Zbiórki

Sylwia Patriak, Oława

Cel zbiórki został osiągnięty.

Na ten moment wstrzymuję zbiórkę. Bardzo dziękuję za wszelkie wpłaty! *********************************************************** Na imię mam Sylwia i mam 38 lat. Jestem żoną super faceta o imieniu Mariusz oraz matką dwójki dzieci: Angeliki (19 lat) i małego Karolka (2 lata). W kwietniu 2018 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi trzeciego stopnia z przerzutami do węzłów. Ze względu na wieloogniskowość nowotworu zaczęłam leczenie od bardzo drastycznej chemii. Nie będę tutaj nikogo czarować, czułam się po niej RÓŻNIE. Niemniej jednak przetrwałam to i udało mi się dobrnąć do końca. Z końcem października przeszłam ciężką operację usunięcia piersi oraz 26 węzłów. Czułam się dobrze… tzn. bolało, ale wierzyłam, że już z górki i będzie tylko lepiej. Niestety przyszły wyniki histopatologiczne wyciętego materiału i entuzjazm prysł. Wyniki wykazały, że te kilka miesięcy chemii przyniosły marny wynik. Wycięto żywe komórki rakowe zarówno z piersi jak i z 8 węzłów. Na domiar złego komórki rakowe wyszły poza torebkę węzłową. W ciągu kilku dni zaczęłam szukać pomocy wszędzie, gdzie tylko się dało. Nie mogę czekać na to, aż komórki rakowe, krążące w moim organizmie gdzieś się rozprzestrzenią i zagnieżdżą, muszę działać. W najbliższym czasie chcę wykonać testy ONCODepp, które mają na celu znaleźć chemioterapię najbardziej skuteczną przy moim typie nowotworu. Badania te wykonuje się w Belgii i są dość kosztowne. W tej chwili przyjmuję hormonoterapię oraz czekam na radioterapię, która powinna się zacząć 3-4 tygodnie po operacji, Jednak realia są inne, mój zaplanowany termin naświetleń to początek roku 2019 czyli 9-10 tygodni po operacji. Nie wiem co będzie dalej, szukam możliwości dalszego leczenia, wszędzie, gdzie jest to tylko możliwe. Konsultuję się z różnymi lekarzami w kraju i za granicą, porównuję proponowane leczenie. Po wynikach profilu molekularnego będę wiedziała, czy chemioterapia, która może mi pomóc, jest refundowana, czy też nie. Dziękuję każdemu, kto wyciągnie do mnie pomocną dłoń. Sylwia Patriak

101 476 zł z 40 000 zł
253%
Danuta Mętel, Zdzieszowice

Cel został osiągnięty, dziękuję!

Mam 53 lata. Jestem pielęgniarką, żoną, mamą trójki dzieci i świeżo upieczoną babcią. Choroba dopadła mnie nagle i przekreśliła życie, którym żyłam dotychczas. Moje plany i marzenia zostały odłożone na bok i zaczęła się walka. Musiałam przerwać pracę, którą kocham i do której pragnę wrócić. Zrezygnowałam z planów na rzecz tego, aby nie dać się chorobie i po prostu żyć jak najdłużej. 53 lata to nie wiek, w którym powinnam pożegnać się z mężem i pozostawić dzieci. To wiek, w którym pragnę razem z mężem patrzeć, jak wnuczka rośnie, a dzieci spełniają się życiowo. Po diagnozie, którą otrzymałam trzy lata temu - nowotwór złośliwy pęcherzyka żółciowego - lekarze nie dawali mi szans na życie. Jednak dzięki wierze i determinacji trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy chcieli mi pomóc i przedłużają moje życie (chemioterapia, radioterapia). Niestety na dzień dzisiejszy wszystkie możliwości leczenia zostały wyczerpane. Kolejną nadzieję dał mi doktor, który zaproponował zabieg nano-knife polegający na wypaleniu prądem komórek rakowych. Zabieg ten kosztuje 44 000 zł i niestety nie jest refundowany z NFZ, a kwota ta przerasta nasze możliwości. Dlatego bardzo proszę Państwa o pomoc i każde wsparcie. Dziękuję!

