Zbiórki

Marcin Grzempa, Poznań

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Udało się osiągnąć cel.

Nazywam się Marcin Grzempa, mam 37 lat. Jestem ojcem trójki dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego. Cztery lata temu zacząłem chorować. W kwietniu 2013 roku badanie histopatologiczne wykazało, że to chłoniak Hodgkina typ NS, wtedy jeszcze był to drugi stopień. W grudniu przeprowadzono badanie PET, z którego wynikło, że dotychczasowe leczenie ABVD było nieskuteczne, nastąpiły przerzuty na wątrobę, nerki, śledzionę oraz układ kostny i zostałem zakwalifikowany do przeszczepu szpiku. Niestety życie to nie bajka, coś co miało być zrobione za chwilę, odwlekało się, bo mój stan zdrowia się pogarszał z tygodnia na tydzień. Kolejne leczenia jakie zastosowano to DHAP, po którym w maju zeszłego roku wylądowałem na OIOMIE z ostrą niewydolnością nerek, zapaleniem i płynem w płucach. To spowodowało przerwanie chemii, gdyż mój organizm był za slaby. Zmieniłem szpital i trafiłem na super lekarkę, która powiedziała, że będzie mnie ratować do samego końca. I tak w sierpniu zeszłego roku trafiłem do szpitala na kurs IVE. Chemię skończyłem w styczniu tego roku, po czym miał nastąpić przeszczep, ale okazało się, że badanie TK wykazało naciek w śródkręgosłupie na odcinku lędźwiowym i znów wizja przeszczepu się oddaliła. Zastosowano kolejne chemie typu Gemzar, po 2 kursach zostałem przyjęty na oddział transplantologii i zrobiono przeszczep. Dziś mijają 2 lata od tamtego wydarzenia. Dalej jestem pod kontrolą poradni hematologicznej w Klinice na Szamarzewskiego. Moja odporność jest różna, często czymś się zarażam. Na szczęście mój stan zdrowia w maju tego roku pozwolił na podjęcie drobnej pracy, co daje mi ciut większe pieniądze niż tylko słaba renta. Badanie PET z maja 2017 niestety ukazało pęknięte żebro szóste... czeka mnie biopsja i oczekiwanie na wynik, czy jest to zmiana spowodowana przez uaktywnienie się nowotworu, czy jest to efekt przewlekłego kaszlu i osłabienia żeber przez nacieki sprzed 2 lat... Dziękuję wszystkim Wam Pomagającym… Nikt tyle za zdrowego życia nie zrobił dla mnie, co Wy robicie przez ostatnie lata... Nie mam słów, zresztą słowa to za mało, by oddać moją wdzięczność dla WAS! Trzymajcie kciuki, a ja się nie poddam nigdy! Jest rok 2020. Dzięki uzbieranym pieniądzom mogę przeprowadzić teraz operację (w końcu po 5 latach) zębów pod narkozą, która będzie mnie kosztować kilkanaście tysięcy złotych. Po 68 chemiach i przeszczepie szpiku zęby nie wytrzymały. Gdyby nie Wy, nie mógłbym tej operacji przeprowadzić! Darowizny na rzecz leczenia Marcina można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

27 754 zł
102%
Magdalena Gawęda, Sosnowiec

Na ten moment zawieszam zbiórkę. Dziękuję za wpłaty.

