Zbiórki

Maria Wanda Niemczynowicz, Banie

Na pomoc w dalszej walce

Dzień dobry wszystkim, którzy czytają moją historię. Myślałam, że już doczekam spokojnej starości, patrząc jak dorasta moja wnusia. W moim wieku 83 lat myśli się, że już tyle się przetrwało i przeżyło, że teraz tylko usiąść w ogródku i patrzeć na kwiatki 🤔 Niestety nie zawsze tak jest, jak sobie myślimy i chcielibyśmy, żeby było... Wiadomo, że w tym wieku ma się masę zdrowotnych problemów i jest ich już tyle, że naprawdę wystarczy. Problemy z sercem skłoniły mnie do badań klatki piersiowej i przy okazji pani dr powiedziała, żebym zrobiła mammogrfię. Wynik był paraliżujący i nagle nogi uginają się pod tobą... Niedowierzanie, strach, lęk i wszystko, co możliwe. Wynik histopatologiczny nie był dla mnie łaskawy "rak złośliwy z przerzutami do węzłów chłonnych". Nie będę Was zanudzać moimi opowieściami o kolejnych badaniach, operacji, a teraz przede mną jeszcze 17 dni radioterapii. Nie będę mówić o bólu, o myślach, z jakimi się człowiek boryka każdej nocy i każdego dnia. Chcę Was tylko prosić: jeżeli możecie, przekażcie mi swoje 1.5% podatku, żebym opłaciła noclegi i dojazdy na leczenie. Aktualnie jestem u sióstr zakonnych i naprawdę jest super. Gorzej tylko, że nie zawsze starcza na opatrunki, leki i maści, które teraz mam przed radioterapią. Dzieci pomagają, jak mogą, ale każdy wie, jakie są emerytury, a obie córki już emerytki. Gdybyście mogli mi pomóc dotrwać w spokojnej głowie, że wykupię leki i opłacę inne najpilniejsze wydatki, byłoby super. Nie pragnie się niczego, wierzcie mi, że nic nie ma już znaczenia. Kiedyś wszystko było ważne, dziś straciło na ważności. Liczy się tylko, żeby starczyło na leczenie, na nic więcej...

1 465 zł z 10 000 zł
14%
Małgorzata Kijowska, Skwierzyna

Wsparcie leczenia onkologicznego

Nazywam się Małgorzata Kijowska, mam 53 lata. Do tej pory sama angażowałam się w przeróżne zbiórki i akcje charytatywne. Od 2012 roku prowadzę blog kulinarny i często wykorzystywałam jego zasięgi do pomagania innym. Nigdy nie przypuszczałam, że i ja zwrócę się o pomoc i to dla samej siebie. Pod koniec wakacji dowiedziałam się, że mam złośliwy nowotwór piersi. Pierwsze tygodnie były dla mnie jak z horroru. Rozpacz i przerażenie paraliżowały mnie dosłownie. Niestety jestem również posiadaczką mutacji genu BRCA1, co dodatkowo obciąża ryzykiem przerzutów. Trafiłam do cudownego miejsca, jakim jest Zachodniopomorskie Centrum Onkologiczne w Szczecinie. Nazywamy je miedzy sobą Leśną Górą, gdyż podejście do pacjenta jest tam wyjątkowo empatyczne. Zdiagnozowano mnie szybko i równie szybko wdrożono leczenie. W skrócie ujmując: najpierw chemioterapia skojarzona z immunoterapią, potem operacja, radioterapia i na koniec immunoterapia. Całość zajmie około roku. Miałam szczęście w nieszczęściu, bo zakwalifikowałam się na pełną refundację. I wydawało się, że teraz już wszystko będzie dobrze... Straciłam włosy, zrobiłam się słaba jak dziecko, ale to nic. To przecież przejdzie. Niestety, chemioterapia to ryzyko dodatkowych dolegliwości, chorób i skutków ubocznych. Po kilku tygodniach okazało się, że mam cukrzycę i trafiłam na oddział diabetologiczny. Teraz do kompletu jeszcze i z tym się borykam... Powoli zaczęło się okazywać, że ta choroba pochłania coraz więcej pieniędzy. Na chemię dojeżdżam około 150 km w jedną stronę raz w tygodniu. Leki kosztują, podobnie jak prozaiczne jedzenie, bo teraz przecież mam dietę cukrzycową. Wzrok popsuł mi się dramatycznie, więc potrzebuję nowych okularów, gdyż nawet podpisanie czegokolwiek nie jest już takie proste. I tak dziwnie się zrobiło, że pieniędzy potrzeba coraz więcej... Nie udźwignę swojego leczenia sama, już to wiem. I, choć długo walczyłam ze sobą, nie mam wyjścia: proszę o pomoc w tej trudnej drodze do zdrowia. A może i życia...

