Zbiórki

Patrycja Frejowska, Warszawa

Potrzebuję wsparcia do walki z chorobą

Mam na imię Patrycja, mam 44 lata. Jestem mamą Mikołaja, którego wychowuję samotnie. W maju 2017 wyczułam guzek w piersi, który okazał się złośliwym nowotworem z przerzutami do węzłów chłonnych. Mój świat stanął w miejscu, jednak postanowiłam potraktować tę sytuację zadaniowo, jak coś przejściowego. Operacja, chemioterapia, naświetlania, rehabilitacja. Były trudne momenty, leczenie znosiłam wyjątkowo źle. Ponieważ mój rak był mocno złośliwy i hormonozależny, lekarze zalecili mi także usunięcie jajników. Minął rok od zakończenia leczenia systemowego, obecnie przez 5 lat poddawana będę nierefundowanej hormonoterapii oraz kroplówkom zabezpieczającym przed przerzutami do kości. Niedawno komplikacje po chemii i wprowadzeniu w stan menopauzy dały o sobie znać. Pojawiło się u mnie kilka schorzeń autoimmunologicznych, sarkoidoza, osteoporoza, osłabienie wątroby, astma i depresja. Lekarze przepisują coraz więcej nierefundowanych drogich leków i badań diagnostycznych, a środków finansowych zaczyna zwyczajnie brakować. Niestety 500+ nie dotyczy chorujących, którzy realnie ich potrzebują. Bardzo proszę o wsparcie, bez Waszej pomocy nie dam sobie sama rady.

24 827 zł z 30 000 zł
82%
Zofia Kalka, Racibórz

Lekarstwa, konsultacje medyczne, badania nierefundowane przez NFZ

Gdy z początkiem 2018 roku czułam się coraz słabsza, myślałam, że to słabość, która przychodzi z wiekiem. Do tego doszły inne dolegliwości, których przyczyn ciągle szukałam. Dopiero USG przyniosło niepokojące informacje. Wtedy wszystko nabrało rozpędu. Kolejne badania, operacja, wyniki z histopatologii i diagnoza - rak złośliwy jajnika. Byłam załamana, lecz mój mąż, dzieci i wnuczki dodawały mi siły i otuchy. Pierwszą chemię zaczęłam brać 8 października 2018 roku. Dokładnie 9 lat po tym, jak moje wnuczka Wiktoria zaczęła chemioterapię. Wiktoria wygrała walkę z ostrą białaczką limfoblastyczną. Teraz ja muszę zrobić to samo. Wygrać! I być babcią swoich wnuczek! Pieniądze chcę przeznaczyć na lekarstwa niefinansowane przez państwo i na rehabilitację.

9 821 zł z 15 000 zł
65%
Beata Bednarz-Bochenek, Kalwaria Zebrzydowska

Walka z rakiem piersi nie jest prosta, dlatego proszę o wsparcie.

Cześć! Dziękuję wszystkim za dotychczasowe wsparcie, jestem ogromnie wdzięczna wszystkim. Na razie choroba nie postępuje, ale walka wciąż trwa. Staram się normalnie żyć, wychowywać dzieci i jednocześnie walczyć z chorobą. Cały czas szukamy nowych metod leczenia... Konsultacje medyczne i poszukiwania specjalistów kosztują mnóstwo czasu i pieniędzy... Mam na imię Beata. Jestem mamą dwóch wspaniałych córek, moje życie było poukładane i pełne radości do grudnia 2016 roku. Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych oraz płuc. Przeszłam chemioterapię, leczenie chirurgiczne, radioterapię, teraz jestem w trakcie hormonoterapii, jestem w stałym kontakcie z psychologiem, zmieniłam tryb życia. Nie wiem co przyniesie los... Wiem jednak jedno: moje życie jest wypełnione osobami, dla których warto żyć, więc proszę o pomoc :) Zebraną kwotę chcę przeznaczyć na dojazdy do ośrodka, dodatkowe konsultacje u specjalistów oraz diagnostykę, na którą trzeba czekać w ramach NFZ. Szukamy również innowacyjnych metod leczenia za granicą.

