Zbiórki

Mariola Kończak, Radom

Zbiórka na operację i rehabilitację raka piersi

Dzień dobry, mam na imię Mariola. Jestem pozytywną, energiczną osobą. Pracuję zawodowo jako masażystka, pomagam ludziom poprzez terapię manualną. Wychowuję sama dwóch synów, bo mój mąż nie żyje. Od kilku miesięcy zmagam się z rakiem piersi, wcześnie wykrytym wskutek urazu. Przede mną długie leczenie: chemioterapia, radioterapia, następnie operacja i długotrwała rehabilitacja. Wszystko to uniemożliwi mi przez dłuższy czas wykonywanie mojej pracy. Przeżyłam prawie pół wieku i pragnę żyć dalej. Pozytywne zakończenie leczenia jest dla mnie i dla moich bliskich najważniejsze. Moim marzeniem jest wyzdrowieć i dalej pomagać innym. Wierzę, że dobro wraca. Proszę o wsparcie i dziękuję z całego serca.

16 356 zł z 80 000 zł
20%
Tomasz Krzyżowski, Katowice

Nowotwór prostaty

Dzień dobry, nazywam się Tomek i mam 65 lat. Diagnoza raka prostaty w 2023 roku była dla mnie ogromnym wstrząsem psychicznym. Zwracam się z prośbą o pomoc w leczeniu metodami, które nie są refundowane. Mamcórki, pięciu wnuków i jedną prawnuczkę. Moja żona, dzieci i wnuki bardzo mnie wspierają. Mam nadzieję, że Państwa pomoc pomoże mi w wyzdrowieniu. Jestem po operacji i siedmiu tygodniach radioterapii onkologicznej. Choruję na przewlekłą niewydolność nerek IV stopnia oraz jestem po zawale z wstrząsem kardiogennym. Przed diagnozą nowotworową chętnie spędzałem czas z rodziną i podróżowałem. Marzę o tym, by życie podarowało mi jeszcze trochę czasu, abym mógł patrzeć, jak kolejne wnuki wchodzą w dorosłość. KRS 0000358654, Nr. Zbiórki 112518 Pozdrawiam serdecznie,Tomek

4 506 zł z 30 000 zł
15%
Jarosław Jankowski, Kościan

Zbiórka na walkę z rakiem, leczenie

Witam, mam na imię Jarek. Mam 54 lata. Przez całe życie pracowałem, żeby utrzymać rodzinę. Mam żonę i niepełnosprawną córkę. Moje życie pierwszy raz rozsypało się, gdy 3 lata temu przeszedłem rozległy zawał serca. Przez długi czas nie byłem zdolny do wykonywania pracy. Byłem zawodowym kierowcą. Niestety nie mogłem wrócić do swojej pracy. 1,5 roku temu zatrudniłem się w betoniarni na niepełny etat, ale w obecnej chwili znów stan zdrowia nie pozwala mi na pracę. Od września zmagam się z ogromnym bólem pęcherza moczowego i okolicy. Utrudnia mi to normalne funkcjonowanie. Okazało się, że to złośliwy nowotwór pęcherza moczowego - rak urotelialny wysokozłośliwy HG T2 z naciekiem na mięśniówkę. Zarówno mój stan psychiczny, jak i rodziny bardzo podupadł. Zaproponowano mi leczenie obejmujące chemię, operację i znów chemię. Niestety w ostatniej chwili odmówiono mi chemioterapii ze względu na serce, które po zawale nadal nie domaga. W tej chwili czekam na operację usunięcia pęcherza moczowego. Moją pasją jest akwarystyka i mechanika. Lubię majsterkować. W tym momencie niestety muszę zrezygnować ze wszystkiego. Diagnoza bardzo obciążyła nas finansowo, środki na życie się kurczą... Bardzo proszę o pomoc. Zbieram na wizyty lekarskie, dojazdy do lekarza, leki i wszystkie rzeczy, które będą mi potrzebne do urostomii. Za wszystko z góry dziękuję.