99 618 zł z 44 000 zł
226%
Romana Rojek, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Cześć, mam na imię Roma i rozpoczynam moją walkę z rakiem piersi. Diagnozę poznałam 20 dni temu i spadła ona na mnie jak grom z jasnego nieba, bo przecież regularnie się badam. Przede mną ciężka chemia, operacja, naświetlania i wieloletnia kuracja hormonalna. Rak jest zjadliwy, ale na szczęście nie rozprzestrzenia się. Dlatego szybko podjęta kuracja daje duże szanse na całkowite pozbycie się go i znowu bycie szczęśliwą mamą dla Maksa i Antka. Niestety mój domowy budżet nie udźwignie jej kosztu. Nie mogę też liczyć na finansowanie NFZ. Nigdy nie umiałam i nie prosiłam nikogo o pomoc. Teraz wiem, że sama nie dam rady. Jesteście moją jedyną szansą na to, żeby nie rozciągać leczenia w czasie i nie pozwolić kosztom rosnąć jeszcze bardziej. Bardzo potrzebuję Waszych wpłat i wsparcia – ważna jest każda złotówka. Pomóżcie mi pozbyć się raka i wrócić jak najszybciej do pracy. Bo mam dla kogo żyć. Moi synowie są w takim wieku, że potrzebują mamy i wsparcia w nauce, poznawaniu świata, stawaniu się wartościowymi i dobrymi ludźmi. Chcę brać pełny udział w ich życiu, przeżywać ich emocje, cieszyć się z ich sukcesów, poznać ich dziewczyny, narzeczone, organizować śluby i wychowywać wnuki. To możliwe, bo na drodze do szczęścia stoi tylko brak pieniędzy. Wiem, że dobrych ludzi jest wielu. Razem potrafimy zrobić niesamowite rzeczy: wyposażamy szpitale, wysyłamy dzieci za granicę na operacje ratujące życie, odbudowujemy domy. Wierzę, że z Waszą pomocą wyzdrowieję, że nie opuścicie mnie w potrzebie.

