Zbiórki

Justyna Niemczuk, Krynice

Proszę o wsparcie w zbiórce środków na nierefundowany lek

Szanowni Państwo! Na początku chcę bardzo podziękować Państwu za dotychczasową pomoc i wsparcie, jakie otrzymałam. Dziękuję za każdą wpłatę i przekazany na mnie 1% podatku. To dzięki Państwa pomocy mogę dalej się leczyć i mieć nadzieję na zdrowie. Do końca lutego 2020 r. byłam szczęśliwa, że pomimo ciężkiej choroby, mogłam w miarę normalnie funkcjonować. Niestety po otrzymaniu kolejnego wyniku tomografii komputerowej okazało się, że największy z guzów, który uciska na jelito cienkie i lewy moczowód, zaczął znów rosnąć i przemieszczać się z wewnątrz jamy brzusznej na zewnątrz i jest on obecnie widoczny podskórnie. Trudno jest nawet lekarzom wyjaśnić dlaczego samoistnie guz się przemieszcza. Guz ten utrudnia mi niektóre ruchy i powoduje ból, który ciągle mi towarzyszy. By zatrzymać dalszy rozwój choroby, od kwietnia 2020 r. rozpoczęłam leczenie lekiem Sutent. W tym przypadku również leczenie jest nierefundowane. Koszt jednego opakowania to kwota 6034,45 zł. Lek kupuję co 6 tygodni po wizycie kontrolnej w szpitalu onkologicznym w Tomaszowie Mazowieckim. Po leku Sutent czuję się lepiej psychicznie i fizycznie. Nie powoduje jadłowstrętu, problemów ze snem i bezsilności, które towarzyszyły mi przy leku Imatinib. Po raz kolejny zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie mnie w walce z chorobą. Nie jest mi łatwo prosić o pomoc, ponieważ ze względu na pandemię koronawirusa każdy znajduje się w trudnej sytuacji. Niestety nie mam innego wyjścia, bo koszt leku jest bardzo duży, a ja nie jestem w stanie samodzielnie go opłacić. Za każdą wpłatę serdecznie dziękuję. ------------------------ Mam na imię Justyna, mam 32 lata. Moja choroba rozpoczęła się w lipcu 2016 roku, kiedy zrobiłam kontrolną kolonoskopię. Myślałam, że to będzie standardowe badanie, które wykaże, że jest wszystko w porządku. Jednak bardzo się myliłam... Wyraz twarzy lekarza, który wykonywał mi badanie, nie pozostawił mi złudzeń - nie jest dobrze. W jelicie grubym i na odbytnicy miałam dużą ilość polipów i jeden wielkości 4 cm. Lekarz zaczął mówić, gdzie powinnam się udać, jak zacząć działać, ale niewiele z tego pamiętam... Do domu wróciłam zalana łzami i z myślami, czy to już nowotwór. Dzięki Bogu wynik badania histopatologicznego nie wykazał nowotworu, był to ostatni stopień przed nowotworem, a chorobę określono jako genetyczną - zespół polipowatości rodzinnej. Ze względu na 100% pewności, że wkrótce rozwinie się nowotwór jelita grubego, usunięto mi całe jelito grube, na szczęście udało się zachować ciągłość układu pokarmowego. Myślałam, że moja choroba na tym się zakończy. Niestety... We wrześniu 2017 roku podczas kontrolnej wizyty w szpitalu, lekarza przeprowadzającego wywiad zaniepokoiły wyczuwalne w moim brzuchu guzki. Zrobiono mi tomografię komputerową i wyszły trzy guzy. Udałam się do Pana Profesora, który rok wcześniej mnie operował i dowiedziałam się, że z moją chorobą genetyczną wiąże się wiele innych chorób - między innymi desmoid. W październiku 2017 roku Pan Profesor podjął się operacji usunięcia tych guzów, jednak nieskutecznie, bo jeden z guzów był już wielkości 5 cm i naciekał na jelito cienkie i lewy moczowód. Wynik histopatologiczny wykazał fibrohistocytomę. W moim przypadku umiejscowił się w powłokach jamy brzusznej. Od listopada 2017 roku rozpoczęłam leczenie farmakologiczne, na początku lekiem Celebrex, następnie terapią hormonalną lekiem Nolvadex, oraz chemioterapią. Jednak wszystkie te metody okazały się nieskuteczne. Jedyną szansą na wyleczenie jest lek nierefundowany Imatynib. Lek przyjmuję od lipca 2018 r. Na początku dzięki wsparciu rodziny byłam w stanie go sfinansować samodzielnie. Jednak obecnie ze względu na to, że choroba trwa długo i od ponad roku intensywnie się leczę, nie jestem w stanie sama pokryć wszystkich kosztów. Również pojawił się problem z lewą nerką, ponieważ ucisk guza na lewy moczowód spowodował blokadę tej nerki i potrzebne było założenie wewnętrznego cewnika. Nowotwór, na który choruję jest bardzo rzadki i niewiele jest możliwości jego leczenia. Pomocy szukałam w różnych placówkach w Polsce i znalazłam ją w Tomaszowie Mazowieckim, w mieście, który znajduje się ponad 300 km od mojego miejsca zamieszkania. Obecnie po półrocznym przyjmowaniu leku choroba zaczęła się powoli cofać. Lek okazał się skuteczną metodą. Moja Pani doktor powiedziała, że muszę mieć dużo sił i się nie poddawać, bo leczenie jeszcze długo potrwa. Zwracam się z prośbą do ludzi dobrej woli o wsparcie mnie w walce z chorobą. Pieniądze przeznaczę na zakup leku i dojazdy do szpitala. Za każda wpłatę serdecznie dziękuję.

