Zbiórki

Joanna Kupczak, Ruda Śląska

Rak odebrał mi zdrowie. Pomóż mi odzyskać nadzieję

Jeszcze niedawno moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Dziś każdego dnia walczę o zdrowie i próbuję poradzić sobie z rzeczywistością, której nigdy się nie spodziewałam. Zachorowałam na raka piersi. Początkowo usłyszałam, że zmiana jest łagodna. Miałam nadzieję, że najgorsze już za mną i że uda mi się wrócić do normalnego życia. Niestety, później okazało się, że rak jest złośliwy i pojawiły się przerzuty. Choroba zabrała mi poczucie bezpieczeństwa i możliwość normalnego funkcjonowania. Moje dni wypełniają wizyty u lekarzy, badania i leczenie. Niestety, przez chorobę nie jestem w stanie normalnie pracować i zarabiać na swoje utrzymanie. ZUS odmówił mi przyznania renty. Zostałam bez środków do życia i coraz trudniej jest mi pokryć nawet podstawowe wydatki. Nie proszę o pieniądze na wygodne życie. Proszę o pomoc w przetrwaniu tego trudnego czasu - o możliwość kupienia leków, opatrunków, opłacenia dojazdów na leczenie i zaspokojenia podstawowych potrzeb związanych z leczeniem. Wiem, że takich próśb jest wiele, dlatego tym bardziej trudno jest mi prosić o pomoc. Jednak choroba postawiła mnie w sytuacji, w której sama nie jestem już w stanie sobie poradzić. Jeśli możesz mnie wesprzeć, będę ogromnie wdzięczna za każdą, nawet najmniejszą wpłatę. Jeśli nie możesz wpłacić, proszę, udostępnij zbiórkę. Każde udostępnienie daje mi nadzieję, że dotrę do osób, które będą mogły mi pomóc. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc, dobre słowo i okazane mi wsparcie. ❤️

0 zł z 5 000 zł
0%
Anita Radwańska, Głowno

Trzy lata walki z rakiem. Chcę walczyć dalej.

