Zbiórki

Anna Gapińska, SZCZECIN

Pomóż pokryć koszty dojazdów, pobytów i lekarstw.

Jestem 31-letnią szczecinianką, mamą i żoną :) 20 sierpnia 2016 roku zdiagnozowano u mnie ostrą białaczkę szpikową. Przeszłam cztery cykle chemioterapii w klinice w Szczecinie, każda z nich trwała od 28-36 dni ciągłego pobytu w szpitalu. Jestem po przeszczepieniu szpiku kostnego od dawcy niespokrewnionego (14.03.2017 r.) Znajduję się pod obserwacją Kliniki Hematologii w Szczecinie i Gliwicach, gdzie regularnie mam przeprowadzane niezbędne badania. Wiem już, ze zmieniła mi się grupa krwi na grupę dawcy (z A rh+ na 0 rh+), co jest pozytywnym znakiem, zmienił mi się również kariotyp :) Trzymajcie za mnie kciuki! Moja historia od początku: Poszłam do lekarza rodzinnego 9 sierpnia 2016 r. z osłabieniem, gdzie na podstawie badań krwi stwierdzono u mnie anemię i zalecono przyjmowanie preparatów żelaza na okres trzech miesięcy. Niestety osłabienie po kilku dniach nagle bardzo się nasiliło, więc udałam się do przychodni dyżurnej z myślą, że zapisane kilka dni wcześniej przez mojego wieloletniego lekarza rodzinnego preparaty żelaza mi szkodzą. Byłam wręcz przekonana, że dostanę receptę na nowy/inny lek i wrócę do domu. Niestety dom musiał zaczekać... Lekarz dyżurny do którego trafiłam zapoznał się z moimi wynikami, dokładnie mnie zbadał, w trybie pilnym zlecił morfologię, aby potwierdzić i porównać z wynikiem, który przyniosłam ze sobą. Kilka minut później nie miał już wątpliwości i natychmiast skierował mnie do szpitala z podejrzeniem białaczki. I tak 20 sierpnia 2016 roku trafiłam do Kliniki Hematologii w Szczecinie przy ul. Unii Lubelskiej - tam diagnoza szybko się potwierdziła. Badanie krwi w dniu przyjęcia wykazało 95% blastów. Badanie szpiku potwierdziło diagnozę i już 3 dni później rozpoczęłam pierwszą chemioterapię. Pierwszy cykl leczenia zakończyłam po 28 dniach. Udało się zmniejszyć ilość złych komórek do 2,5%, tym samym znajdowałam się w remisji, czyli miałam dopuszczalną ilość komórek nowotworowych, ilość maksymalnie może wynosić 5%. Później były jeszcze dwa 28-dniowe pobyty w klinice, w trakcie których przyjmowałam kolejne chemioterapie, aby pozbyć się pozostałych komórek nowotworowych. Niestety badanie kontrolne po 3 cyklu wskazało na nawrót choroby (komórki nowotworowe wzrosły powyżej dopuszczalnych 5%). Ponownie musiałam przyjąć bardzo mocną chemioterapię, tym razem dużo mocniejszą niż ta pierwsza. Cykl trwał 36 dni, a przeszłam go bardzo ciężko nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Przeszczep szpiku okazał się jedyną szansa na powrót do zdrowia. Niestety, nawrót choroby, czyli wzrost komórek nowotworowych powyżej 5% rozwiał moje wszelkie nadzieje, że uda mi się przezwyciężyć chorobę na moich zasadach tj. bez przeszczepu, który jest bardzo ryzykownym zabiegiem szczególnie, że musiał być to przeszczep od dawcy niespokrewnionego. Nigdy nie wiadomo, czy szpik się przyjmie... W styczniu 2017 roku rodzina, przyjaciele i znajomi wraz z Fundacją DKMS zorganizowali akcję poszukiwania dla mnie dawcy. Udało się zarejestrować ponad 1700 