Zbiórki

Magdalena Strojnowska, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Magda ma 38 lat i straciła oboje rodziców– Tata zmarł, gdy Magda była nastolatką. Mama zmagała się z przerzutami raka piersi do kości, wątroby i węzłów chłonnych. Odeszła w 2019 roku po 3 latach leczenia pełnych cierpienia i bólu. Mimo takich doświadczeń Magda to osoba pogodna, uczynna i pomocna dla innych. Wrażliwa oraz dziewczęca, a zarazem zawadiacka i zwariowana... jest super kobietą, matką, człowiekiem! Niestety aktualnie jej życie zdominowała walka z rakiem piersi. Jest też nosicielką mutacji genetycznej BRCA1 predysponującej ją do wznowień oraz powstania kolejnych nowotworów. Zdecydowała się przeprowadzić serię radykalnych operacji (podwójna mastektomia, adnexectomia). Chce żyć dla 9-cio letniej Leny. Dzięki jej determinacji i pomocy Darczyńców udało się! Magda ma już za sobą profilaktyczne operacje - zmniejszyła ryzyko do minimum! Teraz walczy o pełną sprawność, zmaga się też z zakrzepicą i powikłaniami. Wciąż potrzebuje rehabilitacji, konsultacji specjalistów, ponosi również duże miesięczne wydatki na leki. Gorąca prośba do Was o pomoc. Jednocześnie, niejako z góry wyrażona, wdzięczność za jakąkolwiek formę wsparcia. Piękne dzięki!!!! HISTORIA: W połowie 2016 roku Magda dowiedziała się, podobnie jak jej mama kilkanaście lat wcześniej, że ma raka piersi. Przeprowadzono operację oszczędzającą i zalecono dalsze leczenie. W lutym 2017 Magda zakończyła chemioterapię. W międzyczasie wykonano badania genetyczne, które potwierdziły mutację genu BRCA1. Stąd decyzja i determinacja do usunięcia piersi i jajników w cyklu 3 operacji. Dzięki ofiarności licznych znajomych i innych osób przychylnych Magdzie, udało się zebrać dużą część funduszy na pokrycie dotychczasowych kosztów leczenia, rekonwalescencji i transportu. Do tej pory udało się przeprowadzić mastektomię obu piersi wraz z rekonstrukcją, a także operacje usunięcia jajników! Ale wciąż potrzebne są środki na prowadzenie kontrolnej diagnostyki, zakup leków, konsultacje lekarskie i pomoc psychologiczną. Darowizny na rzecz leczenia Magdy można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

71 410 zł
357%
Monika Dąbrowska, Abramowice Prywatne

Cel zbiórki został osiągnięty.

Dziękujemy za wszelkie wpłaty! Cel zbiórki został osiągnięty. ****************************************************** Witam, Mam na imię Monika i mam 33 lata. Jestem szczęśliwą żoną i mamą trójki wspaniałych dzieci - Agatki (4 latka), Karolinki (2 latka) i Adasia (4 miesiące). Tuż po porodzie synka rozpoczęłam diagnostykę lewej piersi ponieważ wyczułam guza. Guz okazał się spory - 3,5cm. Wkrótce usłyszałam diagnozę - rak złośliwy piersi w postaci naciekającej. Informacja ta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Runęło wszystko. Jednak otrząsnęłam się i rozpoczęłam walkę. Zaczęłam szukać informacji, dokształcać się, szukać ośrodka, w którym będę czuła się pewnie i który poprowadzi moje leczenie. Wybór padł na Centrum Leczenia Chorób Piersi przy Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, który nadzoruje cały proces. Mieszkam w Lublinie także muszę dość daleko dojeżdżać na wizyty w Poradni, badania, konsultacje oraz zabiegi operacyjne jak również kontrole pooperacyjne. 1.02.2019 r. rozpoczęłam cykl 16 chemioterapii. Będzie trwał około pół roku. Następnie około 3 tygodnie od jego zakończenia odbędzie się w Krakowie zabieg mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją. Ze względu na fakt, że posiadam mutację genu BRCA1 konieczne będzie wykonanie mastektomii drugiej, zdrowej piersi jak również zabieg wycięcia jajników, ponieważ istnieje bardzo duże ryzyko nawrotu choroby do tych narządów. Będą również konieczne rehabilitacje pooperacyjne. Terapia leczenia raka nie jest łatwa ale staram się ją przetrwać dla mojej rodziny - dzieciaków i męża. Oni mnie napędzają i dają siłę. Dla nich muszę wyzdrowieć. Taki jest mój cel. Niestety koszty diagnostyki, niektórych zabiegów, prywatnych badań, prywatnych konsultacji, niektórych leków, częstych dojazdów i noclegów w Krakowie, jak również późniejszych rehabilitacji, przekraczają możliwości naszego budżetu. Dlatego też ośmielam się prosić chętnych Darczyńców o drobne datki i pomoc w przejściu leczenia do końca. Zarówno ja, jak i moja rodzina będziemy niezmiernie wdzięczni.

