Zbiórki

Danuta Strzemecka, Kolonia Brużyca

Nierefundowany lek

Danusia od lat jest pedagogiem szkolnym i ma niebywałą zdolność porozumienia się z każdym uczniem i jego rodzicem. Wszystkie trudne sprawy związane z uczniami naszej szkoły zajmują jej naprawdę dużo energii. Ona jednak ma czas dla koleżanek i kolegów z pracy. Wspiera naszą pracę wychowawczą, ale i wspiera nas prywatnie. Danusia współczuje, kiedy współczuć trzeba i mobilizuje, kiedy mobilizacja jest potrzebna. Charakteryzuje ją taka zwyczajna ludzka dobroć oparta na empatii i szacunku do innego człowieka. Wierzcie mi, przy tych wielu heroicznych cechach to jest zwyczajna dziewczyna! Lubi ładnie się ubrać, kocha kawę i dobre ciasto, uwielbia myć okna w całym domu, kocha nad życie swoją córkę, męża, siostrę, smacznie gotuje. Potrafi zacerować każdą dziurę, tak że przywraca tkaninę do „ustawień fabrycznych”. Ona jest Człowiekiem w najlepszym wydaniu człowieczeństwa. A teraz Danusia jest bardzo chora... Walczy o swoje życie, zachorowała nagle na nowotwór piersi. Została poddana standardowemu leczeniu chemią, a w późniejszym etapie będzie przeprowadzona mastektomia, co daje jej 40-procentowe szanse na całkowite odzyskanie zdrowia. Lek, który mógłby pomóc i zwiększyć szansę na wyzdrowienie do 70 procent, niestety jest nierefundowany. Koszt leczenia przekracza 500 tys. zł. Pomóżmy jej uzbierać tę kwotę, wpłacając na konto podane na stronie fundacji lub swoim odpisem z podatku. Czekają na nią dzieciaki, rodzice, czekamy my, koleżanki i koledzy ze szkoły, czeka mąż i córka.

