Zbiórki

Maja Rojek, Warszawa

Pomóż mi przeżyć

Mam 48 lat. Jestem mamą 15-letniej Niny i od ponad dwóch lat ponownie walczę o życie. Piętnaście lat po pierwszej diagnozie nowotwór wrócił. Dwa i pół roku temu usłyszałam, że mam wznowę glejaka mózgu IV stopnia – jednego z najgroźniejszych nowotworów. Od tego czasu każdego dnia stawiam czoła chorobie, kolejnym badaniom, leczeniu i własnym ograniczeniom. Niestety guz jest obecnie nieoperacyjny. Nacieka ważne obszary mózgu, powodując znaczny niedowład połowy ciała. Moje możliwości leczenia w Polsce są bardzo ograniczone. Pozostaje mi chemioterapia, a jedyną nadzieją na dalszą walkę mogą być kosztowne konsultacje i programy leczenia dostępne za granicą. Samotnie wychowuję córkę Ninę. Mieszkamy razem z moją 80-letnią mamą. Choroba odebrała mi sprawność, ale nie odebrała mi nadziei. Każdego dnia staram się być mamą, pracować na tyle, na ile pozwala mi zdrowie, i jednocześnie walczyć o przyszłość. Dlatego proszę o pomoc. Każda wpłata przybliża mnie do kolejnych konsultacji, badań i możliwości leczenia. Dla mnie to szansa na dalsze życie. Dla mojej córki – szansa, by jak najdłużej mieć mamę przy sobie. Dziękuję za każdą formę wsparcia

0 zł z 1 000 000 zł
0%
Anna Musiał, Wrocław

Rak tarczycy nie odbierze mi głosu!

Zbieram środki na wsparcie w leczeniu raka tarczycy, ponieważ na trzy dni przed pierwszą operacją niespodziewanie straciłam pracę. Przeszłam już dwa zabiegi usunięcia tarczycy oraz węzłów chłonnych, a obecnie moim jedynym źródłem utrzymania jest skromny zasiłek. Aktualnie czekam na kluczowe leczenie radiojodem w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach. Koszty dojazdów, specjalistycznej diety oraz niezbędnych leków i konsultacji medycznych całkowicie przerastają moje obecne możliwości finansowe. Każda, nawet najmniejsza wpłata, pozwoli mi skupić się na walce o zdrowie i powrocie do normalnego życia.

10 070 zł z 25 000 zł
40%
Dominika Rugor, Jastrzębie-Zdrój

Szansa na nasze marzenie

Jeszcze niedawno całe nasze myśli były skupione na jednym marzeniu - zostać rodzicami. Leczenie, kolejne wizyty, nadzieja i walka o dziecko stały się częścią naszego życia. Niestety wszystko nagle przerwała diagnoza nowotworu. Dziś jestem już po pierwszej chemii i próbuję znaleźć w sobie siłę do dalszej walki. Każdy dzień to ogromny stres, leczenie, kolejne badania i wyjazdy do szpitala. Dojazdy z Jastrzębia do Bytomia pochłaniają ogromne środki, a koszty zaczynają nas przerastać. Mimo strachu staram się nie tracić nadziei - ani na zdrowie, ani na przyszłość, o którą walczyliśmy od tak dawna. Każda wpłata, udostępnienie i dobre słowo pomagają mi przejść przez ten bardzo trudny czas. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc i wsparcie.