14 463 zł z 20 000 zł
72%
Vladyslav Levandovskyi, Grodzisk Mazowiecki

Vladyslav vs agresywny glejak G4

Moja historia: od spełnienia marzeń do walki o każdy dzień Nazywam się Vladyslav Levandovskyi. Od blisko 5 lat mieszkam i pracuję w Polsce. Przez długi czas byłem operatorem wózka wysokiego składowania (Retrac) w centrum logistycznym Raben. Jednak w głębi duszy zawsze marzyłem o czymś innym - o niesieniu ulgi innym ludziom. Moim celem był profesjonalny masaż. W maju 2025 roku to marzenie się spełniło. Ukończyłem kursy, zacząłem praktykę i poczułem, że jestem na właściwym miejscu. Widok pacjentów, którzy wychodzili z mojego gabinetu bez bólu, dawał mi ogromną siłę. Kolejnym wielkim krokiem miała być stabilizacja rodzinna - wraz z moją ukochaną Iryną zaplanowaliśmy ślub na 31 grudnia 2025 roku. Niestety, los napisał inny, okrutny scenariusz... Dzień, który zmienił wszystko W listopadzie 2025 roku, podczas pracy, nagle straciłem panowanie nad ciałem. To był mój pierwszy w życiu napad padaczkowy. Wieczorem tego samego dnia sytuacja się powtórzyła. Trafiłem na SOR. Diagnoza zwaliła nas z nóg: guz w prawym płacie czołowym o wymiarach 31x26x35 mm z ogromnym obrzękiem mózgu. 4 grudnia przeszedłem skomplikowaną operację. Guz znajdował się tuż przy korze motorycznej, odpowiedzialnej za ruchy mojej lewej ręki. Niestety, po operacji wystąpił niedowład - ręka, która miała masować i pomagać innym, stała się niesprawna. Wyrok: Glejak G4, Ki-67 ponad 80%... 15 stycznia 2026 roku otrzymaliśmy ostateczny wynik histopatologii. To najgorszy z możliwych wariantów: Glejak o wysokim stopniu złośliwości (WHO Grade G4). Wskaźnik Ki-67 wynosi ponad 80%. Oznacza to, że komórki nowotworowe dzielą się w zastraszającym tempie. To agresywny przeciwnik, który nie daje nam czasu na zastanowienie. Walka o czas, którego nie mam Standardowe leczenie (radioterapia i chemioterapia) daje mi statystycznie tylko 1-2 lata życia. To za mało! Chcę walczyć o więcej. Moją nadzieją jest immunoterapia w Niemczech oraz terapia OPTUNE (TTFields). Niestety, koszt OPTUNE (TTFields) to około 120 000 zł miesięcznie. Rok takiego leczenia to ponad milion złotych. To kwota, której sam nigdy nie zgromadzę, ale która jest ceną za moją przyszłość. Każda zebrana złotówka daje mi szansę na skorzystanie z tych nowoczesnych metod. Miłość silniejsza niż rak Mimo diagnozy, nie poddaliśmy się. 31 grudnia 2025 roku, tak jak planowaliśmy, wzięliśmy ślub. Zamiast hucznego wesela, które miało odbyć się 10 stycznia, mamy przed sobą najtrudniejszą bitwę - o moje życie. Obiecałem jej "na zawsze", a teraz muszę zrobić wszystko, by to "zawsze" nie skończyło się za rok. Zawsze starałem się być wsparciem dla innych. Dziś to ja muszę prosić o pomoc. Środki zebrane na tej zbiórce zostaną przeznaczone na: Leczenie onkologiczne, suplementację i terapie wspomagające, które nie zawsze są refundowane Terapię OPTUNE i leczenie za granicą Kosztowną rehabilitację neurologiczną, abym mógł odzyskać władzę w lewej ręce Bieżące koszty związane z walką z chorobą, która wykluczyła mnie z pracy zawodowej. Każda złotówka, każde udostępnienie to dla mnie szansa na to, bym mógł jeszcze kiedyś wrócić do masażu i cieszyć się życiem u boku mojej żony. Dziękuję z całego serca za każde wsparcie. Nie poddaję się!