41 417 zł z 500 000 zł
8%
Adam Zofka, Warszawa

Leczenie Adama

21 grudnia 2025 r. Moi Kochani, piszę to w trakcie pobytu w Gietrzwałdzie. Kocham to miejsce, zawsze dobrze tu być. Tym razem jesteśmy na weekend, ale polecam zajechać tutaj nawet na godzinę, nie jest to daleko od DK7 w drodze do 3-miasta albo do Warszawy. Wystarczy zjechać na wschód w Ostródzie i po jakiś 20 minutach można już modlić się w sanktuarium w Gietrzwałdzie przed cudownym obrazem Najświętszej Maryi Panny, NMP. Jak już chyba pisałem to jedyne miejsce objawień NMP na terenie Polski (w 1877 r.), uznane przez Watykan. Ale pewnie większość z Was to wie, jak i to, że na 150-lecie objawień być może odwiedzi to miejsce Papież. To już za dwa lata, to byłoby naprawdę kosmiczne wydarzenie... Ja byłem osobiście na Mszy Św. Jana Pawła II w Gdyni na Skwerze Kościuszki w 1987 roku i takie wydarzenia pamięta się na zawsze… Ktoś jeszcze był wtedy w Gdyni? W Gietrzwałdzie znajduję prawdziwą dumę i wdzięczność, że NMP odwiedziła to właśnie miejsce, w Polsce, w okresie zaborów co z pewnością wpłynęło nie tylko na naszą historię (odzyskanie niepodległości!), ale i na historię całego świata. To wiem z filmu i książki głównego gaśniczego Polski :) A na poważnie, to NMP poleciła w języku polskim m.in. odmawiać różaniec i modlić się gorliwie za Kościół w Polsce. Wydaje się to być tak samo aktualne dziś jak i było to w 1877 r… W Gietrzwałdzie znajduję również spokój ducha, odchodzą ode mnie wątpliwości i złe myśli. Cudowny obraz ma na mnie wyjątkowy wpływ, jak żaden inny obraz NMP w Polsce czy za granicą, który widziałem. To znakomite miejsce dla mnie na wyciszenie i rozmowę z Panem Bogiem podczas adoracji w bazylice czy przed kapliczką albo na spacerze po kalwarii drogi krzyżowej. Miłość Boga to moja życiowa siła - tak wyczytałem podczas adoracji w ten weekend... Tutaj jedna moja podpowiedź logistyczna: szukając wyciszenia, radzę odwiedzić Gietrzwałd poza dużymi wydarzeniami w kalendarzu Kościoła Katolickiego. Byłem raz w Gietrzwałdzie, kiedy trudno było się dostać do środka bazyliki, a i na zewnątrz były tłumy pielgrzymów. Więc, radzę planować roztropnie i być czujnym. Nadzieja to trzecie uczucie, nie wiem czy nie najważniejsze, które rośnie we mnie podczas pobytów w Gietrzwałdzie. Nadzieja, która pochodzi od spokoju ducha, że miłosierny Bóg zaplanował to wszystko dla mnie tak, żeby powstało większe dobro, którego nie znam, ale ważne i uspokajające jest to, że pochodzi od nieskończenie dobrego Boga. NMP wielokrotnie zapewniała podczas Swoich objawień, że czuwa nad nami wszystkimi i że wyprasza Łaski Ducha Świętego dla nas na tym świecie oraz że czeka na nas w życiu wiecznym. Tam NMP zajmuje się duszami cierpiącymi w czyśćcu, za które ja modlę się codziennie i bardzo Was też o to proszę. One są na tym etapie bezbronne i nasza żywa modlitwa doprowadzi je do świętości. Kiedyś i my do nich dołączymy! Ale jest koszt cierpienia: cytat z "Dzienniczka" św. Siostry Faustyny nr 1487 (Rozmowa miłosiernego Boga z duszą cierpiącą): Dziecię, prawda, to wszystko jest cierpieniem, ale innej drogi nie ma do nieba, prócz drogi krzyżowej. Ja sam przeszedłem ją pierwszy. Wiedz o tym, że jest to najkrótsza i najpewniejsza droga. Odnośnie mojego zdrowia - czekam na badania skuteczności szczepionki, którą dostałem w Monachium oraz nowej chemioterapii, którą zacząłem w październiku na UCK w Gdańsku. Już nie pamiętam, która to chemioterapia, czy która to linia, bo u mojej Pani onkolog na UCK skończyła się skala jakiś czas temu… Codziennie zmagam się z różnymi skutkami ubocznymi, szczególnie ostatnio wzmogły się bóle, które “szczęśliwie” zarządzam lekami opioidowymi. Aha, badania obrazowe skuteczności będą w styczniu lub lutym 2026 r. Dziękuję za Wasze nieustanne wsparcie, Życzę Wesołych Świąt i Obfitych Łask Bożych w 2026, Dziękujcie za każdy dzień, który jest Wam dany! Z Panem Bogiem ---------------- 16 wrzesień 2025 Moi Kochani, Jakby tu zacząć, hm… No dobrze, na początek kilka przemyśleń duchowych, a potem aktualizacja zdrowotna. Podczas mszy kanonizacyjnej błogosławionych Pier Frassatiego i Carlo Acutisa, (7 września 2025 r., Placu Świętego Piotra w Watykanie) Papież Leon XIV wypowiedział dwa zdania, które szczególnie zapadły mi w sercu. Odnosząc się do nowych Świętych, Papież wskazał, że są Oni „zaproszeniem skierowanym do nas wszystkich, zwłaszcza do młodych, by nie marnować swego życia, ale kierować je ku górze i uczynić z niego arcydzieło”. Nie marnować życia - trafiło to do mnie i cały czas ostatnio rozmyślam, czy ja aby nie zmarnowałem mojego życia na sprawy zupełnie nieistotne z punktu widzenia życia wiecznego… Które fazy mojego życia były tak naprawdę stratą czasu… Ale tu ostrożnie pocieszam się myślami, że niektóre fazy nie były zupełnie stratą, ale były swoistym czasem dojrzewania duchowego i doprowadziły do sensownych późniejszych decyzji… Na pewno, ale żeby nie zmarnować życia, trzeba mieć zdefiniowany głęboko w sercu i umyśle cel życia… A jaki jest ten cel? Tutaj przychodzi z pomocą drugie zdanie wypowiedziane przez Papieża tego dnia: „… wy wszyscy, my wszyscy, również jesteśmy powołani do bycia świętymi…”. No i wszystko jasne, celem naszego życia jest dążenie do świętości! To takie proste! Ale czy przez całe życie tak patrzyłem na cel mojego życia? Szczerze, to nie. Dopiero ostatnie lata pozwoliły mi to zrozumieć, tak konkretnie w aspekcie wiary, a nie jak wcześniej moim celem, jako osoby wierzącej, była bliżej niesprecyzowana i rozmyta idea „bycia dobrym chrześcijaninem”… Cóż, jak pisałem wcześniej, na pogłębianie wiary nigdy nie jest za późno, a tak faktycznie, w przypadku żywej wiary, to pragnienie zbliżania się do Boga, płynie bezpośrednio z naszego serca… Tutaj, króciutko, chciałbym pochwalić się i polecić Wam dwa źródła, które, obok Pisma Świętego, stały się w ostatnich latach moimi ulubionymi źródłami pogłębiania wiary. Pierwsze źródło to „Dzienniczek” św. Siostry Faustyny, w którym Siostra przypomina całej ludzkości o niezgłębionym Miłosierdziu Bożym. Gorąco polecam zapoznać się również z życiorysem św. Siostry Faustyny oraz do odwiedzenia miejsc z Nią związanych, przede wszystkim w Wilnie, Płocku i Łagiewnikach. Pamiętajcie też o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego codziennie o 15:00, którego nauczył Siostrę Faustynę sam Pan Jezus w 1935 roku! Drugie źródło to książeczka „O naśladowaniu Chrystusa” (XV w., autor prawdopodobnie Tomasz A Kempis). Setki myśli, rad duchowych, zasad i wskazań, zasadnicze prawdy ascezy katolickiej w prostej formie. Przez ponad 500 lat nie straciły one na aktualności i pozwalają na codzienną weryfikację a w razie potrzeby też korektę naszych działań w drodze do świętości. Dla mnie ta niezwykle inspirująca książeczka to zestaw drogowskazów do świętości. Szkoda tylko, że dowiedziałem się o niej tak późno… W przyszłych aktualizacjach na tej stronie zapewne wrócę do tych źródeł. Serdecznie dziękuję za wsparcie materialne i modlitwy. Ja pamiętam o wszystkich moich dobrodziejach w codziennych modlitwach, szczególnie w Różańcu. Czy wiecie/pamiętacie, że sama Najświętsza Maryja Panna poleciła ludziom odmawiać Różaniec? Przekazała to dzieciom podczas objawień w Gietrzwałdzie i w Fatimie. Zachęcam do zapoznania się z historią tych i innych objawień NMP - jest ich raptem około 20 na całym świecie. Tymczasem w moich sprawach zdrowotnych jest tak: leczenie na UCK w Gdańsku, o którym pisałem ostatnio, przerwałem po 18 cyklach, ponieważ skutki uboczne zaczęły zagrażać mojemu życiu i, co chyba istotniejsze, badania kontrolne potwierdziły, że leczenie przestało być dla mnie skuteczne. Po dwóch dłuższych pobytach szpitalnych w wakacje (żeby m.in. podleczyć skutki uboczne), udało się zidentyfikować nową terapię lekową, którą zacząłem pod koniec sierpnia w Gdańsku. Skuteczność tej terapii sprawdzimy tradycyjnie za ok. 3 miesiące w badaniu tomografem. A teraz NOWOŚĆ: po długich namysłach i konsultacjach, zdecydowaliśmy się na równoległe leczenie w Niemczech. Aktualnie jestem w prywatnej klinice pod Monachium, gdzie jest przygotowywana szczepionka wzmacniająca mój układ odpornościowy. Tego typu leczenie nie jest (jeszcze) dostępne w Polsce, ale w moim stanie nie mogę czekać. Teoretycznie, leczenie w Gdańsku powinno zadziałać na nowotwór krótkoterminowo, a szczepionka długoterminowo. Skuteczność obu terapii ma być większa gdy będą stosowane jednocześnie. Jak to będzie w praktyce, to zobaczymy… Obie terapie są stosowane od bardzo niedawna i brakuje danych do oszacowania rzeczywistych efektów, szczególnie dla mojego typu i stanu nowotworu. Bardzo proszę o dalszą modlitwę i pomoc materialną. Koszty leczenia w Niemczech są wyższe niż wszystkie środki, które udało nam się dotychczas wspólnie zgromadzić na tej zbiórce. Konkretnie, z zebranych dotychczas środków, 37% pochłonęły refundacje mniejszych zabiegów i leków w Polsce. Pozostałe 63% przeznaczyliśmy na leczenie w Niemczech, co stanowi z kolei jedynie 55% kosztów tej terapii. W ten sposób brakuje jeszcze ok. 68 000 zł. W przypadku, gdy szczepionkę w Niemczech będzie trzeba powtórzyć (żeby przedłużyć jej działanie), albo zastosować inną płatną terapię, to widać, że potrzeby są w dalszym ciągu znaczące… Jeżeli ktoś jest zainteresowany szczegółowymi wyliczeniami/kwotami, to bardzo proszę o kontakt bezpośredni. Na zakończenie, nieustannie dziękuję mojej ukochanej Ewie za wszystkie wspólne cierpienia i za Jej cierpliwość wobec mnie. Z Bogiem, Adam PS. Natchnęło mnie teraz, żeby na koniec wspomnieć jeszcze ku pamięci o niedawno kanonizowanym św. Carlo Acutis. Jak zapewne większość z Was wie, ten młody chłopak poświęcił swoje krótkie życie Panu Jezusowi i miłości bliźnim. Św. Carlo jest aktualnym przykładem, że w XXI w., pełnym materializmu i hedonizmu, można odwrócić się od tych pokus i wykorzystać nowoczesne technologie do czynienia dobra. Jego powiedzenia „Eucharystia to autostrada do nieba” oraz „Wszyscy rodzą się jako oryginały, ale wielu umiera jako kserokopie” pozostaną już z nami do końca świata. Polecam poczytać o Cudach Eucharystycznych, o których św. Carlo stworzył stronę internetową ponad 20 lat temu. Oczywiście polecam odwiedzić Sokółkę i Legnicę! Jestem pełen szacunku i podziwu dla tego młodego chłopaka, dodałem św. Carlo do mojej listy ulubionych Świętych. Czy macie własne listy ulubionych Świętych? ---------------- Szanowni, Szczęść Boże! Przede wszystkim, z całego serca dziękuję za dotychczasowe wsparcie duchowe i materialne. To daje mi wiarę w Was, dobrych ludzi, których spotkałem na swojej drodze życiowej, jak i daje mi dowód na to, że kiedyś sam zostawiłem w Waszych sercach i pamięci pierwiastki dobra. To mnie buduje w tych czasach i skłania do przemyśleń, co poprawić w sobie na przyszłość. Z całego serca potwierdzam, że cierpienie przybliża do Boga. Ja zawsze byłem wierzącym katolikiem, ale mówię Wam, że ostatnie cztery lata pozwoliły mi spotkać i pokochać Boga jeszcze bardziej, z większą świadomością i miłością. Wiem, że moja duchowość ciągle się rozwija i mam jeszcze dużo pracy nad sobą do odrobienia. Tym bardziej dziękuję Bogu za doświadczenie tego cierpienia, bo w przeciwnym razie może nigdy nie miałbym szansy poznać Go tak blisko jak teraz. Szczerze powiem, że nie wyobrażam sobie ostatnich lat bez wiary w Boga i bez rozważania Pisma Świętego. Żarliwie polecam każdemu z Was, nie czekajcie, aż przyjdzie jakieś cierpienie czy inny dramat. Proście już dziś o Łaskę Bożą, pogłębiajcie swoją wiarę i nadzieję na życie wieczne. Taka jest moja najlepsza rada dla Was jako zadośćuczynienie za Wasze wsparcie. A teraz trochę technicznie o moim leczeniu. Przechodzę obecnie kolejną terapię na UCK w Gdańsku. Leczenie obejmuje nowy lek, który bardzo niedawno został dopuszczony w Polsce. Obecnie jestem po 6 cyklach i co ważne, mam wkrótce ocenę efektywności tego leczenia. W zależności od efektów będę kontynuował to leczenie lub będzie trzeba szybko zdecydować się na coś nowego. Jest kilka opcji dalszego leczenia, o których wcześniej pisała już Ewa, ale pojawiły się też nowe. Będziemy konsultować się w kraju i za granicą i coś zdecydujemy wspólnie z naszą niezniszczalną Panią Doktor z UCK :) Do zobaczenia / usłyszenia, z Panem Bogiem, Adam --- Zbieramy na kosztowne leczenie dla Adama (lat 48) w Niemczech bądź innym kraju europejskim- to może być jego jedyna szansa na powrót do zdrowia i wyleczenie się z raka przerzutowego jelita grubego. Choroba zaczęła się niewinnie i praktycznie bezobjawowo. Od czterech lat Adam poddawany jest ciężkiej chemioterapii, która uniemożliwia normalną pracę zawodową i cieszenie się wspólnym czasem, który do tej pory spędzaliśmy razem z trójką naszych dzieci. Obecnie Adam czeka na zabieg usunięcia guzów z wątroby, które mamy nadzieję zaowocuje cofnięciem się choroby i możliwością dalszego leczenia. Zbieramy na leki, które będzie trzeba sprowadzać z zagranicy i nie są one refundowane. Pojawiła się tez szansa na leczenie immunoterapia i nowoczesnymi szczepionkami i lekami, których nie ma w Polsce. Pomóżcie wygrać walkę z czasem! Każdy grosz się liczy. W domu czeka na Adama trójka dzieci, które potrzebują ojca! Kochani darczyńcy, serdecznie dziękujemy za dotychczasowe wpłaty. Z tego co wpłaciliście udało się wykonać już jeden duży zabieg-krioablacje największego guza w wątrobie. Dotaktowo opłacamy nierefundowane badania diagnostyczne w kierunku podawania chemioterapii celowanej, aby Adam mógł dalej walczyć z chorobą i zdrowieć. Niech Bóg Wam wszystkim błogosławi!

