Zbiórki

Anna Wasilewska, Owczarnia

Pokonam nowotwór piersi - 5-letni plan leczenia

Zanim wykryto u mnie raka piersi, miałam czasem tendencje do ponarzekania, szczególnie na nawał pracy, moją trójkę dzieci, która na zmianę, ale constant, coś ode mnie chce, męża (wiadomo), te psy, co tak bałaganią, itd. W styczniu 2022 roku, kiedy usłyszałam diagnozę: złośliwy nowotwór piersi, przewartościowałam swoje życie. Teraz marzę, żeby wkurzali mnie jak najdłużej. Czy moja historia jest podobna do innych? Nie wiem, cały czas poznaję historie kobiet zmagających się z rakiem (nie tylko piersi) i cały czas nie mogę pojąć algorytmu przydzielania nam tej choroby. Nie pisałabym tego tekstu, gdyby nie moja najdroższa Paulina Krasnopolska, która pod groźbą zerwania kontaktu nakazała mi przesłać wynik USG piersi. To był jej ostatni apel, abym w końcu sprawdziła to niewielkie podskórne zgrubienie lewej piersi. Moje przeczucie mnie nie zawiodło, USG wykazało niegroźną zmianę, odetchnęłam z ulgą. Ponieważ USG piersi zawiera pakiet badania dwóch piersi, po przejechaniu aparaturą po prawej okazało się, że mam guzy, których nigdy bym sama nie wyczuła. Biopsja w styczniu 2022 roku potwierdziła najgorsze: nowotwór złośliwy. W lutym 2022 przeszłam operację mastektomii jednej piersi z rekonstrukcją, w kwietniu 2022 drugą. Obecnie jestem w trakcie leczenia5 letniego planu leczenia i rehabilitacji. Cały czas poszukuję najlepszych rozwiązań farmakologicznych, aby zapobiec nawrotowi raka. W związku z tym, że NFZ nie obejmuje opcji profilaktycznego usunięcia piersi, na które się zdecydowałam, a lekarze na kontraktach NFZ ograniczają do minimum zlecanie badań pozwalających na wczesne wykrycie przerzutów do innych miejsc, postanowiłam właśnie założyć tę zbiórkę. Przede mną długa droga: fizjoterapia, leczenie farmakologiczne, walczenie ze skutkami ubocznymi terapii i regularne badania do końca życia. Dziękuje wszystkim za dotychczasowe wsparcie i dobro, którego doświadczam codziennie. Chcę żyć. Ania.

126 233 zł z 150 000 zł
84%
Anna Bielecka, Kraśnik

Zbiórka pieniędzy na leczenie raka

Nazywam sią Anna Bielecka, mam 38 lat, jestem szczęśliwą żoną i matką dwóch chłopców - 7 i 10 lat. We wrześniu zrobiłam kontrolne badanie piersi i okazało się, że w prawej piersi pojawiła się zmiana. Lekarz kazał tę zmianę obserwować i zgłosić się do kontroli za sześć miesięcy. Jednak mąż postanowił rozszerzyć badania, ponieważ trzy lata temu zmarła moja kochana mama. Po biopsji wykonanej we wrześniu okazało się że, jest to nowotwór złośliwy piersi i od tego momentu rozpoczęliśmy walkę. Dziś jestem już po pierwszej serii chemioterapiach, rozpoczęłam drugą chemioterapię, czeka mnie jeszcze operacja w Niemczech, radioterapia i terapia hormonalna. Proszę o wsparcie w poniesieniu nierefundowanych kosztów leczenia.

