Zbiórki

Sebastian Kowalski, Białystok

Pomoż mi pokonać raka

Zaczęło się niewinnie od bólu brzucha w trakcie jazdy na rowerze do pracy. Córka po zobaczeniu w jakim stanie jestem, zaciągnęła mnie do szpitala. Na SORze po pierwszych badaniach wyszło podwyższone CRP i zostałem wypisany do domu z antybiotykiem. 4 dni później trafiłem ponownie na SOR. CRP było bardzo wysokie, dlatego zostałem skierowany na TK brzucha i przyjęty na oddział urologii w szpitalu Śniadecja. Pierwsze badania na oddziale pokazały, że choruję na raka jądra. Po około tygodniu od diagnozy została przeprowadzona orchidektomia prawostronna. W międzyczasie zostały zdiagnozowane przerzuty na płuca i węzły chłonne. Od 5 sierpnia przyjmowałem chemię BEP, serię po 5 dni z przerwami. W trakcie przerw miałem "dolewki" jednodniowe - ostatnią przyjąłem 21 września. 14 grudnia dostałem pierwszego napadu padaczki. Z tego co mówiła mi rodzina, nie byłem kontaktowy, zapomniałem daty, imion wnuków i męża mojej córki, sparaliżowało mi prawą stronę. Zostałem zabrany ponownie do szpitala. Diagnoza... wtórny nowotwór złośliwy mózgu i opon mózgowo-rdzeniowych. 19 grudnia, dzień po wypisie ze szpitala, dostałem kolejnego napadu padaczkowego. W rozpoznaniu współistniejącym wyszła niedrożność lewej tętnicy szyjnej wewnętrznej. Już od paru miesięcy staram się stanąć na nogi, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej...

150 zł z 50 000 zł
0%
Justyna Kulesza, Panków

Zbiórka na pokrycie kosztów leczenia i terapii wspierających

Mam na imię Justyna. Jestem mamą dwóch wspaniałych już nastoletnich córek Leny i Oliwii. Niestety życie nie szczędziło nas od początk: najpierw rozwód z ojcem dziewczynek, samotna matczyna walka z trudami wychowania i utrzymania dwóch małych córek bez mieszkania, a później choroba Oliwii (cukrzyca typu I i depresja), a na końcu moja depresja. W tym trudnym czasie wsparciem był dla mnie mój narzeczony. Niedawno udało nam się przenieść na wieś do małego poniemieckiego domku, gdzie liczyliśmy, że będziemy już mogli powoli zacząć cieszyć się naszym w miarę ustabilizowanym życiem. Wieś nas pochłonęła. Mnie w szczególności. Zajęłam się uprawą roślin, warzyw i owoców w naszym ogrodzie oraz hodowlą kurek. Tu znalazłam ukojenie w mojej codzienności i w depresji leczonej od kilku lat. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i tak kilka miesięcy temu wyczułam guzek w piersi. Wizyta u ginekologa - jedna, druga... USG, a następnie mammografia. Na wszystkie wizyty oczywiście trzeba było czekać. Wynik BIRADS 5, skierowanie do onkologa, terminy kosmos... Wizyta prywatna w celu wykonania biopsji gruboigłowej - onkolog po wykonaniu USG nie ma wątpliwości: nowotwór złośliwy. Skierowanie na szpital, tam dopiero biopsja i znów oczekiwanie na wynik... To był najdłuższy miesiąc oczekiwania w moim życiu i niestety nieoficjalnie dzień przed Wigilią dowiedziałam się telefonicznie, że to jest to czego chyba się spodziewałam ;( Święta spędziłam z milionem pytań w głowie i z lękiem - czy dane mi będą jeszcze kolejne? Czy mam prawo się nimi cieszyć? Czy powinnam zacząć już działać? Co z moimi dziećmi? Co z ich przyszłością? Co z chorobą Oliwii? Co będzie ze mną...? Oficjalnie 2.01.2026 podczas wizyty u onkologa stwierdzony został u mnie RAK naciekający HER2 dodatni, ER+/ PR+ (hormonozależny), czyli jeden z agresywniejszych. Jeszcze kilka lat temu ten rodzaj raka był wyrokiem śmierci. Dziś pomimo złośliwości jest ogromna szansa na wyleczenie dzięki nowoczesnym terapiom. Czeka mnie chemioterapia, operacja i naświetlania, leczenie wspomagające oraz hormonoterapia. Dużo tego. Dużo kosztów nie tylko duchowych i mentalnych, ale przede wszystkim finansowych - leki, odżywki, kosmetyki, specjalna żywność medyczna, sprzęty rehabilitacyjne. Czy dam radę? Muszę, choć wiem, że będzie ciężko. Wiem, że muszę to przetrwać i wygrać tę walkę nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla moich dzieci, dla Niego i dla naszego dalszego szczęśliwego wspólnego życia, bo wierzę, że na takie jeszcze zasługuję. Zawsze to ja byłam tą osobą, która pomagała wszystkim tej pomocy potrzebującym. Żyłam przeświadczeniem, że nigdy nie wiem, kiedy to ja będę potrzebować pomocy od innych, dlatego w miarę moich możliwości dawałam każdemu z siebie i od siebie co tylko mogłam - przede wszystkim serce. Dziś jednak potrzebuję tego serca od Was i o nie Was proszę.