204 950 zł z 670 000 zł
30%
Halyna Stolitnia, Otwock

Pomóż pokonać raka

Nazywam się Galina, mam 40 lat. W 2020 r. zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy szyjki macicy IIIC. We wrześniu tego samego roku lekarze zrobili mi operację, usunęli macicę, szyjkę i jajowody. Po operacji zaczęłam leczenie i przyjmowałam pięć razy chemię i ponad 25 seansów radioterapii, po czym choroba ustała. Niestety rok po tym leczeniu nowotwór znowu wrócił, tym razem zaatakował srom i węzły chłonne (pachwinowe i biodrowe). Wtedy znowu byłam zmuszona przyjąć sześć cykli chemioterapii. W 2023 r. we wrześniu zrobiłam PET. Okazało się, że jest progresja. Wynik badania wskazywał na obecność aktywnej metabolicznie zmiany rozrostowej obejmującą pochwę, odbytnice, odbyt, z przerzutami do licznych węzłów chłonnych i ponadto aktywny metabolicznie węzeł chłonny wnęki płuca lewego i ognisko w segmencie 5. wątroby. W październiku 2023 r. przyjęłam cztery cykle chemioterapii, które nie pomogły. Obecnie jestem w trakcie immunoterapii. Codzienne bóle, z którymi się zmagam, są niewyobrażalne. Nawet leki przeciwbólowe nie pomagają. Nie jestem w stanie samodzielnie wykonywać niektórych czynności czy podjąć jakiejkolwiek pracy na etacie. W codziennym funkcjonowaniu pomaga mi niepełnoletnia córka. Jestem bardzo silna, a wiadomo jak ważna jest psychika w walce z taką chorobą. Bardzo proszę dobrych ludzi o pomoc finansową, gdyż lek, który mógłby mi pomóc, wielokrotnie przerasta moje i mojej rodziny możliwości finansowe. Miesięczna kuracja kosztuje około 10 tysięcy USD, leczenie będzie prowadzone w Izraelu. Jesteście moją ostatnią nadzieją w walce o życie. Nikomu nie życzę tej strasznej choroby i tego bólu, z którym ja się zmagam. Będę bardzo wdzięczna za każdą złotówkę.

