Zbiórki

Marta Girtler-Szymborska, Warszawa

Obecnie jestem leczona nowoczesnymi lekami w ramach NFZ.

Minęło 10 miesięcy od operacji. Dzięki wsparciu, hojności i przyjaźni wielu osób od 9 miesięcy jestem leczona najnowocześniejszymi lekami. Przerzuty wycofały się z wątroby, zostając tylko w kościach. Leczenie oczywiście trwa i będzie kontynuowane, jak najdłużej się da. Czuję się dobrze, efekty uboczne leczenia przestają mi doskwierać i patrzę w przyszłość z optymizmem. Środki, które zostały zgromadzone na moim koncie w Fundacji wystarczają w chwili obecnej na leczenie i badania, w związku z tym zawieszamy na razie zbiórkę na moje konto. Wśród pacjentów Fundacji Alivia jest wielu potrzebujących, których nadal mogą Państwo wspierać. Bardzo serdecznie pozdrawiam, Marta

827 405 zł z 80 000 zł
1034%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

640 449 zł z 600 000 zł
106%
Jakub Skwara, Myszków

Pomóż mi zachować twarz

Cześć, Mam na imię Kuba, mam 34 lata i rok 2026 absolutnie niespodziewanie przyniósł mi koszmar. Rutynowa wizyta stomatologiczna, wykonana jeszcze pod koniec poprzedniego roku, wykazała lekką opuchliznę przy górnej piątce. Nie przypuszczałem, że ten z pozoru zwykły „ból zęba” to początek brutalnego wyścigu z czasem. Opuchlizna rosła bardzo szybko. W Nowy Rok trafiłem na SOR z podejrzeniem ropnia, który zgodnie z procedurą został nacięty. Kilka dni później wybrałem się na kontrolę gojenia i tam, po raz pierwszy, po wykonaniu badania tomografii komputerowej, pojawiło się podejrzenie, że ta opuchlizna to nie ropień, a… nowotwór. Później w lutym padła diagnoza, która brzmi jak wyrok: Mesenchymal chondrosarcoma, czyli chrzęstniakomięsak mezenchymalny (MCS). To rzadki, wysoce agresywny nowotwór złośliwy, wywodzący się z tkanki chrzęstnej, zaliczany do grupy mięsaków. Charakteryzuje się agresywnym przebiegiem i możliwością występowania zarówno w kościach, jak i w tkankach miękkich. W moim przypadku chrzęstniakomięsak wybrał nietypowe i bezlitosne miejsce - twarz. W ciągu zaledwie kilku tygodni guz zajął połowę mojej twarzy i część tkanek oczodołu, niebezpiecznie zbliżając się do struktur mózgu. Moje plany i marzenia brutalnie się zatrzymały. Po diagnozie trafiłem do Instytutu Onkologii w Gliwicach. Pierwsze konsultacje i decyzja chirurgów - guz, z uwagi na usytuowanie, jest według nich nieoperowalny. W grę wchodzi tylko długa, agresywna chemia - nie wiadomo jednak, czy w ogóle będzie skuteczna. Jednak trzeba działać, bo guz nadal rośnie. Pierwszą dawkę chemioterapii przyjąłem 18 lutego. W międzyczasie szukałem dalszej pomocy. Niedługo później trafiłem na konsultację do Instytutu Onkologii w Warszawie. Po konsylium lekarskim zespół zdecydował, że mógłby podjąć się operacji mimo jej wysokiego stopnia trudności. Początkowo wydało mi się to wspaniałą informacją i nadzieją na wyleczenie -jednak po dalszej rozmowie z lekarzami jeszcze bardziej straciłem grunt pod nogami. W przypadku mojego typu nowotworu, aby operacja była skuteczna, potrzebna jest radykalna resekcja wszystkich zainfekowanych tkanek. Ponieważ guz zdążył rozpanoszyć się na mojej twarzy, taka operacja obejmowałaby nie tylko usunięcie guza, ale też całej górnej szczęki, kilku kości czaszki, całości oka i części podniebienia. Obrazowo mówiąc – straciłbym pół twarzy. Następnie rekonstrukcja z kości biodrowej i bardzo długa rehabilitacja. Mam 34 lata i całe życie przed sobą. Nie potrafię sobie tego wyobrazić i ciężko mi było pogodzić się z informacją, że utrata tak dużej części twarzy to jedyna opcja leczenia. Dlatego postanowiliśmy szukać dalej. Dzięki zaangażowaniu mojej partnerki i przyjaciół nawiązaliśmy kontakt z dwoma zagranicznymi (Austria, Niemcy) klinikami zajmującymi się leczeniem podobnych przypadków metodami, które na ten moment nie są stosowane w Polsce. Terapia jonami węgla to zaawansowana forma radioterapii hadronowej, wykorzystująca ciężkie jony do precyzyjnego niszczenia nowotworów, szczególnie tych opornych na klasyczne leczenie. Dzięki pikowi Bragga niszczy guz, minimalizując uszkodzenia zdrowych tkanek. Metoda ta jest niezwykle skuteczna w leczeniu guzów zlokalizowanych w pobliżu narządów krytycznych. Na ten moment jest jeszcze słabo dostępna, przez co również dość droga. Austriacki zespół lekarzy, po przeanalizowaniu mojego przypadku i wyników, zakwalifikował mnie do leczenia terapią jonami węgla. To szansa, by zwalczyć raka bez okaleczającej i szpecącej twarz operacji. Jednak aby leczenie w Austrii mogło wystartować, muszę zapłacić z góry. Leczenie we wspomnianych ośrodkach nie jest w żaden sposób refundowane, a jego koszty przekraczają możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Potrzebne jest 300 000 zł. Ta kwota pokryje: kwalifikację medyczną i specjalistyczne konsultacje, pełny cykl nowoczesnej terapii, koszty transportu medycznego i pobytu w zagranicznym ośrodku. Dla jednej osoby to duża kwota, dlatego zwracam się z serdeczną prośbą o wsparcie zbiórki. Jeśli możesz, pomóż proszę zachować mi twarz.

