Zbiórki

Renata Józwicka, Świdnica

Wierzę i walczę

Nazywam się Renata Józwicka i od 32 lat pracuję jako pedagog szkolny w Świdnicy. Uczniom zawsze tłumaczyłam, że w domu rodzice, dziadkowie im pomagają, a w szkole m.in. ja - pedagog-pomagacz. Teraz ja proszę o pomoc. We wrześniu 2024 r. moją pracę z dziećmi przerwała zaskakująca i szokująca diagnoza - rak pirsi. Jest to typ agresywnego raka, który szybko się powiększa (w lutym mammografia i USG nic nie wykazały). Podjęłam leczenie we wrocławskim szpitalu (67 km od domu). Jestem w trakcie chemioterapii, a pod jej koniec zapadnie decyzja dotycząca operacji. Niestety, na obecnym etapie choroby nie przysługuje mi refundacja leku, który jest zalecany w trakcie leczenia tego typu raka i który w znacznym stopniu ogranicza możliwość mikroprzerzutów i przerzutów odległych (tzw. podwójna blokada). Zdecydowałam się na jego zakup, bo chcę wrócić do zdrowia, normalności, do pracy w szkole. Jedna dawka leku to koszt ok. 7,5 tysiąca złotych, a potrzebne jest 5 dawek. Moja kochana rodzina, bliscy i koleżanki z pracy bardzo mnie wspierają w różnych formach. Wiem jednak, że będę potrzebowała środków finansowych nie tylko na zakup leków, dojazdy, ale i leczenie następstw choroby, wizyty u specjalistów, rehabilitację. Jeśli możesz, chcesz, uwzględnij moją sytuację przy odpisie podatkowym. Będę bardzo wdzięczna.

73 774 zł z 65 000 zł
113%
Katarzyna Ojrzyńska, Krynica Morska

Zbieramy lek nierefundowany przez NFZ

Mam na imię Katarzyna, z ukochaną córką zdobywałam świat, niestety w lipcu 2015 roku zdiagnozowano u mnie raka jajnika. Guzy znajdowały się na jajnikach oraz w miednicy. Ze względu na wielkość jednego z guzów operacja usunięcia narządów wraz z guzami została przeprowadzona natychmiast po zdiagnozowaniu. Następna była chemioterapia .Obecnie jestem w trakcie terapii lekowej lekiem nierefundowanym przez NFZ. Lek podawany jest co trzy tygodnie przez kilka lat, niestety terapia jest kosztowna - 1 podanie leku to koszt ponad 3 tysiące złotych. Rozpoczęłam również kurację innymi metodami, nierefundowanymi przez NFZ. Jeżeli ktoś z Państwa nie zdecyduje się wpłacić na moją osobistą zbiórkę, to proszę o wsparcie innych osób, cierpiących z powodu raka. Dziękuję, Katarzyna

73 318 zł z 70 000 zł
104%
Monika Jakubas, Warszawa

Osiągnęliśmy cel zbiórki! Bardzo wszystkim dziękujemy za wpłaty!

Na chwilę obecną wstrzymuję zbiórkę, proszę o nieprzekazywanie darowizn, a wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję! :) ********************************************************************************************************************************************************************** Żyję. Jestem szczęśliwa. Od 13 miesięcy jestem mamą Gai. Właśnie skończyłam wymarzone studia. Mam pracę, którą lubię, rodzinę, którą kocham najmocniej. Mam też 32 lata. Ale zaczynam źle się czuć. Szukam. Znajduję dosyć szybko. A dokładniej lekarze znajdują. To chłoniak. Diagnoza nie rozpieszcza, bo badania potwierdzają typ IV chłoniaka B-komórkowego. Pewnie nic Wam to nie mówi, mnie do niedawna też nic, ale uwierzcie na słowo - jest poważnie. Ja trochę nadal nie wierzę, że „mam raka”, bo to brzmi jak wyrok. A ja nie zgadzam się z wyrokami. Nie tylko dlatego, żeby Gaia miała zdrową mamę, ale też żeby niedługo miała rodzeństwo i fajne wspomnienia z dzieciństwa. Decyzja podjęta - wyzdrowieję i będę żyła. Dla siebie, dla Gai, dla jej rodzeństwa (które dopiero jest w planach) i dla Was też. Ale żeby to się stało, potrzebuję Waszego wsparcia. I wtedy wszystko się uda. Cel zbiórki: - możliwość wykonywania dodatkowych płatnych badań - wsparcie leczenia - dojazdy - dalsza diagnostyka, itp. Za co już teraz z całego serca Wam dziękuję. Jesteście niesamowici. Ja postanowiłam, że wyzdrowieję, Wy postanowiliście mi w tym pomóc. Dziękuję z całego serducha! Teraz idę się kurować, ale jeśli ktoś jeszcze chciałby się dorzucić do mojego zdrowia, to zbiórka nadal trwa. Dzięki serdeczne za każdą poświęconą mi minutę i złotówkę.

