Zbiórki

Robert Januszewski, Warszawa

Pokonać raka płuc - zbiórka na leczenie [ZAKOŃCZONA]

[AKTUALIZACJA 10.05.2024] Wczoraj dowiedziałem się, że mam przerzuty, czyli nie było pozytywnej odpowiedzi na leczenie chemioterapią. Nie załamuję się, bo w takiej sytuacji otrzymam inny lek (z tej samej grupy co poprzedni, czyli terapia celowana) i będzie on już refundowany przez NFZ. Jest to najnowocześniejszym lekiem na moją odmianę raka, został zarejestrowany w Europie zaledwie kilka lat temu i charakteryzuje się wysoką skutecznością działania. W tej sytuacji prowadzenie dalszej zbiórki traci sens. Jestem niezmiernie wdzięczny za wszystkie wpłaty i słowa pokrzepienia. Zebrane środki wykorzystam na: - leczenie skutków ubocznych chemioterapii / terapii celowanej - ewentualną prywatną opiekę paliatywną w terminalnej fazie choroby (oby jeszcze długo nie) ------------------------------------------------------------------------------ Cześć, jestem Robert i mam 47 lat. Jestem mężem ukochanej żony Edyty i mam wspaniałego dorastającego syna Kacpra. Jestem aktywny zawodowo. Bardzo lubię chodzić po górach. Niestety pod koniec zeszłego roku usłyszałem druzgocącą diagnozę: rak niedrobnokomórkowy płuca ALK-dodatni. Przeszedłem operację radykalnej resekcji guza i węzłów chłonnych śródpiersia. W tej chwili jestem w trakcie chemioterapii (po 2 cyklu z 4). Nowotwór ALK-dodatni jest bardzo złośliwy. Pomimo leczenia uzupełniającego chemioterapią istnieje 60% ryzyka przerzutów do mózgu. Nadzieją na powstrzymanie nowotworu jest terapia celowana, która niestety w moim wskazaniu (gdy nie ma jeszcze stwierdzonych przerzutów), nie jest refundowana przez NFZ. Zastosowanie tego leku znacząco ogranicza ryzyko przerzutów. Miesięczny koszt terapii to 26000 zł. Terapia trwa dwa lata i powinna się rozpocząć zaraz po zakończeniu chemioterapii. Dziękuję każdemu darczyńcy, który poświęcił chwilę swojego czasu i wsparł tę zbiórkę. Bardzo chciałbym wrócić do swojej pasji wędrówek górskich. Liczę, że po zakończeniu leczenia będzie to możliwe.

138 795 zł z 57 650 zł
240%
Paulina Gonsak, Łódź

Córeczka Pauliny potrzebuje sprawnej mamy.

