Zbiórki

Dominika Bajerska, Warszawa

Walczę o swoje zdrowie i życie.

Mam na imię Dominika. Mam już prawie 43 lata, czyli udało mi się przekroczyć upragnioną 40-stkę, która to po otrzymaniu diagnozy w dniu 35. urodzin wydawała mi się nierealna! Również dzięki Tobie i Twojemu wsparciu, Drogi Czytelniku. Mam troskliwego męża i cudowną już 11-letnią córeczkę Laurę. Nadal mam wiele marzeń i planów, uwielbiam podróżować i chciałabym pokazać córce piękno otaczającego nas świata. Gdy zachorowałam Laura miała tylko 3,5 roku, a mi w głowie kołatała się jedna myśl: moja córka mnie nawet nie zapamięta... Nie mogłam na to pozwolić, to dla niej walczyłam i jej zawdzięczam to, że JESTEM. Miałam raka. Bardzo agresywnego – wieloogniskowego, o najwyższym stopniu złośliwości, z nadekspersją HER2, który rozpanoszył się w mojej lewej piersi. Mam przed sobą jeszcze kilka lat hormonoterapii i marzę o tym, by ten koszmar już nigdy nie powrócił. Za sobą mam już również walkę o zdrowie mojej córeczki, która urodziła się z poważną wadą wrodzoną. Pierwsze lata jej życia spędzaliśmy głównie u coraz to nowych specjalistów. Wtedy wygraliśmy, więc wygramy i dziś. Nie mam lewej piersi i wszystkich węzłów chłonnych w jej okolicy. Nie mam w pełni sprawnej lewej ręki. Nie mam czasem siły i sporo rzeczy zapominam, jednak staram się z tym walczyć, zwłaszcza że wróciłam do pracy. Nadal z Waszą pomocą opłacam sobie sporą część badań, kupuję zastrzyki hormonalne, chodzę na rehabilitację. Wszystko po to, by trzymać się w możliwie dobrej formie. Zaczynam też myśleć o rekonstrukcji wraz z plastyką drugiej zdrowej piersi. Zabieg nie jest niestety refundowany przez NFZ. Co pewien czas badam kolejne sekwencje genów, by w przyszłości w razie potrzeby przekazać tę wiedzę córce. Nauka i technika idzie do przodu i jesteśmy w stanie sprawdzać kolejne sekwencje w obrębie tych samych genów odpowiedzialnych za raka piersi. Niestety pojawiły mi się obok głównej choroby również kolejne problemy zdrowotne, takie jak cukrzyca i nadciśnienie. Na to by trzymać je w ryzach również wydaję sporo środków. Te dodatkowe choroby to jednak nic w porównaniu z onkologią, której nie życzę nikomu! Potrzebuję Waszego wsparcia, aby móc dalej trwać we względnym zdrowiu i towarzyszyć Laurze w odkrywaniu świata. Za każdą, nawet najmniejszą pomoc i dobre słowo okazane mi do dziś i w przyszłości z góry serdecznie dziękuję... Dominika

73 756 zł z 100 000 zł
73%
Tomasz Krzyżowski, Katowice

Nowotwór prostaty

Dzień dobry, nazywam się Tomek i mam 65 lat. Diagnoza raka prostaty w 2023 roku była dla mnie ogromnym wstrząsem psychicznym. Zwracam się z prośbą o pomoc w leczeniu metodami, które nie są refundowane. Mamcórki, pięciu wnuków i jedną prawnuczkę. Moja żona, dzieci i wnuki bardzo mnie wspierają. Mam nadzieję, że Państwa pomoc pomoże mi w wyzdrowieniu. Jestem po operacji i siedmiu tygodniach radioterapii onkologicznej. Choruję na przewlekłą niewydolność nerek IV stopnia oraz jestem po zawale z wstrząsem kardiogennym. Przed diagnozą nowotworową chętnie spędzałem czas z rodziną i podróżowałem. Marzę o tym, by życie podarowało mi jeszcze trochę czasu, abym mógł patrzeć, jak kolejne wnuki wchodzą w dorosłość. KRS 0000358654, Nr. Zbiórki 112518 Pozdrawiam serdecznie,Tomek

