Pomóż mnie uratować - Ja chcę żyć !
Dorota Kimus, Warszawa,
numer zbiórki: 112658
Opis zbiórki
Nie spodziewałam się, że moje życie może zmienić się tak nagle. Jestem Dorota, mam 20 lat.
Byłam na wyjeździe wakacyjnym - wycieczka objazdowa, miała to być chwila wytchnienia, poznawania świata, zawierania znajomości. Musiałam jednak wrócić wcześniej przez tragiczne samopoczucie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to początek czegoś, co odbierze mi wszystko.
Gdy wróciłam do Polski udałam się do szpitala:
Diagnoza była jak wyrok: ostra białaczka szpikowa.
Wraz z nią szpital, konsultacje lekarskie, pobrania krwi, biopsja szpiku, zakładanie portu, prześwietlenia i mnóstwo innych badań. Po dwóch tygodniach - chemioterapia, pierwszy cykl zadziałał na mnie w pełni, lekarz przyszedł z informacją - remisja.
To oczywiście nie był koniec walki, tylko początek 6 miesięcy chemii podtrzymującej. Całe dni spędzone na oddziale dziennym, badania krwi co tydzień i ciągłe wizyty w poradniach.
Miałam dostać przeszczep już w styczniu, posiadałam wszystkie zaświadczenia, byłam gotowa na przyjazd na oddział, niestety mój dawca zachorował i zostałam zmuszona czekać kolejne miesiące.
Kolejny przeszczep był planowany na kwiecień/maj, ku zdziwieniu wszystkich w lutym zaczęłam gorączkować i na moim ramieniu pojawił się guzek, który został wycięty i poddany badaniom. W oczekiwaniu przeszłam mnóstwo badań, w których nic nie wynikało. Wtedy przyszedł wynik badania histopatologicznego - naciek białaczkowy. Po tym szybko pojawiły mi się guzki na węzłach chłonnych, rosnące nad wyraz szybko. Węzły chłonne wewnątrz brzucha również zaczęły się powiększać i uciskać na inne narządy. Nie doczekałam się przyjęcia na oddział w ustalonym terminie, ból był zbyt duży, pogotowie i lekarz na SOR’ze dali mi przeciwbólowe w większych dawkach i zostawili. Dopiero gdy przyszłam do doktor prowadzącej, udało się mnie umieścić na oddziale szybciej, za co jestem wdzięczna. Wtedy usłyszałam wznowa - ostra białaczka szpikowa z wyjściem poza szpikowym.
Tutaj zaczęła się kolejna seria badań i otrzymanie chemii ratunkowej. Zadziwiając wszystkich, zniosłam to bez żadnych powikłań, jednakże chemia nie zadziałała, tak jak tego chciano. Zmiany zmniejszyły się, ale widoczne węzły chłonne po jej zakończeniu zaczęły się znowu powiększać.
Ta choroba zabrała mi moje dotychczasowe życie. Zamknęła mnie w szpitalu i postawiła oko w oko z czymś, czego tak bardzo się boję - ze śmiercią. A ja nie chcę umierać. Jestem młoda, mam plany, marzenia i całe życie przed sobą. Niedawno zaczęłam studia prawnicze, miałam pracę, wchodziłam w dorosłość z nadzieją i poczuciem, że wszystko jest możliwe. Zawsze interesowałam się fotografią i tańcem. Mam kochającą rodzinę i przyjaciół, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Niektórzy lekarze nie wierzą w powodzenie dalszego leczenia, ale ja jestem silna, mój organizm wytrzymał jedną bardzo silną chemię i jestem gotowa na kolejną, aby mieć szansę na dalsze życie. Możliwa jest potrzeba znalezienia innego ośrodka w Polsce lub za granicą w trybie pilnym.
Dziś moją codziennością jest leczenie i walka o każdy kolejny dzień. Chcę żyć. Chcę wrócić do tego wszystkiego, co dopiero zaczęłam budować.
Dlatego proszę o pomoc. Potrzebuję środków na sprowadzenie leku z zagranicy, dojazdy do placówek medycznych oraz środki medyczne. Każde wsparcie daje mi szansę na dalsze leczenie i odzyskanie przyszłości.
Dziękuję z całego serca.
Wypłaty
Podopieczny jeszcze nie wypłacił środków ze zbiórki.

Słowa wsparcia