołę podstawową. Nie chcę, by moja choroba zabrała im dzieciństwo.
Proszę o Waszą pomoc i dziękuję za każde wsparcie, dobre słowo czy modlitwę.
Ola
Darczyńcy
53

Słowa wsparcia