Zbiórki

Beata Stelmach, Debrzno

Zbieram środki na marihuanę medyczną

Zanim skończycie Państwo czytać tę prośbę, kolejne osoby otrzymają diagnozę “rak”. Co najmniej trzy razy więcej dowie się, że ktoś z ich rodziny lub znajomych zachorował na nowotwór. Każdy z nas ma imię. Nie jesteśmy numerem statystycznym w rejestrze onkologicznym. Mam na imię Beata, mam marzenia, mam świadomość, mam raka. Wyłączyłam nieśmiertelność i nie składam broni. Mam siłę. Każdego poranka, jak otworzę oczy, uśmiecham się do siebie. Nie ma znaczenia, gdzie się budzę i jaka jest pogoda za oknem. Jestem wdzięczna za dany mi kolejny dzień. Bardzo chciałabym napisać o sobie coś tak interesującego, aby zwrócić Państwa uwagę. Moja historia jest jednak podobna do innych na tym portalu. W 2008 roku pierwsza diagnoza – nowotwór piersi. Leczony przez 5 lat. Rodzinna sielanka została przerwana w 2017 roku diagnozą – nowotwór wątroby i płuc. Podejmowane był próby mojego leczenia w różnych ośrodkach onkologicznych na terenie Polski. Ostatecznie w Warszawie dostałam nadzieję. Lekarz powiedział, że nie wyleczy mnie, ale zrobi wszystko, aby przedłużyć mi życie. Wtedy stałam się pacjentką paliatywną. Znaczy to tyle, że nie będę wyleczona, proces chorobowy nie zostanie też zatrzymany. Celem lekarza jest łagodzenie objawów choroby i uśmierzanie bólu. Wydatki na suplementy, witaminy, zastrzyki hormonalne, leki na ciśnienie pozostawiają nieduży budżet. Jednak najbardziej kosztowna jest medyczna marihuana. Jest dla mnie najlepszym środkiem na ból nowotworowy niepozwalający często wstać z łóżka. Ponadto może mieć działanie wspomagające w hamowaniu powstawania naczyń krwionośnych, które odżywiają nowotwór oraz ograniczaniu rozprzestrzenianie się komórek nowotworowych. Mieszkam w pomorskiej wiosce Cierznie. Jestem samotną mamą dwóch synów. Młodszy uczy się w szkole średniej. Ponieważ wszystkie oszczędności „na czarną godzinę” się skończyły, starszy syn, niestety, zamiast iść na studia, wyjechał za granicę do pracy, aby dokładać pieniążki do mojej renty. Najbardziej mnie boli, że mój stan nie pozwala mi na wykonywanie żadnej pracy, przez co zmusza mnie do zaistnienia na tym portalu. Dodatkowo ponoszę duże koszty przyjazdu do Warszawy co dwa, trzy tygodnie na kilkudniowe badania i chemię. Badania są robione w warunkach ambulatoryjnych, dlatego na ich czas zmuszona jestem zatrzymywać się w hotelu. Robi mi to kolejną dziurę w portfelu. Zdaję sobie sprawę, że nie uda Wam się otoczyć opieką wszystkich potrzebujących. Jednak to nie powód, żeby nie próbować. Wiem, że pewne działania mogą się wydawać tylko kroplą w oceanie potrzeb. Ale moja kropelka i kropelka od Państwa to już dwie kropelki. Jeśli są Państwo zainteresowani wsparciem, a macie jakieś wątpliwości, zapraszam do rozmowy. Chętnie odpowiem na wszystkie pytania. Dziś położę się spać, dziękując za kolejny dzień życia... Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

8 005 zł
80%
Darek Kapusta, Radom

Tata czwórki dzieci walczy z rakiem!