24 784 zł z 30 000 zł
82%
Monika Leśnikowska, Częstochowa

Monika - nowotwór piersi

Dzień dobry, mam na imię Monika. Zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie w mojej walce z nowotworem piersi HER2-dodatnim, luminalnym typu B, który dał przerzuty do mostka i żeber. Obecnie przechodzę intensywne leczenie paliatywne obejmujące chemioterapię, leczenie anty-HER2, hormonoterapię oraz bifosfoniany. To długa i wymagająca droga, która daje mi szansę na zatrzymanie choroby i jak najdłuższe aktywne życie. Jeszcze niedawno byłam osobą samodzielną i niezależną. Pracowałam, radziłam sobie z codziennymi obowiązkami i problemami, nie prosząc nikogo o pomoc. Choroba zmieniła jednak wszystko. Czynności, które kiedyś były dla mnie zwyczajne i nie wymagały wysiłku, dziś często stają się dużym wyzwaniem. Są dni, kiedy skutki leczenia i choroby są tak silne, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Osłabienie, zmęczenie, ból oraz inne dolegliwości sprawiają, że muszę korzystać z pomocy najbliższej rodziny i znajomych. Nawet tak proste sprawy, jak zrobienie zakupów, załatwienie codziennych spraw czy wyjście z domu bywają ponad moje siły. Zdarza się, że organizm po prostu odmawia posłuszeństwa. Mimo trudności nie poddaję się i nie tracę nadziei. Każdego dnia walczę o zdrowie, sprawność i możliwość powrotu do jak najbardziej normalnego życia. Mam dla kogo walczyć. Chcę nadal być wsparciem dla mojej córki, towarzyszyć jej w ważnych momentach życia i cieszyć się każdym wspólnie spędzonym dniem. Marzę o tym, by doczekać wnuków, patrzeć, jak dorastają, stawiają pierwsze kroki, rozwijają swoje pasje i odkrywają świat. Chcę być obecną mamą i kiedyś kochającą babcią, która może uczestniczyć w życiu swojej rodziny. Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na wydatki związane z leczeniem, zakup leków i środków wspomagających, dojazdy do placówek medycznych, badania, rehabilitację oraz codzienne potrzeby wynikające z choroby i jej skutków. Każdy dzień jest dla mnie walką, ale także nadzieją. Wierzę, że dzięki leczeniu i wsparciu ludzi dobrej woli będę mogła jak najdłużej cieszyć się życiem i obecnością moich bliskich. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, udostępnienie zbiórki i okazane wsparcie. Każda pomoc przybliża mnie do celu, jakim jest dalsze leczenie i możliwość spędzenia jeszcze wielu pięknych chwil z rodziną.

19 660 zł z 25 000 zł
78%
Krystyna Knop, Szczecin

WALKA O ŻYCIE. Koszty związane z dietą, specjalnymi odżywkami, dojazdami i dalszym leczeniem

7 lat temu wykryto u mnie nowotwór złośliwy piersi. Co 2 lata robiłam mamografię lub usg. W badaniu wyszło, że mam guzka w prawej piersi. Onkolog stwierdził, że taki guzek ma dużo kobiet. Niestety po następnych dwóch latach zaczęło mnie pobolewać w prawej piersi. W trakcie badania wyszło, że z jednego guzka zrobiły się trzy połączone ze sobą. Najpierw ogarnął mnie szok, później złość do onkologa, który powinien zlecić usunięcie guzka. Diagnoza: rak złośliwy piersi. Przeszłam dwie operacje. Na szczęście nie było przerzutów. Zastosowano radioterapię. Jestem pod kontrolą 5 lekarzy specjalistów: onkologa, gastrologa, endokrynologa, ginekologa, pulmonologa. Na dzień obecny piersi bez zmian onkologicznych. Niestety obecnie choruję na nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do wątroby. 5 lat mija w lutym 2026 r., jak robiłam kolonoskopię. Podobno według zaleceń powinno się robić to badanie co 5 lat, ale w moim przypadku okazało się to nieskuteczne. Pragnę zaznaczyć, że zawsze byłam szczupła, ale obecnie jestem chuda oraz mam duże niedożywienie, z czego niektórzy lekarze robili sobie żarty. Nie zlecili też badań jelita, mimo że podwyższał się marker raka układu pokarmowego. Jeszcze wspomnę, że u mnie mama chorowała na raka jelita i jej siostra, o czym mówiłam lekarzom. Jak zachorowałam, to zaczęłam dużo czytać na stronach medycznych i dowiedziałam się, że przy występowaniu w rodzinie raka powinno się robić kolonoskopię częściej. Nie jestem lekarzem. To lekarz powinien zlecić dokładniejszą diagnostykę. Jeśli u kogoś pojawiają się polipy, należy również częściej się badać. Przepraszam, że się tak rozpisałam. Pragnę wszystkich ostrzec przed tym, co mnie spotkało. W tej chwili jestem po operacji. Mam dietę restrykcyjną, specjalne odżywianie przy dużej niedowadze. Muszę nabrać sił i przybrać na wadze, aby dalsze leczenie było możliwe. Aby temu sprostać potrzeba pieniędzy. Przy mojej emeryturze 2.800 zł na rękę nie daję rady. Dostałam małą pomoc ze strony rodziny, ale na więcej nie mogę liczyć. Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.

