Zbiórki

Katarzyna Madejek, Gorzów Wielkopolski

Pomoc na walkę z rakiem

Moje życie do 24.12.24 roku biegło spokojnie. Przez 58 lat prowadziłam spokojny i poukładany tryb życia. Mam dobrego syna i męża oraz swoich kochanych rodziców, którzy teraz są już po 80-tce. Prowadziłam sklepik ze starociami, który był moim oczkiem w głowie. I tak życie biegło z dnia na dzień do Wigilii, o którejpo prostu zapomniałam... Po wizycie w szpitalu musiałam tam zostać i to był pierwszy raz bez opłatka, prezentów i życzeń. Moja rodzina w tym dniu została nagle sama, bez uprzedzenia, w pustym domu. A ja przeszłam badania i diagnozę: guz mózgu. Potrzebna była natychmiastowa operacja. Operacja się udała, teraz czeka mnie 6 tygodni radio i chemioterapii. Muszę dać radę dla tych, których kocham nad życie i wiem, że jest im smutno, ale nie tracą nadziei, wspierając mnie. Moja bezsilność jest straszna, ale będę walczyć. Są nowe metody leczenia nierefundowanego przez NFZ i mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że dla tych, których kocham, tę walkę wygram. Z góry dziękuję za okazane wsparcie. Gdy wyzdrowieję, postaram się ten dług spłacić, pomagając innym.

1 441 zł z 150 000 zł
0%
Teresa Nawrot, Tarnowo Podgórne

Przecieram szlak (rak ACC)

Mam na imię Teresa, w 2010 roku zdiagnozowano u mnie raka gruczoło-torbielowatego tchawicy i oskrzeli z przerzutami do płuc: Adenoid Carcinoma Cysticum.Nie bądź sędzią. Błagam, ratuj mnie! Od początku choroby mierzę się z brakiem danych w naszym systemie lecznictwa o tej chorobie, a tym samym brakiem pomysłów, jak do tego wszystkiego podejść.Na ogólnoświatowej liście prowadzonej przez Amerykańską Fundację ACCRF wskazującą lekarzy specjalizujących się w leczeniu raka gruczołowo-torbielowatego Adenoic Carcinoma Cysticum, brak pozycji z Polski... Stąd tytuł zbiórki dla mnie - "Przecieram szlak", by ewentualni chorzy w przyszłości natrafiali w dokumentacjach medycznych z polskiej bazy na mój ślad i nigdy nie usłyszeli tego co ja, że nie da się nic zrobić. Pierwszy lekarz, który objął mnie opieką, leczył mnie na astmę oskrzelową, plułam krwią, dostając jedynie wziewy i tabletki na kaszel. Kiedy się okazało, że to rak i na dodatek nieznany, kolejny lekarz prowadzący powiedział, że nic się nie da zrobić.Z tej beznadziei udało mi się wyrwać z pomocą profesora Tadeusza Orłowskiego, który usunął zmienione nowotworowo rozgałęzienie tchawiczo-oskrzelowe i mówiąc obrazowo, zacerował je jak skarpetę. Potem usunął mi fragmenty guzów z płuc. Następnie poddana zostałam immunoterapii, jednak jak się okazuje nieskutecznej w przypadku tego raka. Mijały lata, żyłam normalnie, zapomniałam o swojej chorobie, choć ta się po cichu rozwijała. Regularnie się kontrolowałam, przeszłam jedną chemioterapię, ostatnio drugą, po której nastąpiła progresja choroby. W międzyczasie radioterapia, nie zapominając o wszystkim, co robiłam w miarę moich możliwości, tj. zioła, napary, modlitwa. Zresztą od niej zaczęło się moje świadome życie w chorobie, pojechałam do grobu Św. Rity, patronki kobiet w sprawach beznadziejnych. No ale czas leci. Moja ostatnia doktor prowadząca powiedziała mi, że na mojego raka nie ma lekarstwa i nie mogę się do niej dodzwonić. Szukam pomocy w Centrum Onkologii w Warszawie i Poznaniu, jednak czuję, że system mnie wypycha. Mam 69 lat, trzech synów, pięcioro wnucząt. Synowie wspierają mnie w finansowaniu dotychczasowego leczenia, ale jesteśmy zwykłymi ludźmi i bez Waszej pomocy nie damy rady... Zmieniona operacyjnie i poradiologicznie tchawica, z naciekami nowotworu nie pozwala mi normalnie oddychać. Zanikam.Potrzebuję terapii celowanej molekularnie (inhibitory kinazy tyrozynowej TKI). Obejmuje ona dwa nierefundowane leki, na które zbieram pieniążki za pomocą Alivii i proszę Was o wsparcie. Koszt terapii to 30 tysięcy złotych miesięcznie. Zbieram na półroczną terapię, o nic więcej nie proszę. Nigdy o nic nikogo nie prosiłam... Ściskam serdecznie, życząc Wam zdrowia i wiary,Tereska

