Małgorzata Chmielarz, Poznań
Aktualizacja sierpień 2026
Piszę to z ciężkim sercem. Wystąpiły poważne powikłania pooperacyjne, które wymagają natychmiastowych i ponownych interwencji chirurgicznych.
Moja walka trwa już od 8 miesięcy. Przez ten czas zmagałam się z nieustannie otwierającymi się przetokami, przyjęłam ogromne ilości antybiotyków, zużyłam tony opatrunków i przeszłam kilka zabiegów szycia. Wyniki posiewu przyniosły brutalną odpowiedź – to agresywna bakteria szpitalna.
W sierpniu trafiłam do szpitala, gdzie spędziłam już ponad tydzień, a lekarze prognozują kolejne dwa. W ciągu zaledwie 1,5 tygodnia przeszłam aż 3 operacje w pełnej narkozie, a w planach są jeszcze co najmniej dwie. Terapia jest niezwykle wycieńczająca. Bakteria nie chce się poddać, dlatego przyjmuję dwa silne antybiotyki dożylnie. Aby wygrać tę walkę, lekarze musieli usunąć implant. Obecnie mam założony system podciśnieniowy V.A.C. Veraflo, który co kilka dni jest wymieniany na bloku operacyjnym.
Z reguły jestem silna i potrafię znieść wiele, ale tym razem pękłam. Boję się – fizycznie i psychicznie. Moje oszczędności drastycznie topnieją, a ja, zamiast wracać do zdrowia, muszę zacząć tę piekielną drogę od nowa. Tym razem będzie ona znacznie dłuższa i trudniejsza. Czeka mnie ponowne dochodzenie do sprawności, długa rehabilitacja, a za kilka miesięcy kolejna operacja wszczepienia ekspandera. Dopiero po kolejnych miesiącach przyjdzie czas na nowy implant.
Proszę o Wasze wsparcie i dobre myśli. Sama nie dam rady.
Wasza dotychczasowa pomoc i wsparcie jest ogromna za co bardzo, bardzo dziękuję.
_____________________
W 1987 roku moja mama zachorowała na nowotwór piersi. Był na tyle wcześnie zdiagnozowany, że mastektomia uratowała jej życie.
Mając wiedzę o tym, że mogę być obciążona genetycznie, jestem pod opieką Poradni Genetycznej i w 2009 roku zrobiłam badania genetyczne, w których rozpoznano u mnie 2 uszkodzone geny. Dzięki temu regularnie badałam się co pół roku, by w razie czego szybko wykryć chorobę.
W 2024 roku na badaniu rezonansu magnetycznego rozpoznano podejrzaną zmianę w prawej piersi. Zmiana nie była widoczna ani w USG ani w mammografii. Lekarze, u których badałam się co pół roku, uznali, że nie jest to nic niepokojącego i należy tylko obserwować.
W 2025 roku podejrzana zmiana zaczęła rosnąć i wtedy zostałam skierowana na biopsję gruboigłową pod rezonansem. Ze względu nabraki w sprzęcie potrzebnym do takiej biopsji na badanie czekałam około 3 miesięcy.
Zdiagnozowano nowotwór złośliwy piersi prawej, zrazikowy, hormonozależny.
W styczniu 2026 roku przeszłam obustronną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją piersi - z uwagi na wcześniejsze zachorowanie mamy i moje badania genetyczne.
Aktualnie czekam na wynik histopatologiczny z obu piersi oraz zgodnie z zaleceniami lekarza w przypadku mojego typu i zaawansowania nowotworu na wykonanie testu Oncotype DX. Badanie to wykonuje się w USA wysyłając próbkę materiału z operacji. Test ten w Polsce nie jest refundowany, natomiast jest refundowany w kilku innych krajach europejskich, co pokazuje jego znaczenie w onkologii. Pomaga przewidzieć m.in. ryzyko nawrotu raka piersi i korzyści z chemioterapii lub ich brak.
Następnie zostanę wprowadzona w tzw. sztuczną menopauzę i będę poddana leczeniuhormonalnemu oraz gdy zajdzie taka konieczność i będzie to wskazane - podawaniu chemii.
W związku z badaniami genetycznymi zalecono mi usunięcie przydatków. Operacja jest zaplanowana na koniec 2026 roku.
Aktualnie mam dolegliwości z powodu wykonanej operacji piersi prawej (nerwy skórne regenerują się i są nadwrażliwe na ruch, nacisk i rozciąganie - dlatego odczuwampieczenie, szczypanie i rozpieranie nasilające się przy aktywności, nadwrażliwość skóry oraz zaburzone czucie za ramieniem z towarzyszącym bólem łopatki) oraz piersi lewej (z uwagi na zbyt ciasne założenie opatrunku została rozpoznana martwica brodawki sutkowej i problem z przykurczem mięśni w lewym dole pachowym).
Czeka mnie rozszerzona rehabilitacja zarówno prawej jak i lewej strony, ratowanie brodawki i praca z przykurczami i rozpracowaniem blizny.
Dodatkowo od wielu lat opiekuję się moją mamą i również dlatego muszę być sprawna, by móc to dalej robić.
Koszty badań, dalszego leczenia i dochodzenia do sprawności są na tyle wysokie, że potrzebuję wsparcia - wsparcia, by móc dalej aktywnie żyć.
Zawsze starałam się pomagać innym i nie myśleć o sobie, dlatego jest mi bardzo trudno prosić o pomoc. Ale wierzę, że się uda.