Mam na imię Darek. Niespodziewanie zachorowałem na nowotwór złośliwy: chłoniaka Hodgkina i życie mi się zawaliło. Mam 38 lat. Przed chorobą byłem zatrudniony jako pracownik budowlany. Dobrze nam się wiodło. Mam wspaniałą sześcioosobową rodzinę, której nie mogę teraz utrzymać. Byłem jedynym żywicielem rodziny. Żona nie pracuje, ponieważ nasza najmłodsza córeczka Magdalena ma rok i 4 miesiące. Sześcioletnia Natalia idzie od września do zerówki, Adaś 10 lat i Maja, która w grudniu skończy 14 lat. Nasz budżet wynosi 3500 zł. Po opłaceniu bieżących rachunków zostaje nam 1800 zł na życie. Moją największą pasją jest wędkowanie, chciałbym mieć siłę, by znów pójść na ryby jak również wrócić do pracy, ponieważ jestem pracoholikiem. Bardzo mi tego brakuje, ale stan zdrowia mi na to nie pozwala. Zbiórka pomogłaby mi w dojazdach na leczenie jak również zakupieniu potrzebnych leków.

5 596 zł
69%
Grzegorz Szlęzak, Baranów Sandomierski

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Na tę chwilę zawieszam zbiórkę.

Nazywam się Grzegorz Szlęzak, mam 29 lat, pochodzę z Podkarpacia. Byłem chłopakiem pogodnym z planami na przyszłość - szkoła, studia i wspólne życie z ukochaną osobą. Aż tu lipiec 2013 r. spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Szpital, badania i diagnoza - chłoniak Hodgkin'a. Ośrodek w Rzeszowie i chemia ABVD, po paru podaniach nie było poprawy. Następny szpital - Brzozów i tu było leczenie ostrą chemią, po podaniu 2 cykli ESHAP nastąpiła poprawa i przeszczep autologiczny we Wrocławiu. Po nim czekały mnie jeszcze naświetlenia. Powtórne badanie PET było pozytywne, wszystko zostało wyczyszczone. Szczęście. Szykowałem się do powrotu do pracy lecz mój lekarz chciał wykonać jeszcze badania i PET, na którym wyszedł mały guzek. Szczęście trwało pół roku. Koniec roku 2014 - szpital i chemia, VI cykli IGEV, po której uzyskano częściową poprawę lecz to za mało. Po konsultacjach zapadła decyzja o zastosowaniu nowoczesnej terapii Brentuximab z klasyczną chemią bendamustyna. Po wielu bojach osiągnęliśmy cel i udało nam się sfinansować chemioterapię. Dziś jestem już po alogenicznym przeszczepie szpiku i są dobre prognozy na przyszłość. Niestety po przeszczepie jestem pod ciągłą kontrolą lekarzy z ośrodka przeszczepowego. Piszę niestety, bo koszty dojazdu i leki związane z przeszczepem są niestety duże. Dziękuję za wszystkie wpłaty, które ludzie dobrego serca wpłacali i wpłacają. DZIĘKUJĘ. Grzegorz Szlęzak. Darowizny na rzecz leczenia Grześka można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

32 523 zł
92%
Piotr Wawrzynkowski, Żegań

Piotr potrzebuje wsparcia. Jego mama już wygrała!

Mam na imię Piotr i mam 33 lata. 4 lata temu dostałem diagnozę nowotwór złośliwy, chłoniak Chodgkina ostatnie, IV stadium rozwojowe. Dzisiaj jestem po trudnym, rocznym leczeniu, które nie zostało bez skutków ubocznych. Przez 1 rok po leczeniu spałem, nie miałem siły na nic. Następne 2 lata też nie były łatwe. Dzisiaj czuję się dużo lepiej, jednak strach przed nawrotem powraca jak bumerang. Cały czas korzystam z terapii i dzięki wsparciu życzliwych osób, środki dostępne na koncie Alivii wykorzystuję na dojazdy i leczenie. Mam nadzieję, że spotkanie IV stopnia z chorobą jest już za mną, i traumatyczne przeżycia będą za parę lat tylko wspomnieniem. Dziękuję z całego serca za wsparcie mojego leczenia:)))) Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

32 516 zł
92%
Władysława Hajowa, Lubań

20 lat prowadziła firmę. Renta nie wystarcza jej na leczenie.

