Zbiórki

Anna Szuszczewicz, Pruszcz Gdański

Walczę z czasem. Potrzebuję nierefundowanego leku.

Mam na imię Ania. Walczę z rakiem piersi z przerzutami do płuc. Potrzebuję leku, którego NFZ nie refunduje. Na początku 2012 r. zrobiłam kontrolną mammografię. W opisie wyniku otrzymałam zalecenie wykonania biopsji w celu wyjaśnienia widocznej zmiany. I nagle wielki strach i lęk, nie tylko o siebie, ale także o najbliższych. Wynik biopsji i wyrok: rak piersi. W ciągu kilkunastu dni przeszłam operację, następnie półroczną chemię i roczne leczenie przeciwciałem monoklonalnym IgG1. Leczenie okazało się na tyle skuteczne, że zahamowało chorobę na blisko 3 lata. Wróciła nadzieja, radość z życia i w końcu mogliśmy trochę odetchnąć. Wróciłam do pracy. Starałam się żyć normalnie, może tylko bardziej doceniałam każdy kolejny dzień, bo wiedziałam, że świat może zawalić się w jednej chwili. Cały czas towarzyszyła mi jednak obawa, że nowotwór może wrócić. Każde badanie kontrolne to nieodłączny strach. W kwietniu 2016 r. to, czego tak bardzo się obawiałam, stało się faktem. Kontrolne badanie i wynik: przerzuty do obu płuc. Znowu tradycyjna półroczna chemia i dwa inne leki. Znowu bardzo źle się czułam, brakowało mi sił, miałam chwile zwątpienia. Jednak prawie wszystko można znieść widząc efekty i mając nadzieję. Niestety w styczniu 2017 r. leki przestały działać i guz zaczął rosnąć. Zaprzestano więc dalszego ich podawania. Obecnie nie mam dostępu do leku, którym powinnam być leczona. Na świecie lek ten stosowany jest w leczeniu standardowym, w naszym kraju obowiązują procedury, które uniemożliwiają bezpłatne leczenie nim. W 2012 r. udało się zapanować nad chorobą. Teraz mam przerzuty wymagające zintensyfikowania leczenia. Czas jest w tej sytuacji najważniejszy. Nie mogę sobie pozwolić na niepodjęcie leczenia. Dlatego zdecydowałam się prosić Was o pomoc. Nie mam wyboru. To walka o moje życie. Do tej pory dawaliśmy sobie radę sami. Niestety teraz nie jesteśmy w stanie poradzić sobie bez Waszej pomocy! Terapia trwająca średnio 9,5 miesiąca. jest bardzo kosztowna. Lek musi być podawany regularnie co 3 tygodnie. Koszt jednego podania to ok. 20.000 zł. Cała terapia kosztuje ok. 300.000 zł. Kwota ta całkowicie przekracza możliwości naszej rodziny i najbliższych. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc! Każda złotówka jest niezwykle cenna, dlatego bardzo o nią proszę! Dzięki Waszej hojności będę miała szansę sfinansować leczenie i dzięki temu odejdzie mi chociaż jedno zmartwienie. Decyzję o rozpoczęciu terapii muszę podjąć jak najszybciej. Opóźnienie leczenia naraża mnie na szybki postęp choroby i zmniejsza szansę na życie. Stąd moja ogromna prośba o pomoc finansową i pomoc w rozpowszechnianiu informacji o zbiórce. Poprzednie dwa cykle chemii nie powstrzymały rozwoju choroby. Spowodowały za to szereg skutków ubocznych i wiele dolegliwości. Nowy lek daje mi szansę na powstrzymanie i stabilizację choroby. Wykazuje wysoką skuteczność wobec mojego typu raka (HER2 dodatni, jest to rak inwazyjny, szybko dający przerzuty), a dodatkowo znacznie minimalizuje skutki uboczne terapii. Chociaż jest mi trudno, znoszę wszystko, bo bardzo chcę wyzdrowieć. Najgorsza teraz jednak jest bezsilność i niepewność, czy uda mi się rozpocząć i kontynuować leczenie. W przyszłym roku moja córka wychodzi za mąż. Moim największym pragnieniem jest być z Nią w tym tak ważnym dla Niej i dla mnie dniu. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie z Nią nie być! Bardzo proszę, pomóżcie mi! Podobno dobro powraca! Za każdą najmniejszą wpłatę z serca dziękuję!

