Zbiórki

Agnieszka Struska-Mucha, Zbrosławice

Leczenie onkologiczne

Mam na imię Agnieszka, mam 44 lata. W sierpniu tego roku wyczułam w prawej piersi guza. Po wszystkich badaniach i biopsji okazało się, że jest to rak piersi – nowotwór złośliwy potrójnie ujemny, który niestety ma ograniczone możliwości leczenia. W październiku rozpoczęłam cykl chemioterapii i leczenie, w którym dzielnie wspiera mnie mąż i moje dwie kochane córki: Kasia (14 lat) oraz Kamila (10 lat). Decyzją lekarzy onkologów została również włączona immunoterapia, która ma na celu zmobilizowanie mojego układu odpornościowego do walki z tą trudną chorobą oraz zapobieganie nawrotom po zakończeniu leczenia. Lek Keytruda (Pembrolizumab) jest lekiem od paru lat powszechnie stosowanym w leczeniu trójujemnych nowotworów piersi w całej Europie. Niestety w Polsce na ten moment ta terapia nie jest refundowana. Koszt jednej dawki to ok. 14.000 złotych, lek musi być podawany co 3 tygodnie aż do operacji. Ilość dawek przed operacją to ok. 4 -7 i następnie kilka dawek po operacji, ustalonych przez lekarza. Jeśli możesz pomóc mi w zebraniu środków na leczenie Pembrolizumabem, to ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni, proszę o przekazanie darowizny oraz 1,5% podatku w rozliczeniu PIT. Wiem, że z Waszą pomocą dam radę!

46 873 zł
37%
Dorota Dobosz, Kraków

Twoja niewielka pomoc może znaczyć dla mnie tak wiele

Dzień dobry, z tej strony Dorota. Wiosna ubiegłego roku była czasem, gdy moje życie stanęło pod znakiem zapytania - zachorowałam na raka piersi potrójnie ujemnego. Przetrwałam pełną chemioterapię oraz mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją piersi z implantem. Odpowiedź na leczenie była patologicznie całkowita - to znaczy wyleczona! Niestety, jak się okazało, wszystko co dobre, szybko się kończy - pół roku później, mimo czujności, nastąpiła wznowa miejscowa. Ta wiadomość zupełnie mnie przybiła. Byłam załamana, a nad moją rodziną ponownie pojawiły się czarne chmury. By móc dalej dla nich żyć, potrzebuję prosić Państwa o pomoc. Chciałabym jeszcze kiedyś móc, bez choroby i bólu związanego z wyniszczającą chemią, spędzić z nimi czas bez zmartwień i strasznych myśli z tyłu głowy. Lek dałby na to dużą szansę, dlatego liczę, że rozważą Państwo wsparcie mojej zbiórki. Obecnie przyjmuję co tydzień chemioterapię, w planie jest 16 wlewów. W całej tej sytuacji, która jest dla mnie bardzo trudna, mam ogromną pomoc i wsparcie w osobach dwóch znakomitych onkolożek, które szukają możliwości najlepszej terapii, potem czeka mnie następna operacja i kontynuacja leczenia. Po konsultacji w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie zadecydowano o immunoterapii pembrolizumabem, który znamiennie zwiększa szanse na radykalne wyleczenie choroby nowotworowej. Planowane jest też leczenie uzupełniające, które wpływa na odległe wyniki leczenia. Lek ten jest stosowany w Unii Europejskiej w kuracji raka piersi, ale w Polsce - nie jest refundowany. Niestety nie stać mnie na zakup tego leku samodzielnie, potrzebuję co najmniej 10 dawek. Jedna dawka kosztuje ponad 15 000 złotych, dlatego zwracam się do Ciebie z prośbą o wsparcie w zakupie. Lek ten należy włączyć do terapii, którą już rozpoczęłam, jak najszybciej. Kluczową rolę gra tu czas. Zawsze starałam się pomagać innym w miarę swoich możliwości, teraz sama jestem w potrzebie. Na obrazku widać naszą ukochaną kotkę, którą udało się wyleczyć z choroby serca. Ciekawe, czy i ja dostanę szansę na skuteczne leczenie? Dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli za wsparcie! Dorota

3 910 zł
2%
Edyta Hagel, Kanie

Aby walka z przerzutami trwała jak najdłużej!