Szanowni Państwo, dla każdego człowieka najważniejsze jest zdrowie. Jako osoba chora na nowotwór, zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Swoje 30-te urodziny spędziłam w szpitalu borykając się z ogromnym bólem i czekając na diagnozę, co mi jest. Okazało się, że to bardzo rzadki rodzaj nowotworu - mięsak naczyń krwionośnych (angiosarcoma). Choruję od stycznia 2016 roku i obecnie jestem w trakcie chemioterapii, którą muszę przyjmować cyklicznie co tydzień. Początkowo nowotwór umiejscowiony był na plecach z przerzutami do wątroby, mięśni pośladka oraz płuca. Nie wiem, jak długo potrwa leczenie, lekarze mówią, że powinnam otrzymywać wlewy najdłużej jak tylko się da - jak długo mój organizm wytrzyma. Obecnie przyjmuję chemię już 6,5 roku, cyklicznie co tydzień lub dwa - bez żadnej przerwy; to już ponad 240 wlewów... Jest to dla mnie bardzo uciążliwe. Tylko pytam, ile jeszcze można tak żyć? I czekać, czy to ta kolejna chemia będzie tą, która już nie zadziała...? Z przeprowadzonych badań kontrolnych wynika, że nowotwór na plecach się nieznacznie zmniejszył, a na mięśniach pośladka i płucu go nie ma. HURA!!! Od samego początku mam na plecach otwartą ranę po biopsji gruboigłowej, która pomimo moich usilnych starań i stosowania coraz to nowych opatrunków nie goi się. Prawdopodobnie nie zagoi się, dopóki przyjmuję chemię. Rana dodatkowo była zakażona gronkowcem złocistym, którego udało mi się wyleczyć dzięki zastosowaniu terapii fagowej. To było 3 lata temu. Każde nowe zakażenie powoduje, że jest coraz bardziej lekooporna. Po wielu poszukiwaniach i konsultacjach udało nam się znaleźć lekarza w USA, który zainteresował się moim przypadkiem. Po zapoznaniu się z przebiegiem choroby otrzymałam od niego opinię, aby rozważyć operację. Bardzo się cieszyłam, że pojawiła się taka możliwość. Niestety okazało się, że to też nie wchodzi w grę. Rak umiejscowiony jest w takim miejscu i jest tak duży, że wycięcie mogłoby spowodować zbyt duże ubytki w plecach, przez co być może nie mogłabym się poruszać. Także przez cały ten czas lekarze stosują tylko leczenie paliatywne, czyli podtrzymujące życie. Ja i moja rodzina ciągle szukamy nowych możliwości leczenia mnie w inny sposób niż tylko chemioterapią. Niestety wszystkie terapie sprawdzone przez nas do tej pory okazały się nie dla mnie... Kolejną szansą może stać się termoablacja - czyli wypalanie guza, jako terapia dodatkowa do chemii. Dzięki terapii czuję się coraz lepiej, niestety skutków ubocznych jest całe mnóstwo. Są drżenia mięśni nóg, rąk, jest osłabienie organizmu, brak sił na wstanie z łóżka, problemy skórne, wypadanie włosów i rzęs, dodatkowe kilogramy po sterydach. Słabsza koncentracja i pamięć,depresja, szybkie zmęczenie organizmu przy wykonywaniu najprostszych codziennych czynności. Jestem szczęśliwą mamą 7,5-letniej Oli, którą bardzo kocham. To dla niej codziennie rano staram się wstać z łóżka i podejmuję walkę z chorobą. Mam też kochającego męża oraz wspaniałą rodzinę i przyjaciół, na których mogę liczyć w tych trudnych dla mnie chwilach. Przed chorobą byłam aktywną mamą i kobietą. Wolny czas spędzałam na zabawie z córką, spacerach, czytając kryminały oraz spotykając się z rodziną i przyjaciółmi. Powoli wracają mi siły. Mogę już samodzielnie się poruszać i pokonywać dłuższe dystanse, dlatego staram się jak najczęściej spacerować z moją kochaną córeczką. Poświęcam jej cały swój wolny czas starając się wychować ją na dobrą, mądrą i wrażliwą dziewczynkę. Każda chwila z nią spędzona jest dla mnie bezcenna, bo na początku choroby było ze mną tak źle, że nie miałam siły trzymać jej w ramionach... Czasem wracają czarne myśli. Czy aby na pewno się uda, co się stanie kiedy obecna chemia przestanie działać? Jak długo mój organizm wytrzyma wlewy? To jednak tylko chwile, na które nie pozwalam sobie zbyt często. Mam wspaniałego męża, który codziennie zaraża mnie swoim optymizmem i uśmiechem. Dzięki niemu nasza rodzina funkcjonuje w miarę normalnie. Mam też ogromne wsparcie w mojej rodzinie - mamie, braciach i bratowych, którzy są ze mną zawsze, kiedy tylko tego potrzebuję. Dziękuję Wam. Są ze mną też przyjaciele oraz zupełnie obcy ludzie. Dzięki temu widzę, jak ludzie są dobrzy, bo martwią się, pomagają i modlą za kogoś, kogo w ogóle nie znają. Wiem, że mimo wsparcia najbliższych, sama nie poradzę sobie z nowotworem. Dlatego proszę Państwa o pomoc. Nasza sytuacja materialna jest bardzo trudna, gdyż przychody naszej rodziny oscylują w granicy trzech tysięcy złotych. Pieniądze te nie wystarczają na pokrycie wydatków związanych z moją chorobą. Zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów leków refundowanych i nierefundowanych przez NFZ, żywienie medyczne wspomagające mocno już wyczerpany organizm, na środki opatrunkowe, dojazdy do i z ośrodka leczenia. Po zakończeniu leczenia chciałabym wrócić do formy, dlatego kolejne fundusze będę potrzebować na rehabilitację. Wiem, że już bardzo dużo dla mnie zrobiliście, dlatego dziękuję za całe wsparcie, jakie okazujecie mnie i mojej rodzinie, a także za wszystkie wpłaty oraz pieniądze przekazane za pomocą 1%. Każda złotówka jest dla mnie bardzo ważna, bo wiem, że jest wpłacona przez ludzi o dobrym sercu i daje mi szansę cieszyć się dłużej z każdego dnia spędzonego z moją wspaniałą rodziną. Z serca dziękuję, Paulina Gonsak

