Zbiórki

Adam Dębicki, Radom

Walczę z rakiem prostaty. Pomóż mi sprostać zadaniu.

Nazywam się Adam Dębicki, w młodości zajmowałem się tworzeniem poezji - wydałem wiele utworów cieszących się uznaniem krytyków. Pasjonuje mnie historia i literatura. Niestety już od najmłodszych lat ograniczała mnie niepełnosprawność. Przebyłem wiele chorób, które znacząco utrudniały życie mnie i mojej rodzinie. Mimo tego postawiłem na wykształcenie i mogę się pochwalić tytułem magistra o dwóch specjalnościach: ekonomika handlu i usług handlowych oraz finanse i gospodarka komunalna, a także studia pedagogiczne. Nigdy jednak nie znalazłem pracy w swoim zawodzie. Po wielu trudnościach mogę powiedzieć, że mam pracę - jestem ochroniarzem, nie wiem jednak jak długo będę mógł ją wykonywać. Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy prostaty. Z moich dochodów nie starcza mi na opłacenie kosztów związanych z leczeniem. Chciałbym móc cieszyć się życiem nie martwiąc jego ceną.

2 945 zł z 10 000 zł
29%
Marlena Gryta, Garwolin

Każda pomoc to krok ku zdrowiu, teraz możesz przekazać 1,5% swojego podatku

Pomóż mi wrócić do sprawności – walka z nowotworem trwa Nazywam się Marlena i jeszcze do niedawna moje życie wyglądało zupełnie inaczej. W maju ubiegłego roku świat zatrzymał się w miejscu – otrzymałam diagnozę: nowotwór złośliwy piersi z przerzutem do węzłów chłonnych. Od tego momentu rozpoczęła się moja nierówna walka z chorobą. Przeszłam agresywne leczenie chemioterapią w schemacie TCHP oraz operację oszczędzającą z usunięciem węzłów chłonnych. Niestety, badanie histopatologiczne po operacji wykazało, że nie było całkowitej odpowiedzi na leczenie – w moim organizmie pozostało 17% komórek nowotworowych. To oznaczało konieczność kontynuacji leczenia chemioterapią oraz radioterapii, którą zakończyłam w styczniu tego roku. Cena za życie Dziś, choć walczę o każdy dzień, zmagam się z poważnymi skutkami ubocznymi dotychczasowego leczenia. Polineuropatia oraz silna sztywność stawów znacząco utrudniają mi codzienne funkcjonowanie i sprawiają, że wykonanie najprostszych czynności staje się wyzwaniem. Moja walka jednak nie kończy się na chemioterapii i radioterapii. Obecnie jestem w trakcie wieloletniej hormonoterapii, która jest niezbędna, by powstrzymać nawrót choroby. Niestety, ta forma leczenia również niesie ze sobą szereg dotkliwych skutków ubocznych, które dodatkowo obciążają mój organizm. Aby odzyskać sprawność i zminimalizować ból, niezbędna jest specjalistyczna, kosztowna rehabilitacja oraz regularna suplementacja, która wspiera mój organizm w tej długiej drodze. Dodatkowym obciążeniem są dla mnie systematyczne i wyczerpujące dojazdy do Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, które generują ogromne koszty. Jak możesz mi pomóc? Moje oszczędności zostały wyczerpane przez długotrwałe leczenie. Dziś zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie. Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, przybliża mnie do celu, jakim jest powrót do choć częściowej sprawności i spokojnego życia. Wpłacając darowiznę na moje subkonto w fundacji Alivia, wspierasz mnie w: opłacaniu specjalistycznej rehabilitacji, która pozwoli mi pokonać skutki polineuropatii i sztywności stawów; zakupie niezbędnych leków, preparatów wspomagających hormonoterapię oraz suplementów; pokryciu kosztów dojazdów do ośrodka onkologicznego w Warszawie.