Wszystkim Darczyńcom najmocniej dziękuję za wpłaty! Trudno mi słowami wyrazić wdzięczność, którą czuję! Będziecie w moim sercu na zawsze! Nazywam się Magda Gawęda, na raka piersi zachorowałam w maju 2000 roku, mając 37 lat. Przeszłam wtedy mastektomię i chemioterapię. Nie miałam hormonoterapii, bo przy potrójnie ujemnym typie raka nie stosuje się jej. Mimo że wejście w świat ludzi chorych na raka było dla mnie mocnym przeżyciem, szybko wróciłam do fizycznej i psychicznej kondycji sprzed choroby. Tematu raka piersi jednak nie opuściłam. Jestem od wielu lat jedną z administratorek portalu dla Amazonek, a w swoim rodzinnym mieście przez 10 lat działałam jako ochotniczka w Klubie Amazonek, chodząc do łóżek pacjentek po operacjach raka piersi. Jesienią 2017, po ponad 17 latach zdrowia, stwierdzono u mnie liczne przerzuty do kości (czaszka, kręgosłup, barki, łopatki, mostek, żebra, miednica, kości długie) oraz usunięto przerzut raka piersi do skóry i spojówki oka. Okazało się, że moje przerzuty mają inną biologię niż rak pierwotny i dzięki temu można u mnie zastosować terapię hormonalną. Aktualnie przyjmuję leki antyhormonalne w ramach badania klinicznego oraz nierefundowany lek na układ kostny - denosumab. Obecnie zbieram środki na roczną terapię tym nierefundowanym lekiem na układ kostny oraz leki wspomagające organizm przy agresywnym leczeniu. Z poważaniem i podziękowaniem dla Szlachetnych Darczyńców za wsparcie, Magda Gawęda Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

27 044 zł
135%
Arkadiusz Wawak, Rybnik

Cel został osiągnięty, dziękuję! Na ten moment zawieszam zbiórkę.

Moje życie zmieniło się kiedy w październiku 2019 r. dowiedziałem się, że choruję na białaczkę. Obecnie jestem po przeszczepie szpiku kostnego i zbieram na rehabilitację. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

21 833 zł
436%
Iwona Kruk-Makowska, Grudziądz

Cel zbiórki został osiągnięty.

Szanowni Darczyńcy, dziękuje za Wasze wsparcie! Udało się osiągnąć cel zbiórki dlatego na chwilę obecną proszę o nieprzekazywanie darowizn. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Witam osoby, które czytają moją historię. Mam 41 lat, jestem mamą dwójki synów (6 i 12 lat). Od maja ubiegłego roku wychowuję chłopców samodzielnie. I właśnie w ubiegłym roku zaczął walić się mój dotychczasowy świat. Po 11 latach, we wrześniu zakończyło się moje małżeństwo. Ta sytuacja była dla mnie niezwykle silnie stresującym przeżyciem. W listopadzie - po niespełna dwóch miesiącach od rozwodu, zaczęłam czuć jakby "uchodziło ze mnie życie". Nie opuszczało mnie ogromne zmęczenie. Postanowiłam zrobić podstawowe badania krwi, wyniki były bez zarzutu, a moja radość duża. Niestety - czułam się coraz gorzej, i zaniepokoił mnie stan mojej lewej piersi. Kolejna wizyta u lekarza, no i znowu usłyszałam, że z piersią wszystko w porządku. Ja jednak nadal czułam, że coś jest nie tak. Kolejna wizyta u następnego specjalisty i tu szok: nowotwór złośliwy piersi. Szybko trafiłam do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Cały czas myślałam sobie: wytną tego skorupiaka i będzie po sprawie, przecież rak to nie wyrok. Niestety kolejne badania ujawniły odległe przerzuty. Skorupiak rozgościł się w moich węzłach chłonnych, wątrobie, płucach i kościach. Takie zaawansowanie choroby niestety nie kwalifikuje mnie do operacji. Jestem po 6 cyklach chemioterapii AC. Aktualnie otrzymuję leki, które mają zahamować rozrost komórek nowotworowych i tym samym przedłużyć mi życie. Niestety leki te spowodowały silną neutropenię, jestem bardzo podatna na wystąpienia ciężkich infekcji. Jestem jedyną opoką dla moich synów. Pomimo zaawansowania choroby staram się żyć z uśmiechem na ustach. Robię wszystko, aby dać moim synom jak najwięcej radości. Choć boję się, że niewiele czasu nam zostało. Bardzo proszę wszystkich ludzi o dobrych sercach, aby wsparli mnie w walce z chorobą. Wiem doskonale, że pieniądze szczęścia nie dają, jednak mogą przedłużyć życie. Do czerwca 2018 r. przebywam na rocznym urlopie zdrowotnym, marzę o powrocie do pracy. Chciałabym znaleźć lekarza, który zgodziłby się zoperować mnie i wyciąć z mojej piersi tego "niechcianego gościa". Potrzebuję wsparcia finansowego, by móc jeździć na konsultacje. Duże koszty niosą za sobą moje cotygodniowe dojazdy do CO w Bydgoszczy. Nie stać mnie aktualnie na zakup chociażby suplementów diety, nie wspominając o innych dodatkowych formach wsparcia w walce z nowotworem. Będę wdzięczna za każdą najdrobniejszą pomoc. Darowizny na rzecz leczenia Iwony można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie. Przekazanie darowizny uprawnia do ulgi podatkowej przy rozliczeniu PIT.

