Zbiórki

Joanna Kowalska, Lubin

Zbiórka na dodatkowe badania w walce z rakiem piersi z przerzutami

Mam na imię Aśka i mam 46 lat. W marcu 2022 roku dowiedziałam się, że jestem chora na raka piersi z przerzutami do płuc i kości. Nie miałam operacji i nie będę jej miała. Moje leczenie od prawie trzech lat to chemia i immunoterapia przyjmowana co 3 tygodnie - tak będzie już do końca życia i do momentu jej działania. W czasie mojego dotychczasowego leczenia miałam już czterokrotnie zmieniane linie leczenia, aktualnie nie jestem już w żadnym programie lekowym. Z leczeniem przeniosłam się do Warszawy i dojeżdżam ponad 450 km co 3 tygodnie na chemię, jest to szansa dla mnie na przedłużenie życia, w moim mieście niestety nie chcieli mi już podawać chemii. Zwracam się z prośbą o pomoc w zebraniu środków finansowych na dodatkowe badania, konsultacje, dojazdy na chemię, to wszystko generuje dodatkowe koszty a długie leczenie powoduje szereg dodatkowych skutków ubocznych, a nie wszystkie badania są refundowane. A ja marzę by jeszcze trochę pożyć... Dziękuję za wsparcie, Joanna Kowalska

16 876 zł z 10 000 zł
168%
Katarzyna Kubiak, Opalenica

Mama trójki dzieci choruje na przewlekłą białaczkę szpikową..

Mam na imię Katarzyna, mam 45 lat. Mam wspaniałą rodzinę - męża Piotra, córkę Jagodę i dwóch synów: Jakuba i Kacpra. Moja choroba zaczęła się w marcu 2014 roku. Najpierw wysokie leukocyty i coraz gorsze samopoczucie. W końcu diagnoza: PRZEWLEKŁA BIAŁACZKA SZPIKOWA. Od 8 maja 2014 przyjmuję codziennie leki hamujące wzrost nieprawidłowych komórek oraz inne leki wspomagające. Jestem pod opieką Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego w Poznaniu. Moja choroba, a raczej skutki uboczne leków zmuszają mnie do ciągłej rehabilitacji, która wymaga sporego nakładu finansowego. Wierzę, że dzięki Państwa pomocy będę mogła kontynuować leczenie i rehabilitację. Dziękuję za każde wsparcie.

16 789 zł z 12 000 zł
139%
Anna Musiał, Wrocław

Rak tarczycy nie odbierze mi głosu!

Zbieram środki na wsparcie w leczeniu raka tarczycy, ponieważ na trzy dni przed pierwszą operacją niespodziewanie straciłam pracę. Przeszłam już dwa zabiegi usunięcia tarczycy oraz węzłów chłonnych, a obecnie moim jedynym źródłem utrzymania jest skromny zasiłek. Aktualnie czekam na kluczowe leczenie radiojodem w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach. Koszty dojazdów, specjalistycznej diety oraz niezbędnych leków i konsultacji medycznych całkowicie przerastają moje obecne możliwości finansowe. Każda, nawet najmniejsza wpłata, pozwoli mi skupić się na walce o zdrowie i powrocie do normalnego życia.

15 503 zł z 15 000 zł
103%
Szymon Kostrzewski, Kostrzyn

Szymon to młody chłopak, który potrzebuje wsparcia.