6 459 zł z 15 000 zł
43%
Mariusz Ziemann, Koszalin

Na dojazdy do kliniki

W tym roku będę obchodził swoje 40 urodziny. Jestem mężem i tatą dwójki wspaniałych dzieci - syn ma 16 lat, a córka 14 lat. W 2016 roku dopadła i mnie ta straszna choroba - tuż przed świętami Bożego Narodzenia padła ta okropna diagnoza: "czerniak złośliwy skóry". Świat nagle się nam zawalił Do tego od dziecka choruję na zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, co daje się coraz częściej odczuć. Miewam bardzo silne bóle stawów, które nie pozwalają mi normalnie funkcjonować. Ból jest straszny. Mimo to udawaliśmy przed dziećmi, że wszystko jest ok, aby miały wspaniałe Święta. Tuż po Nowym Roku trafiłem do szpitala na wycięcie znamienia na plecach, co okazało się głównym źródłem choroby. Niestety były już przerzuty. Wtedy postanowiliśmy powiedzieć całą prawdę dzieciom - było naprawdę trudno, ale razem daliśmy radę. Po konsylium pokierowano nas do kliniki w Bydgoszczy, gdzie dostaję immunoterapię. To dzięki niej mogę dalej cieszyć się życiem z rodziną, patrzeć, jak rosną moje dzieci i cieszyć się mimo wszystko dalej życiem, bo przecież ono jest tak piękne... Mam marzenia do spełnienia jak każdy i chcę je spełniać, dążyć do nich. Niestety w moim mieście Koszalin ta terapia jest niedostępna, dlatego muszę dojeżdżać 200 km w jedną stronę do Bydgoszczy na wlewy. Z tego powodu bardzo proszę o pomoc i wsparcie.

1 449 zł z 10 000 zł
14%
Renata Grudzień, Warszawa

Pokonać nowotwór piersi

Mam na imię Renata, mam 53 lata, jestem mamą dwóch dorosłych córek. W październiku 2018 r. wyczułam guz w piersi, który po diagnozie okazał się złośliwym nowotworem z przerzutami do węzłów pachowych. Podjęłam leczenie w Centrum Onkologii - Instytucie w Warszawie. Przeszłam leczenie obejmujące chemioterapię, radykalną jednostronną mastektomię wraz z usunięciem węzłów chłonnych oraz radioterapię. Przede mną długoletnie leczenie hormonalne i rehabilitacja ręki. Od momentu usłyszenia diagnozy zmieniłam swoje nawyki: zdrowo się odżywiam, suplementuję, prowadzę aktywny tryb życia, co częściowo zmniejsza ból stawów, wywołany hormonoterapią. Mimo przejść związanych z chorobą nowotworową jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia. Mocno wierzę, że najgorsze chwile mam już za sobą. Chciałabym realizować swoje plany, m.in. pojechać na wyścig Formuły1 do Belgii. Wkrótce urodzi się pierwszy wnuczek i chcę obserwować, jak rośnie i rozwija się. Piszę książkę, w której opisuję etapy leczenia mojego nowotworu piersi, emocje związane z „oswojeniem” choroby. W ten sposób chcę przekazać innym chorym siłę i pozytywną energię. Zebrane pieniądze chcę przeznaczyć na leki, suplementy, wizyty lekarskie, badania diagnostyczne oraz profilaktyczną mastektomię drugiej piersi wraz z rekonstrukcją. Badanie genetyczne nie wykazało u mnie mutacji genów BRCA1 oraz BRC2, przez co profilaktyczna mastektomia nie jest finansowana przez NFZ. Będę wdzięczna za każdą wpłatę i wsparcie mnie w tej walce.

