Zbiórki

Katarzyna Czapska, Warszawa

Rak zabija kobiety w mojej rodzinie od lat. Nie chcę być następna.

Rak zabrał moją Mamę i Babcię - najbliższe mi kobiety. Nigdy nie pytałam, czy przyjdzie i po mnie, pytałam tylko „kiedy”? Miałam 15 lat, gdy zaczęłam na niego czekać i bać się, taka była moja codzienność przez 20 lat. Teraz trwa moja walka z rakiem piersi… Nie chcę odchodzić, chcę walczyć i żyć, potrzebuję pomocy. Najpierw umarła babcia, miałam wtedy 15 lat i byłam dziewczynką poznającą swoją kobiecość. Musiałam pogodzić się z tym, że ta kobiecość niesie ze sobą wyrok, że nie mogę uratować babci, że ona odejdzie już, teraz, a ja? Ja otrzymam w spadku okrutną, śmiertelną chorobę. Pierwszy rzut choroby to ziarnica, wyczułam guzki na szyi. Przerażenie, biopsje, diagnozy, operacje, radioterapie. Gorycz, bo przekraczasz dwudziestkę, walcząc i wiedząc, że to nie koniec, że właśnie tak będzie wyglądało Twoje życie, jeśli przeżyjesz… Wtedy wymknęłam się śmierci, ale pacjentką Centrum Onkologii zostałam na stałe. Moja mama odeszła kilka lat temu. Rak jajnika nie dał jej najmniejszych szans. Kiedy spędzałam z nią ostatnie wspólne tygodnie, wypełnione bólem, rozpaczą i pytaniem „dlaczego?”, doświadczyłam siły tej choroby. Teraz moja kolej, teraz ja odczuwam to wszystko na własnej skórze. Zawsze przykładnie badałam piersi, latem wyczułam zgrubienie pod skórą. Jakby pryszcz, groszek. Konsultacje i nadzieja... Ja naprawdę miałam jeszcze nadzieję, że to niegroźna cysta, tłuszczak, może torbiel. Mammografia - niejasność. Biopsja - rak, ale do wyleczenia. Konsylium - wyrok, potrójnie ujemny rak piersi, najbardziej złośliwa forma nowotworu, tylko 10 - 15% chorych ma tę mutację, w tym ja. Na tę formę raka nie ma jednoznacznie skutecznego lekarstwa, są podejmowane próby leczenia, podejścia… Jest załamanie, płacz, życie postawione na głowie. Zaręczyny, plany na święta, praca? To wszystko muszę odłożyć na bok. Muszę się zmobilizować, myśleć jasno i mądrze planować: lekarze, konsultacje, kolejki, rozmowy z fundacjami, kontakty i przygotowania. Koszty… Działać trzeba już, od razu, bo mój rak lubi przerzuty, rozwija się szybko, jest wyjątkowo agresywny. Muszę ograniczyć ryzyko przerzutów, wzmacniać swój organizm. Pierwszą chemię, najostrzejszą i częstszą niż standardowo, mam już za sobą. To były 2 okropne miesiące ciężkiej czerwonej chemii, 2 wyrwane z życiorysu miesiące, o których bardzo chciałabym zapomnieć. Potem krótka przerwa i dogrywka - pół roku kolejnej chemioterapii. Jestem słaba, nie mam już włosów, za kilka miesięcy nie będę miała też piersi. Rak szybko odbiera siły i ukochanych ludzi, zbyt szybko. To dzieje się błyskawicznie: diagnoza, badania, pierwsze wlewy chemioterapii i jesteś już w innej rzeczywistości. Słabniesz, inaczej chodzisz, inaczej jesz, inaczej śpisz, nawet inaczej odczuwasz smaki i zapachy, inaczej wyglądasz, a wszystkie twoje myśli krążą wokół tego, co zrobić żeby przeżyć. Przypominam sobie, co robiłam ratując mamę i babcię, jak pomagałam im, jakich błędów mogę uniknąć, dokąd dzwonić, jak prosić o pomoc. Tak długo się bałam, czasem myślałam, że jestem przygotowana na wszystko – nie byłam, nie można się na to przygotować. Nie chcę milczeć i udawać, że świetnie radzę sobie sama, boję się i potrzebuję pomocy. Chcę, żeby moje leczenie zależało od mojej formy psychicznej i fizycznej, od moich sił, moich działań, a nie od tego, czy wystarczy mi pieniędzy na leczenie. Nie chcę, żeby strach, że nie stać mnie na leki, paraliżował mnie w walce o życie. Immunoterapia – mimo pozytywnych rezultatów u pacjentów z nowotworami takimi, jak mój – nie jest ciągle w Polsce szeroko dostępna i refundowana. Dla mnie, w przypadku przerzutów po zakończeniu chemioterapii, może się okazać jedyną nadzieją. Koszt 250 000 złotych… Teraz potrzebuję i będę potrzebowała mnóstwa leków wspomagających, osłonowych. Muszę dbać o dietę, żywność silnie antyoksydacyjną, wsparcie psychologiczne, żeby nie stracić nadziei, siły psychicznej. Do tego rehabilitacja, żeby dojść do siebie po 2 lub 3 operacjach, które mnie czekają, rekonstrukcja po amputacji piersi. To są koszty walki o życie, trudnej próby, którą podjęłam i którą chcę wygrać. Rak zabija kobiety w mojej rodzinie od pokoleń, ja nie chcę być jego kolejna ofiarą.

