Zbiórki

Jan Andrzej Tabeau, Sierpc

Pomóżcie Jasiowi walczyć o życie - i o przyszłość jego córek

Pomóżcie Jasiowi walczyć o życie - i o przyszłość jego córek Nasz świat się zawalił. Mój ukochany syn, Jasiek, 43-letni tata dwóch wspaniałych dziewczynek, Olivii (8) i Philou (5), jest nieuleczalnie chory. Ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia - najbardziej agresywną formę nowotworu mózgu. Choć guza udało się usunąć operacyjnie, glejak zawsze powraca. Jak to się zaczęło Latem 2025, mój syn Jasiek zaczął mieć niewyjaśnione, silne bóle głowy. Po wizycie u lekarza rodzinnego otrzymał skierowanie do neurologa. 16 października 2025 roku otrzymaliśmy wynik rezonansu: złośliwy guz w prawej półkuli mózgu. To był cios, który zwalił nas z nóg i wydawał się nierealny. Od chwili diagnozy życie rodzinne Jasia i nasze stanęło na głowie. Jeszcze niedawno pełni energii, cieszyliśmy się sobą i codziennością - dziś żyjemy w ciągłej niepewności i smutku. Serce mi pęka, gdy widzę mojego syna tak chorego. A jednak Jasiek wciąż walczy. Największą motywacją jest dla niego to, by jak najdłużej być przy swoich córkach - widzieć, jak się śmieją, rosną, bawią, podążają za marzeniami, i być ukochanym mężem ich wspaniałej mamy. Chcą wspólnie tworzyć wspomnienia, których, pomimo młodego wieku, nigdy nie zapomną. Jest nadzieja - ale poza granicami Standardowe leczenie w Polsce i wielu innych krajach obejmuje radioterapię i chemioterapię, które niestety nie dają Jasiowi zbyt wiele czasu. Jednakże w Niemczech dostępne są dodatkowe, innowacyjne terapie, które mogą zapewnić chorym na glejaka więcej lat życia. Mają one na celu wzmocnienie układu odpornościowego i spowolnienie wzrostu guza, dając realną szansę na kilka (a czasem na wiele) dodatkowych lat. To bezcenny czas - nie tylko dla Jaśka, ale także dla Olivii, Philou i naszych rodzin. Niestety, terapie te nie są w żadnym stopniu refundowane przez ubezpieczenie zdrowotne. Innowacyjne terapie w Niemczech Skontaktowaliśmy się już z kilkoma wyspecjalizowanymi ośrodkami w Tybindze, Kolonii, i Heidelbergu, które ofiarują terapie innowacyjne dla glejaka. Terapie te są częścią intensywnego programu, który musi rozpocząć się już na początku 2026 roku. Immunoterapia wzmacnia i profiluje własny układ odpornościowy, by skuteczniej rozpoznawał i zwalczał komórki nowotworowe. Pomaga przełamać bariery broniące glejaka, czyniąc guz bardziej „widocznym” i „odsłoniętym” na działanie leków. Dzięki temu choroba może być dłużej i efektywniej kontrolowana. Immunologiczne komórkowe szczepionki przeciwnowotworowe to spersonalizowane uzupełnienie immunoterapii. Tworzone są z komórek nowotworowych