Zbiórki

Krzysztof Kocański, Justynów

Leczenie chłoniaka Hodgkina

Witam. Mam na imię Krzysiek i mam 38 lat. W 2018 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy - chłoniak Hodgkina. Często u chorujących na ten rodzaj nowotworu powiększają się tzw. węzły chłonne obwodowe – zlokalizowane np. pod pachami. Co powoduje szybsze zdiagnozowanie przez nich choroby. Wmoim przypadku guz znajduje się w śródpiersiu. Cała procedura rozpoznania choroby trwała około 5 miesięcy. Diagnoza choroby jest bardzo trudnym momentem, ale to dopiero początek długiej i trudnej drogi leczenia. Wiąże się ona ze sporymi wydatkami na diagnostykę, dojazdy do placówek medycznych, wizyty lekarskie. Bardzo ważne w leczeniu onkologicznym jest odpowiednie odżywianie i wzmocnienie organizmu, którego czeka duże wyzwanie w postaci chemioterapii. W trakcie leczenia podjęliśmy się badaniu płynnej biopsji -test obejmujący analizę prognozy i odpowiedzi na chemioterapie w różnych typach nowotworów. Obniżenie aktywności zawodowej powoduje,że koszty leczenia są dla mnie nie do udźwignięcia. Boję się, że finanse, a właściwie ich brak zaprzepaszczą nadzieję na zatrzymanie choroby! Muszę walczyć! Mam dla kogo - jestem tatą dwóch synów: Szymona, 4 lata i Mateusza, 7 lat. I stąd mój apel do Was o chociażby najmniejszą wpłatę, która zabezpieczy mi dalszy etap leczenia. Pomoże wykonać dodatkowe płatne badania, leki,dojazd do placówek medycznych itp. Wierzę, że z Waszą pomocą uda mi się osiągnąć ten cel i wrócić do zdrowia. Dziękuję Darowizny na rzecz leczenia Krzysztofa można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

10 527 zł
65%
Joanna Miżołębska, Zamość

To moja ostatnia szansa na życie!

DzieńDobry! Nazywam się Joanna Miżołębska, mieszkam w Zamościu i choruję na rozsianego raka piersi od 2008r. Mam dwie córki i pięcioro małych wnucząt, którym dwa lata temu rak jelita grubego zabił ukochanego dziadka, a mojego męża… Choroba zaatakowała mnie 10 lat temu w bardzo podstępny sposób – guz nie uwidocznił się w badaniu mammograficznym – wg. tego badania, wykonanego profilaktycznie byłam zdrowa. Uspokojona i szczęśliwa żyłam w nieświadomości. Po bardzo niedługim czasie jednak guz stal się wyczuwalny. W trybie pilnym wykonana została biopsja, która potwierdziła wstępne przypuszczenia onkologa. Okazało się, że mam nowotwór, który ma już ponad 4 cm i jest najbardziej agresywną odmianą raka piersi (tzw. potrójnie ujemny), zdążył też zająć już 10 węzłów chłonnych… Nasz świat runął, wszystkie plany, marzenia i życie codzienne skupiły się wokół walki o moje życie, okupionej ciągłym lękiem... Z uwagi na zaawansowanie choroby, w Centrum Onkologii w Lublinie natychmiast przeszłam 4 cykle agresywnej chemioterapii, następnie operację mastektomii i usunięcia węzłów chłonnych, kolejne 4 chemie, a następnie 20 naświetlań. Pomimo, iż leczenie było dla mnie bardzo ciężkie - okazało się skuteczne. Rak został skutecznie uśpiony na 7 lat. Szczęście moje i mojej rodziny zburzone zostało ponownie w styczniu 2015 r, w miesiąc po narodzinach mojego najmłodszego wnuka. Badanie wykazało przerzut raka do węzłów chłonnych nadobojczykowych. Przeszłam kolejną serię chemio i radioterapii. Rok później, w 2016 r stwierdzono u mnie przerzuty do kości mostka i biodra. Przez półtora roku przyjmowałam chemioterapię w Centrum Onkologii w Warszawie, jeżdżąc przez ten czas na wlewy co tydzień 250 km w jedną stronę, otrzymałam również po raz kolejny radioterapię. Dojazdy, oprócz mojego ogromnego wysiłku fizycznego, pochłaniały też duże koszty. W tym samym czasie okazało się, że na raka choruje również mój Mąż. Dwoje rodziców tak ciężko chorych - to było zbyt wiele dla moich córek… Walczyliśmy do końca, choroba pokonała jednak Męża. Ukochany Ojciec i Dziadek zmarł w 2016 r. Ja postanowiłam dla swojej rodziny walczyć dalej. Niestety ostatnie badanie wykazało gwałtowną progresję choroby. Cierpię na silne bóle kości, cały czas przyjmuję środki przeciwbólowe. W celu kontynuacji leczenia potrzebuję środków na dojazdy do Centrum Onkologii w Warszawie, na konsultacje medyczne, zakup leków oraz rehabilitację. Bardzo proszę o pomoc finansową w imieniu swoim, swoich córek i wnucząt, które tak bardzo chciałyby móc cieszyć się babcią jak najdłużej. Mój dom udekorowany jest laurkami od nich, na których widnieją serca dla ukochanej babci. Dziękuję z całego serca wszystkim Darczyńcom za każdą złotówkę, dzięki której mogłabym cieszyć się każdym przeżytym dniem. Dziękuję też bardzo wszystkim, którzy mnie wspierają w walce i w ciężkich chwilach. Pozdrawiam serdecznie, wdzięczna Joanna. Darowizny na rzecz leczenia Joanny można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