7 580 zł z 100 000 zł
7%
Elżbieta Cichowicz, Glinna

Walka z rakiem

Nazywam się Elżbieta Cichowicz, mam 53 lata. W 2024 roku usłyszałam diagnozę, która zmieniła całe moje życie – rak piersi. Jeszcze niedawno moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Byłam osobą aktywną, samodzielną i pełną planów. Na co dzień starałam się normalnie żyć, pracować, dbać o dom, bliskich i o innych – tak jak wiele kobiet w moim wieku. Miałam swoje małe radości, marzenia i zwyczajne sprawy, które dziś wydają się tak bardzo odległe. Choroba przyszła nagle i brutalnie przerwała to, co było moją codziennością. Z dnia na dzień z osoby, która planowała przyszłość, stałam się pacjentką. Zamiast normalnego życia pojawiły się badania, szpitale, strach i niepewność o jutro. Dziś każdy mój dzień to walka – o zdrowie, o siłę, o nadzieję. Przede mną długie i wymagające leczenie, które wiąże się nie tylko z ogromnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym, ale też z kosztami, których sama nie jestem w stanie udźwignąć. Leki, dojazdy, konsultacje, rehabilitacja – to wszystko przekracza moje możliwości finansowe. Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Każda wpłata to dla mnie nie tylko wsparcie finansowe, ale też ogromna motywacja i poczucie, że nie jestem w tej walce sama. Zebrane środki przeznaczę na leczenie, badania, leki oraz wszystko, co pomoże mi wrócić do zdrowia i choć części dawnego życia. Dziękuję za każdą wpłatę, udostępnienie i dobre słowo. Wasze wsparcie dodaje mi siły w najtrudniejszych chwilach. 💗 Z wdzięcznością, Elżbieta Cichowicz

0 zł z 15 000 zł
0%
Maciej Wołoszyn, Legionowo

Ratujmy Maćka!!!

Jeszcze niedawno Maciek był szczęśliwym, kochającym mężem i ojcem, bratem, kumplem i po prostu chciał realizować swoje cele, pasje i marzenia. Tych ostatnich nie ma za dużo - uwielbia podróże, góry i muzykę. Zawsze skromny, zdyscyplinowany i perfekcyjny w tym co robi. Nie ma wielkich wymagań, chce żyć... a ma dopiero 44 lata. Świat zawalił się Maćkowi i naszej całej rodzinie zaledwie rok temu, w grudniu 2024 roku. Dzień przed Sylwestrem Maciek dostał diagnozę, z której wynikało: rak nerki z przerzutami do kości. Rozpoczęła się walka z czasem: najpierw operacja usunięcia nerki i zajętych węzłów chłonnych, a potem długie i wyczerpujące leczenie przerzutów rozsianych po wszystkich praktycznie kościach. O powrocie do aktywności zawodowej nie było mowy. Jednak Maciek się nie poddawał, twardo znosił ciężką terapię, w efekcie której bardzo mozolnie zaczęła następować poprawa - zaczął wracać do umiarkowanej aktywności, jeździł już samodzielnie samochodem (choć zawsze w gorsecie i z kulami pod ręką), na jego twarz coraz częściej wracał uśmiech, którego źródłem była zawsze NADZIEJA. W grudniu 2025 r. Maćka i nasz świat ponownie się załamał: wróciły bardzo silne bóle, a wyniki badań krwi z dnia na dzień stawały się gorsze. Jego jedyną przestrzenią do życia w małym mieszkaniu stała się utarta ścieżka z łóżka do łazienki. Nawet tak krótką drogę pokonywał z ogromnym trudem i bólem... Święta Bożego Narodzenia upłynęły nam już w atmosferze przygnębienia i smutku. 31 grudnia zawieźliśmy Maćka na planowaną wizytę do szpitala, podczas której dostał natychmiastowe skierowanie na oddział szpitalny. Dotychczasowe leczenie nowotworu zostało zakończone z uwagi na zagrożenie życia, a Maciek obecnie walczy o przetrwanie, leżąc przykuty do szpitalnego łóżka. Nie wiemy, co go czeka, rozpaczliwie szukamy pomocy gdzie tylko to jest możliwe, nawet za granicą. Chcemy spróbować nawet nierefundowanych linii terapeutycznych, potrzebna jest dodatkowa specjalistyczna diagnostyka, wszystko to w celu ratowania jego życia. Na to wszystko niezbędne są znaczne środki, których nie mamy i w tym celu postanowiliśmy zorganizować zbiórkę. Dajmy Maćkowi jeszcze zobaczyć z bliska ukochane góry i zagrać na gitarze...

