Zbiórki

Stefania Goluszkova, Witkow

Zbiórka na leczenie dla Stefanii

Cześć, nazywam się Stefania. Mam 37 lat. Jestem mamą dwójki dzieci - Marysia ma 10 lat, a Kasia 8. Choroba zaskoczyła mnie znienacka. Zaczęło się od zmęczenia, ciągłego zmęczenia... Nie mogłam sobie wytłumaczyć, skąd się bierze! Aż pewnego razu kładłam się spać i zakłuło mnie w lewej piersi. Wystraszyłam się bólu i wyczułam w piersi guza. Niezwłocznie zgłosiłam się do ginekologa, późnej zlecono mi biopsję, a we wrześniu dowiedziałam się, że mam raka piersi. Świat mi się zawalił. Nie mogłam się pozbierać... Najbardziej boję się o dzieci. Boję się, że zostaną bez mamy... Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia.

11 720 zł z 12 000 zł
97%
Agnieszka Wawrzyńczak, Warszawa

Pragnę dalej dawać uśmiech innym, a przy okazji cieszyć się życiem!

Jest mi trudno to napisać. Za każdym razem, gdy próbuję ubrać w słowa to, co się dzieje, brakuje mi tchu – nie tylko z powodu choroby, ale z powodu emocji. Dlatego dziś oddaję głos komuś, kto zna mnie najlepiej. Mojej przyjaciółce. “Piszę o Agnieszce. Gdyby dobro miało twarz, miałoby jej oczy – uważne, ciepłe, zawsze skupione na drugim człowieku. Agnieszka jest tą osobą, która pamięta. Pamięta, że ktoś miał ważną rozmowę. Pamięta, że ktoś nie lubi ciszy, gdy jest mu smutno. Pamięta, że czasem nie trzeba rad, tylko obecności. Jest przy ludziach naprawdę – nie na pół gwizdka, nie „na chwilę”. Gdy jest dobrze, cieszy się najmocniej. Gdy jest źle, nie odwraca wzroku. To ona pierwsza przychodzi z herbatą i ostatnia wychodzi, gdy trzeba posiedzieć w milczeniu. Nieraz widziałam, jak odkłada swoje sprawy, bo ktoś inny akurat bardziej potrzebował wsparcia. I właśnie taka osoba dziś sama potrzebuje pomocy. Pisanie tego tekstu nie jest łatwe. Bo jak prosić o coś dla kogoś, kto całe życie dawał? Jak powiedzieć światu, że ta silna, wspierająca wszystkich Agnieszka teraz mierzy się z czymś, co przerasta nawet ją? Agnieszka mierzy się z bardzo poważną diagnozą – to nowotwór złośliwy dróg żółciowych z naciekiem na trzustkę, dwunastnicę oraz węzły chłonne. Te słowa brzmią chłodno i medycznie, ale za nimi kryje się codzienna walka: o siłę, o kolejne badania, o leczenie, o nadzieję. Choroba przyszła nagle, nieproszona i wywróciła jej świat do góry nogami. Zmieniła plany, rytm dni, zwykłą codzienność. Ale nie zmieniła jej serca. Nadal martwi się bardziej o innych niż o siebie. Nadal potrafi zapytać: „A jak Ty się trzymasz?” – nawet wtedy, gdy sama walczy o każdy spokojny dzień. Dlatego proszę – w jej imieniu, ale też w swoim. Jeśli możecie, dołóżcie swoją cegiełkę. Każda wpłata to nie tylko wsparcie leczenia i rehabilitacji. To sygnał: „Agnieszko, teraz my jesteśmy przy Tobie”. Tak jak Ty byłaś przy nas. Nie prosimy o litość. Prosimy o szansę. O nadzieję. O to, by osoba, która tyle dobra dała światu, mogła dalej być jego częścią – zdrowa, silniejsza, spokojniejsza o jutro. Dziękuję za każdą pomoc, każde udostępnienie, każde dobre słowo. Wierzę, że dobro, które Agnieszka rozsiewała przez lata, teraz do niej wróci.”

29 545 zł z 30 000 zł
98%
Agata Pastwa, Poniatowa

Może i bitwę z rakiem przegrałam, ale wojnę zamierzam WYGRAĆ!