16 419 zł
74%
Małgorzata Roś, Ropczyce

Na tę chwilę wstrzymuję zbiórkę. Dziękuję wszystkim darczyńcom!

Witajcie, na początek powiem kilka słów o sobie. Nazywam się Gosia, mam 31 lat i razem z dwójką fantastycznych dzieci, jedenastoletnią Julią i siedmioletnim Sewerynem, mieszkam na Podkarpaciu. Oboje są dla mnie pociechą, dzięki nim mam siłę, by za wszelką cenę walczyć o swoje życie i zdrowie. O chorobie dowiedziałam się nagle, przyszła bez ostrzeżeń. Któregoś dnia na początku zeszłego roku poczułam się tak źle, że z ulicy zabrano mnie do szpitala. Lekarze mówili mi potem, że z trudem zostałam odratowana. Badanie histopatologiczne wycinków pobranych podczas zabiegu chirurgicznego pokazało, że to chłoniak pierwotny śródpiersia z dużych komórek B (PMBL). Guz był olbrzymi, sięgał od tarczycy do połowy śródpiersia, naciekał na narządy wewnętrzne. To był szok. Na szczęście leczenie rozpoczęło się szybko. W Rzeszowie poddano mnie sześciu cyklom chemioterapii i skierowano na komisję przeszczepową do Krakowa. Dodatkowe badania pokazały, że przeszczep nie jest konieczny. Po jeszcze dwóch cyklach chemii i dwudziestu naświetlaniach stwierdzono całkowitą remisję nowotworu. Moja radość nie trwała jednak zbyt długo, nie zdążyłam nawet odzyskać sił po terapii. Na początku lutego badania kontrolne wykazały, że nastąpiła wznowa, guz zaczął rosnąć. Zmiany mam teraz przy mostku, aorcie, płucach. Konsylium w Krakowie zakwalifikowało mnie do nowatorskiej terapii komórkami macierzystymi. Z nadzieją czekam na efekty leczenia. Jednak u mnie nie może być spokojnie. Po badaniach kontrolnych TK 9-12-2016 wyszło powiększenie tkankowe przy aorcie z 10 na 15 mm a PET dnia 19-01-2017 wykazał aktywność metaboliczną w tylnej części gardła. 23-02-2017 r. dowiedziałam się, że mam guza nosowej części gardła. Pobrali mi wycinek do badań histopatologicznych, muszę czekać trzy tygodnie na wynik. Z tego co dopytywałam jedyne leczenie tego to chemioterapia. JEDNI MAJA SZCZĘŚCIE W MIŁOŚCI DRUDZY W PIENIĄDZACH A JA MAM SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU Jestem już po autologicznej transplantacji komórek macierzystych szpiku. Tak mi się wydaje, że wracam do zdrowia mimo ciągłych infekcji. Teraz czekają mnie badania kontrolne w grudniu, ale boję się, że znowu usłyszę "nawrót". Teraz moje życie wygląda tak, że jestem w ciągłym strachu żebym od nowa nie miała chemii, radioterapii, przeszczepu. Pragnę wrócić do normalności chciałabym żyć jak dawniej, bo jak narazie wygląda to jak wegetacja. Niestety choroba nie jest moim jedynym zmartwieniem. Diagnoza zbiegła się w czasie z rozpadem mojego małżeństwa, jestem już po czteroletniej tułaczce po sądach, ale mam już rozwód. Mąż przebywa za granicą, na jego regularną pomoc nie mogę liczyć w żadnej formie. Moi rodzice robią, co mogą, żeby mnie wesprzeć, nie zaradzą jednak wszystkiemu. Na skutek choroby jestem niezdolna do pracy, co potwierdziło jeszcze w zeszłym roku stosowne orzeczenie lekarskie. Na rentę z ZUS-u nie mogę liczyć, ponieważ jak precyzyjnie mi wyliczono, brakuje 5 miesięcy i 7 dni okresu składkowego. Jestem w kropce. Nikt mnie nie zatrudni, nawet gdybym zdołała pracować i dopracować te brakujące miesiące, na pomoc instytucji nie mogę liczyć. Z tych wszystkich powodów zdecydowałam się prosić Was o pomoc. Jak doskonale wiecie, leczenie nie tylko pochłania mnóstwo sił i czasu, lecz także dużo kosztuje. Bardzo liczę na Waszą pomoc, każda wpłata będzie bezcenna, za każdą z góry gorąco dziękuję. Jedno już w tej chwili mogę Wam obiecać, nie poddam się, będę walczyć aż wyzdrowieje, a Wasze wsparcie i okazane serce dodadzą mi sił do tej walki. Gosia Darowizny na rzecz leczenia Gosi można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