1 175 zł z 150 000 zł
0%
Barbara Skrzyniarz, Warszawa

Chciałabym jeszcze pożyć…

Cześć, mam na imię Barbara, choć moje prawnuki powiedziałyby, że Basia. Dwa lata temu, kiedy moja wnuczka była na końcówce drugiej ciąży z moją prawnusią, trafiłam do Szpitala Wolskiego z zapaleniem płuc. Nikt wtedy nie spodziewał się, że sytuacja jest na tyle poważna, że kilka dni później wyląduję na OIOMie pod respiratorem walcząc o życie. Miałam w ponad 90% niewydolne płuca. Wtedy lekarze nie dawali mi żadnych szans. W Wigilię 2023 moja rodzina usłyszała, że nie ma już dla mnie ratunku, a medycyna wobec mojego przypadku jest bezradna. Stało się jednak inaczej. Moja wola życia okazała się silniejsza niż prognozy lekarzy. W Sylwestra '23/'24 zostałam wybudzona ze śpiączki. Niestety wspomnieniem po OIOMie była polineuropatia stanu krytycznego. Z osoby aktywnej zawodowo, stałam się osobą leżącą. Przeszłam długą i bardzo ciężką rehabilitację, aby wstać z łóżka i móc o balkoniku biegać z moim - dziś - prawie 12-letnim prawnukiem i 2-letnią prawnuczką. Kiedy czułam, że wychodzę na prostą, zaczęły się dziwne objawy - opadłam z sił, mdlałam, pojawiły się wymioty i bardzo złe samopoczucie. Karetka bywała u mnie coraz częściej bagatelizując moje objawy, zwalając je na wiek, na ilość przyjmowanych po historii sprzed dwóch lat leków. W końcu 30.12.2025 roku, po kolejnej interwencji karetki, trafiłam ponownie do Szpitala Wolskiego. Tam, po wykonaniu badań, zostałam natychmiast przetransportowana do Szpitala Klinicznego im. Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya na Oddział Urologiczny - moje nerki przestały działać. Zostały wyłonione mi obustronne nefrostomie, a ja otrzymałam kolejną druzgocącą diagnozę - rak szyjki macicy w III stadium z naciekami do przydatków i macicy. Niewydolność nerek jest konsekwencją mojego nowotworu. Trafiłam pod wspaniałą opiekę Profesora w Szpitalu im. Księżnej Anny Mazowieckiej przy ul. Karowej. Nowotwór jest tak zaawansowany, że nie da się go zoperować. Za mną biopsja, przede mną długie i trudne leczenie. Kolejna walka o życie. A ja bym chciała jeszcze pożyć… Dla córki, wnuczki i prawnuków. Chciałabym patrzeć, jak moje prawnuki dorastają dostarczając mi kolejnych radości i wzruszeń. Moje możliwości finansowe są jednak ograniczone, a koszty aktualnych leków i kolejnych, które wkrótce zacznę przyjmować, worków nefrostomiinych, konsultacji lekarskich, jak również suplementów, aby moja forma nie pogarszała się, bardzo wysokie. Dlatego właśnie z ogromną pokorą i nadzieją zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. I za każdą, nawet najdrobniejszą wpłatę, z całego serca dziękuję.