901 zł z 250 000 zł
0%
Olga Iaroshchuk, Pruszków

Na pokrycie kosztów leczenia i rehabilitacji

Witam, mam na imię Olga. Mam 34 lata. Jestem mamą pięcioletniego synka. Jeszcze niedawno moje życie toczyło się normalnym rytmem mamy: dom, przedszkole, podróże, treningi sportowe i plany na przyszłość. Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć: rak piersi – luminalny typu B (HER2+) z przerzutami do węzłów pachowych. Choroba przyszła nagle, bez ostrzeżenia. Badania, niekończące się oczekiwanie na wyniki, strach… i jedno, najważniejsze pytanie: czy będę mogła patrzeć, jak mój syn dorasta? Rak jest agresywny i wymaga intensywnego leczenia: chemioterapii, operacji (radykalnej mastektomii), radioterapii oraz hormonoterapii przez kolejne pięć lat, a także rehabilitacji. To walka nie tylko fizyczna, ale również psychiczna i finansowa. Choć samo leczenie jest refundowane, znaczna część dodatkowych kosztów spada na moją rodzinę: leki, specjalistyczna żywność medyczna, dojazdy na leczenie, rehabilitacja oraz zakup protezy i peruki. Część tej drogi mam już za sobą, jednak wciąż walczę i robię wszystko, by móc iść dalej - krok po kroku. Bardzo dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie oraz słowa wsparcia. Dają mi one nadzieję i siłę, by nie poddawać się i iść dalej.

1 769 zł z 10 000 zł
17%
Marta Ryba, Sosnowiec

Zbiórka na koszty leczenia, dojazdy, dodatkowe badania

Mam na imię Marta, jestem od jakiegoś czasu na emeryturze, mam 63 lata i do niedawna byłam w miarę zdrowa. Cieszyłam się wolnym czasem, często odwiedzając wnuczkę w Irlandii. W tamtym roku wykryłam dużą, bolesną zmianę w lewej piersi. W sierpniu 2025 otrzymałam diagnozę raka piersi trójujemnego 3 stopnia. Dość szybko rozpoczęłam leczenie onkologiczne. Zostałam zakwalifikowana na intensywny cykl chemioterapii dwoma preparatami oraz immunoterapię. Niestety już w listopadzie musiałam przerwać zaplanowane leczenie z powodu powikłań po immunoterapii. Bardzo silna reakcja autoimmunologiczna spowodowała, że spędziłam jakiś czas w szpitalu i dalej zmagam się z poważnymi skutkami ubocznymi, które bardzo utrudniają samodzielne funkcjonowanie. W związku ze swoim stanem zdrowia mam przyznany znaczny stopień niepełnosprawności z niezdolnością do samodzielnej egzystencji. Moja jedyna córka jest niepełnosprawna i na stałe mieszka w Irlandii z mężem i dwuletnią córeczką. Od czasu diagnozy przyjeżdża regularnie do Polski starając się pomagać jak może, jednak wiąże się to z ogromnymi kosztami i byciem z dala od swojej rodziny. Planowanie przyjazdów do Polski pomiędzy jej własnymi wizytami w szpitalu oraz opieką nad dzieckiem jest bardzo męczące zarówno fizycznie jak i finansowo. Ja jestem wiele lat po rozwodzie i na stałe mieszkam sama. Niedawno miałam operację całkowitego usunięcia piersi lewej i niedługo mam konsultację onkologiczną celem zakwalifikowania do dalszej chemioterapii. Mam nadzieję, że dodatkowe pieniądze ze zbiórki pozwolą pokryć wydatki na przejazdy, dodatkowe badania, konsultacje, terapie i leki.