3 753 zł z 30 000 zł
12%
Kobra Akbar Dashti, Pune

Chcę żyć - zbieram na chemioterapię

English version below Piszę w imieniu mojej ukochanej nauczycielki jogi - Gulnaaz. Wspaniałego człowieka, silnej kobiety i wrażliwej nauczycielki. Gulnaaz ma raka piersi. Dwa miesiące temu przeszła mastektomię. W zeszłym tygodniu rozpoczęła chemię. Przed nią dalsze leczenie. W Indiach tylko najzamożniejsi posiadają ubezpieczenie. Niestety, Gulnaaz za wszystkie zabiegi oraz leki płaci sama. Od kiedy jest chora, nie pracuje, co oznacza, że nie zarabia. Gulnaaz zaczęła praktykować jogę jako nastolatka. Do dzisiaj nie robi niczego innego. Całe życie pomagała innym. Jej dobre serce, skromność i oddanie uczniom zawsze mnie wzruszało. Teraz też nie narzeka i o nic nie prosi. To ja chcę Jej pomóc. W Indiach warunki leczenia są inne niż w Polsce. Chorych jest bardzo dużo. System jest niewydolny. Wiele rzeczy pacjent musi sam dostarczyć. Gulnaaz była kilka razy w Polsce. Zna naszą gościnność i szczodrość. Pokażmy Jej, że nie jesteśmy obojętni. Jeśli możesz pomóc i wpłacić chociażby najmniejszy datek, będę wdzięczna. Dziękuję! I WANT OT LIVE - A FUNDRAISING FOR CHEMOTHERAPYI am writing to you on behalf of our beloved Iyengar Yoga teacher - Gulnaaz: an incredible human being, strong woman and empathetic teacher.Gulnaaz has Brest cancer. Two months ago she underwent mastectomy and last week she started her chemo journey. There’s a long way ahead of her and in India only the wealthiest are able to get their insurance. Unfortunately, Gulnaaz has to pay for all the medical procedures and medication herself. Since she got sick, she hasn’t been able to work, therefor she's not making any money. Gulnaaz started to practice when she was just a teenager and to this day she hasn’t worked in any other way.She spent her life helping others, her kind heart, humbleness and devotion to her students always moved me in a profound way. She doesn’t complain, neither has she asked for anything, I just want to help her.In India the healthcare system works very differently to the Polish one. The system is overwhelmed with the amount of people needing help, so the responsibility of providing many essential things for treatment fall on the patient.She has been to Poland a couple of times, she got a taste of out hospitality and generosity first hand, let’s show her we are not indifferent. If you could help with the tiniest donation, I’ll be very thankful.

23 610 zł z 50 000 zł
47%
Małgorzata Pęczak, Warszawa

Małgosia gwiżdże na raka

Małgosia, ma 48 lat i walczy z rakiem III stadium. Samotnie wychowuje ośmioletniego Kubusia. Najtrudniejsza jest dla niej myśl, że jej syn mógłby zostać bez mamy. Dlatego każdego dnia z całych sił walczy o życie i o przyszłość u boku swojego dziecka. Przeszła już bardzo ciężkie leczenie – chemioterapię i radioterapię. Mimo bólu i ogromnego zmęczenia długo starała się normalnie żyć, pracować i pomagać innym chorym, dodając im otuchy. Niestety nowotwór powrócił. Dziś Małgosia zmaga się ze wznową choroby oraz przerzutami do węzłów chłonnych i płuc. Choroba zabiera jej siły, ale nie odebrała nadziei i woli walki. Małgosia chce żyć. Chce wychować swojego syna i nie dopuścić do tego, by musiał dorastać bez mamy. Dziś Małgosia potrzebuje wsparcia finansowego, które pomoże kontynuować terapię, kupić niezbędne leki oraz pokryć koszty dojazdów do szpitala na kolejne cykle chemioterapii. Małgosia wierzy, że jeśli pokona raka, będzie mogła pomagać innym kobietom po leczeniu onkologicznym. Marzy, by nauczyć się makijażu permanentnego brwi i przywracać kobietom po chemioterapii poczucie normalności i pewność siebie. Każda wpłata to realna pomoc i szansa, by Małgosia mogła dalej walczyć o życie – dla siebie i dla swojego syna. Z całego serca dziękujemy za każdą podarowaną kwotę, dobre słowo i udostępnienie zbiórki.