16 367 zł z 25 000 zł
65%
Krystyna Kalita, Wrocław

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Krysia odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Krysia odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Krysi została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Krysia, mam 56 lat i w październiku 2023 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat - niedrobnokomórkowy rak złośliwy płuca prawego. Zanim jednak do niej doszło, były miesiące niepewności i nietrafionych diagnoz, które opóźniły właściwe leczenie. Kiedy w końcu poznaliśmy prawdę, choroba była już bardzo zaawansowana. Od tego czasu przeszłam długą i trudną drogę od bolesnych biopsji, po ciągłe badania diagnostyczne typu PET, TK. Za mną wiele cykli leczenia radiochemioterapią, a tylko w tym roku 4 wlewy chemii. Obecnie jestem w trakcie terapii celowanej, która daje szansę na spowolnienie choroby. Niestety lekarze nie pozostawiają złudzeń - tego raka nie da się już wyleczyć. Możemy jednak walczyć o czas, a ja mam w sobie wolę i chęć do walki, mimo że czasem brakuje sił. Każdy dzień to dla mnie ogromny wysiłek. Choroba i leczenie bardzo osłabiły mój organizm. Staram się ruszać co dzień, walczę, ale wejście po schodach już nie jest takie łatwe. Straciłam włosy - coś, co może wydawać się małe, ale dla kobiety jest częścią godności i poczucia siebie. Włosy to był mój największy atut. Bardzo chciałabym móc pozwolić sobie na perukę, która da mi choć odrobinę normalności. Teraz korzystam z peruk syntetycznych bądź zakrywam głowę chusteczkami. Zmagam się też z kosztami codziennego funkcjonowania podczas choroby. Muszę stosować specjalistyczne odżywianie - nutridrinki i suplementy, które pomagają mi utrzymać siły i walczyć dalej. Do tego dochodzą prywatne konsultacje u onkologów i innych specjalistów, dojazdy do szpitala co 3 tygodnie w cyklach chemii, leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Dodatkowo psycholog, bez którego byłoby mi ciężko. To wszystko jest bardzo drogie, a ja nie jestem w stanie sama tego udźwignąć, a chciałabym móc czuć, że mogę w miarę normalnie żyć. Obecna renta to 1100 złotych miesięcznie, a sam wynajem mieszkania kosztuje mnie 1900. Nie mam męża. Jestem wdową. Całym moim światem są moje córki i ich partnerzy, którzy wspierają mnie finansowo, psychicznie i fizycznie, jak tylko mogą, oraz mój czteroletni wnusio. To dla nich chcę żyć jak najdłużej, ale nie chcę być ciężarem, tylko móc korzystać z życia z nimi jak najdłużej. To oni dają mi siłę, żeby każdego dnia wstawać i się nie poddawać. Uwielbiam spędzać czas z moją wspaniałą rodziną. Kocham zwierzęta, w tym psy moich córek. Kocham spacery i świeże powietrze. Doceniam małe rzeczy i cieszę się z nich każdego dnia. Dlatego proszę o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata to dla mnie realne wsparcie - to kolejny dzień walki, kolejna szansa na wspólne chwile z najbliższymi. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo. Wszystkim wysyłam dobrą energię i dużo zdrowia, bo to naprawdę najważniejsze. ❤️

1 285 zł z 10 000 zł
12%
Henadzi Burakouski, Warszawa

Pomóż Henry’emu odzyskać zdrowie i powrócić do muzyki!