62 610 zł
208%
Anna Olech, Lwówek Śląski

Udało się ustabilizować sytuacje!

Szanowni Darczyńcy, jestem ogromnie wdzięczna za Wasze wsparcie! Ponieważ sytuacja jest stabilna i obecnie nie potrzebuje środków proszę na ten moment o nieprzekazywanie darowizn. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Ania i mam 40 lat. Jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców (10 i 13 lat), których wychowuję sama. W październiku 2016 r. otrzymałam wyniki histopatologii, okazało się że choruję na raka i jest to - mięsak maziówkowy. Jedyna klinika lecząca ten rodzaj nowotworu znajduje się w Warszawie. Każdorazowy wyjazd do Warszawy (500 km) to dla mnie ogromny wydatek (ok. 400zł). Obawiam się, że nadejdzie dzień, kiedy nie pojadę na leczenie, bo zabraknie mi środków finansowych. Mam szanse pojechać na leczenie do Kliniki w Niemczech, jednak koszt terapii to 7300 euro, plus dojazd, co zdecydowanie przekracza moje możliwości finansowe. Wciąż potrzebuję pomocy, codzienne koszty związane z chorobą, dojazdy do Warszawy, leki, konsultacje, i inne wydatki są bardzo duże. Wszystkim Darczyńcom serdecznie dziękuję!

60 570 zł
173%
Monika Laszczak, Mazańcowice

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Witam serdecznie, Mam na imię Monika i mam 38 lat. Mam dwoje wspaniałych dzieci: roczną córeczkę i synka 7 lat, które kocham nad życie. Zawsze byłam radosną, pozytywną, chętną do pomocy innym i pełną energii kobietą, aż w moje serce nagle wkradł się codzienny strach i lęk o życie o to, co stanie się z moimi dziećmi, gdyby choroba zdołała mnie pokonać… W niedługim czasie po porodzie upragnionej córeczki, na kontrolnym USG, radiolog znalazł guzka, który wyglądał na zmianę łagodną, ale po biopsji okazał się rakiem naciekającym piersi lewej G2 HER 2 dodatnim (nadekspresja białka), hormonozależnym. Diagnoza ta spadła na mnie jak wyrok, to co czułam zaraz po niej jest nie do opisania. Byłam przerażona myślą, że niedługo umrę i zostawię moich bliskich. Nigdy nie zadałam sobie pytania „Dlaczego ja”, „Czemu mnie to spotkało”, pomyślałam, że dobrze, że ja a nie moje dzieci, że nie mój mąż… Pewnego dnia wstałam, otrzepałam się i powiedziałam sobie, że będę dla nich walczyć do końca i nie poddam się. Muszę wyzdrowieć, bo mam jeszcze tyle do zrobienia, mam rodzinę i mam dla kogo żyć. Obecnie rozpoczęłam leczenie w Instytucie w Gliwicach i po wielu badaniach jestem w trakcie podania pierwszych cyklów chemii. Staram się żyć w miarę normalnie, opiekuję się dziećmi, prowadzę dom, w którym uwielbiam być wraz z moją rodziną. Za niedługo na pewno wypadną mi włosy, brwi, rzęsy, ale to nieistotne, najważniejsze dla mnie to by żyć dla moich malutkich jeszcze dzieci, które tak bardzo mnie potrzebują. Po chemioterapii czeka mnie operacja radykalna piersi lewej i być może radioterapia. Po cyklach chemii tzw. „czerwonej” mam dostać chemię białą, która powinna być podana z lekiem niestety nierefundowanym w naszym kraju a skutecznym na raka z HER-2 dodatnim, o nazwie Perjeta (pertuzumab). Tylko ten lek pozwoli mi wyleczyć się skutecznie i zminimalizować ryzyko nawrotu. Powinny być podane minimum 4 dawki we wlewie, gdzie jedna to koszt 12 000 zł. Nie stać mnie na opłacenie tego leczenia. Obecnie zakończyłam urlop rodzicielski i musiałam przejść na L4, a mąż został zwolniony grupowo z pracy i jest w trakcie szukania innej. Proszę o pomoc w uzbieraniu potrzebnych na skuteczne leczenie pieniędzy. Jestem młodą mamą i pragnę jedynie być z dziećmi i móc je wychować. Bez pomocy Państwa, ciężko mi będzie uzbierać taką sumę. Błagam o pomoc w ratowaniu mojego życia. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia.