Mam 44 lata. Nigdy nie przypuszczałam, że w tym wieku będę musiała prosić innych o pomoc w walce o własne życie. Przez kilka miesięcy przed diagnozą mój organizm wysyłał sygnały, że coś jest nie tak. Miałam bóle brzucha, niedokrwistość i nadpłytkowość. Badałam się, szukałam przyczyny swoich dolegliwości i zgłaszałam je lekarzom. Byłam jednak odsyłana, bo ze względu na mój młody wiek nikt nie podejrzewał, że za tymi objawami może kryć się tak poważna choroba. Wszystko zmieniło się 25 kwietnia 2023 roku. Trafiłam wtedy na SOR z silnym bólem podbrzusza i bardzo wysoką gorączką. Badania przyniosły diagnozę, która w jednej chwili zmieniła całe moje życie: rak jelita grubego z przerzutami do prawego jajnika, wątroby i płuc. Lekarze musieli działać natychmiast, ponieważ istniało podejrzenie sepsy. Po dwóch dniach intensywnej antybiotykoterapii możliwa była operacja. 28 kwietnia 2023 roku spędziłam sześć godzin na stole operacyjnym. Obudziłam się bez prawego jajnika i z wyłonioną stomią. Ale wtedy nic z tego nie miało znaczenia. Żyłam. I tylko to się liczyło. Po operacji rozpoczęła się kolejna walka: rekonwalescencja, kolejne badania i wycieńczająca mój organizm chemioterapia. Psychicznie byłam w rozsypce. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować ani pogodzić się z tym, że w jednej chwili moja rzeczywistość zmieniła się w koszmar. Dzięki rodzinie, bliskim i przyjaciołom powoli zaczęłam oswajać życie z chorobą. Od trzech lat jestem pacjentką szpitala onkologicznego w Warszawie. Co 10 dni wracam do szpitala na kolejne wlewy. I tak już od trzech lat. Choroba odebrała mi niezależność, sprawność i możliwość realizowania planów. Od trzech lat jestem na rencie, ponieważ mój stan zdrowia nie pozwala mi podjąć pracy. Z osoby aktywnej, silnej i pełnej energii stałam się osobą, która w wielu codziennych sytuacjach potrzebuje pomocy. Ale mimo wszystko nadal walczę. Dziś potrzebuję kolejnej szansy Obecnie mam sześć guzów: cztery w płucach i dwa w wątrobie. Wykryto u mnie również HER2, co otwiera możliwość zastosowania kolejnej terapii. To dla mnie szansa na dalsze leczenie. Niestety jej koszt jest ogromny. Jedna dawka leku kosztuje około 40 000 zł i podawana jest co trzy tygodnie. Nie wiadomo jeszcze, ile dawek będę potrzebowała. Oznacza to, że koszt samej terapii może wynieść setki tysięcy złotych. Nie jestem w stanie sfinansować jej sama. Jednocześnie koszt choroby to nie tylko koszt samego leku. Trzy lata leczenia oznaczają także ogromną liczbę dodatkowych wydatków. To regularne dojazdy do szpitala na leczenie, konsultacje i badania, koszty transportu, rehabilitacji, dodatkowych leków, suplementacji oraz wszystkiego, czego potrzebuję, aby mój organizm miał siłę mierzyć się z kolejnymi etapami leczenia. Od trzech lat utrzymuję się z renty, ponieważ choroba uniemożliwia mi powrót do pracy. W takiej sytuacji każdy dodatkowy wydatek związany z leczeniem staje się ogromnym obciążeniem. Dlatego środki zebrane dzięki tej zbiórce chciałabym przeznaczyć nie tylko na terapię, ale również na wszystkie wydatki związane z dalszą walką z chorobą: dojazdy i transport do szpitala, rehabilitację, leki, suplementację, których przy rencie i trwającym leczeniu nie jestem w stanie samodzielnie udźwignąć. Dlatego proszę Cię o pomoc Założenie tej zbiórki było dla mnie bardzo trudną decyzją. Przez wiele tygodni rozmawiałam z terapeutą, próbując przełamać w sobie poczucie bezradności i wstydu. Przez całe życie pomagałam innym. Nigdy nie sądziłam, że sama będę musiała powiedzieć: Proszę, pomóżcie mi. Dziś jednak nie chcę się poddać tylko dlatego, że nie stać mnie na dalsze leczenie i wszystkie wydatki, które się z nim wiążą. Jeżeli możesz, proszę, wesprzyj moją zbiórkę, nawet najmniejszą kwotą. Jeżeli nie możesz wpłacić pieniędzy, proszę, udostępnij ją dalej. Każde udostępnienie może sprawić, że moja historia dotrze do kogoś, kto będzie mógł mi pomóc. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Chcę walczyć dalej. Chcę spróbować mimo wszystkich przeciwności. Chcę mieć szansę na kolejne dni, miesiące i lata. Dziękuję, że pomagacie mi nie rezygnować z nadziei. Anita

6 930 zł z 200 000 zł
3%
Yuliia Meleshko, KRAKÓW

Zbiórka na nierefundowane leczenie raka piersi

Jestem mamą dwójki dzieci i sama je wychowuję. Obecnie mieszkam z dziećmi w Krakowie. Około dwa lata temu wyczułam w piersi zgrubienie, jednak podczas wykonywanych badań USG nie zostało ono opisane jako zmiana wymagająca dalszej diagnostyki. Niestety, obecnie zdiagnozowano u mnie raka piersi. Przede mną intensywne i pilne leczenie onkologiczne. Muszę jak najszybciej rozpocząć terapię, a część potrzebnych badań, leków i leczenia może wiązać się z dużymi kosztami, których sama nie jestem w stanie pokryć. Dlatego bardzo pilnie potrzebuję wsparcia finansowego na leczenie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, pomoże mi szybciej rozpocząć leczenie i walczyć o zdrowie dla mnie i moich dzieci. Jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji - sama, z dwójką dzieci i z ogromną liczbą spraw, które muszę jednocześnie zorganizować. Proszę o pomoc i udostępnienie mojej zbiórki. Każda pomoc ma dla nas ogromne znaczenie.

