Zbiórki

Anna Kaźmierkowska, Łódź

Mam mutację BRCA1, nie chcę drugi raz zachorować na raka.

Mam na imię Anna. Trzy lata temu wykryto u mnie nowotwór złośliwy jajnika. Okazało się również, że mam mutację genu BRCA1. Przeszłam dwie operacje i chemioterapię. W wypisie karty szpitalnej z 2017 roku mam napisane: całkowita remisja. Jednak ryzyko choroby nowotworowej przy mutacji genów jest ogromne. Profilaktyczna obustronna mastektomia to nie jest moja fanaberia, to walka o normalne życie bez piętna choroby nowotworowej. Moja młodsza siostra z tą mutacją genu już nie żyje. Operacja jest refundowana przez NFZ, ale jej formuła znacznie upośledza sprawność fizyczną, co bardzo ograniczy moje życie. Ja od zawsze czynnie uprawiałam sport (badminton, jazda na rowerze). Myślę, że ta aktywność wyposażyła mnie w siłę psychiczną i fizyczną do walki z chorobą. Nie chciałabym z niej zrezygnować, a w przypadku wersji refundowanej nie będzie to możliwe. Chciałabym prosić o wsparcie pozwalające na zastosowanie nowoczesnej metody z wykorzystaniem macierzy ADM, która pozwoli na powrót do pełnej aktywności. Jest to bardzo ważne dla mojej rodziny, ponieważ mam dwie córki, dla których powinnam być przykładem aktywnej, pracującej i walczącej o zdrowie matki. Starsza córka, niestety odziedziczyła gen, młodsza cierpi na ciężką wersję choroby autoimmunologicznej. Jestem nauczycielką dzieci niepełnosprawnych i nie stać mnie na zakup macierzy ADM. DZIĘKUJĘ.

25 499 zł
127%
Iwona Kruk-Makowska, Grudziądz

Cel zbiórki został osiągnięty.

Szanowni Darczyńcy, dziękuje za Wasze wsparcie! Udało się osiągnąć cel zbiórki, dlatego na chwilę obecną proszę o nieprzekazywanie darowizn. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Witam osoby, które czytają moją historię. Mam 41 lat, jestem mamą dwójki synów (6 i 12 lat). Od maja ubiegłego roku wychowuję chłopców samodzielnie. I właśnie w ubiegłym roku zaczął walić się mój dotychczasowy świat. Po 11 latach, we wrześniu zakończyło się moje małżeństwo. Ta sytuacja była dla mnie niezwykle silnie stresującym przeżyciem. W listopadzie - po niespełna dwóch miesiącach od rozwodu, zaczęłam czuć jakby "uchodziło ze mnie życie". Nie opuszczało mnie ogromne zmęczenie. Postanowiłam zrobić podstawowe badania krwi, wyniki były bez zarzutu, a moja radość duża. Niestety - czułam się coraz gorzej i zaniepokoił mnie stan mojej lewej piersi. Kolejna wizyta u lekarza, no i znowu usłyszałam, że z piersią wszystko w porządku. Ja jednak nadal czułam, że coś jest nie tak. Kolejna wizyta u następnego specjalisty i tu szok: nowotwór złośliwy piersi. Szybko trafiłam do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Cały czas myślałam sobie: wytną tego skorupiaka i będzie po sprawie, przecież rak to nie wyrok. Niestety kolejne badania ujawniły odległe przerzuty. Skorupiak rozgościł się w moich węzłach chłonnych, wątrobie, płucach i kościach. Takie zaawansowanie choroby niestety nie kwalifikuje mnie do operacji. Jestem po 6 cyklach chemioterapii AC. Aktualnie otrzymuję leki, które mają zahamować rozrost komórek nowotworowych i tym samym przedłużyć mi życie. Niestety leki te spowodowały silną neutropenię, jestem bardzo podatna na wystąpienia ciężkich infekcji. Jestem jedyną opoką dla moich synów. Pomimo zaawansowania choroby staram się żyć z uśmiechem na ustach. Robię wszystko, aby dać moim synom jak najwięcej radości. Choć boję się, że niewiele czasu nam zostało... Bardzo proszę wszystkich ludzi o dobrych sercach, aby wsparli mnie w walce z chorobą. Wiem doskonale, że pieniądze szczęścia nie dają, jednak mogą przedłużyć życie. Do czerwca 2018 r. przebywam na rocznym urlopie zdrowotnym, marzę o powrocie do pracy. Chciałabym znaleźć lekarza, który zgodziłby się zoperować mnie i wyciąć z mojej piersi tego "niechcianego gościa". Potrzebuję wsparcia finansowego, by móc jeździć na konsultacje. Duże koszty niosą za sobą moje cotygodniowe dojazdy do CO w Bydgoszczy. Nie stać mnie aktualnie na zakup chociażby suplementów diety, nie wspominając o innych dodatkowych formach wsparcia w walce z nowotworem. Będę wdzięczna za każdą najdrobniejszą pomoc.