426 282 zł z 300 000 zł
142%
Anna Ober, Gliwice

1,5% na wysłanie raka do diabła…

Rak piersi napadł na mnie w styczniu 2022 r. Bez ostrzeżenia i bez skrupułów. Od tego czasu jest moim wrogiem numer 1 i staram się zrobić wszystko, żeby wysłać go do diabła. I niech nie myśli wracać... Przychodzi taki nieproszony intruz i próbuje namieszać w moich planach i moim życiu. Czysta bezczelność! Po usłyszeniu diagnozy nie byłam nawet smutna czy zmartwiona, tylko strasznie wkurzona. Zaangażowałam wszystkie swoje siły i środki w tę wojnę. Sił zostało mi jeszcze dużo, ale środki jakoś zadziwiająco szybko topnieją. Po mastektomii, za którą zapłacił NFZ (czyli w sumie my wszyscy ze składek zdrowotnych), okazało się, że mam podwyższone ryzyko raka w drugiej piersi. Pomyślałam: „No nie, przecież nie będę się bawić w to samo drugi raz". Podjęłam więc decyzję o usunięciu drugiej piersi. Za tę operację jednak NFZ nie płaci, woli poczekać aż w drugiej piersi też będzie rak, wtedy dopiero NFZ płaci za mastektomię. Podobna logika dotyczy wszystkich innych procedur medycznych, w tym badań (m.in. rezonansu magnetycznego czy genetycznych). Gdybym liczyła wyłącznie na NFZ byłabym jak dziecko walczące w powstaniu wyposażone wyłącznie w butelkę benzyny przeciwko czołgom i samolotom przeciwnika - raka. Żeby wygrać tę wojnę muszę dysponować najnowszą i najskuteczniejszą, a więc i dość kosztowną bronią. W najlepszym przypadku czeka mnie jeszcze kilka operacji i sporo badań. Za większość z nich zapłacić muszę sama, ale absolutnie nie proszę, żebyście wpłacali pieniądze na moją zbiórkę. Proszę tylko, żebyście wypełniając swój roczny PIT wskazali Fundację Alivia z dopiskiem mojego imienia i nazwiska oraz numeru ID zbiórki (w celu szczegółowym). Dzięki temu część Waszego podatku, który i tak trafia do Urzędu Skarbowego zostanie przeznaczony na moje leczenie, pomożecie mi w ten sposób „zakupić” bilet dla raka – bilet oczywiście tylko w jedną stronę – do diabła! Niech jedzie sobie pierwszą klasą, byle tylko szybciej i dalej…

375 367 zł z 300 000 zł
125%
Hubert Maciak, Otwock

Cel został osiągnięty, dziękuję! Na ten moment zawieszam zbiórkę.