Każdy z nas zna przynajmniej jedną taką osobę - do szpiku kości życzliwą, kochającą, lojalną, pomocną. Edi to po prostu dobry człowiek, takich ludzi już nie produkują. Wiosną tego roku Edyta świetnie bawiła się na weselu przyjaciół, tańce i hulańce z mężem do białego rana, za które następnego dnia przyszło jej zapłacić niepohamowanym bólem pleców. Pierwsze skojarzenie? No tak, tak to już z tymi urodzonymi w ubiegłym wieku, 35 lat na karku robi swoje… Ale przemożny ból pleców nie mijał, a wręcz się nasilał, pojawiły się obawy - czyżby znowu? Edi już raz pokonała raka, w maju 2018 zdiagnozowano u niej złośliwy nowotwór piersi - guzek sutka lewego. Szybka diagnoza, dostosowany plan leczenia. Krok po kroku, w bólu, ale z uśmiechem na ustach, bo wydawało się skutecznie - radioterapia, chemioterapia, mastektomia z limfadenektomia w grudniu 2018. Udało się! Rak został pokonany! A przynajmniej wszystko na to wskazywało… W czerwcu 2022 r. zawalił się dla nas świat - ziścił się najczarniejszy scenariusz - diagnoza: przerzuty rozsiane, sklerotyczne zmiany w kościach (trzony kręgowe, mostek i miednica). Okazało się, że poprzednie leczenie zostało przeprowadzone błędnie, w związku ze wstrząsami anafilaktycznymi podczas chemii usunięto z niej najważniejszy lek. Mimo regularnych badań i systematycznej kontroli onkologicznej przez ostatnie lata, choroba powróciła w najgorszej możliwej postaci. Walka zaczęła się od nowa i tym razem jest bardzo nierówna - raka z kręgosłupa, miednicy i mostka nie da się usunąć operacyjnie. Edyta walczy o to, aby jak najdłużej utrzymać go w ryzach, sięgając po wszelkie możliwe metody. Ma dla kogo żyć! Jest kochaną żoną i kochającą mamą dwójki chłopców Kacpra i Leona. Kacper we wrześniu poszedł do zerówki, Leon jest jeszcze w przedszkolu. Przeszła już serię radioterapii (od 12 do 22 lipca 2022 r.), równolegle rozpoczęła chemioterapię (docetaxel, herceptyna, pertuzumab), która skończy się wraz z końcem roku. Od początku leczenia regularnie, co miesiąc przyjmuje zastrzyki z przeciwciała monoklonalnego Xgeva, żeby wzmocnić kręgosłup, który przy najmniejszym wysiłku może się złamać. Koszt jednego zastrzyku to prawie 1000 zł. Została skierowana na wycięcie jajników oraz mastektomie drugiej piersi, co niestety nie jest refundowane (nie ma mutacji genów Brca1 Brca2). Edi nigdy nie prosiła nikogo o pomoc, a wręcz to ona była podporą dla innych. I dalej chce nią być. Chce jak najdłużej dawać swoim dzieciom poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, troskę, opiekę. Być dla nich matką, bo tak bardzo jej jeszcze potrzebują...