chorego, układ odpornościowy może więc reagować precyzyjniej i silniej. W Niemczech szczepionki takie są dostępne i osiągają znacząco lepsze wyniki niż standardowe leczenie podstawowe, zwłaszcza w połączeniu z „radio-chemo”i innymi dostępnymi lekami. Optune Tumor Treating Fields (TTF) to terapia uznana na całym świecie i efektywna, niestety bardzo droga. Polega na zastosowaniu niskoczęstotliwościowych pól elektro-magnetycznych, które hamują podział komórek nowotworowych i spowalniają wzrost guza. W Polsce terapia TTF, choć dostępna, nie jest refundowana. Koszty Terapie dodatkowe finansować będziemy na pierwszym miejscu ze środków własnych, ale to nie wystarczy, aby pokryć cały plan terapeutyczny. Dlatego potrzebujemy dodatkowo 510 000 złotych, aby Jasiek mógł odbyć kluczowe terapie uzupełniające w Niemczech w 2026 roku. Terapie te w pełni wykraczają poza ubezpieczenie. Koszty są ogromne i samodzielnie nie do udźwignięcia dla naszej rodziny. Dlatego prosimy - z trudem, ale i ogromną nadzieją - o Wasze wsparcie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, przybliża nas do tego, by Jasiek mógł zostać z nami dłużej. Dla niego samego, dla nas - jego rodziny, ale przede wszystkim dla jego córek i żony. Dziękujemy za Wasze wsparcie, troskę, współczucie i wiarę w to, że Jasiek zasługuje na więcej czasu. Będziemy Was informować o przebiegu leczenia i postępach Jaśka. Słowo końcowe Wszystkie datki zostaną wykorzystane wyłącznie na leczenie Jaśka, koszty medyczne i niezbędną opiekę. Fundacja Alivia jest gwarantem uczciwości i transparentności zbiórki. Mechanizmy jej działania ściśle regulują wydatki na leczenie, ich akceptowalność i granice (zob. Regulamin Alivia). Jeśli po zakończeniu leczenia pozostaną jakiekolwiek środki lub jeśli terapia nie będzie mogła zostać dokończona, pozostałe pieniądze zostaną przekazane fundacji Alivia na dotacje dla innych pacjentów i wspieranie działań związanych z leczeniem nowotworów. Zdecydowaliśmy się połączyć tę kampanię z drugą zbiórką na platformie w Holandii, gdzie terapie dostępne w Niemczech również nie są refundowane. Jasiek jest zarówno Polakiem, jak i Holendrem; mamy rodzinę, przyjaciół i bliskich w obu tych krajach. Ludzie ci chcą nas wspierać i dopingować. Chcemy im zapewnić możliwość pomocy i obserwacji nas przez platformę najbardziej dla nich zrozumiałą, zaufaną i wygodną. Obie zbiórki mają jeden cel: sfinansowanie dodatkowego leczenia Jasia w Niemczech. Środki z obu akcji zostaną użyte łącznie, by pokryć całkowity koszt terapii. Wymóg dostarczania oryginalnych imiennych faktur za leczenie Jasia uniemożliwia jakąkolwiek formę manipulacji i zapobiega duplikacji zwrotów.