72 038 zł
98%
Tadeusz Rolka, Mława

Walka z mięsakiem

Witam serdecznie, mam na imię Tadeusz, jestem ojcem oraz dziadkiem pięciorga wspaniałych wnucząt. Kocham życie i chcę jeszcze przeżyć wiele wspaniałych chwil. W 2018 roku pojawił się u mnie guz w okolicach prawej łopatki. W sierpniu 2018 roku usłyszałem diagnozę: mięsak okolicy łopatki prawej (myxofibrosarcoma G3). Zostałem skierowany na przedoperacyjną radioterapię. Guz rósł w zastraszającym tempie, do operacji był wielkości dużej pięści męskiej. Operacja odbyła się w październiku 2018 roku. Jeszcze dobrze nie zdążyła zagoić się olbrzymia rana pooperacyjna, a już po pół roku nastąpiła wznowa. Tym razem guz pojawił się na kości łopatki. Zostałem skierowany na trzy cykle chemioterapii, a w październiku 2019 roku została przeprowadzona operacja usunięcia łopatki i przeszczep skóry. Po czterech miesiącach nastąpiła kolejna wznowa, tym razem w bliźnie pooperacyjnej, aw kwietniu 2020 przeprowadzona została trzecia operacja. Po trzech miesiącach pojawiła się następna wznowa. Zostałem skierowany na koleją chemię. Po zakończeniu leczenia chemioterapią, 10 stycznia 2021 roku została przeprowadzona czwarta operacja. Codzienne opatrunki, dojazdy na konsultacje lekarskie, zakup środków farmakologicznych przewyższają moje możliwości finansowe. W tej chorobie bardzo ważne jest pozytywne nastawienie, pomoc bliskich i ich wsparcie. Dziękuję za każdą pomoc i wsparcie i życzę dużo zdrowia!

3 951 zł
79%
Anna Gapińska, SZCZECIN

Pomóż pokryć koszty dojazdów, pobytów i lekarstw.