100 zł z 50 000 zł
0%
Kamila Bogusławska-Kaczmarska, Wynki

Pomóż mi odzyskać spokój i zrobić coś pięknego dla moich córek ❤️

Miałam zaledwie 30 lat, kiedy dowiedziałam się, że choruję na nowotwór. Ta wiadomość była dla mnie ogromnym szokiem. Nagle moje życie zmieniło się z dnia na dzień. Pojawił się strach, niepewność i pytanie - czy dam radę przez to wszystko przejść? Dni i noce spędzane w szpitalach były dla mnie bardzo trudne. Były chwile pełne bólu, łez, strachu i bezsilności. Najtrudniejsze było jednak to, że cały czas myślałam o moich córkach: Oliwi i Nikoli. To właśnie one są dla mnie najważniejsze. Są moją siłą i powodem, dla którego każdego dnia wstaję i walczę. Każdego dnia budzę się i walczę właśnie dla nich. Dziś jestem już 4 lata po zakończeniu leczenia. To dla mnie ogromny czas i jestem wdzięczna za każdy przeżyty dzień. Jednak zakończenie leczenia nie oznacza końca wszystkich problemów. Nadal potrzebuję kontroli, badań, leków i wizyt lekarskich, a choroba pozostawiła po sobie wiele konsekwencji, również finansowych. Nie jest mi łatwo prosić o pomoc. Zawsze starałam się radzić sobie sama i robić wszystko, co mogłam. Dziś jednak potrzebuję wsparcia ludzi o dobrych sercach. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na leczenie, leki, badania, dojazdy do lekarzy i szpitali oraz inne wydatki związane z moim zdrowiem. Chciałabym również zrobić coś wyjątkowego dla moich córek. Przez te wszystkie lata one także przeżywały strach i niepewność. Widziały, jak ich mama walczy o zdrowie i jak choroba zmieniła nasze życie. Chciałabym choć trochę wynagrodzić im ten trudny czas — zabrać je gdzieś razem, stworzyć piękne wspomnienia i dać nam wszystkim chwilę normalności, radości i spokoju. One są moim największym powodem do walki. Chcę żyć. Chcę być z nimi. Chcę patrzeć, jak dorastają. Każda, nawet najmniejsza wpłata, ma dla mnie ogromne znaczenie. Z całego serca dziękuję za każdą wpłatę i dobre słowo.

95 zł z 10 000 zł
0%
Kinga Wójcik, Grabiny

Zbiórka na lek

Nazywam się Kinga Wójcik, mam 38 lat. Jestem mężatką od 17 lat. Kocham życie, ludzi, zwierzęta i świat. Mam marzenia i plany jak większość z nas. Nigdy nie myślałam i nic nie zapowiadało, że będę musiała prosić kiedykolwiek kogokolwiek o wsparcie finansowe. I nie do końca dowierzam, że to robię. Ale widziałam na podobnych zbiórkach, że są na tym świecie dobrzy, empatyczni ludzie, którzy jeśli tylko mają możliwość, pomagają. Widziałam na własne oczy, że dzieją się cuda na takich zbiórkach. Liczę na taki cud. Nie dla siebie, ale dla swojej rodziny i bliskich. Bo tylko dla nich i z ich powodu chcę dalej żyć. Dla męża, siostry, mojej najukochańszej i jedynej siostrzenicy, która ma obecnie prawie 3 lata - bardzo chciałabym zobaczyć, jak dorasta - oraz mamy. Niestety w czerwcu 2025 r. dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi HER2 dodatni, agresywny. Przeszłam 6 cykli chemioterapii przedoperacyjnych, mastektomię piersi i usunięcie kilkunastu węzłów chłonnych, później radioterapię i immunoterapię uzupełniającą. Po zakończeniu leczenia w czerwcu 2026 r. diagnoza: remisja. Radość i nadzieja? Tak, ale bardzo ostrożna, ponieważ to choroba nieprzewidywalna. Niestety 2 miesiące później w sierpniu poranne bóle głowy coraz silniejsze. Po 4 dniach wizyta u onkologa, skierowanie na izbę przyjęć, tomografia głowy, guz w mózgu 3,5 cm x 3,7 cm x 2,7 cm. Operacja usunięcia, wynik histopatologiczny: przerzut z piersi. Obecnie nie kwalifikuję się do podania refundowanego leku, którego tak bardzo potrzebuję, ponieważ nie spełniam jednego z kryteriów. Chodzi o trastuzumbab derukstekan (Enhertu) - nowoczesny lek celowany na ten konkretny podtyp nowotworu, który daje bardzo dobre rezultaty w leczeniu, jeśli jest szybko wdrożony. Łączy przeciwciało blokujące receptor HER2 z silną substancją chemioterapeutyczną, co pozwala niszczyć komórki nowotworowe przy mniejszym uszkodzeniu zdrowych tkanek. Stosuje się go w leczeniu zaawansowanego raka piersi, żołądka oraz innych guzów litych z obecnością białka HER2. Leczenie będzie polegało na podaniu 10 cykli w odstępach co 3 tygodnie. Koszt takiego leku i jego jednorazowego podania to ok. 15 000 zł. Cała terapia to koszt 150 000 zł, który niestety nas przerasta. Liczy się dla mnie każda nawet najmniejsza pomoc. I przede wszystkim liczy się czas - nie chcę czekać aż pojawią się kolejne przerzuty. Chcę zawalczyć nie dla siebie, tylko dla swojej rodziny ibliskich. Kocham ich i chcę to zrobić dla nich. To jeszcze nie czas na umieranie. Nie chcę już spełniać marzeń i realizować planów. Chcę tylko być dla nich i cieszyć się ich obecnością. Tyle wystarczy mi do szczęścia. Dzięki zbiórce będę miała szansę na to życie. Proszę o każde wsparcie w walce z tym nierównym przeciwnikiem. Dziękuję!

