Lekarstwa, konsultacje medyczne, badania nierefundowane przez NFZ
Zofia Kalka, Racibórz,
numer zbiórki: 110897
Dziennik
Może będzie dobrze. Musi być.
Mój lekarz prowadzący jest na L4. Lekarze też przecież chorują. Nie chciałam iść do nikogo innego, dlatego czekam na wizytę w listopadzie.
Na razie dowiedziałam się tylko, że wyniki tomografii są dobre i że nie powinnam się martwić. Bardzo chciałabym w to uwierzyć. Z drugiej strony widzę swoje wyniki krwi i wskaźniki nowotworowe, które niestety nie wyglądają optymistycznie. Trudno więc nie mieć obaw.
Może jednak będzie dobrze. Musi być.
Pogoda jeszcze rozpieszcza, więc staram się korzystać z każdego ładniejszego dnia, na ile pozwalają mi siły, których niestety z każdym dniem jakby mniej.
Spaceruję, choć teraz moje spacery wyglądają trochę inaczej niż kiedyś:
spacerek, ławeczka, spacerek, ławeczka…
Ale najważniejsze, że wychodzę. Że próbuję. Że są jeszcze takie chwile, kiedy mogę usiąść na ławce, popatrzeć dookoła i po prostu cieszyć się tym, że jestem.
I jeszcze jedno, bardzo ważne.
Dziękuję wszystkim Darczyńcom za każdą wpłatę. ❤️
Dzięki Waszemu wsparciu mogę pokrywać wydatki na lekarstwa, które niestety nie są darmowe. W chorobie takich kosztów pojawia się bardzo dużo, dlatego każda pomoc naprawdę ma znaczenie.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Znowu minęło kilka miesięcy od mojego ostatniego wpisu.
Jestem już po cyklu chemii połączonej z immunoterapią.
Z jednej strony… nie była tak straszna, jak się obawiałam. Nie bolało. Nie czułam się aż tak źle. Zazwyczaj nawet przesypiałam noce.
Z drugiej strony była straszna. Ta chemia bardzo mocno wpłynęła na moją pamięć. Zapominam wszystko. Nie pamiętam o niczym. Doszło nawet do tego, że po wyjściu z gabinetu lekarskiego nie pamiętałam, co lekarz właśnie mi powiedział.
Uwierzcie – to jest okropne.
Dlatego zaczęłam chodzić na wizyty z córką. Sama po prostu nie jestem już w stanie wszystkiego zapamiętać i ogarnąć.
Fizycznie też jestem coraz słabsza. Szczególnie źle znoszę upały. Brakuje sił, a zwykłe rzeczy potrafią kosztować mnie naprawdę dużo.
Teraz, po kilku tygodniach przerwy, znowu czeka mnie TK. Jadę na nie z nadzieją, że wyniki będą dobre i przede mną znów trochę dłuższa przerwa – czas na odpoczynek i regenerację.
Trzymajcie za mnie kciuki.
Módlcie się za mnie.
Opis zbiórki
Gdy z początkiem 2018 roku czułam się coraz słabsza, myślałam, że to słabość, która przychodzi z wiekiem. Do tego doszły inne dolegliwości, których przyczyn ciągle szukałam. Dopiero USG przyniosło niepokojące informacje. Wtedy wszystko nabrało rozpędu.
Kolejne badania, operacja, wyniki z histopatologii i diagnoza - rak złośliwy jajnika. Byłam załamana, lecz mój mąż, dzieci i wnuczki dodawały mi siły i otuchy.
Pierwszą chemię zaczęłam brać 8 października 2018 roku. Dokładnie 9 lat po tym, jak moje wnuczka Wiktoria zaczęła chemioterapię. Wiktoria wygrała walkę z ostrą białaczką limfoblastyczną. Teraz ja muszę zrobić to samo. Wygrać! I być babcią swoich wnuczek! Pieniądze chcę przeznaczyć na lekarstwa niefinansowane przez państwo i na rehabilitację.
When on the beginning of 2018 I was becamimg weaker and weaker, I thougt that this is weakness which came with the age. But then cames other symptoms I've looked for causes. Untill the USG brought disturbing informations. Then everything starts to go quickly.
Next medical studies, surgery, result from histopatology and diagnosis - malignant ovarian cancer. I was depressed but my husband, childrens and grandchildrens were giving me hearten and strength.
I've got first cancer chemistry 8th of October 2018. Exactly 9 years after my granddaughter Wiktoria starts to have hers. Wiktoria won her fight with leukemia. Now it's my turn. I must win! I have to be, I want to be a grandma to my granddaughters.

Słowa wsparcia