2 908 zł z 10 000 zł
29%
Monika Laszczak, Mazańcowice

Operacja profilaktyczna drugiej piersi, badania kontrolne, leki

Witam serdecznie, Po prawie 3,5 latach od diagnozy nie śpię dalej spokojnie. Czy kiedyś będzie to możliwe? Nie wiem, ale musze zrobić wszystko, co mogę zrobić, by ustrzec się przed nawrotem choroby,a więc muszę usunąć drugą pierś, w której może pojawić się rak. Niestety w moim wypadku operacja ta nie jest refundowana, gdyż nie spełniam wymogów NFZ. Zachorowanie w młodym wieku i mój podtyp raka stwarzają ryzyko, iż nowotwór może pojawić się w drugiej piersi. Poza tym chora pierś i jej okolice po rekonstrukcji i radioterapii zrobiły się twarde i bolesne. Odbiegają również mocno wyglądem od zdrowej strony. Naświetlona tkanka zwłókniła się, zdeformowała i stwardniała. Z tego powodu coraz bardziej krzywi mi się kręgosłup i pojawia się ciągnący ból, z którym coraz trudniej mi sobie radzić. Tyle już przeszłam , nie mogę teraz złożyć broni i poddać się losowi. Muszę zrobić, co się da, by żyć dla dwójki moich małych dzieci. Jestem bardzo wdzięczna losowi, że wciąż mogę z nimi być. Jestem wdzięczna Wam za pomoc w leczeniu. Obecnie kontynuuję hormonoterapię, która daje mi w kość każdego dnia, ale tak trzeba, by mieć szansę na życie. Kontrole, konsultacje lekarskie, leki i badania prywatne, które muszę robić, by wcześniej wykryć ewentualny przerzut, szarpią mocno mój budżet. W obecnych czasach, gdy wszystko tak podrożało, nie mam finansowej możliwości pokryć w całości operacji drugiej piersi oraz poprawy już zrekonstruowanej. Koszt takiej operacji to około 25 tys. zł. Brakuje jeszcze 17 tys. zł., dlatego też będę wdzięczna za każde choćby najmniejsze wsparcie. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia w tych trudnych czasach.

69 845 zł z 77 000 zł
90%
Tetiana Mykhailiuk, Warszawa

Zbiórka dla Ukrainki z Buczy, chorej na raka

Dzień dobry! Nazywam się Tatiana Michajlyuk, mam 58 lat. Pochodzę z miasta Bucza (Ukraina, obwód kijowski). Moja historia jest jednocześnie prosta i złożona. Uciekliśmy z Ukrainy przed wojną 8.03.22 (przekroczyliśmy granicę z Polską). Z każdym dniem zacząłem się czuć coraz gorzej. Myśleliśmy, że to stres. Niestety, lekarze w Polsce po zbadaniu mnie poinformowali, że mam raka szyjki macicy (prawdopodobnie stopień 3). Potem miałam operację. Jestem bardzo wdzięczna Polsce za okazaną pomoc! Nasza wdzięczność nie ma końca. Uciekliśmy z powodu wojny, ale nie byliśmy gotowi na uderzenie również na froncie zdrowotnym. Teraz walczymy dalej o moje zdrowie, ale nie mam pieniędzy na mieszkanie (jestem związana z Warszawą z powodu przepisowego leczenia radio i chemioterapią jeszcze przez kilka miesięcy), transport, lekarstwa, nie mam jedzenia. Straciliśmy wszystko. Wiem, że jest wielu dobrych ludzi i ktoś może pomóc. Każda złotówka przybliży mnie do powrotu do zdrowia i da szansę na życie. Naprawdę chcę żyć! Mam wspaniałą rodzinę i wnuki! Chcę wrócić na Ukrainę i pomóc krajowi w każdy możliwy sposób. Chcę być szczęśliwa i żyć jak wszyscy. Proszę, pomóż mi, jeśli możesz. Dziękuję wszystkim, którzy odpowiedzą!