129 224 zł z 100 000 zł
129%
Dorota Paszkiewicz, Strzelce Krajeńskie

Potrzebny nierefundowany lek

Mam na imię Dorota, mam 40 lat. W czerwcu 2020 r. znalazłam u siebie w piersi guza, który okazał się być nowotworem. Diagnoza - inwazyjny, zrazikowy rak piersi z nadekspresją receptora HER2+. Od sierpnia walczę. Jestem po cyklach chemioterapii w skojarzeniu dwóch leków. W styczniu przeszłam operację mastektomii radykalnej i właśnie wróciłam do domu po miesięcznej radioterapii. Przede mną jeszcze hormonoterapia. Po operacji okazało się, że nie doszło do całkowitej remisji patologicznej, co niestety nie jest korzystnym czynnikiem rokowniczym. Żeby poprawić swoje rokowania na przyszłość, lekarz zaproponował mi zastosowanie leku, który niestety nie jest refundowany w Polsce w takim przypadku jak mój. Nie chcę czekać, aż będzie mi przysługiwać refundacja, tzn. gdy nastąpi nawrót choroby i pojawią się przerzuty. Koszt leczenia to ponad 100 000 zł. Jest to dla mnie spora kwota. Dlatego pomyślałam, że w ludziach siła, że może mogę liczyć na Waszą pomoc. Z wykształcenia jestem farmaceutą i tym bardziej chcę mieć dostęp do nowoczesnego leczenia. Na co dzień w swojej pracy stykałam się z problemami wielu chorych i potrzebujących osób. Starałam się im pomóc najlepiej, jak potrafię. Dziś sama potrzebuję pomocy. Chcę wyzdrowieć, wrócić do pracy i żyć pełnią życia. Obiecuję, że jak tylko poczuję się silniejsza, od razu zabieram się do działania. Mam w sobie sporo pozytywnej energii i chcę ją dobrze spożytkować. Życie stawia przed nami wiele wyzwań. Jednym z najważniejszych dla mnie dziś jest pokonanie choroby. Wierzę, że tak będzie i jeszcze wiele rzeczy wspólnie zrobimy razem. Z góry dziękuję za okazane wsparcie i każdą złotówkę.

128 057 zł z 100 000 zł
128%
Renata Nevretdinov-Drużyńska, Warszawa

Zbiórka na walkę z rakiem

Mam na imię Renata. W kwietniu 2023 roku otrzymałam straszną diagnozę: nowotwór złośliwy piersi naciekający. Jestem mamą dwójki nastoletnich dzieci, które są dla mnie całym światem. Dają mi ogromną siłę do walki z chorobą. W kwietniu odbyła się pierwsza operacja, która niestety nie była udana. Nie wycięto mi wówczas całego obszaru, który był zajęty przez nowotwór. Wskazane leczenie radioterapia i hormonoterapia nie były skuteczne. Pojawiły się przerzuty i w lipcu miałam kolejną operację. Zbieram pieniądze na leczenie i rehabilitację. Wierzę, że uda mi się wygrać tę nierówną walkę z rakiem i dlatego bardzo proszę o pomoc i wsparcie.

