Zbiórki

Ewelina Rękawiecka, Maszewo

Pomóż mi wrócić do zrowia

Mam na imię Ewelina i mam 43 lat. Jestem żoną i przede wszystkim mamą trójki wspaniałych dzieci (19,15 i 2 latka). Do sierpnia 2025 roku byłam aktywna zarówno zawodowo jak i prywatnie, pełna energii, mnóstwa planów i marzeń. Diagnoza – rak potrójnie ujemny - wywróciła mój cały dotychczasowy świat do góry nogami. Z uwagi na rodzaj i parametry nowotworu, który jest jednym z najcięższych typów raka piersi (szybko rośnie, często daje przerzuty i ma ograniczone możliwości leczenia) w jednej chwili straciłam pewność dotychczasowego życia a pojawił się lęk o jutro i walka o życie. W styczniu kończę bardzo ciężki, pierwszy etap leczenia, który składa się z 16 cykli chemii (12+4). To było sześć miesięcy strachu, bólu, ogromnego osłabienia organizmu i lęku. Ale przede mną kolejne etapy, również niezwykle trudne - obustronna mastektomia, radioterapia oraz kontynuacja immunoterapii. Po zakończeniu leczenia muszę pozostać pod regularną opieką specjalistów. To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami (choć główne leczenie odbywa się w ramach NFZ): -koszty dojazdów do Warszawy (ponad 100km) zarówno na cotygodniowe wlewy, jak i mnóstwo wizyt i konsultacji; -prywatne wizyty i konsultacje ze specjalistami z zakresu onkologii, chirurgii i wielu innych (ponieważ terminy wizyt i badań w ramach NFZ czasami są zbyt odległe a przy tym typie raka czas ma ogromne znaczenie); -zaawansowana i długotrwała rehabilitacja po operacji (terapia manualna i ćwiczenia fizyczne: drenaż limfatyczny, terapia blizny, automasaże, ćwiczenia zakresu ruchu ręki i ogólnokondycyjne), specjalne staniki, kliny i rękawy przeciwobrzękowe; -możliwość skorzystania z terapii nierefundowanych, które zwiększają szanse na utrzymanie remisji. Przede mną jeszcze długa i trudna droga, ale bardzo wierzę w to, że dam radę ponieważ bardzo chcę żyć jak najdłużej - dla siebie, dla moich dzieci, męża i mojej rodziny. Pragnę jak najszybciej wrócić do normalności, do pracy, do realizacji moich planów i marzeń. Każda pomoc to dla mnie wsparcie w dalszym leczeniu, szansa na zdrowie i życie. Za każdą pomoc dziękuję z całego serca. ❤️

0 zł z 100 000 zł
0%
Przemysław Kurzyński, Międzyrzecz

Ratujmy życie Przemka - razem możemy więcej

Mam na imię Kamila i piszę te słowa by ratować życie Przemka- ojca dwójki naszych dzieci. Nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o taką pomoc, jednak sytuacja, z którą przyszło nam się zmierzyć zmusiła mnie by założyć tą zbiórkę. Jeszcze niedawno żyliśmy zwyczajnym życiem – pracą, domem, planami na przyszłość. Wszystko zmieniło się 4 lipca 2025 r, kiedy podczas gastroskopii usłyszeliśmy diagnozę, która odebrała nam spokój i poczucie bezpieczeństwa: Złośliwy rak przełyku. Poczułam jak grunt osuwa się spod naszych nóg. Przemek rozpoczął natychmiastową walkę. Przeszedł radiochemioterapię, wierząc, że leczenie pozwoli na operację i da realną szansę na życie. Niestety - terapia nie przyniosła oczekiwanych efektów, a mąż nie został zakwalifikowany do operacji. Najbardziej bolesne jest to, że w takim momencie system NFZ skreśla takich pacjentów. Gdy pierwsze leczenie nie zadziała, jedyną odpowiedzią jest czekanie - minimum 6 miesięcy na kolejną kwalifikację. Dla chorego na agresywnego raka czas jest czymś, czego nie mamy. Nie możemy pozwolić sobie na bezczynne czekanie, gdy stawką jest życie i przyszłość naszej rodziny. Dlatego staramy się o przyjęcie Przemka do specjalistycznego szpitala w Berlinie, gdzie możliwe jest dalsze leczenie i inne metody terapeutyczne. Niestety, leczenie za granicą wiąże się z ogromnymi kosztami, które przekraczają nasze możliwości finansowe. Zbieramy środki na: specjalistyczne leczenie w Niemczech konsultacje i diagnostykę leki i terapię nierefundowaną dojazdy i pobyt związany z leczeniem Każdego dnia patrzę na Przemka, który walczy nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla naszych dzieci. Chce żyć. Chce być ich tatą i patrzeć jak dorastają. Z całego serca proszę - pomóżcie nam zawalczyć o życie Przemka. Każda wpłata - nawet najmniejsza, każde udostępnienie tej zbiórki daje nam nadzieję, że damy sobie z tym radę, że to pokonamy i będziemy mogli znów cieszyć się życiem RAZEM. Dziękujemy za każdą okazaną pomoc, wsparcie i dobre słowo. 💙