460 zł z 150 000 zł
0%
Jolanta Kubikowska, Zaborów

Wsparcie w leczeniu onkologicznym

Moje plany marzenia i pasje legły w gruzach, kiedy dowiedziałam się że jestem śmiertelnie chora na nowotwór złośliwy piersi. Jestem zrozpaczona, nie mam siły, ale muszę walczyć o swoje zdrowie dla mojej córki... Koszty codziennych wydatków związanych z leczeniem przekraczają moje dochody, dlatego bardzo proszę o wsparcie nie tylko finansowe, ale też duchowe. Serdecznie dziękuję.

180 zł z 150 000 zł
0%
Iwona Salamenta, Warszawa

Iwona - terapia celowana

Mam na imię Iwona. Od 3 lat zmagam się z nowotworem złośliwym jelita grubego z przerzutami do otrzewnej. Mam za sobą 3 przebyte operacje i 30 wlewów chemii. W dniu, kiedy usłyszałam diagnozę, nagle świat się zatrzymał.W jednej chwili codzienność zmieniła się w walkę o życie, zdrowie ikażdy kolejny dzień. Choroba jest poważna, ale nie chcę się poddać. Mam szansę na dalsze leczenie, które może zahamować rozwój nowotworu, poprawić mój stan zdrowia. Obecnie potrzebuję środków na nowoczesne leczenie onkologiczne - terapię celowaną molekularnie oraz immunoterapię. To jest dla mnie realna szansa na dalszą walkę z chorobą i wyzdrowienie. Niestety leczenie, którego potrzebuję, nie jest refundowane w Polsce, a jego koszt przekracza moje możliwości finansowe. Dotychczas starałam się być osobą, która pomaga innym. Dziś ja proszę o pomoc. Z całego serca dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się być ze mną w tych trudnych chwilach ❤️

0 zł z 150 000 zł
0%
Kinga Wójcik, Grabiny

Zbiórka na lek

Nazywam się Kinga Wójcik, mam 38 lat. Jestem mężatką od 17 lat. Kocham życie, ludzi, zwierzęta i świat. Mam marzenia i plany jak większość z nas. Nigdy nie myślałam i nic nie zapowiadało, że będę musiała prosić kiedykolwiek kogokolwiek o wsparcie finansowe. I nie do końca dowierzam, że to robię. Ale widziałam na podobnych zbiórkach, że są na tym świecie dobrzy, empatyczni ludzie, którzy jeśli tylko mają możliwość, pomagają. Widziałam na własne oczy, że dzieją się cuda na takich zbiórkach. Liczę na taki cud. Nie dla siebie, ale dla swojej rodziny i bliskich. Bo tylko dla nich i z ich powodu chcę dalej żyć. Dla męża, siostry, mojej najukochańszej i jedynej siostrzenicy, która ma obecnie prawie 3 lata - bardzo chciałabym zobaczyć, jak dorasta - oraz mamy. Niestety w czerwcu 2025 r. dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi HER2 dodatni, agresywny. Przeszłam 6 cykli chemioterapii przedoperacyjnych, mastektomię piersi i usunięcie kilkunastu węzłów chłonnych, później radioterapię i immunoterapię uzupełniającą. Po zakończeniu leczenia w czerwcu 2026 r. diagnoza: remisja. Radość i nadzieja? Tak, ale bardzo ostrożna, ponieważ to choroba nieprzewidywalna. Niestety 2 miesiące później w sierpniu poranne bóle głowy coraz silniejsze. Po 4 dniach wizyta u onkologa, skierowanie na izbę przyjęć, tomografia głowy, guz w mózgu 3,5 cm x 3,7 cm x 2,7 cm. Operacja usunięcia, wynik histopatologiczny: przerzut z piersi. Obecnie nie kwalifikuję się do podania refundowanego leku, którego tak bardzo potrzebuję, ponieważ nie spełniam jednego z kryteriów. Chodzi o trastuzumbab derukstekan (Enhertu) - nowoczesny lek celowany na ten konkretny podtyp nowotworu, który daje bardzo dobre rezultaty w leczeniu, jeśli jest szybko wdrożony. Łączy przeciwciało blokujące receptor HER2 z silną substancją chemioterapeutyczną, co pozwala niszczyć komórki nowotworowe przy mniejszym uszkodzeniu zdrowych tkanek. Stosuje się go w leczeniu zaawansowanego raka piersi, żołądka oraz innych guzów litych z obecnością białka HER2. Leczenie będzie polegało na podaniu 10 cykli w odstępach co 3 tygodnie. Koszt takiego leku i jego jednorazowego podania to ok. 15 000 zł. Cała terapia to koszt 150 000 zł, który niestety nas przerasta. Liczy się dla mnie każda nawet najmniejsza pomoc. I przede wszystkim liczy się czas - nie chcę czekać aż pojawią się kolejne przerzuty. Chcę zawalczyć nie dla siebie, tylko dla swojej rodziny ibliskich. Kocham ich i chcę to zrobić dla nich. To jeszcze nie czas na umieranie. Nie chcę już spełniać marzeń i realizować planów. Chcę tylko być dla nich i cieszyć się ich obecnością. Tyle wystarczy mi do szczęścia. Dzięki zbiórce będę miała szansę na to życie. Proszę o każde wsparcie w walce z tym nierównym przeciwnikiem. Dziękuję!