50 zł z 10 000 zł
0%
Serafyma Chuhunova, Pruszków

Leczenie, logistyka, genetyczne badania guza mózgu

Serafyma – walka o przyszłość. Pomóż mi kupić czas w walce ze złośliwym guzem mózgu! Kim jestem? Nazywam się Serafyma, mam 29 lat. Moje życie zmieniło się bezpowrotnie w maju 2025 roku, kiedy to po serii niespodziewanych napadów padaczkowych usłyszałam diagnozę, której nikt nie chce usłyszeć: złośliwy nowotwór mózgu – skąpodrzewiak anaplastyczny o stopniu złośliwości G3. 19 maja przeszłam operację częściowego usunięcia guza w lewym płacie czołowym, a obecnie walczę z chorobą poprzez wyniszczającą chemioterapię. Dlaczego potrzebuję Twojej pomocy? Mój nowotwór posiada specyficzną cechę genetyczną – mutację w genie IDH2, kodon 172. To właśnie ta cecha daje mi szansę na nowoczesne leczenie celowane, które jest obecnie standardem w USA i krajach Europy Zachodniej, ale w Polsce nie jest refundowane przez NFZ. We wrześniu 2025 roku Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła przełomowy lek – pierwszy od 25 lat tak skuteczny lek celowany, który uderza bezpośrednio w mutację mojego guza, hamując jego rozwój i znacząco wydłużając czas bez progresji. Niestety, zanim ten lek trafi do refundacji w Polsce, miną lata. Ja nie mogę tyle czekać. Na co zbieram środki? Twoje wsparcie zostanie przeznaczone na pokrycie kosztów, których nie finansuje system ochrony zdrowia w Polsce: Terapia celowana: To największy wydatek. Ponieważ lek nie jest refundowany, muszę go sprowadzać w ramach tzw. "importu docelowego" z zagranicy. Miesięczny koszt takiej terapii to od 15.000 do nawet 30.000 PLN, zależnie od kursu walut i marży aptek. Pogłębiona diagnostyka molekularna w Heidelbergu (Niemcy): Aby zakwalifikować się do najnowocześniejszych europejskich badań klinicznych i szczepionek peptydowych, muszę wykonać specjalistyczny panel badań genetycznych, którego koszt w niemieckich klinikach wynosi ok. 3000 - 5000 EUR (ok. 13.000 - 22.000 PLN). Konsultacje u światowych ekspertów (Second Opinion): Oficjalna wideokonsultacja z wybitnymi profesorami z Uniwersytetu w Heidelbergu lub Zurychu to koszt ok. 700 EUR (ok. 3000 PLN) za jedną opinię. Logistyka i transport medyczny: Jeśli uda mi się zakwalifikować do eksperymentalnego leczenia w Niemczech, Szwajcarii lub Kanadzie (badania kliniczne typu LUMOS2), środki ze zbiórki pokryją koszty lotów, transportu lokalnego oraz zakwaterowania w pobliżu kliniki dla mnie i mojego opiekuna. Dlaczego to jest ważne? Mój młody wiek i frontalna lokalizacja guza sprawiają, że muszę walczyć o każdą metodę, która ochroni mój mózg przed skutkami agresywnego napromieniania i chemioterapii. Leczenie celowane oraz nowoczesne immunoterapie to dla mnie jedyna droga, by marzyć o powrocie do normalnego życia, pracy i realizacji planów, które choroba brutalnie przerwała. Dziękuję za każdą złotówkę, za każde udostępnienie tej zbiórki. Każda wpłata to dla mnie krok bliżej do bezpiecznego jutra.