17 228 zł z 60 000 zł
28%
Aneta Pieróg, Głębowice

Zbiórka dla Anety

Mam na imię Aneta, mam 53 lata. W lipcu podczas rutynowego badania wykryto u mnie zmianę na jajniku, niestety okazała się złośliwa. We wrześniu przeszłam pierwszą operację, a miesiąc później drugą. Teraz chemioterapia i dalsze leczenie. Do czasu choroby byłam aktywna zawodowo, czego bardzo mi brakuje. Teraz skupiam się na powrocie do zdrowia. Moja rodzina bardzo mnie wspiera i dla nich zrobię wszystko, żeby znów być zdrową i cieszyć się życiem razem z nimi. Proszę o wsparcie finansowe na leczenie i rehabilitację. Jestem pełna nadziei i optymizmu, że pokonam chorobę!

0 zł z 50 000 zł
0%
Nataliia Yakubiak, Warszawa

Szansa na zdrowie – walka z rakiem piersi

Nazywam się Natalia Ykubiak, Jeszcze niedawno żyłam spokojnie, w gronie rodziny, z planami i marzeniami na przyszłość. Niestety usłyszałam diagnozę, która wszystko zmieniła - rak piersi z przerzutami. Jestem w trakcie chemioterapii. Po jej zakończeniu czeka mnie operacja - amputacja piersi, a następnie radioterapia. Przede mną długie i bardzo wymagające leczenie. Zbiórkę założyłam, aby móc skupić się na walce o zdrowie - leczenie, leki i dojazdy wiążą się z ogromnymi kosztami. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, ma dla mnie ogromne znaczenie. Proszę, pomóżcie mi zawalczyć o przyszłość, w którą jeszcze tak bardzo chcę wierzyć.

20 zł z 10 000 zł
0%
Maciej Opiłka, Warszawa

Wsparcie leczenia Maćka!