Nazywam się Natalia i piszę w imieniu swojego męża - Huberta. W sierpniu 2020 r. po nagłym ataku padaczkowym trafił na Oddział Neurologiczny, gdzie zdiagnozowano u niego udar niedokrwienny mózgu. Kolejny atak nadszedł w styczniu tego roku, pogłębiona diagnoza wykazała bardzo duży guz mózgu, który zoperowano 26 stycznia. Badania histopatologiczne potwierdziły, że wycięty guz to glejak IV stopnia, guz mózgu o najbardziej złośliwym charakterze. Tego typu guzy odrastają zazwyczaj w przeciągu kilku miesięcy, a ich umiejscowienie jest bardzo często nieoperacyjne. Obecnie mąż czeka na rozpoczęcie radio i chemioterapii, która jest jedyną dostępną metodą walki z tym rodzajem raka. Nie chcemy bezczynnie czekać na rozrost komórek rakowych, próbujemy wszelkich możliwych metod wspomagających leczenie, ponieważ mamy trzech wspaniałych synów, a najmłodszy z nich ma niespełna 3 miesiące. Nadzieją na dalsze życie są obecnie dwie formy dodatkowych terapii: terapia metodą NanoTherm w Lublinie (oczekujemy na informacje w sprawie kwalifikacji Huberta do leczenia) oraz terapia immunologiczna dostępna w prywatnych klinikach w Niemczech. Terapia NanoTherm polega na wstrzyknięciu do guza lub loży pooperacyjnej płynu o właściwościach magnetycznych, który następnie rozgrzewany jest za pomocą bardzo szybko zmieniającego się pola magnetycznego. W wyniku działania powstałego ciepła, komórki nowotworowe zostają zniszczone lub uwrażliwione na dalsze metody leczenia, takie jak radioterapia i chemioterapia, dzięki czemu ich skuteczność wzrasta. Terapia ta jest dostępna ma komercyjnych warunkach, szacowany koszt to około 200.000 PLN. Hubert ma dopiero 36 lat, to wspaniały mąż i ojciec, człowiek niezwykle ciepły, o wielkim sercu. Oboje mamy ogromną motywację do walki, na którą potrzebujemy dużych środków finansowych. Będziemy wdzięczni za każdą wpłatę. Dobro powraca!

343 175 zł z 250 000 zł
137%
Aleksandra Wierzbicka, Warszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Aleksandra odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Aleksandra odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Aleksandry została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Aleksandra, mam 38 lat i do niedawna byłam pewna, że przezwyciężyłam chorobę nowotworową. W 2018 roku przeszłam dwie operacje mastektomii i rekonstrukcji piersi oraz wielomiesięczną rekonwalescencję. Udało mi się wrócić do sił, pełni życia prywatnego i zawodowego. Mimo trudnych doświadczeń, traumy psychicznej i fizycznej, znalazłam odwagę, by spełnić swoje marzenia o aktorstwie i o artystycznych występach przed kamerą. Dzisiaj jednak tkwię w zawieszeniu, po tym, jak w styczniu 2023 roku wykryto u mnie przerzut nowotworu piersi do węzła chłonnego i kości. Cała moja uwaga kieruje się teraz w stronę odzyskania zdrowia i sił. Ze względu na chorobę i procesy leczenia mam ograniczone możliwości zarobkowe. Przede mną długotrwałe leczenie, które wymaga nakładów finansowych, na które obecnie nie mogę sobie pozwolić ze względu na stan zdrowia, rodzaj wykonywanego zawodu. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie zbiórki na rzecz mojego leczenia onkologicznego, z którym wiążą się liczne i różnorodne wydatki. Z całego serca dziękuję za każdą pomoc, wsparcie finansowe i udostępnianie zbiórki. Wierzę, że Wasze dobro wróci do Was pomnożone. Dziękuję ♥️ Ola