96 207 zł z 80 968 zł
118%
Justyna Niemczuk, Krynice

Proszę o wsparcie w zbiórce środków na nierefundowany lek

Szanowni Państwo! Na początku chcę bardzo podziękować Państwu za dotychczasową pomoc i wsparcie, jakie otrzymałam. Dziękuję za każdą wpłatę i przekazany na mnie 1% podatku. To dzięki Państwa pomocy mogę dalej się leczyć i mieć nadzieję na zdrowie. Do końca lutego 2020 r. byłam szczęśliwa, że pomimo ciężkiej choroby, mogłam w miarę normalnie funkcjonować. Niestety po otrzymaniu kolejnego wyniku tomografii komputerowej okazało się, że największy z guzów, który uciska na jelito cienkie i lewy moczowód, zaczął znów rosnąć i przemieszczać się z wewnątrz jamy brzusznej na zewnątrz i jest on obecnie widoczny podskórnie. Trudno jest nawet lekarzom wyjaśnić dlaczego samoistnie guz się przemieszcza. Guz ten utrudnia mi niektóre ruchy i powoduje ból, który ciągle mi towarzyszy. By zatrzymać dalszy rozwój choroby, od kwietnia 2020 r. rozpoczęłam leczenie lekiem Sutent. W tym przypadku również leczenie jest nierefundowane. Koszt jednego opakowania to kwota 6034,45 zł. Lek kupuję co 6 tygodni po wizycie kontrolnej w szpitalu onkologicznym w Tomaszowie Mazowieckim. Po leku Sutent czuję się lepiej psychicznie i fizycznie. Nie powoduje jadłowstrętu, problemów ze snem i bezsilności, które towarzyszyły mi przy leku Imatinib. Po raz kolejny zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie mnie w walce z chorobą. Nie jest mi łatwo prosić o pomoc, ponieważ ze względu na pandemię koronawirusa każdy znajduje się w trudnej sytuacji. Niestety nie mam innego wyjścia, bo koszt leku jest bardzo duży, a ja nie jestem w stanie samodzielnie go opłacić. Za każdą wpłatę serdecznie dziękuję. ------------------------ Mam na imię Justyna, mam 32 lata. Moja choroba rozpoczęła się w lipcu 2016 roku, kiedy zrobiłam kontrolną kolonoskopię. Myślałam, że to będzie standardowe badanie, które wykaże, że jest wszystko w porządku. Jednak bardzo się myliłam... Wyraz twarzy lekarza, który wykonywał mi badanie, nie pozostawił mi złudzeń - nie jest dobrze. W jelicie grubym i na odbytnicy miałam dużą ilość polipów i jeden wielkości 4 cm. Lekarz zaczął mówić, gdzie powinnam się udać, jak zacząć działać, ale niewiele z tego pamiętam... Do domu wróciłam zalana łzami i z myślami, czy to już nowotwór. Dzięki Bogu wynik badania histopatologicznego nie wykazał nowotworu, był to ostatni stopień przed nowotworem, a chorobę określono jako genetyczną - zespół polipowatości rodzinnej. Ze względu na 100% pewności, że wkrótce rozwinie się nowotwór jelita grubego, usunięto mi całe jelito grube, na szczęście udało się zachować ciągłość układu pokarmowego. Myślałam, że moja choroba na tym się zakończy. Niestety... We wrześniu 2017 roku podczas kontrolnej wizyty w szpitalu, lekarza przeprowadzającego wywiad zaniepokoiły wyczuwalne w moim brzuchu guzki. Zrobiono mi tomografię komputerową i wyszły trzy guzy. Udałam się do Pana Profesora, który rok wcześniej mnie operował i dowiedziałam się, że z moją chorobą genetyczną wiąże się wiele innych chorób - między innymi desmoid. W październiku 2017 roku Pan Profesor podjął się operacji usunięcia tych guzów, jednak nieskutecznie, bo jeden z guzów był już wielkości 5 cm i naciekał na jelito cienkie i lewy moczowód. Wynik histopatologiczny wykazał fibrohistocytomę. W moim przypadku umiejscowił się w powłokach jamy brzusznej. Od listopada 2017 roku rozpoczęłam leczenie farmakologiczne, na początku lekiem Celebrex, następnie terapią hormonalną lekiem Nolvadex, oraz chemioterapią. Jednak wszystkie te metody okazały się nieskuteczne. Jedyną szansą na wyleczenie jest lek nierefundowany Imatynib. Lek przyjmuję od lipca 2018 r. Na początku dzięki wsparciu rodziny byłam w stanie go sfinansować samodzielnie. Jednak obecnie ze względu na to, że choroba trwa długo i od ponad roku intensywnie się leczę, nie jestem w stanie sama pokryć wszystkich kosztów. Również pojawił się problem z lewą nerką, ponieważ ucisk guza na lewy moczowód spowodował blokadę tej nerki i potrzebne było założenie wewnętrznego cewnika. Nowotwór, na który choruję jest bardzo rzadki i niewiele jest możliwości jego leczenia. Pomocy szukałam w różnych placówkach w Polsce i znalazłam ją w Tomaszowie Mazowieckim, w mieście, który znajduje się ponad 300 km od mojego miejsca zamieszkania. Obecnie po półrocznym przyjmowaniu leku choroba zaczęła się powoli cofać. Lek okazał się skuteczną metodą. Moja Pani doktor powiedziała, że muszę mieć dużo sił i się nie poddawać, bo leczenie jeszcze długo potrwa. Zwracam się z prośbą do ludzi dobrej woli o wsparcie mnie w walce z chorobą. Pieniądze przeznaczę na zakup leku i dojazdy do szpitala. Za każda wpłatę serdecznie dziękuję.

93 355 zł z 73 000 zł
127%
Katarzyna Sawa, Krasnystaw

Kasia zbiera na leczenie i rehabilitację.