Jestem 31-letnią szczecinianką, mamą i żoną :) 20 sierpnia 2016 roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę szpikową. Przeszłam cztery cykle chemioterapii w klinice w Szczecinie, każda z nich trwała od 28-36 dni ciągłego pobytu w szpitalu. Jestem po przeszczepieniu szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego (14.03.2017 r.) Znajduję się pod obserwacją Kliniki Hematologii w Szczecinie i Gliwicach, gdzie regularnie mam przeprowadzane niezbędne badania. Wiem już, ze zmieniła mi się grupa krwi na grupę dawcy (z A rh+ na 0 rh+), co jest pozytywnym znakiem, zmienił mi się również kariotyp :) Trzymajcie za mnie kciuki! Moja historia od początku: Poszłam do lekarza rodzinnego 9 sierpnia 2016 r. z osłabieniem, gdzie na podstawie badań krwi stwierdzono u mnie anemię i zalecono przyjmowanie preparatów żelaza na okres trzech miesięcy. Niestety osłabienie po kilku dniach nagle bardzo się nasiliło, więc udałam się do przychodni dyżurnej z myślą, że zapisane kilka dni wcześniej przez mojego wieloletniego lekarza rodzinnego preparaty żelaza mi szkodzą. Byłam wręcz przekonana, że dostanę receptę na nowy/inny lek i wrócę do domu. Niestety dom musiał zaczekać... Lekarz dyżurny do którego trafiłam zapoznał się z moimi wynikami, dokładnie mnie zbadał, w trybie pilnym zlecił morfologię, aby potwierdzić i porównać z wynikiem, który przyniosłam ze sobą. Kilka minut później nie miał już wątpliwości i natychmiast skierował mnie do szpitala z podejrzeniem białaczki. I tak 20 sierpnia 2016 roku trafiłam do Kliniki Hematologii w Szczecinie przy ul. Unii Lubelskiej - tam diagnoza szybko się potwierdziła. Badanie krwi w dniu przyjęcia wykazało 95% blastów. Badanie szpiku potwierdziło diagnozę i już 3 dni później rozpoczęłam pierwszą chemioterapię. Pierwszy cykl leczenia zakończyłam po 28 dniach. Udało się zmniejszyć ilość złych komórek do 2,5%, tym samym znajdowałam się w remisji, czyli miałam dopuszczalną ilość komórek nowotworowych, ilość maksymalnie może wynosić 5%. Później były jeszcze dwa 28-dniowe pobyty w klinice, w trakcie których przyjmowałam kolejne chemioterapie, aby pozbyć się pozostałych komórek nowotworowych. Niestety badanie kontrolne po 3 cyklu wskazało na nawrót choroby (komórki nowotworowe wzrosły powyżej dopuszczalnych 5%). Ponownie musiałam przyjąć bardzo mocną chemioterapię, tym razem dużo mocniejszą niż ta pierwsza. Cykl trwał 36 dni, a przeszłam go bardzo ciężko nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Przeszczep szpiku okazał się jedyną szansa na powrót do zdrowia. Niestety, nawrót choroby, czyli wzrost komórek nowotworowych powyżej 5% rozwiał moje wszelkie nadzieje, że uda mi się przezwyciężyć chorobę na moich zasadach tj. bez przeszczepu, który jest bardzo ryzykownym zabiegiem szczególnie, że musiał być to przeszczep od dawcy niespokrewnionego. Nigdy nie wiadomo, czy szpik się przyjmie... W styczniu 2017 roku rodzina, przyjaciele i znajomi wraz z Fundacją DKMS zorganizowali akcję poszukiwania dla mnie dawcy. Udało się zarejestrować ponad 1700 potencjalnych dawców szpiku! W akcje zaangażowało się cale miasto Szczecin za co jestem wszystkim bardzo wdzięczna! Pod koniec stycznia otrzymałam informację, że znalazł się zgodny Dawca, ale trzeba to jeszcze potwierdzić tzn. dobadać Dawcę, trzymać kciuki, żeby się nie rozmyślił, a następnie szykować się na przeszczep. W lutym 2017 roku otrzymałam informacje, że moje i Dawcy HLA zgadza się 10/10. Wyznaczono mi termin wstawienia się do Centrum Onkologii w Gliwicach na 2 marca 2017 roku. Dzień przed moimi 30-tymi urodzinami, które w myślach planowałam już od roku. Pamiętam, że prosiłam o przesunięcie tego terminu chociaż o 2 dni, ale usłyszałam, że to prezent na urodziny i że nie ma co przekładać. Szybko stwierdziłam, że to najlepszy prezent urodzinowy jaki można sobie wymarzyć będąc w mojej sytuacji... Do marca 2017 r. byłam pod ciągłą opieką Kliniki w Szczecinie (badania szpiku, czy utrzymuje się remisja - bez niej przeszczep nie byłby możliwy). 2 marca stawiłam się do kliniki w Gliwicach - niestety okazało się, że z uwagi na agresywny przebieg mojej choroby konieczna jest również radioterapia, która na początku leczenia nie była nawet brana pod uwagę, a co dopiero jej konieczność. To był dla mnie ogromny szok, bo naświetlanie obejmowało całe ciało i wiązało się z ogromnymi negatywnymi skutkami. Łzy mi ciekły ciurkiem, ale nie miałam innego wyjścia, jak podpisać i dalej walczyć o życie. Przed przeszczepem przeszłam 5-dniowy cykl chemioterapii i 3-dniowy cykl radioterapii całego ciała, następnie w dniu 14 marca 2017 nastąpiło przeszczepienie szpiku od dawcy niespokrewnionego (mężczyzna 27 lat). W klinice w Gliwicach łącznie spędziłam 44 dni i jestem bardzo wdzięczna lekarzom i całemu personelowi medycznemu, który się mną opiekował. Po wyjściu przez 2 tygodnie zostałam w Katowicach, aby być blisko ośrodka przeszczepowego, takie było zalecenie lekarza. Pierwsza kontrola była już po 4 dniach, później co tydzień, co 2 tygodnie, co 3, aż w końcu raz w miesiącu. W październiku ośrodek przeszczepowy zdecydował o kolejnej kontroli za pół roku. Przyznam, ze bardzo się ucieszyłam, bo dojazdy ze Szczecina do Gliwic są dla mnie bardzo męczące. Między wizytami w Gliwicach jestem pod ciągłą opieką kliniki w Szczecinie, gdzie w trakcie leczenia, przed przeszczepem, jak i teraz mam wspaniałą opiekę. Okres pierwszego pół roku po przeszczepie był wyjątkowo trudny... Bardzo dużo mocnych lekarstw, brak siły, bardzo złe samopoczucie, ale i tak uważam, że mimo leżenia "plackiem" przez kilka miesięcy przeszłam to wszystko w miarę łagodnie. Być może tak mi się tylko wydaje porównując moją sytuację z osobami, których już nie ma. Wtedy człowiek uświadamia sobie, że żyje, więc jest dobrze, a wszystko inne jest do zniesienia. Po przeszczepie dwukrotnie przeszłam wirus cytomegalii, który jest wyjątkowo niebezpieczny przy obniżonej odporności. Jednak szybkie jego wykrycie i natychmiastowa reakcja lekarzy pozwoliła na szybkie jego zwalczenie. Zapraszam do śledzenia mojej historii. Dziękuję Wszystkim serdecznie za każde wsparcie :* Pozdrawiam serdecznie Ania

8 790 zł
87%
Tadeusz Krzemiński, Jedlicze

Tadeusz chciałby znowu móc normalnie jeść.