42 418 zł z 200 000 zł
21%
Ewelina Rękawiecka, Maszewo

Pomóż mi wrócić do zrowia

Mam na imię Ewelina i mam 43 lat. Jestem żoną i przede wszystkim mamą trójki wspaniałych dzieci (19,15 i 2-latka). Do sierpnia 2025 roku byłam aktywna zarówno zawodowo jak i prywatnie, pełna energii, mnóstwa planów i marzeń. Diagnoza - rak potrójnie ujemny - wywróciła mój cały dotychczasowy świat do góry nogami. Z uwagi na rodzaj i parametry nowotworu, który jest jednym z najcięższych typów raka piersi (szybko rośnie, często daje przerzuty i ma ograniczone możliwości leczenia), w jednej chwili straciłam pewność dotychczasowego życia, a pojawił się lęk o jutro i walka o życie. W styczniu kończę bardzo ciężki, pierwszy etap leczenia, który składa się z 16 cykli chemii (12+4). To było sześć miesięcy strachu, bólu, ogromnego osłabienia organizmu i lęku. Ale przede mną kolejne etapy, również niezwykle trudne - obustronna mastektomia, radioterapia oraz kontynuacja immunoterapii. Po zakończeniu leczenia muszę pozostać pod regularną opieką specjalistów. To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami (choć główne leczenie odbywa się w ramach NFZ): - koszty dojazdów do Warszawy (ponad 100 km) zarówno na cotygodniowe wlewy, jak i mnóstwo wizyt i konsultacji; - prywatne wizyty i konsultacje ze specjalistami z zakresu onkologii, chirurgii i wielu innych (ponieważ terminy wizyt i badań w ramach NFZ czasami są zbyt odległe, a przy tym typie raka czas ma ogromne znaczenie); - zaawansowana i długotrwała rehabilitacja po operacji (terapia manualna i ćwiczenia fizyczne: drenaż limfatyczny, terapia blizny, automasaże, ćwiczenia zakresu ruchu ręki i ogólnokondycyjne), specjalne staniki, kliny i rękawy przeciwobrzękowe; - możliwość skorzystania z terapii nierefundowanych, które zwiększają szanse na utrzymanie remisji. Przede mną jeszcze długa i trudna droga, ale bardzo wierzę w to, że dam radę, ponieważ bardzo chcę żyć jak najdłużej - dla siebie, dla moich dzieci, męża i mojej rodziny. Pragnę jak najszybciej wrócić do normalności, do pracy, do realizacji moich planów i marzeń. Każda pomoc to dla mnie wsparcie w dalszym leczeniu, szansa na zdrowie i życie. Za każdą pomoc dziękuję z całego serca. ❤️