24 354 zł z 30 000 zł
81%
Joanna Kurkowska, Bytów

Zbiórka pieniędzy na dojazdy do szpitala

Na przekór wszystkim rak jeszcze bardziej nas do siebie zbliżył, jeśli w ogóle można było być jeszcze bliżej. Mimo że były dni, kiedy nic mi się nie chciało i brakowało sił, mąż był zawsze obok ze swoim wsparciem, dobrym słowem i starał się mnie rozśmieszać, bo tylko on to potrafi. Nikt nie uczy nas żyć z rakiem, nie ma jednej recepty dla wszystkich, każdy jest inny i przeżywa to na swój sposób. Ja o raku mówię bez ściemy, tak jak jest, czy to się komuś podoba czy nie. Są lepsze dni, ale niestety tych gorszych jest więcej. To taka moja terapia, mówienie o chorobie tak jakby to było coś zwykłego, normalnego, naturalnego, bez tabu i owijania w bawełnę. Wiem jedno - nie ma takiego bagna, z którego nie da się wyjść. Ważne, żeby mieć obok kogoś, kto trzyma nas za rękę, kiedy w tym bagnie jesteśmy. Taką osobę, która nigdy nas nie puści i bez względu na to, co by się działo, zawsze będzie nas ciągnąć na powierzchnię. Kogoś, kto zawsze nas podniesie z kolan, kiedy upadamy, bo upadek nie jest czymś złym - daje nam radość, kiedy wstajemy. Mąż poprawia mi koronę, otrzepuje kurz i można dalej smakować życie. Moim głównym celem jest zbieranie środków na comiesięczny (czasami dwa razy w miesiącu) transport na badania, do lekarza, na kroplówkę i tomografię. Mieszkam w małej miejscowości, w której nie ma transportu kolejowego i autobusowego. Koszt jednorazowego wyjazdu to około 1000 zł. Nie ukrywam, że jestem na rencie i jest to duże obciążenie dla mojego budżetu. Korzystałam z pomocy fundacji, ale jej środki też są ograniczone, więc postanowiłam otworzyć zbiórkę na pokrycie kosztów dojazdu dla mnie. Życzę wszystkim dużo zdrowia i z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam, Asia

9 208 zł z 15 000 zł
61%
Barbara Pikul, Kraków

Zbiórka na finansowanie nierefundowanego leku

Witam, mam na imię Basia, mam 54 lata. Od 2011 r. zmagam się z chorobą nowotworową (diagnoza - nowotwór złośliwy sutka). Przeszłam cały szereg różnych form leczenia: od operacji, chemioterapii po radioterapię. Wydawałoby się, że wszystko jest na dobrej drodze. Kolejne badania - strach co pokażą wyniki i szok... Nowe ognisko - przerzut do kości. Dotychczasowe leczenie nie przyniosło pożądanego rezultatu, mam kolejną zmianę. Niestety obecne leczenie nie jest refundowane w całości przez NFZ, szczególnie lek o nazwie Xgeva, który ma zapobiegać powikłaniom kostnym w chorobie nowotworowej. Mieszkam sama ze starszą mamą, która wymaga opieki. Na co dzień pracuję jako sanitariuszka w szpitalu. Moje uposażenie jest niewystarczające na pokrycie kosztów leku, dlatego zwracam się z prośbą o pomoc. Jednocześnie proszę i apeluję, aby wszystkie kobiety nie bały się badać. Im wcześniej potencjalne zmiany nowotworowe zostaną wykryte, tym większa szansa na wyleczenie. Jak każdy mam marzenia i plany. Mam ukochaną wnuczkę, chciałabym zobaczyć, jak dorasta i pięknieje z dnia na dzień, móc towarzyszyć jej w ważnych wydarzeniach jej życia. Jedno marzenie się spełniło: doczekałam komunii świętej. Jeśli możecie, pomóżcie mi w realizacji moich marzeń o zdrowiu i w konsekwencji o szczęśliwym życiu.