W roku 2007 zdiagnozowano u mnie raka gruczołu ślinowego, węzła chłonnego oraz kości żuchwy. Choroba postępowała bardzo szybko, jedynie szybkie działanie mogło zapobiec dalszemu rozwojowi i doprowadzić do całkowitego wyleczenia. Zostałem skierowany do Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Warszawie. Po wykonaniu badań w dniu 8-go stycznia 2008 roku przeprowadzono operację przeszczepu kości żuchwy, którą zastąpiono kością strzałki nogi lewej. Kość została wzmocniona płytami tytanowymi. Po operacji skierowany zostałem na radioterapię, którą odbyłem w tym samym Instytucie. Radioterapia trwała do końca marca 2008 roku. Następnie regularnie jeździłem na badania kontrolne do specjalistycznej poradni Centrum Onkologii. Według opinii lekarzy choroba ustąpiła całkowicie, ale z ostatecznym orzeczeniem należy poczekać po upływie pięciu lat. W międzyczasie poważnemu pogorszeniu uległ stan mojego uzębienia. Od wystąpienia pierwszych objawów, w ciągu pół roku zęby uległy zaczernieniu i po kolei należało je usunąć. Zęby zostały usunięte w Niepublicznym Zespole Opieki Zdrowotnej w Krośnie w sposób chirurgiczny. Po wygojeniu ran, powstałych po usuniętych zębach, zostały wykonane protezy zębowe, których używałem do roku 2012. W tym właśnie roku wystąpiły komplikacje związane z przeszczepioną kością. Stwierdzono, że płyty tytanowe podtrzymujące kość pękły i uszkodziły ją. W lipcu 2013 roku podczas operacji zostały usunięte płyty tytanowe. Nie był to koniec moich problemów. W Instytucie kilkakrotnie zbierało się konsylium chirurgów onkologów. Stwierdzono jednoznacznie, że pęknięte płyty uszkodziły kość, powodując jej zapalenie. Nie pomogły serie antybiotyków, które zażywałem. W październiku 2013, sierpniu 2014 oraz w lipcu 2015 przeprowadzono operacje chirurgiczne, w wyniku których przeszczepiona kość została usunięta całkowicie. Już wtedy nie było możliwe założenie żadnej protezy zębowej, gdyż nie miała ona oparcia, ze względu na brak dziąsła. Pokarm, który spożywam musiał być zmiksowany bądź bardzo rozdrobniony, ponieważ ze względu na brak uzębienia nie jestem w stanie go pogryźć. Kolejne badania w Warszawie pozwoliły mi dać nadzieję na lepsze życie. Konsylium chirurgów Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi zakwalifikowało mnie na operację, która miała polegać na przeszczepie kości strzałki nogi prawej w miejsce brakującej żuchwy. W dniu 23-go listopada 2016 roku odbyła się w Instytucie Onkologii. Do chwili obecnej pozostaję pod stałą opieką Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi. Jak do tej pory rehabilitacja przebiega pomyślnie. Lekarz prowadzący czekał na całkowite wygojenie ran i podjęcie dalszych kroków leczenia. W dniu 7-go lipca w Instytucie przeprowadzono chirurgiczny zabieg korekty wargi dolnej, która uległa deformacji podczas poprzednich zabiegów. Pragnę zaznaczyć, że pokarm spożywam przez cały czas w formie zmiksowanej lub mocno rozdrobnionej, co jest znacznym utrudnieniem w moim funkcjonowaniu. Ponieważ w Instytucie Onkologii nie wykonuje się operacji typowo stomatologicznych, zostałem skierowany do Kliniki Ortognatyki doktora Jagielaka, współpracującej z tą placówką, która jako jedna z nielicznych wykonuje zabiegi przewidziane dla takich schorzeń, które posiadam. Szczególnie zajmuje się osobami po przebytych chorobach nowotworowych. Niezbędne było w przypadku mojej osoby wszczepienie implantów do przeszczepionej kości, na których osadzona zostanie proteza zębowa. Do niej w tradycyjny sposób dopasowana zostanie proteza górna. Implanty są niezbędne ze względu na brak dziąsła, utraconego podczas poprzednich operacji. Koszt powyższych zabiegów został wyceniony na kwotę ponad 24 tysięcy złotych, których nie posiadam i nie jestem w chwili obecnej w stanie zdobyć. Aktualnie jestem w trakcie wykonywania zabiegów ortognatycznych. Do chwili obecnej koszty leczenia wyniosły około 18 tys. zł (posiadam na to faktury). Aby dokończyć leczenie (nastąpi to prawdopodobnie do połowy lipca br.) muszę zapłacić jeszcze około 6 - 7 tys. złotych. Do tej pory nikogo nie prosiłem o pomoc, gdyż sądziłem, że podołam tym problemom. Oszczędności, jakie posiadaliśmy, zostały wydane w trakcie leczenia (od 2007 roku). Zmuszony byłem zaciągnąć kredyt bankowy, którego spłata pochłania znaczne dochody z mojej emerytury. Skromne zarobki żony oraz moja emerytura nie pozwalają na normalne funkcjonowanie. Niestety nie mogę również liczyć na pomoc najbliższej rodziny, gdyż ich dochody są zbyt skromne, a mimo to w znacznym stopniu mi pomogli podczas choroby.