4 378 zł
43%
Małgorzata Markiewicz, Łuków

Potrzebuję pomocy w walce ze szpiczakiem

Moi Drodzy, mając 52 lata zachorowałam na szpiczaka. Ta wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie miałam czasu na rozpacz, przemyślenia, bo tak mocno zachorowałam, że myślałam tylko o tym, jak szybko muszę stawić czoła chorobie i poddać się leczeniu. Poważna infekcja górnych dróg oddechowych, zmiany kostne i bardzo słabe wyniki doprowadziły do sepsy. Zostałam wprowadzona w śpiączkę farmakologiczną na ponad miesiąc. W sumie nie dawano mi żadnych szans i kilkakrotnie ściągano mnie na ten świat. Dzięki Bogu, mojej kochanej rodzinie i wspaniałym lekarzom wyszłam z tego. Uczyłam się chodzić, poruszać od nowa. Była ze mnie taka słaba, wychudzona roślinka. Pozostał mi niedowład nogi i połowy ręki. Cały rok jeździłam na chemioterapię albo leżałam w szpitalu. Nie było miesiąca, żebym była w domu. Moja kochana rodzina, dla której właśnie chcę walczyć i przetrwać to wszystko, pomagała mi bardzo nie tylko psychicznie, ale fizycznie i finansowo. Nie prosiłam nikogo do tej pory o pomoc, ale teraz nie dajemy rady finansowo. Leki, dojazdy do szpitala i sprzęty rehabilitacyjne bardzo dużo nas kosztują, dlatego proszę bardzo - pomóżcie mi! Nie wiem, czy można pogodzić się z takim losem, ale wiem, że jedyne czego teraz pragnę to żyć i być dla moich bliskich, dla rodziny i dla tych, którzy się zawsze modlili. Moje życie nigdy mnie nie oszczędzało, ale może dzięki temu jestem taka silna i zdeterminowana do walki. Dziękuję za każdą pomoc z całego serca. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