Mam 40 lat. W dniu moich urodzin usłyszałem, że mam przerzuty.Dwa lata temu wykryto u mnie raka pęcherza. Był bardzo agresywny, ale uchwycony wcześnie - lekarze usunęli pęcherz i wtedy myśleliśmy, że wygrałem. Niestety, od tamtej chwili moje życie zmieniło się na zawsze. Do końca życia muszę korzystać z cewników - codziennie kupuję nowe, jednorazowe zestawy, które są ogromnym obciążeniem finansowym. Starałem się żyć normalnie. Przez całe życie pracowałem jako cieśla-stolarz i rozwijałem własną firmę - to zawsze była moja pasja, nieustająco rozwijałem się na wszelkiego rodzaju kursach oraz uzyskałem dokumenty czeladnicze, aby podnosić jakość swoich usług i kwalifikacji. Studiowałem budownictwo, byłem już na czwartym roku, miałem pisać pracę inżynierską, oczywiście związaną z budową domów w konstrukcji drewnianej. Choroba przerwała te plany, ale nie odebrała mi marzeń. Planowałem budowę naszego wymarzonego domu według mojego własnego projektu, razem z narzeczoną szukaliśmy działki, układaliśmy wspólną przyszłość.Tuż przed kolejną, druzgocącą diagnozą zaręczyliśmy się. Myśleliśmy, że zaczynamy nowy, piękny etap. Zamiast tego usłyszeliśmy - „są przerzuty”. W Norwegii walczyłem ponad 9 miesięcy - chemioterapia, radioterapia, szpitalne ściany zamiast warsztatu i planów. Lekarze zrobili wszystko, co mogli, ale powiedzieli wprost: nie mają już pomysłów, jak mnie leczyć.Moja mama zmarła na raka. Przeszedłem z nią całą tę straszną, wyniszczającą i odbierającą godność drogę. Wiem, jak wygląda walka o życie i godność od podszewki - nie tylko teoretycznie, ale przez każdy dzień i każdą decyzję.A ja nie mogę się poddać. Mam narzeczoną, mam córkę, która w tym roku zaczyna studia. Chcę być przy niej, kiedy wchodzi w dorosłość. Chcę jeszcze budować, tworzyć, żyć - a nie tylko patrzeć, jak choroba powoli odbiera mi każdy dzień.Dlatego przenoszę leczenie do Polski. Tutaj mam szansę kontynuować terapię. Czeka mnie intensywna rehabilitacja, tlenoterapia, suplementacja - wszystko, co może odżywić i zregenerować moje ciało. To są ogromne koszty, których sam nie udźwignę, ponieważ nie jestem w stanie wykonywać mojego zawodu. Piszę do Ciebie z prośbą o pomoc. Każda wpłata, każde udostępnienie, każda najmniejsza forma wsparcia to dla mnie szansa na kolejne dni, tygodnie, miesiące życia. Na bycie ojcem, partnerem, przyjacielem - a nie wspomnieniem.Nie poddaję się. Ale sam nie dam rady. Potrzebuję Ciebie.

0 zł z 1 000 000 zł
0%
Jacek Gardener, Łowicz

Na leczenie nowotworu złośliwego

Zbieram na leczenie nowotworu złośliwego przełyku i żołądka. Chemioterapia i dalsze leczenie będzie kosztowne. Bardzo dziękuję za każde wsparcie finansowe. Przez całe życie jestem związany z triathlonem, uprawiałem go 35 lat. Chciałbym do tego wrócić, bo jest to całe moje życie. Nadzieja o powrocie motywuje mnie do dalszej walki z rakiem.

42 666 zł z 110 000 zł
38%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

102 725 zł z 600 000 zł
17%
Halyna Bokareva, Warszawa

Pomóżcie uratować moją mamę

Nic nie zapowiadało nieszczęścia do 05.12.2025 r., kiedy to słowa lekarza zabrzmiały jak wyrok i moje życie podzieliło się na "przed" i "po". Nigdy nie myślałam, że będę musiała prosić o pomoc dla najbliższej mi osoby – mamy, która przez całe życie była przy mnie i była dla mnie największym wsparciem. Straszne jest nawet pomyśleć, że ta choroba może odebrać mi to, co najdroższe, dlatego błagam, krzyczę i bardzo proszę: POMÓŻCIE URATOWAĆ MOJĄ MAMĘ!!!