12 947 zł
32%
Wiesław Bereźnicki, Toruń

Walka z nieodnalezionym zabójcą

Mam na imię Wiesław. Jestem osobą, która bardzo lubi podróżować i spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu. Od 44 lat jestem w szczęśliwym związku małżeńskim - podczas każdego naszego etapu od wczesnej młodości po dziś dzień jesteśmy nierozłączni. Przez całe życie wraz żoną nieśliśmy pomoc charytatywną wielu osobom i było to naszą życiową inspiracją w małżeństwie. Teraz sami potrzebujemy wsparcia i pomocy. Niestety w 1,5 roku nasze życie wywróciło się do góry nogami. Przeżyliśmy z żoną wspaniałe 44 lata życia, a myśl o chorobie, która nagle na nas spadła oraz rozłące sprawia, że jesteśmy zdeterminowani walczyć o moje życie, mimo przeciwności jakie pojawiają się w diagnozowaniu i rozpoczęciu leczenia. W wyniku braku odnalezienia poprzez NFZ pierwotnego nowotworu dającego przerzuty byliśmy skazani na wzięcie sprawy w swoje ręce. Utworzyliśmy zbiórkę pieniędzy, ponieważ wraz z wykryciem choroby otrzymałem emeryturę, która niestety nie jest w stanie pokryć nawet 5% leczenia. Podjąłem się leczenia w Niemczech, przeprowadzono szereg badań prywatnych. Niestety po 35. radioterapii i chemioterapii dalej nie wykryto guza pierwotnego, a nowotwór w tym czasie zajął kości oraz kolejne węzły chłonne. Mimo wszelkich starań i próśb, aby podjąć immunoterapię, która zrobiła nam wielkie nadzieje, dostaliśmy kolejną złą informację, że moja choroba (mimo, że jest to rak płaskonabłonkowy szyi i głowy) nie kwalifikuje się z powodów formalnych. Skontaktowaliśmy się z jedną z klinik w Polsce, która leczy tą terapią, ale jest ona poza zasięgiem naszych finansów, dlatego po raz kolejny bardzo bardzo prosimy o pomoc. Wydaje się, że jest to jedyna obecnie terapia, która może uratować moje życie.

2 538 zł
2%
Mariola Pawlaczyk, Poznań

Chcę żyć dla córki

Choruję na nieoperacyjnego raka piersi z przerzutami do śródpiersia, jestem po chemioterapii paliatywnej. Nie jestem zakwalifikowana do dalszego leczenia. Moja sytuacja życiowa jest bardzo trudna. By móc utrzymać siebie i nastoletnią córkę, pracuję na dwóch etatach: jako pielęgniarka - na oddziale chirurgicznym oraz jako pielęgniarka szkolna - pomimo ciężkiej choroby i zakazu lekarza onkologa. Aby móc godnie żyć i zapewnić córce podstawowe warunki do życia, wynajmuję mieszkanie, za które niestety muszę sporo płacić. Moja córka jest czternastoletnią dziewczynką z dysfunkcją, uczęszczającą do szkoły integracyjnej. Dzięki ogromnej pracy Marysia bardzo dobrze się uczy. Dodatkowo jestem po ciężkim rozwodzie. Zostałam z długami - komornik zabiera mi około 2.000 złotych pensji. Całe życie pomagam innym, ale tym razem prosiłabym o pomoc dla siebie na pokrycie kosztów wydatków związanych z moim leczeniem.

6 100 zł
20%
Alicja Żebrowska-Szreder, Gdańsk

Młoda mama kontra agresywny rak - pozwól mi wygrać życie!

Witajcie Kochani! Mam na imię Alicja, mam 39 lat. Na co dzień jestem mamą wspaniałych dzieciaczków, które dzielnie towarzyszą mi w najtrudniejszej walce, jaką do tej pory przyszło mi stoczyć... Zawsze starałam się pewnie stąpać po ziemi, aby zapewnić byt moim ukochanym dzieciom. 23.06.2022 roku grunt pod nogami dosłownie nam runął - usłyszałam diagnozę: "rak piersi HER2 dodatni" - najbardziej agresywny rak rozsiewający się po organizmie i dający przerzuty w krótkim czasie. Strach, płacz i przerażenie mieszało się z chęcią bitwy z tym potworem, który właśnie zaczął mnie pochłaniać. Szybkie badania, biopsje i na cito chemia, aby przerzuty się nareszcie zatrzymały. Na dzień dzisiejszy jestem po 5 sesjach (10 wlewach) chemioterapii. Przede mną ostatnia sesja metali ciężkich, a zaraz po niej kolejne konsylium. Zaraz po świętach czeka mnie obustronna mastektomia oraz limfadenektomia (usunięcie węzłów pachowych), radioterapia, rehabilitacja i kolejne wlewy rozpisane na tę chwilę do sierpnia 2023. Jestem także po komisji do orzekania o niepełnosprawności - otrzymałam stopień znaczny, na co wpływa nie tylko sama mastektomia, ale usunięcie węzłów chłonnych, za czym stoi dożywotnia kosztowna rehabilitacja, specjalna bielizna, odpowiednia dieta i szereg bardzo drogich nierefundowanych leków pomagających wygrać z tym potworem. Proszę pomóż mi wygrać z chorobą, bardzo chcę i mam dla kogo żyć, moje dzieciaczki są przecież jeszcze takie malutkie... Czeka mnie długa, pełna bólu i strachu droga, by pokonać tego mordercę, ale WIERZĘ z całego serca, że dzięki Wam - dzięki jedności i pomocy ludzkich serc, będzie mi dane towarzyszyć moim maluszkom we wkraczaniu w dorosłe życie. WIERZĘ ze wszystkich sił, bo przecież nadzieja umiera ostatnia... Rozumiem, że w tych trudnych czasach nie każdy może sobie pozwolić na wsparcie takich zbiórek jak moja, dlatego też bardzo serdecznie proszę o udostępnianie, by moje wołanie o życie dotarło do jak największej liczby dobrych ludzi. Za każde wsparcie z całego serca DZIĘKUJĘ! Alicja