220 zł z 150 000 zł
0%
Danuta Chrobrowska, Szczecin

Szpiczak

Zachorowałam na szpiczaka w 2024 roku, niestety leczenie dotychczasowe przestało hamować chorobę. Potrzebuję leczenia CAR-T, aby przedłużyć życie.

1 738 721 zł z 1 800 000 zł
96%
Piotr Wiśniewski, Wałbrzych

Walka o życie mojego brata. Pomóż Piotrowi pokonać zaawansowanego raka przełyku!

​Nazywam się Paweł i proszę o wsparcie dla mojego 56-letniego brata, Piotra, który toczy najcięższą walkę w swoim życiu – z zaawansowanym rakiem przełyku. ​Na początku 2026 roku guz zaatakował z ogromną siłą, tworząc groźną przetokę do dróg oddechowych. Aby ratować płuca i umożliwić bratu przyjmowanie jakichkolwiek płynnych pokarmów, lekarze musieli założyć mu w przełyku specjalny stent. Teraz Piotr przechodzi wyczerpującą chemioterapię, codziennie zmagając się z bólem i spadkiem odporności. Jest w tym niesamowicie dzielny, ale sam nowotwór to niestety niejedyny nasz problem. ​Sytuacja finansowa Piotra staje się dramatyczna. Brat jest po rozwodzie i mieszka sam w wynajmowanym mieszkaniu. Utrzymuje się jedynie z zasiłku rehabilitacyjnego, który wkrótce się skończy, pozostawiając go całkowicie bez środków do życia. ​Koszty niezbędnego, specjalistycznego żywienia (Nutridrinki), drogich leków osłonowych i dojazdów do szpitala, w połączeniu z opłatami za czynsz, drastycznie przekraczają nasze rodzinne możliwości. ​Założyliśmy tę zbiórkę, by Piotr mógł skupić się na walce o zdrowie, bez paraliżującego strachu o to, czy wystarczy mu na leki i dach nad głową. Z całego serca dziękujemy za każdą, nawet najmniejszą wpłatę i udostępnienie. To daje nam ogromną siłę, by się nie poddawać!

0 zł z 50 000 zł
0%
Bogumiła Beliczyńska, Katowice

Chcę żyć, jeszcze tak wiele przede mną! Pomóż mi wygrać walkę z rakiem...