21 655 zł
216%
Kamila Madej, Stare Skoszewy

Choruję na raka piersi. Chcę wrócić do normalnego życia.

Lipiec 2015 – wizyta u ginekologa, USG piersi po samobadaniu, w którym wyczułam jakieś zgrubienia. Pani doktor coś się nie podobało, więc zrobiła od razu biopsję. Po tej wizycie byłam umówiona z przyjaciółkami, jechałam i płakałam, bo bałam się najgorszego. Po tygodniu wynik biopsji – nowotwór złośliwy piersi. Reszta potoczyła się bardzo szybko, we wrześniu mastektomia, koniec października chemioterapia. Jestem osobą bardzo aktywną, więc po pół roku wróciłam do pracy, którą bardzo lubię, jestem Menadżerem Projektów informatycznych. Kolejne trzy lata żyłam normalnie, pracowałam zajmowałam się domem, robiłam to co robią zdrowi ludzie. Mam męża i dwoje dzieci, 12-letnią córkę i 6-letniego syna. Niestety w grudniu 2018 roku choroba do mnie wróciła z wielkim uderzeniem. Okazało się, że mam przerzuty do płuc, na drugą pierś, węzły chłonne, kości i do szpiku. Tak samo jak za pierwszym razem, tak i teraz pierwsza myśli to przerażenie i pytanie „Dlaczego ja?”, ale choroba nie wybiera. Rozpoczęłam powtórne leczenie, pierwsza terapia dała regresję, więc była radość, jednak kolejne od marca do grudnia 2019 nie działały, a mój stan był coraz gorszy, właściwie nie miałam siły dojść do toalety, to w połączeniu z brakiem jakichkolwiek rezultatów leczenia sprawiło, że straciłam już nadzieję. Kiedy nie miałam siły na życie, na to żeby poczytać dziecku na dobranoc, to było dla mnie bardzo przygnębiające. Leczenie onkologiczne nie jest łatwe, odbiera siły, dodatkowo człowiek jest łysy, po sterydach jest opuchnięty, to wszystko razem sprawia, że ta droga jest trudna do przejścia. Bardzo w tym pomogła mi i mojej rodzinie moja zaufana pani psycholog, rodzina i przyjaciele byli także nieocenionym wsparciem. Na szczęście los się odmienił, udało się zdobyć dla mnie leczenie refundowane, jestem w trakcie pierwszego cyklu i teraz jest nadzieja na to, że choroba zacznie się cofać. Ta sytuacja obudziła we mnie nadzieję na życie i na to, że będę mogła realizować swoje plany i marzenia. Chcę po prostu żyć dla siebie robić proste rzeczy, po tym co przeszłam radość sprawia mi to, że mogę sama zrobić pranie czy ugotować obiad. Chcę żyć, żeby patrzeć jak moje dzieci dorastają i spełniają swoje pasje. Chcę żyć, żeby się rozwijać, chcę uczyć się szyć na maszynie i gry na pianinie. Chcę także swoje doświadczenia wykorzystać w pomocy innym ludziom, którzy będą przechodzić to co ja teraz. Wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że ta choroba przyszła do mnie po coś, abym mogła się zmienić, wyciągnąć wnioski i przekuć na coś dobrego. Po pierwszych 182 dniach zwolnienia lekarskiego złożyłam wniosek o zasiłek rehabilitacyjny, ponieważ miałam nadzieję, że maksymalnie po 1,5 roku wrócę do pracy, jednak lekarz orzecznik wydał orzeczenie o przyznaniu mi renty chorobowej na 5 lat i całkowitą niezdolność do pracy, odwołałam się od tej decyzji, jednak kolejna komisja utrzymała tę decyzję. Dla mnie to brzmiało jak wyrok, nie mogłam się z tym pogodzić. Teraz jest inaczej, po pierwsze choroba jest zaawansowana i wymaga dalszego leczenia, po drugie podchodzę do tego inaczej. Traktuję ten czas, który dostałam jako czas do wykorzystania dla siebie, aby zadbać o siebie, swój rozwój, swoją rodzinę. Renta wiąże się jednak z dużo gorszą sytuacją finansową mojej rodziny niż wtedy, kiedy pracowałam. Przy okazji choroby muszę się konsultować i wykonywać badania diagnostyczne u różnych specjalistów, ponieważ leczenie onkologiczne nie jest obojętne dla organizmu. Konsultuję się regularnie u endokrynologa, ginekologa, kardiologa. Leczę się również w poradni leczenia bólu u anestezjologa, bez tego nie mogłam normalnie funkcjonować. Wszystkie te konsultacje skutkują także koniecznością brania różnych leków i suplementów. Na to wszystko brakuje pieniędzy w naszym budżecie domowym. Dodatkowo onkologicznie leczę się w Krakowie, do którego muszę regularnie dojeżdżać.