15 453 zł
34%
Aleksander Krupa, Białystok

Aleksander - Szpiczak mnogi

Nazywam się Aleksander, pół roku temu usłyszałem diagnozę: szpiczak mnogi. Dla dotychczas niechorującego, zdrowego, wysportowanego człowieka było to coś zupełnie niezrozumiałego. Jestem w trakcie intensywnego leczenia i powoli oswajam się z tą chorobą. Choroba i leczenie całkowicie uniemożliwiają mi pracę zawodową, a tym samym pozbawiły mnie i moją rodzinę środków finansowych. Obecnie zbieram na dalsze leczenie, dojazdy do ośrodka onkologicznego i ewentualną rehabilitację po przeszczepie szpiku. Dziękuję za każdą pomoc i wsparcie!

34 947 zł
69%
Katarzyna Marcinkiewicz, Sulęcin

Kasia zbiera na nierefundowaną immunoterapię

Mam na imię Kasia, mam 51 lat, 2 wspaniałe córki, Sandrę i Patrycję oraz wspaniałego męża. Mieliśmy marzenia jak każdy... Przez wiele lat nasze życie było trudne, wreszcie wszystko się poukładało, myśleliśmy o emeryturze, może wnuki, może wreszcie jakaś podróż... Niestety rak miał inne plany na moje dalsze życie i życie moich najbliższych. We wrześniu na badaniu usg lekarz powiedział, że prawdopodobnie mam nowotwór złośliwy piersi. Moje życie się zatrzymało. Wyszłam z gabinetu, wsiadłam do auta. Moja pierwsza myśl w tym momencie: "Co z moimi córkami? Co z mężem? Rodziną? Przyjaciółmi? Co mam najpierw zrobić? Od czego zacząć? Do kogo zadzwonić? Jak powiedzieć moim bliskim?". Po wielu diagnostycznych badaniach, stresach, jak wyjdą wyniki, czy będą przerzuty - diagnoza: rak piersi potrójnie ujemny z Ki 90% stopniem dzielenia się komórek rakowych. Długo próbowałam sama coś znaleźć, dodatkowo oprócz chemioterapii i operacji. Czytałam, pisałam do wielu lekarzy, jeździłam na prywatne wizyty min. do prof. Murawy, prof. Byrskiego, dr. Niziołka. Niestety na tym etapie choroby trzeba było wdrożyć leczenie tradycyjne. Jestem w trakcie chemioterapii, przede mną jeszcze 11 chemii, potem operacja, znowu leczenie i być może radioterapia - lekarze jeszcze nie zdecydowali. Jest szansa na wdrożenie po operacji immunoterapii, która nie jest refundowana, a jej koszty są ogromne. Bez Państwa Pomocy nie mam szans na uzbieranie tak ogromnej kwoty. Jest to dla mnie ogromna szansa, przy tak złośliwym raku trójujemnym, który w moim przypadku daje bardzo szybko przerzuty, na odwleczenie ich w czasie. Leczenie jest długie, rak piersi potrójnie ujemny jest bardzo trudny do wyleczenia. Ma go ok. 15% pacjentek z wykrytym rakiem piersi. Daje bardzo duże prawdopodobieństwo nawrotów, dlatego każda Państwa pomoc, każda złotówka, czy to przekazana przez fundację czy też przez 1,5% podatku będzie dla mnie nieocenionym wsparciem w tej nierównej potyczce i pozwoli skupić mi się na walce z tym skorupiakiem. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała szansę, aby wypowiedzieć te słowa, również za sprawą takich ludzi o wielkich sercach jak Państwo: WYGRAŁAM I BĘDĘ ŻYŁA. DZIĘKUJĘ!!! Kasia