Nazywam się Aldona Kostrzewska i proszę o Państwa pomoc w walce z rakiem rozsianym mojego syna Szymona Kostrzewskiego. Jestem pielęgniarką. Od 37 lat dbam o dobro pacjentów. Oddaję się pracy z wielkim zaangażowaniem, czuję wielką empatię do ludzi. Jesienią 2016 roku dowiaduję się o chorobie nowotworowej syna. Szpital, zabieg usunięcia jądra. Potem następny pobyt w szpitalu. W wykonanych badaniach lekarze stwierdzają zmiany w węzłach chłonnych okołoaortalnych, śródpiersia i płuc. Zaczyna się walka o życie. Najpierw chemioterapia w schemacie BEP. Syn jest już po 3 seriach leczenia. Jego stan ducha to przygnębienie, strach, czasami rozpacz. Prosimy o pomoc. Niewielkie środki finansowe moje i syna odcinają nas od możliwości sprawdzenia innych metod leczenia. Wsparcie z Państwa strony pomogłoby w leczeniu „duszy” - terapia psychologiczna, a także rozwiązałoby problem finansowy związany z dojazdami do Centrum Onkologicznego w Poznaniu i zakupem leków.

15 058 zł z 12 000 zł
125%
Sławomir Andrzejczak, Targowa Górka

Cel zbiórki został osiągnięty

Szanowni Darczyńcy, jesteśmy ogromnie wdzięczni za Wasze wsparcie! Udało się osiągnąć cel zbiórki, dlatego na chwilę obecną prosimy o nieprzekazywanie darowizn. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Witam, mam 31 lat. W grudniu 2016 r. po badaniu rezonansem otrzymałem diagnozę - wielki nowotwór nieoperacyjny i następnie oczekiwałem na wynik biopsji. 3 stycznia wyniki biopsji nie dały żadnych złudzeń - nerwiak węchowy zarodkowy wielki. Jestem po jednej serii chemii i znowu trwa oczekiwanie na wyniki. Pod koniec marca będę badany tomografem. Nie wiem, jak potoczy się moje leczenie, ale jedno wiem na pewno: JESTEM ZA MŁODY, BY UMIERAĆ! Rak postępując odebrał mi już wzrok (nie widzę na jedno oko, a drugie jest osłabione). Leczenie nowotworów jest kosztowne i długotrwałe. Nie poddam się tak łatwo, ale wiem też, że bez Waszej pomocy nie dam rady. W tej chwili czekając na badanie tomografem, nie wiem co się wydarzy i jakie leczenie będzie zastosowane. Wciąż zbieram na dodatkowe konsultacje, planuję też konsultacje zagraniczne - niestety w Polsce wyczerpały się dla mnie opcje. Dodatkowym wydatkiem są badania i częste dojazdy do ośrodka leczenia. Jestem młodym, często uśmiechniętym człowiekiem. Do tej pory potrafiłem cieszyć się zwykłym dniem, pracą z siostrzeńcami. Nie zdążyłem założyć nawet rodziny. Pięć lat temu zmarł mój ojciec na nowotwór płuc, od tego czasu opiekowałem się chorą mamą. Niestety teraz sam potrzebuję opieki. Moje wszystkie marzenia legły w gruzach.

13 942 zł z 12 000 zł
116%
Marta Hewelt-Polak, Kościerzyna

Droga powrotu do zdrowia

W lutym 2025 r. usłyszałam diagnozę raka piersi. Największy strach wzbudził rodzaj tego raka - potrójnie ujemny. To nowotwór, który szybko rośnie, często daje przerzuty i ma ograniczone możliwości leczenia.W jednej chwili zniknęła pewność jutra, a pojawiła się walka o życie. Od marca do sierpnia 2025 roku przeszłam przez chemioterapię - 16 wlewów. To były miesiące bólu, osłabienia i lęku. Po drodze trafiłam do szpitala z powodu komplikacji, konieczne były przetaczania składników krwi, a każdy kolejny tydzień był próbą przetrwania. W sierpniu przeszłam mastektomię prawej piersi z jednoczesną rekonstrukcją. Operacja niosła strach, ale chwilę później pojawiła się pierwsza iskra nadziei: w usuniętym gruczole i węzłach chłonnych nie znaleziono komórek rakowych. Niestety, przy potrójnie ujemnym raku nadzieja musi iść w parze z czujnością. Ze względu na agresywność choroby lekarze zdecydowali o konieczności radioterapii, by zwiększyć szansę na to, że rak już nigdy nie wróci. Dlaczego proszę o pomoc? Choć zakończyłam główne leczenie, to moja walka wcale się nie skończyła. Aby utrzymać uzyskane efekty i zmniejszyć ryzyko nawrotu, muszę przejść dalsze etapy terapii wspomagających oraz być pod regularną opieką specjalistyczną. Zbieram środki na: ✨ zaawansowaną rehabilitację po przebytym leczeniu (fizyczną i limfologiczną),✨ terapię uzupełniającą wzmacniającą organizm po chemii i radioterapii,✨ płatne konsultacje i badania kontrolne, których częstotliwość przy tym typie raka jest bardzo wysoka,✨ leczenie wspierające odporność,✨ oraz na możliwość skorzystania z terapii nierefundowanych, które zwiększają szanse na utrzymanie remisji. Chciałabym po prostu wrócić do życia — do normalności, do aktywności.