20 651 zł
344%
Beata Bednarz-Bochenek, Kalwaria Zebrzydowska

Walka z rakiem piersi nie jest prosta, dlatego proszę o wsparcie.

Cześć! Dziękuję wszystkim za dotychczasowe wsparcie, jestem ogromnie wdzięczna wszystkim. Na razie choroba nie postępuje, ale walka wciąż trwa. Staram się normalnie żyć, wychowywać dzieci i jednocześnie walczyć z chorobą. Cały czas szukamy nowych metod leczenia... Konsultacje medyczne i poszukiwania specjalistów kosztują mnóstwo czasu i pieniędzy... Mam na imię Beata. Jestem mamą dwóch wspaniałych córek, moje życiebyło poukładane i pełne radości do grudnia 2016 roku... Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych oraz płuc. Przeszłam chemioterapię, leczenie chirurgiczne, radioterapię, teraz jestem w trakcie hormonoterapii,jestem w stałym kontakcie z psychologiem, zmieniłam tryb życia. Nie wiem co przyniesie los... Wiem jednak jedno: moje życie jest wypełnione osobami, dla których warto żyć, więc proszę o pomoc :) Zebraną kwotę chcę przeznaczyć na dojazdy do ośrodka, dodatkowe konsultacje u specjalistów oraz diagnostykę, na którą trzeba czekać w ramach NFZ. Szukamy również innowacyjnych metod leczenia za granicą. Darowizny na rzecz leczenia Beaty można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