potencjalnych dawców szpiku! W akcje zaangażowało się cale miasto Szczecin za co jestem wszystkim bardzo wdzięczna! Pod koniec stycznia otrzymałam informację, że znalazł się zgodny Dawca, ale trzeba to jeszcze potwierdzić tzn. dobadać Dawcę, trzymać kciuki, żeby się nie rozmyślił, a następnie szykować się na przeszczep. W lutym 2017 roku otrzymałam informacje, że moje i Dawcy HLA zgadza się 10/10. Wyznaczono mi termin wstawienia się do Centrum Onkologii w Gliwicach na 2 marca 2017 roku. Dzień przed moimi 30-tymi urodzinami, które w myślach planowałam już od roku. Pamiętam, że prosiłam o przesunięcie tego terminu chociaż o 2 dni, ale usłyszałam, że to prezent na urodziny i że nie ma co przekładać. Szybko stwierdziłam, że to najlepszy prezent urodzinowy jaki można sobie wymarzyć będąc w mojej sytuacji... Do marca 2017 r. byłam pod ciągłą opieką Kliniki w Szczecinie (badania szpiku, czy utrzymuje się remisja - bez niej przeszczep nie byłby możliwy). 2 marca stawiłam się do kliniki w Gliwicach - niestety okazało się, że z uwagi na agresywny przebieg mojej choroby konieczna jest również radioterapia, która na początku leczenia nie była nawet brana pod uwagę, a co dopiero jej konieczność. To był dla mnie ogromny szok, bo naświetlanie obejmowało całe ciało i wiązało się z ogromnymi negatywnymi skutkami. Łzy mi ciekły ciurkiem, ale nie miałam innego wyjścia, jak podpisać i dalej walczyć o życie. Przed przeszczepem przeszłam 5-dniowy cykl chemioterapii i 3-dniowy cykl radioterapii całego ciała, następnie w dniu 14 marca 2017 nastąpiło przeszczepienie szpiku od dawcy niespokrewnionego (mężczyzna 27 lat). W klinice w Gliwicach łącznie spędziłam 44 dni i jestem bardzo wdzięczna lekarzom i całemu personelowi medycznemu, który się mną opiekował. Po wyjściu przez 2 tygodnie zostałam w Katowicach, aby być blisko ośrodka przeszczepowego, takie było zalecenie lekarza. Pierwsza kontrola była już po 4 dniach, później co tydzień, co 2 tygodnie, co 3, aż w końcu raz w miesiącu. W październiku ośrodek przeszczepowy zdecydował o kolejnej kontroli za pół roku. Przyznam, ze bardzo się ucieszyłam, bo dojazdy ze Szczecina do Gliwic są dla mnie bardzo męczące. Między wizytami w Gliwicach jestem pod ciągłą opieką kliniki w Szczecinie, gdzie w trakcie leczenia, przed przeszczepem, jak i teraz mam wspaniałą opiekę. Okres pierwszego pół roku po przeszczepie był wyjątkowo trudny... Bardzo dużo mocnych lekarstw, brak siły, bardzo złe samopoczucie, ale i tak uważam, że mimo leżenia "plackiem" przez kilka miesięcy przeszłam to wszystko w miarę łagodnie. Być może tak mi się tylko wydaje porównując moją sytuację z osobami, których już nie ma. Wtedy człowiek uświadamia sobie, że żyje, więc jest dobrze, a wszystko inne jest do zniesienia. Po przeszczepie dwukrotnie przeszłam wirus cytomegalii, który jest wyjątkowo niebezpieczny przy obniżonej odporności. Jednak szybkie jego wykrycie i natychmiastowa reakcja lekarzy pozwoliła na szybkie jego zwalczenie. Zapraszam do śledzenia mojej historii. Dziękuję Wszystkim serdecznie za każde wsparcie :* Pozdrawiam serdecznie Ania