19 079 zł z 500 000 zł
3%
Krzysztof Tasulis, Świeradów-Zdrój

Walczmy o Krzyśka. Nie dajmy glejakowi wygrać!

NIE DAJMY GLEJAKOWI WYGRAĆ! JEST SZANSA NA WYLECZENIE DZIĘKI IMMUNOTERAPII! Ludzie mawiają, że życie zaczyna się po trzydziestce. Ja dopiero co przekroczyłem ten próg, mam 33 lata. Pracuję jako wychowawca w Domu Wczasów Dziecięcych, w swoim ukochanym mieście, gdzie dzielę się z odwiedzającymi DWD grupami swoją pasją, jaką jest chodzenie po przepięknych górach i opowiadam im o lokalnej historii. Planuję ślub i założenie rodziny z ukochaną Madzią. Wszystkie plany i marzenia na przyszłość stanęły pod znakiem zapytania, gdy przyszła diagnoza - glejak wielopostaciowy IV stopnia, czyli najgorszy i najbardziej agresywny ze wszystkich guzów mózgu. Zaczęło się niepozornie: ból głowy, który prawie każdy z nas bagatelizuje, myśląc "poboli, poboli i przestanie". Kiedy ból nie mijał i nie mogłem już normalnie funkcjonować, zgłosiłem się do lekarza, ale w dobie COVID-19 oczywiście miałem "szczęście" skorzystać z teleporady. Po analizie objawów rozpoczęto leczenie zatok... Nic nie zapowiadało tego, co miało później nastąpić. Ból się nasilał, a w dniu 28.06.2020 r. dostałem gwałtownego ataku padaczkowego, straciłem przytomność, dalszą część historii znam już tylko z relacji moich bliskich. Życie uratowała mi Ukochana Madzia dzięki szybkiej i zdecydowanej reakcji. Niezwłocznie przewieziono mnie na SOR. Po wykonaniu tomografu i rezonansu okazało się, że w lewym płacie czołowym znajduje się wielki guz - 8 cm x 5,5 cm x 5,2 cm. Rosnące ciśnienie wewnątrzczaszkowe, utrata przytomności, mikroudary, atak padaczkowy... To wszystko sprawiło, że błyskawicznie, w trybie pilnym, już następnego dnia przeprowadzono ratującą życie operację usunięcia guza. Guz udało się w całości usunąć, a ja dochodziłem do siebie po operacji, najpierw na oddziale intensywnej terapii, a później na oddziale neurochirurgii. Czułem się coraz lepiej, wszyscy myśleliśmy, że to już koniec, że najgorsze za nami i teraz będzie już wszystko OK. Nasza radość nie trwała jednak długo, wynik badania histopatologicznego był jednoznaczny - glejak wielopostaciowy IV stopnia. Większość informacji, jakie można wyczytać na temat tego nowotworu w internecie to prawie wyrok. Ani ja, ani moi bliscy nie zgadzamy się z tym stwierdzeniem. Statystyka to przekłamany obraz rzeczywistości i jest to tylko informacja, a nie wyrok. Każdy pacjent jest inny, znane są przypadki osób wyłamujących się z tych statystyk, żyjących wiele lat po usunięciu guza. W zdrowiu i szczęściu, jako i my planujemy!!! Nie zamierzam się poddać, chcę i będę walczyć o swoje życie i zdrowie w każdy możliwy sposób. Teraz jestem w trakcie leczenia skojarzonego (połączenie radio i chemioterapii) w Instytucie Onkologii w Gliwicach. Jednak żebym całkowicie wyzdrowiał, nie można na tym poprzestać. I działać trzeba już natychmiast! A niestety standardowe leczenie onkologiczne w Polsce ogranicza się jednak tylko do tych wymienionych wyżej metod. Już nawet suplementacja środkami ochronnymi, wzmacniającymi i wspomagającymi proces zdrowienia jest we własnym zakresie i na własny koszt, a wydatki te są niemałe. Poza granicami kraju są efektywne, potwierdzone wieloma pozytywnymi efektami terapie onkologiczne, stanowiące alternatywę lub uzupełnienie leczenia standardowego. Szansą na moje wyleczeniejest immunoterapia, czyli w dużym uproszczeniu leczenie polegające na odbudowaniu i stymulacji układu odpornościowego do walki z komórkami nowotworowymi. W Polsce dostęp do immunoterapii jest ograniczony do zaledwie kilku nowotworów i nie obejmuje leczenia glejaka wielopostaciowego. Leczenie takie jest możliwe w Klinice Immun-Onkologischen Zentrum Koln (IOZK) w Kolonii. Niestety koszt takiego leczenia przekracza możliwości finansowe moje, całej mojej rodziny oraz wszystkich bliskich i przyjaciół. Całkowity koszt kompleksowej indywidualnej spersonalizowanej terapii to ok. 80.000 EURO. Jak najszybsze rozpoczęcie leczenia jest tu bardzo ważne! Trzeba je rozpocząć niezwłocznie po zakończeniu intensywnej chemioradioterapii, dodając immunoterapię już podczas chemioterapii podtrzymującej, aby zmaksymalizować szansę całkowitego wyleczenia. Zarówno ja, jak i cała Rodzina jesteśmy przekonani, że uda się tego dziada-glejaka pokonać i zapewnić mi jeszcze długie lata życia, ale potrzebujemy do tego Waszej pomocy. Nie mam zamiaru się poddać i wierzę w zwycięstwo, a każda podarowana przez Was pomoc finansowa będzie przybliżała mnie do osiągnięcia tego celu. W chorobie nowotworowej, zwłaszcza tak agresywnej jak glejak wielopostaciowy, kluczowe jest jak najszybsze wdrożenie leczenia. Niestety w obecnej rzeczywistości pacjenci onkologiczni muszą sobie radzić sami, jeśli chcą wyjść poza chemioradioterapię i muszą opłacić wszystko we własnym zakresie, a koszty są przeogromne. Dlatego bardzo liczymy na Waszą pomoc. Jesteśmy w stałym kontakcie z lekarzami z Kliniki w Kolonii. Wstępne analizy i badania są już wykonywane. Powinienem się tam zgłosić osobiście na końcową konsultację już po 22 września, a w ciągu kolejnych dwóch tygodni rozpocząć zaplanowane spersonalizowane leczenie immunoterapią. Czasu jest tak mało, a koszt całkowity terapii ogromny!!! Zgromadzenie całej kwoty na leczenie w tak krótkim czasie jest bardzo trudne, ale wierzymy głęboko, że z Waszą pomocą uzbieramy kwotę niezbędną najpierw do rozpoczęcia, a potem do kontynuowania leczenia. Pomóżcie mi wygrać z tym wrednym i podstępnym glejakiem! Będziemy wdzięczni za najdrobniejsze nawet wpłaty, bo razem dadzą one kwotę, której potrzebujemy. Krzysztof z Ukochaną Madzią

9 685 zł z 500 000 zł
1%
Małgorzata Gabryś, Wieliczka

Pomóż mi znokautować raka i kupić życie!