102 000 zł z 510 000 zł
20%
Kasia Waśniewska, Warszawa

Pozyskanie środków na leczenie onkologiczne

DWIE DIAGNOZY – JEDNO ŻYCIE Mam na imię Kasia, mam 48 lat i jestem onkologiem, który sam choruje na raka. W lipcu 2023 r. zdiagnozowano u mnie równoczasowo dwa niezależne nowotwory: nowotwór dwunastnicy (tzw. GIST) oraz raka jelita grubego. Od chwili diagnozy minęły już prawie 3 lata, w czasie których przeszłam cztery poważne operacje, leczenie celowane, radioterapię i chemioterapię, którą otrzymuję do dziś. Sama przez kilkanaście lat pracowałam z pacjentami onkologicznymi i codziennie spotykałam się z pacjentami z rakiem jelita grubego, tłumaczyłam, jak będzie wyglądało leczenie, jakie będą objawy uboczne terapii czy jak najlepiej łączyć leczenie z normalnym funkcjonowaniem. Od trzech lat moje życie zostało podporządkowane leczeniu. Pomimo trudności, z jakimi zmagam się w trakcie chemioterapii - pracuję. Przyjmuję pacjentów w poradni onkologicznej oraz prowadzę ich leczenie. Obecnie moja choroba jest kontrolowana chemioterapią, ale nie mam pewności na jak długi czas. Istnieje innowacyjne leczenie finansowane wyłącznie we Francji lub w ramach badań klinicznych. Niestety leczenie to nie będzie dla mnie osiągalne inaczej niż przez samodzielne sfinansowanie. Terapia ta polega na stosowaniu dwóch przeciwciał z zakresu immunoterapii (botensilimab i balstilimab), które jako jedyne leki tej grupy mogą prowadzić do kontroli mojego nowotworu. Niestety koszt tej terapii jest bardzo wysoki i wynosi około 500 tys. złotych za leczenie. Celem zbiórki jest zgromadzenie środków, które pozwolą zabezpieczyć ten kluczowy etap leczenia i umożliwią podejmowanie decyzji medycznych w oparciu o rzeczywiste potrzeby zdrowotne. Ta zbiórka jest też po to, żebym mogła jak najdłuższy czas pozostawać aktywna zawodowo i nie musiała myśleć o kosztach leczenia. Wszystkie wydatki będą rozliczane na podstawie faktur z fundacją. Dziękuję za każde wsparcie – wpłatę, udostępnienie i dobre słowo.