0 zł z 100 000 zł
0%
Joanna Gackowska, Brzezinko

Pomóż przejść przez leczenie raka piersi

Nazywam się Asia, mam 37 lat. Jestem mamą i żoną, jeszcze niedawno - aktywną zawodowo, pełną marzeń, planów i energii. Moje życie wyglądało zupełnie inaczej, zanim 24 kwietnia 2025 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała cały mój świat. Mam raka piersi potrójnie dodatniego, hormonozależnego. Za mną 6 bardzo ciężkich cykli chemii, które przeszłam z ogromnym trudem. Jestem po operacji oszczędzającej z usunięciem wszystkich węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie radioterapia, hormonoterapia oraz kolejny rok chemii uzupełniającej - 14 cykli co 3 tygodnie. Do tego dochodzi leczenie kości kwasem zoledronowym. Bardzo chcę żyć jak najdłużej - dla siebie, dla mojej rodziny. Chcę wrócić do normalności, do pracy, do moich pasji i marzeń. Chcę mieć przyszłość. Leczenie onkologiczne wiąże się jednak z ogromnymi, stale rosnącymi kosztami. Niektórych rzeczy nie da się wykonać na NFZ, bo terminy są zbyt odległe, a w mojej sytuacji czas ma kluczowe znaczenie. Dlatego część usług muszę opłacać prywatnie, żeby nie opóźniać leczenia. Koszty, które ponoszę: - Wyleczenie zębów, aby móc rozpocząć leczenie kwasem zoledronowym – ok. 3000 zł - Rehabilitacja ręki po usunięciu węzłów chłonnych (sznury limfatyczne) – 180 zł za jeden zabieg - Kremy do radioterapii, suplementy, wsparcie organizmu – ok. 300 zł miesięcznie - Leki łagodzące skutki uboczne chemii, których nie refunduje NFZ - Dojazdy na chemię i badania – 60 km w jedną stronę, co przy częstych wizytach generuje duże koszty paliwa - Wizyty prywatne u specjalistów, gdy kolejki na NFZ są zbyt długie Przede mną długa i trudna droga, ale wierzę, że dam radę. Chcę zrobić wszystko, żeby wyzdrowieć, odbudować siły i przejść przez ten rok leczenia jak najlepiej. Chcę na nowo marzyć, choć strach przed wznową i przerzutami jest ogromny. Każda pomoc to dla mnie realna szansa na dalsze leczenie, na zdrowie, na życie. Dziękuję za każde wsparcie z całego serca. ❤️

449 zł z 10 000 zł
4%
Kobra Akbar Dashti, Pune

Chcę żyć - zbieram na chemioterapię

English version below Piszę w imieniu mojej ukochanej nauczycielki jogi - Gulnaaz. Wspaniałego człowieka, silnej kobiety i wrażliwej nauczycielki. Gulnaaz ma raka piersi. Dwa miesiące temu przeszła mastektomię. W zeszłym tygodniu rozpoczęła chemię. Przed nią dalsze leczenie. W Indiach tylko najzamożniejsi posiadają ubezpieczenie. Niestety, Gulnaaz za wszystkie zabiegi oraz leki płaci sama. Od kiedy jest chora, nie pracuje, co oznacza, że nie zarabia. Gulnaaz zaczęła praktykować jogę jako nastolatka. Do dzisiaj nie robi niczego innego. Całe życie pomagała innym. Jej dobre serce, skromność i oddanie uczniom zawsze mnie wzruszało. Teraz też nie narzeka i o nic nie prosi. To ja chcę Jej pomóc. W Indiach warunki leczenia są inne niż w Polsce. Chorych jest bardzo dużo. System jest niewydolny. Wiele rzeczy pacjent musi sam dostarczyć. Gulnaaz była kilka razy w Polsce. Zna naszą gościnność i szczodrość. Pokażmy Jej, że nie jesteśmy obojętni. Jeśli możesz pomóc i wpłacić chociażby najmniejszy datek, będę wdzięczna. Dziękuję! I WANT OT LIVE - A FUNDRAISING FOR CHEMOTHERAPYI am writing to you on behalf of our beloved Iyengar Yoga teacher - Gulnaaz: an incredible human being, strong woman and empathetic teacher.Gulnaaz has Brest cancer. Two months ago she underwent mastectomy and last week she started her chemo journey. There’s a long way ahead of her and in India only the wealthiest are able to get their insurance. Unfortunately, Gulnaaz has to pay for all the medical procedures and medication herself. Since she got sick, she hasn’t been able to work, therefor she's not making any money. Gulnaaz started to practice when she was just a teenager and to this day she hasn’t worked in any other way.She spent her life helping others, her kind heart, humbleness and devotion to her students always moved me in a profound way. She doesn’t complain, neither has she asked for anything, I just want to help her.In India the healthcare system works very differently to the Polish one. The system is overwhelmed with the amount of people needing help, so the responsibility of providing many essential things for treatment fall on the patient.She has been to Poland a couple of times, she got a taste of out hospitality and generosity first hand, let’s show her we are not indifferent. If you could help with the tiniest donation, I’ll be very thankful.