73 296 zł z 15 000 zł
488%
Iwona Czarnecka, Warszawa

Cel został osiągnięty! Bardzo dziękujemy za wpłaty!

Mam na imię Iwona, jestem matką samotnie wychowującą 12-letniego syna. Guza w piersi wyczułam w kwietniu tego roku. W połowie maja miałam już diagnozę: naciekający rak piersi z przerzutem do węzłów chłonnych, niewrażliwy na hormony, HER 2: 3+, Ki67 + w 90%. Szok. Na początku marca tego roku robiłam kontrolne USG piersi i nic niepokojącego nie zostało zdiagnozowane, a w maju mam już przerzut, w niespełna 2 miesiące. Niestety jest to możliwe. Wskaźniki, które podałam świadczą o bardzo wysokiej złośliwości nowotworu, który cechuje się bardzo agresywnym przebiegiem i zwiększoną zdolnością do przerzutów oraz nawrotów. Leczenie zaczęłam praktycznie natychmiast. Pierwszą "czerwoną chemię" przyjęłam 3.06.2019. W tej chwili jestem już po 3 chemiach, ale to dopiero początek. Po zakończeniu czerwonej chemii, przed operacją czeka mnie jeszcze seria 12 chemii + trastuzumab. To oferuje mi NFZ. Ja mam dla kogo żyć. Mam wspaniałego syna, który wie, że jestem chora. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak bardzo poważna jest moja choroba. Ma dopiero 12 lat, więc nie powinien się martwić. I zrobię wszystko, żeby wprowadzić moje dziecko w dorosłe życie. Jest lek, który znacznie zwiększy moje szanse - pertuzumab, który w moim przypadku nie jest refundowany przez NFZ. Muszę go zacząć przyjmować wraz z pierwszą dawką trastuzumabu. Żeby w ogóle to było możliwe, musiałam przenieść leczenie do szpitala, który mi to umożliwi. Wszystko dzieje się z dnia na dzień. Nie mam czasu na to, żeby czuć się źle po chemii. Jak nie mam siły, pomagają mi moi przyjaciele. Wożą mnie od lekarza do lekarza. Leczenie trastuzumabem i pertuzumabem zaczynam już 29.07.2019 r. Niestety koszt leczenia tym lekarstwem to 57.834 PLN. Na pierwszą dawkę mam. Mogę zacząć :-) Koszt każdej dawki to 11.566,80 PLN. Pomóżcie mi, proszę, zrealizować moje marzenie i wprowadzić mojego syna w dorosłe życie! Dajcie mi proszę szansę na 10 lat! To jest minimum, o które walczę. Chcę być spokojna, że mój syn poradzi sobie w życiu. Byłam zdeterminowana, żeby jak najszybciej zacząć leczenie. Udało się! Teraz też jestem zdeterminowana i wierzę, że tym razem też mi się uda z Waszą pomocą! Z góry dziękuję, także za wsparcie moralne. Siła jest w nas!