13 926 zł z 10 000 zł
139%
Katarzyna Wawerek, Szczecin

Pomóż Kasi ponieść koszty rehabilitacji i wrócić do zdrowia

Nazywam się Katarzyna Wawerek, mam 45 lat, mieszkam w Szczecinie. Na 40. urodziny dostałam prezent od losu - zdiagnozowano u mnie szpiczaka mnogiego. W jednej chwili moje życie się zmieniło, z wielu planów muszę zrezygnować. Nie zamierzam się poddawać i będę walczyć. Cztery lata temu miałam przeszczep szpiku kostnego. Obecnie jestem przygotowywana do kolejnego przeszczepu. Pieniądze są mi potrzebne na leki, dojazdy do szpitala do Łodzi, gdzie będę miała przeszczep, a później wizyty kontrolne w tej klinice. Utrzymuje się tylko ze skromnej renty i mieszkam sama, gdyż od 3 lat jestem po rozwodzie. Obecnie jestem w trudnej sytuacji materialnej, dlatego bardzo proszę o pomoc. Za wszelkie, nawet najdrobniejsze wsparcie materialne z Waszej strony z całego serca dziękuję.

13 916 zł z 12 000 zł
115%
Agnieszka Majewska, Dęblin

Pomoc dla mamy w walce z rakiem

Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie dla mojej mamy, która walczy z agresywnym rakiem jajnika. Opis tomografu komputerowego, który otrzymaliśmy, jest porażający - w trzonie macicy niejednorodny guz, liczne zmiany w obrazie wszczepów otrzewnowych, guzy w jamie douglasa, naciek w blaszce ściennej miednicy ciągnący się do naczyń biodrowych, odcinkowo przylega do prawego moczowodu, szczepy pod torebkę wątroby, wszczepy pod torebkę śledziony, rozlany naciek w prawym podbrzuszu, w prawym śródbrzuszu z naciekiem pętli jelita krętego, drobne guzki w prawym rowku przyokrężniczym, wielokomorowa zmiana torbielowata. Rozległe zmiany nowotworowe dotknęły wiele obszarów w ciele mojej mamy, powodując jej ból i uniemożliwiając pracę. Wszystkie koszty takie jak dojazdy na wizyty, na chemioterapię, rehabilitacja i niezbędne leki przerosły nasze możliwości. Każda złotówka zebranej kwoty będzie bezcenna, pomagając nam zapewnić mamie godne leczenie i łagodzenie jej cierpień.Dziękuję Ci z całego serca za wszelkie wsparcie finansowe, jakie możesz nam ofiarować. Twój hojny gest może sprawić, że moja mama będzie miała szansę na lepsze jutro.