25 033 zł
250%
Arkadiusz Wawak, Rybnik

Cel został osiągnięty, dziękuję! Na ten moment zawieszam zbiórkę.

Moje życie zmieniło się, kiedy w październiku 2019 r. dowiedziałem się, że choruję na białaczkę. Obecnie jestem po przeszczepie szpiku kostnego i zbieram na rehabilitację.

22 431 zł
448%
Kamila Madej, Stare Skoszewy

Choruję na raka piersi. Chcę wrócić do normalnego życia.

Lipiec 2015 – wizyta u ginekologa, USG piersi po samobadaniu, w którym wyczułam jakieś zgrubienia. Pani doktor coś się nie podobało, więc zrobiła od razu biopsję. Po tej wizycie byłam umówiona z przyjaciółkami, jechałam i płakałam, bo bałam się najgorszego. Po tygodniu wynik biopsji – nowotwór złośliwy piersi. Reszta potoczyła się bardzo szybko: we wrześniu mastektomia, koniec października chemioterapia. Jestem osobą bardzo aktywną, więc po pół roku wróciłam do pracy, którą bardzo lubię, jestem menadżerem projektów informatycznych. Kolejne trzy lata żyłam normalnie, pracowałam, zajmowałam się domem, robiłam to, co robią zdrowi ludzie. Mam męża i dwoje dzieci, 12-letnią córkę i 6-letniego syna. Niestety w grudniu 2018 roku choroba do mnie wróciła z wielkim uderzeniem. Okazało się, że mam przerzuty do płuc, na drugą pierś, węzły chłonne, kości i do szpiku. Tak samo jak za pierwszym razem, tak i teraz pierwsza myśli to przerażenie i pytanie „Dlaczego ja?”, ale choroba nie wybiera. Rozpoczęłam powtórne leczenie, pierwsza terapia dała regresję, więc była radość, jednak kolejne od marca do grudnia 2019 nie działały, a mój stan był coraz gorszy, właściwie nie miałam siły dojść do toalety, co w połączeniu z brakiem jakichkolwiek rezultatów leczenia sprawiło, że straciłam już nadzieję. Kiedy nie miałam siły na życie, na to żeby poczytać dziecku na dobranoc, to było dla mnie bardzo przygnębiające. Leczenie onkologiczne nie jest łatwe, odbiera siły, dodatkowo człowiek jest łysy, po sterydach jest opuchnięty, to wszystko razem sprawia, że ta droga jest trudna do przejścia. Bardzo w tym pomogła mnie i mojej rodzinie moja zaufana pani psycholog. Rodzina i przyjaciele byli także nieocenionym wsparciem. Na szczęście los się odmienił, udało się zdobyć dla mnie leczenie refundowane, jestem w trakcie pierwszego cyklu i teraz jest wiara w to, że choroba zacznie się cofać. Ta sytuacja obudziła we mnie nadzieję na życie i na to, że będę mogła realizować swoje plany i marzenia. Chcę po prostu żyć dla siebie, robić proste rzeczy. Po tym co przeszłam radość sprawia mi to, że mogę sama zrobić pranie czy ugotować obiad. Chcę żyć, żeby patrzeć, jak moje dzieci dorastają i spełniają swoje pasje. Chcę żyć, żeby się rozwijać, chcę uczyć się szyć na maszynie i gry na pianinie. Chcę także swoje doświadczenia wykorzystać w pomocy innym ludziom, którzy będą przechodzić to, co ja teraz. Wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że ta choroba przyszła do mnie po coś, abym mogła się zmienić, wyciągnąć wnioski i przekuć na coś dobrego. Po pierwszych 182 dniach zwolnienia lekarskiego złożyłam wniosek o zasiłek rehabilitacyjny, ponieważ miałam nadzieję, że maksymalnie po 1,5 roku wrócę do pracy, jednak lekarz orzecznik wydał orzeczenie o przyznaniu mi renty chorobowej na 5 lat i całkowitą niezdolność do pracy. Odwołałam się od tej decyzji, jednak kolejna komisja utrzymała tę decyzję. Dla mnie to brzmiało jak wyrok, nie mogłam się z tym pogodzić. Teraz jest inaczej, po pierwsze choroba jest zaawansowana i wymaga dalszego leczenia, po drugie podchodzę do tego inaczej. Traktuję ten czas, który dostałam jako czas do wykorzystania dla siebie, aby zadbać o siebie, swój rozwój, swoją rodzinę. Renta wiąże się jednak z dużo gorszą sytuacją finansową mojej rodziny niż wtedy, kiedy pracowałam. Przy okazji choroby muszę się konsultować i wykonywać badania diagnostyczne u różnych specjalistów, ponieważ leczenie onkologiczne nie jest obojętne dla organizmu. Konsultuję się regularnie u endokrynologa, ginekologa, kardiologa. Leczę się również w poradni leczenia bólu u anestezjologa, bez tego nie mogłam normalnie funkcjonować. Wszystkie te konsultacje skutkują także koniecznością brania różnych leków i suplementów. Na to wszystko brakuje pieniędzy w naszym budżecie domowym. Dodatkowo onkologicznie leczę się w Krakowie, do którego muszę regularnie dojeżdżać.