19 291 zł
77%
Jolanta Kaczmarska, Radom

Leczenie onkologiczne

W styczniu 2022 zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Moja walka dopiero się zaczyna, wierzę, że uda mi się pokonać raka. Mam 8-letnią córkę, dla której zrobię wszystko, by być zdrowa. Siły dodają mi pełnoletnie córki i najbliższa rodzina. Środki pieniężne przeznaczę na dojazdy do szpitala, konsultacje medyczne, leki. Dziękuję za okazane wsparcie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

9 199 zł
61%
Bożena Mórawska, Suwałki

Pomóż uzbierać środki by pokonać raka piersi i jajnika.

Witam. Mam na imię Bożena. Choruję na nowotwór złośliwy raka jajnika i piersi. Obecnie jestem w trakcie trzeciej chemii. Nie podano mi leku, który może uratować moje życie w odpowiednim terminie i nie mam już szans na jego refundację. Jestem mamą dwójki już dorosłych dzieci (Magdy i Mieszka), którzy wspierają mnie w tej trudnej walce. Z zawodu jestem logopedą i na co dzień to ja pomagałam małym dzieciom. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Proszę o wsparcie finansowe w podjętym przeze mnie leczeniu, ponieważ lek, którego potrzebuje nie jest refundowany przez NFZ a koszt jego wynosi 100 tys. Serdecznie dziękuję za wsparcie i każda złotówkę.

44 142 zł
88%
Barbara Pikul, Kraków

Zbiórka na finansowanie nierefundowanego leku.

Witam, mam na imię Basia, mam 54 lata. Od 2011 r. zmagam się z chorobą nowotworową (diagnoza - nowotwór złośliwy sutka). Przeszłam cały szereg różnych form leczenia: od operacji, chemioterapii po radioterapię. Wydawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze. Kolejne badania - strach co pokażą wyniki i szok... Nowe ognisko - przerzut do kości. Dotychczasowe leczenie nie przyniosło pożądanego rezultatu, mam kolejną zmianę. Niestety obecne leczenie nie jest refundowane w całości przez NFZ, szczególnie lek o nazwie Xgeva, który ma zapobiegać powikłaniom kostnym w chorobie nowotworowej. Mieszkam sama ze starszą mamą, która wymaga opieki. Na co dzień pracuję jako sanitariuszka w szpitalu. Moje uposażenie jest niewystarczające na pokrycie kosztów leku, dlatego zwracam się z prośbą o pomoc. Jednocześnie proszę i apeluję, aby wszystkie kobiety nie bały się badać. Im wcześniej potencjalne zmiany nowotworowe zostaną wykryte, tym większa szansa na wyleczenie. Jak każdy mam marzenia i plany. Mam ukochaną wnuczkę, chciałabym zobaczyć, jak dorasta i pięknieje z dnia na dzień, móc towarzyszyć jej w ważnych wydarzeniach jej życia. Jedno marzenie się spełniło: doczekałam komunii świętej. Jeśli możecie, pomóżcie mi w realizacji moich marzeń o zdrowiu i w konsekwencji o szczęśliwym życiu. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

4 110 zł
41%
Barbara Pielka, WOLBROM

Zbieram środki na leczenie raka piersi nierefundowanym lekiem.

Witam, mam na imię Basia, mam 55 lat, jestem mężatką, mam dwie dorosłe córki oraz trzech wspaniałych wnuków. Na początku tego roku na USG wykryto u mnie guza w piersi prawej oraz węzłach chłonnych. Biopsja wykazała, że jest to nowotwór złośliwy - rak piersi prawej T4bN1M0, podtyp biologiczny luminalny B, HER2 dodatni. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii (tzw. czerwonej). Na ostatniej wizycie zostałam poinformowana o możliwości i celowości leczenia PERTUZUMABEM, który niestety w Polsce nie jest refundowany w moim wskazaniu przez NFZ. Lek ten blokuje aktywność receptora HER2, tym samym blokuje wzrost komórki raka i jego rozprzestrzenianie się w trakcie chemioterapii. Koszt jednej dawki leku to ok. 11 000 zł. Mimo ciężkich chwil z jakimi przychodzi mi się borykać w trakcie leczenia, wiem, że w chorobie najważniejsze jest pozytywne myślenie i to ono oraz rodzina dają mi siłę do walki. Bardzo proszę o wsparcie w walce z moją chorobą. Dziękuję wszystkim za wsparcie i pomoc. Basia Darowizny na rzecz leczenia Barbary można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

44 064 zł
88%
Aneta Kuśmierska, Częstochowa

Moja córeczka potrzebuje zdrowej mamy!