650 zł z 6 000 zł
10%
Bożena Lewandowska, Łódź

Walka z nowotworem złośliwym jajnika

Witam serdecznie, mam na imię Bożena, mam 55 lat. Staram się zawsze uśmiechać, mimo wielu problemów, z którymi się borykam. Oto moja krótka historia: 20/11/2019 dowiedziałam się, że mam guza, był to guz torbielowaty o wymiarach 23 x 18 x 12 cm z jajowodem o długości 11 cm. Wewnątrz torbieli guz miał wymiar 11 x 10 x 7 cm. Lekarze podjęli natychmiastowe działania - operację miałam przeprowadzoną 5 dni po diagnozie. Obecnie biorę chemię co trzy tygodnie. Jedyny mój dochód wynosi 601 zł - jest to zasiłek chorobowy z ZUS-u. Jestem energiczną osobą, lecz pewnego dnia moje światełko zaczęło blednąć. Walczę z tą chorobą na miarę swoich możliwości i nie ukrywam, że jest mi bardzo ciężko. Zdiagnozowano u mnie również ciężką depresję, co stanowi problem z nawiązywaniem nowych kontaktów z ludźmi oraz niezdolność do pracy, co w tej chwili przekreśla możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy. Przed chorobą byłam osobą aktywną, lubiłam wyjeżdżać w góry i tam spędzać aktywnie czas. Niestety chemioterapia i dalsze leczenie oraz niektóre badania nie zawsze są refundowane przez NFZ, a ich koszty przekraczają moje możliwości. Proszę Was o pomoc w zebraniu środków na koszty związane z zakupem leków, dojazdów do szpitali i konsultacji, które pozwolą zdecydować o najlepszym dla mnie leczeniu. Mam nadzieję, że z Waszą pomocą mi się uda! Marzę, by było jeszcze jakieś jutro... Cieszyć się porami roku i otaczającym mnie światem. Jest przecież taki piękny! Proszę, pomóżcie mi spełnić moje marzenia - tak niewielkie, a tak wielkie zarazem... Dziękuję wszystkim z całego serca.