13 823 zł z 10 000 zł
138%
Bogusław Zuziak, Jastrzębie-Zdrój

Pomoc dla Bogusława w walce z glejakiem

Mam na imie Bogusław, lat 59. Jestem mężem i ojcem 5 dorosłych dzieci. Do 1 kwietnia byłem zdrowym i sprawnym człowiekiem. Od lat systematycznie chodziliśmy po górach, to była nasza pasja. 1 kwietnia był zwykłym dniem. Trwały przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Nagle silny ból głowy, padaczka i utrata świadomości. Obudziłem się w szpitalu. Tomograf wskazał na krwiak i guz. Później wszystko potoczyło się już szybko: leczenie, operacja i ta szokująca diagnoza - podejrzenie glejaka. Badania histopatologiczne potwierdziły, że to GLEJAK WIELOPOSTACIOWY TYP IV. Czekała mnie walka - radiochemioterapia i 6 tygodni w szpitalu. Udało się to przetrwać dzięki mojej żonie i dzieciom, które były codziennie i wspierały mnie w trudnych chwilach. Jednak walka trwa nadal. Przyjmuję chemię 5 dni w miesiącu w dużo większej dawce. Leczenie bardzo mnie osłabiło. Każdy dzień to dla mnie ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Brakuje mi sił na codzienne czynności, a całą energię muszę wkładać w zmagania o powrót do zdrowia. Dojazdy do centrum klinicznego na badania, wizyty lekarskie, do tego odpowiednia dieta, nierefundowane leki zaczynają wpływać na nasz budżet. Wspomóż nas w codziennej walce o zdrowie. DZIĘKUJEMY ZA OKAZANE WSPARCIE I POMOC.

13 267 zł z 10 000 zł
132%
Sylwia Lewandowska, Chełmża

Walka z rakiem, wygrać życie

Mam na imię Sylwia, mam 41 lat. Mimo dbania o siebie i częstych badań kontrolnych usłyszałam diagnozę nowotwór złośliwy sutka - trójujemny. W jednej chwili zawalił mi się świat. Niedowierzanie, pytania "dlaczego ja?", utrata chęci do życia... Wróciły wspomnienia - moja siostra zachorowała i niestety nie udało jej się wygrać z chorobą. Miała tylko 34 lata i całe życie przed sobą, plany i marzenia. Po rozpaczy nadszedł dzień, że postanowiłam nie poddawać się. Znalazłam w sobie resztki siły, żeby walczyć o siebie, swoje plany i marzenia. Jest duże prawdopodobieństwo, że jestem obciążona genetycznie (mama, siostra, ciocia, babcia - zbyt wiele nas, żeby mówić o przypadku). Niestety w tym celu muszą być przeprowadzone specjalistyczne badania, nie wszystkie są refundowane przez NFZ. Chciałabym, aby wykonano u mnie zabieg mastektomii obustronnej, aby zmniejszyć ryzyko nawrotu choroby z 50% do 5%. Niestety bez potwierdzenia uwarunkowań genetycznych nie ma szans na refundację takiej operacji. To kolejny cios finansowy dla mnie. Byłam osobą pełna życia, energii i marzeń. Straciłam to wszytko w jednej chwili. Obecnie otrzymuję chemioterapię, która wyniszcza mój organizm, zabiera siły. Wyniki krwi są już tak słabe, że lekarz zaprzestał podawanie chemii, mogłoby to spowodować sepsę i nawet śmierć. Oczekuję na operację, wyznaczona data 2 czerwca 2025. Lekarze robią wszystko, co mogą, aby moja odporność wzrosła i żeby nie musieli przekładać terminu operacji. Zaczęła się walka z czasem. Później czeka mnie dalsza chemio- i radioterapia. Jest ciężko, ale wciąż walczę. Życie nie raz rzucało mi kamienie pod nogi, ale ja nawet na kolanach, ale zawsze idę do przodu. Ci, co mnie znają, wiedzą, że już taka jestem i że rzadko się skarżę. Staram się radzić sobie sama z przeciwnościami losu, jednak tym razem jest ciężko. Mimo całego ciężaru, który dźwigam każdego dnia, szczerze wierzę, że jeszcze wszytko przede mną i wrócę do zdrowia. Zwracam się do Państwa z serdeczną prośbą o wsparcie. Symboliczna złotówka to tak niewiele, a jednocześnie tak wiele dla mnie - w jedności siła. Dziękuję wszystkim za każde słowo wsparcia i za każdą wpłatę.