9 569 zł z 10 000 zł
95%
Katarzyna Wawerek, Szczecin

Pomóż Kasi ponieść koszty rehabilitacji i wrócić do zdrowia

Nazywam się Katarzyna Wawerek, mam 45 lat, mieszkam w Szczecinie. Na 40. urodziny dostałam prezent od losu - zdiagnozowano u mnie szpiczaka mnogiego. W jednej chwili moje życie się zmieniło, z wielu planów muszę zrezygnować. Nie zamierzam się poddawać i będę walczyć. Cztery lata temu miałam przeszczep szpiku kostnego. Obecnie jestem przygotowywana do kolejnego przeszczepu. Pieniądze są mi potrzebne na leki, dojazdy do szpitala do Łodzi, gdzie będę miała przeszczep, a później wizyty kontrolne w tej klinice. Utrzymuje się tylko ze skromnej renty i mieszkam sama, gdyż od 3 lat jestem po rozwodzie. Obecnie jestem w trudnej sytuacji materialnej, dlatego bardzo proszę o pomoc. Za wszelkie, nawet najdrobniejsze wsparcie materialne z Waszej strony z całego serca dziękuję.

11 438 zł z 12 000 zł
95%
Marek Sumiński, Śliwice

Udało się zgromadzić potrzebną kwotę na leczenie. Dziękujemy!

Obecnie udało się zgromadzić potrzebną kwotę na leczenie. Prosimy nie przekazywać dalej wpłat. ---------------------------------- Cześć! Nazywam się Marek Sumiński, mam 31 lat, mieszkam z żoną i córkami (Marta 6 lat i Emilka 3 latka) w niewielkiej miejscowości położonej w Borach Tucholskich, gdzie prowadzę niewielkie gospodarstwo rolne. Choruję na białaczkę włochatokomórkową. Przeszedłem już dwie serie chemioterapii, które niestety nie przyniosły skutków w leczeniu. Jest jednak dla mnie szansa na wyleczenie. Jest lo lek Zelboraf, którego niestety Fundusz Zdrowia nie chce mi zrefundować, a w pełni kwalifikuję się do podania tego leku. Co więcej jest ogromna szansa, że właśnie ten lek przyniesie rezultaty w leczeniu. Niestety jest on bardzo drogi i nie stać mnie na kupno, gdyż koszt 1 tygodnia leczenia to niecałe 4 000 zł, a leczenie może potrwać nawet kilka miesięcy. Dlatego zwracam się do Was o pomoc, żebym mógł wrócić do swoich niesfornych córek i kochającej żony.

72 405 zł z 73 000 zł
99%
Bartłomiej Boruta, Otwock Mały

Zbiórka na leczenie

Mam na imię Bartek, mam 30 lat. Wczoraj miałem diament w dłoni, dzisiaj nie mam nic prócz nadziei. Wczoraj śmiech mnie rankiem budził, dzisiaj tylko krzyk... Zaczęło się zwyczajnie. Tak zwyczajnie, jak zwykle się zaczyna. Nic nie wskazywało, że to coś poważnego. Ból żołądka, prześladujący i dokuczliwy. Nikt nie oczekuje wyroku, nikt nie spodziewa się nowotworu. Wypierałem, podejrzewałem refluks, wrzody... Co za ufność... co za spokój... co za przeświadczenie... niestety to tylko życzenie... Diagnoza okrutna, ścinająca z nóg i mnie i bliskich - ZŁOŚLIWY GUZ ŻOŁĄDKA. Jak to możliwe? Dlaczego? Za co? Nie chcę, nie godzę się, nie przyjmuję takiej koncepcji na mnie! Ja kocham życie, tak bardzo kocham cię, życie, nad życie... Mam przecież plany i marzenia i tyle zaczętych spraw. Przecież ja nie jestem sam, moi Bliscy, no i kocham Andżelikę. Dopiero się jej oświadczyłem. Przecież ja jestem winien jej wspólne życie. Muszę być zdrowy! Ten kto kocha, nie rani, a wywiązuje się z obietnic miłości... Niczego nie pragnę, tylko żyć i kochać. Kim jestem? Jestem zwyczajnym chłopakiem - wrażliwym i empatycznym, mentalnie jakby na miarę dawnych czasów. Jestem idealistą, ufnym i walecznym. Kocham ludzi i zwierzęta, potrzebuję pomagać, by żyć. Nie znoszę bezczynności, współodczuwam, nie żyję dla siebie, działanie mnie krzepi i uskrzydla. Choroba, życia kat, pozbawiła mnie możliwości pracy w hospicjum, zabrała mi możliwość ofiarowania ludziom potrzebującym ciepła, uwagi i poczucia bezpieczeństwa, które tak bardzo mógłbym dać... Serce wyrywa się zbyt do przodu, a myśli biegną za daleko. Co ze mną będzie? Nie dam się pokonać. Potrzebuję jednak Waszego wsparcia w poniesieniu codziennych kosztów związanych z moim leczeniem - wizyty lekarskie, badania, leki, dojazdy... To wszystko kosztuje. Z góry dziękuję za każdą wpłatę.