Cześć! Nazywam się Henadzi Burakouski, a przyjaciele nazywają mnie Henry. Cztery lata temu wyemigrowałem do Warszawy z powodu sytuacji politycznej w moim kraju, zostawiając dom, bliskich i dotychczasowe życie. Tutaj zaczynałem wszystko od nowa: pracowałem jako kierowca taksówki, uczyłem się języka, odkrywałem miasto, ludzi i nowe możliwości. Równocześnie rozwijałem swoją pasję — muzykę i sztukę. Śpiewam, komponuję i staram się poprzez twórczość dzielić emocjami oraz inspirować innych. Muzyka daje mi siłę i poczucie, że naprawdę żyję. Półtora roku temu moje życie zmieniło się diametralnie: zdiagnozowano u mnie chłoniaka Hodgkina II stopnia. Ogromny guz w klatce piersiowej uciskał płuca, serce i mostek. Mimo swędzenia, bezsenności i zmęczenia nadal żyłem, pracowałem, tworzyłem muzykę i utrzymywałem w sobie nadzieję na wyzdrowienie. Nawet lekarze byli zdumieni, jak mogę czuć się „prawie zdrowy”, gdy ciało tak cierpi. Od sierpnia 2024 roku przechodziłem chemioterapię ABVD. To była ciężka droga: wypadanie włosów, zmęczenie, ból, wysuszona skóra. Jednak pierwsze wyniki dawały nadzieję — PET‑CT wykazał znaczny regres guza. Wierzyłem, że dam radę. W kwietniu 2025 roku guz powrócił i okazał się odporny na pierwszą terapię. Lekarz zaproponował drugi etap: immunoterapię, a następnie „ratującą” chemioterapię i przeszczepienie szpiku kostnego. Teraz czekam na pobranie komórek macierzystych przed autoprzeszczepem. Październik będzie najtrudniejszym momentem: po zabiegu mój układ odpornościowy będzie praktycznie nieczynny, a każda infekcja może być niebezpieczna. Bardzo potrzebuję bezpiecznego miejsca do rekonwalescencji, z dala od ludzi i zwierząt, gdzie mogę skupić się na regeneracji sił, odżywianiu i spokoju. Liczę na zebranie 10 000 zł na początek na pokrycie różnorakich kosztów związanych z leczeniem i powrotem do zdrowia, dopóki nie będę w stanie samodzielnie pracować. To wsparcie to fundament, który pozwoli mi odzyskać zdrowie i wrócić do życia pełnego twórczości i radości. Po leczeniu chcę zorganizować koncert online, aby osobiście podziękować każdemu, kto mnie wspierał. Muzyka jest dla mnie sposobem dzielenia się wdzięcznością, ciepłem i wiarą w lepsze jutro, i marzę, aby znów mogła zabrzmieć dla wszystkich. Dziękuję każdemu, kto czyta te słowa, wspiera mnie lub po prostu o mnie myśli. Twoja pomoc to nie tylko wsparcie finansowe, ale światło, nadzieja i wiara, które dodają mi siły. Z miłością i wdzięcznością, Henadzi Burakouski

1 235 zł z 10 000 zł
12%
Tamara Czajkowska, Izabelin

Nierefundowany lek to dla mnie ogromna szansa

Szanowni Państwo, guz jajnika zdiagnozowano u mnie 3 grudnia 2018. Operacja odbyła się 7 stycznia 2019. Badanie histopatologiczne było bezwzględne - nowotwór złośliwy III stopnia i na dodatek nietypowy jak na guz jajnika bo jasnokomórkowy. W marcu rozpoczęłam chemioterapię w szpitalu w Wieliszewie. Niestety na część leków (mimo dwukrotnej próby podania w warunkach szpitalnych) jestem uczulona. Zgodnie z zaleceniami specjalistów niezbędne jest podanie oprócz podstawowego leku drugiego preparatu. Niestety NFZ nie refunduje w moim przypadku nic poza taksoidami, a na te jestem uczulona. Koło się zamyka. Zarówno prowadząca mnie dr Justyna Barzał jak i dr Kuc-Rajca z Instytutu Onkologii na Ursynowie zalecają podanie 6 dawek nierefundowanego leku.