59 222 zł
123%
Kacper Gęsicki, LIPKA

Pomóż mi wygrać walkę z guzem mózgu

Mam na imię Kacper. Mam 20 lat. Pochodzę z niewielkiej wsi, Scholastykowo w województwie wielkopolskim. Do tej pory byłem aktywnym chłopakiem, który kochał biegać - z małymi osiągnięciami w amatorskich przełajach. Napędzało mnie to do życia. Moim hobby jest także wędkarstwo. Do momentu wystąpienia choroby byłem aktywny zawodowo. W sierpniu 2020 r. zaczęły się pierwsze objawy mojej choroby, gdy zacząłem mieć zaburzenia widzenia, silne bóle głowy i wymioty. Udałem się na wizytę okulistyczną, po której skierowano mnie do szpitala w Pile na dalszą diagnostykę. Po przeprowadzeniu tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego wykryto u mnie guza szyszynki. Następnie skierowano mnie na konsultacje do Warszawy. Doktor podjął decyzję o operacji. W październiku 2020 r. zostałem zoperowany w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie, gdzie usunięto guza. Po operacji nastąpiły powikłania, zaczął się zatrzymywać w głowie płyn mózgowo - rdzeniowy. Po tygodniu przeszedłem kolejną operację, podczas której wszczepili mi na stałe zastawkę komorowo-otrzewnową. Pobrano wycinek do badania histopatologicznego, które wykazało: nowotwór IV stopnia złośliwości - szyszyniak zarodkowy (pineoblastoma). Do dnia dzisiejszego mam zaburzenia widzenia, a na jedno oko nie widzę w ogóle. Po Konsultacji w Bydgoszczy zostałem skierowany na leczenie PRONOTERAPIĄ do Krakowa. Mieszkam z rodzicami. Tata jest bezrobotny, bez zasiłku, zmaga się ze swoimi chorobami. Mama opiekuje się babcią i pobiera na nią świadczenie pielęgnacyjne. Ja jestem na zasiłku chorobowym i to jest nasz cały dochód. Jestem młodym człowiekiem, który dopiero poznaje życie i wkracza w dorosłość, którego z dnia na dzień zaskoczyła choroba. Jestem pozytywnie nastawiony do walki z nowotworem i zrobię wszystko, aby choroba nie postępowała. Proszę Państwa o pomoc ze względu na ciężką sytuacje finansową. Bardzo dziękuje za każde wsparcie w walce z rakiem. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