265 zł z 100 000 zł
0%
Przemysław Kurzyński, Międzyrzecz

Ratujmy życie Przemka - razem możemy więcej

Mam na imię Kamila i piszę te słowa, by ratować życie Przemka - ojca dwójki naszych dzieci. Nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o taką pomoc, jednak sytuacja, z którą przyszło nam się zmierzyć, zmusiła mnie, by założyć tę zbiórkę. Jeszcze niedawno żyliśmy zwyczajnym życiem - pracą, domem, planami na przyszłość. Wszystko zmieniło się 4 lipca 2025 r., kiedy podczas gastroskopii usłyszeliśmy diagnozę, która odebrała nam spokój i poczucie bezpieczeństwa: złośliwy rak przełyku. Poczułam, jak grunt osuwa się spod naszych nóg. Przemek rozpoczął natychmiastową walkę. Przeszedł radiochemioterapię, wierząc, że leczenie pozwoli na operację i da realną szansę na życie. Niestety - terapia nie przyniosła oczekiwanych efektów, a mąż nie został zakwalifikowany do operacji. Najbardziej bolesne jest to, że w takim momencie system NFZ skreśla takich pacjentów. Gdy pierwsze leczenie nie zadziała, jedyną odpowiedzią jest czekanie - minimum 6 miesięcy na kolejną kwalifikację. Dla chorego na agresywnego raka czas jest czymś, czego nie mamy. Nie możemy pozwolić sobie na bezczynne czekanie, gdy stawką jest życie i przyszłość naszej rodziny. Dlatego staramy się o przyjęcie Przemka do specjalistycznego szpitala w Berlinie, gdzie możliwe jest dalsze leczenie i inne metody terapeutyczne. Niestety, leczenie za granicą wiąże się z ogromnymi kosztami, które przekraczają nasze możliwości finansowe. Zbieramy środki na: specjalistyczne leczenie w Niemczech konsultacje i diagnostykę leki i terapię nierefundowaną dojazdy i pobyt związany z leczeniem Każdego dnia patrzę na Przemka, który walczy nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla naszych dzieci. Chce żyć. Chce być ich tatą i patrzeć jak dorastają. Z całego serca proszę - pomóżcie nam zawalczyć o życie Przemka. Każda wpłata - nawet najmniejsza, każde udostępnienie tej zbiórki daje nam nadzieję, że damy sobie z tym radę, że to pokonamy i będziemy mogli znów cieszyć się życiem RAZEM. Dziękujemy za każdą okazaną pomoc, wsparcie i dobre słowo. 💙

22 426 zł z 60 000 zł
37%
Nataliia Yakubiak, Warszawa

Szansa na zdrowie – walka z rakiem piersi

Nazywam się Natalia Ykubiak, Jeszcze niedawno żyłam spokojnie, w gronie rodziny, z planami i marzeniami na przyszłość. Niestety usłyszałam diagnozę, która wszystko zmieniła - rak piersi z przerzutami. Jestem w trakcie chemioterapii. Po jej zakończeniu czeka mnie operacja - amputacja piersi, a następnie radioterapia. Przede mną długie i bardzo wymagające leczenie. Zbiórkę założyłam, aby móc skupić się na walce o zdrowie - leczenie, leki i dojazdy wiążą się z ogromnymi kosztami. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, ma dla mnie ogromne znaczenie. Proszę, pomóżcie mi zawalczyć o przyszłość, w którą jeszcze tak bardzo chcę wierzyć.

20 zł z 10 000 zł
0%
Maciej Opiłka, Warszawa

Wsparcie leczenia Maćka!

Mam 40 lat. W dniu moich urodzin usłyszałem, że mam przerzuty.Dwa lata temu wykryto u mnie raka pęcherza. Był bardzo agresywny, ale uchwycony wcześnie - lekarze usunęli pęcherz i wtedy myśleliśmy, że wygrałem. Niestety, od tamtej chwili moje życie zmieniło się na zawsze. Do końca życia muszę korzystać z cewników - codziennie kupuję nowe, jednorazowe zestawy, które są ogromnym obciążeniem finansowym. Starałem się żyć normalnie. Przez całe życie pracowałem jako cieśla-stolarz i rozwijałem własną firmę - to zawsze była moja pasja, nieustająco rozwijałem się na wszelkiego rodzaju kursach oraz uzyskałem dokumenty czeladnicze, aby podnosić jakość swoich usług i kwalifikacji. Studiowałem budownictwo, byłem już na czwartym roku, miałem pisać pracę inżynierską, oczywiście związaną z budową domów w konstrukcji drewnianej. Choroba przerwała te plany, ale nie odebrała mi marzeń. Planowałem budowę naszego wymarzonego domu według mojego własnego projektu, razem z narzeczoną szukaliśmy działki, układaliśmy wspólną przyszłość.Tuż przed kolejną, druzgocącą diagnozą zaręczyliśmy się. Myśleliśmy, że zaczynamy nowy, piękny etap. Zamiast tego usłyszeliśmy - „są przerzuty”. W Norwegii walczyłem ponad 9 miesięcy - chemioterapia, radioterapia, szpitalne ściany zamiast warsztatu i planów. Lekarze zrobili wszystko, co mogli, ale powiedzieli wprost: nie mają już pomysłów, jak mnie leczyć.Moja mama zmarła na raka. Przeszedłem z nią całą tę straszną, wyniszczającą i odbierającą godność drogę. Wiem, jak wygląda walka o życie i godność od podszewki - nie tylko teoretycznie, ale przez każdy dzień i każdą decyzję.A ja nie mogę się poddać. Mam narzeczoną, mam córkę, która w tym roku zaczyna studia. Chcę być przy niej, kiedy wchodzi w dorosłość. Chcę jeszcze budować, tworzyć, żyć - a nie tylko patrzeć, jak choroba powoli odbiera mi każdy dzień.Dlatego przenoszę leczenie do Polski. Tutaj mam szansę kontynuować terapię. Czeka mnie intensywna rehabilitacja, tlenoterapia, suplementacja - wszystko, co może odżywić i zregenerować moje ciało. To są ogromne koszty, których sam nie udźwignę, ponieważ nie jestem w stanie wykonywać mojego zawodu. Piszę do Ciebie z prośbą o pomoc. Każda wpłata, każde udostępnienie, każda najmniejsza forma wsparcia to dla mnie szansa na kolejne dni, tygodnie, miesiące życia. Na bycie ojcem, partnerem, przyjacielem - a nie wspomnieniem.Nie poddaję się. Ale sam nie dam rady. Potrzebuję Ciebie.