Mam na imię Władysława. Jestem żoną i mamą dwóch wspaniałych córek. Obecnie, z powodu choroby, przebywam na rencie. Do momentu diagnozy prowadziłam działalność gospodarczą i starałam się zapewnić rodzinie jak najlepszy byt. Niestety w sierpniu 2014 roku zdiagnozowano u mnie złośliwego raka jajnika. Przeszłam trzy poważne operacje oraz 9 kursów chemii. Miałam nadzieję, że to koniec mojej walki, że wygrałam... Niestety nowotwór uderzył ponownie w lutym 2016 roku, po 7 miesięcznej przerwie. To był dla mnie cios, przeszłam załamanie, ale w lutym również na świat przyszła moja długo wyczekiwana wnuczka, która dała mi siłę do dalszej walki. Sytuacja materialna mojej rodziny jest trudna, a całkowity koszt leczenia i dojazdów do kliniki na chemię znacznie przekracza mój rodzinny budżet, dlatego apeluję do Państwa o pomoc. Mam 58 lat, córki (22 i 34-letnią), które potrzebują mojego wsparcia, a takżeprawie 5 letnią wnuczkę, na którą tak bardzo czekałam. Po prostu chcę żyć, mam przecież dla kogo :) Proszę o pomoc i wsparcie finansowe, gdyż każda darowizna jest dla mnie szansą na poprawę efektywności mojego leczenia oraz przedłużenie życia. Z góry serdecznie dziękuję za pomoc! Z poważaniem Władysława Hajowa Darowizny na rzecz leczenia Władysławy można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

2 301 zł
46%
Renata Radzięta, Mszczonów

Dziękuję za wszystkie wpłaty! Na tę chwilę zawieszam zbiórkę.

Nazywam się Renata Radzięta, choruję na raka piersi Her2 (3+) Ile warte jest ludzkie życie? Okazuje się, że bardzo dużo. W jednej chwili moje życie wywróciło się do góry nogami. Po usłyszeniu diagnozy moje życie nigdy już nie będzie takie samo. Okazało się, że nowotwór jest bardzo agresywny i wymaga natychmiastowego leczenia. Na szczęście istnieje lek, który może pomóc w pokonaniu nowotworu i powrocie do normalnego życia. Jest to lek o nazwie Perjeta. Może uratować mi życie, niestety w naszym kraju obowiązują procedury, które uniemożliwiają mi bezpłatne leczenie nim. Mimo pojawienia się leku na wrześniowej liście refundacyjnej, leczenie nim jest wciąż nierefundowane. W zeszłym tygodniu przyjęłam pierwszą, podwójną dawkę leku. Każda dawka kosztuję 12.000 zł. Czasu jest coraz mniej, ponieważ każdą dawkę trzeba przyjmować co trzy tygodnie, a łączny koszt takiej terapii przekracza możliwości finansowe naszej rodziny. Walka o życie trwa w każdej minucie. Fakt, że my, chorzy na raka musimy prosić innych o wsparcie jest przerażające i upokarzające. To niesprawiedliwe, że chorzy na raka musza umierać, bo nie stać ich na leczenie, które powinno być dostępne dla każdego. Dlatego proszę o pomoc, bo tylko dzięki Wam, darczyńcom będę mogła cieszyć się każdym kolejnym, przeżytym dniem. Darowizny na rzecz leczenia Renaty można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

37 228 zł
93%
Barbara Warchoł, Pionki

Potrzebuję wsparcia w leczeniu po wznowie

Witam serdecznie, mam na imię Basia i jestem babcią rezolutnej 8-latki, która nieustannie dodaje mi siły do walki z przewlekłą chorobą . Wiosną 2014 roku przy okazji kontrolnego USG lekarz zobaczył tylko „cień” i nie zalecił dalszych badań. Jesienią pojawiły się dolegliwości bólowe i uczucie ucisku w dole brzucha a diagnoza brzmiała – guz jajnika FIGO IIa. Po operacji przeszłam pierwszą chemioterapię i miałam nadzieję, że radykalna ingerencja chirurgiczna i silne dawki chemii przyjmowanej do marca 2015 zadziałały skutecznie. Niestety po dwóch latach wyniki badań pogorszyły się, a rak powrócił i tym razem operacja nie powiodła się – stwierdzono liczne zmiany naciekowe i wszczepy w otrzewnej. Kolejne cykle chemii też znosiłam gorzej i bez wsparcia rodziny i znajomych byłoby mi bardzo trudno. Teraz zaczyna się nowy rok walki i mam nadzieję, że dalsze cykle chemii powstrzymają rozwój choroby. Staram się być optymistką mimo tego, że długie leczenie też osłabia organizm, a dojazdy na nie ponad 100 km są męczące. Każdy kto choruje przewlekle wie, że oszczędności topnieją wtedy bardzo szybko – leki są drogie, a niektóre badania trzeba szybko wykonać odpłatnie. W tej chorobie bardzo ważne jest pozytywne nastawienie i wsparcie bliskich osób, ale hasło kampanii „Pieniądze mogą pokonać raka” jest bardzo trafne, dlatego proszę życzliwych mi ludzi o wsparcie finansowe. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia. Darowizny na rzecz leczenia Barbary można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