332 363 zł z 175 000 zł
189%
Zuzanna Świętorzecka, Warszawa

Immunoterapia na raka piersi

English - please see below Mam na imię Zuza. W wakacje tego roku zawalił mi się świat.Zachorowałam na bardzo agresywnego raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Jest to rak tak zwany potrójnie ujemny. W takim przypadku możliwości leczenia są dość ograniczone, dodatkowo moja choroba rozwija się bardzo szybko. W zaledwie kilka tygodni od momentu, kiedy wyczułam guzek, pojawił się następny, a potem przerzut do węzłów chłonnych. Od września mam rozpocząć chemię, tak żeby zahamować rozprzestrzenianie się nowotworu w organizmie. Operacja planowana jest dopiero po kilku miesiącach leczenia. Program leczenia konsultowałam z ośrodkiem akademickim w Berlinie. Okazuje się, że zalecenia lekarzy w Polsce i Niemczech są jednakowe - chemii powinna towarzyszyć immunoterapia, tzn. powinna być podawana jednocześnie z innymi lekiem. Wyniki ostatnich badań naukowych wskazują, że lek ten w znaczący sposób zwiększa szanse na wyleczenie. Obecnie standardowo podawany jest w całej Europie, u nas niestety nie jest refundowany. Koszt to 15,5 tys. zł za dawkę podawaną co 3 tygodnie, tych dawek ma być 18. Z powodu mojej choroby musiałam przerwać wakacje z dzieciakami i cały sierpień poświęciłam na diagnostykę oraz przygotowania do leczenia. Mam 46 lat, dwoje cudownych dzieciaków (Maurycy ma 8 lat, a Nastka 5), dla których bardzo chcę żyć. Mam plan leczenia i świetnych lekarzy. Otacza mnie też mnóstwo wspaniałych ludzi, od których otrzymuję ogromne wsparcie. Wiem, że dam radę! Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w uzyskaniu dostępu do immunoterapii, ja i moje dzieciaki będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję za Twoją pomoc. --- My name is Zuza. My world collapsed during the summer holidays. I have been diagnosed with a very aggressive type of breast cancer which has spread to my lymph nodes. This is called triple negative breast cancer. Treatment options are limited, and in my case the cancer is developing fast. Within just a few weeks after I discovered a lump, another one appeared, and then it spread to the lymph nodes. I have started my chemotherapy in September in order to stop the cancer from spreading. The surgery is not planned until after a few months of treatment. The treatment plan was consulted with an academic centre in Berlin. The recommendations from Polish and German doctors are the same: chemotherapy should be paired with immunotherapy. Recent scientific research shows that this treatment increases the chances of positive treatment outcomes. It’s a standard treatment in most European countries, but in Poland it is not funded. The cost of one shot is PLN 15,500 (£2780). I need 18 shots (one shot every three weeks). My illness interrupted my children’s summer holidays. I spent the whole of August on diagnostic assessment and preparation for treatment. I’m 46, I have two wonderful children (my son, Maurycy, is 8, my daughter, Anastazja, is 5). I want to live for them so much. I have a good treatment plan and excellent doctors. I’m surrounded by lots of wonderful people who support me so much. I know I can do it! My kids and I will be so grateful if you can help me gain access to immunotherapy. Thank you so much for your help.