Mam na imię Agata, mam 35 lat, jestem żoną i mamą trzech wspaniałych dziewczynek. Bliźniaczki są niepełnosprawne, a ja od 6 czerwca 2016 r. walczę z hormonozależnym rakiem piersi prawej. Swoje leczenie zaczęłam od chemioterapii AT od lipca do listopada 2016, później przeszłam radykalną mastektomię piersi prawej wraz z wycięciem układu chłonnego pachy prawej. Na przełomie stycznia i lutego 2017 r. przeszłam radioterapię, włączono mi hormonoterapię, a od marca 2017 do października 2017 r. poddana byłam immunoterapii w zastrzyku. Niestety, kiedy wydawało się wszystkim - mnie, mojej rodzinie i lekarzom, że już jest z górki, pod blizną gdzie wcześniej była pierś, wyskoczył nowy guz - WZNOWA!!! Zmieniono mi hormony i nic poza tym... Leczenie immunoterapią zostało przerwane, ponieważ mnie nie uchroniło, a wręcz odwrotnie - rak kwitł w środku :( Lekarze z Centrum Onkologii w Lublinie nie mają pomysłu na moje leczenie, dlatego szukam innych możliwości leczenia, ale żeby było to możliwe muszę prosić o wsparcie finansowe. Mój mąż nie pracuje zawodowo, ponieważ musiał przejąć opiekę nad bliźniaczkami chorymi na stwardnienie guzowate i padaczkę lekooporną, ja jestem na rencie z ZUS-u. Chciałabym pojechać ze swoimi badaniami do innych lekarzy i szpitali, może gdzieś znajdzie się jakaś szansa na leczenie dla 35-letniej młodej kobiety, która robi wszystko co tylko możliwe, żeby cieszyć się życiem najdłużej jak to możliwe, bo moje córki mnie potrzebują... Gdyby mój optymizm mógł pokonać raka, to już byłabym zdrowa i nie czytaliby Państwo mojej historii :) Kocham taniec i mam nadzieję, że jeszcze będę mogła cieszyć się swoją pasją :) Może i bitwę z rakiem przegrałam, ale wojnę zamierzam WYGRAĆ!!!

14 291 zł z 15 000 zł
95%
Robert Zapalski, Mogilany

Pomoc w zakupie nierefundowanych leków onkologicznych

Szanowni Państwo, Mam na imię Robert. Mam kochającą się rodzinę, cudowną żonę i dwoje wchodzących w dorosłość dzieci. Mam 52 lata, i od 5 lat choruję na raka nerki. Facetowi w moim wieku nie jest łatwo prosić o pomoc. Do tej pory, jak większość z Was, z problemami radziłem sobie sam. Tak było również przez ostatnie 5 lat leczenia onkologicznego. Przeszedłem już 4 operacji związanych z rakiem i przerzutami, 4 terapie leczenia oknologiczego (sutent, immunoterapia -niwomulab, kabozantynib i belzutifan), oraz kilka razy radioterapię kręgosłupa, płuc i głowy. Leczenie i zabiegi przez lata pozwalały mi prawie normalnie żyć i cieszyć się dniem codziennym. Można powiedzieć, że nawet przyzwyczailiśmy się do pobytów w szpitalach, leczenia i łączenia tego z życiem rodzinnym. Niestety każda z terapii po jakimś czasie przestawała być skuteczna, a niektóre, nawet te najnowocześniejsze nie powstrzymują progresji choroby. W tej chwili leczenie refundowane przez NFZ nie przewiduje kolejnych, dających nadzieję terapii. Przeszedłem szereg konsultacji w kraju i za granicą. Znaleźliśmy zrozumienie i szansę na terapię, która da szansę na kolejne czas z bliskimi. Leczenie skojarzone dwoma lekami. Nadal mam w sobie moc, żeby stawić czoła chorobie. Dlatego, aby się ratować, zmuszony jestem samodzielnie zaopatrywać się w leki. Koszt terapii to około 2 tys. zł na miesiąc. Zwracam się o pomoc w finansowaniu mojej terapii i przekazanie na ten cel 1,5% waszego podatku.