3 545 zł z 30 000 zł
11%
Ewa Meller, Elbląg

Zbiórka na terapię celowaną, badanie PET-CT, dodatkowe konsultacje onkologiczne i koszty z tym związane

Bardzo potrzebujemy pomocy finansowej dla mojej Mamy na terapię celowaną, badanie PET-CT, dodatkowe konsultacje onkologiczne i koszty z tym związane. Moja Mama ma nowotwór złośliwy trzustki, dowiedzieliśmy się o przerzutach na wątrobie i otrzewnej po 1 roku i 3 miesiącach od przeprowadzonej z sukcesem operacji i usunięciu 2/3 trzustki. Lekarze z NFZ w chwili obecnej stosują standardowo chemioterapię w szpitalu w Elblągu, ale my chcemy poszukać dodatkowych możliwości i szans dla mojej Mamy. Dlatego też potrzebujemy wsparcia w poniesieniu tych kosztów, na które nie stać emerytów - moich rodziców. Będziemy bardzo wdzięczni za każdą wpłatę, gdyż skuteczna walka z nowotworem kosztuje i nie będziemy mogli podejmować dodatkowych prób bez tych pieniędzy. Poza tym Mama zawsze była bardzo aktywna, ćwiczyła jogę, lubi podróżować, uwielbia dzieci i one też bardzo ją lubią. Chciałbym, żebyśmy znaleźli skuteczny sposób, aby jej pomóc dalej cieszyć się życiem rodzinnym i swoim własnym. Życie jest piękne i Mama jest jeszcze młoda, bo ma 69 lat,kocha życie i chce o nie walczyć. Prosimy o pomoc! W razie dodatkowych pytań jestem do dyspozycji. Przekażę wszystkie szczegóły i ewentualne dokumenty, żeby uwiarygodnić nasze potrzeby. Z góry dziękujemy, Tomasz Meller, moja Mama Ewa Meller i mój Tata Mirosław Meller

8 147 zł z 35 000 zł
23%
Łukasz Kocimski, Warszawa

Zbiórka na badania, konsultacje, dojazdy, rehabilitację, leki i suplementy

Witam wszystkich - znajomych i nieznajomych.Gdyby, ktoś kiedyś powiedział mi, że będę opisywać swoją historię w tym miejscu, na pewno bym nie uwierzył. Mam 50 lat. Jestem mężem wspaniałej kobiety, ojcem dwóch córek i dziadkiem cudownego 7-letniego chłopczyka. Dzięki nim wiem, że muszę stawić czoła temu trudnemu przeciwnikowi! Zaczęło się od niewinnego bólu gardła, który z każdym dniem coraz bardziej się nasilał. Przez 8 miesięcy byłem leczony antybiotykami na zapalenie gardła, wirusowe zapalenie gardła, podejrzewane też było grzybiczne zapalenie gardła, aż do czasu, kiedy jeden z laryngologów pobrał wycinek do badań histopatologicznych. Dzień, w którym dostałem wynik, a razem z nim diagnozę NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY PODNIEBIENIA MIĘKKIEGO (RAK PŁASKONABłONKOWY ROGOWACIEJĄCY), wywrócił moje życie do góry nogami. To był początek maja, wszystko budziło się do życia, a ja miałem wrażenie, że moje właśnie się zatrzymało. Nie mogłem się z tym pogodzić, tym bardziej że było to tuż przed moimi 50. urodzinami. Załamałem się... Ale trzeba było wziąć się w garść i zawalczyć o swoje życie. W połowie czerwca zaczęło się leczenie. Miałem podawaną chemię przez 96 godzin. Utrata masy ciała, utrata włosów, zmniejszony apetyt, ból przy przełykaniu, grzybica jamy ustnej po chemii... Chwila przerwy, chwila odpoczynku... Dwa tygodnie później kolejna dawka 96-godzinnej chemii. Potem zaczęła się radiochemioterapia, czyli skojarzona chemia z naświetlaniem. Łącznie od połowy czerwca do połowy listopada miałem podane 4 chemie i 35 naświetlań.Na początku listopada założono mi sondę donosowo, gdyż nie byłem już w stanie połykać, do dzisiaj nic się nie zmieniło w tej kwestii. Ból, który mi towarzyszy od tamtego czasu, jest nie do opisania. Pod koniec kwietnia mam spotkanie z Profesorem, który ustali dalszą część leczenia. Co mnie czeka, tego jeszcze nie wiem, wiem jednak, że mam dla kogo żyć. Moje leczenie związane jest z szeregiem wydatków. Nieuniknione są też opłaty związane z konsultacjami specjalistycznymi, dojazdami do placówek medycznych, lekami oraz środkami do pielęgnacji powikłań po chemii i radioterapii. Dzięki rodzinie się nie poddaję i na pewno się nie poddam! Potrzebuję jednak wsparcia – i moich bliskich i Waszego.Każdemu, kto zechce mnie wesprzeć, bardzo gorąco dziękuję. Łukasz