0 zł z 150 000 zł
0%
Ivanna Vaskul, Poznań

Ivanna walczy z guzem mózgu - glejakiem! Zbieramy środki na leczenie terapią NanoTherm.

Mam na imię Ivanna, mam 52 lata, cudowną córkę Bożenkę i zięcia Andrzeja. W grudniu świat całej naszej rodziny przewrócił się do góry nogami. Zdiagnozowano u mnie złośliwy guz mózgu - glejak IV stopnia. Z dnia na dzień z silnej, zdrowej i aktywnej osoby stałam się pacjentką, którą czeka nierówna i bardzo niesprawiedliwa walka z nowotworem. W dniu 27 grudnia guz został usunięty w Szpitalu Klinicznym im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu. Niestety jest to dopiero początek mojej ciężkiej i długiej drogi do zdrowia. Obecnie przebywam w Wielkopolskim Centrum Onkologii, gdzie jestem poddawana chemio i radioterapii, co jednak nie daje pewności na dalsze życie i powrót do zdrowia przy moim ciężkim schorzeniu, bowiem glejak jest bardzo agresywnym nowotworem. Pojawiła się nadzieja uzupełnienia standardowego leczenia terapią NanoTherm. To innowacyjna metoda, która polega na wprowadzeniu bezpośrednio do guza mózgu lub w miejsce po guzie, nanocząsteczek z tlenkiem żelaza. Następnie odpowiednia temperatura niszczy lub trwale uszkadza komórki rakowe, które przetrwały zabieg operacyjny, ale nie uszkadza zdrowych struktur. Jest to jednak niezwykle droga terapia – jej koszt wstępnie szacowany jest na około 200 tysięcy złotych! Dla nas jest to olbrzymia kwota! Niestety, ta terapia nie jest refundowana w Polsce, dlatego proszę Państwa o pomoc. Wiem, że otaczają nas ludzie o dobrych sercach i wspólnie możemy pokonywać nawet najwyższe szczyty. Zwracam się z uprzejmą i gorącą prośbą do wszystkich życzliwych ludzi o przekazanie darowizny na leczenie. Nawet jeden grosz pomoże! Wierzę, że damy radę. Wierzę też, że dobro wraca szybciej, niż się tego spodziewamy. Dziękuję za wszystkie dobre myśli, modlitwy, udostępniania oraz za wsparcie!