19 125 zł z 20 000 zł
95%
Katarzyna Ziarkowska, Warszawa

Pomóż mi uniknąć chemioterapii – zbieram na test Oncotype DX

Mam na imię Kasia, mam 52 lata i w lipcu usłyszałam diagnozę, która wprowadziła w moje życie chaos i sprawiła, że wszystko inne zeszło na dalszy plan – rak piersi. Wszystko zaczęło się niewinnie, od rutynowych badań profilaktycznych w czerwcu. Wynik biopsji potwierdził nowotwór, a 7 sierpnia przeszłam operację oszczędzającą pierś (BCT) oraz biopsję węzła wartowniczego (SLNB). Na szczęście operacja przebiegła zgodnie z planem i teraz przygotowuję się do dalszego leczenia. Rak piersi to choroba, której leczenie wymaga nie tylko operacji czy chemioterapii. Czasami najlepszą decyzją jest rezygnacja z chemioterapii – jeśli wiadomo, że nie przyniesie efektu, a może spowodować poważne skutki uboczne. Dlatego lekarze zalecili mi wykonanie testu genetycznego Oncotype DX. To badanie, wykonywane w USA, pozwala sprawdzić, czy chemioterapia będzie skuteczna w moim przypadku, czy też lepiej wybrać inną metodę. Wynik testu może diametralnie zmienić sposób leczenia i moje życie. Niestety test nie jest refundowany przez NFZ, a jego koszt to około 15.000- 20.000 zł. To kwota, której w tej chwili nie jestem w stanie pokryć samodzielnie. A czas ma ogromne znaczenie, decyzję muszę podjąć już teraz, zanim rozpocznę chemioterapię, która w moim przypadku może być nieskuteczna, a jednocześnie obciążająca organizm. Zawsze starałam się radzić sobie sama. Po dłuższym czasie bez pracy niedawno znalazłam nowe zatrudnienie i zaczęłam stawiać życie na nogi. Myślałam, że wszystko powoli się układa… Ale dziś najważniejsze jest zdrowie. Dlatego proszę o wsparcie. Każda, nawet symboliczna wpłata, przybliża mnie do wykonania badania. Jeśli możesz, pomóż mi zrobić ten krok, który może zmienić całe leczenie. Jeśli nie możesz pomóc finansowo, proszę udostępnij moją zbiórkę dalej. Dziękuję za każdą formę wsparcia i dobre słowo. Z wdzięcznością, Kasia

9 124 zł z 10 000 zł
91%
Myroslava Hutsuliak, Wrocław

Pomóż pokonać chłoniaka

Cześć, jestem nauczycielką, która bardzo lubi uczyć dzieci i której wszystko zostało odebrane przez losowe wydarzenie. W dzień moich urodzin okazało się, że mam chłoniaka rozlanego z dużych komórek B (DLBCL). Należy on do grupy nowotworów układu chłonnego i wywodzi się z dojrzałych, obwodowych limfocytów B. Kiedy dowiedziałam się, że jestem chora, życie straciło kolory i zamieniło się w szary, bezbarwny, długi czas oczekiwania. Przed chorobą prowadziłam aktywny tryb życia i uwielbiałam wędrówki po górach. A przede wszystkim kochałam swoją pracę, uwielbiałam uczyć dzieci i pomagać im poznawać świat. Nowotwór ogranicza moją pracę jako nauczyciela oraz zmusza do ograniczenia komunikacji z przyjaciółmi i znajomymi, a najgorsze jest to, że nie mogę spędzać czasu z ukochanymi wnukami. Pieniądze z tej zbiórki przeznaczone będą na leczenie powikłań choroby i chemioterapii. Niestety, leczenie chorób onkologicznych jest bardzo drogie i nie wszystko jest refundowane przez NFZ. Z powodu choroby straciłam pracę, ponieważ każde wyjście w świat przyciągało poważne przewlekłe choroby. Zebrane środki pozwolą zabezpieczyć wydatki na dodatkowe badania, wizyty u specjalistów, leki, suplementy diety, rehabilitację, czy też późniejszą terapię. Dziękuję bardzo za Waszą pomoc oraz wsparcie i życzę zdrowia każdemu z Was!

1 085 zł z 2 000 zł
54%
Jolanta Kaczmarska, Radom

Leczenie onkologiczne

W styczniu 2022 zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Moja walka dopiero się zaczyna, wierzę, że uda mi się pokonać raka. Mam 8-letnią córkę, dla której zrobię wszystko, by być zdrowa. Siły dodają mi pełnoletnie córki i najbliższa rodzina. Środki pieniężne przeznaczę na dojazdy do szpitala, konsultacje medyczne, leki. Dziękuję za okazane wsparcie.