20 550 zł
102%
Adrianna Piekarska, Koluszki

Leczenie i rehabilitacja po przeszczepie szpiku

Moje życie diametralnie się zmieniło, kiedy dnia 24.09.2014 r. zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną. Przeszłam pół roku leczenia chemioterapią oraz naświetlań całego ciała. 16.04.2015 r. miałam przeszczep szpiku. Często jeżdżę na kontrolę do Wrocławia, gdzie pół roku temu zdiagnozowano u mnie GVHD, czyli chorobę tzw. przeszczep przeciwko gospodarzowi, która w moim przypadku zaatakowała skórę i spowodowała jej twardnienie. Leczenie rozpoczęło się sterydoterapią, a teraz mam zabiegi fotoferez, czyli pozaustrojowe naświetlanie krwi. Leczenie jest długotrwałe i kosztowne. Darowizny na rzecz leczenia Adrianny można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

20 510 zł
102%
Wiktoria Kot, Rębielcz

Leczenie i rehabilitacja

Witam, nazywam się Wiktoria Kot, w tym roku skończyłam 18 lat. W marcu 2014 roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną ALL. Chemioterapia trwała dziewięć miesięcy, następnie przez rok trwało leczenie podtrzymujące i rehabilitacja. W trakcie leczenia podtrzymującego wystąpiło u mnie dwukrotnie ostre zapalenie trzustki oraz niewydolność wątroby. Gdy myślałam, że najgorsze mam już za sobą, w maju 2018 roku nastąpiła wznowa choroby. Moje życie znowu wywróciło się do góry nogami. Intensywne leczenie mam już za sobą, teraz jestem w trakcie leczenia podtrzymującego. Choroba zmieniła całe moje życie i mojej rodziny. Mimo przeciwności losu dostałam się do liceum i w tym roku już matura. Mam nadzieję, że spełnią się moje marzenia i dostanę się na studia medyczne. Leczenie jest długie i kosztowne, dlatego proszę Was o pomoc w codziennej walce z chorobą. Potrzebuję wsparcia, żeby pokryć koszty niezbędnych leków i rehabilitacji. Z góry dziękuję wszystkim darczyńcom. Wiktoria Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

20 479 zł
102%
Karina Błachnio, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Mam na imię Karina. Wszystkie informacje na temat raka zawsze omijałam szerokim łukiem (być może ze strachu?), ponieważ wydawało mi się, że zdrowa dieta, zdrowy styl życia, pozytywne podejście do życia, pozwolą mi się przed nim ustrzec. Niestety, to za mało, nieznane są przyczyny jego pojawienia się. U mnie zdiagnozowano raka piersi i to w momencie totalnych przemian w moim życiu. Pożegnałam się z pracą, w której przepracowałam 10 lat. Zaczęłam szukać prawdziwego powołania. Zmieniłam mieszkanie i jestem pierwszy raz w życiu z kredytem. Przestałam karmić po drugiej ciąży, żeby móc zacząć ćwiczyć. Chciałam trochę schudnąć, żeby wrócić do formy. Planowałam wakacje dla dzieci w sierpniu. Ale wszystkie plany muszę zrewidować i odłożyć na jakiś czas. Życie w pandemii pokazało nam, że jednak lubimy całą tę krzątaninę, wyjścia do kina, spotkania w kawiarniach, w ogóle WSPÓLNE spędzanie czasu. Ja z moją diagnozą zrozumiałam to jeszcze dosadniej. Teoretycznie wszyscy wiemy, że umrzemy. Pytanie: kiedy? Ja chciałabym żyć, wybieram życie dla siebie, dla mojej Paulinki, dla Marcela i dla mojego męża. Dla siebie, bo muszę jednak dużo zmienić. Było takie przemówienie Steve'a Jobsa, w którym mówił, że sens pewnych działań w życiu i zdarzeń można zrozumieć jedynie z retrospektywy. Ja mam nadzieję, że jak za 10 lat będę wspominać czas choroby, to będzie to tylko i wyłącznie wydarzenie, które pozwoliło mi zmienić się na lepsze. Mam nadzieję, że pomożecie mi w tym, żebym mogła wrócić do swoich planów i je zrealizować. Zbieram pieniądze na wydatki związane z moim leczeniem, leki, konsultacje, diagnostykę oraz dojazdy do ośrodków leczenia. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

20 331 zł
135%
Alicja Wójcik, LUBORZYCA

Cel zbiórki został osiągnięty.