2 904 zł z 30 000 zł
9%
Edyta Biernacik, Bochnia

Proszę o pomoc w walce z rakiem - na leczenie i dojazdy

Mam na imię Edyta, mam 41 lat. O chorobie dowiedziałam się niedawno, bo raptem dwa tygodnie temu, choć choroba pewnie rozwijała się długo, nie dając żadnych konkretnych objawów. Mieszkam wraz z mężem w południowej części Polski, jakieś 50 km od Krakowa. Moje życie nie było usłane różami - z rakiem w mojej rodzinie to już jest jakieś fatum, gdyż moi rodzice zmarli kilka lat temu, oboje na nowotwór, tylko każdy na inny. Do niedawna byłam normalną kobietą, która zajmowała się domem i pracą. Teraz, kiedy dowiedziałam się o chorobie, moje życie straciło na wartości, jednak nie poddam się i będę walczyć, jednak bez Państwa pomocy nie dam rady. Mieszkam z mężem, mam schorowaną teściową, którą również się opiekuję. Dla nich, dla mojej małej siostrzenicy, dla siostry i szwagra, ale przede wszystkim dla siebie chcę wygrać walkę. Przed chorobą z mężem jeździliśmy na weekendowe wycieczki, czy do lasu, czy w góry. Bardzo bym chciała wrócić do tego wszystkiego, wrócić do moich marzeń o podróżowaniu. Wracając do mojej choroby: choruję na NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY SZYJKI MACICY. Choroba została zdiagnozowana 11.08.2023, a od lekarza dowiedziałam się dopiero 17.08.2023. W tamtym momencie myślałam, że mi się świat zawalił, że wszystkie nieszczęścia na mnie spadły, poczułam ból, strach i bezsilność. Zaczynam leczenie, ale bardzo się boję, jak zniosę skutki uboczne. Jedyna rzecz, która daje mi siłę to najbliżsi - mój mąż i reszta rodziny. Będę walczyć, żeby przedwcześnie ich nie stracić i żyć z nimi jak najdłużej. Zbieram pieniążki na leczenie, dojazdy oraz badania diagnostyczne. Mieszkam 50 km od Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, w którym jestem leczona. Niestety nie mam możliwości przeprowadzić się tam, gdyż mój mąż pracuje na miejscu i mamy tylko jedną wypłatę na nas dwoje. Proszę o pomoc w walce z tą tak ciężką chorobą.

2 857 zł z 30 000 zł
9%
Iwona Dec, Jasionka

Zbiórka na nierefundowany lek - walka z rakiem

Nazywam się Iwona i mam 46 lat. We wrześniu 2023 roku usłyszałam diagnozę, która zmieniła moje życie. Choruję na nowotwór złośliwy piersi z naciekami i przerzutami do węzłów chłonnych o wysokim prawdopodobieństwie dalszych przerzutów. Jestem żoną i mamą. Moje życie zawsze opierało się na chęci pomocy innym, a teraz sama jej potrzebuję. Jestem w trakcie chemioterapii, a w marcu 2024 roku czeka mnie mastektomia piersi lewej wraz z węzłami. Decyzja chirurga onkologa o usunięciu drugiej piersi jest oparta na wynikach badań genetycznych (pod kątem mutacji). Następnym etapem będzie radioterapia. W związku z tym, że jestem mieszkanką Rzeszowa, to koszty dojazdów i mieszkania przez okres radioterapii i rehabilitacji w Krakowie powoli nas przerastają. Czwartym etapem będzie hormonoterapia oraz terapia podtrzymująca lekiem, który nie jest refundowany w naszym kraju przez NFZ. I stąd moja decyzja o założeniu zbiórki w fundacji i poproszeniu o pomoc. Jest to lek, który zwiększy szanse na uchronienie mnie przed dalszymi przerzutami. Lekarze proponują mi przyjmowanie go przez dwa lata, a szacowany koszt to ok. 250 tysięcy złotych. Nasz budżet, oszczędności i pomoc rodziny niestety nie wystarcza. Dlatego proszę o wsparcie. Chciałabym dać sobie szansę na dłuższe życie... Być obecna na ślubie córki, wspierać ją i doczekać wnuków. Jestem wdzięczna i dziękuję za każdą, nawet najmniejszą pomoc. Pozdrawiam, Iwona Dec