5 626 zł
80%
Justyna Dąbrowska, Bielsk Podlaski

Cel zbiórki został osiągnięty

Nazywam się Justyna Dąbrowska, mam 50 lat. Jestem mężatką i mamą dwóch dorosłych córek (26 i 22 lata). Kocham życie oraz mam marzenia i plany. W tym roku starsza córka ma ślub i chciałabym móc uczestniczyć w tym ważnym dla niej dniu. A później mam też nadzieję na uczestnictwo w ślubie młodszej córki oraz na możliwość poznania przyszłych wnuków. Niestety wszystkie te marzenia stoją pod znakiem zapytania, ponieważ w maju 2020 roku dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi HER2 dodatni z przerzutami do 5 węzłów chłonnych. Przeszłam 6 chemioterapii przedoperacyjnych, a później operację, podczas której wykonano usunięcie lewej piersi i usunięto kilkanaście węzłów chłonnych. Pomimo i tak ciężkiej dla mnie operacji, okazało się, że sam zabieg nie wystarczył. Obecnie przechodzę rehabilitację, a od 25 stycznia zaczynam radioterapię. Powinnam przyjmować Kadcylę (14 dawek) - lek, który obecnie nie jest refundowany przez NFZ, a w roku 2020 był. Na tę chwilę przyjmuję Tomoxifen (terapia hormonalna) i Trastuzumab - lek w zastępstwie Kadcyli, który brałam podczas leczenia przedoperacyjnego, nie przyniósł jednak oczekiwanych rezultatów. Dzięki zbiórce będę mogła wyzdrowieć, wrócić do pracy, cieszyć się życiem i spełniać marzenia. Proszę o każde wsparcie w walce z rakiem. Dziękuję!

153 576 zł
99%
Sebastian Chojnowski, Gdańsk

Immunoterapia w Niemczech

Pomóż Sebastianowi wygrać najważniejszy mecz w jego życiu - mecz o jego życie! Sebastiana wszyscy znają jako zapalonego sportowca. Wytrwałego, ambitnego, pracowitego i pełnego pasji chłopaka, który realizował każdy swój cel z ogromnym zapałem. Od 6 roku życia grał w tenisa ziemnego. W wieku 8 lat zagrał pierwszy swój turniej, kontynuował swoje pasje jako zawodnik i oprócz tego był trenerem tenisa. W wolnych chwilach jego formą relaksu była siłownia, treningi boksu oraz crossfit. Nie uznawał wymówek ani rzeczy niemożliwych. Podtrzymajmy jego wiarę i determinację, którą zawsze się dzielił i pielęgnował u innych. Choroba rozwijała się niepozornie, zaczęło się od zawrotów głowy, z czasem zaczęły się problemy ze wzrokiem, które utrudniały mu pracę na korcie. W 2019 roku zdiagnozowano u Sebastiana glejaka II stopnia (nieoperacyjnego guza mózgu). Świat się zawalił, ale piłka nadal była w grze i walka zaczęła się od protonoterapii w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Krakowie. Obecnie przyjmuje 6, ostatni cykl chemioterapii na oddziale onkologii w Gdańsku. Aby walka była skuteczna potrzebna jest kontynuacja i szukanie pomocy za granicą - jak wiadomo badania, leczenie oraz konsultacje tam są bardzo kosztowne. Sport był jego całym życiem. Zawsze miał w sobie ducha walki, który go nie opuszcza nawet do dnia dzisiejszego. Od dziecka był okazem zdrowia, niemal w ogóle nie chorował, dbał o siebie i zawsze prowadził zdrowy tryb życia, dlatego wiadomość o nieuleczalnej chorobie wydawała się być absurdem i była największym szokiem w życiu jego i jego bliskich. Zapraszamy na ”trybuny”, aby wesprzeć Sebastiana w meczu, gdzie stawką jest jego życie. Aby piłka nadal była w grze, prosimy Państwa o pomoc.