4 204 zł z 10 000 zł
42%
Urszula Lewandowska, Legionowo

Ula nauczyła się doceniać chwilę. Sprawmy, by tych chwil było w jej życiu jak najwięcej!

Magiczną datę 13.03.13 będę pamiętać do końca życia. Świat stanął w miejscu. Diagnoza brzmiała jak wyrok - nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. To już koniec... nie mogłam uwierzyć. Przed oczami stanęły mi dzieci, to one były najważniejsze. Świadomość, że nie będę z nimi dzielić radości, patrzeć jak dorastają, rozrywała mi serce. Usiadłam na drewnianej skrzynce na miejskim targowisku i już nic wokół siebie nie widziałam; czułam się jak w szklanej pułapce. Łzy ciekły mi po twarzy. Córka miała niespełna 10 lat. Delikatna, drobna blondyneczka. Syn zdawał maturę, nie mógł liczyć na moje wsparcie. Starałam się nie obarczać dzieci moim lękiem, ale siłą rzeczy one w tym wszystkim tkwiły. Widziały co się dzieje: diagnoza, operacja usunięcia piersi, chemia. Strach czaił się wszędzie. Nie zapomnę reakcji córki, gdy wypadły mi włosy. Tak bardzo się przestraszyła, że z płaczem uciekła mężowi na kolana. Nie mogłam się jej pokazać bez chustki na głowie. Największy lęk budzi we mnie świadomość, że dzieci mogą mnie potrzebować, a ja nie będę mogła im pomóc. Z drugiej strony staram się żyć normalnie, jak każdy: praca, obowiązki domowe, spotkania z rodziną i przyjaciółmi, wakacje itp. Człowiek ma w sobie ogromną siłę, przeszłam do działania. Odpowiednia dieta antynowotworowa, leczenie hormonalne, suplementacja, leczenie hipertermią - to wszystko dało efekty. Minęły prawie 4 lata, a ja wciąż JESTEM. Jestem wdzięczna Bogu za ten czas, który mogłam dać rodzinie. Córka w lipcu skończy 14 lat, chodzi do gimnazjum. Syn ma 22 lata, studiuje. Dzieci są moją największą radością. W wolnej chwili najbardziej lubię spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi. Uwielbiam wszelką aktywność sportową. Lubię słuchać muzyki. Z racji mojego zawodu - jestem neurologopedą - lubię pogłębiać swoją wiedzę i czerpać radość ze stosowania jej w praktyce. Zebrane pieniądze chciałabym przeznaczyć na kontynuację leczenia. Jest to stały koszt - w skali miesiąca około 1000 zł. Jednorazowy wydatek będzie związany z zabiegiem rekonstrukcji piersi. Będzie to kwota ok. 15 000 zł. 23.07.2017 Rok temu wróciłam do pracy. Żyję dniem dzisiejszym i cieszę się, że mogę być z MOJĄ RODZINĄ. Funkcjonuję prawie normalnie. Największym problemem jest lęk, żeby choroba nie wróciła. Dalej kontynuuję leczenie i zbieram środki finansowe na rekonstrukcję. Dziękuję wszystkim za wsparcie.

21 135 zł z 27 000 zł
78%
Barbara Pielka, WOLBROM

Zbieram środki na leczenie raka piersi nierefundowanym lekiem.