Dziękujemy za wpłaty! Cel został osiągnięty. Prosimy o nieprzekazywanie darowizn. **************************************************************************************************************************** Mam na imię Alicja. Mam 42 lata, jestem mężatką i mamą 14-letniej Gabrysi i 22-letniego niepełnosprawnego Norberta. W listopadzie 2018 r. po badaniu USG piersi byłam 100% zdrową kobietą. Zadowolenie nie trwało długo, bo pod koniec stycznia 2019 r. wyczułam guzka w prawej piersi. Pognałam po raz kolejny na USG. Lekarz od razu zaproponował biopsję gruboigłową. Strach i przerażenie. Wynik biopsji był wyrokiem RAK ZŁOŚLIWY INWAZYJNY. Onkolog postanowił przeprowadzić operację oszczędzającą, a potem radioterapię. Plany gwałtownie się zmieniły po dalszej diagnostyce, która wykazała RAKA POTRÓJNIE UJEMNEGO (cT2N0M0). Konsylium zadecydowało o wcześniejszej chemioterapii, bo guz bardzo szybko się namnaża. Po chemii mastektomia i radioterapia. Moje przerażenie, strach i obawy z dnia na dzień potęgują się, bo jeszcze nie otrząsnęłam się po wypadku mojego syna, który miał miejsce w 2014 r. Uraz mózgowo-czaszkowy z następowym niedowładem czterokończynowym i śpiączką pourazową. Ponad cztery lata nieustannej walki o jego sprawność. Niekończąca się kosztowna rehabilitacja, wyczerpujące rekonstrukcje, konsultacje medyczne odbierały mi siły. Ogromna obawa o córkę, która w tym czasie miała tylko 8 lat, a już musiała zmagać się z panicznym strachem, co będzie dalej. Nie było mnie w domu całymi tygodniami, bo musiałam być przy Norbercie, a ona musiała sobie z tym radzić. Płakała, krzyczała, nie sypiała po nocach. Dzięki wsparciu rodziny przetrwaliśmy te tragiczne chwile. Nauczyliśmy się żyć inaczej. Wychodziliśmy na prostą. A na tej prostej stanął RAK. Znów muszę walczyć, tylko że siły już nadwyrężone. Nie wiem co dalej będzie. Boje się, czy dam radę kolejnemu wyzwaniu. Tak bardzo chciałabym widzieć dalsze efekty rehabilitacji syna, uczestniczyć w dorastaniu córki, być przy kolejnych jej sukcesach tanecznych (od 3 lat tańczy w grupie turniejowej Hip-hop i zdobywa wysokie lokaty). Zebrane środki chciałabym spożytkować na badania diagnostyczne, środki farmakologiczne, konsultacje, transport, rehabilitację i terapie.

20 131 zł
167%
Ewelina Jarosz, LICHNOWY

Walka z rakiem. Proszę o pomoc.