21 233 zł
353%
Beata Bednarz-Bochenek, Kalwaria Zebrzydowska

Walka z rakiem piersi nie jest prosta, dlatego proszę o wsparcie.

Cześć! Dziękuję wszystkim za dotychczasowe wsparcie, jestem ogromnie wdzięczna wszystkim. Na razie choroba nie postępuje, ale walka wciąż trwa. Staram się normalnie żyć, wychowywać dzieci i jednocześnie walczyć z chorobą. Cały czas szukamy nowych metod leczenia... Konsultacje medyczne i poszukiwania specjalistów kosztują mnóstwo czasu i pieniędzy... Mam na imię Beata. Jestem mamą dwóch wspaniałych córek, moje życie było poukładane i pełne radości do grudnia 2016 roku. Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych oraz płuc. Przeszłam chemioterapię, leczenie chirurgiczne, radioterapię, teraz jestem w trakcie hormonoterapii, jestem w stałym kontakcie z psychologiem, zmieniłam tryb życia. Nie wiem co przyniesie los... Wiem jednak jedno: moje życie jest wypełnione osobami, dla których warto żyć, więc proszę o pomoc :) Zebraną kwotę chcę przeznaczyć na dojazdy do ośrodka, dodatkowe konsultacje u specjalistów oraz diagnostykę, na którą trzeba czekać w ramach NFZ. Szukamy również innowacyjnych metod leczenia za granicą.

20 839 zł
104%
Wiktoria Kot, Rębielcz

Leczenie i rehabilitacja

Witam, nazywam się Wiktoria Kot, w tym roku skończyłam 18 lat. W marcu 2014 roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę limfoblastyczną ALL. Chemioterapia trwała dziewięć miesięcy, następnie przez rok trwało leczenie podtrzymujące i rehabilitacja. W trakcie leczenia podtrzymującego wystąpiło u mnie dwukrotnie ostre zapalenie trzustki oraz niewydolność wątroby. Gdy myślałam, że najgorsze mam już za sobą, w maju 2018 roku nastąpiła wznowa choroby. Moje życie znowu wywróciło się do góry nogami. Intensywne leczenie mam już za sobą, teraz jestem w trakcie leczenia podtrzymującego. Choroba zmieniła całe moje życie i mojej rodziny. Mimo przeciwności losu dostałam się do liceum i w tym roku już matura. Mam nadzieję, że spełnią się moje marzenia i dostanę się na studia medyczne. Leczenie jest długie i kosztowne, dlatego proszę Was o pomoc w codziennej walce z chorobą. Potrzebuję wsparcia, żeby pokryć koszty niezbędnych leków i rehabilitacji. Z góry dziękuję wszystkim darczyńcom. Wiktoria