12 793 zł z 20 000 zł
63%
Danuta Morton, Wejherowo

Mój nowotwór mnie nie zabije

Mam na imię Danuta i mam 55 lat. Mam raka złośliwego lewej nerki. Zachorowałam po raz drugi w życiu. Pierwszy raz choroba przyszła w 1996 roku - wykryto guz lewego jajnika z przerzutami na macicę. Przeprowadzono operację, usunięto macicę i jajniki oraz zastosowano chemioterapię według schematu BeP. Po wyczerpującym leczeniu przez długi czas, właściwie do dziś, towarzyszą mi skutki uboczne. Najgorsze było to, że jako młoda mężatka dowiedziałam się, że nigdy nie zostanę matką. Rozpadło się moje pierwsze małżeństwo. Zostałam sama, zraniona, załamana i "bez przyszłości”. W tym roku podczas badania USG wykryto guz w lewej nerce. Wykonano tomografię komputerową oraz biopsję. Wynik rzucił mnie na kolana po raz drugi - nowotwór złośliwy. Po diagnozie przeprowadzono operację 10.04.2026 roku. Zbieram siły po niej i czekam na dalsze leczenie oraz ustalenie planu terapii. Jestem rozbita. Po raz drugi nowotwór pojawił się w moim 55-letnim życiu. Musiałam zrezygnować ze studiów, marzeń i pasji. Czuję ogromny ból fizyczny, ale jeszcze większy psychiczny. Jestem załamana. Nie wiem, co będzie dalej i czy będę żyć, a mam dla kogo - dla mojej niepełnosprawnej, adoptowanej córki. Muszę walczyć, ale to bardzo trudne. Znacznie pogorszyła się moja sytuacja finansowa. Potrzebuję wsparcia nie tylko finansowego, ale także psychicznego. Potrzebuję pomocy psychiatry, psychologa i rehabilitacji. Czekają mnie kolejne badania, dojazdy do szpitali, zakup pieluchomajtek, leków i suplementów diety. Nie dam rady bez pomocy finansowej i psychicznej. Jestem bezsilna. Wszystko rozsypało się na małe fragmenty, a ja muszę się pozbierać dla chorej córki. Czekam na dalszy plan leczenia, a to czekanie „zabija”. Proszę o pomoc - nie zostawiajcie mnie samej. Jestem z chorym, niepełnosprawnym mężem i niepełnosprawną córką. Muszę żyć, muszę się wyleczyć. Nie mam rodziny ani nikogo, kto powiedziałby: „Wiem, w jakim jesteś stanie”. Muszę po raz drugi stanąć do walki ze śmiertelnym wrogiem - nowotworem. Zdrowym ludziom trudno zrozumieć stan osoby chorej na raka. To zmienia wszystko w organizmie i psychice. U mnie dzieje się to po raz drugi i wiem z doświadczenia, że przede mną długa i ciężka droga. Nie wiem, jaki będzie jej finał. Wiem jednak, że muszę walczyć dla córki. Do walki potrzebne są siły i wsparcie innych ludzi oraz rodziny, a ja oprócz męża i córki nie mam nikogo. Dziękuję. --- Aktualizacja Mój stan zdrowia pogarsza się z dnia na dzień. Fizycznie i psychicznie jestem wykończona, a to dopiero początek bitwy i nie wiem, jaki będzie wynik tej wojny. Muszę wygrać - dla Wiki, dla siebie i dla męża. Moja jedyna prawa nerka źle pracuje. Podwyższony poziom kreatyniny mówi, że coś jest nie tak. Za dwa tygodnie mam wizytę u onkologa oraz - co teraz bardzo ważne - u nefrologa. Konsultacja urologiczna przebiegła pozytywnie, jednak wysoki poziom kreatyniny wskazuje, że z nerką dzieje się coś niepokojącego, dlatego teraz przechodzę pod opiekę nefrologa. Mam bóle brzucha i podbrzusza. Mój metabolizm nie działa prawidłowo. Stan ogólny ciągle się pogarsza. Stan psychiczny kontroluje psychiatra oraz psychoonkolog szpitalny. Tracę masę ciała i mięśnie. Nie wychodzę sama z domu, bo boję się, że gdzieś zemdleję. W mojej głowie ciągle wiruje - nawet leżąc w łóżku, mam wrażenie, że wiruje pokój i łóżko. Podobno to objawy po usunięciu nerki, które mogą trwać nawet do 6 miesięcy. Organizm i mózg muszą przestawić się na pracę jednej nerki. Jednak wysoki poziom kreatyniny po usunięciu nerki nie wróży dobrze. Lekarze mówią, że może się to unormować, ale nikt nie jest w stanie dać mi stuprocentowej pewności. Na jednym ze zdjęć są fotografie z Dnia Matki, kiedy córka zrobiła mi dzień spa, a mąż robił okłady, aby zbić prawie 40-stopniową gorączkę. Najbardziej boję się urosepsy (posocznicy), którą już raz zwalczałam dwa lata temu. To był koszmarny czas - połowy rzeczy z tamtego okresu nie pamiętam. Na szczęście dzięki lekarzom i szybkiej reakcji męża udało się pokonać tę śmiertelną chorobę. Cóż więcej mogę powiedzieć? Pozostaje czekać. I będę czekać oraz walczyć tyle, ile mam sił. Ale proszę - nie zostawiajcie mnie samej. Pomóżcie mi. Człowiek chory wszystko przeżywa mocniej, a stan psychiczny jest jak rollercoaster. Pomóżcie mi, kochani. Z całego serca dziękuję wszystkim. 🩵❤️