6 979 zł
69%
Renata Martynek, Jastrzębie Zdrój

Renata już od 5 lat zmaga się z rakiem piersi.

Witam. Mam na imię Renata. Kilka lat temu zachorowałam na nowotwór. Jestem po chemioterapii i radioterapii. Obecnie dokucza mi stały obrzęk prawej ręki. Nadal jestem prowadzona przez lekarzy Onkologów w Gliwicach. Mam zastosowaną kilkuletnią terapię hormonalną i rehabilitację. Zbieram na dojazdy do ośrodka leczenia oraz rehabilitację. Darowizny na rzecz leczenia Renaty można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

16 964 zł
84%
Danuta Strzębicka, Góra Kalwaria

Pomóż Danucie w walce z chorobą! Rak to podstępna bestia...

Cześć! Mam na imię Danuta, mam 45 lata, samotnie wychowuję trójkę wspaniałych dzieci i oczekuję z niecierpliwością na pierwszego wnuka. Rak zaatakował mnie podstępnie jesienią 2013 roku, kiedy podczas wizyty kontrolnej wykryto u mnie guza piersi. Lekarz szybko zdecydował o mastektomii i rozpoczęciu cyklu chemioterapii. Mój organizm nie najlepiej znosił chemię, pojawiły się problemy z układem krążenia, wypadły mi włosy. Powoli traciłam siłę i nadzieję, a wszystkiemu towarzyszył strach: o siebie, o dom, o dzieci. O tym, jak sobie beze mnie poradzą. Po chemioterapii czekała mnie intensywna rehabilitacja, dzięki której poczułam się lepiej i zyskałam nowe siły do walki. Moja sytuacja materialna jest dość krucha. Dojazdy na wizyty kontrolne do Warszawy, bez samochodu, stanowią wyzwanie i uzależnienie od innych osób. Przede mną bardzo ważny krok - odbudowa piersi. Jestem dumna z siebie, ze swojej determinacji. Ale nadal potrzebuję Państwa pomocy, aby powrócić do pełnej sprawności. Zwracam się z prośbą o wsparcie finansowe, które pozwoli mi na powrót do zdrowia i pracy. Za każdą nawet najmniejszą pomoc z góry serdecznie dziękuję. Darowizny na rzecz leczenia Danuty można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

14 803 zł
82%
Marian Sawczuk, Sarnaki

Marian wiele przeszedł. Teraz potrzebuje pieniędzy na leczenie.

Witajcie, nazywam się Marian Sawczuk. Mam 65 lat. Historia z moją chorobą rozpoczęła się w lipcu 2016 roku. Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jelita grubego. Wykonano zabieg operacyjny usunięcia guza w jelicie grubym. Słowo rak totalnie mnie sparaliżowało. Był to podwójny wstrząs dla całej mojej rodziny, gdyż moja 32-letnia córka w tym czasie także chorowała na raka jelita grubego. Niestety zmarła na tę chorobę. Dlatego ja walczę z całych swoich sił abym wyzdrowiał, bo chce żyć, mam dla kogo żyć, dla swoich kochanych wnuczków, żony, rodziny. Jestem świadom swojej choroby, tej strasznej choroby. Obecnie przyjmuje cykle chemioterapii. Przede mną kolejne badania stwierdzające czy choroba postępuje dalej czy się zatrzymała w rozwoju. Szukam skutecznych metod leczenia, które stosuje się w Polsce i za granicą. Niestety konsultacje, diagnostyka, leczenie w klinikach, dojazdy do placówek medycznych oraz zakup refundowanych i tych nierefundowanych leków to bardzo duży wydatek. W swojej walce potrzebuje również Waszego wsparcia duchowego, ale także wsparcia finansowego, które umożliwi mi leczenie u specjalistów będących w stanie mi pomóc. Dziękuje. Darowizny na rzecz leczenia Mariana można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Wspomóż" w niebieskim prostokącie.