73 161 zł z 58 000 zł
126%
Marta Uchman, Przeworsk

Wsparcie na diagnostykę

WALKA Z CHOROBĄ NOWOTWOROWĄ Z PRZERZUTAMI DO KOŚCI W 2018 r. wykryto u mnie raka piersi z przerzutami do kości. Tego typu nowotwory są nieoperacyjne. Diagnoza była szokiem dla mnie, rodziny i przyjaciół. Choroba rozwinęła się bardzo podstępnie. Podjęłam intensywne leczenie środkami, które są refundowane przez NFZ, czyli radioterapią i kroplówkami wzmacniającymi kości. Lekarze po wielu konsultacjach zgodnie potwierdzili, że jedynym lekiem, który mógłby powstrzymać rozwój choroby i zmniejszyć ból jest lek nierefundowany w Polsce. Dwuletnia terapia tym lekiem kosztuje około 260 tysięcy złotych. Całe życie sumiennie pracowałam jako nauczycielka, praca z młodzieżą jest dla mnie pasją i daje mi dużo satysfakcji. Zgromadzone środki własne pozwalają mi na rozpoczęcie leczenia, ale nie wystarczą mi na dłuższe leczenie. Proszę o pomoc finansową, każda darowizna będzie dla mnie dużą pomocą – darem serca, którego tak bardzo potrzebuję.

72 036 zł z 60 000 zł
120%
Monika Dąbrowska, Abramowice Prywatne

Cel zbiórki został osiągnięty.

Dziękujemy za wszelkie wpłaty! Cel zbiórki został osiągnięty. ****************************************************** Witam, mam na imię Monika i mam 33 lata. Jestem szczęśliwą żoną i mamą trójki wspaniałych dzieci - Agatki (4 latka), Karolinki (2 latka) i Adasia (4 miesiące). Tuż po porodzie synka rozpoczęłam diagnostykę lewej piersi, ponieważ wyczułam guza. Guz okazał się spory - 3,5 cm. Wkrótce usłyszałam diagnozę - rak złośliwy piersi w postaci naciekającej. Informacja ta spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Runęło wszystko. Jednak otrząsnęłam się i rozpoczęłam walkę. Zaczęłam szukać informacji, dokształcać się, szukać ośrodka, w którym będę czuła się pewnie i który poprowadzi moje leczenie. Wybór padł na Centrum Leczenia Chorób Piersi przy Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, który nadzoruje cały proces. Mieszkam w Lublinie, także muszę dość daleko dojeżdżać na wizyty w Poradni, badania, konsultacje oraz zabiegi operacyjne, jak również kontrole pooperacyjne. 1.02.2019 r. rozpoczęłam cykl 16 chemioterapii. Będzie trwał około pół roku. Następnie około 3 tygodnie od jego zakończenia odbędzie się w Krakowie zabieg mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją. Ze względu na fakt, że posiadam mutację genu BRCA1, konieczne będzie wykonanie mastektomii drugiej, zdrowej piersi, jak również zabieg wycięcia jajników, ponieważ istnieje bardzo duże ryzyko nawrotu choroby do tych narządów. Będą również konieczne rehabilitacje pooperacyjne. Terapia leczenia raka nie jest łatwa, ale staram się ją przetrwać dla mojej rodziny - dzieciaków i męża. Oni mnie napędzają i dają siłę. Dla nich muszę wyzdrowieć. Taki jest mój cel. Niestety koszty diagnostyki, niektórych zabiegów, prywatnych badań, prywatnych konsultacji, niektórych leków, częstych dojazdów i noclegów w Krakowie, jak również późniejszych rehabilitacji przekraczają możliwości naszego budżetu. Dlatego też ośmielam się prosić chętnych Darczyńców o drobne datki i pomoc w przejściu leczenia do końca. Zarówno ja, jak i moja rodzina będziemy niezmiernie wdzięczni.

71 202 zł z 30 000 zł
237%
Małgorzata Mroczkowska, Dzierżoniów

Ablacja echolaserem węzłów chłonnych

Bardzo dziękuję za wspomaganie mojego leczenia, które dało mi nową nadzieję w walce z moją chorobą. Po dwóch zabiegach, w których wycięto mi całą tarczycę wraz z węzłami po prawej stronie, poziom markera nowotworowego niestety nie spadł. Okazało się, że dalej jest jakieś ognisko. Prywatne leczenie pozwoliło usunąć zajęty węzeł bardzo blisko tętnicy szyjnej. Po zabiegu pierwszy raz poziom kalcytoniny zaczął spadać. Na dzień dzisiejszy potrzebuję funduszy, aby kontynuować specjalistyczne leczenie onkologiczne, żeby do końca wyleczyć organizm z nowotworu.

71 188 zł z 70 000 zł
101%
Agnieszka Romaniak-Krawczyk, Warszawa

Drugi oddech po raku. Twoja pomoc ma wielką moc!