680 zł z 400 000 zł
0%
Marlena Mocek, Koźmin Wielkopolski

Pomóż mi w walce z rakiem

Mam na imię Marlena, w lipcu ubiegłego roku obchodziłam 50-te urodziny i w tym samym czasie dowiedziałam się, że dolegliwości, z którymi zmagałam się od dłuższego czasu to nie zespół jelita drażliwego czy stan zapalny jelita, tylko nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do płuc, wątroby i do mózgu. Na początku mojej drogi w walce z chorobą 22 lipca przeszłam operację wycięcia guza na jelicie grubym. Potem w sierpniu i wrześniu poddałam się radioterapii przerzutu do głowy w klinice w Katowicach. Od listopada co dwa tygodnie mam wlewy chemioterapii. Moje życie od lipca ubiegłego roku całkowicie się zmieniło. Miałam dobrą, dającą mi satysfakcję i poczucie stabilności materialnej pracę, plany w życiu prywatnym. Wcześniej lubiłam wyjazdy w góry, teraz moją codziennością stały się wizyty od lekarza do lekarza, pobyty na oddziale onkologicznym i chemioterapie. Moje obecne życie jest pełne poczucia niepewności i strachu, czy leczenie da pozytywne efekty, ale nie poddaję się, walczę dla syna, siebie i dla mojej rodziny. W obecnej sytuacji nie wiem, co dalej mnie czeka, jakie leczenie i koszty z tym związane. Szukam możliwości leczenia u wielu specjalistów, przeważnie są to wizyty prywatne i wiążące się z dalekim dojazdem. Na co dzień dochodzą koszty związane ze specjalistyczną dietą i drogimi lekami, dlatego proszę wspomóż mnie przekazując 1,5% podatku. To będzie dla mnie bardzo dużym wsparciem. Twoja pomoc wesprze mnie w walce z chorobą.