Pomóż Kasi pokonać glejaka! Witam, mam na imię Kasia, mam 33 lata, kochającego męża i dwójkę wspaniałych dzieci - Pawełek ma 7 lat, Asia 2 latka. W połowie marca 2017 roku trafiłam do szpitala i okazało się, że mam... guza mózgu. Diagnoza była druzgocąca, ale dzięki szybkiej reakcji mojej rodziny udało się skonsultować mój przypadek u 2 neurochirurgów w Warszawie i Lublinie. Niestety, ze względu na lokalizację guza w strukturach głębokich obaj potwierdzili, że guz jest nieoperacyjny. Na początku kwietnia została przeprowadzona biopsja cienkoigłowa, która potwierdziła glejaka. Jesteśmy w trakcie konsultacji w Monachium i Pradze w sprawie leczenia terapią protonową, co jest niezwykle kosztowne. Niestety, nasze możliwości finansowe są bardzo ograniczone. Mimo że jesteśmy dopiero na początku naszej drogi, jestem pełna nadziei, że cała sytuacja, w jakiej się znalazłam, ma głębszy sens i uda mi się przezwyciężyć chorobę. Ludzie, którzy mnie otaczają, dają mi siłę do walki. Choć walka będzie trudna, nie zamierzam się poddawać, bo mam dla kogo żyć. Wierzę, że Waszą pomocą i wsparciem finansowym pokonam wszystkie przeciwności losu. Dobro zawsze powraca! Z góry dziękuję za darowizny na poczet leczenia. Pozdrawiam, Katarzyna Sawa

90 963 zł z 80 000 zł
113%
Zuzanna Lewandowska, Warszawa

Udało się osiągnąć cel zbiórki!

Nazywam się Zuzanna. Jestem mamą piętnastoletniej Neli, którą wychowuję samotnie od dziesięciu lat. Jestem artystką, ilustratorką, projektantką okładek, wykładowcą na uczelni wyższej. Uwielbiam tworzyć i pracować z moimi studentami. Niedawno poznałam wspaniałego człowieka, który ma na imię Robert. Zobaczyłam nareszcie jasną stronę życia! Chcę żyć, kochać, tworzyć! Trzy tygodnie temu dowiedziałam się, że mam zaawansowanego raka piersi. Okazało się, że pertuzumab - lek, który może znacząco zwiększyć szanse na wyleczenie, jest w moim przypadku nierefundowany. Jedna dawka leku kosztuje 11 tysięcy złotych. Potrzebuję ich siedem. Zaczęła się walka z czasem! Dlatego proszę Państwa o POMOC!

85 230 zł z 77 000 zł
110%
Łukasz Ledzion, Kiernozia

Cel zbiórki został osiągnięty

Dziękujemy za wpłaty. Udało się zebrać potrzebną kwotę. ************************************************* Witam, nazywam się Łukasz Ledzion i mam 38 lat. Jestem mężem i ojcem dwóch cudownych synków w wieku 8 i 11 lat. W styczniu 2013 zdiagnozowano u mnie raka jelita grubego i wówczas rozpoczęła się moja walka o zdrowie i życie. Przeszedłem operację usunięcia guza, po niej wziąłem 12 cykli chemioterapii uzupełniającej i wierzyłem, że jestem zdrowy. W marcu 2014 roku okazało się, że mam przerzut do wątroby. Najpierw była operacja, a po niej kolejna chemioterapia. I kolejna nadzieja, że tym razem pokonaliśmy chorobę. Niestety rak znowu wrócił i w grudniu 2015 przeszedłem kolejną operację wątroby. Tym razem nie otrzymałem żadnej chemii, gdyż się do niej nie kwalifikowałem. Obecnie sytuacja jest stabilna, ale strach przed nawrotem choroby ciągle nas paraliżuje. Jesteśmy świadomi, że w przypadku kolejnego nawrotu szanse na przeżycie bardzo maleją, a chemioterapie oferowane przez NFZ nie są skuteczne. Najskuteczniejszą metodą jest zastosowanie leków celowanych molekularnie - bewacyzumabu lub cetaksymabu. Ich dostępność w Polsce jest bardzo ograniczona, zarezerwowana dla określonej grupy chorych - nie dla mnie na tym etapie choroby. Terapia jest bardzo kosztowna. Jej koszt to ok. 80 tys. zł, ale daje szanse na wydłużenie czasu do kolejnego nawrotu choroby, a nawet na pełne wyzdrowienie. Bardzo chcę żyć, bo mam dla kogo. Dla mnie i dla moich dzieci każdy dzień jest ważny. Pragnę patrzeć, jak moje dzieci rosną i rozwijają się, a także brać czynny udział w ich codziennym życiu. Dlatego bardzo proszę o pomoc i wsparcie finansowe, za które z całego serca gorąco dziękuję.