55 926 zł
111%
STANISŁAW GOCLIK, WRZEŚNIA

Immunoterapia w walce z rakiem pęcherza

Mam na imię Stanisław, jestem 80-letnim emerytem, mieszkam we Wrześni. Od 2019 roku walczę z chorobą nowotworową, zdiagnozowano u mnie raka pęcherza moczowego. W tym samym roku usunięto mi pęcherz. Zostałem stomikiem. Niestety, stwierdzono u mnie przerzut do płuc IV st. Od tego czasu moje życie to stałe jeżdżenie między szpitalami onkologicznymi w Poznaniu i w Bydgoszczy w celu przyjmowania chemii. Chemioterapia nie przyniosła pozytywnego rezultatu, na tomografii widać progresje zmian przerzutowych w płucach. Opcje leczenia finansowanego przez NFZ się wyczerpały, lekarz prowadzący wskazał jedyną możliwość leczenia immunoterapią: pembrolizumabem, lek ten jest nierefundowany. Lek podaje się w dawce 200 mg co trzy tygodnie, koszt 1 dawki to 13.875,12 zł. Na poczatek muszę przyjąć 4 dawki. Nie jestem w stanie wraz z moimi dziećmi sfinansować procesu leczenia płatnym lekarstwem, a jest to moja ostatnia deska ratunku. Ktoś zapyta, czy warto mi jeszcze pomóc mimo podeszłego wieku, ale jak każdy chciałbym jeszcze trochę pożyć, cieszyć się życiem wraz z Rodziną i Przyjaciółmi. Wierzę, że jest to jeszcze możliwe, ale potrzebuję Waszej pomocy finansowej. Proszę, nie spisujcie ludzi starszych na straty...

55 798 zł
100%
Adam Dolata, Wołów

Zbieram na leczenie po przeszczepie szpiku kostnego

Mam na imię Adam. W wieku 49 lat dn. 04.03.2019 r. rozpoznano u mnie przewlekłą chorobę układu wytwórczego szpiku, włóknienie szpiku po czerwienicy prawdziwej. W lipcu 2019 r. zgłosił się dawca. Bałem się, że taka osoba może się nie znaleźć... Pierwszy raz poczułem, że nie mam wpływu na swoje życie, a mój los zależy od nieznanej mi osoby. W tamtym okresie zrozumiałem, jak ważne jest poszerzanie bazy potencjalnych Dawców szpiku. Dzisiaj wiem, że zawdzięczam życie zupełnie obcemu człowiekowi. Po przeszczepie szpiku moja kondycja była bardzo słaba, miałem specjalną dietę, ograniczenia, moje życie bardzo się zmieniło. Raz było trochę lepiej, raz gorzej... Następnie pojawiła się u mnie choroba "przeszczep przeciw gospodarzowi", zaczęła mnie swędzieć skóra, ciężko było mi przełknąć wodę i zaczęły boleć oczy, uczucie jakbym miał piasek w oczach - w większości czas spędzałem z zamkniętymi oczami. Po kilku wizytach u różnych okulistów okazało się że cierpię na suchość oczu - przynajmniej raz w miesiącu jeżdżę na wizytę do prywatnego gabinetu oddalonego ode mnie ok. 50 km na leczenie tej choroby od 12.2020 r. Terapię przechodzę różnymi metodami, do tej pory nie udało mi się wyleczyć oczu. Na dodatek pojawiła się zaćma. Niestety lekarz nie może wykonać zabiegu, ponieważ zbyt słaba kondycja oczu na to nie pozwala. Co miesiąc jeżdżę również na wizyty do Szpitala Klinicznego, także oddalonego ok. 50 km na przeprowadzenie cyklu (2 dni) fotoforezy z powodu ciężkiego GvHD (wątroba, rogówki, skóra). Wizyty są w różnych terminach. Spora ilość leków, które przyjmuję, nie są refundowane z NFZ. Leczenie już od prawie trzech lat pochłania moje oszczędności, więc zwracam się z prośbą o wsparcie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