19 224 zł z 20 000 zł
96%
Katarzyna Młyńska, Wejherowo

Pomóż Kasi w walce z rakiem piersi

Mam na imię Kasia. Mam 48 lat. Jestem żoną, matką 2 wspaniałych synów i babcią czworga wnucząt, które są moim światłem i miłością. To dla nich, rodziny, przyjaciół i znajomych chcę pokonać raka piersi, którego wykryto 3 miesiące temu. Aby zwiększyć szansę wyleczenia oprócz chemioterapii potrzebuję leku PERTUZUMAB (Perjeta), który nadal nie jest refundowany (mimo decyzji Ministerstwa Zdrowia o refundacji w leczeniu przedoperacyjnym, NFZ musi wdrożyć procedurę przetargową, co potrwa nawet do roku). Od 23 września zaczynam 3-miesięczną chemioterapię czerwoną, po tym czasie otrzymam lek Trastuzumab, ale dodając do niego Pertuzumab tworzy się tzw. podwójną blokadę raka piersi HER2 dodatniego, która zdecydowanie zwiększa moje rokowania. Na dzisiaj potrzebuję 4 dawki, których koszt to około 47 tys. zł. Ani ja, ani moja rodzina nie dysponuje tak ogromną kwotą, więc zmuszona jestem prosić o pomoc, co nie jest dla mnie łatwe. Za dobroć, serce i okazane wsparcie SERDECZNIE DZIĘKUJĘ.

46 218 zł z 47 000 zł
98%
Agata Pastwa, Poniatowa

Może i bitwę z rakiem przegrałam, ale wojnę zamierzam WYGRAĆ!

Mam na imię Agata, mam 35 lat, jestem żoną i mamą trzech wspaniałych dziewczynek. Bliźniaczki są niepełnosprawne, a ja od 6 czerwca 2016 r. walczę z hormonozależnym rakiem piersi prawej. Swoje leczenie zaczęłam od chemioterapii AT od lipca do listopada 2016, później przeszłam radykalną mastektomię piersi prawej wraz z wycięciem układu chłonnego pachy prawej. Na przełomie stycznia i lutego 2017 r. przeszłam radioterapię, włączono mi hormonoterapię, a od marca 2017 do października 2017 r. poddana byłam immunoterapii w zastrzyku. Niestety, kiedy wydawało się wszystkim - mnie, mojej rodzinie i lekarzom, że już jest z górki, pod blizną gdzie wcześniej była pierś, wyskoczył nowy guz - WZNOWA!!! Zmieniono mi hormony i nic poza tym... Leczenie immunoterapią zostało przerwane, ponieważ mnie nie uchroniło, a wręcz odwrotnie - rak kwitł w środku :( Lekarze z Centrum Onkologii w Lublinie nie mają pomysłu na moje leczenie, dlatego szukam innych możliwości leczenia, ale żeby było to możliwe muszę prosić o wsparcie finansowe. Mój mąż nie pracuje zawodowo, ponieważ musiał przejąć opiekę nad bliźniaczkami chorymi na stwardnienie guzowate i padaczkę lekooporną, ja jestem na rencie z ZUS-u. Chciałabym pojechać ze swoimi badaniami do innych lekarzy i szpitali, może gdzieś znajdzie się jakaś szansa na leczenie dla 35-letniej młodej kobiety, która robi wszystko co tylko możliwe, żeby cieszyć się życiem najdłużej jak to możliwe, bo moje córki mnie potrzebują... Gdyby mój optymizm mógł pokonać raka, to już byłabym zdrowa i nie czytaliby Państwo mojej historii :) Kocham taniec i mam nadzieję, że jeszcze będę mogła cieszyć się swoją pasją :) Może i bitwę z rakiem przegrałam, ale wojnę zamierzam WYGRAĆ!!!