302 370 zł z 279 000 zł
108%
Anna Gruszka, Przasnysz

Immunoterapia dla 42-letniej Ani

Pamiętam, jak wracała wieczorem i siadała przed stertą klasówek, mówiła "muszę to na jutro zrobić". Dawała z siebie wszystko jako nauczyciel, wymagała od innych, ale znacznie więcej od siebie. Toczyła taką walkę codziennie odkąd pamiętam, a dzisiaj staje w szranki z potrójnie ujemnym zaawansowanym nowotworem piersi, takim o którym nikt nie chce zbyt wiele mówić, bo niewiele jest tu dobrego do powiedzenia. Rokowania niezbyt dobre przy tym typie nowotworu, na którego jedyną metodą jest chemioterapia, mastektomia i radioterapia - nie gwarantują jednak sukcesu. Brzydka, złośliwa odmiana nowotworu mająca ograniczone możliwości leczenia w Polsce. Dziesiątki konsultacji ze specjalistami z całego świata, kilkanaście przeczytanych książek, przeanalizowane setki wyników badań, tysiące stron internetowych. Dziesiątki różnych alternatywnych terapii: akupunktura, posty, odżywianie, jad pszczeli, ćwiczenia i joga, ale nigdzie nie ma potwierdzonej skuteczności i wyniku 100%. Przy tej chorobie jedną metodą nie osiąga się takiego wyniku. Tutaj wynik daje konsekwencja i wiara, że jednak jest to możliwe. Za kilka dni Ania rozpoczyna pierwszy cykl 17 chemioterapii oddzielonych w międzyczasie mastektomią i jeżeli będzie to konieczne radioterapią. Immunoterapię należy wdrożyć od samego początku, ponieważ daje to największe szanse na przeżycie. Wiemy, że warto, bo to działa. Dla tego nowotworu jest to na dziś jedyne skuteczne leczenie. Jedna dawka leku to wydatek rzędu 16 tysięcy złotych. Leczenie obok chemioterapii trwa rok, a lek trzeba podawać co 2/3 tygodnie. W Polsce taka terapia nie jest refundowana tak jak w większości krajów Unii Europejskiej czy też USA. Ubezpieczenie i oszczędności osobiste nie wystarczą na pokrycie pełnych kosztów leczenia i opieki, gdyż jesteśmy normalną rodziną z kredytami. Dlatego zwracam się do Was, przyjaciele, znajomi oraz wszyscy, z którymi zetknęliśmy się w swoim życiu. Jeśli jesteś w stanie wspomóc nas w uzyskaniu dostępu do immunoterapii, my i nasze dzieci będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziewczynki mają 13 i 16 lat, potrzebują mamy, a ja przyjaciółki i żony. Ania ma jedno marzenie: być dalej mamą na pełen etat, patrzeć jak dziewczynki dorastają oraz zatańczyć na ich ślubie. Jak mawiają, życie jest dobrym nauczycielem, tylko trochę drogo bierze za swoje lekcje. Mam nadzieję, że jej edukacja będzie trwała jeszcze wiele lat, a rachunek za naukę nie nadejdzie zbyt szybko. Mirek

282 213 zł z 272 000 zł
103%
Monika Chylak-Łakomska, Sosnowiec

MAMY TO, DZIĘKUJEMY! - Mam 31 lat i w ósmym miesiącu ciąży zdiagnozowano u mnie raka piersi z przerzutami

Brak nam słów, dziękujemy za wszystkie wpłaty. Uzbieraliśmy potrzebną kwotę, a nawet dużo więcej. Dziękujemy za wszystkie przelewy. Nadprogramowa kwota zostanie przeznaczona w całości na mój powrót do zdrowia, a jeśli będzie bardzo szybki, czego sobie życzę, pieniądze trafią do kolejnej pięknej duszy. Dziękujemy! --- Po paru latach starań zaszłam w ciążę. Guza wyczułam jeszcze przed ciążą, a zmiana była do obserwacji. Przeszłam kilku specjalistów, aby mieć pewność, że będę mogła karmić piersią i potwierdzić, że nic złego się nie dzieje. W ósmym miesiącu ciąży usłyszałam diagnozę nowotworu złośliwego piersi z przerzutami do węzłów chłonnych - pachowych, podobojczykowych i nadobojczykowych. Po wynikach biopsji okazało się, że jest to jeden z najbardziej złośliwych nowotworów piersi - trójujemny podtyp. Jeszcze w ciąży otrzymałam mocną chemioterapię. Jestem po 4 cyklach, czeka mnie jeszcze dalsza chemioterapia, operacja i radioterapia. Teraz następnym krokiem w leczeniu jest immunoterapia, która z uwagi na stopień zaawansowania choroby nie jest refundowana przez NFZ. Mam miesięczną, upragnioną córeczkę, wspaniałego męża i wiele planów. Będę wdzięczna za wsparcie w powrocie do zdrowia. Czasu mam niewiele, bo leczenie musi rozpocząć się jeszcze w lipcu. Każda wpłata przybliża mnie do możliwości rozpoczęcia terapii, która może uratować moje zdrowie i życie. Dziękuję za każdą formę wsparcia - finansową, udostępnienie zbiórki, dobre słowo. Mocno wierzę w to, że z Waszą pomocą to naprawdę może się udać.