59 855 zł z 500 000 zł
11%
Żaneta Zawadzka, Bydgoszcz

Wsparcie dla Żanety - Walka z Chłoniakiem

Drodzy Przyjaciele i Znajomi, życie bywa nieprzewidywalne, a czasem stawia nas przed najtrudniejszymi wyzwaniami... Żanetka - nasza ukochana. Kochająca mama 12-letniej Antoniny i ukochana żona Tomasza, od dwóch lat toczy walkę z nowotworem złośliwym - chłoniakiem wątroby. Obecnie jest po przeszczepie szpiku i zmaga się z jego skutkami. Pomimo ciężkich chwil, nie poddaje się i wierzy, że wróci do swoich pasji, do normalnego, zdrowego życia, w którym nadal będzie mogła cieszyć się wspólnymi chwilami z rodziną - patrzeć jak dorasta jej córka, wspólnie zestarzeć się u boku kochającego męża - oraz swoimi pasjami. Przed chorobą Żaneta była znakomitą fryzjerką. Prowadziła swój własny salon, który dzięki jej talentowi i zaangażowaniu stał się miejscem, do którego klienci wracali z uśmiechem na twarzy. Jej fachowość i pasja do zawodu sprawiały, że każdy, kto trafił w jej ręce, wychodził zadowolony i pełen wdzięczności. Obecnie Żaneta potrzebuje naszej pomocy. Koszty leczenia nowotworu są wysokie: badania diagnostyczne, rehabilitacje, leki oraz comiesięczne wizyty w Instytucie Transplantologii w Gliwicach (Bydgoszcz-Gliwice). Zbieramy również na nowatorską metodę leczenia za granicą. Ta metoda pozwala na leczenie z mniejszymi skutkami ubocznymi i co najważniejsze daje nadzieję na wyleczenie. Każda, nawet najmniejsza wpłata jest dla nas nieocenionym wsparciem. Wasza pomoc może dać Żanecie szansę na powrót do zdrowia i realizację marzeń, które choroba brutalnie przerwała. Dlatego zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie. Pomóżmy Żanecie stanąć na nogi i wrócić do życia, które tak bardzo kocha. Każda złotówka ma znaczenie i zbliża nas do celu. Razem możemy wiele. Dziękujemy z całego serca za każdą formę wsparcia – zarówno finansowego, jak i duchowego. Wasza pomoc to dla Żanety nadzieja na lepsze jutro. Z serdecznymi podziękowaniami,Rodzina i Przyjaciele