Zastanawiasz się czasami, ile kosztuje Twoje życie? Nie chleb na śniadanie i czynsz, tylko życie. Ja dokładnie wiem, ile kosztuje moje: 10 tysięcy złotych za dawkę leku, który podawać trzeba co trzy tygodnie. Jak długo? Tak długo, jak długo starczy mi sił. I pieniędzy na moje życie. Mam na imię Gosia. W lipcu 2017 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Miesiąc później okazało się, że są już przerzuty do kości. Leczenie paliatywne – to brzmi strasznie, ale ja ze wszystkich sił starałam się „nażyć”. Nie zamykać w chorobie, nie użalać. Pracować, śmiać z moimi córkami, kochać. Nie współczuj mi. W IV stadium raka też jest miejsce na zachwyt, radość i normalność. Na co dzień nie myślisz o raku. Myślisz o tym, jak bardzo chcesz, żeby nazajutrz było słonecznie. Jestem podobna do Ciebie, prawda? Miałam kupę szczęścia, otaczają mnie wyjątkowi ludzie, trafiłam na wspaniałych lekarzy. Włączono mi nowoczesne leczenie. Kolejne TK i PET pokazywały, że rak wycofał się z kości - rakiem, nomen omen. Skupiałam się na tym, żeby dobrze przeżyć każdy dzień. I pomagać kobietom w podobnej do mojej sytuacji. Teraz to ja potrzebuję pomocy. Zdiagnozowano u mnie przerzuty do mózgu, niestety nie udało się ich pozbyć ani radioterapią, ani czterema operacjami. Od Nowego Roku czeka mnie zmiana leczenia, która powinna uspokoić raka w głowie. Niestety, aby w dalszym ciągu nowotwór nie zaczął być aktywny w kościach, płucach czy wątrobie, konieczne jest prywatne dokupienie jednego z leków. Znam ten lek, mój rak doskonale na niego odpowiada, ponadprzeciętnie dobrze. Ta terapia to dla mnie szansa na kolejne lata. Dla moich córek – jedyna możliwość, by mieć nadal matkę. Bez tego iskierka zgaśnie. A ja mam plan: #challenge2030 Ambitnie? Tak! Odważnie? Tak! Bo taka jestem i zawsze byłam: ambitna i odważna. Ty też bądź. Podaruj mi kawałek życia. Odwdzięczę się. Każdego dnia będę sprawiać, że ten świat, wciąż ze mną, będzie lepszy. Wiem, że z Tobą dam radę 😊 Jeśli jesteś w stanie wspomóc mnie w pozyskiwaniu środków finansowych na immunoterapię i dalsze skuteczne blokowanie raka, ja i moja rodzina będziemy Ci bardzo wdzięczni. Dziękuję, że poświęcasz mi czas. ------------ English version below Help Me Buy Time — A Treatment That Keeps Me Alive Do you ever wonder how much your life costs?Not breakfast bread or rent — but life itself.I know exactly how much mine costs:10,000 PLN per dose of a drug that must be administered every three weeks.For how long?As long as I have the strength.And the money for my life. My name is Gosia. In July 2017, I was diagnosed with breast cancer. A month later, it turned out there were already metastases to my bones. Palliative treatment — it sounds terrifying, but with all my strength I tried to live fully. Not to lock myself inside the illness, not to wallow in self-pity. To work, to laugh with my daughters, to love.Please don’t feel sorry for me. Even at stage IV cancer, there is room for wonder, joy, and normality. On a daily basis, you don’t think about cancer. You think about how much you hope tomorrow will be sunny.I’m just like you, aren’t I? I was incredibly lucky — I’m surrounded by extraordinary people and found wonderful doctors. I was put on modern treatment. Subsequent CT and PET scans showed that the cancer withdrew from my bones — ironically, at a cancerous pace. I focused on living each day well. And on helping women in situations similar to mine. Now it’s me who needs help. I was diagnosed with brain metastases. Unfortunately, neither radiotherapy nor four surgeries managed to eliminate them. From the New Year, I will have to change my treatment — one that should calm the cancer in my brain. Sadly, to ensure that the cancer does not become active again in my bones, lungs, or liver, it is necessary to privately purchase one of the drugs.I know this drug. My cancer responds to it extremely well — exceptionally well.This therapy is my chance for more years.For my daughters — the only chance to still have a mother.Without it, the spark will fade. And I have a plan: #challenge2030Ambitious? Yes.Bold? Yes. Because that’s who I am and always have been: ambitious and brave.You be brave too. Give me a piece of life. I will repay it. Every single day, I will make this world — with me still in it — a better place.I know that with you, I can do this 😊 If you are able to help me raise funds for immunotherapy and for further effective blocking of the cancer, my family and I will be deeply grateful. Thank you for giving me your time.

102 725 zł z 600 000 zł
17%
Ewa Jurkiewicz, Kępno

Dla Ewy – walka z nowotworem mózgu trwa, pomóż wygrać życie!

Ewa to osoba pełna życia, odwagi i pasji. Niestety, los postawił przed nią ogromne wyzwanie – glejak wielopostaciowy mózgu. Po operacji, podczas której udała się resekcja guza, czeka ją radioterapia i chemioterapia. Chcemy dać Ewie wszystkie możliwe szanse na życie – dostęp do nowoczesnych terapii, specjalistycznych konsultacji, wsparcia dietetycznego i rehabilitacji. Każda złotówka przybliża Ewę do normalnego życia, do czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi. Na co zbieramy - nowoczesne terapie wspomagające (immunoterapia, NanoTherm, TTFields) - konsultacje i leczenie za granicą, jeśli będzie to konieczne - wsparcie dietetyczne i rehabilitacyjne - badania kontrolne i leczenie powikłań po operacji Dlaczego potrzebujemy Twojej pomocy Koszty leczenia nierefundowanego i terapii eksperymentalnych są ogromne – pojedyncze procedury mogą kosztować setki tysięcy złotych. Wspólnie możemy dać Ewie realną szansę na życie i czas, którego potrzebuje, aby cieszyć się każdą chwilą. Apel do Darczyńców Prosimy Cię o wsparcie – każda kwota ma znaczenie. Twoja pomoc to nie tylko pieniądze, to nadzieja, od której zależy życie Ewy. Razem możemy zatrzymać chorobę i dać jej szansę na normalne życie.