272 512 zł z 300 000 zł
90%
Olena Stotska, Kraków

Chcę żyć, bo mam dla kogo - jestem jeszcze potrzebna!

Nazywam się Olena Stotska, mam 41 lat. W lipcu 2025 roku usłyszałam diagnozę – rak szyjki macicy, FIGO III C1 (cT3bN1M0) z przerzutami do węzłów chłonnych. To był dla mnie jak grom z jasnego nieba. Od tego lata walczę z chorobą, z całych sił starając się zachować nadzieję i wiarę, że jeszcze będzie dobrze. Obecnie przechodzę radioterapię oraz chemioterapię, po których zaplanowana jest brachyterapia. Równocześnie jestem w trakcie immunoterapii, która potrwa dwa lata. Leczenie jest długie, trudne i bardzo wyczerpujące, ale każdego dnia walczę – o zdrowie, o życie, o przyszłość. Jestem mamą syna Aleksandra, który ma 16 lat. Jest dla mnie całym światem i największą motywacją do walki. Bardzo mnie potrzebuje. Marzę, aby zobaczyć, jak dorasta, kończy szkołę i spełnia swoje marzenia. Leczenie nowotworu to ogromne wyzwanie – fizyczne, psychiczne i finansowe. Potrzebuję wsparcia na: lekiwspomagające po chemioterapii, radioterapii i immunoterapii, środki pielęgnacyjne i suplementy, które pomagają mi odzyskać siły, konsultacje specjalistyczne, prywatne wizyty i badania kontrolne, dojazdy do szpitala (1.5 godziny w jedną stronę codziennie). Każda złotówka ma dla mnie ogromne znaczenie. Dzięki niej mogę kontynuować leczenie i mieć nadzieję na powrót do zdrowia. --- Z całego serca proszę ludzi o dobrym sercu o pomoc w dalszym leczeniu. Chcę żyć – dla mojego syna, dla siebie, dla przyszłości. Dziękuję za każdą pomoc, modlitwę i dobre słowo. Przeszłam leczenie skojarzone obejmujące chemioterapię, radioterapię oraz brachyterapię. Następnie kontynuowałam leczenie immunoterapią - pembrolizumab. Niestety terapia nie przyniosła oczekiwanych efektów – w badaniach kontrolnych stwierdzono powiększanie się węzłów chłonnych oraz progresję choroby. W związku z tym lekarze podjęli decyzję o zmianie leczenia na nowy schemat chemioterapii. Od maja 2026 roku jestem leczona paklitakselem, cisplatyną i bewacyzumabem. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii, którą otrzymuję co trzy tygodnie. Leczenie jest długotrwałe i wymaga stałej opieki onkologicznej oraz regularnych badań kontrolnych. Z całego serca dziękuję wszystkim za okazane wsparcie. Każda wpłata, każde dobre słowo i udostępnienie mojej zbiórki dają mi siłę do dalszej walki z chorobą. Dzięki Państwa pomocy mogę kontynuować leczenie i mieć nadzieję na lepsze jutro. Jestem ogromnie wdzięczna za każdą okazaną życzliwość. Dziękuję z całego serca!