4 647 zł z 10 000 zł
46%
Anna Gędoś, Trzebinia

Leczenie nowotworu złośliwego piersi

Mam na imię Anna. Jak większość z Was, nigdy nie myślałam że będę kiedykolwiek pisać taki list. Dwa dni po moich 47 urodzinach miałam wykonaną biopsje, która wykazała wieloogniskowego hormonozależnego raka piersi, HER 2 dodatniego. To rak agresywny, wykazujący się dużą skłonnością do przerzutów. Okres po diagnozie to psychiczne, fizyczne i duchowe tsunami. Zarówno dla mnie jak i moich najbliższych. Zadecydowano, że zostanie mi podana przedoperacyjna chemioterapia. Po rozpoczęciu leczenia byłam pełna entuzjazmu i wiary, że uda mi się pokonać raka i będę żyć. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Jednak po 4 cyklu chemioterapii rezonans magnetyczny wykazał zamiast regresji pojawienie się nowych zmian, w tym jedna prawdopodobnie nacieka na skórę. Niestety podejrzana zmiana pojawiła się też w piersi prawej. Dla mnie to jak przerzuty. Leczę się dalej i przygotowuję do operacji. Najlepsze szanse na wyleczenie daje teraz przedoperacyjne podanie chemioterapii i leczenie przy zastosowaniu tzw. podwójnej blokady. Jeden z leków potrzebnych do tej terapii nie jest refundowany w moim przypadku (Pertuzumab), gdyż nie mam przerzutów do węzłów chłonnych. Ja chcę zdążyć przed przerzutami i dlatego proszę Was o pomoc! Koszty tylko tego leku to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Leczenie w części finansuję sama, pomaga mi rodzina, przyjaciele i liczę na Was. Wiele badań i konsultacji medycznych wykonywałam i zapewne będę nadal wykonywać prywatnie. Chciałabym wykorzystać każdą szansę żeby zostać jak najdłużej z moim synem, mężem i bliskimi oraz wrócić do pracy i swoich pasji. Dziękuję! Anna W przypadku wpłat poza stroną, numer konta do wpłat to 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831, w tytule przelewu koniecznie trzeba podaćnumer identyfikacyjny "111301" (w ten sposób środki są identyfikowane jako przeznaczone na zbiórkę dla Ani). Rachunek jest prowadzony w Alior Banku, IBAN: PL 24 2490 0005 0000 4600 5154 7831; SWIFT Code (BIC): ALBPPLPW

24 599 zł z 30 000 zł
81%
Maria Korfanty, Grabownica Starzeńska

Operacja w Dreźnie

Nazywam się Maria, mam 32 lata. Toczę walkę z "powracającym" lokatorem w mojej głowie tj. glejakiem wielopostaciowym (IV WHO) - bardzo agresywny nowotwór. Osiem lat temu byłam normalną, młodą, pełną planów i marzeń osobą. Zwykła codzienność, praca, dom, wyjazdy, spotkania ze znajomymi. Nagle zaczął mi dokuczać silny, powracający ból głowy. W szpitalu szukano przyczyn moich dolegliwości. Po 4 dniach, tuż przed wypisem do domu, dla pewności wykonano mi tomografię komputerową, która wykazała obrzęk i guza mózgu.Pierwszą operację przeszłam w Bydgoszczy 16.09.2013 i dopiero wtedy do mnie dotarło, z czym walczę. Oczywiście był czas załamania i poddania się, ale gdy emocje opadły zaczęło się szukanie dalszego leczenia. Trafiłam do Centrum Onkologii w Gliwicach, gdzie przeszłam chemioterapię, radioterapię oraz CyberKnife.Okazało się, że po pierwszej operacji pozostał fragment guza. Rezonans magnetyczny, wykonany w czerwcu 2015 zaniepokoił lekarzy - „coś” się dzieje...Koszmar powrócił. Konieczna była druga operacja. Znając przebieg choroby nowotworowej i szybki wzrost glejaka postanowiłam, że nie ma na co czekać. Drugą operację miałam w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Sosnowcu. Wszystko przebiegło sprawnie i bez powikłań. Niestety wiem, że standardowe metody leczenia to za mało w przypadku glejaka. Jestem młoda, ale świadoma swojej choroby i jej przebiegu. Szukam skutecznych metod leczenia, które stosuje się w innych krajach.Podjęłam walkę o ratowanie mojej głowy. Leczenie obecnie jest w toku!Niestety wszystko trzeba robić prywatnie, a nie na NFZ. Terapia, wyjazdy do Gliwic i powroty, szukanie dalszego leczenia, badania, stale generują duże koszty. Ja i moja rodzina nie jesteśmy w stanie zebrać takich pieniędzy, dlatego proszę o pomoc i wsparcie.Z góry dziękuję, Marysia

102 374 zł z 108 000 zł
94%
Goska Jarzyna, Szczesne

Zbiórka na pokrycie kosztów leków, badań, dojazdów oraz pozostałych związanych z procesem leczenia