0 zł z 2 000 zł
0%
Maria Wanda Niemczynowicz, Banie

Na pomoc w dalszej walce

Dzień dobry wszystkim, którzy czytają moją historię. Myślałam, że już doczekam spokojnej starości, patrząc jak dorasta moja wnusia. W moim wieku 83 lat myśli się, że już tyle się przetrwało i przeżyło, że teraz tylko usiąść w ogródku i patrzeć na kwiatki 🤔 Niestety nie zawsze tak jest, jak sobie myślimy i chcielibyśmy, żeby było... Wiadomo, że w tym wieku ma się masę zdrowotnych problemów i jest ich już tyle, że naprawdę wystarczy. Problemy z sercem skłoniły mnie do badań klatki piersiowej i przy okazji pani dr powiedziała, żebym zrobiła mammogrfię. Wynik był paraliżujący i nagle nogi uginają się pod tobą... Niedowierzanie, strach, lęk i wszystko, co możliwe. Wynik histopatologiczny nie był dla mnie łaskawy "rak złośliwy z przerzutami do węzłów chłonnych". Nie będę Was zanudzać moimi opowieściami o kolejnych badaniach, operacji, a teraz przede mną jeszcze 17 dni radioterapii. Nie będę mówić o bólu, o myślach, z jakimi się człowiek boryka każdej nocy i każdego dnia. Chcę Was tylko prosić: jeżeli możecie, przekażcie mi swoje 1.5% podatku, żebym opłaciła noclegi i dojazdy na leczenie. Aktualnie jestem u sióstr zakonnych i naprawdę jest super. Gorzej tylko, że nie zawsze starcza na opatrunki, leki i maści, które teraz mam przed radioterapią. Dzieci pomagają, jak mogą, ale każdy wie, jakie są emerytury, a obie córki już emerytki. Gdybyście mogli mi pomóc dotrwać w spokojnej głowie, że wykupię leki i opłacę inne najpilniejsze wydatki, byłoby super. Nie pragnie się niczego, wierzcie mi, że nic nie ma już znaczenia. Kiedyś wszystko było ważne, dziś straciło na ważności. Liczy się tylko, żeby starczyło na leczenie, na nic więcej...

350 zł z 10 000 zł
3%
Sandra Tokajuk, Milejczyce

Rak złośliwy piersi

Złośliwy rak piersi – ta diagnoza zwaliła mnie z nóg. Załamanie nerwowe, brak sił do życia... Jednak mam dla kogo żyć! Ta myśl dała mi nadzieję i siłę do walki z potworem, który we mnie zamieszkał. Jestem na samym początku tej trudnej drogi. Wystraszona i zdezorientowana. Pierwsza chemioterapia odebrała mi resztki sił. Bóle kostno-stawowe są trudne do wytrzymania, do tego dochodzą wycieńczające wymioty. Leżę i czekam na poprawę, na odzyskanie choćby części sił do walki. Boję się o przyszłość... Co będzie, gdy mnie zabraknie? Mój 7-letni synek potrzebuje matki, a mąż żony. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę zmuszona prosić o pomoc finansową. Dotychczas to ja starałam się wspierać innych w potrzebie. Niestety, życie uczy pokory. Teraz to ja z całego serca proszę wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie mojej zbiórki. Walka z chorobą wymaga ogromnych nakładów finansowych, na które nas po prostu nie stać. Dojazdy do BCO (ponad 100 km w jedną stronę), odpowiednia suplementacja, terapie wspomagające – to tylko niektóre z ogromnych wydatków, które przed nami stoją. Każda, nawet najmniejsza wpłata będzie dla mnie realnym wsparciem i szansą na powrót do zdrowia. Już teraz z całego serca dziękuję za każdą pomoc i udostępnienie. Chcę żyć dla moich ukochanych chłopaków!

990 zł z 20 000 zł
4%
Paulina Szymańczyk, Jastrząb

Pomoc w walce z guzem

Jeszcze niedawno moje życie było pełne planów, marzeń i podróży. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca, poznawać świat i spędzać czas z moim małym synkiem, który jest całym moim światem. Dziś, zamiast planować kolejne wyjazdy, każdego dnia walczę o zdrowie i przyszłość. Usłyszałam diagnozę - guz, bardzo rzadki i agresywny miejscowo nowotwór tkanek miękkich. Choć nie daje przerzutów, potrafi naciekać mięśnie, nerwy i narządy, powodując silny ból oraz ograniczając normalne funkcjonowanie. Choroba odebrała mi poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Każdy dzień to strach, ból i niepewność, ale wiem, że muszę walczyć - przede wszystkim dla mojego synka, który potrzebuje mamy. Leczenie wymaga licznych konsultacji specjalistycznych, badań i leków. Niestety koszty są ogromne.Środki ze zbiórki zostaną przeznaczone na: – leczenie i konsultacje specjalistyczne, – badania diagnostyczne, – leki oraz rehabilitację, – dojazdy do szpitali i ośrodków leczenia. Z całego serca dziękuję za każdą pomoc i dobre słowo. Każda wpłata i każde udostępnienie daje mi nadzieję.