124 600 zł z 40 000 zł
311%
Łucja Łazarska, NOWY TARG

Walka z białaczką

28.02.2025 trafiłam na SOR z bólem pleców, który uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie. Ortopedzi i fizjoterapeuci upierali się, że cierpię na nerwobóle i napięcia mięśniowe typowe dla kobiet, które niedawno urodziły dziecko. Niestety już po dwóch dniach znalazłam się na oddziale intensywnej terapii, gdzie w trwającej 10 dni śpiączce farmakologicznej stoczyłam walkę o życie z sepsą i niewydolnością wielonarządową. W międzyczasie zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną oraz złamania kompresyjne czterech kręgów piersiowych. Już w trakcie śpiączki rozpoczęto u mnie leczenie i chemioterapię. Aktualnie leczę się na zamkniętym oddziale Hematologii w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Udało się osiągnąć remisję, ale przede mną jeszcze długa walka o powrót do zdrowia. W tym samym czasie mój mąż przejął opiekę nad naszą niespełna 9-miesieczną córką i z uwagi na to stracił możliwość pracy i zarabiania pieniędzy, a z racji pracy za granicą nie przysługuje nam praktycznie żadna pomoc socjalna. Jesteśmy młodym małżeństwem, mamy na głowie kredyt, rachunki, a teraz dodatkowo koszty związane z moim leczeniem (zakupy do szpitala, dojazdy, leki na receptę). Zwracamy się do państwa z prośbą o wsparcie nas w tym ciężkim wyzwaniu, z jakim przyszło nam się zmierzyć. Z góry dziękujemy, Łucja, Kaja i Krzysztof Łazarscy

124 157 zł z 70 000 zł
177%
Katarzyna Sawa, Krasnystaw

Cel został osiągnięty - dziękujemy za wszystkie wpłaty

Pomóż Kasi pokonać glejaka! Witam, mam na imię Kasia, mam 33 lata, kochającego męża i dwójkę wspaniałych dzieci - Pawełek ma 7 lat, Asia 2 latka. W połowie marca 2017 roku trafiłam do szpitala i okazało się, że mam... guza mózgu. Diagnoza była druzgocąca, ale dzięki szybkiej reakcji mojej rodziny udało się skonsultować mój przypadek u 2 neurochirurgów w Warszawie i Lublinie. Niestety, ze względu na lokalizację guza w strukturach głębokich obaj potwierdzili, że guz jest nieoperacyjny. Na początku kwietnia została przeprowadzona biopsja cienkoigłowa, która potwierdziła glejaka. Jesteśmy w trakcie konsultacji w Monachium i Pradze w sprawie leczenia terapią protonową, co jest niezwykle kosztowne. Niestety, nasze możliwości finansowe są bardzo ograniczone. Mimo że jesteśmy dopiero na początku naszej drogi, jestem pełna nadziei, że cała sytuacja, w jakiej się znalazłam, ma głębszy sens i uda mi się przezwyciężyć chorobę. Ludzie, którzy mnie otaczają, dają mi siłę do walki. Choć walka będzie trudna, nie zamierzam się poddawać, bo mam dla kogo żyć. Wierzę, że Waszą pomocą i wsparciem finansowym pokonam wszystkie przeciwności losu. Dobro zawsze powraca! Z góry dziękuję za darowizny na poczet leczenia. Pozdrawiam, Katarzyna Sawa