20 430 zł z 50 000 zł
40%
Małgorzata Beczek-Patoka, Warszawa

Leczenie celowane

Styczeń 2009 r.: diagnoza rak piersi, potem mastektomia lewostronna, chemia, rehabilitacja, pięcioletnie leczenie uzupełniające (hormonoterapia), rekonstrukcja. Udało się, 16 lat mija w styczniu 2025 r., ale marzec przynosi niespodziankę, Najpierw badania, a w czerwcu diagnoza: rak piersi (prawa strona), jeden guz nawet mały. W lipcu operacja, mastektomia z rekonstrukcją. Nie byłam zła, nie załamałam się, myślałam "trudno, przeszłam to już raz, dam radę". Wyniki histopatologii i kolejna niespodzianka: guz to nic, małe 2 mm guzki okazały się naciekowe, został jeszcze jeden na mięśniu. We wrześniu druga operacja, znów zaczęłam leczenie onkologiczne. Potrzebuję wykonać płatne badania do leczenia celowanego płatne. Mam jednak dylemat: wydać pieniądze teraz na badania 7500 zł czy mieć pieniądze na opiekę nad mamą (82 lata). Mama jest po udarze, w zeszłym roku przewróciła się, złamała biodro, teraz jest osobą leżącą, wymaga rehabilitacji (płatna), pampersów, leków, opiekunki, kiedy ja jestem w szpitalu. Teraz mam naświetlania, potem leczenie uzupełniające (hormonoterapia), co pół roku kroplówka, rokowania dobre, ale leczenie potrwa 7-8 lat. Jestem zła, bo myślę, że aby się leczyć, to trzeba być zdrowym, młodym i bogatym. Ale nie poddałam się, a 10 października 2025 r. wzięłam ślub. Będę wdzięczna za każde wsparcie.

1 300 zł z 7 500 zł
17%
Małgorzata Kitzman, bydgoszcz

Abdominoplastyka powłok brzusznych +liposukcja

W 2019 dowiedziałam się, że mam raka jajnika, i to ogromnych rozmiarów. Brzuch mi rósł jak szalony. W sierpniu 2019 wycięto mi tego guza, a w wyniku histopatologicznym wyszło, że to nowotwór złośliwy. We wrześniu 2019 usunięto mi cały narząd macicy z przydatkami. Po tych dwóch operacjach zrobiła mi się przepuklina. Chirurg, do którego się udałam, powiedział, że aby zabieg chirurgiczny przepukliny był możliwy, muszę schudnąć. Niestety w moim przypadku konieczna była operacja bariatryczna i w 2022 roku ją wykonano. Schudłam w rok czasu 46 kg. W listopadzie 2023 przeszłam planową operację przepukliny brzusznej. Od tamtej pory skóra na brzuchu bardzo mi wisi. Utworzył się fałd, który bardzo mi przeszkadza i obciąża mój kręgosłup. Skóra jest ciężka, pojawiają się problemy skórne, najgorsze w upalne dni. Dodatkowo nie mogę nawet stać za długo w jednym miejscu, bo zaczyna boleć mnie brzuch i plecy. Tu już nie chodzi o estetykę, bo realnie cierpi moje zdrowie! Potrzebna mi jest operacja abdominoplastyki brzucha+liposukcja. Niestety w Polsce ta operacja nie jest refundowana. Można ją zrobić jedynie prywatnie lub wyjechać za granicę. Taka operacja to ogromne koszta od 30.000 do 40.000 zł, których nie posiadam i nie dam rady uzbierać. Utrzymuje się z renty i z ledwością starcza mi na podstawowe rzeczy. Proszenie o pomoc nie jest łatwe. Ciężko mi to przychodzi, ale nie mam innego wyjścia. Na szali leży moje zdrowie, a o nie muszę zadbać. Jeżeli możecie mnie wesprzeć w choć małym stopniu, będę bardzo wdzięczna. Wierzę, że z Waszą pomocą będzie jeszcze dobrze! Małgosia

0 zł z 35 000 zł
0%