31 782 zł
90%
Barbara Piąstka, Warszawa

Na ten moment zawieszam zbiórkę. Dziękuję za wpłaty.

Mam na imię Barbara, mam 68 lat. Moje życie na emeryturze było do niedawna bardzo aktywne. Swój czas dzieliłam między dom, opiekę nad mamą, która ma 94 lata i pomoc moim dwóm pracującym córkom w opiece nad wnukami, dziś już mają 12 i 14lat. Rok temu córka urodziła trzeciego wnuka, cudownego Adasia, który dał mi nową porcję energii do działania. Niestety w sierpniu tego roku, po kolejnym wykonywanym regularnie badaniu mammograficznym, okazało się że mam w piersi guzek, niewyczuwalny w badaniu dotykowym. Dalsze badania wykazały, że to nowotwór złośliwy, konieczna była mastektomia lewej piersi. Badania patomorfologiczne guza określiły, że jest to rak hormonozależny, Her2 ujemny, ale z wysokim wskaźnikiem agresywności guza. Według informacji lekarza jestem w grupie pacjentek, u których celowe jest zrobienie testów Mammaprint, co pozwoli na precyzyjne określenie podtypu molekularnego guza i umożliwi wybranie optymalnego leczenia (m.in. wskaże, czy chemioterapia będzie u mnie skuteczna). Test Mammaprint wykonuje certyfikowane laboratorium w Holandii i niestety nie jest on w Polsce refundowany. Chciałabym móc jak najszybciej rozpocząć skuteczne i możliwie najmniej wyniszczające organizm leczenie, a to dałoby mi wykonanie testów. Czeka mnie trudny czas, ale jestem pełna wiary, że uda mi się wrócić do swojego poprzedniego życia, zająć się mamą, która wymaga coraz większej opieki, patrzeć jak rosną moi kochani wnukowie, zabrać najmłodszego Adasia na spacer, no i takie osobiste zupełnie marzenie, aby kontynuować wycieczki po Polsce w gronie sprawdzonych przyjaciół. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

10 531 zł
75%
Mirosław Klinert, Łomża

Pomóżcie mi wygrać z rakiem - międzybłoniakiem opłucnej

Mam na imię Mirosław i mam 69 lat. Mam kochającą żonę i kochającego syna, który dał mi wspaniałe wnuki. Od niedawna razem z żoną Elżbietą przeszliśmy na emeryturę. W końcu przyszedł upragniony czas, kiedy możemy zacząć razem cieszyć się życiem. Niestety w zeszłym roku zacząłem bardzo szybko się męczyć i pocić się. Poszedłem do lekarza, który skierował mnie na tomografię komputerową, ponieważ miał podejrzenie, że mogę mieć raka. Okazało się, że mam międzybłoniaka opłucnej z towarzyszącym płynem w lewej jamie opłucnej. Dnia 22.04.2021 wykonano zabieg zwany wideotorakoskopia – ewakuację płynu z biopsją opłucnej oraz pleurodezę chem.(talk). Po zabiegu zastosowano chemię 6 cykli i zaczęło się codwutygodniowe jeżdżenie do kliniki do Białegostoku, kolejne badania przed każdą chemią i kontrolne po chemii. W chwiliobecnej rozpocząłem proces leczenia zwany immunoterapią. Muszę co dwa tygodnie stawiać się do szpitala na dawkę leku. Całe życie pracowałem w służbie zdrowia i wiem, jaki długi i drogi jest proces leczenia, koszty dojazdów, konsultacje oraz leki. Dzisiaj mnie to spotkało. Bardzo proszę o wsparcie finansowe w jakiejkolwiek kwocie, oboje z żoną utrzymujemy się z emerytury, a każda złotówka pomoże mi w leczeniu.

26 507 zł
88%