9 204 zł z 18 000 zł
51%
Mariola Galocz, ŻORY

Wciąż chce się żyć. Może uda się dzięki Twojemu wsparciu.

Zmagam się z chorobą nowotworową - rak jajnika - od kilku lat. Przeszłam cztery operacje onkologiczne i dwa cykle chemioterapii. Rak zmienił całe moje życie. Z osoby czynnej zawodowo stałam się tylko pacjentem. Powrót do pracy okazał się niemożliwy. W walce z nowotworem mogę zawsze liczyć na najbliższych. Nie pozwalają mi się poddać. Ciężka choroba z całą ostrością pozwala dostrzec, jak bardzo wciąż chce się żyć. Środki zebrane poprzez zbiórkę przeznaczę na dalsze koszty związane z leczeniem (leki, konsultacje, badania, transport).

16 162 zł z 25 000 zł
64%
Joanna Łabędzka, Kościan

Droga do wyzdrowienia

Cześć! Nazywam Asia, mam 29 lat. Jestem żoną cudownego męża i mamą dwójki przeuroczych dzieciaczków. Majka starsza córka ma 5 lat, a młodszy syn Staś ma 4 latka. Jeszcze niedawno moje życie wypełniały codzienne sprawy, zabawy i plany na przyszłość. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy w styczniu 2025 r. usłyszałam diagnozę choroby nowotworowej. Przeszłam intensywną chemioterapię, która bardzo wyniszczyła mój organizm. Jestem po mastektomii z wycięciem węzłów chłonnych – operacji, która była ogromnym wyzwaniem zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym. To doświadczenie odebrało mi poczucie bezpieczeństwa, ale nie odebrało woli walki. Obecnie jestem na etapie radioterapii. To niezbędny krok w drodze do zdrowia. Najtrudniejsze jest dla mnie to, że choroba odbiera mi siły, które chciałabym poświęcać moim dzieciom. Każdego dnia walczę nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o to, by móc być dla nich mamą – obecną, zdrową i pełną życia.

950 zł z 10 000 zł
9%
Monika Laszczak, Mazańcowice

Operacja profilaktyczna drugiej piersi, badania kontrolne, leki

Witam serdecznie, Po prawie 3,5 latach od diagnozy nie śpię dalej spokojnie. Czy kiedyś będzie to możliwe? Nie wiem, ale musze zrobić wszystko, co mogę zrobić, by ustrzec się przed nawrotem choroby,a więc muszę usunąć drugą pierś, w której może pojawić się rak. Niestety w moim wypadku operacja ta nie jest refundowana, gdyż nie spełniam wymogów NFZ. Zachorowanie w młodym wieku i mój podtyp raka stwarzają ryzyko, iż nowotwór może pojawić się w drugiej piersi. Poza tym chora pierś i jej okolice po rekonstrukcji i radioterapii zrobiły się twarde i bolesne. Odbiegają również mocno wyglądem od zdrowej strony. Naświetlona tkanka zwłókniła się, zdeformowała i stwardniała. Z tego powodu coraz bardziej krzywi mi się kręgosłup i pojawia się ciągnący ból, z którym coraz trudniej mi sobie radzić. Tyle już przeszłam , nie mogę teraz złożyć broni i poddać się losowi. Muszę zrobić, co się da, by żyć dla dwójki moich małych dzieci. Jestem bardzo wdzięczna losowi, że wciąż mogę z nimi być. Jestem wdzięczna Wam za pomoc w leczeniu. Obecnie kontynuuję hormonoterapię, która daje mi w kość każdego dnia, ale tak trzeba, by mieć szansę na życie. Kontrole, konsultacje lekarskie, leki i badania prywatne, które muszę robić, by wcześniej wykryć ewentualny przerzut, szarpią mocno mój budżet. W obecnych czasach, gdy wszystko tak podrożało, nie mam finansowej możliwości pokryć w całości operacji drugiej piersi oraz poprawy już zrekonstruowanej. Koszt takiej operacji to około 25 tys. zł. Brakuje jeszcze 17 tys. zł., dlatego też będę wdzięczna za każde choćby najmniejsze wsparcie. Wszystkim moim darczyńcom bardzo dziękuję i życzę dużo zdrowia w tych trudnych czasach.