13 693 zł z 30 000 zł
45%
Małgorzata Chmielarz, Poznań

Badanie Oncotype Dx, leczenie i rehabilitacja po obustronnej mastektomii

Aktualizacja sierpień 2026 Piszę to z ciężkim sercem. Wystąpiły poważne powikłania pooperacyjne, które wymagają natychmiastowych i ponownych interwencji chirurgicznych. Moja walka trwa już od 8 miesięcy. Przez ten czas zmagałam się z nieustannie otwierającymi się przetokami, przyjęłam ogromne ilości antybiotyków, zużyłam tony opatrunków i przeszłam kilka zabiegów szycia. Wyniki posiewu przyniosły brutalną odpowiedź – to agresywna bakteria szpitalna. W sierpniu trafiłam do szpitala, gdzie spędziłam już ponad tydzień, a lekarze prognozują kolejne dwa. W ciągu zaledwie 1,5 tygodnia przeszłam aż 3 operacje w pełnej narkozie, a w planach są jeszcze co najmniej dwie. Terapia jest niezwykle wycieńczająca. Bakteria nie chce się poddać, dlatego przyjmuję dwa silne antybiotyki dożylnie. Aby wygrać tę walkę, lekarze musieli usunąć implant. Obecnie mam założony system podciśnieniowy V.A.C. Veraflo, który co kilka dni jest wymieniany na bloku operacyjnym. Z reguły jestem silna i potrafię znieść wiele, ale tym razem pękłam. Boję się – fizycznie i psychicznie. Moje oszczędności drastycznie topnieją, a ja, zamiast wracać do zdrowia, muszę zacząć tę piekielną drogę od nowa. Tym razem będzie ona znacznie dłuższa i trudniejsza. Czeka mnie ponowne dochodzenie do sprawności, długa rehabilitacja, a za kilka miesięcy kolejna operacja wszczepienia ekspandera. Dopiero po kolejnych miesiącach przyjdzie czas na nowy implant. Proszę o Wasze wsparcie i dobre myśli. Sama nie dam rady. Wasza dotychczasowa pomoc i wsparcie jest ogromna za co bardzo, bardzo dziękuję. _____________________ W 1987 roku moja mama zachorowała na nowotwór piersi. Był na tyle wcześnie zdiagnozowany, że mastektomia uratowała jej życie. Mając wiedzę o tym, że mogę być obciążona genetycznie, jestem pod opieką Poradni Genetycznej i w 2009 roku zrobiłam badania genetyczne, w których rozpoznano u mnie 2 uszkodzone geny. Dzięki temu regularnie badałam się co pół roku, by w razie czego szybko wykryć chorobę. W 2024 roku na badaniu rezonansu magnetycznego rozpoznano podejrzaną zmianę w prawej piersi. Zmiana nie była widoczna ani w USG ani w mammografii. Lekarze, u których badałam się co pół roku, uznali, że nie jest to nic niepokojącego i należy tylko obserwować. W 2025 roku podejrzana zmiana zaczęła rosnąć i wtedy zostałam skierowana na biopsję gruboigłową pod rezonansem. Ze względu nabraki w sprzęcie potrzebnym do takiej biopsji na badanie czekałam około 3 miesięcy. Zdiagnozowano nowotwór złośliwy piersi prawej, zrazikowy, hormonozależny. W styczniu 2026 roku przeszłam obustronną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją piersi - z uwagi na wcześniejsze zachorowanie mamy i moje badania genetyczne. Aktualnie czekam na wynik histopatologiczny z obu piersi oraz zgodnie z zaleceniami lekarza w przypadku mojego typu i zaawansowania nowotworu na wykonanie testu Oncotype DX. Badanie to wykonuje się w USA wysyłając próbkę materiału z operacji. Test ten w Polsce nie jest refundowany, natomiast jest refundowany w kilku innych krajach europejskich, co pokazuje jego znaczenie w onkologii. Pomaga przewidzieć m.in. ryzyko nawrotu raka piersi i korzyści z chemioterapii lub ich brak. Następnie zostanę wprowadzona w tzw. sztuczną menopauzę i będę poddana leczeniuhormonalnemu oraz gdy zajdzie taka konieczność i będzie to wskazane - podawaniu chemii. W związku z badaniami genetycznymi zalecono mi usunięcie przydatków. Operacja jest zaplanowana na koniec 2026 roku. Aktualnie mam dolegliwości z powodu wykonanej operacji piersi prawej (nerwy skórne regenerują się i są nadwrażliwe na ruch, nacisk i rozciąganie - dlatego odczuwampieczenie, szczypanie i rozpieranie nasilające się przy aktywności, nadwrażliwość skóry oraz zaburzone czucie za ramieniem z towarzyszącym bólem łopatki) oraz piersi lewej (z uwagi na zbyt ciasne założenie opatrunku została rozpoznana martwica brodawki sutkowej i problem z przykurczem mięśni w lewym dole pachowym). Czeka mnie rozszerzona rehabilitacja zarówno prawej jak i lewej strony, ratowanie brodawki i praca z przykurczami i rozpracowaniem blizny. Dodatkowo od wielu lat opiekuję się moją mamą i również dlatego muszę być sprawna, by móc to dalej robić. Koszty badań, dalszego leczenia i dochodzenia do sprawności są na tyle wysokie, że potrzebuję wsparcia - wsparcia, by móc dalej aktywnie żyć. Zawsze starałam się pomagać innym i nie myśleć o sobie, dlatego jest mi bardzo trudno prosić o pomoc. Ale wierzę, że się uda.