2 450 zł z 30 000 zł
8%
Małgorzata Kęcik, Warszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Małgorzata odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Małgorzato odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Małgorzaty została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Małgosia. Jestem mamą i babcią. Jeszcze do zeszłego roku byłam aktywna zawodowo. Choruję na raka jajnika high grade - wysokiej złośliwości. O chorobie dowiedziałam się pod koniec lipca 2021 r. Niestety były już liczne przerzuty. Przeszłam rozległą operację i 6 cykli chemii. Leczenie zakończyłam z informacją od lekarza, że jestem zdrowa. Niestety w 2025 r. podczas USG brzucha dowiedziałam się, że mam guza na wątrobie. Okazało się, że jest to wznowa. W lipcu przeszłam operację, a potem znowu chemię. Tym razem ze szpitala wyszłam z informacją, że będą następne wznowy. Jestem w trakcie przyjmowania leku podtrzymującego. Jak długo będzie działał, nie wiem... Na tym etapie chcę zrobić badania genetyczne, które nie są refundowane, a pomogą w doborze leczenia celowanego. Posiadam też choroby współistniejące, których objawy nasiliły się od czasu zachorowania. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na badania, wizyty, wsparcie organizmu fizycznie i psychicznie. Życie z takim obciążeniem psychicznym niestety nie jest łatwe. Dlatego bardzo proszę o wsparcie mojej zbiórki. Chcę zrobić wszystko, żeby przedłużyć czas do następnej wznowy. Będę bardzo wdzięczna za każde dobre słowo i udostępnienie. Dziękuję❤️

2 000 zł z 30 000 zł
6%
Alicja Żebrowska-Szreder, Gdańsk

Młoda mama kontra agresywny rak - pozwól mi wygrać życie!

Witajcie, Kochani! Mam na imię Alicja. Jestem 43-letnią mamą, samotnie wychowującą czwórkę wspaniałych dzieci, z których troje młodszych pozostaje pod moją codzienną opieką. To one dają mi siłę do walki o zdrowie, życie i możliwość pozostania przy nich jak najdłużej. 23 czerwca 2022 roku nasz świat runął. Zdiagnozowano u mnie obustronnego raka piersi. Nowotwór lewej piersi był już miejscowo zaawansowany i obejmował węzły chłonne. Badania wykazały raka HER2-dodatniego, wymagającego natychmiastowego i intensywnego leczenia. Pojawiły się strach, łzy i przerażenie, ale również ogromna determinacja. Nie mogłam się poddać - mam dla kogo żyć. Rozpoczęłam chemioterapię połączoną z leczeniem anty-HER2 trastuzumabem i pertuzumabem. Następnie, w styczniu 2023 roku, przeszłam obustronną mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją, usunięciem węzłów chłonnych lewej pachy oraz węzłów wartowniczych po stronie prawej. W maju i czerwcu 2023 roku poddano mnie radioterapii, a następnie kontynuowałam leczenie trastuzumabem. We wrześniu 2024 roku przeszłam wymianę ekspanderów na implanty, a w marcu 2025 roku kolejną operację korygującą implant lewej piersi. Wydawało się, że najtrudniejszy etap mam już za sobą. Niestety w październiku 2025 roku badania potwierdziły miejscową wznowę nowotworu w lewej piersi. Tym razem rozpoznano naciekającego raka piersi o wysokim stopniu złośliwości - G3, HER2 3+, z bardzo wysokim wskaźnikiem proliferacji Ki-67 wynoszącym 70%. Oznaczało to, że komórki nowotworowe dzieliły się niezwykle szybko i ponownie musiałam rozpocząć natychmiastowe, bardzo obciążające leczenie. Od listopada 2025 do marca 2026 roku otrzymywałam chemioterapię składającą się z paklitakselu i karboplatyny oraz leczenie trastuzumabem. Terapia spowodowała poważne skutki uboczne: znaczne pogorszenie wyników krwi, krwawienia, konieczność podawania leków pobudzających pracę szpiku i przetaczania płytek, silne osłabienie, bóle nóg i stawów, zawroty głowy oraz uszkodzenie nerwów. 20 marca 2026 roku przeszłam amputację lewej piersi wraz z usunięciem implantu. Ze względu na stopień agresywności nowotworu wciąż otrzymuję chemioterapię uzupełniającą. Nie oznacza to jednak końca mojej walki. Nadal pozostaję pod ścisłą opieką onkologiczną i kontynuuję leczenie. Regularne badania, w tym kontrola pracy serca, są konieczne ze względu na działania niepożądane terapii anty-HER2. Zmagam się również z nasiloną polineuropatią po chemioterapii, potwierdzoną przez lekarza i wymagającą konsultacji neurologicznej. Drętwienie rąk, obrzęki, silne bóle kończyn, stawów i żeber oraz ograniczona sprawność utrudniają mi wykonywanie nawet zwykłych czynności. Potrzebuję dalszego leczenia, rehabilitacji, fizjoterapii, diagnostyki i pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Mam orzeczony znaczny stopień niepełnosprawności. Mimo wcześniejszych prób powrotu do pracy obecny stan zdrowia nie pozwala mi na samodzielne utrzymanie rodziny. Dzieci wychowuję bez codziennego wsparcia ich ojca. Cały ciężar prowadzenia domu, organizowania leczenia, wizyt lekarskich, szkoły oraz zaspokajania bieżących potrzeb dzieci spoczywa przede wszystkim na mnie. Uzyskiwane świadczenia i wsparcie finansowe nie wystarczają na pokrycie wszystkich kosztów życia, mojego leczenia oraz terapii potrzebnych dzieciom. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć przede wszystkim na: rehabilitację i fizjoterapię po operacjach oraz chemioterapii, leczenie nasilonej polineuropatii i przewlekłego bólu, konsultacje, badania i dojazdy do placówek medycznych, leki, specjalistyczne opatrunki i środki higieniczne, specjalistyczną bieliznę i zaopatrzenie po mastektomii. Proszenie o pomoc jest dla mnie niezwykle trudne i krępujące. Zawsze starałam się radzić sobie sama, jednak kolejna choroba, operacja i następstwa intensywnego leczenia odebrały mi możliwość samodzielnego udźwignięcia wszystkich wydatków. Każda, nawet najmniejsza wpłata, każde udostępnienie zbiórki i każde dobre słowo mają dla mnie ogromne znaczenie. Z całego serca dziękuję mojej rodzinie, Przyjaciołom oraz wszystkim Cichym Aniołom Stróżom za dobroć, obecność i nieustające wsparcie. Dziękuję każdej osobie, która pomoże mi odzyskać sprawność, kontynuować leczenie i jak najdłużej pozostać przy moich dzieciach. Wasza pomoc daje mi nie tylko realne wsparcie, ale również nadzieję i siłę do dalszej walki. Wasza Alicja 🍀