14 173 zł z 15 000 zł
94%
Tadeusz Rolka, Mława

Walka z mięsakiem

Witam serdecznie, mam na imię Tadeusz, jestem ojcem oraz dziadkiem pięciorga wspaniałych wnucząt. Kocham życie i chcę jeszcze przeżyć wiele wspaniałych chwil. W 2018 roku pojawił się u mnie guz w okolicach prawej łopatki. W sierpniu 2018 roku usłyszałem diagnozę: mięsak okolicy łopatki prawej (myxofibrosarcoma G3). Zostałem skierowany na przedoperacyjną radioterapię. Guz rósł w zastraszającym tempie, do operacji był wielkości dużej pięści męskiej. Operacja odbyła się w październiku 2018 roku. Jeszcze dobrze nie zdążyła zagoić się olbrzymia rana pooperacyjna, a już po pół roku nastąpiła wznowa. Tym razem guz pojawił się na kości łopatki. Zostałem skierowany na trzy cykle chemioterapii, a w październiku 2019 roku została przeprowadzona operacja usunięcia łopatki i przeszczep skóry. Po czterech miesiącach nastąpiła kolejna wznowa, tym razem w bliźnie pooperacyjnej, aw kwietniu 2020 przeprowadzona została trzecia operacja. Po trzech miesiącach pojawiła się następna wznowa. Zostałem skierowany na koleją chemię. Po zakończeniu leczenia chemioterapią, 10 stycznia 2021 roku została przeprowadzona czwarta operacja. Codzienne opatrunki, dojazdy na konsultacje lekarskie, zakup środków farmakologicznych przewyższają moje możliwości finansowe. W tej chorobie bardzo ważne jest pozytywne nastawienie, pomoc bliskich i ich wsparcie. Dziękuję za każdą pomoc i wsparcie i życzę dużo zdrowia!

4 064 zł z 5 000 zł
81%
Ewa Stefańska, Kraśnik

Ewa walczy z nowotworem

Ewa ma 40 lat, jest wspaniałą mamą 2 cudownych chłopców: 5-letniego Filipka i rocznego Mikołaja. Ewa nie widzi świata poza synami. Jest ciepła, pełna miłości, nigdy nie odmawia pomocy innym. W grudniu 2021 roku zawalił się świat Ewy i jej bliskich. Zdiagnozowano u niej złośliwy nowotwór jajnika z przerzutem. Ewa natychmiast przeszła radykalną operację, ponowna tomografia wykonana w styczniu 2022 roku ujawniła kolejny przerzut. Ewa obecnie przebywa w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej w Lublinie. Chcemy zapewnić Ewie środki do kontynuowania leczenia, na specjalistyczne konsultacje, których będzie potrzebowała w czasie leczenia. Marzeniem Ewy jest patrzeć, jak rozwijają się jej synowie, uczestniczyć w ich wychowaniu. Teraz to nasza Ewa potrzebuje wsparcia i pomocy. Walczymy dla niej i jej dzieci. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, żeby spełnić marzenie Ewy. Rodzina i Przyjaciele