198 550 zł
99%
Jolanta Kaczmarska, Radom

Leczenie onkologiczne

W styczniu 2022 zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Moja walka dopiero się zaczyna, wierzę, że uda mi się pokonać raka. Mam 8-letnią córkę, dla której zrobię wszystko, by być zdrowa. Siły dodają mi pełnoletnie córki i najbliższa rodzina. Środki pieniężne przeznaczę na dojazdy do szpitala, konsultacje medyczne, leki. Dziękuję za okazane wsparcie.

13 484 zł
89%
Monika Kasprzak, Szczecin

Mama Oskara walczy z chłoniakiem

Witam, chciałabym bardzo podziękować darczyńcom za przekazani środków na konto fundacji jak i 1 % z podatku. Na tę chwilę jestem pod stałą kontrolą poradni onkologicznej, gdyż chłoniak jest w remisji. Bardzo dziękuję za dotychczasowe i kolejne przekazywanie wpłat. Będą wykorzystane na dalsze leczenie. DZIĘKUJĘ! Mam na imię Monika, mam 40 lat i wspaniałego, 17-letniego syna Oskara. Jestem osobą energiczną, uwielbiam spędzać każdą wolną chwilę na spacerach z synem, mężem i naszym ulubionym pupilem - Ivarem. W wolnym czasie jeżdżę też do mojej siostry bliźniaczki - Ani i do jej dzieciaczków, z którymi wspólnie spędzamy czas. Moja siostra jest dla mnie wielkim wsparciem. Ona również jakiś czas temu przechodziła chorobę nowotworową swojej córki. Mam również wspaniałych rodziców, którzy mnie wspierają. Wroku 2013 lekarze zdiagnozowali u mnie chorobę nowotworową - chłoniaka grudkowego. Nowotwór ten jest bardzo podstępny, bo rozwija się u człowieka kilka lat i nie daje żadnych objawów. I tak było u mnie. Przeszłam już 2 operacje wycięcia węzłów chłonnych. Niestety, aby powstrzymać chorobę potrzebna była chemioterapia, która składała się z 8 cykli, ale okazało się, że organizm nie zareagował i podano mi dużo mocniejszą następną chemię - również 8 cykli. Był to bardzo ciężki okres w moim życiu: wymioty, zawroty głowy, brak apetytu, grzyb w jamie ustnej, a co za tym idzie duża utrata wagi, brak siły, no i co może być najgorszego dla kobiety - bardzo szybka utrata włosów. 14 lat temu moja siostrzenica, Weronika przechodziła chorobę nowotworową i wiem, jak to wygląda. Człowiek płaci za prywatną diagnostykę, w związku z długimi kolejkami do badań w ramach NFZ, do tego dochodzą duże wydatki związane z leczeniem i dodatkowymi konsultacjami. Na to wszystko potrzebne są pieniądze. Aktualnie nowotwór jest w remisji, choroba jest uśpiona, ale guzy nowotworowe nadal występują, więc jestem pod stałą opieką lekarską, gdyż choroba może zaatakować w każdym momencie. Muszę nadal kontrolować swój stan zdrowia chodząc na prywatne wizyty lekarskie, co wymaga dużych nakładów finansowych. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o przekazywanie wsparcia finansowego na rzecz mojego leczenia. Za każdą pomoc serdecznie dziękuję! Monika Kasprzak

18 350 zł
91%
Jakub Andrzejczak, Ozorków

Leczenie pochłonęło już wszystkie oszczędności Kuby.