Dzień dobry, nazywam się Bogumiła Beliczyńska i mam 67 lat. Zawsze uważałam, że wiek to tylko liczba, a przede mną wciąż jeszcze tyle pięknych chwil do przeżycia. Niestety los postawił na mojej drodze to wyzwanie, z którym sama nie dam rady wygrać. Od trzech lat toczę nierówne zmagania ze złośliwym nowotworem płaskonabłonkowym odbytu. Choroba jest niezwykle agresywna - pojawiły się już przerzuty do węzłów chłonnych, pochwy oraz wątroby. Mój organizm od dwudziestu czterech miesięcy jest nieustannie bombardowany kolejnymi cyklami chemioterapii oraz naświetlań (radioterapii). Każdy dzień to bój o przetrwanie, ogromny ból i potworne zmęczenie. Mimo to działam, bo CHCĘŻYĆ!!!! Mam w sobie ogromną wolę do działania, ale moje ciało potrzebuje wsparcia, bym miała siłę przyjąć kolejne dawki chemii. Niestety, rzeczywistość emerytki w Polsce bywa brutalna. Mieszkam sama. Moja skromna emerytura już dawno przestała wystarczać na pokrycie lawinowo rosnących kosztów. Każdego miesiąca brakuje mi na leki, dojazdy do szpitali, konsultacje lekarskie oraz dodatkowe leki, które utrzymują mnie przy siłach. Zamiast skupić się na pozytywnym myśleniu i regeneracji, każdego dnia towarzyszy mi paraliżujący stres - skąd wziąć pieniądze na kolejny miesiąc leczenia? Moim celem jest zebranie 30 000 zł. Ta kwota pozwoli mi opłacić niezbędne leki, bezpieczne dojazdy na terapie, do szpitali oraz odżywki, które pomogą mojemu organizmowi walczyć z tą chorobą. Da mi to również spokój psychiczny, który w chorobie onkologicznej jest połową sukcesu. Z całego serca proszę Was o pomoc. Każda złotówka z tej zbiórki to dla mnie szansa na jutro. Proszę, nie pozwólcie, by brak pieniędzy odebrał mi nadzieję na życie... Jestem wdzięczna za każde wsparcie, Bogumiła

785 zł z 30 000 zł
2%
Iwona Salamenta, Warszawa

Iwona - terapia celowana

Mam na imię Iwona. Od 3 lat zmagam się z nowotworem złośliwym jelita grubego z przerzutami do otrzewnej. Mam za sobą 3 przebyte operacje i 30 wlewów chemii. W dniu, kiedy usłyszałam diagnozę, nagle świat się zatrzymał.W jednej chwili codzienność zmieniła się w walkę o życie, zdrowie ikażdy kolejny dzień. Choroba jest poważna, ale nie chcę się poddać. Mam szansę na dalsze leczenie, które może zahamować rozwój nowotworu, poprawić mój stan zdrowia. Obecnie potrzebuję środków na nowoczesne leczenie onkologiczne - terapię celowaną molekularnie oraz immunoterapię. To jest dla mnie realna szansa na dalszą walkę z chorobą i wyzdrowienie. Niestety leczenie, którego potrzebuję, nie jest refundowane w Polsce, a jego koszt przekracza moje możliwości finansowe. Dotychczas starałam się być osobą, która pomaga innym. Dziś ja proszę o pomoc. Z całego serca dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się być ze mną w tych trudnych chwilach ❤️

0 zł z 150 000 zł
0%
Agnieszka Franka, Zacharzew

CHCĘ ŻYĆ - POMÓŻ MI ZAWALCZYĆ O KAŻDY DZIEŃ

Mam na imię Agnieszka, mam 32 lata. Jestem mamą dwóch córeczek, żoną i częścią kochającej rodziny. W 2024 roku usłyszałam diagnozę raka piersi, która wywróciła nasze życie do góry nogami. Przeszłam chemioterapię, operację i radioterapię, jednak choroba wróciła. Dziś chcę zrobić wszystko, aby odzyskać siłę i być jak najdłużej z moimi córkami, mężem i całą rodziną. Chcę odzyskać sprawność i kiedyś znów móc normalnie żyć i pracować, robić to, co kocham. Celem mojej zbiórki jest sto tysięcy złotych. Chcę je przeznaczyć na dalsze leczenie, rehabilitację, wizyty u specjalistów, dojazdy, leki oraz codzienne potrzeby w czasie choroby. Chciałabym móc przejść przez ten czas spokojniej i skupić się przede wszystkim na leczeniu, odzyskaniu sił i powrocie do sprawności. Koszty związane z chorobą pojawiają się cały czas, a jednocześnie nie jestem w stanie pracować tak jak wcześniej. Mam dla kogo walczyć. Mam dwie cudowne córki, męża, rodzinę i jeszcze wiele planów na przyszłość. Chcę być przy nich, odzyskać swoją siłę, wrócić do codzienności i znów cieszyć się zwyczajnym życiem. Wierzę, że przede mną jeszcze wiele pięknych chwil. Chcę je przeżyć - razem z moją rodziną, z uśmiechem i nadzieją na lepsze jutro. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o wsparcie. Każda wpłata, niezależnie od kwoty, pomoże mi pokryć koszty leczenia i codziennego funkcjonowania oraz da mi więcej spokoju w tej trudnej drodze. Dziękuję z całego serca za każdą okazaną pomoc. Pozdrawiam serdecznie Agnieszka ♥️