84 049 zł z 80 000 zł
105%
Agnieszka Brodowska, Janiszew

Pokonać raka piersi

CEL ZBIÓRKI ZOSTAŁ OSIĄGNIĘTY SZANOWNI DARCZYŃCY, OGROMNIE DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE! ------------------------ Mam na imię Agnieszka. Razem z mężem i dwoma córkami mieszkam w małej miejscowości pod Radomiem. W 2020 na wiosnę planowałam kolejną pielgrzymkę rowerową do Częstochowy, a na jesień Halicz-Rozsypaniec-Tarnica w Bieszczadach. Niestety los miał wobec mnie inne plany, a Covid stał się moim najmniejszym zmartwieniem. Lekarze zdiagnozowali u mnie raka, który okazał się niezwykle twardym zawodnikiem. Potrójne ujemny rak piersi na wiosnę sprowadził moje plany do chemii - najpierw „czerwonej”, później „białej”, a na jesień zaczęły się przygotowania do mastektomii, a następnie do radioterapii. Dobra wiadomość jest taka, że w Kielcach, gdzie zaczęłam się leczyć, trafiłam na super ekipę lekarzy, którzy starali się jak najlepiej ogarnąć temat mojego leczenia. Zła wiadomość jest taka, że pojawiły się przerzuty i konieczne było poszukiwanie innych opcji leczenia. Obecnie raz odwiedzam lekarzy w Kielcach, którzy ogarniają moje kolejne operacje i radioterapie, innym razem lekarzy w Warszawie, którzy zastanawiają się, jaką chemię podać. Na przekór złośliwemu losowi nie poddaję się. Staram się, aby ciągle przyjmowana chemia czy przydarzające się operacje za bardzo nie przeszkadzały mi w pracy, ponieważ to ona zapewnia mi środki na leczenie – NFZ nie wszystko chce w pełni finansować. Jednak moje możliwości finansowe powoli się kończą i dlatego liczę na Wasze wsparcie, aby pokryć koszty leków, badań, wizyt lekarskich oraz innych wydatków.

81 047 zł z 20 000 zł
405%
Izabela Czyż, Dębnica Kaszubska

Cel został osiągnięty, dziękuję! Na ten moment zawieszam zbiórkę.