56 150 zł z 80 000 zł
70%
Barbara Poros, Zbludowice

Wsparcie w walce z rakiem

Mam na imię Barbara. Mam 69 lat i walczę z rakiem trzonu macicy - rakiem endometrium. To walka pełna nadziei, ale i codziennego lęku o to, czy jutro będę miała siłę wstać z łóżka. Po operacji i chemioterapii wierzyłam, że najgorsze mam już za sobą. Niestety, choroba wróciła - tym razem bardziej agresywna i trudniejsza do zatrzymania. Przez długi czas słyszałam, że ze względu na mutację genu TP53 immunoterapia nie jest dla mnie dostępna. A nawet gdyby była możliwa, jej koszt (około 40 000 zł za jedną dawkę) przekraczał moje możliwości. To był moment, w którym straciłam grunt pod nogami. Nie poddałam się jednak. Poprosiłam Państwa o wsparcie i to, co się wtedy wydarzyło, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. W krótkim czasie udało się zebrać około 60 000 zł. Byłam ogromnie wdzięczna… Ale też przerażona. Ta kwota wystarczała zaledwie na niecałe dwie serie leczenia. A rak nie czeka. W lutym 2025 roku, podczas kolejnej hospitalizacji, poznałam pacjentkę z takim samym rozpoznaniem. Okazało się, że korzysta z immunoterapii w ramach rządowego programu lekowego. Postanowiłam zawalczyć jeszcze raz. To był promyk nadziei w sytuacji, która wydawała się bez wyjścia - miesiąc po zakończonej chemioterapii moje markery zaczęły gwałtownie rosnąć. Dzięki determinacji i wsparciu dobrych ludzi udało się - zostałam zakwalifikowana do programu. 10 lipca 2025 roku, po blisko sześciu miesiącach bez leczenia, otrzymałam pierwszą dawkę immunoterapii. Dziś jestem już po ośmiu cyklach. Niestety, leczenie bardzo obciąża mój organizm. Zmagam się z ciężkimi skutkami ubocznymi i pozostaję pod opieką wielu specjalistów: onkologa, endokrynologa, kardiologa, gastroenterologa, chirurga i innych lekarzy. Terminy w ramach NFZ są bardzo odległe, dlatego większość konsultacji musi odbywać się prywatnie. Do tego dochodzą: częste badania kontrolne, leki łagodzące skutki uboczne, Nutridrinki dojazdy do szpitala i do specjalistów, pielęgnacja przy uszkodzeniach skóry i błon śluzowych. To wszystko generuje koszty, których nie obejmuje refundacja. Dzięki Państwa wsparciu mogę je pokrywać. Dlatego powstała ta zbiórka - aby zapewnić ciągłość leczenia i poczucie bezpieczeństwa w walce z chorobą. Nigdy wcześniej nie prosiłam o pomoc. Zawsze starałam się radzić sobie sama. Dziś wiem, że sama nie dam rady. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, daje mi spokój, siłę i wiarę, że mogę iść dalej. Z całego serca dziękuję za każdą pomoc i każde dobre słowo. Czasami jedno życie zależy od wielu serc… Jeśli może Pani/Pan pomóc - proszę, każda złotówka to dla mnie więcej niż pieniądz. To oddech, to nadzieja, to szansa. To życie. Dziękuję z całego serca. Bo wierzę, że jeszcze nie czas się poddać. Dziękuję również za dotychczasowe wsparcie finansowe rodzinie i wszystkim pomagającym. Świadomość, że wokół mnie jest tyle życzliwych osób, dodaje mi sił do walki z wyjątkowo złośliwym przeciwnikiem.

56 102 zł z 80 000 zł
70%
Sylwia Czyżewska, ząbki

Leczenie oraz badania

Nazywam się Sylwia, mam 44 lata. Wychowuję sama dwóch dorastających synów. W grudniu 2016 roku zdiagnozowano u mnie rozsianego raka piersi. Był to dla mnie cios, ponieważ całe życie pomagałam innym - byłam honorowym dawcą krwi oraz szpiku. Choroba wywróciła moje dotychczasowe życie do góry nogami, zostawił mnie partner, zostałam z problemami całkiem sama, bez środków do życia. Postanowiłam zawalczyć i podjąć leczenie. Najpierw długa chemioterapia, następnie mastektomia piersi z usunięciem węzłów chłonnych. Potem miało być już z górki - rekonstrukcja piersi oraz 5 lat leczenia hormonalnego. Niestety znów dostałam kopniaka od losu. Podczas podróży z synem do rodzinnego Włocławka straciłam przytomność i dostałam ataku padaczki. Obudziłam się w szpitalu. Po cyklu badań wykryto u mnie guza przysadki mózgowej. Lekarze zalecili obserwację oraz liczne badania, nie wszystkie refundowane. Serdecznie proszę o pomoc, by móc się leczyć i żyć dla moich synów. Styczeń 2021: Jestem wciąż pod stałą opieką i obserwacją lekarzy w sprawie guza przysadki. Niestety efektem zmian w mózgu jest dodatkowe leczenie z powodu ataków padaczki… Za kilka miesięcy czeka mnie drugi etap rekonstrukcji piersi oraz związana z nim rehabilitacja. Styczeń 2022: Od początku roku leżę w szpitalu, czekają mnie długie rehabilitacje. Bardzo dziękuję za każde, nawet najmniejsze wsparcie. Marzę, żeby znów żyć jak dawniej, ale potrzebuję jeszcze odrobinę Waszej pomocy, by móc stanąć na nogi. Chciałabym żyć i być dla moich dzieci oparciem, ponieważ mają tylko mnie. Dziękuję z całego serca.