7 780 zł z 15 000 zł
51%
Józef Uroda, Dąbrowa Górnicza

Walka ze skutkami ubocznymi po radioterapii

W 2022 zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy gruczołu krokowego, przeprowadzono operację prostatektomii radykalnej. Niestety na skutek wznowy biochemicznej konieczna była radioterapia, która zostawiła bardzo dużo skutków ubocznych: nietrzymanie moczu, zespół jelita drażliwego i przepuklinę pachwinową. Nadmieniam, że w 2010 roku chorowałem na raka jelita grubego (operacja hemikolektomii prawostronnej), który również pozostawił po sobie powikłania, z którymi borykam się do dziś. Proszę o wsparcie w poniesieniu kosztów związanych z leczeniem i niwelowaniem skutków ubocznych.

2 691 zł z 10 000 zł
26%
Justyna Stasiak, Węgorzewo

Wyjazdy do specjalistów, do szpitali, dieta

Mam na imię Justyna, choruję na nowotwór piersi (HER 2 ujemny) z licznymi przerzutami na kości. Jestem mamą 9-letniego Patryka. Opiekuje się mną Mama a brat wozi do lekarzy i szpitali. W 2023r. I w 2024r. miałam wycięcie guzów mózgu przerzuty. Potrzebuję wsparcia w poniesieniu kosztów badań, dojazdów do szpitali i specjalistów, leków oraz zalecanej diety.

2 677 zł z 10 000 zł
26%
Iwona Przeździęg, Wróblowice

Wygrałam bitwę, pomóżcie mi wygrać wojnę z rakiem.

Mam na imię Iwona i mam 25 lat. W 2001 r. po rutynowym wycięciu migdałków zdiagnozowano u mnie RMS embryonale tkanek miękkich podniebienia. Moje leczenie odbywało się w CZD przez okres dwóch lat. Nie obyło się bez 13-nastu cykli chemioterapii oraz dwóch miesięcy naświetlań. Myślałam, że ten koszmar już nigdy nie wróci, jestem zdrowa, dorosłam... zaczęłam studia, wyszłam za mąż. Wspólnie planowaliśmy rodzinę, ale moje plany legły w gruzach. Kilka miesięcy temu w nowej pracy "coś" strzeliło mi w nodze i urósł obrzęk ok. 10 cm. Zostałam skierowana do ortopedy, następnie na usg, kolejne RTG. Wszyscy rozkładali ręce twierdząc, że to tylko zerwany mięsień. Skontaktowałam się z lekarzem z Warszawy, który przyjął mnie na oddział (z racji już przebytej choroby nowotworowej) i zrobił biopsję. Potwierdziły się nasze obawy, zdiagnozowano u mnie nowy złośliwy nowotwór mięsak Ewinga kości strzałkowej. Teraz zaczynam leczenie od chemii, następnie naświetlania oraz operacja, przez którą będę wymagała długoterminowej rehabilitacji (wytną mi kawałek kości oraz mięsień). Jeżeli to nie przyniesie efektu, zamierzam podjąć się każdego rodzaju leczenia, również poza granicami kraju, dlatego zwracam się do ludzi dobrej woli o pomoc w tej walce, biorąc pod uwagę również koszty dojazdów do szpitala, opatrunki czy rehabilitacje. Moje największe pragnienie to chęć życia. Chcę znów chodzić po górach, cieszyć się z chwil spędzonych z rodziną i nie bać się, że ten podstępny skorupiak znów mnie dorwie. Dziękuję wszystkim za pomoc, najmniejszy gest. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę. Wygrałam walkę, czas wygrać wojnę.