Witam serdecznie, nigdy nie lubiłem pisać o sobie, dlatego też napiszę krótko. Mam na imię Kuba i mam 36 lat. Jestem tatą cudownej dziewczynki – Amelki. Moja kochana córeczka ma 10 lat i dla niej chcę i muszę żyć. Pragnę uczestniczyć w każdym etapie jej życia oraz patrzeć jak dorasta. Zaczęło się niewinnie od małej kuleczki pod językiem, niestety z dnia na dzień stawała się ona coraz większa. W lutym 2016 r. udałem się do lekarza pierwszego kontaktu. W trybie natychmiastowym zostałem skierowany do Poradni Specjalistycznej w Łodzi, z podejrzeniem zmiany nowotworowej. Po badaniu histopatologicznym diagnoza była jednoznaczna - nowotwór złośliwy dna jamy ustnej. W jednej chwili świat mi się zawalił, w głowie pojawiło się wiele pytań. Dlaczego? Jak to możliwe? Co dalej? To nie może być prawda! Przeprowadzono kolejne badania, niestety to nie był koniec złych wiadomości: większość węzłów chłonnych także została zaatakowana. Na szczęście trafiłem pod opiekę wspaniałego zespołu lekarzy w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr. 1 w Łodzi, który jednoznacznie stwierdził, iż zmiany te nadają się do natychmiastowego usunięcia. Termin operacji wyznaczono na 11 marca 2016 r. Usunięto mi większość węzłów chłonnych, do których były już przerzuty. Niestety część języka także została usunięta. Podczas operacji okazało się, iż lekarze musieli mi usunąć większą część zębów, dlatego też będę potrzebował protezy. Czekają mnie dalsze badania oraz konsultacje, radio i chemioterapia, a także długotrwała rehabilitacja. Muszę nauczyć się mówić na nowo. Dojazdy oraz odpowiednia dieta, którą musiałem stosować przed operacją, w szybkim stopniu pochłonęły moje nieduże oszczędności. Duże wsparcie oraz pomoc okazuje mi najbliższa rodzina oraz znajomi. Pomagają finansowo oraz wspierają psychicznie. Na dzień dzisiejszy posiadam orzeczenie o całkowitej niezdolności do pracy, nie mogę podjąć jakiejkolwiek pracy. Przyznano mi rentę w wysokości 500 zł miesięcznie, która nie wystarcza nawet na podstawowe zobowiązania, leki oraz dietę, którą muszę stosować. Nigdy nikogo o nic nie prosiłem, ale będę wdzięczny za każdą okazaną mi pomoc oraz za każdą złotówkę. P.S. Proszę wszystkich, abyście nigdy nie bagatelizowali zmian, jakie zachodzą w Waszym ciele, zawsze lepiej zapobiegać niż później leczyć! Aktualizacja: W sierpniu 2021 roku miałem kontrolne TK twarzoczaszki i niestety, ale wszystko powróciło na nowo, nie za długo mogłem cieszyć się, że choroba odeszła. Ona ciągle jest i na nowo przypomniała o sobie. Zmiany powstały po przebytej radioterapii, żuchwa znacznie osłabiła się - destrukcja tkanki kostnej lewego ramienia żuchwy z naciekiem sąsiadujących tkanek miękkich żuchwy. W październiku pobrali mi na nowo materiał do badania histopatologicznego. Zmiana silnie krwawi - materiał krwisty, w rozmazach kres, drobne strzępy ziarniny oraz komórki zapalne - taki otrzymałem opis mikroskopowy pobranego materiału. Niestety decyzja była jednoznaczna i nieodwracalna, zakwalifikowali mnie do paliatywnej chemioterapii, którą miałem 17-19 stycznia 2022 roku (Cisplatin-Ebewe oraz 5-Fluorouracil-Ebewe - podane leki). Obecnie jestem bardzo słaby po przebytej chemioterapii, opiekę sprawują nade mną rodzice, którzy także są schorowani i sami potrzebują pomocy (tata po wypadku komunikacyjnym, a mama z orzeczeniem o całkowitej niezdolności do samodzielnej egzystencji), ale jakoś musimy sobie radzić. Kolejną dawkę mam zapisaną na 7-9 lutego 2022 roku. Powiatowy Zespół ds. Orzekania o Niepełnosprawności wydał mi orzeczenie do listopada 2024 roku o stopniu UMIARKOWANYM, przez co nie należą mi się żadne dodatki z tytułu choroby i przysługuje tylko renta z ZUS. W obecnej chwili nie jestem w stanie wykonywać jakiejkolwiek pracy zarobkowej, a decyzją ZUS NIE MOGĘ, gdyż na decyzji mam całkowitą niezdolność do pracy do października 2022 roku. Renta nie wystarcza mi na podstawowe zobowiązania, leki, dojazdy na wizyty lekarskie, odpowiednią dietę. Najbliżsi pomagają jak mogą, wspierają finansowo i psychicznie.

3 339 zł
66%
Edward Zabłocki, Szczecin

Przeszedł przeszczep szpiku, ale wciąż potrzebuje drogich leków.