20 528 zł
102%
Karina Błachnio, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Mam na imię Karina. Wszystkie informacje na temat raka zawsze omijałam szerokim łukiem (być może ze strachu?), ponieważ wydawało mi się, że zdrowa dieta, zdrowy styl życia, pozytywne podejście do życia, pozwolą mi się przed nim ustrzec. Niestety, to za mało, nieznane są przyczyny jego pojawienia się. U mnie zdiagnozowano raka piersi i to w momencie totalnych przemian w moim życiu. Pożegnałam się z pracą, w której przepracowałam 10 lat. Zaczęłam szukać prawdziwego powołania. Zmieniłam mieszkanie i jestem pierwszy raz w życiu z kredytem. Przestałam karmić po drugiej ciąży, żeby móc zacząć ćwiczyć. Chciałam trochę schudnąć, żeby wrócić do formy. Planowałam wakacje dla dzieci w sierpniu. Ale wszystkie plany muszę zrewidować i odłożyć na jakiś czas. Życie w pandemii pokazało nam, że jednak lubimy całą tę krzątaninę, wyjścia do kina, spotkania w kawiarniach, w ogóle WSPÓLNE spędzanie czasu. Ja z moją diagnozą zrozumiałam to jeszcze dosadniej. Teoretycznie wszyscy wiemy, że umrzemy. Pytanie: kiedy? Ja chciałabym żyć, wybieram życie dla siebie, dla mojej Paulinki, dla Marcela i dla mojego męża. Dla siebie, bo muszę jednak dużo zmienić. Było takie przemówienie Steve'a Jobsa, w którym mówił, że sens pewnych działań w życiu i zdarzeń można zrozumieć jedynie z retrospektywy. Ja mam nadzieję, że jak za 10 lat będę wspominać czas choroby, to będzie to tylko i wyłącznie wydarzenie, które pozwoliło mi zmienić się na lepsze. Mam nadzieję, że pomożecie mi w tym, żebym mogła wrócić do swoich planów i je zrealizować. Zbieram pieniądze na wydatki związane z moim leczeniem; leki, konsultacje, diagnostykę oraz dojazdy do ośrodków leczenia.

20 331 zł
135%
Alicja Wójcik, LUBORZYCA

Cel zbiórki został osiągnięty.

Dziękujemy za wpłaty! Cel został osiągnięty. Prosimy o nieprzekazywanie darowizn. **************************************************************************************************************************** Mam na imię Alicja. Mam 42 lata, jestem mężatką i mamą 14-letniej Gabrysi i 22-letniego niepełnosprawnego Norberta. W listopadzie 2018 r. po badaniu USG piersi byłam w 100% zdrową kobietą. Zadowolenie nie trwało długo, bo pod koniec stycznia 2019 r. wyczułam guzka w prawej piersi. Pognałam po raz kolejny na USG. Lekarz od razu zaproponował biopsję gruboigłową. Strach i przerażenie. Wynik biopsji był wyrokiem: RAK ZŁOŚLIWY INWAZYJNY. Onkolog postanowił przeprowadzić operację oszczędzającą, a potem radioterapię. Plany gwałtownie się zmieniły po dalszej diagnostyce, która wykazała RAKA POTRÓJNIE UJEMNEGO (cT2N0M0). Konsylium zadecydowało o wcześniejszej chemioterapii, bo guz bardzo szybko się namnaża. Po chemii mastektomia i radioterapia. Moje przerażenie, strach i obawy z dnia na dzień potęgują się, bo jeszcze nie otrząsnęłam się po wypadku mojego syna, który miał miejsce w 2014 r. Uraz mózgowo-czaszkowy z następowym niedowładem czterokończynowym i śpiączką pourazową. Ponad cztery lata nieustannej walki o jego sprawność. Niekończąca się kosztowna rehabilitacja, wyczerpujące rekonstrukcje, konsultacje medyczne odbierały mi siły. Ogromna obawa o córkę, która w tym czasie miała tylko 8 lat, a już musiała zmagać się z panicznym strachem, co będzie dalej. Nie było mnie w domu całymi tygodniami, bo musiałam być przy Norbercie, a ona musiała sobie z tym radzić. Płakała, krzyczała, nie sypiała po nocach. Dzięki wsparciu rodziny przetrwaliśmy te tragiczne chwile. Nauczyliśmy się żyć inaczej. Wychodziliśmy na prostą. A na tej prostej stanął RAK. Znów muszę walczyć, tylko że siły już nadwyrężone. Nie wiem, co dalej będzie. Boję się, czy dam radę kolejnemu wyzwaniu. Tak bardzo chciałabym widzieć dalsze efekty rehabilitacji syna, uczestniczyć w dorastaniu córki, być przy kolejnych jej sukcesach tanecznych (od 3 lat tańczy w grupie turniejowej Hip-hop i zdobywa wysokie lokaty). Zebrane środki chciałabym spożytkować na badania diagnostyczne, środki farmakologiczne, konsultacje, transport, rehabilitację i terapie.