5 345 zł z 800 000 zł
0%
Teresa Woźniak, Stanowice

Szansa na życie dzięki innowacyjnemu lekowi – pomoc dla Teresy

Od 2017 roku Teresa walczy z nowotworem. Przez ten czas przeszła wiele trudnych etapów leczenia. Obecnie jest już w piątej linii terapii. Niestety, mimo ogromnych starań, dotychczasowe metody nie przynoszą efektów. Z najnowszych wyników jasno wynika, że jedyną realną szansę na zatrzymanie choroby daje innowacyjna substancja, należąca do klasy leków zwanych koniugatami przeciwciało-lek. Obecnie dopiero staramy się o dostęp do tego leku. Jego dostępność w Polsce jest bardzo ograniczona, a refundacja przysługuje jedynie pacjentom do trzeciej linii leczenia – wszystkie inne kryteria Teresa spełnia. Niestety, przez zaawansowanie choroby i wcześniejsze terapie, refundacja w jej przypadku jest niemożliwa. Terapia kosztuje aż 80 000 zł miesięcznie. Aby rozpocząć pełne leczenie trwające co najmniej 12 miesięcy, potrzebujemy zebrać 960 000 zł. Czas ma kluczowe znaczenie – bez leczenia choroba będzie postępować i może zakończyć się tragicznie. Zwracamy się z ogromną prośbą o wsparcie – każda wpłata, każde udostępnienie, każdy gest solidarności przybliża nas do celu i daje nadzieję na życie. Dziękujemy za każdą formę pomocy.

6 830 zł z 960 000 zł
0%
Tomasz Podolski, Włocławek

Leczenie Tomka - glejak IV stopnia

Diagnoza: glejak IV stopnia. Potrzebuję Twojej pomocy, by dalej walczyć We wrześniu 2024 roku usłyszałem diagnozę, która zmieniła wszystko - glejak IV stopnia, jeden z najbardziej złośliwych nowotworów mózgu. W listopadzie przeszedłem operację wycięcia guza. Niestety, podczas zabiegu doszło do naruszenia nerwu wzrokowego. Przez to straciłem możliwość powrotu do pracy, która wiąże się głównie z prowadzeniem auta. Co szczególnie boli - również mojego ukochanego motocykla. Jeszcze niedawno byłem aktywnym człowiekiem - szczęśliwym mężem, ojcem, pracownikiem. Żyłem pełnią życia, pasjonowałem się podróżami na jednośladzie, angażowałem się w życie rodzinne i zawodowe. Choroba przyszła nagle i odwróciła moje życie o 180 stopni. Dziś znów stanąłem do walki - choroba wróciła. Przede mną kolejne etapy leczenia, które są nie tylko wyczerpujące fizycznie i psychicznie, ale także bardzo kosztowne. W najbliższym czasie będę poddany kolejnej operacji wycięcia guza. Co dalej? Nie wiadomo... Jest kilka możliwości leczenia - niektóre refundowane, lecz niektóre nie. I to właśnie na nie została uruchomiona zbiórka. Istnieją dwie konkretne drogi na leczenie płatne. Pierwsza z nich to kwalifikacja do podania szczepionki peptydowej, gdzie szacowany koszt tej możliwości wynosi w granicach 600 tys. zł. Drugą opcją jest leczenie OPTUNE. Tutaj kuracja trwa dwa lata i miesięczny koszt to 120 tys. zł miesięcznie. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie. Każda wpłata to dla mnie szansa na leczenie.Dziękuję z całego serca za każdą pomoc. Wasze wsparcie daje mi siłę do dalszej walki! Tomek

364 zł z 1 000 000 zł
0%
Maciej Opiłka, Warszawa

Wsparcie leczenia Maćka!

Mam 40 lat. W dniu moich urodzin usłyszałem, że mam przerzuty.Dwa lata temu wykryto u mnie raka pęcherza. Był bardzo agresywny, ale uchwycony wcześnie - lekarze usunęli pęcherz i wtedy myśleliśmy, że wygrałem. Niestety, od tamtej chwili moje życie zmieniło się na zawsze. Do końca życia muszę korzystać z cewników - codziennie kupuję nowe, jednorazowe zestawy, które są ogromnym obciążeniem finansowym. Starałem się żyć normalnie. Przez całe życie pracowałem jako cieśla-stolarz i rozwijałem własną firmę - to zawsze była moja pasja, nieustająco rozwijałem się na wszelkiego rodzaju kursach oraz uzyskałem dokumenty czeladnicze, aby podnosić jakość swoich usług i kwalifikacji. Studiowałem budownictwo, byłem już na czwartym roku, miałem pisać pracę inżynierską, oczywiście związaną z budową domów w konstrukcji drewnianej. Choroba przerwała te plany, ale nie odebrała mi marzeń. Planowałem budowę naszego wymarzonego domu według mojego własnego projektu, razem z narzeczoną szukaliśmy działki, układaliśmy wspólną przyszłość.Tuż przed kolejną, druzgocącą diagnozą zaręczyliśmy się. Myśleliśmy, że zaczynamy nowy, piękny etap. Zamiast tego usłyszeliśmy - „są przerzuty”. W Norwegii walczyłem ponad 9 miesięcy - chemioterapia, radioterapia, szpitalne ściany zamiast warsztatu i planów. Lekarze zrobili wszystko, co mogli, ale powiedzieli wprost: nie mają już pomysłów, jak mnie leczyć.Moja mama zmarła na raka. Przeszedłem z nią całą tę straszną, wyniszczającą i odbierającą godność drogę. Wiem, jak wygląda walka o życie i godność od podszewki - nie tylko teoretycznie, ale przez każdy dzień i każdą decyzję.A ja nie mogę się poddać. Mam narzeczoną, mam córkę, która w tym roku zaczyna studia. Chcę być przy niej, kiedy wchodzi w dorosłość. Chcę jeszcze budować, tworzyć, żyć - a nie tylko patrzeć, jak choroba powoli odbiera mi każdy dzień.Dlatego przenoszę leczenie do Polski. Tutaj mam szansę kontynuować terapię. Czeka mnie intensywna rehabilitacja, tlenoterapia, suplementacja - wszystko, co może odżywić i zregenerować moje ciało. To są ogromne koszty, których sam nie udźwignę, ponieważ nie jestem w stanie wykonywać mojego zawodu. Piszę do Ciebie z prośbą o pomoc. Każda wpłata, każde udostępnienie, każda najmniejsza forma wsparcia to dla mnie szansa na kolejne dni, tygodnie, miesiące życia. Na bycie ojcem, partnerem, przyjacielem - a nie wspomnieniem.Nie poddaję się. Ale sam nie dam rady. Potrzebuję Ciebie.