49 510 zł z 500 000 zł
9%
Anna Pasek, Tarnowskie Góry

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Anna odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Anna odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Anny została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Dwa lata temu spadł na mnie grom z jasnego majowego nieba - glejak 4 stopnia. Mam dopiero 53 lata - to naprawdę niewiele. Nie płaczę, bo to nic nie daje, grzecznie poddaję się terapiom, ale wkrótce wyczerpią się możliwości i zostanie mi opcja płatna w postaci terapii Nanotherm. Potrzebuję również funduszy na rehabilitację - jedna wizyta to 150 zł, a efekty przynosi przy uczęszczaniu minimum raz w tygodniu. Ze względu na padaczkę i zespół lewostronnego pomijania nie prowadzę samochodu, więc dojazd gdziekolwiek jest bardzo utrudniony. Jestem ekonomistą. Od czasu operacji i wycięcia części guza mam upośledzoną lewą stronę ciała - rękę, nogę i postrzeganie (nie wzrok), ataki padaczki i drżenie kończyn. Nie umiem liczyć - mogę się pomylić w najprostszym rachunku. Mam syna w wieku 28 lat i bardzo chcę doczekać się wnuka... :-)

45 181 zł z 500 000 zł
9%
Danuta Strzemecka, Kolonia Brużyca

Nierefundowany lek

Danusia od lat jest pedagogiem szkolnym i ma niebywałą zdolność porozumienia się z każdym uczniem i jego rodzicem. Wszystkie trudne sprawy związane z uczniami naszej szkoły zajmują jej naprawdę dużo energii. Ona jednak ma czas dla koleżanek i kolegów z pracy. Wspiera naszą pracę wychowawczą, ale i wspiera nas prywatnie. Danusia współczuje, kiedy współczuć trzeba i mobilizuje, kiedy mobilizacja jest potrzebna. Charakteryzuje ją taka zwyczajna ludzka dobroć oparta na empatii i szacunku do innego człowieka. Wierzcie mi, przy tych wielu heroicznych cechach to jest zwyczajna dziewczyna! Lubi ładnie się ubrać, kocha kawę i dobre ciasto, uwielbia myć okna w całym domu, kocha nad życie swoją córkę, męża, siostrę, smacznie gotuje. Potrafi zacerować każdą dziurę, tak że przywraca tkaninę do „ustawień fabrycznych”. Ona jest Człowiekiem w najlepszym wydaniu człowieczeństwa. A teraz Danusia jest bardzo chora... Walczy o swoje życie, zachorowała nagle na nowotwór piersi. Została poddana standardowemu leczeniu chemią, a w późniejszym etapie będzie przeprowadzona mastektomia, co daje jej 40-procentowe szanse na całkowite odzyskanie zdrowia. Lek, który mógłby pomóc i zwiększyć szansę na wyzdrowienie do 70 procent, niestety jest nierefundowany. Koszt leczenia przekracza 500 tys. zł. Pomóżmy jej uzbierać tę kwotę, wpłacając na konto podane na stronie fundacji lub swoim odpisem z podatku. Czekają na nią dzieciaki, rodzice, czekamy my, koleżanki i koledzy ze szkoły, czeka mąż i córka.

41 417 zł z 500 000 zł
8%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

138 333 zł z 600 000 zł
23%
Halyna Stolitnia, Otwock

Pomóż pokonać raka

Nazywam się Galina, mam 40 lat. W 2020 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy szyjki macicy IIIC. We wrześniu tego samego roku lekarze zrobili mi operację, usunęli macicę, szyjkę i jajowody. Po operacji zaczęłam leczenie i przyjmowałam pięć razy chemię i ponad 25 seansów radioterapii, po czym choroba ustała. Niestety rok po tym leczeniu nowotwór znowu wrócił, tym razem zaatakował srom i węzły chłonne (pachwinowe i biodrowe). Wtedy znowu byłam zmuszona przyjąć sześć cykli chemioterapii. W 2023 r. we wrześniu zrobiłam PET. Okazało się, że jest progresja. Wynik badania wskazywał na obecność aktywnej metabolicznie zmiany rozrostowej obejmującą pochwę, odbytnice, odbyt, z przerzutami do licznych węzłów chłonnych i ponadto aktywny metabolicznie węzeł chłonny wnęki płuca lewego i ognisko w segmencie 5. wątroby. W październiku 2023 r. przyjęłam cztery cykle chemioterapii, które nie pomogły. Obecnie jestem w trakcie immunoterapii. Codzienne bóle, z którymi się zmagam, są niewyobrażalne. Nawet leki przeciwbólowe nie pomagają. Nie jestem w stanie samodzielnie wykonywać niektórych czynności czy podjąć jakiejkolwiek pracy na etacie. W codziennym funkcjonowaniu pomaga mi niepełnoletnia córka. Jestem bardzo silna, a wiadomo jak ważna jest psychika w walce z taką chorobą. Bardzo proszę dobrych ludzi o pomoc finansową, gdyż lek, który mógłby mi pomóc, wielokrotnie przerasta moje i mojej rodziny możliwości finansowe. Miesięczna kuracja kosztuje około 10 tysięcy USD, leczenie będzie prowadzone w Izraelu. Jesteście moją ostatnią nadzieją w walce o życie. Nikomu nie życzę tej strasznej choroby i tego bólu, z którym ja się zmagam. Będę bardzo wdzięczna za każdą złotówkę.