Zanim w 2025 usłyszałam diagnozę: nowotwór piersi HER2-dodatni z przerzutami wiodłam aktywne życie, podróże z dziećmi, wypady w ukochane góry, czy zabawa ze znajomymi. Byłam kobietą pełną planów, a nie pacjentką onkologiczną. Dzisiaj moją największą potrzebą jest po prostu… powrót do normalności. Chcę wierzyć, że choroba była tylko trudnym przystankiem, a nie końcem drogi, i że rak nie zdołał odebrać mi energii do życia. Zakończona chemia i operacja to dopiero początek drogi do zdrowia. Moim celem jest powrót do sprawności, pracy i pasji, które musiały zejść na dalszy plan. Nie chcę już być „pacjentem” – chcę znów być po prostu człowiekiem, który cieszy się każdą chwilą. Twoje wsparcie przy rozliczeniu podatku pomoże mi sfinansować rehabilitację, dodatkowe operacje niefinansowane z NFZ, niezbędne leczenie pochorobowe. Pomoże mi wrócić do formy i pokazać, że po raku życie smakuje jeszcze lepiej!

69 776 zł z 50 000 zł
139%
Adriana Matłosz, Warszawa

Udało się! Na tę chwilę wstrzymujemy zbiórkę.

Kochani, pięknie Wam dziękuję. Zebraliśmy całą potrzebną kwotę w tak krótkim czasie - serce rośnie! Na tę chwilę wstrzymujemy zbiórkę. - - - - - - - - - - - - Mam 39 lat, jednak już na długo przed diagnozą mojej choroby doświadczyłam niewyobrażalnie okrutnego życia na oddziale onkologii dziecięcej, walcząc przez ostatnie 5 lat o mojego synka. Wydawało się, że to jedyna nierówna walka w naszej rodzinie, którą musimy stoczyć. Jednak życie przygotowało nam smutniejszy scenariusz. W kwietniu 2018 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Rozpoczęłam kolejną walkę, tym razem o swoje życie. Pięć lat temu nasz świat runął. "Wasz syn ma nowotwór złośliwy mózgu" - usłyszeliśmy od ordynatora neurochirurgii szpitala dziecięcego. Franio dopiero co skończył 13 miesięcy. W ciągu roku nasz synek był 12 razy na bloku operacyjnym. W sumie przeszedł 12 cykli chemioterapii i 6-tygodniową radioterapię. A to wszystko w drugim roku jego życia. Musieliśmy po roku przerwać leczenie ze względu na zbyt ciężkie powikłania po chemiach. I tak rozpoczęliśmy nowy rozdział życia związany z jego intensywną rehabilitacją. Wyrównywaliśmy pomału, ale z sukcesami „ślady”, jakie pozostawiło po sobie ciężkie leczenie. Przez kolejne 3 lata wierzyliśmy mocno, że jesteśmy na dobrej drodze do odzyskania jego sprawności fizycznej i intelektualnej, nadrabialiśmy zaległości. Jednak kiedy skończył 5 lat, we wrześniu 2017, usłyszeliśmy po rezonansie kontrolnym słowa, które po raz kolejny „wbiły nas w ziemię”: "Wznowa! Guz odrósł, duży, naciekający na rdzeń kręgowy". Rozpoczął się wyścig z czasem: operacja neurochirurgiczna, chemioterapia i ponowna radioterapia. Zamieszkaliśmy na nowo w szpitalu. Nauczyliśmy się żyć z dnia na dzień. Wycieńczające powtórne leczenie synka nie zdążyło się zakończyć, gdy w marcu 2018 roku wyczułam powiększony węzeł chłonny pod pachą. Natychmiast wykonałam usg piersi i pachy. Doświadczona ciężkim losem onkologicznym mojego Frania zadałam lekarzowi pytanie wprost: "Czy to nie jest nowotwór?" Usłyszałam w odpowiedzi: "Silny stan zapalny węzłów chłonnych wskutek zapalenia mieszków włosowych". Przez kolejne 25 dni brałam antybiotyk, niestety nieskuteczny w leczeniu. Pomiędzy chemiami synka biegałam po lekarzach, w końcu w kwietniu tego roku usłyszałam diagnozę: rak piersi potrójnie ujemny z przerzutami do węzłów chłonnych. Rozpoczęłam kolejną walkę, tym razem o siebie. Zawsze chciałam jako matka zdjąć chorobę z mojego synka i wziąć ją na siebie. I tak się poniekąd stało... Jestem aktualnie po trzecim cyku czerwonej chemii, tej samej, którą moje dziecko również swego czasu przyjmowało. Paradoksalnie teraz rozumiem synka jeszcze lepiej, jestem bliżej niego i jego choroby. Dużo zadziało się w życiu mojej rodziny, ale to też uświadomiło nam, że życie „nie polega na tym, by przetrwać burzę, lecz na tym, by nauczyć się tańczyć w deszczu”. Teraz jeszcze mocniej doceniamy, to co mamy – siebie nawzajem i to, co chcemy odzyskać – normalność. „Nigdy nie wiesz jak silny jesteś, dopóki bycie silnym nie stanie się jedynym wyjściem, jakie masz”. Czuję to mocniej niż kiedykolwiek: bycie silną to moje jedyne wyjście. Jednak będzie mi łatwiej z Wami. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc w zebraniu środków na pokrycie dodatkowych kosztów związanych z moim leczeniem, takich jak konsultacje lekarskie, pogłębiona diagnostyka, lekarstwa, rehabilitacja i koszty dojazdu. Nie mniej ważne są dla mnie wiara w moje siły, ciepłe myśli i słowa wsparcia. Będę po prostu wdzięczna.