123 717 zł z 80 000 zł
154%
Sylwia Patriak, Oława

Terapie, badania, leki nierefundowane

Szanowni Państwo, przekazuję aktualizację dotyczącą mojego stanu zdrowia oraz dotychczasowego przebiegu leczenia. Wznowa: przerzuty nowotworowe do kości, węzłów i wątroby W lutym zgłosiłam mojemu lekarzowi onkologowi nasilający się ból pleców. Równolegle, prywatnie, wykonałam badanie markera nowotworowego, który wykazał dwukrotny wzrost. Lekarz uznał jednak, że charakter opisywanego bólu nie wskazuje na przerzuty do kości. Dodatkowo w styczniu przeszłam krztusiec, dlatego ból został przypisany naciągnięciu mięśni podczas intensywnego kaszlu. Wykonane po chorobie zdjęcie RTG klatki piersiowej obejmowało również obszar bólu – nie wykazano w nim żadnych niepokojących zmian. Pomimo tych zapewnień nalegałam na dalszą diagnostykę i uzyskałam skierowanie na scyntygrafię kości, jednak badanie to zostało wystawione jako kontrolne, a nie w trybie pilnym. W maju pojawiły się kolejne dolegliwości bólowe w innych lokalizacjach. Ponownie konsultowałam się z lekarzem rodzinnym, ortopedą oraz onkologiem, jednak żaden z nich nie widział wskazań do wykonania rezonansu magnetycznego. Otrzymałam jedynie skierowanie na rehabilitację. Zdecydowałam się na prywatną wizytę u fizjoterapeuty, który odmówił rozpoczęcia rehabilitacji bez wcześniejszego badania rezonansu magnetycznego i sporządził stosowną informację dla lekarza prowadzącego. Dopiero po jej otrzymaniu lekarz wystawił skierowanie na rezonans. Po zapoznaniu się z jego wynikiem natychmiast skontaktował się ze mną telefonicznie, polecając pilny transport medyczny do szpitala i jak najszybszą interwencję chirurgiczną. Stwierdzono bowiem bardzo zaawansowane złamanie patologiczne w obrębie kręgu C5, z realnym zagrożeniem uszkodzenia rdzenia kręgowego. Zostałam natychmiast operowana – wykonano spondylodezę szyjną z dostępu przedniego. Po operacji rozpoczęto leczenie dwuliniowe: stereotaktyczną radioterapię oraz leczenie systemowe. Od września przyjmowałam chemioterapię w połączeniu z hormonoterapią. Na początku listopada badania obrazowe TK wykazały poprawę w obrębie kości oraz węzłów chłonnych, jednak jednocześnie ujawniono bardzo duży progres choroby w wątrobie – ponad 25 zmian o wielkości do 2 cm. W związku z tym natychmiast zmieniono schemat leczenia na silniejszą chemioterapię. Obecnie jestem po pięciu wlewach nowego schematu. Na początku lutego zaplanowane są kolejne badania TK, które pokażą, czy zmiany w wątrobie reagują na zastosowane leczenie. Aktualne wyniki badań laboratoryjnych (morfologia) są optymistyczne, podobnie jak moje samopoczucie ogólne. W przypadku opanowania zmian w wątrobie planowana jest kolejna operacja kręgosłupa – tym razem w odcinku piersiowym, gdzie również doszło do złamania patologicznego wymagającego stabilizacji. Jest to jednak etap dalszy i wtórny wobec obecnego leczenia onkologicznego. Zgromadzone środki zamierzam przeznaczyć na koszty dojazdów do ośrodków leczenia, rehabilitację, dodatkowe badania diagnostyczne oraz – w przyszłości – na terapie nierefundowane, w momencie gdy leczenie finansowane przez NFZ przestanie być skuteczne Pragnę także podkreślić, że zgodnie z zasadami fundacji, wypłata zgromadzonych środków możliwa jest wyłącznie na podstawie imiennych faktur dokumentujących poniesione koszty leczenia, terapii, badań lub rehabilitacji związanych z powyższą chorobą. *********************************************************** Na imię mam Sylwia i mam 38 lat. Jestem żoną super faceta o imieniu Mariusz oraz matką dwójki dzieci: Angeliki (19 lat) i małego Karolka (2 lata). W kwietniu 2018 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi trzeciego stopnia z przerzutami do węzłów. Ze względu na wieloogniskowość nowotworu zaczęłam leczenie od bardzo drastycznej chemii. Nie będę tutaj nikogo czarować, czułam się po niej RÓŻNIE. Niemniej jednak przetrwałam to i udało mi się dobrnąć do końca. Z końcem października przeszłam ciężką operację usunięcia piersi oraz 26 węzłów. Czułam się dobrze… tzn. bolało, ale wierzyłam, że już z górki i będzie tylko lepiej. Niestety przyszły wyniki histopatologiczne wyciętego materiału i entuzjazm prysł. Wyniki wykazały, że te kilka miesięcy chemii przyniosły marny wynik. Wycięto żywe komórki rakowe zarówno z piersi jak i z 8 węzłów. Na domiar złego komórki rakowe wyszły poza torebkę węzłową. W ciągu kilku dni zaczęłam szukać pomocy wszędzie, gdzie tylko się dało. Nie mogę czekać na to, aż komórki rakowe, krążące w moim organizmie gdzieś się rozprzestrzenią i zagnieżdżą, muszę działać. W najbliższym czasie chcę wykonać testy ONCODepp, które mają na celu znaleźć chemioterapię najbardziej skuteczną przy moim typie nowotworu. Badania te wykonuje się w Belgii i są dość kosztowne. W tej chwili przyjmuję hormonoterapię oraz czekam na radioterapię, która powinna się zacząć 3-4 tygodnie po operacji, Jednak realia są inne, mój zaplanowany termin naświetleń to początek roku 2019 czyli 9-10 tygodni po operacji. Nie wiem co będzie dalej, szukam możliwości dalszego leczenia, wszędzie, gdzie jest to tylko możliwe. Konsultuję się z różnymi lekarzami w kraju i za granicą, porównuję proponowane leczenie. Po wynikach profilu molekularnego będę wiedziała, czy chemioterapia, która może mi pomóc, jest refundowana, czy też nie. Dziękuję każdemu, kto wyciągnie do mnie pomocną dłoń. Sylwia Patriak