14 075 zł z 15 000 zł
93%
Wanda Kołaczkowska, Wlocławek

Walka o każdy oddech. Pomóż mi proszę wygrać z nowotworem

Cześć, mam na imię Wanda i już po raz drugi w swoim życiu zachorowałam na nowotwór złośliwy. Swoją pierwszą walkę o życie wygrałam. Nie było łatwo, ale pokonałam chorobę. Byłam niezmiernie szczęśliwa. Mogłam nadal cieszyć się życiem, czasem spędzonym w rodzinnym gronie, doczekałam się wspaniałych wnuków, miałam też pracę, w której się spełniałam, a w wolnych chwilach zatracałam się przy tworzeniu i pielęgnowaniu wymarzonego ogrodu. Myślałam, że rak to przeszłość. Niestety... Moja druga walka zaczęła się w 2016 roku, w najtrudniejszym momencie mojego życia - tuż po tragicznej śmierci mojego męża. Organizm nie wytrzymał bólu i stresu. Zaczęło się od wymiotów i problemów z jedzeniem. Diagnoza była bezlitosna - RAK PRZEŁYKU. Przez długi czas byłam podtrzymywana przy życiu dzięki żywieniu dojelitowemu i kroplówkom. Przeszłam skomplikowaną operację usunięcia przełyku. Od nowa uczyłam się tak podstawowych czynności, jak przełykanie i jedzenie. Wsparciem w tych trudnych chwilach była dla mnie córka i wnuki. To dzięki nim czułam, że walka o siebie ma sens. Gdy wydawało się, że najgorsze już za mną, rok 2023 przyniósł kolejny cios. Przerzuty do węzłów chłonnych i zmiany w płucach. Nowotwór odebrał mi głos i możliwość swobodnego oddychania. Konieczne było założenie rurki tracheotomijnej. Dziś sytuacja jest krytyczna. Ostatnie badania PET wykazały, że guzy w płucach rosną!!! Pojawiły się też zmiany w kręgosłupie i śródpiersiu. Każdy dzień to dla mnie walka o tlen. Zwykłe ubranie się jest dla mnie ogromnym wysiłkiem, po którym tracę oddech. Duszące mnie guzy odbierają mi resztki sił, dlatego potrzebuję stałej opieki. Pojawiła się szansa - immunoterapia w Bydgoszczy. Leczenie w postaci nowoczesnych wlewów, które mogą powstrzymać chorobę. Niestety, ponieważ przeszłam już dwie serie chemioterapii oraz radioterapię, system odmówił mi refundacji. Nikt wcześniej nie powiedział mi, że istnieje taka możliwość, a teraz jedyną barierą są pieniądze. Koszty leczenia prywatnego, dojazdów i specjalistycznej opieki przekraczają możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Potrzebne jest 50 000 zł. To koszt prywatnej terapii (4 wlewy). Moje leczenie powinno zacząć się jak najszybciej, jednak by mogło być rozpoczęte, muszę najpierw wpłacić całą kwotę. Każda złotówka to dla mnie krok w stronę swobodnego oddechu i wspólnych chwil z najbliższymi. Zawsze kochałam naturę, pracę w ogrodzie i piesze wycieczki, ale przede wszystkim kocham moją rodzinę. Chcę żyć dla moich wnuków, chcę patrzeć, jak dorastają i po prostu móc z nimi być bez walki o każdy haust powietrza. Proszę pomóż mi wygrać tę walkę. Dziękuję za Twoje wsparcie - Wanda.

49 050 zł z 50 000 zł
98%
Anna Malinowska, Kozerki

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Anna odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Anna odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Anny została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Moja mama zachorowała na nowotwór. Wydawało się, że to formalność, aby go wyciąć. Niestety złośliwy, 3 stopnia. Przerzut do płuc. Drobnokomórkowy - odporny na chemioterapię. Jedyne co możemy to zadbać o jej komfort fizyczny i psychiczny, tak aby cierpiała, jak najmniej.

0 zł z 1 000 zł
0%
Edward Zabłocki, Szczecin

Przeszedł przeszczep szpiku, ale wciąż potrzebuje drogich leków.