29 222 zł z 300 000 zł
9%
Beata Bartołowicz, Warszawa

Zbiórka na nierefundowany lek na raka

Nazywam się Olga Bartołowicz. Moja mama, Beata Bartołowicz jest moją jedyną najbliższą rodziną. 3 stycznia 2023 roku pół roku po stracie mojego ojca Jarosława Bartołowicz otrzymała diagnozę złośliwego nowotworu piersi. Była przerażona, zupełnie tak jak ja, jednak nie wpadła w złość. Postanowiła nastawić się, że jeżeli zaczyna leczenie, to zaczyna też zdrowieć. Przeszła pełną chemioterapię, cały czas skupiając się na pozytywach i procesie zdrowienia. Po chemii była operacja, a następne badania wykazały, że chemioterapia nie była skuteczna, a do tego pojawiły się przerzuty. Musiała przejść kolejną operację, co było dla nas obu bardzo trudne. Mama niedawno zakończyła cykl radioterapii i rozpoczęła leczenie hormonalne, które ze względu na przerzuty MUSI być w jej przypadku wspomagane nowoczesnym, nierefundowanym lekiem. Przez bardzo wysokie koszta (13 700 złotych na miesiąc przez 2 lata) jest poza naszym zasięgiem. Moja mama jest artystką, na co dzień zajmuje się projektowaniem wnętrz i w pracy bardzo skupia się na drugim człowieku - tworzy wyjątkowe wnętrza, a przy tym zwraca uwagę na konkretne potrzeby i funkcjonalność. Świetnie maluje, kocha zwierzęta i jest bardzo aktywna, każdy dzień zaczyna od spaceru do lasu. Zawsze się angażowała, wspierając innych w swojej pracy zawodowej i w życiu prywatnym, a teraz sama potrzebuje wsparcia. Bardzo chcę, by wyzdrowiała, żebyśmy mogły być razem... Żeby nie musiała się już martwić i mogła ze mną podróżować, spełniając plany, które przez diagnozę zeszły na drugi plan. Mamy tylko siebie... Jak możesz pomóc? przekaż 1,5% wpłać na zbiórkę - każda złotówka się liczy udostępnij! Wszystkie zebrane środki zostaną wykorzystane na leki, transport i wszelkie inne koszta związane z leczeniem.