56 742 zł z 85 000 zł
66%
Ola Matla, Poznań

Walka z rakiem piersi, podwójna blokada, operacja, rehabilitacja

Przez kilka miesięcy miałam nadzieję, że leczenie będzie jedynie krótkim przystankiem w moim życiu – etapem, który minie, a ja wrócę do codzienności. Niestety, w lutym 2022 roku dowiedziałam się, że choroba wykroczyła poza pierwotne ognisko w piersi i dała przerzuty do kości. Ta diagnoza zmieniła wszystko. Od tego momentu moje leczenie stało się paliatywne – czyli przewidziane na całe życie, aż do kolejnych progresji choroby. Co to oznacza w praktyce? Regularne wizyty na oddziale onkologicznym co trzy tygodnie, gdzie otrzymuję specjalistyczne leczenie onkologiczne. Każda wizyta to kolejna dawka leków, które pomagają mi utrzymać chorobę w ryzach, ale też przypomnienie, że to nie jest etap, który po prostu minie. Jeśli chcesz mnie wesprzeć w tej walce, możesz to zrobić, przekazując darowiznę na moje subkonto w fundacji Alivia. Każda wpłata to realna pomoc w pokryciu kosztów leczenia, badań i terapii wspierających, które pozwalają mi dalej walczyć. Dziękuję, że jesteś tu ze mną. --- Cześć, mam na imię Ola. Mam 36 lat, wspaniałą rodzinę, 4-letnią córkę Adę i męża. We wrześniu zdiagnozowano u mnie nowotwór piersi HER2-dodatni, jestem w trakcie chemioimmunoterapii indukcyjnej, przed mastektomią obustronną (ze względu na mutację genetyczną) i rekonstrukcją. Zebrane fundusze przeznaczę na nierefundowaną w moim przypadku w Polsce terapię oraz zabieg mastektomii z jednoczesną rekonstrukcją, który jest kosztowny i będzie także wiązał się z wielokilometrowymi podróżami oraz późniejszą rehabilitacją, a także na dodatkowe wydatki apteczne. Moim obecnym marzeniem jest uzyskanie 100% odpowiedzi na leczenie, bez choroby resztkowej i powrót do normalnej codzienności bez szpitali, chemii, żeby córka jak najmniej kojarzyła dzieciństwo z chorobą mamy.

44 348 zł z 73 500 zł
60%