122 393 zł z 100 000 zł
122%
Ewa Chlebuś, Sulechów

Zrzućmy się dla Ewy walczącej z białaczką

Zrzućmy się dla Ewy, która walczy z ostrą białaczką szpikową na koszty związane z leczeniem po przeszczepie. 9 listopada 2021 r. Ewa trafiła w stanie ciężkim do szpitala. Wtedy usłyszeliśmy straszliwą diagnozę - ostrą białaczkę szpikową. Cały nasz świat się zawalił, a wydarzenia zaczęły dziać się błyskawicznie. Z dnia na dzień Ewa znalazła się na oddziale Hematologii w Zielonej Górze. Dawne życie zniknęło, a zaczęło się nowe, trudne życie, w którym codziennością były wizyty w szpitalu. Natychmiast wdrożono intensywne leczenie - długie, męczące i wykańczające. Silne dawki chemii z każdym dniem zabierały jej siły, niszcząc organizm. Dodatkowo w wrześniu 2021 r. Ewa przeszła udar, co lekarze później zdiagnozowali jako początek białaczki. Przez 10 miesięcy spędzonych w szpitalu przeszła cztery chemioterapie i biopsję głowy. Doznała paraliżu, co wymagało dwu miesięcznej rehabilitacji. Przez cały czas większość dnia spędzała w izolatce, a jej życie niejednokrotnie było zagrożone. Ostatecznie Komisja Lekarska zakwalifikowała ją do autologicznego przeszczepu komórek macierzystych. To był bardzo trudny czas. Ewa przeszła ciężką chemioterapię, a następnie jej układ odpornościowy został „zresetowany” i musiał się odbudowywać. Jej stan, izolacja, obostrzenia covidowe oraz dodatkowe zakażenie wewnątrzszpitalne były ogromnym obciążeniem. Dobrą wiadomością było to, że znalazł się dawca szpiku (jej brat) i 22 sierpnia 2022 r. Ewa przeszła przeszczep szpiku, pełna nadziei, że teraz będzie tylko lepiej. Po przeszczepie Ewa wyszła ze szpitala do domu 19 września 2022 r. Co tydzień lub co dwa tygodnie przyjeżdżamy na kontrolę do Kliniki Hematologii i Przeszczepu Szpiku we Wrocławiu. Z czasem wizyty będą odbywać się raz w miesiącu. Niestety, wydatki rosną z każdym dniem. Z naszej miejscowości do Kliniki we Wrocławiu jest 204 km w jedną stronę. Nie możemy korzystać z komunikacji publicznej ze względu na brak odporności Ewy, a koszty paliwa mocno obciążają nasz budżet domowy. Do tego dochodzą koszty leków. Mieszkamy z córką, a nasz dochód to jedynie zasiłek rehabilitacyjny oraz moja pensja. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc i wsparcie finansowe. Ewa marzy o powrocie do normalności, zdrowia i sprawności. Każda złotówka ułatwi jej walkę z tym trudnym przeciwnikiem, doda sił i pomoże w walce z ogromnym zmartwieniem. Marzymy o tym, aby Ewa mogła skupić się na leczeniu i nie musiała się martwić, ponieważ stres tylko szkodzi. Proszę, pomóżcie. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, nowej dla całej naszej rodziny. Celem naszej zbiórki jest pokrycie kosztów bieżącego leczenia oraz dojazdów do szpitala. Potrzebujemy Waszej pomocy, i przyznam szczerze, że jest mi niezręcznie prosić o wsparcie. W związku z pogarszającym się stanem zdrowia Ewy - przeszczep przeciw gospodarzowi (odrzucenie przeszczepu) - nasze koszty leczenia rosną, a czas powrotu do zdrowia się wydłuża. Konieczne są dodatkowe wizyty, pobyty we Wrocławiu, diagnostyka oraz konsultacje medyczne. Prosimy o dalsze wsparcie. Pomimo stosowania terapii fotoferezy przez dwa dni co dwa tygodnie w Klinice we Wrocławiu, minął już rok, a efekty leczenia nie są zadowalające. Wciąż zmagamy się z bardzo złymi wynikami wątrobowymi związanymi z przeszczepem przeciw gospodarzowi. Po długich poszukiwaniach znaleziono lek, który może pomóc w leczeniu, jednak nie jest on dostępny w Europie. Został zamówiony w Stanach Zjednoczonych i jest refundowany. Nasza droga leczenia po przeszczepie trwa już 3 lata, a nie ma jednoznacznej opinii na temat tego, kiedy mogę powrócić do pełni zdrowia. Z tego miejsca gorąco proszę o dalsze wsparcie.

121 394 zł z 100 000 zł
121%
Justyna Kamińska, Gorlice

Nowotwór złośliwy mózgu - płat czołowy

Nie poddaję się 😉 Walczę 💪 Nazywam się Justyna, mam 39 lat i jestem mamą dwóch wspaniałych córeczek, które są moją największą motywacją do walki z chorobą.W lutym 2025 roku moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Pewnej nocy dostałam ataku padaczki, a przeprowadzone badania wykazały guz mózgu – gwiaździaka II stopnia złośliwości. Pod koniec kwietnia tego samego roku przeszłam operację, podczas której guz został całkowicie usunięty. Po operacji przeszłam przez trudny okres rekonwalescencji, zmagając się z afazją i innymi powikłaniami. Z determinacją i wsparciem bliskich udało mi się wrócić do siebie. Wierzyłam, że najgorsze mam już za sobą. Niestety, podczas drugiej kontroli w październiku usłyszałam diagnozę, która znów przewróciła mój świat do góry nogami – wznowa. Kolejne badania zakwalifikowały mnie do następnej operacji, która jest zaplanowana na luty tego roku. Mimo kolejnych wyzwań nie poddaję się. Każdego dnia budzę się dla moich córeczek i walczę o każdy wspólny dzień z nimi. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę. Istnieje możliwość, że będę mogła uzyskać dostęp do nowoczesnego leku, który może spowolnić rozwój komórek rakowych, jednak wiąże się to z dodatkowymi kosztami, których niestety nie jestem w stanie pokryć samodzielnie.Zwracam się z pokorną prośbą o wsparcie finansowe na dalsze leczenie i terapie. Każda pomoc, nawet najmniejsza, przybliża mnie do szansy na zdrowie i życie z moimi dziećmi. Z całego serca dziękuję za każdą formę wsparcia.Justyna