19 079 zł z 500 000 zł
3%
Longina Lewicka, Radoszyce

Zbiórka dla ukochanej mamy i żony

Pomóżcie nam uratować Mamę. Walczy z glejakiem IV stopnia. Jeszcze rok temu nasze życie było zwyczajne. Dziś każdy dzień jest walką o zdrowie i życie naszej Mamy i Żony. Po Świętach Wielkanocnych 2025 roku wydarzyło się coś, czego nie spodziewał się nikt z nas. Mama nagle zemdlała i dostała ataku padaczki. Trafiła do szpitala, gdzie wykonano tomografię komputerową oraz rezonans magnetyczny. Diagnoza spadła na nas jak wyrok – guz mózgu, glejak IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów. Usłyszeliśmy, że konieczna jest natychmiastowa operacja. 12 maja 2025 roku Mama przeszła skomplikowaną operację w Warszawie, w Szpitalu Klinicznym przy ul. Banacha. Guz został usunięty, a my odzyskaliśmy nadzieję. Wierzyliśmy, że najgorsze jest już za nami. Niestety, choroba nie odpuszcza. Wkrótce pojawił się kolejny guz w innym miejscu mózgu. W lipcu rozpoczęło się wyczerpujące leczenie – radioterapia i chemioterapia. Mama dzielnie znosiła skutki uboczne, choć każdy dzień był dla niej ogromnym wysiłkiem. W listopadzie rezonans przyniósł dobre wiadomości – nacieki zniknęły, a guz nie powiększał się. Kontynuowaliśmy leczenie z nadzieją, że uda się zatrzymać chorobę. 25 marca 2026 roku kolejny rezonans pokazał nawet zmniejszenie guza. Wydawało się, że leczenie działa. Nasza radość nie trwała długo. 21 maja 2026 roku Mama trafiła na SOR w szpitalu rejonowym z silnym bólem głowy, wysokim ciśnieniem i wymiotami. Tomografia komputerowa wzbudziła niepokój lekarzy – padło słowo, którego baliśmy się najbardziej: wznowa. Mama została przyjęta na oddział neurologiczny. Kolejny rezonans potwierdził, że zmiana się powiększyła. Razem z Tatą pojechaliśmy do Warszawy, aby skonsultować wyniki z neurochirurgiem, który operował Mamę za pierwszym razem. Jego decyzja była jednoznaczna – natychmiastowa operacja, ponieważ guz urósł, a dodatkowo wystąpił bardzo duży obrzęk mózgu. 27 maja 2026 roku Mama po raz drugi trafiła na stół operacyjny. Kilka godzin później zadzwonił neurochirurg. Nigdy nie zapomnimy tej rozmowy: „Operacja się udała. Mama została wybudzona. Żyje, widzi, oddycha, kontaktuje.” Był to dla nas ogromny cud od Boga, ale jednocześnie wiemy, że walka nadal trwa. Glejak IV stopnia to zło – przeciwnik, który nie daje o sobie zapomnieć. Mama wymaga dalszego specjalistycznego leczenia, częstych badań, specjalistycznych konsultacji, leków i rehabilitacji. Przez ostatni rok zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Pokonaliśmy setki kilometrów między domem a Warszawą oraz innymi specjalistami na terenie całej Polski. Spędziliśmy niezliczone godziny w szpitalach i gabinetach lekarskich, prosząc o ratowanie naszej Mamy. Niestety, koszty leczenia, leków, rehabilitacji oraz dojazdów zaczynają przekraczać nasze możliwości finansowe. Wiemy, że w walce z glejakiem nie ma prostych rozwiązań. Istnieją jednak różne metody leczenia i terapie stosowane zarówno w Polsce, jak i za granicą. Chcemy konsultować stan Mamy z najlepszymi specjalistami i wykorzystać każdą szansę, która może pomóc jej w dalszej walce z chorobą. Nie wiemy jeszcze, jakie możliwości pojawią się w przyszłości, ale chcemy być gotowi na każdą z nich. Dodatkowe konsultacje, nowoczesne metody leczenia, nierefundowane terapie, specjalistyczne badania czy wyjazdy do ośrodków medycznych w Polsce i za granicą wiążą się z ogromnymi kosztami. Dlatego nie chcemy zamykać sobie żadnej drogi. Chcemy mieć możliwość spróbowania wszystkiego, co może dać naszej Mamie więcej czasu, nadziei i szansę na dalsze życie. Dopóki są możliwości, dopóty będziemy walczyć. Nasza Mama i Żona to nie tylko osoba walcząca z nowotworem. To przede wszystkim kochająca Żona i Mama. To ona była zawsze obok nas, kiedy potrzebowaliśmy pomocy, wsparcia i dobrego słowa. Dziś to my chcemy być przy niej i zrobić wszystko, aby mogła dalej cieszyć się życiem i spędzać czas z rodziną, którą tak bardzo kocha. Dlatego z całego serca prosimy o pomoc. Zbiórka ma charakter długoterminowy, ponieważ leczenie glejaka IV stopnia wymaga stałej opieki medycznej, regularnych badań, rehabilitacji oraz gotowości do korzystania z nowych metod leczenia w Polsce i za granicą. Zebrane środki przeznaczymy na dalsze leczenie, leki, rehabilitację, badania kontrolne, konsultacje specjalistyczne oraz liczne dojazdy do szpitali i ośrodków medycznych. Jeśli pojawi się możliwość skorzystania z nowoczesnych terapii lub leczenia za granicą, chcemy mieć szansę z niej skorzystać. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje naszej Mamie szansę na dalsze leczenie i spokojniejszą walkę z chorobą. Jeśli nie możesz pomóc finansowo, prosimy o udostępnienie tej zbiórki. Dla Was to chwila, dla nas może to być bezcenna pomoc. Chcemy mieć jeszcze wiele wspólnych chwil. Chcemy dalej widzieć jej uśmiech, słyszeć jej głos i mieć ją przy sobie jak najdłużej. Dziękujemy za każde wsparcie, modlitwę, dobre słowo i udostępnienie. Rodzina walcząca o zdrowie i życie ukochanej Mamy i Żony, Longiny Lewickiej. ❤️ Prosimy, pomóżcie! ❤️