Moja historia z rakiem rozpoczęła się 21 lat temu. Pół roku po studiach i zamążpójściu usłyszałam diagnozę RAK PIERSI. Cały świat zatrzymał mi się w miejscu. Szybkie działania, operacja, chemioterapia, proces zdrowienia mijały jak w mgnieniu oka. Niedługo po leczeniu zaszłam w ciążę. I tu kolejne rozczarowanie dorosłym życiem - moja wyczekiwana córeczka na świat przyszła z zespołem Downa. Zaangażowanie w proces wychowania dziecka z dysfunkcją zajmowało dużo czasu, jednak nie zaniedbywałam siebie. Dbałam o regularne wizyty lekarskie. Po 7 latach na świat przyszła druga córka. Funkcjonowałam normalnie, byłam żoną, matką, pracownikiem na etacie, realizowałam swoje pasje i marzenia. Celebrowałam każdą chwilę, każdy dzień, każdy rok... W 2013 roku organizowałam swoje 40 urodziny. Zamiast imprezy - pobyt w szpitalu, zamiast prezentu - diagnoza: niezależny pierwotny rak piersi drugiej. Długie leczenie: operacja, chemioterapia, radioterapia, herceptyna, powrót do "NORMALNOŚCI". Przez wiele latpracowałam jako wolontariuszka onkologiczna, niosąc wsparcie chorym. W międzyczasie wykonałam wiele testów na nosicielstwo wadliwych genów. Okazało się, że jestem nosicielem genu Tp53, który nie daje mi odporności na choroby nowotworowe. W 2020 roku diagnoza gruczolakorak trzustki zwaliła mnie z nóg. Mój świat po raz kolejny zatrzymał się i nie chce ruszyć. Przeszłam bardzo skomplikowaną operację usunięcia całej trzustki, wynikiem której jest cukrzyca typu 3 i problemy gastryczne. Jestem w trakcie ciężkiej chemoterapii. Mimo wrednych rokowań, które towarzyszą tej chorobie, nie tracę nadziei na powrót do zdrowia. Mam nadzieję być jeszcze z moimi dziećmi i mężem, którzy tak bardzo mnie potrzebują. Mam nadzieję powrócić do pracy, którą tak bardzo kocham. Mam ochotę na spotkania z przyjaciółmi. Mam ochotę na życie, na realizowanie swoich pasji i marzeń. Zebrane środki finansowe przeznaczę na leczenie, rehabilitację oraz diagnostykę.

77 941 zł z 30 000 zł
259%
Aneta Rychlik, Węgrów

Zbieram na rehabilitację i walkę z rakiem

Witam, mam na imię Aneta, mam 43 lata. W styczniu 2021 roku przeszłam operację usunięcia złośliwego guza mózgu - skąpodrzewiaka G2/G3. Zabieg usunięcia guza spowodował u mnie niedowład prawostronny. Przeszłam 30 zabiegów radioterapii i jestem w trakcie chemioterapii. Potrzebuję codziennej rehabilitacji, aby odzyskać sprawność. Pozyskane fundusze ułatwią mi dalszą rehabilitację, dostęp do lepszej diagnostyki, konsultacje ze specjalistami i przyszłe leczenie. Wierzę, że dzięki Wam i Waszej pomocy uda mi się pokonać chorobę i wrócić do normalnego życia. Dziękuję.

73 529 zł z 40 000 zł
183%
Iwona Czarnecka, Warszawa

Cel został osiągnięty! Bardzo dziękujemy za wpłaty!