67 827 zł z 77 000 zł
88%
Izabela Olczyk, GDAŃSK

Wołanie o pomoc!

Witam, nazywam się Janina Rodkiewicz, mam 62 lata. 23 maja 2017 r. zdiagnozowano u mnie raka piersi. Jestem po usunięciu piersi. Obecnie jestem poddawana chemioterapii, następnie czeka mnie radioterapia. Jedynym moim dochodem jest emerytura w wysokości 1410 zł miesięcznie. Mieszkam sama w mieszkaniu komunalnym, w którym nie ma gazu, wszystko pracuje na prądzie - ogrzewanie, bojler na ciepłą wodę i kuchenka. Moje miesięczne wydatki, to: 308 zł - opłata za czynsz 400 zł - energia elektryczna + 200 zł - leki na depresję, reszta na comiesięczną skromną egzystencję i bieżąco zapisywanie leki. Do tej pory pomagał mi mój jedyny syn, ale w obecnej chwili przebywa w zakładzie karnym za przewinienia drogowe, co uniemożliwia mu opiekę nade mną. Jestem zdana na siebie i ewentualnie na dobry humor i dobre serce sąsiadów. Z uwagi na zły stan zdrowia (zawroty głowy, słabość, złe znoszenie chemioterapii) mam duże trudności z pokonaniem trasy do i od lekarza onkologa, na pobrania krwi przed wizytą u onkologa oraz na zabiegi chemioterapii i korzystam z uprzejmości sąsiadów. Niestety nie jestem w stanie zapłacić chociaż za paliwo - wprawia mnie to w zakłopotanie i dyskomfort psychiczny. Nie wiem, jak długo to potrwa i jak długo sąsiedzi będą mnie dowozić do przychodni i odwozić do domu, ponieważ jest to kłopotliwe z uwagi na czas oczekiwania podawania chemii. Po zaaplikowaniu chemii mam złe wyniki krwi - zgodnie z zaleceniem lekarza muszę wypijać drinki proteinowe, stosować odżywki niezbędne na jej poprawienie. Gdy wyniki są złe, wypadam z programu otrzymania chemii, co automatycznie wydłuża czas leczenia i zwalczenia raka. Jest mi bardzo ciężko i potrzebuję pomocy w kwestii opłacenia transportu na wizyty lekarskie, na pobrania krwi do badań oraz wyjazdy do szpitala na podanie chemii, a także na zakup zalecanych przez lekarza środków farmakologicznych w celu uzyskania lepszych wyników krwi, by leczenie przebiegało sprawnie i bez przesunięć. Z góry dziękuję za okazaną pomoc i zrozumienie. Janina Rodkiewicz