53 056 zł
265%
Lidia Dyndor, Warszawa

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Szanowni Darczyńcy, ogromnie dziękujemy za wsparcie! Osiągnęliśmy cel zbiórki i na ten moment prosimy o nie przekazywanie darowizn. Mam na imię Lidia i jestem szczęśliwą żoną oraz mamą trójki dzieci: blisko 5-letniej Natalii, 3-letniego Antosia i rocznego Frania. Na zdjęciu jestem z moim najmłodszym synkiem, bo to właśnie kiedy byłam z nim w ciąży do naszej rodziny dołączył rak piersi - potrójnie ujemny. Od momentu diagnozy w procesie leczenia udało mi się pokonać daleką drogę: 2 operacje, 16 wlewów chemii, a w najbliższym czasie czeka mnie jeszcze 20 naświetlań i kolejne operacje profilaktycznej mastektomii oraz rekonstrukcji chorej piersi. Wszystkie środki zebrane na moje konto posłużą mi do opłacenia kosztów związanych z leczeniem, które nie są refundowane przez NFZ takie jak: specjalistyczne materiały użyte do operacji rekonstrukcyjnych (np. siatka z osierdzia wołowego lub siatka adm), dodatkowy sprzęt oraz rehabilitacja specjalistyczna, a także dodatkowa diagnostyka i konsultacje specjalistyczne. Pieniądze zebrane posłużą mi również do finansowania kosztów dojazdów na konsultacje specjalistyczne poza moim miejscem zamieszkania oraz do opłacenia specjalistycznego wsparcia psychoonkologicznego.

52 313 zł
209%
Adriana Matłosz-Mouneimne, Warszawa

Udało się! Na tę chwilę wstrzymujemy zbiórkę.

Kochani, pięknie Wam dziękuję. Zebraliśmy całą potrzebną kwotę w tak krótkim czasie - serce rośnie! Na tę chwilę wstrzymujemy zbiórkę. - - - - - - - - - - - - Mam 39 lat, jednak już na długo przed diagnozą mojej choroby doświadczyłam niewyobrażalnie okrutnego życia na oddziale onkologii dziecięcej, walcząc przez ostatnie 5 lat o mojego synka. Wydawało się, że to jedyna nierówna walka w naszej rodzinie, którą musimy stoczyć. Jednak życie przygotowało nam smutniejszy scenariusz. W kwietniu 2018 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Rozpoczęłam kolejną walkę, tym razem o swoje życie. Pięć lat temu nasz świat runął. "Wasz syn ma nowotwór złośliwy mózgu" - usłyszeliśmy od ordynatora neurochirurgii szpitala dziecięcego. Franio dopiero co skończył 13 miesięcy. W ciągu roku nasz synek był 12 razy na bloku operacyjnym. W sumie przeszedł 12 cykli chemioterapii i 6-cio tygodniową radioterapię. A to wszystko w drugim roku jego życia. Musieliśmy po roku przerwać leczenie ze względu na zbyt ciężkie powikłania po chemiach. I tak rozpoczęliśmy nowy rozdział życia związany z jego intensywną rehabilitacją. Wyrównywaliśmy pomału, ale z sukcesami „ślady”, jakie pozostawiło po sobie ciężkie leczenie. Przez kolejne 3 lata wierzyliśmy mocno, że jesteśmy na dobrej drodze do odzyskania jego sprawności fizycznej i intelektualnej, nadrabialiśmy zaległości. Jednak kiedy skończył 5 lat, we wrześniu 2017, usłyszeliśmy po rezonansie kontrolnym słowa, które po raz kolejny „wbiły nas w ziemię”: "Wznowa! Guz odrósł, duży, naciekający na rdzeń kręgowy". Rozpoczął się wyścig z czasem: operacja neurochirurgiczna, chemioterapia i ponowna radioterapia. Zamieszkaliśmy na nowo w szpitalu. Nauczyliśmy się żyć z dnia na dzień. Wycieńczające powtórne leczenie synka nie zdążyło się zakończyć, gdy w marcu 2018 roku wyczułam powiększony węzeł chłonny pod pachą. Natychmiast wykonałam usg piersi i pachy. Doświadczona ciężkim losem onkologicznym mojego Frania zadałam lekarzowi pytanie wprost: "Czy to nie jest nowotwór?" Usłyszałam w odpowiedzi: "Silny stan zapalny węzłów chłonnych wskutek zapalenia mieszków włosowych". Przez kolejne 25 dni brałam antybiotyk, niestety nieskuteczny w leczeniu. Pomiędzy chemiami synka biegałam po lekarzach, w końcu, w kwietniu tego roku usłyszałam diagnozę: rak piersi potrójnie ujemny z przerzutami do węzłów chłonnych. Rozpoczęłam kolejną walkę, tym razem o siebie. Zawsze chciałam jako matka zdjąć chorobę z mojego synka i wziąć ją na siebie. I tak się poniekąd stało... Jestem aktualnie po trzecim cyku czerwonej chemii, tej samej, którą moje dziecko również swego czasu przyjmowało. Paradoksalnie teraz rozumiem synka jeszcze lepiej, jestem bliżej niego i jego choroby. Dużo zadziało się życiu mojej rodziny, ale to też uświadomiło nam, że życie „nie polega na tym, by przetrwać burzę, lecz na tym, by nauczyć się tańczyć w deszczu”. Teraz jeszcze mocniej doceniamy, to co mamy – siebie nawzajem i to, co chcemy odzyskać – normalność. „Nigdy nie wiesz jak silny jesteś, dopóki bycie silnym, nie stanie się jedynym wyjściem jakie masz”. Czuję to mocniej niż kiedykolwiek: bycie silną to moje jedyne wyjście. Jednak będzie mi łatwiej z Wami. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc w zebraniu środków na pokrycie dodatkowych kosztów związanych z moim leczeniem, takich jak konsultacje lekarskie, pogłębiona diagnostyka, lekarstwa, rehabilitacja i koszty dojazdu. Nie mniej ważne są dla mnie wiara w moje siły, ciepłe myśli i słowa wsparcia. Będę po prostu wdzięczna. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