18 993 zł z 20 000 zł
94%
Jolanta Kaczmarska, Radom

Leczenie onkologiczne

W styczniu 2022 zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Moja walka dopiero się zaczyna, wierzę, że uda mi się pokonać raka. Mam 8-letnią córkę, dla której zrobię wszystko, by być zdrowa. Siły dodają mi pełnoletnie córki i najbliższa rodzina. Środki pieniężne przeznaczę na dojazdy do szpitala, konsultacje medyczne, leki. Dziękuję za okazane wsparcie.

13 974 zł z 15 000 zł
93%
Edyta Wiewiór, Rumia

Rak to nie wyrok, mam dla kogo walczyć i będę - do samego końca.

Nazywam się Edyta, mam 39 lat, jestem mamą 12-letniego Wojtka i 3,5-letniej Aleksandry. Do listopada 2021 r. dni mijały jak zawsze, raz świeciło słońce, raz padał deszcz, ale zawsze byliśmy szczęśliwi, radośni i cieszyliśmy się z tego, co przyniósł nam dzień. We wrześniu córka zaczęła chodzić do przedszkola, a ja przygotowywałam się do powrotu do pracy z urlopu wypoczynkowego. Zrobiłam kontrolne badania, a USG piersi było ostatnim, które postanowiłam wykonać trochę wcześniej niż zalecił lekarz - nie w lutym, a w listopadzie. 9.11.2021 r. lekarz przykładając głowicę, zamilkł, trwało to chwilę, więc nie zadawałam pytań, tylko czekałam i usłyszałam coś, czego nikt nie chciałby usłyszeć: "Ma Pani w prawej piersi guza złośliwego,13 mm, BIRADS 5. Jak najszybciej proszę założyć kartę dilo i zgłosić się do UCK w Gdańsku, zanim pandemia koronawirusa rozszaleje się i zamkną oddziały". Wszystko, co dotychczas było poukładane, rozpadło się na miliony kawałków, jak lustro w naszym przedpokoju kilka dni wcześniej. Nie wiedziałam w tym momencie, jak wyjść z gabinetu, co zrobić, po prostu popłakałam się z niemocy. Jak powiem o tym mężowi, dzieciom? Pięć dni później byłam na pierwszej wizycie u onkologa. Otrzymałam skierowanie na pakiet badań. Wynik biopsji: Rak złośliwy piersi GRADE-3, TNBC potrójnie ujemny, Ki67 75%, Her2 (-), ER(-), PR(-). Płacz, niedowierzanie, bezsilność. Konsultowałam wyniki z innymi lekarzami, nawet prywatnie. Kolejne badania Pet, MRI tylko pogłębiały diagnozę, rak powiększał się, z jednoogniskowego stał się dwu, trzyogniskowy i pojawiło się kolejne ognisko czwarte w piersi lewej. 12.01 2022 r. (w dzień 12-stych urodzin syna) otrzymałam już pierwsza dawkę chemii. Zalecono 12 chemii białych i 4 czerwone. Teraz dni są inne niż zawsze, na nowo staram się to zaakceptować, ale chciałabym, aby było jak przed diagnozą. Miałam wrócić do pracy, mieliśmy w końcu całą rodzinką pojechać na wakacje, na pierwsze wakacje naszej córeczki, wyremontować choć trochę mieszkanie. Miałam namalować kilka obrazów, spełnić się w tym, co kocham. A teraz jakby czas się zatrzymał, nie pracuję, nie maluję, nie spędzam tyle czasu z dziećmi jak wcześniej, gdyż chemia pokazała mi, jak może zawładnąć moim ciałem i życiem. Dojazdy na leczenie są długie i kosztowne, kremy, balsamy, leki, wizyty u lekarzy też niemało kosztują, prawidłowe i zdrowe odżywianie jest sporym wyzwaniem, odpowiednia odzież, bielizna pooperacyjna, peruka, protezy piersi, które będą niezbędne, zaopatrzenie higieniczne i wiele innych rzeczy, o których nie mam jeszcze pojęcia. Ale dziś jedno już wiem, ON ze mną nie wygra, bo to ja go pokonam, a nie on mnie!!! Jestem silna i nie poddam się!!! Zrobię to dzięki Wam, dla moich dzieci i mojego kochanego męża, który zawsze jest ze mną, na każdej wizycie, badaniu. Z góry serdecznie dziękujemy za Wasze wsparcie. Edyta, syn Wojtek, córka Aleksandra i kochany mąż Władziu.