50 zł z 20 000 zł
0%
Zdzisław Piwko, Żary

Razem dla Zdzisława

Witajcie,mam na imię Zdzisław. Do października 2025 prowadziłem aktywne życie zawodowe. Niestety, w listopadzie ubiegłego roku wykryto u mnie agresywny nowotwór złośliwy zatoki szczękowej.Możliwości leczenia są ograniczone ze względu na choroby współistniejące – cukrzycę oraz małopłytkowość. Operacji podejmują się jedynie wybitni specjaliści. Koszt takiego zabiegu wynosi około 200 tys. zł, do tego dochodzą koszty rehabilitacji.W życiu wygrałem już jedną walkę – z białaczką. Wierzę, że z Waszą pomocą uda mi się wygrać również tę bitwę.Dziękuję za każdą pomoc i okazane wsparcie. Pozdrawiam, Zdzisław

7 538 zł z 200 000 zł
3%
Bożena Domagalska, Pisz

Walka o zdrowie

Dzień dobry, Nazywam się Bożena. Przed chorobą byłam w toksycznym małżeństwie. Nowotwór zdiagnozowano u mnie po tym, jak były mąż mnie pobił i złamał mi żebro. Podczas tomografii wykonanej po tym zdarzeniu wykryto dwa guzy nowotworowe. Dziś, po walce z chorobą, ale też o zwyczajne, bezpieczne życie, chciałabym zrealizować wiele rzeczy, których wcześniej nie mogłam. Mam córkę Julię, ma już 21 lat i wciąż jest moim oczkiem w głowie. Choruję na złośliwego raka piersi. Z chorobą walczę od końca 2022 roku. W tym czasie przeszłam mastektomię i histerektomię. Obecnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego oraz chemioterapii. Gdy dowiedziałam się o chorobie, byłam przerażona i myślałam, że to koniec mojego życia - tym bardziej, że moja mama zmarła na raka, gdy miałam 3 lata. W tym trudnym czasie największym wsparciem była dla mnie rodzina, a przede wszystkim moja córka. Niestety mój mąż wówczas złożył pozew o rozwód i nie mogłam mieszkać w domu, co było dodatkowym ciosem. Paradoksalnie to także motywowało mnie do dalszej walki - zarówno z chorobą, jak i o własną niezależność. Bardzo chciałabym wrócić do pracy, najlepiej w kwiaciarni, ponieważ od dziecka kocham kwiaty, a poza tym ukończyłam technikum ogrodnicze. Obecnie jestem na rencie chorobowej. Do szpitala mam 120 km w jedną stronę i kilka razy w miesiącu dojeżdżam na wizyty, bo poza rakiem leczę się także kardiologicznie (nadciśnienie, przeszłam ablację), mam usuniętą tarczycę i jestem po stabilizacji kręgosłupa. Z renty trudno jest mi pokryć koszty dojazdów oraz leków. Będę bardzo wdzięczna za każdą możliwą pomoc i wsparcie. Z wyrazami szacunku, Bożena

150 zł z 50 000 zł
0%
Leonid Mykhailiuchenko, Kiew

Pomoc w leczeniu białaczki

Leonid ma zaledwie 39 lat. Pochodzi z Ukrainy. Zwykły mężczyzna, kochający ojciec i mąż, który zawsze żył dla swojej rodziny. Ma troje dzieci, a jeszcze niedawno ich dom był pełen śmiechu, planów i zwykłego szczęścia rodzinnego. Ale pewnego dnia życie podzieliło się na" przed "i"po". Leonid otrzymał straszną diagnozę - białaczka szpiku kostnego. Od tego dnia rozpoczęła się niekończąca się walka: szpitale, testy, ciężka chemioterapia, nieprzespane noce, strach i łzy dzieci, które codziennie pytają: "Czy tata wyzdrowieje...?" Rodzina sprzedała i wydała wszystko, co mieli, aby zapłacić za leczenie i dać Leonidasowi szansę na życie. Każdy kurs chemii był niezwykle trudny. Ale Leonid nadal walczy o swoje dzieci. Aby zobaczyć, jak dorastają. Aby móc po prostu żyć. Teraz lekarze mówią: jedyną szansą na uratowanie mu życia jest pilny przeszczep szpiku kostnego. Do kliniki w Stambule wysłano już dokumenty, a wstępny koszt operacji wynosi 100 000 USD. Ostateczna kwota zostanie ogłoszona w najbliższych dniach. Dla tej rodziny to ogromne pieniądze, ale dla Leonida jest to szansa na pozostanie blisko swoich dzieci. Prosimy wszystkich, aby nie przechodzili obojętnie obok tragedii innych ludzi. Nawet niewielka pomoc może przybliżyć do uratowania życia. Czasami to kilka dobrych serc jest w stanie dokonać prawdziwego cudu. Pomóż Leonidowi pokonać chorobę. Pomóż trójce dzieci nie stracić taty... 💔