Mam na imię Ewelina, mam 30 lat, obecnie jestem osobą niepracującą. Wcześniej pracowałam jako sprzedawca kasjer, jednak gdy zachorowałam i przebywałam na zwolnieniu lekarskim, zostałam zwolniona w styczniu tego roku. Przeszłam operację torbieli jajnika, a ok 2 tygodnie później (to było pod koniec października) wyczułam u siebie guza w lewej piersi. Umówiłam się na badanie USG, gdzie potwierdzono, że są dwa guzy w jednej piersi. Wtedy się zaczęło życie w strachu, nieprzespane noce, myśl "Dlaczego ja? Przecież mam jeszcze tyle planów na życie, jestem jeszcze młoda, nie mam dzieci, chcę mieć swój dom, bo obecnie mieszkam z rodzicami, dobrą pracę, żebym mogła się realizować..." Niestety los chciał dla mnie inaczej ? Pierwszą biopsję wykonano u mnie 20.11.2019. Na wynik czekałam ok. 6 tygodni i wyszło, że konieczne dalsze pilne postępowanie, więc druga biopsja gruboigłowa, wynik po ok. 3 tygodniach. Znowu strach, najgorsze to czekanie... DIAGNOZA: rak inwazyjny NST gruczołu piersiowego. Nie ukrywam, że był i jest to dla mnie okropny szok, do tej pory strasznie się boję, co dalej... W lutym wzięłam pierwszą chemię: białą i czerwoną. Niedawno wypadły mi włosy, jest mi ciężko, strasznie ciężko, boli mnie skóra głowy, próbuję sobie jakoś to wszystko przetłumaczyć, ale strach jest silniejszy ode mnie. Ponieważ nie pracuję, nie jestem sobie w stanie poradzić sama ze wszystkimi wydatkami: leki, badania, konsultacje, dojazdy 300 km w dwie strony przekraczają moje możliwości. Zakupiłam perukę (koszt to 750 zł) - wydałam ostatnie pieniądze, żeby wyglądać jak człowiek...Zebrane środki Chciałabym również przeznaczyć na rehabilitację. Jedyną moją nadzieją jesteście WY Państwo ☺️ Bardzo potrzebuję Waszego wsparcia i zrozumienia. Z góry bardzo dziękuję za okazaną mi pomoc! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

19 674 zł
163%
Barbara Bukała, Bydgoszcz

Pomóż Basi ponieść koszty badań i leczenia

Witam serdecznie, Mam na imię Basia. Jestem babcią, mam dwójkę kochanych wnuków i kocham życie. Jeszcze bardziej to zrozumiałam gdy w sierpniu 2015 roku usłyszałam diagnozę - nowotwór złośliwy piersi. Po pierwszej operacji okazało się, że nowotwór jest wieloogniskowy i konieczna była całkowita mastektomia. Przy drugiej operacji , pojawiły się komplikacje. Spędziłam miesiąc w szpitalu, później przeszłam chemioterapię. W tej chwili jestem pod stałą kontrolą bardzo pomocnych lekarzy z CO w Bydgoszczy. Zawsze bardzo dużą wagę przykładałam do badań kontrolnych i chyba właśnie to podejście pozwoliło na uchwycenie tej choroby w początkowym jej stadium, ale jak wiadomo przeciwnik jest podstępny i nieprzewidywalny. Pomimo fachowej pomocy i wsparcia, jakie otrzymałam od lekarzy i personelu z bydgoskiego Centrum Onkologii, byłam zmuszona wykonać dodatkowe, kosztowne badania za granicą. Podjęłam również decyzje o rozpoczęciu leczenia w Klinice we Wrocławiu. Terapia, której się poddałam ma głównie na celu wzmocnienie mojego układu immunologicznego. Ponieważ schemat badań kontrolnych nie zakłada wielu badań, które pozwalają na szybsze wykrycie ewentualnych, nowych zmian, staram się na bieżąco kontrolować w prywatnych placówkach. W wyniku przyjmowanych leków pogłębiła się u mnie i tak bardzo zaawansowana osteoporoza. Wiem, że w tej chorobie najważniejsze jest pozytywne nastawienie i to ono mimo wielu trudnych chwil, z którymi w trakcie trwania choroby przychodzi mi się borykać, pozwala mi wierzyć, że będzie dobrze. Jednak w mojej walce o zdrowie, o życie, potrzebne mi będzie również Wasze wsparcie, stąd moja prośba. Wiadomo, że koszty leczenia, badań są bardzo wysokie, dlatego proszę życzliwych mi ludzi o wsparcie finansowe. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia. Darowizny na rzecz leczenia Basi można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

18 463 zł
102%