5 368 zł z 30 000 zł
17%
Andrzej Kurowski, Grodzisk Maz.

Odzyskać siebie

Mam na imię Andrzej. Do niedawna cieszyłem się moimi pasjami - podróżami i historią. Pracowałem jako nauczyciel, a weekendy poświęcałem wolontariatowi w schronisku dla zwierząt. Diagnoza - wyściółczak w IV komorze mózgu. Przeszedłem trudną operację, a potem radioterapię, ale to był dopiero początek. Teraz zmagam się z zespołem móżdżkowym, co oznacza duże problemy z koordynacją ruchów, wzrokiem i samodzielnym chodzeniem, a do tego cierpię na ciężką depresję. Chciałbym wrócić do mojej pracy, wolontariatu i odzyskać radość życia. Pomagałem innym, niestety teraz sam potrzebuję pomocy. Dziękuję Wszystkim Darczyńcom za słowa wsparcia i wiarę we mnie.

75 134 zł z 100 000 zł
75%
Monika Płatników, Szydłowo

Pomoc w leczeniu i powrocie do zdrowia

Nigdy nie sądziłam, że będę zakładać taką zbiórkę, a jednak „pyk” - i jestem w tym. Pisanie o chorobie, bólu, proszenie o pomoc wydaje się przyznaniem do słabości, do bezsilności. To zadanie, którego nie napisze za mnie nawet najlepsze AI - a szkoda. Historia mojej choroby zaczyna się w czerwcu 2025 roku, gdy z ogromnym bólem brzucha trafiam na gastroskopię. Badanie kończy się słowami lekarza: „Nie będę ukrywać przed Panią, co znalazłem. Muszę powiedzieć, że wygląda to nieciekawie”. Przez dziesięć długich dni czekam na wynik pobranego wycinka. Odbieram go od recepcjonistki na korytarzu. Czytam: rak dwunastnicy. Ściany się walą, robi się ciemno, odpływam. Mąż prowadzi mnie do samochodu. Nie wiem, jak tam doszłam. Nie pamiętam drogi do domu. Leki uspokajające pozwalają mi zebrać się w sobie i zacząć walkę z czasem. Umawiam się na wizytę u najlepszego chirurga w regionie - wydaje się, że tylko on może podjąć się tej operacji, bo ten rodzaj raka jest niezwykle rzadki. Profesor informuje mnie o konieczności pilnej operacji. Nie wiem, czy będziemy ratować moje życie, czy jedynie je przedłużać. Dowiaduję się natomiast, że czeka mnie największa operacja w obrębie jamy brzusznej, jaką zna współczesna chirurgia. Nie przeraża mnie to - może to efekt leków, a może po prostu ogromna chęć życia, ponad wszystko i bez względu na konsekwencje. 14 lipca 2025 roku przechodzę operację wycięcia dwunastnicy, połowy trzustki, części żołądka oraz pęcherzyka żółciowego. Dochodzi do ostrej niewydolności oddechowej i spędzam kilka dni na OIOM-ie. Później wracam na oddział. Pionizują mnie, karmią przez cewnik centralny, tracę kilogram dziennie, przechodzę szereg badań - w tym najważniejsze, czyli sprawdzenie szczelności zespoleń. Podchodzę do niego dwa razy, bo za pierwszym razem tracę przytomność. W tym wszystkim dostaję pierwszą dobrą wiadomość: „Pani Moniko, bardzo dobry wynik histopatologiczny. Rak został wycięty w całości. Dzisiaj jest dzień, w którym powinna się Pani cieszyć”. Gdy o tym myślę, nadal się wzruszam. Rodzina i przyjaciele mówili mi, że jestem dzielna i walczę. Nikt z nas nie miał jednak pojęcia, jak bardzo ta inwazyjna operacja wpłynie na dalsze funkcjonowanie i jak wiele konsekwencji wywoła — takich, których polski system zdrowia nie potrafi udźwignąć. Zachorowanie na jeden z najrzadszych nowotworów sprawia, że bardzo trudno jest znaleźć specjalistów, którzy potrafią zajmować się pacjentem po operacji Whipple’a. Mówimy o rozległym cięciu, które utrudnia codzienne funkcjonowanie, o bólach narządowych