Witam, mam na imię Basia, mam 55 lat, jestem mężatką, mam dwie dorosłe córki oraz trzech wspaniałych wnuków. Na początku tego roku na USG wykryto u mnie guza w piersi prawej oraz węzłach chłonnych. Biopsja wykazała, że jest to nowotwór złośliwy - rak piersi prawej T4bN1M0, podtyp biologiczny luminalny B, HER2 dodatni. Obecnie jestem w trakcie chemioterapii (tzw. czerwonej). Na ostatniej wizycie zostałam poinformowana o możliwości i celowości leczenia PERTUZUMABEM, który niestety w Polsce nie jest refundowany w moim wskazaniu przez NFZ. Lek ten blokuje aktywność receptora HER2, tym samym blokuje wzrost komórki raka i jego rozprzestrzenianie się w trakcie chemioterapii. Koszt jednej dawki leku to ok. 11 000 zł. Mimo ciężkich chwil, z jakimi przychodzi mi się borykać w trakcie leczenia, wiem, że w chorobie najważniejsze jest pozytywne myślenie i to ono oraz rodzina dają mi siłę do walki. Bardzo proszę o wsparcie w walce z moją chorobą. Dziękuję wszystkim za wsparcie i pomoc. Basia

44 064 zł z 50 000 zł
88%
Gabriela Skowron, Bydgoszcz

Pomóż Gabrieli upilnować raka! Potrzebne środki na badania i leki.

Witam wszystkich czytelników tej strony. Jest tu nas wiele potrzebujących i wszyscy liczymy na wsparcie ludzi dobrej woli. Wierzę w to, że jesteś człowiekiem, któremu nie jest obojętne cierpienie innych. Skoro tu zajrzałeś, to znaczy, że masz wielkie serce do pomocy. Jestem 50-letnią kobietą i nie sądziłam, że ten wiek przekroczę z "rakiem pod rękę". 2016 rok okazał się dla mnie rokiem-wyrokiem - rak piersi. Później szybko: jedna operacja, druga, mastektomia, chemioterapia i... teoretycznie pacjent powinien być zdrowy. Niestety, ta opowieść jeszcze nie ma zakończenia. Węzły chłonne szybko się powiększają, a z badania, które wykonuję poza leczeniem NFZ wiem, że komórek nowotworowych przybywa. Choć jestem osobą pogodną i paradoksalnie dzięki chorobie pozytywnie nastawioną do tego, że póki co da się z tym żyć, przychodzą częste chwile zwątpienia. Pytania, na które nie znam odpowiedzi, a wręcz boję się złej odpowiedzi. Czy będzie mi dane być wsparciem dla córki - a ma tylko 15 lat? Czy będę świadkiem, jak realizuje swoje plany życiowe? Kocha tańczyć od ponad 10 lat i jest naprawdę w tym dobra. Czy będę obecna gdy moja starsza córka - 26 lat, będzie wychodziła za mąż i czy będę mogła wziąć na ręce dzieciątko, które zapewne przyjdzie na świat? Sama wychowywałam obie córki i starałam się aby zawsze czuły się bezpiecznie. Gdy mnie zabraknie, to jakże ważne poczucie bezpieczeństwa uleci jak popiół na wietrze. Okres mojej choroby to trudny czas dla całej rodziny - szczególnie dzieci, które wykazały się mądrością, odpowiedzialnością i dojrzałością. To czas, kiedy wszyscy zaczynamy myśleć innymi kategoriami. Czasami taki stan utrzymuje się kilka dni. Chemioterapia narobiła bałaganu w mojej głowie (okropne luki w pamięci) i to powoduje, że czuję się niepewnie psychicznie i emocjonalnie. Obecnie czekam na wprowadzenie innego leczenia hormonalnego, które ma zahamować rozrost komórek nowotworowych. Obecnie przebywam na świadczeniu rehabilitacyjnym (75% od najniższej krajowej) do stycznia 2018, a później... nie wiem co będzie później. Wsparcie finansowe jest mi potrzebne, aby skorzystać z nowoczesnych badań, które pozwalają na monitorowanie aktywności guza. Dzięki badaniom można sprawdzać reakcję na różne środki terapeutyczne, ponieważ dynamika liczby komórek we krwi silnie koreluje ze wzrostem nowotworu i rozwojem przerzutów. Duże sumy pochłaniają też leki, które zmniejszają skutki uboczne wcześniejszych terapii... Człowieku dobrego serca, czy zechciałbyś mi pomóc aby to... później... nadeszło? Abym miała szansę dożyć jak moja babcia 101 lat? Uczestnicząc w życiu moich najbliższych? Moja mama ma 83 lata i cieszy się świetnym zdrowiem, ma najpiękniejsze nogi, jakie widziałam (gładkie i zgrabne), też chciałabym takie mieć w tym wieku. Nie mogę jej przecież tego zrobić i odejść.