2 lata temu moje życie przewróciło się do góry nogami. Usłyszałam diagnozę: rak esicy 4 stopnia z przerzutami do wątroby. Chemioterapie znoszę źle. Jestem na rencie w wysokości 1800 zł. Z tego trzeba zapłacić rachunki, kupić leki (same zastrzyki na zakrzepicę to koszt 980 zł plus inne zalecane leki-razem miesięcznie ok. 1200 zł), odbyć wizyty i badania częściowo prywatnie, a do tego dobrze się odżywiać, by mieć siły na zmagania z chorobą. Oszczędności zmalały w zastraszającym tempie, dlatego zwracam się do WAS, ludzi o dobrych sercach. Każda złotówka przybliży mnie do mojego celu - po prostu ŻYCIA, bo mam dla kogo i chcę jak najdłużej... W październiku ubiegłego roku wydarzyl sie CUD - zrobiono mi przeszczep wątroby! Doszły nowe leki i następne dojazdy na kontrole do transplantologa, ale jest szansa na nowe, zdrowe życie... Dziękuję!

2 300 zł z 8 000 zł
28%
Małgorzata Chmielarz, Poznań

Badanie Oncotype Dx, leczenie i rehabilitacja po obustronnej mastektomii

W 1987 roku moja mama zachorowała na nowotwór piersi. Był na tyle wcześnie zdiagnozowany, że mastektomia uratowała jej życie. Mając wiedzę o tym, że mogę być obciążona genetycznie, jestem pod opieką Poradni Genetycznej i w 2009 roku zrobiłam badania genetyczne, w których rozpoznano u mnie 2 uszkodzone geny. Dzięki temu regularnie badałam się co pół roku, by w razie czego szybko wykryć chorobę. W 2024 roku na badaniu rezonansu magnetycznego rozpoznano podejrzaną zmianę w prawej piersi. Zmiana nie była widoczna ani w USG ani w mammografii. Lekarze, u których badałam się co pół roku, uznali, że nie jest to nic niepokojącego i należy tylko obserwować. W 2025 roku podejrzana zmiana zaczęła rosnąć i wtedy zostałam skierowana na biopsję gruboigłową pod rezonansem. Ze względu nabraki w sprzęcie potrzebnym do takiej biopsji na badanie czekałam około 3 miesięcy. Zdiagnozowano nowotwór złośliwy piersi prawej, zrazikowy, hormonozależny. W styczniu 2026 roku przeszłam obustronną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją piersi - z uwagi na wcześniejsze zachorowanie mamy i moje badania genetyczne. Aktualnie czekam na wynik histopatologiczny z obu piersi oraz zgodnie z zaleceniami lekarza w przypadku mojego typu i zaawansowania nowotworu na wykonanie testu Oncotype DX. Badanie to wykonuje się w USA wysyłając próbkę materiału z operacji. Test ten w Polsce nie jest refundowany, natomiast jest refundowany w kilku innych krajach europejskich, co pokazuje jego znaczenie w onkologii. Pomaga przewidzieć m.in. ryzyko nawrotu raka piersi i korzyści z chemioterapii lub ich brak. Następnie zostanę wprowadzona w tzw. sztuczną menopauzę i będę poddana leczeniuhormonalnemu oraz gdy zajdzie taka konieczność i będzie to wskazane - podawaniu chemii. W związku z badaniami genetycznymi zalecono mi usunięcie przydatków. Operacja jest zaplanowana na koniec 2026 roku. Aktualnie mam dolegliwości z powodu wykonanej operacji piersi prawej (nerwy skórne regenerują się i są nadwrażliwe na ruch, nacisk i rozciąganie - dlatego odczuwampieczenie, szczypanie i rozpieranie nasilające się przy aktywności, nadwrażliwość skóry oraz zaburzone czucie za ramieniem z towarzyszącym bólem łopatki) oraz piersi lewej (z uwagi na zbyt ciasne założenie opatrunku została rozpoznana martwica brodawki sutkowej i problem z przykurczem mięśni w lewym dole pachowym). Czeka mnie rozszerzona rehabilitacja zarówno prawej jak i lewej strony, ratowanie brodawki i praca z przykurczami i rozpracowaniem blizny. Dodatkowo od wielu lat opiekuję się moją mamą i również dlatego muszę być sprawna, by móc to dalej robić. Koszty badań, dalszego leczenia i dochodzenia do sprawności są na tyle wysokie, że potrzebuję wsparcia - wsparcia, by móc dalej aktywnie żyć. Zawsze starałam się pomagać innym i nie myśleć o sobie, dlatego jest mi bardzo trudno prosić o pomoc. Ale wierzę, że się uda.