Mam na imię Edek i pochodzę z małej miejscowości koło Koszalina.Mieszkam i pracuje w Szczecinie. Mam wspaniałą rodzinę u swego boku - ukochaną żonę oraz nastoletniego syna, którzy wspierają mnie w trudnych chwilach. 3 grudnia 2013 mój świat runął w gruzach, lekarze postawili diagnozę - OSTRA BIAŁACZKA SZPIKOWA i wszystko przestawiło się o 180 stopni. Jeszcze przed diagnozą każdy mój dzień wypełniony był aktywnością i planami na spełnianie marzeń. Moje marzenia się przewartościowały i zrozumiałem, jak ulotne jest życie. Mam dwóch braci, niestety żaden z nich nie może być dla mnie dawcą. Moim największym marzeniem było znalezienie swojego brata bliźniaka, który da mi szansę na drugie życie, bym mógł znów podróżować, fotografować, abym mógł z dumą patrzeć jak rozwija się i rośnie mój syn, bym mógł zagrać z nim w piłkę, nauczyć jazdy na rowerze, a kiedyś rozpieszczać wnuki. W dzisiejszych czasach rarytasem jest wygrana w LOTTO, a ja tylko marzyłem, aby znalazł się ktoś, kto mógłby podarować mi cząstkę siebie. Gdy w czerwcu kilka dni przed własnym ślubem zadzwonił telefon, usłyszałem nieznany głos w słuchawce - znaleźliśmy dla pana dawcę - to był najwspanialszy prezent, jaki mogłem kiedykolwiek dostać od życia. To była radość, euforia, której nie da się opisać. Tuż po ślubie pojechaliśmy na dodatkowe badania, na których okazało się, iż zgodność jest 100%. W lipcu trafiłem do szpitala w Poznaniu, gdzie przygotowywali mnie do przeszczepu. Chemia przed samym przeszczepem była najgorszą chemią, jaką miałem, musiała zniszczyć wszystkie komórki - te chore, i zdrowe. Chwila grozy nastąpiła, kiedy 4 sierpnia, w dzień kiedy miał się odbyć przeszczep, przyszedł lekarz i powiedział, że z przyczyn niezależnych od nas musimy przełożyć termin. Pojawiło się rozczarowanie, smutek, lęk - co dalej? Ale wiedziałem, że nie mogę się poddać i muszę być silny dla mojej rodziny. 8 sierpnia dostałem nowe Życie - to moje drugie narodziny. Było ciężko, były chwile zwątpienia, że nie dam rady. Jestem już po przeszczepie 5 miesięcy, dochodzę powoli do siebie. Jestem pod stałą opieką lekarzy, po kilka razy w miesiącu jeżdżę na kontrole do Poznania, muszę przyjmować bardzo drogie leki, w międzyczasie przeszedłem 2 razy zapalenie płuc, które było dla mnie bardzo groźne. Niestety lekarze na dzień dzisiejszy nie wiedzą, kiedy i czy w ogóle będę mógł wrócić do pracy. Leczenie oraz wyjazdy na kontrole do Poznania są bardzo kosztowne, dlatego bardzo proszę o pomoc. Za wszelkie nawet najdrobniejsze wsparcie materialne z Waszej strony z całego serca DZIĘKUJĘ!

5 853 zł z 7 000 zł
83%
Małgorzata Mroczkowska, Dzierżoniów

Ablacja echolaserem węzłów chłonnych

Bardzo dziękuję za wspomaganie mojego leczenia, które dało mi nową nadzieję w walce z moją chorobą. Po dwóch zabiegach, w których wycięto mi całą tarczycę wraz z węzłami po prawej stronie, poziom markera nowotworowego niestety nie spadł. Okazało się, że dalej jest jakieś ognisko. Prywatne leczenie pozwoliło usunąć zajęty węzeł bardzo blisko tętnicy szyjnej. Po zabiegu pierwszy raz poziom kalcytoniny zaczął spadać. Na dzień dzisiejszy potrzebuję funduszy, aby kontynuować specjalistyczne leczenie onkologiczne, żeby do końca wyleczyć organizm z nowotworu.

68 763 zł z 70 000 zł
98%
Justyna Dąbrowska, Bielsk Podlaski

Cel zbiórki został osiągnięty

Nazywam się Justyna Dąbrowska, mam 50 lat. Jestem mężatką i mamą dwóch dorosłych córek (26 i 22 lata). Kocham życie oraz mam marzenia i plany. W tym roku starsza córka ma ślub i chciałabym móc uczestniczyć w tym ważnym dla niej dniu. A później mam też nadzieję na uczestnictwo w ślubie młodszej córki oraz na możliwość poznania przyszłych wnuków. Niestety wszystkie te marzenia stoją pod znakiem zapytania, ponieważ w maju 2020 roku dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi HER2 dodatni z przerzutami do 5 węzłów chłonnych. Przeszłam 6 chemioterapii przedoperacyjnych, a później operację, podczas której wykonano usunięcie lewej piersi i usunięto kilkanaście węzłów chłonnych. Pomimo i tak ciężkiej dla mnie operacji, okazało się, że sam zabieg nie wystarczył. Obecnie przechodzę rehabilitację, a od 25 stycznia zaczynam radioterapię. Powinnam przyjmować Kadcylę (14 dawek) - lek, który obecnie nie jest refundowany przez NFZ, a w roku 2020 był. Na tę chwilę przyjmuję Tomoxifen (terapia hormonalna) i Trastuzumab - lek w zastępstwie Kadcyli, który brałam podczas leczenia przedoperacyjnego, nie przyniósł jednak oczekiwanych rezultatów. Dzięki zbiórce będę mogła wyzdrowieć, wrócić do pracy, cieszyć się życiem i spełniać marzenia. Proszę o każde wsparcie w walce z rakiem. Dziękuję!

153 753 zł z 155 000 zł
99%