41 859 zł z 328 800 zł
12%
Anna Wisińska, Gdańsk

Podstępny rak jajnika i nadzieja na wyleczenie

Mam na imię Ania, jestem mamą dwóch wspaniałych Synów: Ignasia lat 7 i Tymka lat 17 lat, których wychowuję sama. Zawsze byłam fighterką, a w życiu ładowało mnie to, że mogę pomagać i wspierać, nie istniało stwierdzenie "nie da się". Pokonałam mnóstwo przeciwności losu i zawsze brnęłam w życiu do przodu, pomagając też innym. Dzieliłam się dobrem i moimi niekończącymi się pokładami energii i pozytywnego nastawienia. Na co dzień byłam bardzo aktywna zawodowo, towarzysko i rodzinnie. Życie moje, Tymka i Ignasia przewróciło się do góry nogami w kwietniu 2024, kiedy to dowiedziałam się o pierwszym - 9 cm - guzie jajnika. Przeszłam ciężką operację cytoredukcji, gdzie wycięto mi wiele narządów – operacja wykryła dodatkowe 5 złośliwych guzów nowotworowych, których badania obrazowe nie ujawniły wcześniej. Wycięto w sumie 5 guzów, jeden został. Przeszłam ciężką podwójną chemioterapię w sześciu cyklach. Niestety to nie koniec mojej walki o zdrowie, ponieważ oprócz druzgocących skutków ubocznych chemioterapii ostatnie badania wykazały u mnie niestety zmiany wtórne. Od drugiej połowy grudnia 2024 r. jestem w trakcie leczenia nierefundowaną monoterapią inhibitorem PARP (niestety zgodnie z zasadami programu lekowego nie łapię się pod refundację), której koszt to ponad 11.000 zł za opakowanie leku, który wystarcza na 14 dni. Lekarze wcześniej zakładali, że dawka wystarczy na miesiąc, niestety trzeba było ją podwoić ze względu na zmiany wtórne. Na chwilę obecną zebrane środki zapewniają mi leczenie do września 2025, a leczenie ma trwać do końca 2026. To nie jedyne koszty, z jakimi mój przeciwnik każe mi się mierzyć - dochodzą ogromne koszty wizyt lekarskich, leków wspomagających, rehabilitacji i badań diagnostycznych, które przekraczają często moje możliwości finansowe. Toczę swój pojedynek od 2009 roku. To właśnie wtedy stwierdzono u mnie mutację w genie BRCA1. Oznacza ona predyspozycję do zachorowań na nowotwór jajnika i piersi. W 2011 roku poddałam się zabiegowi mastektomii, czyli usunięcia piersi. Przez kilka lat kolejne badania nie wykazywały żadnych nieprawidłowości, aż do 2015 roku, kiedy wykryto guzy na tarczycy, czego konsekwencją było wycięcie jej. Pierwsze poważne objawy obecnej choroby pojawiły się u mnie latem 2023 roku. Przez dłuższy czas utrzymywało się złe samopoczucie, bóle brzucha oraz krwotoki, które ustąpiły dopiero po konsultacji z lekarzem i podaniu leków. Zaniepokojona stanem zdrowia w dalszym ciągu wykonywałam regularne badania profilaktyczne – bez efektów w postaci wykrycia nieprawidłowości. Zdecydowałam wtedy, że poddam się zabiegowi profilaktycznej owariektomii (usunięcia jajników z przydatkami). Niestety na termin wizyty u specjalisty, który wystawiłby niezbędne skierowanie, trzeba było czekać do kwietnia 2024. Mój stan zdrowia znacznie się pogorszył w marcu 2024 roku. Powróciły bardzo silne i nieustępliwe bóle brzucha oraz pleców, a złego samopoczucia nie redukowały nawet mocne leki przeciwbólowe. Umówiłam wizytę u specjalisty ponownie i przed wizytą na własną rękę wykonałam jeszcze badania laboratoryjne, w tym poziom markera nowotworowego Ca-125. Wynik markera przekroczył moje najśmielsze wyobrażenia - 1450 (norma 35). Po dwóch tygodniach byłam już na stole operacyjnym, a wynik markera Ca-125 wzrósł do 4500. Rak odebrał mi tak wiele: zdrowie, energię, kobiecość. Choroba nowotworowa dotyka nie tylko chorego - z jej powodu cierpi cała rodzina. Moi synowie dostali i ciągle dostają ogromne lekcje życia, odebrano im tak wiele, a najgorsze, że nie mogłam ich przed tym wszystkim ustrzec. Choroba pokazała mi też jednak, jak wspaniali ludzie mnie otaczają - dopiero teraz zrozumiałam, że dobro wraca. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem urodzoną wojowniczką i nie zamierzam się poddać na ringu - walczyłam, walczę i będę walczyć Muszę to zrobić dla moich Synów, którzy potrzebują Mamy. Marzę też, żeby odzyskać chociaż część swojego dawnego życia, za którym ogromnie tęsknię. Do walki motywują mnie przede wszystkim Tymek i Ignaś, ale też cudowne bliskie osoby, znajomi. Jednakże, aby wygrać tę nierówną walkę, potrzebuję wsparcia. Z całych sił chcę żyć! Każda, choćby najmniejsza wpłata, pozwoli mi pokryć koszty zakupu nierefundowanego leku, który wspomoże mój powrót do pełni zdrowia. Ponadto obdarowując mnie 1,5% Waszego podatku, dajecie mnie i moim Synom nadzieję. Niby tak mało a dla mnie ogromnie dużo. Z góry dziękuję za Wasze ogromne serducha!!! Fighterka Ania

12 005 zł z 300 000 zł
4%
Marta Leśkiewicz, Warszawa

Walka z glejakiem złośliwym

Witajcie :) Informacja o glejaku spadła na mnie, jak każde zło, nagle i zupełnie nieoczekiwanie. Z dnia na dzień zostałam wyłączona z mojej codzienności i dowiedziałam się o tym, że potencjalnie moje życie niedługo się zakończy - wiadomo, złośliwy glejak to wyrok. Mimo że diagnozę znam dopiero od miesiąca, już wiem, że jest wiele możliwości leczenia - są nowoczesne terapie, które znacząco mogą przedłużyć życie. Przeszkodą jak zwykle są koszty tych zabiegów. Nie zamierzamy się poddawać - mamy wiele planów, które potrzebują tylko czasu... i o ten czas zamierzamy walczyć z całych sił. ♥️ Jeśli chcielibyście wspomóc naszą walkę, przekazując 1,5% podatku, będzie to dla nas olbrzymia pomoc. Z góry bardzo dziękujemy, Marta I Robert