24 255 zł z 30 000 zł
80%
Barbara Lechańska, Warszawa

Pomóż mi przejść przez leczenie raka nasady języka

Nazywam się Barbara, mam 58 lat i mieszkam w Warszawie. Jeszcze do niedawna starałam się prowadzić spokojne, aktywne życie. W zeszłym roku zostałam zmuszona przejść na wcześniejszą emeryturę z powodu likwidacji działu u mojego pracodawcy, jednak nie chciałam rezygnować z codziennych aktywności. Pracowałam w ogrodzie, podróżowałam, pomagałam innym jako opiekunka osób starszych i starałam się pozostać aktywna mimo zmian, które przyniosło życie. Od dłuższego czasu zaczęły pojawiać się problemy z przełykaniem, ból gardła oraz spadek masy ciała. Szukałam przyczyny złego samopoczucia - wykonałam badania tarczycy, tomografię, konsultacje laryngologiczne, USG i kolejne diagnostyki. Ostatecznie biopsja przyniosła diagnozę, której bardzo się bałam: rak złośliwy płaskonabłonkowy nasady języka. Obecnie przygotowuję się do radioterapii połączonej z chemioterapią, która ma rozpocząć się 17 czerwca w Warszawie przy ul. Roentgena. Leczenie potrwa 7 tygodni i będzie odbywać się 5 dni w tygodniu. W związku z terapią mam również założony PEG. Przed rozpoczęciem radioterapii muszę przejść pilne leczenie stomatologiczne i przygotowanie jamy ustnej. Jest to niezbędny element leczenia onkologicznego, ale wiąże się z dodatkowymi kosztami, które są dla mnie bardzo dużym obciążeniem. Zbieram również środki na dojazdy taksówką do szpitala. Mimo że mieszkam w Warszawie, dojazd komunikacją miejską zajmuje ponad godzinę w jedną stronę. Podczas intensywnej radioterapii, osłabienia i bólu codzienne wielogodzinne podróże mogą znacząco pogorszyć mój stan zdrowia i odebrać siły potrzebne do walki z chorobą. Każda wpłata pomoże mi spokojniej przejść przez leczenie i skupić się na tym, co teraz najważniejsze - walce o zdrowie. Dziękuję za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo.

1 150 zł z 7 000 zł
16%
Małgorzata Beczek-Patoka, Warszawa

Leczenie celowane

Styczeń 2009 r.: diagnoza rak piersi, potem mastektomia lewostronna, chemia, rehabilitacja, pięcioletnie leczenie uzupełniające (hormonoterapia), rekonstrukcja. Udało się, 16 lat mija w styczniu 2025 r., ale marzec przynosi niespodziankę, Najpierw badania, a w czerwcu diagnoza: rak piersi (prawa strona), jeden guz nawet mały. W lipcu operacja, mastektomia z rekonstrukcją. Nie byłam zła, nie załamałam się, myślałam "trudno, przeszłam to już raz, dam radę". Wyniki histopatologii i kolejna niespodzianka: guz to nic, małe 2 mm guzki okazały się naciekowe, został jeszcze jeden na mięśniu. We wrześniu druga operacja, znów zaczęłam leczenie onkologiczne. Potrzebuję wykonać płatne badania do leczenia celowanego płatne. Mam jednak dylemat: wydać pieniądze teraz na badania 7500 zł czy mieć pieniądze na opiekę nad mamą (82 lata). Mama jest po udarze, w zeszłym roku przewróciła się, złamała biodro, teraz jest osobą leżącą, wymaga rehabilitacji (płatna), pampersów, leków, opiekunki, kiedy ja jestem w szpitalu. Teraz mam naświetlania, potem leczenie uzupełniające (hormonoterapia), co pół roku kroplówka, rokowania dobre, ale leczenie potrwa 7-8 lat. Jestem zła, bo myślę, że aby się leczyć, to trzeba być zdrowym, młodym i bogatym. Ale nie poddałam się, a 10 października 2025 r. wzięłam ślub. Będę wdzięczna za każde wsparcie.

1 600 zł z 7 500 zł
21%