2 812 zł z 12 000 zł
23%
Joanna Gackowska, Brzezinko

Pomóż przejść przez leczenie raka piersi

Nazywam się Asia, mam 37 lat. Jestem mamą i żoną, jeszcze niedawno - aktywną zawodowo, pełną marzeń, planów i energii. Moje życie wyglądało zupełnie inaczej, zanim 24 kwietnia 2025 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała cały mój świat. Mam raka piersi Her2+ hormonozależnego. Za mną 6 bardzo ciężkich cykli chemii, które przeszłam z ogromnym trudem. Jestem po operacji oszczędzającej z usunięciem wszystkich węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie radioterapia, hormonoterapia oraz kolejny rok chemii uzupełniającej - 14 cykli co 3 tygodnie. Do tego dochodzi leczenie kości kwasem zoledronowym. Bardzo chcę żyć jak najdłużej - dla siebie, dla mojej rodziny. Chcę wrócić do normalności, do pracy, do moich pasji i marzeń. Chcę mieć przyszłość. Leczenie onkologiczne wiąże się jednak z ogromnymi, stale rosnącymi kosztami. Niektórych rzeczy nie da się wykonać na NFZ, bo terminy są zbyt odległe, a w mojej sytuacji czas ma kluczowe znaczenie. Dlatego część usług muszę opłacać prywatnie, żeby nie opóźniać leczenia. Koszty, które ponoszę: - Wyleczenie zębów, aby móc rozpocząć leczenie kwasem zoledronowym – ok. 3000 zł - Rehabilitacja ręki po usunięciu węzłów chłonnych (sznury limfatyczne) – 180 zł za jeden zabieg - Kremy do radioterapii, suplementy, wsparcie organizmu – ok. 300 zł miesięcznie - Leki łagodzące skutki uboczne chemii, których nie refunduje NFZ - Dojazdy na chemię i badania – 60 km w jedną stronę, co przy częstych wizytach generuje duże koszty paliwa - Wizyty prywatne u specjalistów, gdy kolejki na NFZ są zbyt długie Przede mną długa i trudna droga, ale wierzę, że dam radę. Chcę zrobić wszystko, żeby wyzdrowieć, odbudować siły i przejść przez ten rok leczenia jak najlepiej. Chcę na nowo marzyć, choć strach przed wznową i przerzutami jest ogromny. Każda pomoc to dla mnie realna szansa na dalsze leczenie, na zdrowie, na życie. Dziękuję za każde wsparcie z całego serca. ❤️ --- Aktualizacja – 23.09.2026 ❤️ 22 września zakończyłam chemioterapię uzupełniającą. Za mną wszystkie 14 zaplanowanych wlewów. To dla mnie bardzo ważny moment i ogromna ulga. ❤️ Ale moje leczenie jeszcze się nie kończy. Przede mną 10 lat hormonoterapii oraz 5 lat leczenia kwasem zoledronowym. Co 3 miesiące czekają mnie wizyty kontrolne. Niestety, chemioterapia pozostawiła również skutki uboczne. Jestem pod opieką kardiologa z powodu tachykardii oraz poradni leczenia bólu z powodu neuropatii. Po usunięciu węzłów chłonnych nadal potrzebuję również regularnej rehabilitacji ręki, aby zmniejszać ryzyko powikłań i poprawiać jej sprawność. W czasie leczenia onkologicznego straciłam również pracę, dlatego obecnie nie mam już takiej możliwości finansowej jak przed chorobą. Mimo zakończenia chemioterapii nadal ponoszę koszty związane z leczeniem i kontrolą zdrowia – dojazdy na wizyty i badania, konsultacje lekarskie, rehabilitację, rękawy uciskowe oraz badania profilaktyczne, które w wielu przypadkach wykonuję prywatnie. Po zakończeniu intensywnego leczenia pozostaje też ogromny lęk przed wznową i przerzutami. Człowiek chce mieć poczucie, że robi wszystko, co może, aby jak najszybciej wykryć ewentualne niepokojące zmiany. Dlatego zbiórka nadal jest dla mnie bardzo ważna. Chemia się skończyła, ale moja walka o zdrowie i życie nadal trwa. Dziękuję każdej osobie, która mnie wspiera – wpłatą, udostępnieniem czy dobrym słowem. ❤️ Asia

726 zł z 10 000 zł
7%