36 048 zł z 45 000 zł
80%
Katarzyna Katarzyna, Toruń

Największe marzenie - kolejny dzień życia

Nazywam się Kasia Marzec, mam 46 lat, mieszkam i pracuję w Toruniu. Do końca lipca 2025 wiodłam, wydawało się, "nudne" życie - praca, dom, inne obowiązki. Ile bym dała za tamten czas... to chyba wie tylko osoba mierząca się z chorobą onkologiczną, w moim przypadku glejakiem, limitującą dany nam czas. Żeby za bardzo się nie roztkliwiać - konkrety: lipiec 2025 - zaczęły się niepokojące objawy, m.in problemy z utrzymaniem równowagi sierpień 2025 - badania i diagnoza: najprawdopodobniej nowotwór mózgu wrzesień 2025 - diagnoza ostateczna: nowotwór złośliwy Glioblstoma IDH wildtyp ( G4) październik/początek grudnia 2025 - radioterapia; z uwagi na współistniejące choroby, które ujawniły się w trakcie leczenia, niemożliwe było i jest podanie chemii; kolejna próba 16.01 b.r. Do tego czasu koszty związane z leczeniem pokrywałam sama oraz z pomocą rodziny, koleżanek i kolegów z pracy, za co będę im dozgonnie wdzięczna 🤎 Jednak walka z glejakiem i podjęcie dalszej terapii przekracza nasze możliwości finansowe. Zapewne będzie się to wiązało z kontynuacją leczenia poza granicami kraju, a prawa ekonomii są bezwzględne. Dlatego zwracam się do Was, Znajomi i Nieznajomi, z prośbą o wsparcie mnie w tej walce. Ja ze swej strony mogę obiecać, że ani złotówka nie zostanie zmarnowana i będę walczyła, ile sił starczy! Każdy darowany dzień jest dla mnie na wagę złota. DZIĘKUJĘ za każdą wpłatę, udostępnienie, słowo otuchy. Kasia

77 164 zł z 150 000 zł
51%
Barbara Skrzyniarz, Warszawa

Chciałabym jeszcze pożyć…

Cześć, mam na imię Barbara, choć moje prawnuki powiedziałyby, że Basia. Dwa lata temu, kiedy moja wnuczka była na końcówce drugiej ciąży z moją prawnusią, trafiłam do Szpitala Wolskiego z zapaleniem płuc. Nikt wtedy nie spodziewał się, że sytuacja jest na tyle poważna, że kilka dni później wyląduję na OIOMie pod respiratorem walcząc o życie. Miałam w ponad 90% niewydolne płuca. Wtedy lekarze nie dawali mi żadnych szans. W Wigilię 2023 moja rodzina usłyszała, że nie ma już dla mnie ratunku, a medycyna wobec mojego przypadku jest bezradna. Stało się jednak inaczej. Moja wola życia okazała się silniejsza niż prognozy lekarzy. W Sylwestra '23/'24 zostałam wybudzona ze śpiączki. Niestety wspomnieniem po OIOMie była polineuropatia stanu krytycznego. Z osoby aktywnej zawodowo, stałam się osobą leżącą. Przeszłam długą i bardzo ciężką rehabilitację, aby wstać z łóżka i móc o balkoniku biegać z moim - dziś - prawie 12-letnim prawnukiem i 2-letnią prawnuczką. Kiedy czułam, że wychodzę na prostą, zaczęły się dziwne objawy - opadłam z sił, mdlałam, pojawiły się wymioty i bardzo złe samopoczucie. Karetka bywała u mnie coraz częściej bagatelizując moje objawy, zwalając je na wiek, na ilość przyjmowanych po historii sprzed dwóch lat leków. W końcu 30.12.2025 roku, po kolejnej interwencji karetki, trafiłam ponownie do Szpitala Wolskiego. Tam, po wykonaniu badań, zostałam natychmiast przetransportowana do Szpitala Klinicznego im. Dzieciątka Jezus przy ul. Lindleya na Oddział Urologiczny - moje nerki przestały działać. Zostały wyłonione mi obustronne nefrostomie, a ja otrzymałam kolejną druzgocącą diagnozę - rak szyjki macicy w III stadium z naciekami do przydatków i macicy. Niewydolność nerek jest konsekwencją mojego nowotworu. Trafiłam pod wspaniałą opiekę Profesora w Szpitalu im. Księżnej Anny Mazowieckiej przy ul. Karowej. Nowotwór jest tak zaawansowany, że nie da się go zoperować. Za mną biopsja, przede mną długie i trudne leczenie. Kolejna walka o życie. A ja bym chciała jeszcze pożyć… Dla córki, wnuczki i prawnuków. Chciałabym patrzeć, jak moje prawnuki dorastają dostarczając mi kolejnych radości i wzruszeń. Moje możliwości finansowe są jednak ograniczone, a koszty aktualnych leków i kolejnych, które wkrótce zacznę przyjmować, worków nefrostomiinych, konsultacji lekarskich, jak również suplementów, aby moja forma nie pogarszała się, bardzo wysokie. Dlatego właśnie z ogromną pokorą i nadzieją zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. I za każdą, nawet najdrobniejszą wpłatę, z całego serca dziękuję.