0 zł z 1 000 000 zł
0%
Jacek Gardener, Łowicz

Na leczenie nowotworu złośliwego

Zbieram na leczenie nowotworu złośliwego przełyku i żołądka. Chemioterapia i dalsze leczenie będzie kosztowne. Bardzo dziękuję za każde wsparcie finansowe. Przez całe życie jestem związany z triathlonem, uprawiałem go 35 lat. Chciałbym do tego wrócić, bo jest to całe moje życie. Nadzieja o powrocie motywuje mnie do dalszej walki z rakiem.

42 766 zł z 110 000 zł
38%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

108 815 zł z 600 000 zł
18%
Halyna Bokareva, Warszawa

Pomóżcie uratować moją mamę

Nic nie zapowiadało nieszczęścia do 05.12.2025 r., kiedy to słowa lekarza zabrzmiały jak wyrok i moje życie podzieliło się na "przed" i "po". Nigdy nie myślałam, że będę musiała prosić o pomoc dla najbliższej mi osoby – mamy, która przez całe życie była przy mnie i była dla mnie największym wsparciem. Straszne jest nawet pomyśleć, że ta choroba może odebrać mi to, co najdroższe, dlatego błagam, krzyczę i bardzo proszę: POMÓŻCIE URATOWAĆ MOJĄ MAMĘ!!!

0 zł z 100 000 zł
0%
Joanna Gackowska, Brzezinko

Pomóż przejść przez leczenie raka piersi

Nazywam się Asia, mam 37 lat. Jestem mamą i żoną, jeszcze niedawno - aktywną zawodowo, pełną marzeń, planów i energii. Moje życie wyglądało zupełnie inaczej, zanim 24 kwietnia 2025 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała cały mój świat. Mam raka piersi potrójnie dodatniego, hormonozależnego. Za mną 6 bardzo ciężkich cykli chemii, które przeszłam z ogromnym trudem. Jestem po operacji oszczędzającej z usunięciem wszystkich węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie radioterapia, hormonoterapia oraz kolejny rok chemii uzupełniającej - 14 cykli co 3 tygodnie. Do tego dochodzi leczenie kości kwasem zoledronowym. Bardzo chcę żyć jak najdłużej - dla siebie, dla mojej rodziny. Chcę wrócić do normalności, do pracy, do moich pasji i marzeń. Chcę mieć przyszłość. Leczenie onkologiczne wiąże się jednak z ogromnymi, stale rosnącymi kosztami. Niektórych rzeczy nie da się wykonać na NFZ, bo terminy są zbyt odległe, a w mojej sytuacji czas ma kluczowe znaczenie. Dlatego część usług muszę opłacać prywatnie, żeby nie opóźniać leczenia. Koszty, które ponoszę: - Wyleczenie zębów, aby móc rozpocząć leczenie kwasem zoledronowym – ok. 3000 zł - Rehabilitacja ręki po usunięciu węzłów chłonnych (sznury limfatyczne) – 180 zł za jeden zabieg - Kremy do radioterapii, suplementy, wsparcie organizmu – ok. 300 zł miesięcznie - Leki łagodzące skutki uboczne chemii, których nie refunduje NFZ - Dojazdy na chemię i badania – 60 km w jedną stronę, co przy częstych wizytach generuje duże koszty paliwa - Wizyty prywatne u specjalistów, gdy kolejki na NFZ są zbyt długie Przede mną długa i trudna droga, ale wierzę, że dam radę. Chcę zrobić wszystko, żeby wyzdrowieć, odbudować siły i przejść przez ten rok leczenia jak najlepiej. Chcę na nowo marzyć, choć strach przed wznową i przerzutami jest ogromny. Każda pomoc to dla mnie realna szansa na dalsze leczenie, na zdrowie, na życie. Dziękuję za każde wsparcie z całego serca. ❤️

453 zł z 10 000 zł
4%