835 zł z 359 985 zł
0%
Danuta Morton, Wejherowo

Mój nowotwór mnie nie zabije

Mam na imię Danuta i mam 55 lat. Mam raka złośliwego lewej nerki. Zachorowałam po raz drugi w życiu. Pierwszy raz choroba przyszła w 1996 roku - wykryto guz lewego jajnika z przerzutami na macicę. Przeprowadzono operację, usunięto macicę i jajniki oraz zastosowano chemioterapię według schematu BeP. Po wyczerpującym leczeniu przez długi czas, właściwie do dziś, towarzyszą mi skutki uboczne. Najgorsze było to, że jako młoda mężatka dowiedziałam się, że nigdy nie zostanę matką. Rozpadło się moje pierwsze małżeństwo. Zostałam sama, zraniona, załamana i "bez przyszłości”. W tym roku podczas badania USG wykryto guz w lewej nerce. Wykonano tomografię komputerową oraz biopsję. Wynik rzucił mnie na kolana po raz drugi - nowotwór złośliwy. Po diagnozie przeprowadzono operację 10.04.2026 roku. Zbieram siły po niej i czekam na dalsze leczenie oraz ustalenie planu terapii. Jestem rozbita. Po raz drugi nowotwór pojawił się w moim 55-letnim życiu. Musiałam zrezygnować ze studiów, marzeń i pasji. Czuję ogromny ból fizyczny, ale jeszcze większy psychiczny. Jestem załamana. Nie wiem, co będzie dalej i czy będę żyć, a mam dla kogo - dla mojej niepełnosprawnej, adoptowanej córki. Muszę walczyć, ale to bardzo trudne. Znacznie pogorszyła się moja sytuacja finansowa. Potrzebuję wsparcia nie tylko finansowego, ale także psychicznego. Potrzebuję pomocy psychiatry, psychologa i rehabilitacji. Czekają mnie kolejne badania, dojazdy do szpitali, zakup pieluchomajtek, leków i suplementów diety. Nie dam rady bez pomocy finansowej i psychicznej. Jestem bezsilna. Wszystko rozsypało się na małe fragmenty, a ja muszę się pozbierać dla chorej córki. Czekam na dalszy plan leczenia, a to czekanie „zabija”. Proszę o pomoc - nie zostawiajcie mnie samej. Jestem z chorym, niepełnosprawnym mężem i niepełnosprawną córką. Muszę żyć, muszę się wyleczyć. Nie mam rodziny ani nikogo, kto powiedziałby: „Wiem, w jakim jesteś stanie”. Muszę po raz drugi stanąć do walki ze śmiertelnym wrogiem - nowotworem. Zdrowym ludziom trudno zrozumieć stan osoby chorej na raka. To zmienia wszystko w organizmie i psychice. U mnie dzieje się to po raz drugi i wiem z doświadczenia, że przede mną długa i ciężka droga. Nie wiem, jaki będzie jej finał. Wiem jednak, że muszę walczyć dla córki. Do walki potrzebne są siły i wsparcie innych ludzi oraz rodziny, a ja oprócz męża i córki nie mam nikogo. Dziękuję. --- Aktualizacja Mój stan zdrowia pogarsza się z dnia na dzień. Fizycznie i psychicznie jestem wykończona, a to dopiero początek bitwy i nie wiem, jaki będzie wynik tej wojny. Muszę wygrać - dla Wiki, dla siebie i dla męża. Moja jedyna prawa nerka źle pracuje. Podwyższony poziom kreatyniny mówi, że coś jest nie tak. Za dwa tygodnie mam wizytę u onkologa oraz - co teraz bardzo ważne - u nefrologa. Konsultacja urologiczna przebiegła pozytywnie, jednak wysoki poziom kreatyniny wskazuje, że z nerką dzieje się coś niepokojącego, dlatego teraz przechodzę pod opiekę nefrologa. Mam bóle brzucha i podbrzusza. Mój metabolizm nie działa prawidłowo. Stan ogólny ciągle się pogarsza. Stan psychiczny kontroluje psychiatra oraz psychoonkolog szpitalny. Tracę masę ciała i mięśnie. Nie wychodzę sama z domu, bo boję się, że gdzieś zemdleję. W mojej głowie ciągle wiruje - nawet leżąc w łóżku, mam wrażenie, że wiruje pokój i łóżko. Podobno to objawy po usunięciu nerki, które mogą trwać nawet do 6 miesięcy. Organizm i mózg muszą przestawić się na pracę jednej nerki. Jednak wysoki poziom kreatyniny po usunięciu nerki nie wróży dobrze. Lekarze mówią, że może się to unormować, ale nikt nie jest w stanie dać mi stuprocentowej pewności. Na jednym ze zdjęć są fotografie z Dnia Matki, kiedy córka zrobiła mi dzień spa, a mąż robił okłady, aby zbić prawie 40-stopniową gorączkę. Najbardziej boję się urosepsy (posocznicy), którą już raz zwalczałam dwa lata temu. To był koszmarny czas - połowy rzeczy z tamtego okresu nie pamiętam. Na szczęście dzięki lekarzom i szybkiej reakcji męża udało się pokonać tę śmiertelną chorobę. Cóż więcej mogę powiedzieć? Pozostaje czekać. I będę czekać oraz walczyć tyle, ile mam sił. Ale proszę - nie zostawiajcie mnie samej. Pomóżcie mi. Człowiek chory wszystko przeżywa mocniej, a stan psychiczny jest jak rollercoaster. Pomóżcie mi, kochani. Z całego serca dziękuję wszystkim. 🩵❤️