261 395 zł z 200 000 zł
130%
Agnieszka Beger, Gdańsk

Pomóż mi w walce z rakiem piersi – potrzebuję leczenia, którego NFZ nie finansuje

EDIT: dziękuję każdej osobie, która wsparła moją zbiórkę i każdej, która ją udostępniała. Przyjaciołom, rodzinie, znajomym i moim cudownym klientom. Osobom, które poruszyły niebo i ziemię (i nawet kontakty sprzed lat...), aby mi pomóc. Przyjaciołom, którzy zorganizowali warsztaty taneczne, pieczenia chleba, koncert i piknik. Z całego serca DZIĘKUJĘ. Na chwilę obecną udało się uzyskać środki na moje leczenie. Teraz tylko już poproszę o KCIUKI i WASZĄ CUDOWNĄ ENERGIĘ. Zakładając zbiórkę - miałam nadzieję, że uda się uzbierać środki na leczenie, ten cel udało się osiągnąć dzięki WAM. Natomiast to, co przerosło moje najśmielsze oczekiwania - to OGROM DOBREJ ENERGII, który mnie dosłownie POZYTYWNIE ZALAŁ w ostatnim czasie. Jestem wdzięczna, wzruszona i szczęśliwa, że mam takie cudowne osoby wokół siebie. DZIĘKUJĘ :* --- Mam 42 lata. Jeszcze niedawno moje życie było zwyczajne - praca, dom, plany, codzienność. Dziś mierzę się z diagnozą, która wszystko zmieniła: Rak piersi trójujemny – jeden z najbardziej agresywnych typów nowotworów. Choroba nie ograniczyła się tylko do piersi. Pojawiły się przerzuty do węzłów chłonnych. To oznacza bardziej zaawansowane stadium, ale nadal mam szansę na skuteczne leczenie i powrót do zdrowia. Według lekarzy kluczowym elementem terapii w moim przypadku jest immunoterapia. To nowoczesne leczenie, które daje realną szansę na zatrzymanie choroby i poprawę rokowań. Terapia ta u większości pacjentów jest refundowana przez NFZ, niestety w moim przypadku dodatkowe przerzuty na węzły chłonne obojczykowe wykluczają refundację (wg NFZ rokowania w takim przypadku są zbyt słabe, żeby warto było w pacjenta inwestować...). Dlatego proszę o pomoc. Każda wpłata przybliża mnie do możliwości rozpoczęcia terapii, która może uratować moje zdrowie i życie. Chcę walczyć, mam dla kogo żyć - cudownego męża, który jest miłością mojego życia oraz trzy wspaniałe pieski z adopcji, którym daliśmy szczęśliwy dom. Od wielu lat pomagam też skutecznie moim podopiecznym odzyskać zdrowie i energię - jako psychodietetyk i trenerka, dlatego tym bardziej mam ogromną motywację, aby w pełni wyzdrowieć i nadal móc pomagać innym. Dziękuję za każdą formę wsparcia - finansową, udostępnienie zbiórki, dobre słowo. Mocno wierzę w to, że z Waszą pomocą to naprawdę może się udać. Agnieszka