10 598 zł
3%
Beata Helt, Kalisz

Zbiórka dla Beaty

Zachorowałam w 2014 roku na raka piersi. Operacja, chemioterapia, radioterapia i hormonoterapia, a przede wszystkim nadzieja, że pokonałam raka. Przez 7 lat myślałam, że najgorsze już za mną. Kontrolne badania w listopadzie 2021 wykazały nawrót choroby. Przeszłam operację z zabiegiem mastektomii, po pół roku w maju 2022 konieczna była kolejna operacja tej samej piersi. Mój rak okazał się hormonooporny. Nie pomagają tabletki, które dotychczas brałam. Potrzebuję leku nierefundowanego w Polsce, aby pozbyć się raka. Lek ten nazywa się Abemacyklib - opakowanie kosztuje 6 071 PLN, a terapia będzie trwała 2 lata. Chcę, jak każdy żyć, cieszyć się swoją rodziną: mężem, dwójką dzieci i wnukiem. Dziękuję za okazaną pomoc i wsparcie.

1 080 zł
0%
Mirosława Kowalik, Częstochowa

Leczenie raka trzustki i rehabilitacja po udarze w trakcie chemioterapii

Jestem emerytowaną pielęgniarką, zawsze pomagałam innym, teraz ja sama potrzebuję pomocy. Dopadły mnie dwie choroby naraz, jedna straszniejsza od drugiej. W sierpniu tego roku rozpoznano u mnie nowotwór trzustki z przerzutem do wątroby. Udało się wykonać szybką diagnostykę i rozpocząć szybko leczenie chemioterapeutyczne w ramach programu lekowego. Po czwartym wlewie niestety doznałam udaru. Chemioterapia została przerwana. Być może powrót do niej będzie oznaczał przyjmowanie leku nierefundowanego. Teraz jednak chciałabym stanąć na nogi, chciałabym znowu chodzić. NFZ zdyskwalifikował mnie z rehabilitacji w ramach środków państwowych jako pacjenta nierokującego. Aktualnie przebywam w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym, co pochłonęło już większość rodzinnych oszczędności. Wyprzedaliśmy się już niemal ze wszystkiego. Przede mną jeszcze kilka miesięcy rehabilitacji i powrót do leczenia onkologicznego. Już po pierwszych tygodniach rehabilitacji potrafię usiąść, przemieścić się na wózku, rozpoczynam naukę chodzenia. Chciałabym jeszcze żyć dla moich dzieci i rodziny, mam jeszcze tyle planów, marzeń do zrealizowania. Pomóż mi! Każda złotówka się liczy. Wszystkim z góry dziękuję za pomoc.