68 124 zł z 10 000 zł
681%
Alina Soch, Wrocław

Pomóż Alinie wrócić do zdrowia

Cześć! Nazywam się Alina Soch. W dniu moich 33. urodzin przeszłam biopsję zmiany wykrytej podczas corocznego USG piersi. 10 czerwca otrzymałam wynik: rak piersi, potrójnie ujemny (TNBC) – jeden z najbardziej agresywnych typów. Wkrótce potem badania genetyczne metodą NGS potwierdziły u mnie mutację genu BRCA1, która znacznie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwory piersi oraz jajnika. Kolejne badania – TK klatki piersiowej i jamy brzusznej oraz PET – wykazały guz w piersi z przerzutami do węzłów chłonnych oraz podejrzenie przerzutu do wątroby (guz wielkości 9 mm). Z tego powodu zakwalifikowano mnie do IV stadium zaawansowania choroby i „zaproponowano” jedynie leczenie paliatywne. Nie mogłam się z tym pogodzić – czułam się młoda, silna i chciałam walczyć o całkowite wyleczenie, a nie jedynie spowolnienie choroby. Uznałam, że leczenie paliatywne powinno być moim planem B. Skonsultowałam swój przypadek z kilkoma onkologami. We Wrocławiu trafiłam na wspaniałą lekarkę, która – razem ze mną – zdecydowała się podjąć rękawicę do walki i próbę leczenia radykalnego. Dodatkowo chirurg z Krakowa zgodził się przeprowadzić operację wątroby. Ustalony wspólnie plan leczenia wygląda następująco: Chemioterapia „biała” – co tydzień, z uzupełnieniem o immunoterapię co trzy tygodnie Operacja usunięcia zmiany w wątrobie Chemioterapia „czerwona” – cztery wlewy co dwa tygodnie, również z immunoterapią Mastektomia obu piersi (z uwagi na mutację genu BRCA1) Ewentualna radioterapia. Opisany plan odbiega od leczenia systemowego dla IV stadium zaawansowania choroby, w którym nie są przewidziane możliwości operacji piersi, operacji wątroby czy podania czerwonej chemii. Wg schematu systemowego moje leczenie powinno się kończyć na punkcie pierwszym, czyli chemioterapii ‘białej’ podawanej rzadziej, ale do końca życia lub dopóki działa. Tak jak napisałam wcześniej, taki scenariusz to dla mnie plan B. Immunoterapia odgrywa w tym procesie ogromną rolę. Nie działa jak klasyczna chemia – aktywuje układ odpornościowy, który zaczyna sam zwalczać komórki nowotworowe. Badania wykazały u mnie wyjątkowo wysoki poziom białka PD-L1 (100, przy progu 10), co oznacza, że immunoterapia jest dla mnie szczególnie skuteczna. Dzięki temu NFZ refundował lek w pierwszym etapie leczenia, niestety tylko wtedy. Po 13 wlewach „białej” chemii (z immunoterapią) wyniki TK i PET pokazały cofnięcie się zmian w piersi i węzłach chłonnych. Zmiana w wątrobie zmniejszyła się do 8 mm. Zdecydowałam się więc na operację jej usunięcia, którą wykonano 14 listopada 2025 roku w szpitalu komercyjnym (koszt: 63 300 zł). Operacji nie chciał się podjąć nikt w ramach opieki NFZ, m.in. z uwagi na brak odpowiedniego sprzętu w szpitalach publicznych. 26.11.2025 planowane jest rozpoczęcie trzeciego etapu leczenia – cztery wlewy „czerwonej” chemii. To kluczowy moment: ma ona zniszczyć ewentualne pozostałe komórki nowotworowe i przygotować mnie do operacji piersi. Aby leczenie było w pełni skuteczne, chcę ponownie włączyć immunoterapię. Niestety, ten etap nie jest już refundowany. Jedna dawka leku kosztuje ok. 15 000 zł, a potrzebuję czterech – łącznie 60 000 zł. Walczę z całych sił i wierzę, że mogę wygrać. Potrzebuję jednak Państwa wsparcia, by kontynuować leczenie i doprowadzić je do końca. Każda pomoc, każda wpłata i każde słowo wsparcia przybliżają mnie do zdrowia i do życia bez lęku o przyszłość. Dziękuję z całego serca za każdą okazaną pomoc. Alina