Witam Serdecznie, nazywam się Aneta Kuśmierska, mam 33 lata, jestem mamą 7-letniej Roksanki, dla której chciałabym żyć jak najdłużej. Od lutego 2015 bolała mnie głowa. Bóle nasilały się do tego stopnia, że traciłam przytomność. Szukałam pomocy u lekarzy, którzy odsyłali mnie do laryngologa, stomatologa bagatelizując moje objawy. W maju 2015 roku po kolejnej utracie przytomności, rodzina wezwała pogotowie, które przewiozło mnie na SOR, gdzie po badaniu TK głowy wykryto guza mózgu wielkości jabłka (6,8 x 5,6 x 5,2 cm). Parę dni później po konsultacji lekarzy zostałam poddana operacji w Centrum Zdrowia Matki i Dziecka w Łodzi celem jak najszybszego wycięcia olbrzymiego guza zagrażającego życiu. Ze szpitala wychodziłam z wielką nadzieją, która rozwiała się po upływie 3-tygodni. Badania histopatologiczne wykazały, że nowotwór jest złośliwy - glejak wielopostaciowy IV stopnia. W lipcu rozpoczęłam leczenie chemioterapią połączoną z radioterapią. Otrzymałam 30 naświetleń prawego płata czołowego głowy. W szpitalu spędziłam prawie 3 miesiące. Kolejną chemię dostawałam od września 2015 do stycznia 2016. Po kontrolnym rezonansie magnetycznym głowy badanie wykazało obrzęk wielkości (4,0 x 3,7 x 3,4). Mimo dotychczasowego leczenia utrzymuje się nadal, ponieważ lekarze nie byli wstanie usunąć go w całości. Mój organizm mimo dużej siły był mocno osłabiony, nie byłam w stanie chodzić. Ataki bólu, które wykręcały mi stawy rąk i nóg, stany duszności, bóle serca, utraty świadomości powodowały, że z każdym dniem żegnałam się z życiem, bliskimi i moją ukochaną córeczka... Leżąc w szpitalu wykryto u mnie również zmianę na wątrobie przeważającą jej połowę. Lekarze w Polsce załamywali ręce nie dając mi nadziei, dlatego postanowiłam poszukać pomocy za granicą. Obecnie jestem na rencie chorobowej, która wynosi 800 zł. Mój stan zdrowia mimo silnej woli walki i przeżycia, całego optymizmu, wiary w Boga, jest na tyle niepewny, że chciałabym dalsze leczenie kontynuować w Niemczech w Klinice Meo Clinic, które zwiększyłoby moje szanse na poprawę zdrowia. Dzięki ludziom dobrej woli, czyli Wam miałam możliwość odbycia dwóch wizyt w wyżej wymienionej Klinice. Profesor Siegfried Vogel rozpoczął kurację, na której tak bardzo mi zależało. Lek na bazie ziół, głównie wyciągu z dziurawca, wyniszcza komórki rakowe, lecz nie uszkadza moich zdrowych komórek. Niestety skutkiem ubocznym jest duża nadwrażliwość całego organizmu na wysoką temperaturę, słońce, gorąco i zimno. Przepisanych zostało mi jak na razie 800 tabletek, biorę 12 dziennie, leki skończą się pod koniec lipca. Przed każdą wizytą muszę mieć wykonany rezonans magnetyczny głowy, niestety terminy na NFZ są odległe, więc badanie jestem zmuszona wykonywać odpłatnie. Łączna suma wyjazdu (dojazd, rezonans magnetyczny głowy, opłata za wizytę, leki) to 500 PLN paliwo + rezonans 480 PLN + 488 EURO (ok.2,050 PLN) czyli 3,000 złotych. Niestety przy moich obecnych dochodach z renty chorobowej bez oszczędności moich oraz rodziny, nie będę miała możliwości kontynuacji leczenia w Berlinie. W związku z tym został zwiększony cel zbiórki, abym miała możliwość w pełni dokończyć sposoby leczenia jakie zostaną mi jeszcze zaoferowane u profesora Vogla. Dając optymizm, siłę na dalszą walkę, której czasami już mi brakuje. Dodatkowo odbywam kontrolne wizyty związane z moją wątrobą, za kilka tygodni będę miała wykonany rezonans magnetyczny jamy brzusznej, celem określenia faktycznego stanu zmian na wątrobie. Zwracam się do Was Kochani o pomoc, o przekazanie każdego grosza. Los pozbawił mnie szansy na długie i szczęśliwe życie bez zmartwień, za to dał mi ciężką chorobę i niewielką szansę na jej pokonanie. Proszę zwiększcie moje szanse. Każda nawet najmniejsza wpłata daje mi możliwość walki, nie tylko dla siebie ale również, a może przede wszystkim dla mojej córeczki, która potrzebuje matki. Kochani dziękuje za każdą wpłatę, nawet najmniejszą, najdrobniejszą! Z całego serca dziękuję, wierzę w to, że dobro dane zostaje oddane. Darowizny na rzecz leczenia Anety można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż".