0 zł z 1 000 000 zł
0%
Anna Koźniewska, Ojrzanów

Terapia komórkami TIL za granicą

Witajcie, nazywam się Ania i w styczniu 2020 roku usłyszałam diagnozę: czerniak złośliwy z mutacją w genie BRAF. Moje życie wywróciło się do góry nogami, wszystkie moje plany oraz marzenia musiałam odłożyć na bok. W tej chwili mam 32 lata, a od pięciu zmagam się z tym trudnym przeciwnikiem, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Chciałabym móc normalnie żyć, ale niestety skutki uboczne leczenia mocno mi to komplikują. W tej chwili jestem w trakcie trzeciego leczenia, które przestało przynosić efekty i moją ostatnią szansą jest droga terapia komórkami TIL, która niestety w naszym kraju nie jest dostępna. Wybrałam klinikę Sheba w Izraelu, ponieważ jest jedną z najlepszych placówek wykonujących tę terapię zaraz po klinikach w USA, gdzie koszty są dwukrotnie wyższe. Zawsze to ja chciałam pomagać, zawsze to ja chciałam być potrzebna, zawsze to ja chciałam widzieć radość osób, które mogły na mnie liczyć, niestety teraz to ja potrzebuję waszej pomocy. Bez tej terapii moje życie skończy się, zanim się na dobre zaczęło! Moja historia leczenia rozpoczęła się od terapii celowanej inhibitorami BRAF. Przebieg był ciężki. Ciągłe gorączki, brak sił na cokolwiek, walka o to, by wstać z łóżka i po prostu żyć. Po zakończeniu terapii kiedy myślałam, że już wszystko jest dobrze, że przetrwałam i dam radę, choroba odebrała mi tak upragnione, tak wyczekiwane, moje Kochane Maleństwo, cząstkę, którą mogłam zostawić po sobie na tym świecie i która dałaby mi jeszcze więcej siły. Niestety nie było mi to dane. Duże osłabienie organizmu po przebytym pierwszym leczeniu spowodowało, że będąc w ciąży, poroniłam. Jakby tego było mało, badanie obrazowe wykazało przerzuty i konieczność kolejnego leczenia. Drugą terapią była immunoterapia z zastosowaniem dwóch leków. Terapia przyniosła świetne efekty, wszystkie przerzuty zniknęły. Niestety nie dokończyłam leczenia, zostałam zdyskwalifikowana z powodu ciężkiego zapalenia jelit stopnia czwartego, przez które wylądowałam w szpitalu na dwa miesiące. Stosowane były różne formy leczenia, ale nic nie przynosiło efektów. W końcu doszło do tego, że przez prawie miesiąc byłam karmiona sondą, nie mogłam włożyć nic do ust, nie mogłam pić ani jeść, a musiałam funkcjonować, wstawać, chodzić, myć się, po prostu żyć. Na szczęście jakimś cudem udało się opanować skutki uboczne, ale mój świat znów się zawalił! Coś, co działa, co ma szansę mnie wyleczyć, nie może być mi dłużej podawane, bo może mnie po prostu zabić. Tragedia!!! Trzecią i obecną terapią jest kolejna terapia celowana, ale z zastosowaniem innej kombinacji leków. Znów gorączki, znów brak sił, znów dom, łózko i dochodzenie do siebie po kolejnych skutkach ubocznych. Niestety po roku leczenia pojawiło się u mnie wiele nowych przerzutów, co świadczy o tym, że ostatnia możliwa terapia przestała działać. W naszym kraju nie ma już więcej możliwości!!! Chciałabym móc normalnie żyć i dzielić wszystkie piękne dni z moim narzeczonym, który jest ze mną w tej chorobie od samego początku. Nie chcę nawet myśleć, co by było gdyby nie on. Nie mogę się poddać, on się nie poddaje. Chyba tylko dzięki niemu jeszcze nie zwariowałam, dzięki niemu jeszcze się uśmiecham i mam siłę, by walczyć. Każdego dnia jest przy mnie, każdego dnia daje mi radość, o której nawet nie śniłam. Kocham go i nie chcę go stracić, nie chcę, by on stracił mnie. Proszę, pomóżcie mi zostać! Jeśli w ciągu kilku najbliższych tygodni nie trafię na terapię TIL, na którą zbieram środki, może być już dla mnie za późno. Jeśli do tego czasu w moim mózgu pojawią się przerzuty, zostanę zdyskwalifikowana z ostatniej możliwej formy leczenia dostępnej na tym świecie i będzie na mnie czekała już tylko śmierć. Nie chcę umierać! Chciałabym jeszcze tyle w życiu zobaczyć, tyle zrobić, tyle przeżyć... Błagam, pomóżcie!!!