46 112 zł z 200 000 zł
23%
Agnieszka Cygan, Lublin

Proszę o pomoc w walce z glejakiem

Witam Kochani, mam na imię Agnieszka. Jestem mamą dwóch dziewczynek: Natalii (9 lat) i Julii (6 lat). Byłam osobą bardzo aktywną i szczęśliwą do czasu pierwszego w życiu ataku padaczki w 2015 r. Po badaniu MRI diagnoza: guz mózgu - glejak. Na szczęście operacyjny. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jak groźna jest ta choroba. Myślałam "to tylko guz, wytnie się go i będę zdrowa". Niestety, okazało się inaczej. Guza nie udało się usunąć w całości. Pomimo przyjmowania leków, pojawiały się ataki padaczki. W 2017 r. guz zaczął odrastać. Po drugiej operacji wynik histopatologiczny: skąpodrzewiak anaplastyczny III WHO, co oznaczało, że guz uzłośliwił się. Radio i chemioterapia musiały zostać przerwane ze względu na słabe wyniki krwi. Potrzebuję pomocy finansowej na dostępne, ale nierefundowane leczenie w Polsce i za granicą. Myślę o terapii w Koloni: terapia immunologiczna dostępna w IOZK - koszt wynosi 60 tys. EURO, czas trwania ok. 6 miesięcy, link do angielskiej strony: http://www.iozk.de/en/start/home Proszę o wsparcie. To dla mnie szansa na życie...

96 532 zł z 252 000 zł
38%
Adriana Pichnowska, Poznań

W chwili obecnej zawieszam zbiórkę środków na lek palbocyklib

Witam, nazywam się Adriana Pichnowska i bardzo kocham życie! Mam 52 lat i od 14 lat walczę z hormonozależnym rakiem piersi. Pragnę zawalczyć dla swojej Rodziny. To moje zmartwienie i strach o to, by nie zostawić cierpienia bliskim po swoim odejściu, bardzo motywuje mnie do walki z rakiem. W 2007 roku zachorowałam na raka piersi z zajętymi węzłami chłonnymi. Pamiętam moment przekroczenia oddziału chemioterapii, to była dla mnie granica. Pomyślałam, że jestem po drugiej stronie. Uśmiechałam się wtedy do wszystkich, próbowałam być dzielna, ale lekarz prowadzący dostrzegł w moich oczach strach. Przysłano mi wówczas na rozmowę psychologa klinicznego i pękłam od środka, wyrzuciłam z siebie wszystkie obawy, strach o to, jak moja Rodzina poradzi sobie beze mnie. Od tego momentu zaczęłam walczyć. Przeszłam usunięcie lewej piersi z tkankami pachy, 6 kursów chemioterapii programem AC w ramach chemii przed i pooperacyjnej, 22 naświetlania radioterapii i 5 lat hormonoterapii. Przez okres 2 lat otrzymywałam implant w powłoki skórne brzucha w ramach farmakologicznego sprowadzania do menopauzy, a w 2010 roku konieczne okazało się usunięcie wszystkich narządów kobiecych. Mimo wszystko życie pokochałam jeszcze mocniej, żyjąc na 100%, dużo między innymi pracując, poświęcając się Rodzinie. Nałożyłam na siebie taki altruizm z myślą o córce i mężu, aby żyło nam się jeszcze lepiej. Dużą przyjemność czerpałam z myśli, że mimo choroby, mogę więcej dla nas zrobić. Wymieniłam meble w mieszkaniu, odważyłam się na kredyt i kupiłam nowy samochód. Kocham życie, kocham Święta Bożego Narodzenia, piękne chwile z najbliższymi, blask świecy, uwielbiam gotować. :) W lutym 2017 roku podczas badań kontrolnych wykryto u mnie nawrót choroby z przerzutami do wątroby, płuca prawego, węzłów chłonnych śródpiersia i tchawicy oraz w piersi prawej wykryto raka jako nową jednostkę chorobową, którą rozpoznano w badaniu histopatologicznym po stopniu złośliwości. Przeżyłam wstrząs! Przerzuty zatem dał rak piersi z 2007 roku. Pamiętam, jaki szok przeżyła także moja jedyna córka, będąca wtedy dwa miesiące przed porodem, pamiętam jak wyrwała mi wynik TK i krzyczała na głos: "Mamo! Dlaczego ty?! Mamo!". Nie mogłam jej uspokoić... Do teraz przeżywa i boi się o mnie, często żałując, że nie ma siostry, bo inaczej by mnie tak bardzo nie kochała, jak mówi. Dlatego muszę walczyć dla córki, męża i wnuków. Wierzę, że znajdą się ludzie dobrej woli, aby mi, nam pomóc, abym nie stała się czarno-białą fotografią z opisem: "Adriana odeszła". Obecnie od października 2019 roku jestem na chemii metronomicznej - leczeniu paliatywnym. Mimo kolejnej progresji choroby, nie zamierzam się poddawać! Leczenie w nawrocie choroby zaczęłam od hormonoterapii i tak w roku 2017 zalecono lek, który wstrzymywał u mnie złośliwą aktywność komórek rakowych do grudnia 2018 roku. Po roku i 10 miesiącach jednak lek ten przestał działać, doszło do progresji (wznowy procesu złośliwego) wątroby, płuca prawego i węzłów chłonnych śródpiersia oraz tchawicy. Przeszłam 2-miesięczne załamanie psychiczne. Od grudnia 2018 roku zmieniono u mnie lek, który przyhamował złośliwy proces nowotworowy, ale tylko przez okres 10 miesięcy. Mojego raka nie da się wyleczyć, ale można zamienić chorobę w proces przewlekły, wydłużając moje życie. Za mną konsultacje w Polsce i w klinice Charite Berlin, gdzie potwierdzono skuteczność leku, zalecanego wcześniej przez moją Panią Doktor z Wielkopolskiego Centrum Onkologii. By wciąż cieszyć się życiem, potrzebuję tego leku! W Polsce lek ten został wreszcie zrefundowany, ale mój przypadek nie kwalifikuje się do pokrycia kosztów leczenia w ramach NFZ. Koszt wymaganej terapii 24-miesięcznej wynosi 180.000 złotych. Z uwagi na moją chorobę jesteśmy ograniczeni finansowo, a ja sama nie jestem już w stanie pracować w wymiarze pełnego etatu. Kwota około 10.000 zł miesięcznie przerasta chyba większość osób, a trzeba jeszcze po prostu normalnie żyć i opłacać rachunki. Na dzisiaj jestem jeszcze na siłach, by walczyć, aby dogonić czas, który mi ucieka. Za jakiś czas może być za późno. Proszę, pomóż mi! Rak obdarł mnie z kobiecości, ale najważniejsze, by nie powstała pustka po moim odejściu w sercach moich bliskich! Dziękuję z góry wszystkim, którzy pomogą mi w walce o dłuższe życie! Adriana