i powięziowych promieniujących do pleców, o pooperacyjnym zapaleniu kikuta trzustki, o cukrzycy jako powikłaniu pooperacyjnym, o problemach trawiennych, nieprzyswajaniu składników odżywczych, problemach z poruszaniem, bólach zębów wynikających z niedoborów - o codziennym zmaganiu się z rzeczami, o których większość ludzi nie ma pojęcia. Docieram do momentu, który wydaje się kluczowy dla tych, którzy uznają, że moje życie jest warte wsparcia. Kwota, którą chciałabym uzbierać, to tak naprawdę minimalne pokrycie kosztów rocznego leczenia. Obejmuje wizyty u lekarzy różnych specjalizacji - gastrologa, fizjoterapeuty, dietetyka klinicznego, genetyka i innych, pod których opieką muszę pozostawać z uwagi na ryzyko przerzutów. Każda wizyta to też kolejne badania, które trzeba wykonać, a na końcu leki oraz sprzęt do fizjoterapii domowej. Do listopada radziłam sobie z tym obciążeniem finansowym. Pod koniec miesiąca zwyczajnie się pod nim załamałam. Nie mogę już dłużej robić tego sama, bo każdy miesiąc jest dla mnie ważny. Muszę nabrać sił, regularnie się rehabilitować, wyleczyć wszystkie stany zapalne - słowem, przywrócić i utrzymać ciało w jak najlepszej kondycji. Powrót do zdrowia po takim raku trwa minimum rok. Każda kolejna dolegliwość opóźnia ten proces, a co najgorsze - daje chorobie otwarte drzwi do wznowy, której nie chcę i której w obecnym stanie zwyczajnie bym nie przeżyła. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcą mnie wesprzeć. Trudno jest się otworzyć, ale wierzę, że ma to sens. Wierzę, że dobrych ludzi jest więcej. Wierzę, że będę mogła dalej być ze swoją córką, że w pracy - do której wróciłam szybciej, niż rozsądek by podpowiadał - zrealizuję jeszcze wiele wspaniałych projektów. Wierzę, że moi przyjaciele nie stracą mnie zbyt szybko. Jeśli mogę mieć do Ciebie jeszcze jedną prośbę - spójrz na moje zdjęcie. Miesiąc przed diagnozą dostałam pora z hasłem „Pora na badania”. Nie mogło być wyraźniejszego sygnału. Badaj się. Nawet jeśli nikt nie chce zlecić Ci badań - zrób je sam/sama. Najwyższa PORA jest dziś. A ja dziękuję Ci za szansę. Nie zostanie zmarnowana.

54 727 zł z 80 000 zł
68%
Ilona Szolc, Bytom

Pomoc w finansowaniu dalszego leczenia onkologicznego

Mam na imię Ilona i mam 64 lata. Jestem osobą bardzo pogodną i aktywną, jednak w jednej chwili moje życie wywróciło się do góry nogami. Dokładnie w czerwcu 2024 r. podczas kontrolnych badań lekarz zauważył niepokojące zmiany w piersi prawej i lewej i skierował mnie na kolejne badania diagnostyczne, które niestety wykazały raka zrazikowego z przerzutami do węzłów chłonnych. W sierpniu zostałam poddana leczeniu operacyjnemu dwóch piersi z usunięciem guzów oraz marginesem części węzłów chłonnych. W kolejnych miesiącach rozpoczęłam chemioterapię, obecnie jestem w trakcie radioterapii i hormonoterapii. Obecnie wymagam stałej rehabilitacji mającej na celu zniwelowanie skutków pooperacyjnych, a w perspektywie kilku miesięcy planowane jest leczenie innowacyjnym lekiem, który na razie jest nierefundowany. Dodatkowo codzienne dalekie dojazdy na radioterapię pochłaniają czas i dodatkowe środki finansowe. Bardzo chciałabym wrócić do swojej dawnej sprawności i spędzać czas z moją ukochaną rodziną, nie musząc martwić się o kolejny dzień. Dlatego też serdecznie proszę o możliwość wsparcia, a za każdą udzieloną pomoc ogromnie dziękuję!