20 131 zł
167%
Ewelina Jarosz, LICHNOWY

Walka z rakiem. Proszę o pomoc.

Mam na imię Ewelina, mam 30 lat, obecnie jestem osobą niepracującą. Wcześniej pracowałam jako sprzedawca kasjer, jednak gdy zachorowałam i przebywałam na zwolnieniu lekarskim, zostałam zwolniona w styczniu tego roku. Przeszłam operację torbieli jajnika, a ok. 2 tygodnie później (to było pod koniec października) wyczułam u siebie guza w lewej piersi. Umówiłam się na badanie USG, gdzie potwierdzono, że są dwa guzy w jednej piersi. Wtedy się zaczęło życie w strachu, nieprzespane noce, myśl "dlaczego ja?". Przecież mam jeszcze tyle planów na życie, jestem jeszcze młoda, nie mam dzieci, chcę mieć swój dom, bo obecnie mieszkam z rodzicami, dobrą pracę, żebym mogła się realizować... Niestety los chciał dla mnie inaczej. Pierwszą biopsję wykonano u mnie 20.11.2019. Na wynik czekałam ok. 6 tygodni i wyszło, że konieczne dalsze pilne postępowanie, więc druga biopsja gruboigłowa, wynik po ok. 3 tygodniach. Znowu strach, najgorsze to czekanie... DIAGNOZA: rak inwazyjny NST gruczołu piersiowego. Nie ukrywam, że był i jest to dla mnie okropny szok, do tej pory strasznie się boję, co dalej. W lutym wzięłam pierwszą chemię: białą i czerwoną. Niedawno wypadły mi włosy, jest mi ciężko, strasznie ciężko, boli mnie skóra głowy, próbuję sobie jakoś to wszystko przetłumaczyć, ale strach jest silniejszy ode mnie. Ponieważ nie pracuję, nie jestem sobie w stanie poradzić sama ze wszystkimi wydatkami: leki, badania, konsultacje, dojazdy 300 km w dwie strony przekraczają moje możliwości. Zakupiłam perukę (koszt to 750 zł) - wydałam ostatnie pieniądze, żeby wyglądać jak człowiek... Zebrane środki chciałabym również przeznaczyć na rehabilitację. Jedyną moją nadzieją jesteście WY, Państwo! ☺️ Bardzo potrzebuję Waszego wsparcia i zrozumienia. Z góry bardzo dziękuję za okazaną mi pomoc!