Mam na imię Edek, mam 36 lat i pochodzę z małej miejscowości koło Koszalina. Od 13 lat mieszkałem oraz pracowałem w Szczecinie. Mam wspaniałą rodzinę u swego boku - ukochaną żonę oraz 4-letniego synka, którzy wspierają mnie w trudnych chwilach. 3 grudnia 2013 mój świat runął w gruzach, lekarze postawili diagnozę - OSTRA BIAŁACZKA SZPIKOWA i wszystko przestawiło się o 180 stopni. Jeszcze przed diagnozą każdy mój dzień wypełniony był aktywnością i planami na spełnianie marzeń. Moje marzenia się przewartościowały i zrozumiałem, jak ulotne jest życie. Mam dwóch braci, niestety żaden z nich nie może być dla mnie dawcą. Moim największym marzeniem było znalezienie swojego brata bliźniaka, który da mi szansę na drugie życie, bym mógł znów podróżować, fotografować, abym mógł z dumą patrzeć jak rozwija się i rośnie mój syn, bym mógł zagrać z nim w piłkę, nauczyć jazdy na rowerze, a kiedyś rozpieszczać wnuki. W dzisiejszych czasach rarytasem jest wygrana w LOTTO, a ja tylko marzyłem, aby znalazł się ktoś, kto mógłby podarować mi cząstkę siebie. Gdy w czerwcu kilka dni przed własnym ślubem zadzwonił telefon, usłyszałem nieznany głos w słuchawce - znaleźliśmy dla pana dawcę - to był najwspanialszy prezent, jaki mogłem kiedykolwiek dostać od życia. To była radość, euforia, której nie da się opisać. Tuż po ślubie pojechaliśmy na dodatkowe badania, na których okazało się, iż zgodność jest 100%. W lipcu trafiłem do szpitala w Poznaniu, gdzie przygotowywali mnie do przeszczepu. Chemia przed samym przeszczepem była najgorszą chemią, jaką miałem, musiała zniszczyć wszystkie komórki - te chore, i zdrowe. Chwila grozy nastąpiła, kiedy 4 sierpnia, w dzień kiedy miał się odbyć przeszczep, przyszedł lekarz i powiedział, że z przyczyn niezależnych od nas musimy przełożyć termin. Pojawiło się rozczarowanie, smutek, lęk - co dalej? Ale wiedziałem, że nie mogę się poddać i muszę być silny dla mojej rodziny. 8 sierpnia dostałem nowe Życie - to moje drugie narodziny. Było ciężko, były chwile zwątpienia, że nie dam rady. Jestem już po przeszczepie 5 miesięcy, dochodzę powoli do siebie. Jestem pod stałą opieką lekarzy, po kilka razy w miesiącu jeżdżę na kontrole do Poznania, muszę przyjmować bardzo drogie leki, w międzyczasie przeszedłem 2 razy zapalenie płuc, które było dla mnie bardzo groźne. Niestety lekarze na dzień dzisiejszy nie wiedzą, kiedy i czy w ogóle będę mógł wrócić do pracy. Leczenie oraz wyjazdy na kontrole do Poznania są bardzo kosztowne, dlatego bardzo proszę o pomoc. Za wszelkie nawet najdrobniejsze wsparcie materialne z Waszej strony z całego serca DZIĘKUJĘ!

5 122 zł
73%
Juliusz Kubiak, Odolanów

Pokrycie pierwszego etapu leczenia raka wątroby i skóry

Mam na imię Juliusz, mam 50 lat, jestem kochającym mężem i ojcem wspaniałej, niespełna trzynastoletniej córki, Aleksandry. Do tej pory wiodłem spokojne, szczęśliwe życie. Aczkolwiek już w wieku szkolnym zachorowałem na chłoniaka, walka trwała 3 lata. Zakończyła się sukcesem. Myślałem, że to co najgorsze jest już poza mną, niestety myliłem się... Po ponad 30 latach choroba znowu się odezwała - tym razem rak wątroby z przerzutami do węzłów chłonnych oraz nowotwór podstawnokomórkowy skóry. Obecnie jestem po operacji guza wątroby oraz usunięciu węzłów chłonnych. Kolejna operacja zmiany skórnej planowana jest na 10 lutego. Dalsze leczenie to chemioterapia, jednak jak się okazało w moim przypadku lek Nexavar 200 (substancja czynna - sorafenib) nie jest refundowany przez NFZ. Dlatego mam ogromną prośbę do ludzi dobrej woli o wsparcie finansowe, dzięki któremu mógłbym pokryć koszty zakupu leku oraz leczenia. Wstępne koszty pierwszego etapu leczenia zostały określone na poziomie 20.000 zł.

17 943 zł
89%
Mirosław Klinert, Łomża

Pomóżcie mi wygrać z rakiem - międzybłoniakiem opłucnej

Mam na imię Mirosław i mam 69 lat. Mam kochającą żonę i kochającego syna, który dał mi wspaniałe wnuki. Od niedawna razem z żoną Elżbietą przeszliśmy na emeryturę. W końcu przyszedł upragniony czas, kiedy możemy zacząć razem cieszyć się życiem. Niestety w zeszłym roku zacząłem bardzo szybko się męczyć i pocić. Poszedłem do lekarza, który skierował mnie na tomografię komputerową, ponieważ miał podejrzenie, że mogę mieć raka. Okazało się, że mam międzybłoniaka opłucnej z towarzyszącym płynem w lewej jamie opłucnej. Dnia 22.04.2021 wykonano zabieg zwany wideotorakoskopią – ewakuację płynu z biopsją opłucnej oraz pleurodezę chem.(talk). Po zabiegu zastosowano chemię (6 cykli) i zaczęło się codwutygodniowe jeżdżenie do kliniki do Białegostoku, kolejne badania przed każdą chemią i kontrolne po chemii. W chwiliobecnej rozpocząłem proces leczenia zwany immunoterapią. Muszę co dwa tygodnie stawiać się do szpitala na dawkę leku. Całe życie pracowałem w służbie zdrowia i wiem, jaki długi i drogi jest proces leczenia, jak wysokie są koszty dojazdów, konsultacji oraz leków. Dzisiaj mnie to spotkało. Bardzo proszę o wsparcie finansowe w jakiejkolwiek kwocie, oboje z żoną utrzymujemy się z emerytury, a każda złotówka pomoże mi w leczeniu.

27 857 zł
92%