21 734 zł z 180 000 zł
12%
Krzysztof Płóciennik, Łódź

Pokonać glejaka

Cześć! Mam na imię Krzysiek i mam 39 lat. W grudniu 2019 zostałem poddany operacji. Po dwóch tygodniach otrzymałem wynik, którego, powiem szczerze, nie spodziewałem się: GLEJAK WIELOPOSTACIOWY IV STOPNIA. Najwyższy stopień złośliwości. Jest to najbardziej agresywny i najbardziej złośliwy ze wszystkich guzów. Czekam na badanie rezonansu, który ma odbyć się niebawem, czy mam wznowę, czy też nie. Obstawiam oczywiście tę 2 z wersji. Wspólnie z rodziną znaleźliśmy informacje na temat leczenia guzów mózgu za pomocą terapii NanoTherm w Niemczech i w Polsce w Klinice w Lublinie, która może przedłużyć mi życie i wpłynąć na spowolnienie procesu odrastania guza. Terapia ta działa na guzy od wewnątrz i może być ona stosowana jako monoterapia lub być łączona z chemioterapią i radioterapią w celu wzmocnienia skuteczności tych metod leczenia. Terapia NanoTherm® polega na wstrzyknięciu do guza płynu o właściwościach magnetycznych, który następnie rozgrzewany jest za pomocą bardzo szybko zmieniającego się pola magnetycznego. W wyniku działania powstałego ciepła komórki nowotworowe zostają zniszczone lub uwrażliwione na dalsze metody leczenia, takie jak radioterapia i chemioterapia, dzięki czemu ich skuteczność wzrasta. Niestety terapia nie jest na chwilę obecną refundowana przez NFZ. Szacowany koszt leczenia/zabiegu to około 200.000 PLN. Glejak wielopostaciowy IV stopnia to wyrok śmierci.