4 458 zł z 30 000 zł
14%
Jolanta Wysoczańska, Świebodzice

Wsparcie w kontynuacji leczenia onkologicznego

Cześć, nazywam się Jola i w tym roku kończę 50 lat. Zawsze troszczyłam się o innych bardziej niż o siebie. Mam ogromną słabość do zwierząt. Od lat, wspólnie z moimi bliskimi, pomagam bezdomnym kotom - dokarmiam je, leczę i szukam im domów. Mam również trzy ukochane koty i psa, które każdego dnia przynoszą mi radość i spokój. Dziś to ja potrzebuję pomocy. Od 2024 roku choruję na nowotwór jelita grubego. Mam wyłonioną ileostomię, przeszłam chemioterapię i dwie operacje. Chciałam rozpocząć nowy rok z nadzieją, jednak los chciał inaczej - dowiedziałam się o kolejnych przerzutach. Dalsze leczenie stoi pod znakiem zapytania, a każdy dzień przynosi mi lęk i strach o przyszłość. Bardzo boję się przyszłości, ale jeszcze bardziej chcę żyć. Mam dla kogo. Mam 4-letnią wnuczkę, z którą chcę spędzać czas, patrzeć jak rośnie, pokazywać jej świat i uczyć wrażliwości na zwierzęta. Chciałabym być dla niej babcią jak najdłużej i mieć siłę, by cieszyć się wspólnymi chwilami. Zebrane środki przeznaczę na leczenie, konsultacje specjalistyczne, leki, badania, środki stomijne i wszystko, co pozwoli mi jak najlepiej funkcjonować w tej chorobie. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc i dobre słowo.

4 285 zł z 30 000 zł
14%
Zenon Kamiński, Gryfice

Pomocna dłoń

Proszę o pomoc w pokryciu kosztów dojazdów na chemioterapię oraz innych wydatków związanych z leczeniem onkologicznym.

4 263 zł z 30 000 zł
14%
Monika Adamczyk, Lekowo

Pomoc dla Moni w walce z rakiem

Witam, mam na imię Monika, mam 47 lat. Jestem mamą dwóch dorastających córek i 9-letniego Antosia. Bardzo ich kocham. Wraz z początkiem roku 2025 miałam pewne nadzieje i plany, niestety w styczniu dowiedziałam się, że jestem bardzo chora. Moja choroba rozpoczęła się pod koniec 2024 roku. Początkowo leczyłam się na żołądek i pęcherz. Leczenie nie przynosiło jednak ulgi. 21 grudnia trafiłam do pobliskiego szpitala. Tam po badaniach stwierdzono niedrożność jelita i wypisano mnie do domu. Święta spędziłam w bólach. Wciąż chudłam i nie mogłam jeść. W końcu trafiłam do kolejnego szpitala, gdzie poznałam diagnozę: rak jelita grubego naciekający na pęcherz moczowy i esicę. Konieczna była rozległa operacja. Usunięto mi połowę jelita grubego, tylną ścianę pęcherza moczowego oraz esicę. W dalszym ciągu zmagam się ze skutkami przebytej operacji. Pojawiają się bóle, a rana wymaga ciągłego opatrywania z powodu infekcji. Przede mną chemioterapia. Zebrane środki pomogą mi pokryć koszty dojazdów do szpitala, środków opatrunkowych, rehabilitacji i medycznej żywności podczas leczenia chemią. Moim noworocznym marzeniem jest stać się ponownie 100-procentową mamą i żoną dla swojej rodziny. Chciałabym móc się nimi opiekować, wspierać ich w różnych chwilach. Wierzę, że z Państwa pomocą mi się to uda. Bardzo dziękuję za każdą udzieloną pomoc.

24 200 zł z 50 000 zł
48%
Dorota Głowacka, Bydgoszcz

Pomóżcie moim dzieciom mieć jak najdłużej mamę!