12 588 zł z 20 000 zł
62%
Ewelina Kwiatkowska-Tabaczyńska, Łódź

Moje leczenie i wsparcie onkologiczne!

Witam Was serdecznie, mam na imię Ewelina, jestem kobietą pełną pasji, miłości do ludzi, zwierząt, która niczym tornado wprowadza chaos, ale tylko ten pozytywny. Mam 46 lat. Mówi się, że życie rozpoczyna się po 40-stce, ale takiego scenariusza nie przewidziałam... W ubiegłym roku, w czerwcu usłyszałam diagnozę - nowotwór złośliwy piersi. Niestety po kolejnych badaniach okazało się, że jest z przerzutami do kości. Mój świat się zatrzymał, a ja nie mogłam przestać płakać. Dopiero najstarszy z trójki dzieci syn swoją twardą postawą wymógł moje uspokojenie. Przeszłam na tryb zadaniowy. Miałam i mam na celu pokonać "dziada", bo tak go nazwałam. Zakwalifikowano mnie do chemioterapii w tabletkach. Co trzy miesiące wykonywane mam badania, takie jak: scyntygrafia kości, rtg klatki piersiowej, usg brzucha i inne. Choruję na Hashimoto, które często rozregulowuje mój orgaznizm. Jestem pod stałą opieką endokrynologa, kardiologa i innych specjalistów. Aby odbudować zniszczenia, jakich dokonał "dziad" w kościach, raz w miesiącu otrzymuję wlewy z kwasu zoledronowego. Raz w miesiącu otrzymuję również podskórnie implant - Reseligo, który ma za zadanie utrzymać mnie w stanie endometriozy. Badania, wizyty, leki oraz konieczność rehabilitacji generuje duże koszty. Moją ogromną pasją są książki, promowanie literatury i autorów. Mam swój kącik Zaczytana Ewelka, gdzie dzielę się tą miłością. Mam w domu trzy rozmerdane ogony, które zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy. Do tej pory to ja często pomagałam innym, współtworzyłam projekt "Podaruj Uśmiech", w którym pozyskiwaliśmy książki, aby przekazać je dla podopiecznych Domów Dziecka, Domów Opieki, na oddziały szpitalne i nie tylko. Uważam, że mam jeszcze wiele do zaoferowaniu światu, a dzięki Waszej pomocy z pewnością dojdę do wyzdrowienia. Z góry dziękuję za Wasze wsparcie i pomoc!

62 535 zł z 70 000 zł
89%
Agnieszka Piekarska, Wrocław

Wsparcie w walce z rakiem piersi

Witam, mam na imię Agnieszka. W sierpniu 2024 roku zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi. Jestem po chemioterapii i czekam na operację, która odbędzie się w marcu. Jednak nie będzie to koniec leczenia. Czeka mnie jeszcze immunoterapia pooperacyjna i radioterapia. Po chemioterapii organizm jest wycieńczony i potrzebuje leków, specjalistycznego żywienia i rekonwalescencji. Aby móc skupić się na walce z chorobą a nie na zmartwieniach finansowych, proszę Was o wsparcie.