3 560 zł z 15 000 zł
23%
Zofia Niedbała, Kraków

Nowy Rok - nowy początek...

Nowy Rok – nowy początek Dla mnie Nowy Rok 2026 nie przyniósł nadziei ani planów. Przyniósł strach, bezsilność i diagnozę, która w jednej chwili odebrała mi poczucie bezpieczeństwa. 1 stycznia 2026 roku trafiłam na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Od kilku dni zmagałam się z narastającym, pulsującym bólem w tylnej części głowy, który nasilał się szczególnie rano. W Nowy Rok stał się on nie do zniesienia. Był inny niż ból migrenowy, na który cierpię od dziecka. Do tego doszły: chwiejny chód, zaburzenia koordynacji, podwójne widzenie.Po sześciu godzinach badań usłyszałam, że w moim móżdżku znajduje się guz o średnicy około dwóch centymetrów. Guz, który pojawił się nagle i bardzo szybko — jeszcze trzy lata wcześniej tomografia głowy nie wykazywała żadnych zmian. W tamtej chwili świat, który znałam, po prostu się zatrzymał.16 stycznia przeszłam operację neurochirurgiczną. Każda minuta przed nią była przepełniona lękiem, czy się obudzę i w jakim stanie. Po operacji przyszła najgorsza wiadomość — wynik badania histopatologicznego potwierdził złośliwy nowotwór mózgu IV stopnia – medulloblastoma (rzadko występujący u dorosłych, złośliwy nowotwór, wymagający intensywnego leczenia specjalistycznego.) To była diagnoza, która brzmiała jak wyrok i odebrała mi grunt spod nóg. Od tego momentu moje życie podporządkowane jest chorobie. Przede mną długie leczenie radiologiczne i onkologiczne, specjalistyczne badania, leki, dojazdy do ośrodków medycznych oraz rehabilitacja. Każdy dzień to walka nie tylko z bólem i strachem, ale także z myślą, czy wystarczy mi środków, aby to wszystko udźwignąć. Jestem samotną matką. Sama wychowuję syna, który niedawno rozpoczął studia i dopiero stawia pierwsze kroki w dorosłym życiu. Do tej pory to ja byłam jego oparciem — dziś sama potrzebuję wsparcia. Choroba odebrała mi możliwość normalnej pracy i stabilnego dochodu. W obliczu nagłej i ciężkiej diagnozy każda forma pomocy ma dla mnie ogromne znaczenie.Proszę o zrozumienie i wsparcie w jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia.

0 zł z 10 000 zł
0%
Daniel Szostek, Bielsko-Biała

Przeszczep szpiku kostnego

Witajcie, mam na imię Daniel Szostek. Zwracam się do Was z prośbą o pomoc o jedyną szansę na wyzdrowienie, którą jest przeszczep szpiku kostnego. Zostałem już zakwalifikowany, ale przeszkodą do tego jest wyleczenie moich zębów. Wszystkie zabiegi, które są przeprowadzane, są nierefundowane. Z moją chorobą walczę już rok i jestem po chemioterapii, która zniszczyła moje zęby. Przed zachorowaniem byłem aktywną osobą i miałem wiele pasji: chodzenie po górach, jazda na rowerze, kajakarstwo, piłka nożna. Niestety nie mogę teraz tego kontynuować i jedyny sosób, żeby wrócić do dawnego życia to przeszczep komórek macierzystych. Obecnie jestem na rencie od roku i razem z żoną nie starcza nam na leczenie. Bardzo Was proszę o pomoc.

355 zł z 50 000 zł
0%