Mam na imię Iwona, jestem matką samotnie wychowującą 12-letniego syna. Guza w piersi wyczułam w kwietniu tego roku. W połowie maja miałam już diagnozę: naciekający rak piersi z przerzutem do węzłów chłonnych, niewrażliwy na hormony, HER 2: 3+, Ki67 + w 90%. Szok. Na początku marca tego roku robiłam kontrolne USG piersi i nic niepokojącego nie zostało zdiagnozowane, a w maju mam już przerzut, w niespełna 2 miesiące. Niestety jest to możliwe. Wskaźniki, które podałam świadczą o bardzo wysokiej złośliwości nowotworu, który cechuje się bardzo agresywnym przebiegiem i zwiększoną zdolnością do przerzutów oraz nawrotów. Leczenie zaczęłam praktycznie natychmiast. Pierwszą "czerwoną chemię" przyjęłam 3.06.2019. W tej chwili jestem już po 3 chemiach, ale to dopiero początek. Po zakończeniu czerwonej chemii, przed operacją czeka mnie jeszcze seria 12 chemii + trastuzumab. To oferuje mi NFZ. Ja mam dla kogo żyć. Mam wspaniałego syna, który wie, że jestem chora. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak bardzo poważna jest moja choroba. Ma dopiero 12 lat, więc nie powinien się martwić. I zrobię wszystko, żeby wprowadzić moje dziecko w dorosłe życie. Jest lek, który znacznie zwiększy moje szanse - pertuzumab, który w moim przypadku nie jest refundowany przez NFZ. Muszę go zacząć przyjmować wraz z pierwszą dawką trastuzumabu. Żeby w ogóle to było możliwe, musiałam przenieść leczenie do szpitala, który mi to umożliwi. Wszystko dzieje się z dnia na dzień. Nie mam czasu na to, żeby czuć się źle po chemii. Jak nie mam siły, pomagają mi moi przyjaciele. Wożą mnie od lekarza do lekarza. Leczenie trastuzumabem i pertuzumabem zaczynam już 29.07.2019 r. Niestety koszt leczenia tym lekarstwem to 57.834 PLN. Na pierwszą dawkę mam. Mogę zacząć :-) Koszt każdej dawki to 11.566,80 PLN. Pomóżcie mi, proszę, zrealizować moje marzenie i wprowadzić mojego syna w dorosłe życie! Dajcie mi proszę szansę na 10 lat! To jest minimum, o które walczę. Chcę być spokojna, że mój syn poradzi sobie w życiu. Byłam zdeterminowana, żeby jak najszybciej zacząć leczenie. Udało się! Teraz też jestem zdeterminowana i wierzę, że tym razem też mi się uda z Waszą pomocą! Z góry dziękuję, także za wsparcie moralne. Siła jest w nas!

73 161 zł z 58 000 zł
126%
Magdalena Strojnowska, Warszawa

Cel zbiórki został osiągnięty

Magda ma 38 lat i straciła oboje rodziców – Tata zmarł, gdy Magda była nastolatką. Mama zmagała się z przerzutami raka piersi do kości, wątroby i węzłów chłonnych. Odeszła w 2019 roku po 3 latach leczenia pełnych cierpienia i bólu. Mimo takich doświadczeń Magda to osoba pogodna, uczynna i pomocna dla innych. Wrażliwa oraz dziewczęca, a zarazem zawadiacka i zwariowana... jest super kobietą, matką, człowiekiem! Niestety aktualnie jej życie zdominowała walka z rakiem piersi. Jest też nosicielką mutacji genetycznej BRCA1 predysponującej ją do wznowień oraz powstania kolejnych nowotworów. Zdecydowała się przeprowadzić serię radykalnych operacji (podwójna mastektomia, adnexectomia). Chce żyć dla 9-letniej Leny. Dzięki jej determinacji i pomocy Darczyńców udało się! Magda ma już za sobą profilaktyczne operacje - zmniejszyła ryzyko do minimum! Teraz walczy o pełną sprawność, zmaga się też z zakrzepicą i powikłaniami. Wciąż potrzebuje rehabilitacji, konsultacji specjalistów, ponosi również duże miesięczne wydatki na leki. Gorąca prośba do Was o pomoc. Jednocześnie, niejako z góry wyrażona, wdzięczność za jakąkolwiek formę wsparcia. Piękne dzięki! HISTORIA: W połowie 2016 roku Magda dowiedziała się, podobnie jak jej mama kilkanaście lat wcześniej, że ma raka piersi. Przeprowadzono operację oszczędzającą i zalecono dalsze leczenie. W lutym 2017 Magda zakończyła chemioterapię. W międzyczasie wykonano badania genetyczne, które potwierdziły mutację genu BRCA1. Stąd decyzja i determinacja do usunięcia piersi i jajników w cyklu 3 operacji. Dzięki ofiarności licznych znajomych i innych osób przychylnych Magdzie udało się zebrać dużą część funduszy na pokrycie dotychczasowych kosztów leczenia, rekonwalescencji i transportu. Do tej pory udało się przeprowadzić mastektomię obu piersi wraz z rekonstrukcją, a także operację usunięcia jajników! Ale wciąż potrzebne są środki na prowadzenie kontrolnej diagnostyki, zakup leków, konsultacje lekarskie i pomoc psychologiczną.

72 589 zł z 20 000 zł
362%