28 867 zł z 30 000 zł
96%
Paulina Gonsak, Łódź

Córeczka Pauliny potrzebuje sprawnej mamy.

Szanowni Państwo, dla każdego człowieka najważniejsze jest zdrowie. Jako osoba chora na nowotwór, zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Swoje 30-te urodziny spędziłam w szpitalu borykając się z ogromnym bólem i czekając na diagnozę, co mi jest. Okazało się, że to bardzo rzadki rodzaj nowotworu - mięsak naczyń krwionośnych (angiosarcoma). Choruję od stycznia 2016 roku i obecnie jestem w trakcie chemioterapii (Paklitaksel), którą muszę przyjmować cyklicznie co tydzień. Początkowo nowotwór umiejscowiony był na plecach z przerzutami do wątroby, mięśni pośladka oraz płuca. Nie wiem, jak długo potrwa leczenie, lekarze mówią, że powinnam otrzymywać wlewy najdłużej jak tylko się da - jak długo mój organizm wytrzyma. Obecnie przyjmuję chemię już 6,5 roku, cyklicznie co tydzień lub dwa - bez żadnej przerwy; to już ponad 240 wlewów... Jest to dla mnie bardzo uciążliwe. Tylko pytam, ile jeszcze można tak żyć? I czekać, czy to ta kolejna chemia będzie tą, która już nie zadziała...? Z przeprowadzonych badań kontrolnych wynika, że nowotwór na plecach się nieznacznie zmniejszył, a na mięśniach pośladka i płucu go nie ma. HURA!!! Od samego początku mam na plecach otwartą ranę po biopsji gruboigłowej, która pomimo moich usilnych starań i stosowania coraz to nowych opatrunków nie goi się. Prawdopodobnie nie zagoi się, dopóki przyjmuję chemię. Rana dodatkowo była zakażona gronkowcem złocistym, którego udało mi się wyleczyć dzięki zastosowaniu terapii fagowej. To było 3 lata temu. Każde nowe zakażenie powoduje, że jest coraz bardziej lekooporna. Po wielu poszukiwaniach i konsultacjach udało nam się znaleźć lekarza w USA, który zainteresował się moim przypadkiem. Po zapoznaniu się z przebiegiem choroby otrzymałam od niego opinię, aby rozważyć operację. Bardzo się cieszyłam, że pojawiła się taka możliwość. Niestety okazało się, że to też nie wchodzi w grę. Rak umiejscowiony jest w takim miejscu i jest tak duży, że wycięcie mogłoby spowodować zbyt duże ubytki w plecach, przez co być może nie mogłabym się poruszać. Także przez cały ten czas lekarze stosują tylko leczenie paliatywne, czyli podtrzymujące życie. Ja i moja rodzina ciągle szukamy nowych możliwości leczenia mnie w inny sposób niż tylko chemioterapią. Niestety wszystkie terapie sprawdzone przez nas do tej pory okazały się nie dla mnie... Kolejną szansą może stać się termoablacja - czyli wypalanie guza, jako terapia dodatkowa do chemii. Dzięki terapii czuję się coraz lepiej, niestety skutków ubocznych jest całe mnóstwo. Są drżenia mięśni nóg, rąk, jest osłabienie organizmu, brak sił na wstanie z łóżka, problemy skórne, wypadanie włosów i rzęs, dodatkowe kilogramy po sterydach. Słabsza koncentracja i pamięć,depresja, szybkie zmęczenie organizmu przy wykonywaniu najprostszych codziennych czynności. Jestem szczęśliwą mamą 7,5-letniej Oli, którą bardzo