60 193 zł z 350 000 zł
17%
Bogusława Borkowska, Warszawa

Pomoc dla Bogusi

Kochani, dzień 26.04.2024 r. był dniem, który zmienił cały mój świat. Wszystkie plany - a miałam ich bardzo dużo, ponieważ byłam uśmiechniętą, optymistyczną, aktywną osobą - odeszły na dalszy plan. Diagnoza brzmiała strasznie: złośliwy nowotwór jajnika, bardzo rzadko diagnozowany, z ograniczonym spektrum leczenia i olbrzymim wodobrzuszem. W dniu 02.04.2024 r. przeszłam ciężką kilkugodzinną operację, po której nastał trudny czas oczekiwania na wyniki histopatologii i niepokój co dalej. Z pierwszą chemią organizm poradził sobie średnio. Znalazłam się w szpitalu, w stanie zagrażającym życiu. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy, po dwóch tygodniach zostałam wypisana do domu w stanie stabilnym. Kiedy myślałam, że najgorsze jest już za mną, kolejna tomografia wykazała przerzut w okolicach wątroby zakwalifikowany do natychmiastowego usunięcia. Operacja przebiegła bez większych powikłań. Zaczęła się walka o każdy dobry dzień, każdą dobrą chwilę... Ból, stres i wielka pustka, jaka towarzyszy chorobie, jest nie do opisania. Trzeba głęboko wierzyć, że będzie dobrze, żeby móc trochę się uśmiechnąć. Moim największym marzeniem jest znowu być tą uśmiechniętą, radosną dziewczyną sprzed dnia 26.04.2024 r. Jeśli zechcesz mi w tym pomóc, za wszystko będę ogromnie wdzięczna. Bogusia

7 557 zł z 300 000 zł
2%
Tomasz Wołoszyn, Serock

Glioblastoma! Pomóż mi uratować marzenia!

Kochani, Glioblastoma, czyli glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości to diagnoza, która w każdym przypadku wywraca życie ludzi chorujących oraz ich rodzin do góry nogami. Ja jednak postanowiłem być najtwardszy, jak tylko potrafię i mocno walczyć o przetrwanie ciężkiej choroby, bo taką mam naturę, bo tego również nauczyło mnie życie, nie zawsze usłane różami. Zawsze o wszystko musiałem walczyć samodzielnie, często biorąc na swoje barki przeciwności losu. Niestety przychodzi czasem taki moment w życiu, że trzeba po prostu prosić o pomoc... Przez blisko 30 lat byłem strażakiem Państwowej Straży Pożarnej, więc cały okres mojej służby był ściśle związany z pomaganiem innym ludziom. Taką ścieżkę życiową po prostu wybrałem z pasji i zamiłowania do charakteru służby. Po odejściu na emeryturę postanowiłem jednak "nie zawieszać rękawic na kołku" tylko przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie młodym pokoleniom. W taki sposób zostałem nauczycielem w liceum, gdzie realizowana jest między innymi edukacja dla klas mundurowych, w tym o profilu pożarniczym. W realizacji mojej dotychczasowej pracy zawodowej zarówno strażaka, jak i nauczyciela zawsze miałem ogromne wsparcie mojej kochanej rodziny - żony i syna, którzy dziś w obliczu mojej choroby jeszcze bardziej otaczają mnie troską i uczuciem. Chcę i muszę dla nich żyć, chcę dalej wprowadzać w dorosłe życie mojego niespełna 17-letniego syna, chcę dalej być silnym ramieniem i oparciem dla mojej żony, która zawsze była i jest przy mnie, a na wczesnym etapie mojej choroby uratowała mi życie, sama oczekując na poważną operację. Jako rodzina nie mamy wielkich wymagań - chcemy tylko wspólnie spokojnie i zdrowo funkcjonować i realizować wspólną pasję, którą są podróże. Osobiście bardzo chciałbym wrócić także do drugiej swojej pasji, którą jest granie muzyki. Na przeszkodzie stanęła nam moja choroba. Obecnie jestem po ciężkiej operacji usunięcia guza z mózgu, a za chwilę zaczynam dalsze, wyczerpujące leczenie onkologiczne. To początek drogi i wiem, że aby przeżyć muszę szukać dalszej specjalistycznej pomocy, także niestety nierefundowanej. Specjalistyczna dieta, szukanie pomocy w innowacyjnych metodach leczenia glejaka, takich jak terapia Optune (TTFields) czy terapia Nanotherm to ogromne koszty, których nie jesteśmy w stanie samodzielnie sfinansować. Każda złotówka od Was w tej sytuacji jest dla nas nie na wagę złota, ale na wagę życia. Bo prawdziwym złotem jest zdolność do pomagania innym.