24 901 zł z 100 000 zł
24%
Robert Kosiński, Dębica

Kolejna wznowa glejaka mózgu, potrzebna pilna operacja

Mam na imię Robert. Walczę z glejakiem mózgu – chorobą, która już dwukrotnie zmusiła mnie do walki o życie. Przeszedłem dwie operacje – 03.2024 w Sosnowcu oraz 02.2026 w Gdańsku, jednak choroba ponownie dała o sobie znać. Od ostatniej operacji minęło tylko 4 miesiące, a pojawił się odrost w czerwcu, ale tym razem są dwa ogniska, w tym jeden guz znajduje się na tętnicy. Pod koniec sierpnia miałem wykonany rezonans kwalifikacyjny do protonoterapii, na którym okazało się, że jedno z ognisk drastycznie się zwiększyło, przez co zostałem skierowany do natychmiastowej operacji. W poniedziałek 21 września odbyła się moja trzecia operacja usunięcia wznowy glejaka wraz z kraniotomią czołową w Gdańsku. Jest to dla mnie oraz dla najbliższych ogromnie trudny moment, ponieważ nie udało się usunąć zmiany znajdującej się na tętnicy, ale nie mam zamiaru się poddać. Chcę zrobić wszystko, co możliwe, aby dalej walczyć o życie i mieć szansę na kolejne lata z dziećmi oraz żoną. Ze względu na niejednoznaczny rodzaj guza, który nie zachowuje się jak standardowy gwiaździak,koszty leczenia, konsultacji, rehabilitacji, leków, badań oraz dalszej terapii są dla nas bardzo dużym obciążeniem, ponieważ w trakcie choroby mój stan zdrowia pozwolił mi pracować tylko pół roku... Mój przypadek był również konsultowany poza granicami kraju w klinice Cleveland, która znajduje się w Stanach Zjednoczonych oraz w niemieckim Szpitalu Uniwersyteckim w Heidelbergu. Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma dla mnie ogromne znaczenie. Jeśli nie możesz wpłacić, bardzo proszę o udostępnienie zbiórki. Dzięki temu może dotrzeć do osoby, która będzie mogła mi pomóc. Dziś proszę Was o wsparcie w mojej najtrudniejszej walce. Chcę żyć. Chcę walczyć. Proszę, pomóżcie mi wygrać tę walkę. ❤️ Dziękuję każdemu, kto zdecyduje się mnie wesprzeć modlitwą, finansowo, udostępnić zbiórkę lub po prostu będzie ze mną w tym trudnym czasie. Z całego serca – dziękuję. ❤️

7 989 zł z 100 000 zł
7%
Natalia Hridina, Gdańsk

Dwa lata temu straciłam tatę. Teraz walczę o życie mojej mamy - rak piersi i lek, którego nie finansuje NFZ