26 988 zł z 200 000 zł
13%
Yuliia Havrylina, Gliwice

Proszę o pomoc

Dzień dobry, mam na imię Yuliia, mam 40 lat. Jestem żoną i matką trójki dzieci: 11, 5 і 2 lata. Niestety, 1 lipca zdiagnozowano u mnie raka piersi in situ (raka nieinwazyjnego), a 1 sierpnia przeszłam mastektomię. Jednak po otrzymaniu wyników histologii okazało się, że to rak inwazyjny, a guz miał już 3,5 cm. To niehormonalny typ raka z HER+++, co oznacza, że jest jednym z najbardziej agresywnych, szybko rosnących i dających przerzuty. Istnieją specjalne leki na ten typ raka, które blokują receptor HER. Aby móc żyć i wychowywać dzieci, potrzebuję 18 dawek nierefundowanego dla mnie leku, co kosztuje około 150 000 złotych. Nasza rodzina nie ma takich pieniędzy. Proszę o pomoc. Pomóżcie mi przetrwać i być przy mojej rodzinie. Będę bardzo wdzięczna za każde wsparcie.

4 620 zł z 180 000 zł
2%
Łukasz Hoffa, Pniewy

Pomóżcie mi wygrać walkę. Z Waszą pomocą to się uda!

Cześć, mam na imię Łukasz i mam 35 lat. Chciałbym Wam opowiedzieć historię, od której zaczęła się moja walka o zdrowie. We wrześniu zeszłego roku straciłem przytomność i trafiłem do szpitala, gdzie po wstępnych badaniach lekarze stwierdzili, że przyczyną tego była chwilowa utrata świadomości, bez konkretnych powodów. Wróciłem więc spokojnie do domu i cieszyłem się życiem. Mój spokój nie trwał długo... Po trzech tygodniach sytuacja się powtórzyła. Trafiłem wtedy do jednego z poznańskich szpitali, gdzie po wykonaniu wszelkich badań, w tym też tomografii komputerowej okazało się, że w mojej głowie znajduje się guz. Był szok, niedowierzanie - dlaczego ja? Po konsultacji lekarskiej dowiedziałem się że guz jest operacyjny i można go usunąć. Tak też 21 listopada 2019 roku odbyła się operacja usunięcia guza. Przebiegła bez żadnych powikłań. Czułem się bardzo dobrze. Myślałem, że wygrałem walkę. Niestety przyszedł wynik badań histopatologicznych i diagnoza - glejak. Nowotwór o charakterze rozrostowym, niestety złośliwy. Wtedy świat mój i moich bliskich nagle stracił kolory. Znowubył strach i pytania, dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało, przecież jestem jeszcze młody, silny, pełen pasji, planów i marzeń na przyszłość? Na szczęście w tym całym nieszczęściu mogę liczyć na wsparcie mojej rodziny. Na dzień dzisiejszy przebywam na oddziale radio i chemioterapii w Poznaniu, gdzie przechodzę radykalne leczenie onkologiczne. Ma to trwać 6 tygodni, a potem jeszcze 6-miesięczne leczenie w domu. I na tym kończy się refundowane leczenie w Polsce. Chciałbym skorzystać z wszystkich możliwych metod leczenia, które niestety w większości nie są refundowane w kraju, a dają nadzieję na wyleczenie. Chciałbym podjąć próbę zakwalifikowania się do terapii protonami w Polsce, gdzie od niedawna można to wykonać niestety na zasadach komercyjnych. Gdybym nie miał takiej możliwości w Polsce to są terapie, które odbywają się w Niemczech i są skuteczne. To np. terapia immunologiczna w klinice w Kolonii lub terapia Nanotherm firmy Magforce. Niestety koszt takiej terapii to ok. 60 000 euro, a czas trwania 6 miesięcy. Koszty takich terapii alternatywnych są bardzo wysokie i nieosiągalne dla mnie i mojej rodziny, dlatego tak bardzo ważna jest dla mnie Wasza pomoc. Każda nawet najmniejsza wpłata przybliży mnie do możliwości skorzystania z dodatkowego leczenia. Chciałbym zwalczyć tego potwora i cieszyć się każdą kolejną chwilą spędzoną z rodziną. Dlatego już teraz zaczynam zbierać pieniądze i wiem, że z Waszą pomocą się to uda. Dziękuję Wam z całego serca! Dobro powraca! ŁUKASZ

23 213 zł z 200 000 zł
11%