13 118 zł z 10 000 zł
131%
Ireneusz Perkowski, Piaseczno

Zbiórka na leczenie nowotworu złośliwego

Choruję od 2021 roku. Pomimo tego, że badałem się regularnie, nowotwór nie został wcześniej wykryty. Badania wszystkie wychodziły w normie, jednak gdy zacząłem nagle chudnąć i wymiotować, okazało się, iż nowotwór zablokował wejście do żołądka. Przeszedłem ciężką operację zespolenia żołądka. Obecnie jestem w trakcie leczenia chemioterapią opartą na związkach platyny. Przyjmuję ją co 2 tygodnie. Potrzebuję wsparcia w poniesieniu codziennych kosztów związanych z leczeniem.

13 000 zł z 5 000 zł
260%
Andrzej Pacek, Mirzec

Na ten moment zawieszam zbiórkę. Dziękuję za wpłaty.

Nazywam się Andrzej Pacek, mam 56 lat i mieszkam w Mircu. Moja choroba przyszła znienacka we wrześniu 2015 roku. Dosłownie z dnia na dzień moje dotychczasowe życie zmieniło się o 180 stopni. Ból w kręgosłupie między łopatkami zupełnie uniemożliwił mi poruszanie się. Jednoznaczna diagnoza była szokiem - szpiczak mnogi, a na domiar złego całkowity paraliż - od pasa w dół. Błyskawiczna operacja usunięcia guza uratowała mi życie. Wzmocniono i usztywniono również kręgosłup na odcinku 4 kręgów śródpiersiowych. Nastąpiło leczenie wysokodawkowaną chemią w Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku w Centrum Onkologii w Kielcach. Wsparto je dwoma przeszczepami autologicznych komórek krwiotwórczych krwi obwodowej. Było ciężko, a rokowania nie były najlepsze. Choroba, a potem leczenie wyłączyły mnie z życia zawodowego i rodzinnego. Obecnie nastąpiła remisja choroby, ale pozostał spastyczny niedowład kończyn dolnych. Od początku wiedziałem też, że jeśli chcę być znów w miarę sprawnym, czeka mnie długotrwała i żmudna rehabilitacja. Jestem zdeterminowany w tym postanowieniu i uparty. Nie użalam się nad sobą i walczę. Pomagająmi w tym ćwiczenia w domu oraz pod okiem profesjonalistów na turnusach rehabilitacyjnych w Otwocku czy Busku. Niestety terminy takich wyjazdów - refundowanych przez NFZ są bardzo odległe (nawet 2025 rok), a w mojej obecnej sytuacji materialnej nie stać mnie na wyjazdy komercyjne. Bardzo chciałbym wrócić znów do pełnej sprawności i aktywnego życia, dlatego środki zebrane za pośrednictwem Fundacji pragnę przeznaczyć na wyjazdy rehabilitacyjne. Już wiem, jak bardzo mi one pomagają. Dlatego bardzo proszę Państwa o każdą pomoc i za tę nawet najdrobniejszą z serca dziękuję. --- Dziękuję wszystkim Darczyńcom za okazaną mi pomoc. Moje marzenia się spełniły. Dzięki Wam mogłem znów w styczniu tego roku rehabilitować się w Busku. Wyjadę tam również na kolejny turnus we wrześniu. W dalszym ciągu liczę na Waszą pomoc w zbieraniu funduszy na kolejne wyjazdy. Naprawdę wiele mi one dają. Dzięki nim będę miał więcej siły do walki z rakiem, kiedy ten znowu da o sobie znać.Dlatego też pozwoliłem sobie ponownie prosić Was o wsparcie. Zwiększyłem też kwotę - zapewni mi to ciągłość w mojej rehabilitacji w tak cudownym ośrodku, jakim jest 21 WSZUR w Busku-Zdroju.

12 779 zł z 10 000 zł
127%