66 219 zł z 60 000 zł
110%
Edyta Strychała, Międzyrzecz

Dalsze leczenie

Zawsze dawałam z siebie, ile mogłam, dzieląc się sercem, radą i czasem z ludźmi potrzebującymi pomocy, których los stawiał na mojej drodze. Wiem, że relacje z ludźmi to najcenniejsze, co mamy, dlatego pielęgnuję przyjaźnie i dbam o ich jakość. Dziś ja Was potrzebuję i proszę o wsparcie na mojej drodze ku wyzdrowieniu, ponieważ pragnę jeszcze troszkę kwiatów dozbierać do mojego bukietu życzliwości.

64 870 zł z 20 000 zł
324%
Agnieszka Zapolska, Warszawa

Na rehabilitację, fizjoterapię, psychoterapię, leki - żeby po raku wrócić do normalnego życia

Cześć, jestem Agnieszka. W lipcu 2023 odkryto u mnie guza piersi. Dalsza diagnostyka ujawniła, że to nowotwór złośliwy trójujemny (ze wskaźnikiem szybkości podziału komórek nowotworowych Ki67 = 100%) i że mam drugi guz (nieoperacyjny) w węźle chłonnym międzypiersiowym oraz mutację BRCA1, znacząco zwiększającą ryzyko zachorowania na raka piersi i jajników. Dokładnie rok temu, we wrześniu 2023 rozpoczęłam leczenie. Wcześnie doświadczyłam, czym jest rak, moja mama zmarła na raka piersi w wieku 38 lat, gdy ja byłam nastolatką. Kiedy ja dostałam swoją diagnozę, moja córka była w tym samym wieku, co ja wtedy, a ja postanowiłam walczyć ile sił, żeby ona nie doświadczyła tak wczesnej straty matki, żeby jej dojrzewanie nie było obciążone tą samą traumą co moje i żebym mogła widzieć moje dziecko wchodzące w dorosłe życie i być wtedy przy niej. Za mną 16 wlewów chemioterapii, podwójna mastektomia z usunięciem części węzłów chłonnych, a następnie 5 tygodni radioterapii. Wciąż jestem w trakcie immunoterapii. Choć leczenie na razie przynosi efekty, wciąż przede mną dwie kolejne operacje i mozolny powrót do normalności, który wymaga długotrwałej rehabilitacji. Skutki uboczne kompleksowej terapii onkologicznej oddziałują bowiem długofalowo na cały organizm. Zebrane środki pomogą mi w opłaceniu zabiegów fizjoterapii i rehabilitacji, badań specjalistycznych, dojazdów na zabiegi, leków i suplementów oraz psychoterapii, bo choroba nowotworowa to doświadczenie zarówno ciała, jak i umysłu. Trudno przez nią przejść i wrócić do normalnego funkcjonowania bez wsparcia specjalistów. Serdecznie dziękuję za każdą, nawet najmniejszą pomoc.

64 732 zł z 30 000 zł
215%