1 417 zł
0%
Jadwiga Brzezicka, Węgrów

Potrzebuję wsparcia w leczeniu raka

Witam, nazywam się Jadwiga (dzieci zazwyczaj mówią do mnie Jadzia). Mam 57 lat. Zachorowałam w 2017 roku na raka płuca, było to pół roku po śmierci mojego męża. Załamałam się. Jak usłyszałam słowo "rak", od razu myślałam, że to koniec. Jeszcze wtedy nie wiedziałam nic o tej chorobie i to było najgorsze. Przed chorobą uwielbiałam przebywać na świeżym powietrzu i zajmować się ogrodem, w szczególności moimi kwiatkami. Kocham też zwierzęta. Mam w domu trzy koty i zajmuję się też przybłędami, ostatnio są to same psiaki, ale każdy potrzebuje trochę miłości i głaskania. Z ogrodem i zwierzętami pomagają mi dzieci, bo już czasami nie mam siły i szybko się męczę, a w upalne dni nie mogę nawet wychodzić na zewnątrz. Jestem wdową, mam trójkę dzieci i jedną wnuczkę. Kocham ich całym sercem. Dzieci są już dorosłe, mają swoje rodziny, ale codziennie ktoś do mnie wpada albo zostają na weekend. Są całym moim życiem i największym wsparciem, jakie mogłabym sobie wymarzyć. W chorobie na szczęście miałam wsparcie moich dzieci - nie pozwoliły mi na złe myśli, których jednak było ciężko uniknąć. Leżąc w szpitalu człowiek myśli o najgorszym, o tym jak sobie poradzą dzieci, zwierzęta, kto będzie o nie dbał. Te myśli nachodzą i nachodzą, jednak odwiedziny najbliższych dają poczucie bezpieczeństwa. Została mi wycięta część płuca i dostałam dawkę chemii na wszelki wypadek. Nie wspominam dobrze tych dwóch rzeczy i chciałabym o nich zapomnieć. Po roku wróciłam do pracy i cieszyłam się życiem, czekając na przyjście na świat mojej pierwszej wnuczki. Trzy lata po pierwszej diagnozie nadeszła kolejna, gorsza - guz mózgu o średnicy 5 cm. Tutaj miałam kolejne szczęście, bo trafiłam na młodego lekarza, który się mną zainteresował i zamiast tylko radioterapii miałam operację wycięcia tego guza i dodatkowo radioterapię. Pobyt w szpitalu był ciężki ze względu na pandemię i brak odwiedzin. To chyba było najgorsze dla moich bliskich, którzy musieli czekać na moje telefony i wideorozmowy. Musieli kontaktować się z lekarzami tylko telefonicznie, co nie zawsze było możliwe. Po tym guzie już nie jestem taka sama i myślę, że nie wrócę do pełnej sprawności. Mam mocne zaniki pamięci i problemy z koncentracją. Pogorszył mi się wzrok i słuch. Podczas choroby złapałam półpaśca i leczę go do dzisiaj. Życie stało się trudniejsze w kwestii zdrowotnej i finansowej. Przez półpaśca i problemy z pamięcią i koncentracją oraz kręgosłupem muszę leczyć się prywatnie. Mój lekarz prowadzący jest lekarzem "jednej rzeczy", więc jeśli nie widzi nigdzie guza, inne sprawy go nie interesują, dlatego wszystkie skierownia muszę brać od lekarzy prywatnie. Czasami zdarza się, że na same wizyty moje dzieci wydają miesięcznie około 1500 zł. Do tego dochodzą leki oraz badania, czyli w sumie 4000 złmiesięcznie. Cieszę się, że mam dzieci, bo inaczej nie byłoby mnie na to stać. Z mojej renty nic nie zostaje, bo wszystko idzie na spłatę kredytu, który wzięłam, jak byłam zdrowa. Potrzebuję pieniędzy na codzienne wydatki związane z leczeniem, na leki, na rehabilitację. Życie teraz jest ciężkie i wszystkie koszty wzrastają, a mi nie zostaje nawet grosik z renty. Dlatego jeśli ktoś wpłaci chociażby 1 zł, będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam i dziękuję za wszystko, Jadzia

1 824 zł
1%
Beata Kamińska, Warszawa

Pomoc w walce z rakiem inwazyjnym

Zdiagnozowano u mnie raka piersi prawej z przerzutami do węzłów. W dniu 27.09 miałam wykonaną biopsję piersi prawej, która potwierdziła raka inwazyjnego HER2, 3+ (niehormonozależny), stopień złośliwoście G2 (w skali 1-3), o Ki67 >30% i wysokim wskaźniku podziałów komórkowych. Dlatego tak ważne jest kontynuowanie działań, jakie aktualnie podejmuję, żeby rak nie rozsiał się na inne organy. Czekam na dalsze informacje od lekarza w sprawie leczenia. Ze wstępnych informacji wiem, że czeka mnie najpierw chemioterapia, następnie operacja i późniejsze leczenie (które jeszcze nie zostało określone). Miałam nadzieję, że jeżeli to rak, to okaże się łagodniejszy i wystarczy operacja plus hormony, no ale jest inaczej. Dlatego potrzebuję wsparcia na dalsze wzmocnienie organizmu przy braniu chemii, badania oraz dodatkowe leki.

450 zł
1%