66 605 zł z 360 000 zł
18%
Katarzyna Zegarowicz, Katowice

Leczenie nowotworu i przeszczep nerwu twarzy

Wesprzyj Kasię - kobietę, która przez lata była oparciem dla innych, a dziś sama potrzebuje pomocy Kasia to osoba, która przez całe życie wspierała innych. Jej praca jako Soul Coachka i mentorka pomogła setkom kobiet przejść przez trudne momenty życia, znaleźć swoją wewnętrzną siłę, odzyskać równowagę i zmienić życie na lepsze. Zawsze stawiała innych na pierwszym miejscu, sama rzadko prosząc o pomoc. Dlatego my, jej przyjaciółki, bierzemy sprawy w swoje ręce i prosimy o pomoc, bo teraz to ona potrzebuje naszego wsparcia! W styczniu 2024 roku zdiagnozowano u niej nowotwór okolic głowy i szyi HPV-zależny. Złośliwy i rzadki typ nowotworu, którego ogniska pierwotnego nie udało się zlokalizować. Przeszła przez piekło bardzo trudnego i wyczerpującego leczenia: intensywna, równoczesna chemio- i radioterapia spaliła jej skórę, błony śluzowe i przełyk. Przez wiele tygodni żyła w ogromnym bólu, z ograniczoną możliwością jedzenia, picia i normalnego funkcjonowania. Całkowicie opadła z sił. A mimo to, przez cały ten czas pozostawała w kontakcie z kobietami, które wspiera. Podjęte leczenie zadziałało! Rak zniknął. Kasia z radością i ogromną nadzieją, że to koniec tej nowotworowej historii, wróciła do życia, do pracy, do swoich bliskich! Zaledwie pięć miesięcy po zakończeniu leczenia zorganizowała i poprowadziła czterodniowe warsztaty dla kobiet, pokazując swoją wielką moc i ogromną determinację. Podzieliła się swoją onkologiczną historią przyjmując zaproszenie do współtworzenia książki „Rak bez tabu”, w której opowiada o swojej drodze leczenia i powrotu do życia. Z myślą o tym, żeby dodać odwagi innym. Niestety, kilka tygodni temu nastąpiła nagle wznowa. Operacja, która miała być rutynowa, okazała się być dramatycznie trudna. Guz był zrośnięty z nerwem twarzowym. Aby uratować Kasi życie, lekarze musieli przeciąć jego dolną część. Dziś Kasia ma nie tylko wznowę, ale również porażenie prawej strony twarzy. Nie może ruszać policzkiem, kącikiem ust, brwiami. Ma problemy z mówieniem i jedzeniem. Twarz jest niesymetryczna, a obrzęk po operacji bardzo duży. Potrzebna będzie długotrwała rehabilitacja neurologiczna i najprawdopodobniej kosztowna operacja rekonstrukcji nerwu twarzowego. Jednocześnie toczy się dalsza diagnostyka - wynik histopatologii zdecyduje, jakie kroki będą dalej podjęte. Niestety w związku z intensywnym leczeniem, jakie przeszła rok temu, możliwości dalszego leczenia w Polsce są ograniczone. Kasia szuka pomocy również za granicą w ośrodkach specjalizujących się w rzadkich i złożonych przypadkach onkologicznych. To jednak wiąże się z ogromnymi kosztami. Dlatego prosimy Cię o wsparcie! Zebrane środki zostaną przeznaczone na: • specjalistyczne konsultacje i diagnostykę w Europie • rehabilitację i terapię twarzy (neurologopeda, fizjoterapia, medycyna funkcjonalna) • operację rekonstrukcji nerwu twarzowego • tłumaczenia dokumentacji, badania, leczenie wspomagające • ewentualną chemioterapię lub inne formy leczenia nierefundowanego Kasia – choć nie chce całkowicie rezygnować z pracy – nie jest w stanie pracować jak do tej pory. Dzięki Twojemu wsparciu będzie mogła z większym spokojem i poczuciem bezpieczeństwa skupić się na najważniejszym, czyli powrocie do zdrowia. Kasia ma wspaniałego męża, który od początku stoi przy niej jak skała, i 12-letnią córeczkę, dla której jest całym światem. Kasia pragnie żyć! Nie tylko przetrwać, ale znów być w pełni sobą. Marzy, by wrócić do pracy z kobietami, które czekają na nią i jej wsparcie. Każda złotówka i każde udostępnienie to cegiełka do tego, by Kasia mogła stanąć na nogi, wrócić do zdrowia i dalej dawać wsparcie innym. A szanse na to wciąż są naprawdę duże! -------------------- Aktualizacja 21.10.2025 Wiele się zadziało w ostatnim czasie i nie boję się