232 878 zł z 189 374 zł
122%
Sebastian Chojnowski, Gdańsk

Immunoterapia w Niemczech

Pomóż Sebastianowi wygrać najważniejszy mecz w jego życiu - mecz o jego życie! Sebastiana wszyscy znają jako zapalonego sportowca. Wytrwałego, ambitnego, pracowitego i pełnego pasji chłopaka, który realizował każdy swój cel z ogromnym zapałem. Od 6 roku życia grał w tenisa ziemnego. W wieku 8 lat zagrał pierwszy swój turniej, kontynuował swoje pasje jako zawodnik i oprócz tego był trenerem tenisa. W wolnych chwilach jego formą relaksu była siłownia, treningi boksu oraz crossfit. Nie uznawał wymówek ani rzeczy niemożliwych. Podtrzymajmy jego wiarę i determinację, którą zawsze się dzielił i pielęgnował u innych. Choroba rozwijała się niepozornie, zaczęło się od zawrotów głowy, z czasem zaczęły się problemy ze wzrokiem, które utrudniały mu pracę na korcie. W 2019 roku zdiagnozowano u Sebastiana glejaka II stopnia (nieoperacyjnego guza mózgu). Świat się zawalił, ale piłka nadal była w grze i walka zaczęła się od protonoterapii w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Krakowie. Obecnie przyjmuje 6, ostatni cykl chemioterapii na oddziale onkologii w Gdańsku. Aby walka była skuteczna potrzebna jest kontynuacja i szukanie pomocy za granicą - jak wiadomo badania, leczenie oraz konsultacje tam są bardzo kosztowne. Sport był jego całym życiem. Zawsze miał w sobie ducha walki, który go nie opuszcza nawet do dnia dzisiejszego. Od dziecka był okazem zdrowia, niemal w ogóle nie chorował, dbał o siebie i zawsze prowadził zdrowy tryb życia, dlatego wiadomość o nieuleczalnej chorobie wydawała się być absurdem i była największym szokiem w życiu jego i jego bliskich. Zapraszamy na ”trybuny”, aby wesprzeć Sebastiana w meczu, gdzie stawką jest jego życie. Aby piłka nadal była w grze, prosimy Państwa o pomoc.

209 075 zł z 200 000 zł
104%
Sylwia Kurkiewicz, Pruszcz Gdański

Cel zbiórki został osiągnięty.

Mam na imię Sylwia, jestem mamą dwóch cudownych dzieci i to dla nich proszę o pomoc. 7 lipca 2017 roku dostałam ataku padaczki. W szpitalu po badaniu rezonansem padła przerażająca diagnoza - guz mózgu - glejak gwiaździak. Pierwsza operacja odbyła się 17 lipca 2017 na oddziale neurochirurgi w Gdańsku - resekcja procesu rozrostowego prawego płatu potylicznego, naciek nieoperacyjny. Mój stan był bardzo ciężki: straciłam wzrok w jednym oku, w drugim miałam zaburzenia pola widzenia. Uczyłam się chodzić, jeść, normalnie funkcjonować. W październiku 2017 roku rozpoczęłam terapię protonową w Krakowie, która zakończyła się 29 grudnia 2017 roku. Terapia przyniosła bardzo pozytywne skutki. Zaczęłam w miarę samodzielnie funkcjonować, poprawił się wzrok, zaczęłam uczyć się na nowo liczenia. Byłam bardzo zdeterminowana, aby wrócić do domu, do moich dzieci w lepszym stanie, bym to ja mogła się nimi opiekować. W marcu 2018 roku rozpoczęłam chemioterapię. Trwała 8 miesięcy, niestety nie została dokończona z powodu złych wyników krwi. Dodatkowo pojawiły się bóle kości i całego ciała, zasinienia i krwiaki skóry, omdlenia, padaczka. Ponowny rezonans w Krakowie wykazał wznowę guza. Dostałam natychmiastowe skierowanie na operację ratującą życie. 9 stycznia 2019 odbyła się kolejna operacja naprawcza mózgu - resekcja wznowy guza prawej półkuli. Naciek nieoperacyjny rozlewa się na drugą półkulę. W tej chwili w Polsce wyczerpano już wszystkie możliwości leczenia dla mnie. Istnieje terapia którą można zastosować - NanoTherm, robiona w ośrodku w Niemczech. Moje skarby - Agatka lat 9 i Dominik lat 5 bardzo przeżywają mój stan. Długo starałam się ukrywać przed nimi chorobę, jednak protonoterapia i chemioterapia zrobiły swoje. Agatka jest bardzo uzdolniona plastycznie, sprzedaje namalowane przez siebie obrazy, żeby mi pomóc. Dominik mimo swoich lat potrafił się mną zaopiekować i pomóc w trudnych chwilach po chemioterapii. Bardzo proszę o pomoc.

200 736 zł z 168 000 zł
119%