Drodzy Państwo, przede wszystkim dziękuję, że czytacie ten tekst. Mam 44 lata i od 6 lat choruję na nowotwór piersi. Usunięto mi pierś, jestem już po chemioterapii, odrosły mi włosy, wróciłam do własnej wagi, mogę zajmować się sama dziećmi i robić wszystko to, co robiłam do tej pory, ale to koniec dobrych wiadomości. Niestety obawiam się, że wszystko co dobre, zostanie mi po raz kolejny odebrane, bo mój rak mnie chyba bardzo lubi... Mam bardzo złośliwy nowotwór, lekarze określają go jako „potrójnie negatywny”, odporny na wszelką farmakoterapię. Niestety chemioterapia, jaką przeszłam, nie jest w stanie pokonać złośliwości zdiagnozowanego u mnie nowotworu, a lekarze nie są w stanie zaoferować mi już innych metod leczenia. Znowu mam powiększone węzły chłonne, szybko rośnie ilość komórek nowotworowych we krwi, pojawiło się też jakieś podejrzane ognisko w głowie, które będzie niebawem diagnozowane. Ale ja postanowiłam nie czekać biernie, aż rak się mocno rozwinie, a szukać innych, nierefundowanych metod leczenia i zrobić wszystko, co mogę aby pokonać chorobę. Szukam nowych możliwości leczenia. Środki chciałabym przeznaczyć na konsultację u specjalistów, dojazdy do ośrodka leczenia jak i badania diagnostyczne (choroba odebrała mi też pracę, jestem na rencie, a mąż zarabia niewiele). Może dotrę też do jeszcze innych form leczenia, za które pewnie również trzeba będzie płacić. Stąd moja ogromna prośba do Państwa o pomoc, bardzo Was moi Kochani proszę o jakąkolwiek pomoc finansową. Mam dwójkę cudownych dzieci: 5-letnią Kornelkę i 10-letniego Antosia, które to kocham najbardziej na świecie. To głównie dla nich walczę o życie i to one dodają mi siły i wspierają w chorobie. Postanowiłam zrobić wszystko co możliwe, aby wychować moje dzieci i otoczyć je miłością, na którą tak zasługują. Nikomu nie życzę tego towarzyszącego mi uczucia strachu, że może nie zdążę być przy moich dzieciach, kiedy najbardziej będą mnie potrzebować, nie będę mogła przytulić, pochwalić, cieszyć się z ich radości i wspierać w problemach. Będę Państwu wdzięczna do końca życia, no i moja cała rodzina również, bo możecie sprawić, żeby moje dzieci wyrosły na szczęśliwych ludzi, mając kochającą mamę u boku.

53 818 zł z 80 000 zł
67%
Lilla Sirocka, Gdańsk

Rehabilitacja i dalsze leczenie

Witam, mam na imię Lilla. Podczas kontrolnego badania mammograficznego w 2023 r. zdiagnozowano u mnie zmianę w piersi lewej. Po przeprowadzeniu dodatkowych badań w UCK Gdańsk /mammografia spektralna i biopsja mammotomiczna/ nic nie wskazywało na nowotwór złośliwy. Decyzję lekarki prowadzącej o konieczności przeprowadzeniu zabiegu chirurgicznego celem upewnienia się co do charakteru zmiany przyjęłam z mieszanymi uczuciami. Gdy jechałam w czerwcu 2024 r. po operacji na wizytę do chirurga onkologa po odbiór wyniku badania histopatologicznego, byłam nastawiona optymistycznie. Diagnoza nowotwór złośliwy piersi typu HER2:3+ zmieniła moje życie. W lipcu i wrześniu 2024 r. przeszłam dwie kolejne operacje, stwierdzono przerzuty do naczyń limfatycznych oraz wykonano onkoplastykę z wszczepieniem ekspandera piersi lewej. W listopadzie 2024 r. rozpoczęłam chemioterapię. Boję się, czy starczy mi determinacji i środków finansowych na walkę z nowotworem... Po usunięciu węzłów chłonnych dołu pachowego mam bardzo bolesne powikłanie - sznury limfatyczne (tzw. AWS). Pojawiają się pod pachą, wyglądają jak struny, mocno ograniczają zakres ruchu i są bardzo bolesne. Jedynym lekarstwem na nie jest fizykoterapia. Niestety NFZ po operacji refunduje jedynie kilka zabiegów, w moim przypadku niewystarczających. Bardzo proszę o pomoc, dzięki której będę mogła pokryć koszty mojego dalszego leczenia i dziękuję za okazane wsparcie.

3 802 zł z 30 000 zł
12%