150 zł z 500 000 zł
0%
Marcin Hejduk, Poniatowice

Glejak IV stopnia odbiera nam Marcina - tatę i męża. Pomóż nam go uratować

Jeszcze niedawno żyliśmy zwyczajnym życiem. Dziś walczymy o życie mojego męża – Marcina. Zbieramy środki na dalsze leczenie, na realne wydłużenie życia Marcina – nowoczesne, nierefundowane terapie, które mogą w tym pomóc. Naszą największą nadzieją jest spersonalizowana immunoterapia w Niemczech, oparta m.in. na wirusoterapii onkolitycznej i indywidualnych szczepionkach, które mają pobudzić organizm do walki z nowotworem. U Marcina zdiagnozowano glejaka wielopostaciowego IV stopnia – jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. Choroba przyszła nagle. 7 grudnia 2025 roku, podczas urodzin jego syna, nagle bardzo źle się poczuł. Następnego dnia trafiliśmy do szpitala. Badania i diagnoza odebrały nam grunt pod nogami. Marcin przeszedł ciężką operację 30 grudnia 2025 roku, a następnie 27 marca 2026 roku zakończył 6-tygodniowe leczenie w Bydgoskim Centrum Onkologii – radioterapię równolegle z chemioterapią. 17 kwietnia rozpoczynamy chemioterapię podtrzymującą - ostatni etap refundowanego leczenia w Polsce. To jednak nie koniec walki. Nie poddajemy się. Do zebrania pozostało nam 650 000 zł. Marcin ma 48 lat, jest miłością mojego życia. Wychowujemy razem dwóch synów. W maju 2025 roku wzięliśmy ślub, a jeszcze niedawno Marcin był pełen siły, zdrowia i planów – spełnił swoje marzenie, przebiegł maraton w Nowym Jorku. Dziś walczy o każdy dzień. Wszystkie bieżące koszty leczenia pokrywamy sami. Zrobimy wszystko, by mu pomóc, ale bez Waszego wsparcia nie damy rady. Dlatego prosimy o pomoc. Jeśli nie możesz wesprzeć nas finansowo – udostępnij tę zbiórkę. To również ogromna pomoc. Z całego serca dziękujemy za każdą wpłatę i każde dobre słowo.🤍 Dla nas to nadzieja na kolejne wspólne lata razem, na możliwość obserwowania jak nasze dzieci dorastają i bycia wspólnie przy nich.

12 100 zł z 650 000 zł
1%
Ewa Jurkiewicz, Kępno

Dla Ewy – walka z nowotworem mózgu trwa, pomóż wygrać życie!

Ewa to osoba pełna życia, odwagi i pasji. Niestety, los postawił przed nią ogromne wyzwanie – glejak wielopostaciowy mózgu. Po operacji, podczas której udała się resekcja guza, czeka ją radioterapia i chemioterapia. Chcemy dać Ewie wszystkie możliwe szanse na życie – dostęp do nowoczesnych terapii, specjalistycznych konsultacji, wsparcia dietetycznego i rehabilitacji. Każda złotówka przybliża Ewę do normalnego życia, do czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi. Na co zbieramy - nowoczesne terapie wspomagające (immunoterapia, NanoTherm, TTFields) - konsultacje i leczenie za granicą, jeśli będzie to konieczne - wsparcie dietetyczne i rehabilitacyjne - badania kontrolne i leczenie powikłań po operacji Dlaczego potrzebujemy Twojej pomocy Koszty leczenia nierefundowanego i terapii eksperymentalnych są ogromne – pojedyncze procedury mogą kosztować setki tysięcy złotych. Wspólnie możemy dać Ewie realną szansę na życie i czas, którego potrzebuje, aby cieszyć się każdą chwilą. Apel do Darczyńców Prosimy Cię o wsparcie – każda kwota ma znaczenie. Twoja pomoc to nie tylko pieniądze, to nadzieja, od której zależy życie Ewy. Razem możemy zatrzymać chorobę i dać jej szansę na normalne życie.

5 345 zł z 800 000 zł
0%
Anna Nowak, Katowice

Zbiórka na nierefundowane leczenie

Dzień dobry, mam na imię Anna i mam 46 lat. Od 2022 roku choruję na raka żołądka. Przeszłam całkowitą resekcję żołądka. Udało się zatrzymać chorobę w 2024 roku, jednak niestety doszło do nawrotu. Lek, który powstrzymywał chorobę, nie jest refundowany. Obecnie miesięczne leczenie kosztuje 35 000 zł, co stanowi bardzo wysoki wydatek. Dziękuję bardzo za każdą wpłaconą złotówkę, razem możemy dużo. Z góry dziękuję za wsparcie!