29 035 zł z 35 000 zł
82%
Artur Cupa, Gdynia

Pomóżmy sobie

Witam, nigdy w życiu nie przypuszczałem, że mnie to spotka z dnia na dzień... Wiadomość o dwóch nowotworach zwaliła mnie z nóg. Z pracy mnie zwolnili, bo w szpitalu przebywałem więcej niż w pracy. Nie dziwię się im... W tej chwili mam radioterapię, przede mną jeszcze 20 sesji. Potrwa to wszystko około 1 roku, może dłużej. Proszę o pomoc na pokrycie licznych wydatków związanych z leczeniem: koszty dojazdów, badań, leków, konsultacji, itp.

0 zł z 6 000 zł
0%
Beata Węglińska, Nowa Dęba

Proszę o pomoc w poniesieniu kosztów leczenia

Mam na imię Beata, 43 l. Jestem mężatką, mam 20-letnią córkę, Weronikę. We wrześniu 2018 r. usłyszałam diagnozę - ZŁOŚLIWY NOWOTWÓR PIERSI. Był to dla mnie ogromny cios. Rak okazał się bardzo agresywny - G3 podtyp HER 2+. Leczenie odbyłam w oddalonym o 200 km od mojego miejsca zamieszkania Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Obecnie jestem częstym gościem różnych poradni kontrolnych (usg/mammografia, echo serca, usg jamy brzusznej) i odbywam stałe wizyty onkologiczne w Krakowie. Chcę też skupić się na innych rzeczach, wszyscy wiemy jak ważna jest psychika w chorobie. Przed zachorowaniem byłam bardzo aktywna - taniec, tenis ziemny, rower, basen, bieganie. Wracam do aktywności pomimo ograniczeń spowodowanych operacją, jak i leczeniem hormonalnym. Chcę, aby moi najbliżsi widzieli mnie uśmiechniętą, szczęśliwą, a nie pełną lęku o jutro... Z góry przekazuję ogromne podziękowania za każdą kwotę, która wpłynie na moje konto. Zebrane środki przeznaczę przede wszystkim na dojazdy do placówek medycznych oraz codzienne wydatki związane z leczeniem.

3 786 zł z 10 000 zł
37%
Hanna Piotrowicz, Natalin

Spróbujmy zatrzymać czas

W 2018 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Jestem po mastektomii i usunięciu węzłów chłonnych. Po roku nastąpiły przerzuty do kości (zajęte żebra, kręgosłup, czaszka, miednica) powodując pęknięcie 3 trzonów kręgosłupa i 2 żeber. W tym roku doszło do przerzutów do wątroby. Ta straszna choroba w pierwszych dniach była dla mnie jak wyrok. Potrzebowałam czasu, aby wszystko przemyśleć, nastawić się psychicznie do pokonania choroby. Były to bardzo trudne chwile. Upór i wiara oraz opieka lekarzy pomagają mi w tym. To nie jest czas na odejście... Chęć życia i to, co mam jeszcze do zrobienia, dodają mi sił. Mam rodzinę, dla której chcę żyć, cieszyć się nimi, patrzeć na dorastające wnuki, być z nimi, dzielić smutki i radości. Leczenie wymaga nakładów finansowych. Jestem emerytką. Dochody z tego tytułu są niskie. Zwracam się z prośbą o wsparcie finansowe na pokrycie kosztów związanych z wizytami u specjalistów, zakup leków, dojazdy, rehabilitacje, artykuły medyczne. Pomoc ta pomoże mi w powrocie do zdrowia.

8 714 zł z 15 000 zł
58%
Iwona Ogórek, Sosnowiec

Pomóż Iwonie wygrać walkę!