powiedzieć, że było to jedne z najtrudniejszych 5 miesięcy w całej tej historii. Kilka tygodni po operacji w czasie której został uszkodzony mój nerw twarzowy i miał zostać usunięty przerzut, który był widoczny na wszystkich badaniach obrazowych, okazało się, że mimo zapewnień lekarza operującego, ten przerzut nie został jednak wycięty. Dla mnie to była tragedia, bo ta operacja była ostatnią szansą na powrót do zdrowia. Bez wycięcia tego przerzutu zostawało mi już tylko leczenie paliatywne. Wtedy zaczęła się moja rozpaczliwa walka o znalezienie rozwiązania mimo wszystko. Przejechaliśmy pół kraju, konsultowałam się z wieloma specjalistami od nowotworów głowy i szyi, każda z tych wizyt była dla mnie ogromnym stresem, a jedyne co uzyskaliśmy to szereg sprzecznych, a czasami wzajemnie wykluczających się pomysłów na dalsze leczenie. I to był moment, w którym musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w moim życiu - zdecydować, którą opcję wybieram. Naprawdę nie życzę nikomu znalezienia się w takim miejscu. Ja postanowiłam zaufać prof. Adamowi Maciejewskiemu z kliniki w Nieborowicach, który jako jedyny zdecydował się na przeprowadzenie kolejnej operacji, mimo ogromnego ryzyka, jakie ze sobą niosła. I wszystko wskazuje na to, że to była najlepsza z możliwych decyzja. Była to operacja wycięcia całego układu chłonnego po prawej stronie szyi i pozostałości ślinianki, która kosztowała 102 tys. zł. Mam w sercu ogromną wdzięczność dla lekarzy, którzy mnie operowali i całego personelu kliniki, oni wszyscy byli i nadal są dla mnie ogromnym wsparciem. Ale najbardziej jestem im wdzięczna za to, że przywrócili mi nadzieję. Dzisiaj, dwa miesiące po operacji, jestem w trakcie badań kontrolnych. Jest ogromna szansa, że dzięki właśnie tej operacji udało się usunąć z mojego ciała wszystkie komórki nowotworowe. Jeżeli tak jest, to przede mną już tylko intensywna rehabilitacja oraz za około pół roku przeszczep nerwu. Oczywiście też tylko w Nieborowicach. Za 2-3 tygodnie będę mieć wyniki badań, które właśnie robię. Na pewno dam znać i tutaj. -------------------- Aktualizacja 9.11.2025 Tydzień temu miałam otwierać szampana! Wyniki tomografów były świetne, żadnych podejrzanych zmian, wszędzie czysto. Wstrzymałam się jednak z tą celebracją, bo 3 dni wcześniej wyczułam po lewej stronie szyi powiększony węzeł chłonny, a u mnie to zawsze czerwona lampka. Szybka wizyta w Instytucie Onkologii w Gliwicach, biopsja następnego dnia i dość spokojne czekanie na wyniki, bo lekarze nie widzieli w tym węźle nic niepokojącego. No a do tego tomograf, który wyraźnie pokazał, że po lewej stronie nie ma żadnych niepokojących zmian, ani żadnych powiększonych węzłów. Owszem był stres, ale po wyniki biopsji jechałam z uśmiechem na ustach, bo mocno wierzyłam, że będzie to tylko potwierdzenie, że ten koszmar mam już za sobą. To, co zobaczyłam, było jednak bardzo dalekie od tego, czego się spodziewałam. Było mrożące krew w żyłach. Po raz kolejny zadziałałam bardzo szybko i już po 4 dniach byłam operowana w Klinice w Nieborowicach. Operacja się udała, prof. Maciejewski i prof. Krakowczyk wycięli cały układ chłonny tym razem po lewej stronie, a personel otoczył mnie cudowną opieką, bo niestety obrzęk spowodował czasowy niedowład języka, który pozbawił mnie umiejętności przełykania, jedzenia i mówienia. I niestety trzeba było założyć sondę do karmienia przez nos. 🙈 I, pomimo że to dla mnie ogromnie trudny i wymagający czas to wierzę, że już za moment wrócę do domu, wyniki będą dobre, a ja w końcu otworzę tego szampana! Teraz jednak, oprócz czekania na wynik, przede mną czas bardzo wymagającej rehabilitacji i dochodzenia do siebie po już 4 poważnej operacji w przeciągu 7 ostatnich miesięcy. No i uzbierania kwoty na opłacenie operacji. Kolejna aktualizacja już wkrótce! A ja pozdrawiam spod kroplówki z zupy dyniowej, która mi leci prosto do nosa. 🙈🙈