2 300 zł z 840 000 zł
0%
Marta Hajda-Skulska, Wrocław

Powrót Marty do normalności

Cześć! Nazywam się Marta i od zawsze mieszkam we Wrocławiu. Jeszcze do niedawna moje życie wyglądało całkiem zwyczajnie. Ot normalne życie polskiej rodzinki: praca, trójka dzieci, dom. Zaczęło się całkiem niewinnie, od grudniowego szczękościsku, potem lekkiego cierpnięcia twarzy. Jako że zajęć miałam aż nadto, to nie przekładałam swojego zdrowia nad resztę codziennych spraw. Przecież minie, pewnie źle spałam. Ale nie mijało. Zaliczyłam kilku lekarzy, USG, prześwietlenia, fizjoterapeutę, neurologa. Z każdej strony zapewnienia, że wystarczy wymasować i puści. Nie puszczało. Przestałam mieć możliwość otwierania ust na tyle, że zaczęłam drastycznie chudnąć. Dopiero wtedy trafiłam na lekarzy, którzy potraktowali mnie poważnie. Szybkie skierowanie na tomograf i biopsję. Diagnoza? Nowotwór złośliwy żuchwy na granicy operowalności. Mięsak gładkokomórkowy wżerający się we wszystko, czego dotyka. Wada genetyczna, na którą nie miałam żadnego wpływu. Świat się zawalił. Rodzina mnie potrzebuje, a ja się rozsypuję. Kolejne konsultacje, wyjazdy do Warszawy. Nikt nie wie, jak mnie leczyć. Trwa walka z czasem. Jest pięć przypadków takich jak mój na świecie. Czy muszę być aż tak wyjątkowa? Decyzja lekarzy: szybka chemia skierowana prosto w mięsaka, ale nie aby go zmniejszyć, tylko dać nadzieje, że chirurg wytnie go w całości. Jest środek wakacji, nasze dzieci nic jeszcze nie wiedzą. Po kilku dniach od pierwszej chemii wylatują włosy, czas powiedzieć rodzinie. Tego już się nie zatrzyma. Szybki ślub cywilny, bo przecież "mamy jeszcze czas". Na dobre i na złe. Po drugiej chemii czeka na mnie już sala operacyjna. Jestem wykończona i sparaliżowana strachem. Ale jest ze mną mój mąż. Zawsze był. Trzeba wyciąć wszystko, od policzka po wewnętrzną stronę gardła. Mięśnie, żuchwę, zęby. Może nie będę mogła ruszać więcej twarzą. Może już nigdy nie poczuję smaku i zapachu. Z uda trzeba pobrać mięsień i skórę do przeszczepu. Do operacji gotowe są dwa zespoły specjalistów. Operacja trwa 10 godzin. Udała się. Guz został wycięty. Nie oszczędzili jednak niczego. Wszystko w twarzy mam nowe. Nie poruszam połową głowy. Po tygodniu reoperacja. Do usunięcia wielki krwiak i ponowne nastawianie, bo wszystko się rozjeżdża. Budzę się ze zszytymi ustami. Muszę przywyknąć. W tchawicy rura, w nosie gruba sonda. Moja twarz nie wyraża uczuć. Nie domykam oka. Nie mogę krzyczeć. Dzieci nie rozpoznają mnie na kamerze. Nie widziałam ich już prawie miesiąc. Z lata zrobiła się jesień. Potrzebuję Waszej pomocy w powrocie do zdrowia, do tego życia, które prowadziłam kiedyś. Do powrotu do rodziny. Przede mną jeszcze kolejne serie chemioterapii i radioterapii. Żmudna walka o sprawność twarzy, dodatkowe rekonstrukcje, ponowna nauka jedzenia i chodzenia. Z góry bardzo wszystkim dziękujemy Marta i Wojtek

82 930 zł z 950 000 zł
8%