kocham. To dla niej codziennie rano staram się wstać z łóżka i podejmuję walkę z chorobą. Mam też kochającego męża oraz wspaniałą rodzinę i przyjaciół, na których mogę liczyć w tych trudnych dla mnie chwilach. Przed chorobą byłam aktywną mamą i kobietą. Wolny czas spędzałam na zabawie z córką, spacerach, czytając kryminały oraz spotykając się z rodziną i przyjaciółmi. Powoli wracają mi siły. Mogę już samodzielnie się poruszać i pokonywać dłuższe dystanse, dlatego staram się jak najczęściej spacerować z moją kochaną córeczką. Poświęcam jej cały swój wolny czas starając się wychować ją na dobrą, mądrą i wrażliwą dziewczynkę. Każda chwila z nią spędzona jest dla mnie bezcenna, bo na początku choroby było ze mną tak źle, że nie miałam siły trzymać jej w ramionach... Czasem wracają czarne myśli. Czy aby na pewno się uda, co się stanie kiedy obecna chemia przestanie działać? Jak długo mój organizm wytrzyma wlewy? To jednak tylko chwile, na które nie pozwalam sobie zbyt często. Mam wspaniałego męża, który codziennie zaraża mnie swoim optymizmem i uśmiechem. Dzięki niemu nasza rodzina funkcjonuje w miarę normalnie. Mam też ogromne wsparcie w mojej rodzinie - mamie, braciach i bratowych, którzy są ze mną zawsze, kiedy tylko tego potrzebuję. Dziękuję Wam. Są ze mną też przyjaciele oraz zupełnie obcy ludzie. Dzięki temu widzę, jak ludzie są dobrzy, bo martwią się, pomagają i modlą za kogoś, kogo w ogóle nie znają. Wiem, że mimo wsparcia najbliższych, sama nie poradzę sobie z nowotworem. Dlatego proszę Państwa o pomoc. Nasza sytuacja materialna jest bardzo trudna, gdyż przychody naszej rodziny oscylują w granicy trzech tysięcy złotych. Pieniądze te nie wystarczają na pokrycie wydatków związanych z moją chorobą. Zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów leków refundowanych i nierefundowanych przez NFZ, żywienie medyczne wspomagające mocno już wyczerpany organizm, na środki opatrunkowe, dojazdy do i z ośrodka leczenia. Po zakończeniu leczenia chciałabym wrócić do formy, dlatego kolejne fundusze będę potrzebować na rehabilitację. Wiem, że już bardzo dużo dla mnie zrobiliście, dlatego dziękuję za całe wsparcie, jakie okazujecie mnie i mojej rodzinie, a także za wszystkie wpłaty oraz pieniądze przekazane za pomocą 1%. Każda złotówka jest dla mnie bardzo ważna, bo wiem, że jest wpłacona przez ludzi o dobrym sercu i daje mi szansę cieszyć się dłużej z każdego dnia spędzonego z moją wspaniałą rodziną. Z serca dziękuję, Paulina Gonsak

98 657 zł z 100 000 zł
98%
Katarzyna Jańczak, Mińsk Mazowiecki

Pomóż mi wygrać!

Mam na imię Kasia, mam 34 lata. Rozpoczynam bardzo nierówną walkę z potrójnie ujemnym rakiem piersi. Zbieram środki na pokrycie kosztów konsultacji, badań, leków, dojazdów i rehabilitacji. Potrzebuję siły do boju i Twojej pomocy w poniesieniu codziennych kosztów leczenia. Tak, aby za kilka lat nadal być MAMĄ, partnerką, córką, siostrą, pracownikiem, koleżanką!

48 655 zł z 50 000 zł
97%