Gdyby ktoś zapytał mnie, kto jest jedną z najbardziej troskliwych i pomocnych osób, jakie znam, bez chwili zastanowienia odpowiedziałabym: moja mama. Ma na imię Natalia i za chwilę skończy 54 lata. Jest silną kobietą, o niezwykle dobrym sercu. Od kiedy pamiętam pomagała bezwarunkowo zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Dzisiaj to ja muszę poprosić innych o pomoc dla niej. Diagnoza: agresywny potrójnie ujemny rak piersi (TNBC) Kilka dni po tym, jak nasz ukochany pies Boss przeszedł ciężką i kosztowną operację po ataku innego psa, mama wyczuła w swojej piersi guzek. Bardzo szybko zaczęły pojawiać się kolejne zmiany - pod pachą i przy obojczyku. Niestety, po miesiącu badań usłyszałyśmy diagnozę, której najbardziej bałam się od czasu śmierci taty: potrójnie ujemny rak piersi - jeden z najbardziej agresywnych rodzajów, który rozwija się bardzo szybko i wymaga intensywnego leczenia. Zmiany pod pachą i przy obojczyku okazały się przerzutami do węzłów chłonnych. Pilnie potrzebny jest lek, którego nie refunduje NFZ Choroba jest już miejscowo zaawansowana i została zakwalifikowana jako III stadium. 26 sierpnia 2026 roku podczas konsylium usłyszałyśmy plan dalszego leczenia. Aby mama miała szansę na operację, konieczne jest włączenie immunoterapii. Chodzi o lek, który pomaga układowi odpornościowemu rozpoznawać i zwalczać komórki nowotworowe. Niestety, przy obecnym stopniu zaawansowania choroby, nie jest refundowany przez NFZ. Lek powinien być podawany raz na trzy tygodnie. Koszt jednej dawki to aż 13 875,12 zł. Na tym etapie, aby umożliwić przeprowadzenie operacji, mama powinna otrzymać 8 dawek leku, co daje łącznie sumę około 111 000 zł. Pełny roczny cykl to 17 wlewów, czyli około 235 000 zł. To kwota, której nie jesteśmy w stanie samodzielnie udźwignąć, a czas ma tutaj ogromne znaczenie. Mama już teraz bardzo źle się czuje i nie jest w stanie pracować. Oprócz samego leku pojawiają się kolejne koszty: dojazdy na leczenie i badania, leki wspomagające, specjalne żywienie oraz codzienne wydatki związane z chorobą. Jednak najważniejszym celem tej zbiórki jest sfinansowanie immunoterapii. Dlatego dzisiaj proszę Was o pomoc. Kilka słów o mojej mamie Chciałabym, żebyście poznali Natalię nie tylko jako pacjentkę z diagnozą „rak”. Przez prawie 30 lat mama pracowała jako nauczycielka, z dziećmi wymagającymi szczególnej opieki, m.in. w spektrum autyzmu, z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Zawsze wiedziała, że jest „we właściwym miejscu” i traktowała swoją pracę bardzo odpowiedzialnie. Po wybuchu wojny musiała rozstać się ze swoją ukochaną pracą i podopiecznymi, z którymi była bardzo związana. Musiała zacząć swoje życie od nowa - jednak nigdy nie narzekała i nie załamywała się. Natalia jest także cudowną mamą, babcią, ciocią i przyjaciółką. Opiekuje się również pieskiem Bossem, którego przywiozła ze sobą, i kotem Dynią z fundacji. Jest wrażliwa na krzywdę innych, w tym zwierząt. Dokarmia bezdomne koty i nie potrafi przejść obojętnie obok żadnego z nich. W jej torebce niemal zawsze znajdzie się saszetka karmy „na wszelki wypadek”. Taka właśnie jest moja mama. Pomaga wszystkim, nawet kiedy sama ma niewiele. Nie chcę kolejnej straty W 2024 roku odszedł mój tata. Od tamtej pory moim największym lękiem było to, że kiedyś będę musiała pożegnać również mamę. Nie przypuszczałam, że strach ten tak szybko stanie się rzeczywistością. Chcę, aby moja mama miała szansę walczyć, aby jeszcze długo mogła pomagać innym, tak jak robiła to przez całe swoje życie. Marzę o tym, żeby w przyszłości moje dzieci poznały tę niezwykłą kobietę. Mama jest silna i niezwykle waleczna. Ma dla kogo żyć. Bardzo Was proszę - pomóżcie mi dać jej tę szansę. Każda wpłata, nawet najmniejsza, przybliża nas do kolejnej dawki leku i do operacji. Jeśli nie macie takiej możliwości - udostępnijcie proszę tę zbiórkę. Prosimy o pomoc, będziemy wdzięczne za każdą złotówkę. Córka Svieta

56 303 zł z 235 000 zł
23%