65 488 zł z 1 500 000 zł
4%
Anna Leoniuk, Warszawa

Ania zbiera na terapię CAR - T w Niemczech

Mam na imię Anna. Zachorowałam w wieku lat 40. Przez wiele miesięcy szukałam pomocy, byłam badana, uspokajana, odsyłana. Słyszałam, że to stres, że wszystko jest w porządku, że mam się nie martwić. Młoda, zdrowa... Wszyscy mówili, że wyglądam jak pączek w maśle. Jednak we mnie rosło coś, co z każdym dniem odbierało mi siły do podejmowania codziennych aktywności. Z dnia na dzień wszystko runęło. W maju 2015 roku usłyszałam diagnozę, której nikt w tym wieku się nie spodziewa - zaawansowany, agresywny, trzeci stopień nowotworu kości i szpiku, czyli SZPICZAK MNOGI. Jeszcze kilka prywatnych wizyt, odbytych z nadzieją, że postawiona diagnoza to pomyłka. Niestety, nie było czasu, by się z nią oswoić, bo natychmiast poddano mnie agresywnej chemii. I tak już 10 lat, w ciągu których wróg mojego zdrowia, szpiczak, nie odpuszcza. Obecnie doświadczam ósmego nawrotu choroby. Jaki byłby ten świat, gdybym odeszła z niego teraz?! Bardzo boję się o tym myśleć. Niedawno zostałam Babcią!!! Nie ma większego szczęścia dla babci niż obserwowanie, jak rośnie jej Wnusia. Jest odbiciem mojego życia, stałym przypomnieniem o pięknie i bezpieczeństwie, jakie dają objęcia Rodziny. Przytulenie jej to najcenniejszy dar, jaki mogłam otrzymać! Patrząc na Ciebie malutka, czuję, że wszystko na świecie jest na swoim miejscu. Na dzień dzisiejszy wyczerpałam wszystkie możliwości leczenia. Przez 10 lat przyjęłam 8 różnych linii terapii, co się przekłada na kilkadziesiąt podań chemioterapii. Niedawno zakończyłam terapię bispecyficznym przeciwciałem, które niestety, jak poprzednie, nie zadziałały nawet w minimalnym zakresie. Wykorzystałam wszystkie możliwe terapie: VTd + autoprzeszczep, KRd, DVd, EloPd, Kd i wspomniane wcześniej 3 bispecyfiki. Część terapii dawała mi kilka miesięcy oddechu od choroby. Teraz znalazłam się pod ścianą, ponieważ nie ma dla mnie żadnego leczenia poza terapią CAR-T. I to właśnie dlatego, zwracam się do Was wszystkich o pomoc. Jest dla mnie i mojej Rodziny, światełko nadziei w postaci najnowszej terapii CAR-T. Nigdy nie pomyślałam, że będę musiała prosić i błagać o pomoc na "kupno życia". Kwota, którą muszę uzbierać, to nie bagatela 1.750.000 zł, bo na tyle właśnie zostało wycenione moje życie. Nie czuję się z tym komfortowo i jest mi trochę wstyd, trochę przykro, że muszę prosić kogokolwiek o wsparcie i pomoc. Terapia ta jest w wielu państwach refundowana i być może kiedyś będzie również u nas, jednak w moim obecnym stadium choroby czas jest kluczowym czynnikiem. Czy będzie mi dane doczekać tego wśród Was? Nie wiem i dlatego nie chcę czekać, tym bardziej że mój stan pogarsza się z dnia na dzień i mój układ kostny zaczyna to bardzo odczuwać. Mam silne bóle kości w nogach, żebrach, barkach, miednicy, mostku i kręgosłupie. Siłę bólu mogę porównać do sytuacji, jakby ktoś mi łamał i piłował kości. Niedawno dowiedziałam się, że dwie kości żeber, wskutek degradacji chorobą, faktycznie uległy złamaniu. Przeszłam tak wiele przez tych 10 lat i bardzo się boję, bo wiem, że brak szansy w postaci uzbierania niezbędnej kwoty na leczenie terapią CAR-T kończy moje szanse na komfortowe życie w remisji. Lekarze światowej wiedzy na temat specyfiki nowotworu, jakim jest szpiczak mnogi, są jednogłośni: w moim przypadku inny plan leczenia poza CAR-T nie istnieje! Dlatego z całego serca, każdym atomem mego walczącego ciała, pragnę dać radę. Choroba nowotworowa to choroba, z którą zmaga się cała Rodzina, nie tylko osoba nią dotknięta. W walce, którą prowadzimy ze szpiczakiem, nie mamy hamulców. Wszystko po to, żeby być szczęśliwym i żyć, pomimo tego co nas spotkało. Proszę wszystkich, błagam o wsparcie i wniesienie wkładu w podarowaniu mi życia, bym mogła nadal uczestniczyć w wychowaniu Wnusi i jak najdłużej być na tym świecie z Bliskimi. Tylko ten czas, kiedy się uśmiechamy, radujemy i kochamy, daje nam siły do przywitania każdego, następnego dnia. Anna Leoniuk

61 563 zł z 1 750 000 zł
3%
Monika Kędzierska, Toruń

Pomoc dla Moniki Kędzierskiej

Cześć, jeżeli tu jesteś, to znaczy, że jesteś dobrym człowiekiem, dziękuję Ci za każdy datek i pomoc w zbiórce na walkę z glejakiem. Jestem Monika i mam 28 lat. Jestem matką 2-latka Robercika i 2-miesięcznej Helenki. Do pewnego czasu z mężem prowadziliśmy normalne życie - kochająca się rodzina, bez żadnych zmartwień. Parę tygodni temu moje życie przewróciło się do góry nogami. Stawałam się coraz słabsza, zaczęłam mieć silne zawroty głowy. Po wizycie u lekarza usłyszałam, że to normalne po urodzeniu dziecka. Coś mi jednak nie dawało spokoju. Po udaniu się na SOR i wykonaniu TK głowy lekarz stwierdził zmiany w mózgu. Zostałam od razu przyjęta na oddział neurologii w Toruniu, gdzie dowiedziałam się o guzie w płacie czołowo-skroniowym. Po wykonanym rezonansie głowy potwierdziło się najgorsze - złośliwy guz mózgu. Bardzo szybko zostałam przyjęta na oddział neurochirurgii w 10 Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy, gdzie dzięki ogromnemu profesjonalizmowi oraz bogatej wiedzy i doświadczeniu tamtejszego kierownika kliniki guz został w całości usunięty. Po tygodniu przyszły wstępne wyniki histopatologiczne guza - glejak III lub IV stadium. Oczekujemy na wyniki badań molekularnych, które określą dokładnie rodzaj glejaka oraz celowaną terapię. Aktualnie czekam na chemię i radioterapię - to standard leczenia glejaków o wysokim stopniu złośliwości. To jednak za mało. Dostępne są inne metody, które dają ogromną nadzieję. Ich koszt jest jednak ogromny, a nas samych na to nie stać. Zastosowanie chemii i radioterapii nie zatrzyma glejaka, dlatego chcemy podjąć dodatkowe leczenie. Poniżej kilka przykładowych nowoczesnych metod walki z glejakiem o wysokim stadium: - Immunoterapia– koszt ok. 450 000 zł - TTFields (Tumor Treating Fields) – metoda wykorzystująca zmienne pola elektromagnetyczne, koszt ok. 120 000 zł miesięcznie. Całkowity koszt leczenia może osiągnąć nawet 3 000 000 zł - Nano-Therm (hipertermia magnetyczna, Lublin) – koszt 30–40 tys. euro jedna sesja - Terapia borowo-neutronowa – metoda, która jest wciąż w trakcie badań klinicznych, a jej koszt może sięgać nawet 60 000 USD jedna sesja - Terapia protonowa – to rodzaj radioterapii, w której do naświetlania komórek nowotworowych wykorzystywana jest wiązka protonów. Ta nowoczesna metoda leczenia raka jest wyjątkowo skuteczna, nie daje też praktycznie powikłań, obecnych przy klasycznej radioterapii. Koszt około 100 000 zł. Zależy nam na tym, aby wyjść z tej choroby - wiem, że niektórym się to udaje. Nie tracimy nadziei, wierzymy, że wspólnymi siłami uda nam się wygrać tę nierówną walkę z tak trudnym przeciwnikiem. Musimy to zrobić, ale bez Waszej pomocy może się to okazać niemożliwe. Prosimy o wsparcie.

350 zł z 3 000 000 zł
0%