118 837 zł z 50 000 zł
237%
Kasia Kudelska, Łeba

Kasia od ponad 15 lat zmaga się z glejakiem

Witam Wszystkich serdecznie! Jak już wiecie, mam na imię Kasia i mam 46 lat. Nadal jestem wesołą i komunikatywną osobą, po której nie widać, że od 2008 roku zmaga się z glejakiem, najgorszą jego odmianą. Przeszłam trzy operacje. W 2009 roku dwie i trzecią w 2016 roku, a także radio- i chemioterapię. Ostatni guz był wielkości cytryny (stopień 4, otoczony stopniem 3). Moje wyniki są względnie dobre! W 2021 roku, jakby glejaka było mało, zaczęłam strasznie puchnąć i miałam niewydolność oddechową. Po zrobieniu echa serca w trybie pilnym wylądowałam na oddziale kardiologicznym. Lekarze zgodnie stwierdzili, że przeszłam Covid bezobjawowo... Musiałam również zrobić RM serca i przy niewydolności oddechowej to było najgorsze badanie, jakie przeżyłam. Po 6 dniach pobytu w szpitalu wyszłam 11 kg lżejsza. A teraz neurolog, neurochirurg, kardiolog, onkolog i pulmonolog, wizyty na ten rok już zaplanowane. Pojawiło się w moim życiu całe mnóstwo leków, które muszę brać na stałe!!! Kogo jak nie Was Kochani mogę prosić o najmniejsze nawet wpłaty lub też 1,5%?Wciąż się uśmiecham i nie widać choroby, bo przecież tego co mam w głowie, sercu i płucach nie widać... Z całego serca dziękuję, Wasza Kasia

117 266 zł z 40 000 zł
293%
Danuta Mętel, Zdzieszowice

Cel został osiągnięty, dziękuję!

Mam 53 lata. Jestem pielęgniarką, żoną, mamą trójki dzieci i świeżo upieczoną babcią. Choroba dopadła mnie nagle i przekreśliła życie, którym żyłam dotychczas. Moje plany i marzenia zostały odłożone na bok i zaczęła się walka. Musiałam przerwać pracę, którą kocham i do której pragnę wrócić. Zrezygnowałam z planów na rzecz tego, aby nie dać się chorobie i po prostu żyć jak najdłużej. 53 lata to nie wiek, w którym powinnam pożegnać się z mężem i pozostawić dzieci. To wiek, w którym pragnę razem z mężem patrzeć, jak wnuczka rośnie, a dzieci spełniają się życiowo. Po diagnozie, którą otrzymałam trzy lata temu - nowotwór złośliwy pęcherzyka żółciowego - lekarze nie dawali mi szans na życie. Jednak dzięki wierze i determinacji trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy chcieli mi pomóc i przedłużają moje życie (chemioterapia, radioterapia). Niestety na dzień dzisiejszy wszystkie możliwości leczenia zostały wyczerpane. Kolejną nadzieję dał mi doktor, który zaproponował zabieg nano-knife polegający na wypaleniu prądem komórek rakowych. Zabieg ten kosztuje 44 000 zł i niestety nie jest refundowany z NFZ, a kwota ta przerasta nasze możliwości. Dlatego bardzo proszę Państwa o pomoc i każde wsparcie. Dziękuję!

117 247 zł z 44 000 zł
266%
Katarzyna Jańczak, Mińsk Mazowiecki

Pomóż mi wygrać!

Mam na imię Kasia, mam 34 lata. Rozpoczynam bardzo nierówną walkę z potrójnie ujemnym rakiem piersi. Zbieram środki na pokrycie kosztów konsultacji, badań, leków, dojazdów i rehabilitacji. Potrzebuję siły do boju i Twojej pomocy w poniesieniu codziennych kosztów leczenia. Tak, aby za kilka lat nadal być MAMĄ, partnerką, córką, siostrą, pracownikiem, koleżanką!

115 770 zł z 70 000 zł
165%