51 281 zł
512%
Iwona Malanowska-Szuchnik, Piaseczno

Leczenie - nowotwór złośliwy

Witam, mam na imię Iwona, mam 48 lat. Choruję na nowotwór złośliwy piersi. Mimo corocznych regularnych diagnostyk i profilaktyki swojego zdrowia, w październiku ubiegłego roku niespodziewanie dowiedziałam się o chorobie. Jestem bardzo aktywną zawodowo osobą, sama wychowałam dwóch wspaniałych synów - Wiktora i Przemka. Nigdy nie potrzebowałam od nikogo pomocy, zawsze radziłam sobie sama. Niestety diagnoza choroby poskutkowała drastycznym spadkiem możliwości zawodowych. Do tej pory z ogromną pasją i z powodzeniem prowadziłam swoją działalność. Jestem kosmetologiem medycznym. Choroba ogranicza mi aktywność zawodową. NFZ pokrywa większość kosztów związanych z leczeniem, aczkolwiek niestety nie wszystkie. Cykle chemioterapii, czekających mnie mastektomii, radioterapii, rehabilitacji i dalszych etapów leczenia wiążą się z narastającymi kosztami. Ograniczenie czasu, jaki mogę poświęcić swojej pracy i koszty związane z utrzymaniem firmy oraz codziennym życiem, powodują, iż nie mogę przeznaczyć potrzebnych funduszy na pozostałe wydatki związane z leczeniem. Cykle czerwonych chemioterapii mam podawane co dwa tygodnie, z czego co najmniej pięć dni nie jestem w stanie normalnie funkcjonować i chodzić do pracy. Mimo tego usilnie staram się "postawić na nogi" i bez względu na to pracować. Następne dwanaście cykli białych chemii będą podawane co tydzień, co jeszcze bardziej ogranicza mi możliwość zarobku. Obawiam się, że niemożność utrzymania zarobków na takim poziomie, jaki miałam oraz narastające koszty leczenia, uniemożliwią mi zapewnienie dalszej edukacji mojemu młodszemu synowi - Wiktorowi. Jest to młody, ambitny i utalentowany przyszły programista. Jego edukacja wymaga środków finansowych. Jeżeli większość moich zarobków pochłonie leczenie, nie będę w stanie zrealizować planów edukacyjnych mojego syna. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