325 zł z 300 000 zł
0%
Barbara Matulka, Piaseczno

Zbiórka na leczenie

Witajcie, zbieramy na wyleczenie Basi - matki trójki dzieci i babci pięciorga wnuków - ze złośliwej odmiany nowotworu płuc. Niestety przyjmowana przez Basię chemioterapia nie przynosi oczekiwanych skutków, z powodu obecności złośliwego genu, który nie pozwala na zabijanie komórek nowotworowych. Choroba poszerza się w szybkim tempie, dlatego trzeba działać tu i teraz. Jedyną szansą na ratunek jest leczenie nierefundowanym lekami, które mają zahamować postęp choroby i które w długotrwałej kuracji kosztują 30 tysięcy na miesiąc. Prosimy o Wasze wsparcie, gdyż sami nie poradzimy sobie finansowo, a pragniemy, aby Basia żyła z nami jak najdłużej. Będziemy próbować do ostatniej deski ratunku, mamy nadzieję, że nam w tym pomożecie. Każdego ofiarodawcę ogarniemy modlitwą. Dziękujemy z góry Ola

47 222 zł z 360 000 zł
13%
Patrycja Wypych, Nakło nad Notecią

Walka o lepsze jutro

Witam, nazywam się Patrycja Wypych. Niestety w 2023 roku zachorowałam na raka piersi. Jestem po mastektomii (całkowitym usunięciu) piersi prawej oraz po usunięciu wszystkich węzłów chłonnych z prawej strony. Całe leczenie i operację zniosłam całkiem dobrze, ale potrzebuję środków w wysokość 6.500 zł miesięcznie na leki, które są nierefundowane. Niestety nie stać mnie na nie. Zwracam się do Was z prośbą o pomoc - żebym mogłażyć dalej i być z Wami, pracować, spędzać czas z synem i mężem. To dzięki nim mam siłę walczyć o lepsze jutro i to oni dają mi motor do dalszych zmagań, żebym się nie poddawała. Syn ma 11 lat, to dla niego chcę być na tym świecie, pomagać mu w złym i dobrym czasie, być dla niego dobrą radą i przyjaciółką. Z mężem chcę spędzić dużo wspólnych chwil, które są przed nami. Jest to bardzo ciężki czas walki, ale wierzę w moc dobrych ludzi, którzy zechcą mi pomóc, abym mogła uczestniczyć w pełni sił w życiu mojej rodziny oraz przyjaciół.

51 711 zł z 390 000 zł
13%
Jarosław Piechowicz, Stare Opole

Kosztowna lekoterapia - proszę o pomoc!

Nazywam się Jarosław Piechowicz. Mam 45 lat i od lutego tego roku walczę z chłoniakiem Hodgkina, chorobą podstępną i atakującą w najmniej oczekiwanym momencie. Przeszedłem już 7 chemioterapii i okazało się, że efekt nie jest taki, jak oczekiwano. Choroba zamiast się cofać, pogłębia się. Szansą dla mnie jest kosztowna lekoterapia, niestety lek nie jest refundowany. Koszt leczenia znacznie przewyższa moje możliwości finansowe, bo wynosi około 30 tysięcy złotych miesięcznie, a nie wiadomo jak długo będę musiał go przyjmować. Dotychczas byłem czynny zawodowo, ale przez chorobę obecnie przebywam na zasiłku rehabilitacyjnym, który nawet w części nie pokrywa kosztu leku. Jeśli nie zażyję tego leku i ilość komórek nowotworowych nie zmniejszy się, nie będę mógł być zakwalifikowany do autoprzeszczepu szpiku, zabiegu, który w moim przypadku jest kluczowym elementem leczenia, od którego zależy dalsze powodzenie w tej nierównej walce z chorobą.A zamierzam się z nią zmierzyć i wygrać, bo tak jak wszyscy mam marzenia do spełnienia i plany do zrealizowania, tylko aby mogło się to ziścić, brakuje mi jednego maleńkiego szczegółu – ZDROWIA. Do tej pory chorowałem sporadycznie na jakieś błahe choroby i myślałem, że tak już zostanie. Jednak jak się okazało, nic nie jest nam dane na zawsze i w każdej chwili nasze życiowe plany może zrujnować jedna okrutna diagnoza –NOWOTWÓR, dlatego proszę o wsparcie, nawet najmniejsze, bo TWOJA POMOC JEST MOJĄ SZANSĄ NA ZDROWIE, ŻYCIE I REALIZACJĘ MARZEŃ.