796 zł z 150 000 zł
0%
Anna Kurnatowska, Poznań

Zamiast pierwszych kroków synka, odliczałam krople chemii. Moja walka o życie dla dwójki dzieci.

Grudzień 2024 roku. To wtedy świat stał się kompletny – urodziłam naszego wymarzonego synka. Dom był pełen śmiechu starszej córki, zapachu niemowlęcia i tej niezwykłej sielanki, którą zna tylko kochająca się rodzina. Myślałam, że mamy przed sobą całe życie. Sielanka trwała tylko do 7 lipca 2025 roku. Zaczęło się niewinnie. Kaszel, duszności, osłabienie. Myślałam: „To tylko wstrętne przeziębienie, które córka przyniosła z przedszkola”. Ciało z każdym dniem odmawiało posłuszeństwa, ale wstawałam dla nich. Jedyną motywacją były moje dzieci – ubrać je, nakarmić, przytulić. To one dawały mi siłę, gdy moje wyniki krwi były już na granicy przeżycia. Kiedy trafiłam na SOR, lekarz patrzył na wyniki z niedowierzaniem. Świat stanął w miejscu: ostra białaczka szpikowa. Kolejnego dnia byłam już w szpitalu, podpięta pod kroplówki. Moje życie zamieniło się w bolesny cykl: chemia, dreszcze, wymioty i ratujące życie przetoczenia krwi oraz płytek, które stały się moją codziennością. Bez krwi od obcych ludzi nie byłoby mnie tu dzisiaj. Moje życie zamknęło się w sterylnej sali. Pierwszy pobyt trwał prawie 40 dni. Przerwy między chemiami wynosiły zaledwie dwa tygodnie – to były moje „małe święta”, czas, kiedy mogłam nacieszyć się zapachem dzieci, zanim znów musiałam wrócić na oddział. Najbardziej bolesny był grudzień 2025. Kiedy cały świat stroił choinki i zasiadał do wigilijnego stołu, ja byłam w całkowitej izolacji. W same Święta Bożego Narodzenia podawano mi wyniszczającą chemię, która miała przygotować mój organizm na nową szansę. Zamiast dzielić się opłatkiem z mężem i dziećmi, mogłam jedynie płakać do ekranu telefonu, walcząc z nudnościami i bólem. 29 grudnia, tuż przed Sylwestrem, odbył się przeszczep szpiku. To był mój najważniejszy dzień – dzień moich drugich narodzin. Choroba uderzyła w całą naszą rodzinę. Aby mnie chronić, dzieci przestały chodzić do przedszkola i żłobka. Mąż musiał zrezygnować z dotychczasowej pracy, by przejąć opiekę nad domem. Patrzyłam w lustro i nie poznawałam siebie – bez włosów, z poparzoną od chemii skórą, wyniszczona bólem. Ale wiedziałam, że muszę przeżyć. Dla synka, który jeszcze nie rozumie, dlaczego mamy nie ma w domu. Dla córki, która każdego dnia pyta, kiedy wrócę. Dziś jestem już po przeszczepie, ale droga do zdrowia jest wciąż długa i bardzo kosztowna. Skutki zabiegu odczuwam w każdej minucie, a przede mną miesiące drogiego leczenia, rygorystyczna dieta i rehabilitacja, która ma przywrócić mi siły do bycia mamą. Proszę Cię o pomoc. Moim jedynym marzeniem jest być przy moich dzieciach i mężu. Jeśli możesz przekazać mi swoje 1,5% podatku lub wpłacić dowolną darowiznę, podarujesz mi szansę, by przyszłe Święta spędzić już w domu, trzymając dzieci za ręce. Dziękuję za każde serce i każdą pomoc.

18 011 zł z 50 000 zł
36%