51 070 zł
255%
Dawid Głowacki, Dobre

Pomóż mi pokonać nowotwór mięsaka Ewinga

Cześć, mam na imię Dawid i 01.01.2022 r. dowiedziałem się, że choruję na nowotwór złośliwy - mięsak Ewinga. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii. Nigdy bym nie pomyślał, że choroba dotknie właśnie mnie w wieku 19 lat. Przecież jestem młody, uczę się, mam pasje i marzenia, które chciałbym zrealizować. Wierzę, że uda mi się przejść tę drogę, pokonać nowotwór i wrócić na nowo do życia. To wszystko będzie możliwe dzięki Twojemu wsparciu. Koszty związane z leczeniem, dojazdem, rehabilitacją i opieką domową przekraczają moje możliwości finansowe, gdyż jestem uczniem. Każda złotówka jest na wagę życia. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

50 392 zł
100%
Ewelina Żychlińska, Warszawa

Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję! Udało się osiągnąć cel!

Wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję! Udało się osiągnąć cel! Na chwilę obecną proszę o nieprzekazywanie darowizn. Jeszcze w lutym zeszłego roku moim głównym zmartwieniem był rosnący kurs Euro w racie kredytu mieszkaniowego. Takie problemy ma większość z nas. Kombinujemy wtedy, jak sprawić, żeby zeszły na dalszy plan. Tymczasem ja pracuję nad tym, żeby rosnący kurs Euro znów zagrał główną rolę w moim życiu. Bo niestety, to które zajęło jego miejsce jest… czymś trochę poważniejszym. Zaczęło się od pieprzyka na plecach, który przez długi czas rósł i zmieniał kolor. Zdobyłam się na odwagę i poszłam do lekarza bo czułam, że jest to chyba coś poważniejszego niż tylko głupi pieprzyk. W marcu 2016 roku dostałam diagnozę – czerniak guzkowy skóry, złośliwy. Wtedy mój pieczołowicie ułożony stosik priorytetów, zadań i marzeń runął z hukiem, który był jednocześnie pierwszym wystrzałem w wojnie, która właśnie rozpoczęła się w moim ciele. Odsunęłam wszystkie inne sprawy na boczny tor i skupiłam się na walce. I wiecie co? Pierwszą bitwę wygrałam! Po kwietniowej operacji docięcia skóry na plecach oraz wycięcia węzła wartowniczego przyszedł wynik: jestem zdrowa! Czułam, że dostałam drugą szansę od życia. Byłam szczęśliwa. Po pół roku, w październiku przyszedł wynik tomografii komputerowej, który musiałam zrobić jako badanie do regularnej kontroli mojego stanu zdrowia. To co było napisane dosłownie zwaliło mnie z nóg – czerniak uderza ze zwielokrotnioną siłą, z przerzutami do płuc, liczne guzki podskórne, a ostatnio zaatakował oko. Żyć mi się odechciało, kiedy to usłyszałam, chociaż bardzo chcę żyć. Wracając do zmartwień. Mam to swoje wielkie zmartwienie. Nikt nie wie, jak długo będę walczyć i kto wygra. Najprawdopodobniej czeka mnie trudna i długa droga, wiele konsultacji, może leczenie za granicą. I tutaj pojawia się nowy problem: pieniądze. To co najtrudniejsze w chorobie dla mnie to chyba właśnie proszenie o pomoc, o wsparcie finansowe, bo tym razem nie dam sobie rady sama. Jedyne co mam w tej chwili to duże poczucie humoru i ludzi wokół, za których pomoc jestem niezmiernie wdzięczna. Pomoc Alivii jest dla mnie niewyobrażalnie ważna. Bez niej nie wiedziałabym nic. To z tego źródła wiem, że będę potrzebować pieniędzy na kosztowne konsultacje, leki, być może z zagranicy. Nadal jeszcze niewiele wiem. To co mogę teraz zrobić to dobrze przygotować się do walki o moje życie. Proszę Was o pomoc. Będę za nią wdzięczna z całego serca, bo bez Waszego wsparcia mogę nie dać rady przejść tej drogi. Za każdy rodzaj wsparcia z całego serca dziękuję. Darowizny na rzecz leczenia Eweliny można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij na przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

50 241 zł
100%