7 506 zł z 15 000 zł
50%
Anna Kułak, Dąbrowa Białostocka

Na chwilę obecną udało się osiągnąć cel! Serdecznie dziękuję!

Cześć, nazywam się Ania. Mam 26 lat i pochodzę z małej miejscowości na Podlasiu. Uczę się na technika elektroradiologii - spełniam swoje marzenia :) Uwielbiam spacery i spotkania z przyjaciółmi. Oto moja historia w dużym skrócie: Do 2014 r. byłam pełną energii dziewczyną. Niestety w grudniu 2014 r. moje życie wywróciło się do góry nogami, trafiłam do szpitala z prawostronnym paraliżem ciała oraz afazją. Tak, nie mogłam mówić i ruszać prawą ręką i nogą. Diagnoza, jaka została postawiona, nie napawała mnie optymizmem - udar mózgu spowodowany "dzikim lokatorem". Bardzo szybko trafiłam na stół, dwukrotnie byłam operowana. Wynik mnie przeraził - nowotwór złośliwy mózgu. Po operacji byłam poddana ciężkiej i żmudnej rehabilitacji, gdyż operacje były powikłane - przeszłam dwa kolejne udary od razu po zabiegu, miałam i mam ubytki neurologiczne. Walka trwała dwa lata... Gdy już myślałam, że wychodzę na prostą, dowiedziałam się, że "lokator" w mojej głowie daje o sobie znać. Byłam zmuszona podjąć na nową batalię o zdrowie i życie. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii, rehabilitacji neurologicznej oraz farmakoterapii przeciwbólowej. Specjalistyczna rehabilitacja oraz leki generują ogromne koszty, na które mnie po prostu nie stać. Każdego dnia muszę wybierać, na co wydać pieniądze: rehabilitacja, leki czy wyjście z przyjaciółmi. Z renty ZUS za dużo możliwości nie mam, więc zrezygnowałam z wyjść, a wszystkie środki, jakie mam, wydaję na rehabilitację i leki. Dlatego proszę o pomoc w zbieraniu funduszy, które umożliwią mi wykupienie leków, rehabilitację i powrót do pełnego zdrowia. Wierzę w to, że z Waszą pomocą uda mi się pokonać chorobę i zacząć pracę w moim wymarzonym zawodzie.

42 188 zł z 50 000 zł
84%
Joanna Chudobska, Tarnowskie Góry

Wesprzyj mnie w walce z rakiem

Mam na imię Asia, mam 50 lat jestem mamą dwójki dzieci. Córka Oliwia ma 27 lat i mieszka w Bielsku-Białej. Syn Wiktor mieszka ze mną, ma 20 lat i studiuje grafikę komputerową. Z zawodu jestem terapeutą zajęciowym. Przed zdiagnozowaniem raka pracowałam w CZP. Praca z ludźmi chorymi i doświadczanie ich powrotu do sił i zdrowia to coś, co sprawia mi dużą satysfakcję i radość. Moją pasją jest sztuka, kontakt z naturą, sport i śpiew. Największą radość czerpię ze wspólnych spacerów z moim synem i pieskiem Aris. Od czasu podjęcia leczenia moje siły zostały ograniczone do prostych czynności domowych. Choruję na nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Od października przyjmuję chemię, planowane leczenie to 12 chemii białych, 4 czerwone. Po zakończeniu chemioterapii czeka mnie amputacja z limfadenektomią oraz radioterapia. Całą moją uwagę kieruję w stronę odzyskania zdrowia i sił. Ze względu na chorobę i procesy leczenia mam ograniczone możliwości zarobkowe. Zwracam się z ogromną prośbą o wsparcie zbiórki na rzecz mojego leczenia onkologicznego, z którym wiążą się różnorodne i liczne wydatki, między innymi: dojazdy do szpitala, leki, konsultacje i rehabilitacja. Z całego serca dziękuję za każdą pomoc i udostępnienie zbiórki. Wierzę, że Wasze dobro wróci do Was pomnożone.

12 111 zł z 20 000 zł
60%