Mam na imię Iwona i mam 43 lat. Mieszkam w Sosnowcu wraz z moja rodziną. Jestem szczęśliwą żoną oraz mamą dwóch wspaniałych córek. Jestem osoba otwartą, pełną energii, kochającą życie. Wraz z moją rodziną prowadziliśmy pełne spokoju życie, aż do momentu zdiagnozowania choroby w grudniu 2016 roku - raka jajnika. Rozpoczął się wtedy bardzo trudny dla mnie czas, dla mojej rodziny również. Głęboko wierzyłam jednak, że wszystko się ułoży. Przeszłam wtedy operację usunięcia guza jajnika prawego. W styczniu 2017 roku badanie histopatologiczne wykazało, iż nowotwór jajnika był przerzutem z przewodu pokarmowego. Dokładniejsze badania wykazały i potwierdziły nowotwór jelita grubego. Miałam nadzieję, że do żadnych przerzutów już nie dojdzie. Kilka miesięcy później wyniki moich badań w czasie chemioterapii były dobre, co dało mi nadzieję na lepsze jutro. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ tuż po zakończeniu 12 cyklu chemii badanie TK wykazało wynik niejednoznaczny. Kolejno badanie PET potwierdziło przerzuty w trzech ogniskach oraz mutację genu KRAS w raku jelita grubego. Oznacza to, że terapia okazała się nieskuteczna, gdyż obecność mutacji w nowotworze związana jest z jego opornością na leki, które otrzymywałam do tej pory. Czułam ogromny strach i niepewność, bo nic innego nie kojarzy się z taką chorobą. Zwłaszcza, że byłam prawie pewna, że wygrałam swoja walkę! Bardzo trudne jest życie w niepewności, zwłaszcza kiedy dotyczy to naszego zdrowia i jest pełne obaw o tych, których kochamy. Ja jednak nie tracę nadziei, dlatego udałam się na konsultacje do specjalisty we Wrocławiu, gdzie szczęśliwie na dzień dzisiejszy zostałam zakwalifikowana do operacji HIPEC. Niestety czas oczekiwania to 5 miesięcy lub dłużej w zależności od kondycji chorego. Czas w tej walce zawsze jest najtrudniejszym przeciwnikiem. Dlatego oczekuje również na chemię z przeciwciałami w nadziei, że zadziała. Pieniądze zbieram na dojazdy do ośrodka, konsultacje, przyspieszoną diagnostykę. Myślę również o zabiegach hipertermii, które nie są refundowane, a do tanich nie należą. Mimo wszystko jestem dobrej myśli i ciągle mam nadzieje, że dzięki nowoczesnym metodom leczenia uda mi się pokonać chorobę jak najszybciej. Dlatego każda okazana mi pomoc z Państwa strony wiele dla mnie znaczy. Z całego serca dziękuję wszystkim za okazane mi wsparcie.

23 614 zł z 30 000 zł
78%
Ryszard Rydzewski, Suwalki

Zbiórka dla Rynia

Witam, Ryszard ma 64 lata. Ma żonę, troje dzieci i troje wnucząt. W tym roku miał już przejść na emeryturę, cieszyć się z rodziną wolnym czasem, którego zawsze brakowało... Niestety na początku roku 2022 zaczął go męczyć przewlekły kaszel. Myślał, że to zwykłe przeziębienie. Okazało się, że ma wodę w płucach. Po ściąganiu ponownie nachodziła. Po dokładnych badaniach postawiono diagnozę - nowotwór złośliwy: międzybłoniak opłucnej. Rynio (tak go nazywa rodzina) nie poddaje się, walczy każdego dnia z uśmiechem na twarzy. Ze względu na stan zdrowia nie może spełniać się zawodowo, ale próbuje żyć jak dotychczas. Jest człowiekiem wesołym, otwartym, kocha pomagać innym, a siebie stawia na ostatnim miejscu. Dzisiaj to on potrzebuje przede wszystkim modlitwy i pomocy w zgromadzeniu środków na leczenie, dojazdy i rehabilitację. Każda, nawet najmniejsza kwota będzie cenna. Proszę ludzi o dobrym sercu o udostępnianie zbiorki. Dziękuję. Dobro wraca.

13 573 zł z 20 000 zł
67%
Grażyna Jungnickel, Kożuchów

Potrzebuję środków na dojazdy do ośrodka i konsultacje!

Mam na imię Grażyna. Mam 62 lata. Moją chorobę zdiagnozowano w maju 2018 r. We wrześniu przeszłam operację mastektomii prawej piersi, potem chemioterapię w klinice w Poznaniu. Jestem samotną emerytką i mieszkam w małej miejscowości oddalonej od kliniki 200 km. Mój proces leczenia wymaga cotygodniowych konsultacji onkologicznych związanych z powikłaniami po przeprowadzonej operacji. Moja niska emerytura nie pozwala mi na tak częste wyjazdy do kliniki, co powoduje, że proces leczenia się wydłuża. Ponadto kilka lat wcześniej przeszłam skomplikowaną operację kręgosłupa, po której do dzisiaj mam problemy z poruszaniem się, co dodatkowo utrudnia przemieszczanie się środkami komunikacji publicznej generując wysokie koszty przejazdów. Za Waszą pomoc i wsparcie z góry bardzo dziękuję.

1 537 zł z 8 000 zł
19%