43 985 zł
87%
Anna Kaźmierkowska, Łódź

Mam mutację BRCA1, nie chcę drugi raz zachorować na raka.

Mam na imię Anna. Trzy lata temu wykryto u mnie nowotwór złośliwy jajnika. Okazało się również, że mam mutację genu BRCA1. Przeszłam dwie operacje i chemioterapię. W wypisie karty szpitalnej z 2017 roku mam napisane: całkowita remisja. Jednak ryzyko choroby nowotworowej przy mutacji genów jest ogromne. Profilaktyczna obustronna mastektomia to nie jest moja fanaberia, to walka o normalne życie bez piętna choroby nowotworowej. Moja młodsza siostra z tą mutacją genu już nie żyje. Operacja jest refundowana przez NFZ, ale jej formuła znacznie upośledza sprawność fizyczną, co bardzo ograniczy moje życie. Ja od zawsze czynnie uprawiałam sport (badminton, jazda na rowerze). Myślę, że ta aktywność wyposażyła mnie w siłę psychiczną i fizyczną do walki z chorobą. Nie chciałabym z niej zrezygnować, a w przypadku wersji refundowanej nie będzie to możliwe. Chciałabym prosić o wsparcie pozwalające na zastosowanie nowoczesnej metody z wykorzystaniem macierzy ADM, która pozwoli na powrót do pełnej aktywności. Jest to bardzo ważne dla mojej rodziny, ponieważ mam dwie córki, dla których powinnam być przykładem aktywnej, pracującej i walczącej o zdrowie matki. Starsza córka, niestety odziedziczyła gen, młodsza cierpi na ciężką wersję choroby autoimmunologicznej. Jestem nauczycielką dzieci niepełnosprawnych i nie stać mnie na zakup macierzy ADM. DZIĘKUJĘ. Darowizny na rzecz leczenia Ani można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