2 112 zł z 360 000 zł
0%
Bogusia Nawara, Noughaval, Tang. Co Westmeath

Mam 4-letniego synka i walczę z rakiem w IV stadium❗️Mam dla kogo żyć❗️

Cześć, mam na imię Bogusia. Mam 42 lata i jestem mamą 4-letniego chłopca. W zeszłym roku usłyszałam diagnozę, która całkowicie odmieniła moje życie – niedrobnokomórkowy rak płuca w IV stadium z mutacją ROS1 oraz przerzutami do kości. Jako osoba, która nie paliła, prowadziła zdrowy i aktywny tryb życia, nigdy nie spodziewałam się, że usłyszę takie słowa. Ta diagnoza spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i wywróciła do góry nogami życie moje oraz mojej rodziny. Nie jestem gotowa odejść. Mam w sobie tyle życia, tyle miłości do mojego dziecka i ogromną determinację, aby walczyć dalej. Mój synek jest jeszcze taki mały… Obecnie przechodzę aktywne leczenie i robię wszystko, co możliwe, aby kontynuować terapię i zwiększyć swoje szanse. Szukamy teraz pomocy, aby uzyskać dostęp do kolejnych metod leczenia i terapii, które dają nadzieję, ale wiążą się z ogromnymi kosztami przekraczającymi nasze możliwości finansowe. To nie jest tylko walka o leczenie – to walka o czas. O możliwość obserwowania, jak dorasta mój syn, bycie przy nim podczas ważnych chwil, które są jeszcze przed nami, i o to, aby nie zostać mu odebraną zbyt wcześnie. Każda forma wsparcia – czy będzie to darowizna, czy udostępnienie mojej historii – znaczy dla mnie więcej, niż potrafię wyrazić słowami. Daje mi siłę w najtrudniejszych dniach, nadzieję, kiedy wszystko wydaje się przytłaczające, oraz szansę na więcej wspólnego czasu z moją rodziną. Dziękuję, że jesteście ze mną i wspieracie mnie w tej nierównej walce. Bogusia x

40 615 zł z 400 000 zł
10%
Serafyma Chuhunova, Pruszków

Leczenie, logistyka, genetyczne badania guza mózgu

Serafyma – walka o przyszłość. Pomóż mi kupić czas w walce ze złośliwym guzem mózgu! Kim jestem? Nazywam się Serafyma, mam 29 lat. Moje życie zmieniło się bezpowrotnie w maju 2025 roku, kiedy to po serii niespodziewanych napadów padaczkowych usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć: złośliwy nowotwór mózgu – skąpodrzewiak anaplastyczny o stopniu złośliwości G3. 19 maja przeszłam operację częściowego usunięcia guza w lewym płacie czołowym, a obecnie walczę z chorobą poprzez wyniszczającą chemioterapię. Dlaczego potrzebuję Twojej pomocy? Mój nowotwór posiada specyficzną cechę genetyczną – mutację w genie IDH2, kodon 172. To właśnie ta cecha daje mi szansę na nowoczesne leczenie celowane, które jest obecnie standardem w USA i krajach Europy Zachodniej, ale w Polsce nie jest refundowane przez NFZ. We wrześniu 2025 roku Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła przełomowy lek – pierwszy od 25 lat tak skuteczny lek celowany, który uderza bezpośrednio w mutację mojego guza, hamując jego rozwój i znacząco wydłużając czas bez progresji. Niestety, zanim ten lek trafi do refundacji w Polsce, miną lata. Ja nie mogę tyle czekać. Na co zbieram środki? Twoje wsparcie zostanie przeznaczone na pokrycie kosztów, których nie finansuje system ochrony zdrowia w Polsce: Terapia celowana: To największy wydatek. Ponieważ lek nie jest refundowany, muszę go sprowadzać w ramach tzw. "importu docelowego" z zagranicy. Miesięczny koszt takiej terapii to od 15.000 do nawet 30.000 PLN, zależnie od kursu walut i marży aptek. Pogłębiona diagnostyka molekularna w Heidelbergu (Niemcy): Aby zakwalifikować się do najnowocześniejszych europejskich badań klinicznych i szczepionek peptydowych, muszę wykonać specjalistyczny panel badań genetycznych, którego koszt w niemieckich klinikach wynosi ok. 3000 - 5000 EUR (ok. 13.000 - 22.000 PLN). Konsultacje u światowych ekspertów (Second Opinion): Oficjalna wideokonsultacja z wybitnymi profesorami z Uniwersytetu w Heidelbergu lub Zurychu to koszt ok. 700 EUR (ok. 3000 PLN) za jedną opinię. Logistyka i transport medyczny: Jeśli uda mi się zakwalifikować do eksperymentalnego leczenia w Niemczech, Szwajcarii lub Kanadzie (badania kliniczne typu LUMOS2), środki ze zbiórki pokryją koszty lotów, transportu lokalnego oraz zakwaterowania w pobliżu kliniki dla mnie i mojego opiekuna. Dlaczego to jest ważne? Mój młody wiek i frontalna lokalizacja guza sprawiają, że muszę walczyć o każdą metodę, która ochroni mój mózg przed skutkami agresywnego napromieniania i chemioterapii. Leczenie celowane oraz nowoczesne immunoterapie to dla mnie jedyna droga, by marzyć o powrocie do normalnego życia, pracy i realizacji planów, które choroba brutalnie przerwała. Dziękuję za każdą złotówkę, za każde udostępnienie tej zbiórki. Każda wpłata to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra.

225 zł z 400 000 zł
0%