19 674 zł
163%
Barbara Bukała, Bydgoszcz

Pomóż Basi ponieść koszty badań i leczenia

Witam serdecznie, mam na imię Basia. Jestem babcią, mam dwójkę kochanych wnuków i kocham życie. Jeszcze bardziej to zrozumiałam, gdy w sierpniu 2015 roku usłyszałam diagnozę - nowotwór złośliwy piersi. Po pierwszej operacji okazało się, że nowotwór jest wieloogniskowy i konieczna była całkowita mastektomia. Przy drugiej operacji pojawiły się komplikacje. Spędziłam miesiąc w szpitalu, później przeszłam chemioterapię. W tej chwili jestem pod stałą kontrolą bardzo pomocnych lekarzy z CO w Bydgoszczy. Zawsze bardzo dużą wagę przykładałam do badań kontrolnych i chyba właśnie to podejście pozwoliło na uchwycenie tej choroby w początkowym jej stadium, ale jak wiadomo przeciwnik jest podstępny i nieprzewidywalny. Pomimo fachowej pomocy i wsparcia, jakie otrzymałam od lekarzy i personelu z bydgoskiego Centrum Onkologii, byłam zmuszona wykonać dodatkowe, kosztowne badania za granicą. Podjęłam również decyzje o rozpoczęciu leczenia w Klinice we Wrocławiu. Terapia, której się poddałam, ma głównie na celu wzmocnienie mojego układu immunologicznego. Ponieważ schemat badań kontrolnych nie zakłada wielu badań, które pozwalają na szybsze wykrycie ewentualnych, nowych zmian, staram się na bieżąco kontrolować w prywatnych placówkach. W wyniku przyjmowanych leków pogłębiła się u mnie i tak bardzo zaawansowana osteoporoza. Wiem, że w tej chorobie najważniejsze jest pozytywne nastawienie i to ono mimo wielu trudnych chwil, z którymi w trakcie trwania choroby przychodzi mi się borykać, pozwala mi wierzyć, że będzie dobrze. Jednak w mojej walce o zdrowie, o życie, potrzebne mi będzie również Wasze wsparcie, stąd moja prośba. Wiadomo, że koszty leczenia, badań są bardzo wysokie, dlatego proszę życzliwych mi ludzi o wsparcie finansowe. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia.

18 463 zł
102%
Ewelina Pająk, Reńska Wieś

Na tę chwilę wstrzymuję zbiórkę. Dziękuję wszystkim darczyńcom!

O chorobie dowiedziałam się w styczniu 2020, kiedy zgłosiłam się do lekarza z powodu kaszlu. Zostałam skierowana do szpitala na Oddział Pulmonologiczny, a stamtąd do Wrocławskiego Ośrodka Torakochirurgii. Po konsultacjach torakochirurgicznych zostałam zakwalifikowana do zabiegu operacyjnego mediastinotomii parasternalnej z biopsją guza. Wtedy zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy śródpiersia przedniego. Zalecenia lekarskie obejmują konsultacje i leczenie onkologiczne. Fundacja daje mi możliwość zbiórki środków na wydatki związane z chorobą nowotworową, takie jak: leki, konsultacje u lekarzy, badania diagnostyczne, rehabilitację czy dojazdy do ośrodka leczenia.

17 119 zł
142%
Paweł Jaworski, Świnoujście

Na chwilę obecną prosimy o nieprzekazywanie darowizn.

Drodzy Darczyńcy! Na chwilę obecną, i niech tak pozostanie, moja sytuacja jest stabilna. Kolejne badania diagnostyczne nie wykazują nawrotu choroby, dlatego chciałbym bardzo podziękować za dotychczasowe wsparcie i prosić o nieprzekazywanie kolejnych darowizn. Życzę Wam wiele zdrowia i wszystkiego dobrego! ……………………………………………………….........………………………………………………………. Mam na imię Paweł. Oto moja historia: Wraz z kochaną żoną i dwójką fantastycznych dzieci mieszkam w Świnoujściu. Przed chorobą żyłem i byłem normalnym chłopakiem, pracowałem, zajmowałem się rodziną, uprawiałem sport, byłem morsem. Po prostu byłem szczęśliwy. W 2012 roku dostałem padaczki z utratą przytomności. Zostałem skierowany na rezonans do Szczecina, a po 3 tygodniach szok i niedowierzanie :( Diagnoza powalająca na kolana: guz glejowy zwany potocznie glejakiem, o utkaniu gwiaździaka rozlanego. Tydzień później operacja. Wynik histopatologiczny: złośliwy nowotwór mózgu. Diffused astrocytoma. Następnie leczenie farmakologiczne i rehabilitacja. W marcu 2014 roku znowu szok :( Rezonans kontrolny i diagnoza: podejrzenie wznowy guza. Wszystko zaczęło się od nowa. Podczas operacji okazało się, że nie można wyciąć guza w całości, bo mógłbym zostać sparaliżowany. Dostałem więc skierowanie na radioterapię. Konieczny jest zakup kosztownych leków na padaczkę. Bez leków napady się nasilają i wtedy mam problemy z lewą częścią ciała. Guz jest nieoperacyjny, pozostają jedynie eksperymentalne metody leczenia. Terapie te nie są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a wiążą się z ogromnymi kosztami, które przekraczają nasze możliwości.

15 336 zł
127%