13 969 zł
69%
Joanna Kurkowska, Bytów

Zbiórka pieniędzy na dojazdy do szpitala

Na przekór wszystkim rak jeszcze bardziej nas do siebie zbliżył, jeśli w ogóle można było być jeszcze bliżej. Mimo że były dni, kiedy nic mi się nie chciało i brakowało sił, mąż był zawsze obok ze swoim wsparciem, dobrym słowem i starał się mnie rozśmieszać, bo tylko on to potrafi. Nikt nie uczy nas żyć z rakiem, nie ma jednej recepty dla wszystkich, każdy jest inny i przeżywa to na swój sposób. Ja o raku mówię bez ściemy, tak jak jest, czy to się komuś podoba czy nie. Są lepsze dni, ale niestety tych gorszych jest więcej. To taka moja terapia, mówienie o chorobie tak jakby to było coś zwykłego, normalnego, naturalnego, bez tabu i owijania w bawełnę. Wiem jedno - nie ma takiego bagna, z którego nie da się wyjść. Ważne, żeby mieć obok kogoś, kto trzyma nas za rękę, kiedy w tym bagnie jesteśmy. Taką osobę, która nigdy nas nie puści i bez względu na to, co by się działo, zawsze będzie nas ciągnąć na powierzchnię. Kogoś, kto zawsze nas podniesie z kolan, kiedy upadamy, bo upadek nie jest czymś złym - daje nam radość, kiedy wstajemy. Mąż poprawia mi koronę, otrzepuje kurz i można dalej smakować życie. Moim głównym celem jest zbieranie środków na comiesięczny (czasami dwa razy w miesiącu) transport na badania, do lekarza, na kroplówkę i tomografię. Mieszkam w małej miejscowości, w której nie ma transportu kolejowego i autobusowego. Koszt jednorazowego wyjazdu to około 1000 zł. Nie ukrywam, że jestem na rencie i jest to duże obciążenie dla mojego budżetu. Korzystałam z pomocy fundacji, ale jej środki też są ograniczone, więc postanowiłam otworzyć skarbonkę na pokrycie kosztów dojazdu dla mnie. Życzę wszystkim dużo zdrowia i z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam, Asia

8 958 zł
59%
Monika Maksoń, Skarżysko-Kamienna

Monika potrzebuje pomocy w leczeniu raka płuca.

Mam na imię Monika. Mam 48 lat i kochaną córkę Kamilę lat 24. Pierwsze objawy choroby pojawiły się u mnie nagle w kwietniu 2012 r. W lipcu 2012 r. po przeprowadzonych badaniach zapadła diagnoza RAK PŁUCA z przerzutami do węzłów chłonnych szyjnych. Niczego w życiu tak się nie bałam, jak tej choroby. To było jak wyrok, cały czas krążyły myśli o najgorszym. Byłam przerażona, miałam przed oczami moją nieletnią wtedy córkę, która wychowywała się bez ojca. Jednak otrzymując duże wsparcie mojej najbliższej rodziny musiałam wziąć się w garść dla moich bliskich, a szczególnie dla mojej jedynej córki. Najgorsza jest w tej chorobie ta niepewność jutra, ciągłe obawy. Zawsze wierzyłam w ludzi i niosłam im pomoc, teraz sama potrzebuję tej pomocy. Od listopada 2012 r. do kwietnia 2013 r. przeszłam cykl chemioterapii. Nastąpiła lekka poprawa. Jednak w październiku 2014 r. choroba znowu dała o sobie znać i od tej pory, aż do chwili obecnej poddawana jestem ponownej chemioterapii, tylko w postaci tabletek. Leczenie to spowodowało ponowne uśpienie choroby. Niestety może to trwać nawet kilka lat i niesie za sobą uciążliwe dolegliwości i skutki uboczne. Wiąże się to również z wieloma comiesięcznymi wizytami u specjalistów, kontrolami i badaniami. Wyjazdy oraz leki pochłaniają znaczne środki finansowe, co jest bardzo dużym utrudnieniem dla mnie. W 2018 r. nastąpiła progresja mojej choroby i koniec leczenia w Świętokrzyskim Centrum Onkologii. Musiałam szukać w innym miejscu pomocy. Na szczęście udało się i leczona jestem od września 2018 r. w Centrum Onkologii w Warszawie. Ja zawsze byłam osobą wesołą, pełną optymizmu i mimo wszystko dalej taką pozostałam, daje mi to siłę do walki z tą podstępną chorobą. Ogólnie bardzo lubię spacery, poznawać nowe miejsca, muzykę, taniec. Mieszkam z córką Kamilą, której pasją jest stylizacja paznokci. Sprawdza się w tym co robi i cały czas kształci w tym kierunku. Jestem bardzo wdzięczna za okazaną mi do tej pory pomoc oraz wsparcie najbliższych i znajomych. Darowizny na rzecz leczenia Moniki można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

23 816 zł
79%