Zbiórki

Władysław Bojarek, Międzyrzecz

Bardzo chcę żyć!

Mój przypadek nie jest typowym. Pierwotne rozpoznanie to nowotwór jelita grubego - esicy, po HIPEC stwierdzono wtórny nowotwór złośliwy otrzewnej i przestrzeni zaotrzewnowej oraz mnogie zmiany w mięśniach prostych brzucha. Gdyby wchodzić w szczegóły, byłoby sporo do napisania... Zakończyłem II linię chemioterapii dożylnej oksaliplatyną. Niestety lekarz stwierdził, że chemia nie działa. Później zapadła decyzja o operowaniu (usunięcie przedniej ściany brzucha z mięśniami i zastąpienie powłok Permacolem), ale tutaj również bez powodzenia. Po ponad dwóch latach bezskutecznej walki proszę o wsparcie w zbiórce środków na poszukiwanie dalszych metod leczenia. Leczenie systemowe w Polsce nie daje nadziei. Inna perspektywa jest w Niemczech, gdzie w podobnych przypadkach było możliwe uwolnienie od nowotworu. Bardzo chcę żyć. W życiu czasami trzeba odpuścić, ale nigdy się nie poddać!

14 436 zł z 400 000 zł
3%
Tamara Krętkowska, Warszawa

Zbiórka na leczenie

Na raka piersi choruję od roku 2016, z przerzutami do kości od 2018. Przeszłam operację, chemię, radioterapię, terapię hormonalną. Leczę się w Warszawie. Do września 2022 r. choroba była stabilna. Przyjmowane leki w tabletkach (Rybocyklib+Lametta) świetnie dawały sobie radę, z sukcesem blokując rozwój choroby. Niestety jesień 2022 roku przyniosła bardzo złe wiadomości, pojawiły się przerzuty na wątrobie, a chwilę potem nastąpił progres w kościach. Do chwili obecnej leczenie nie działa, jestem po kilkukrotnej zmianie leków, kolejnej radioterapii i efektów ciągle brak. Zaproponowano mi nierefundowany przez NFZ lek o nazwie Everolimus Stada. Miesięczna kuracja to 4.800 zł. Pomimo tego, że jestem osobą pracującą, cena leku jest dla mnie nie do pokonania... Moja najbliższa rodzina, syn-student i mama na emeryturze oraz 2 kochane pieski, bardzo wspierają mnie psychicznie, ale finansowo jestem ze wszystkim sama. Bardzo mi trudno prosić o pomoc... Zawsze byłam samodzielna i niezależna. Każda, najmniejsza nawet wpłata, zwiększa moje szanse na stabilizację choroby i za każdą złotówkę serdecznie dziękuję ❤️ Mam wiele marzeń i niezrealizowanych planów. Nigdy się nie poddam i będę walczyć o każdy kolejny dzień. Dla moich najbliższych i dla siebie.

62 441 zł z 100 000 zł
62%
Bożena Wowra, Chorzów

Uratuj życie matki małych sportowców

25.10.2023 Aktualizacja Niestety wyniki histopatologiczne po mastektomii potwierdziły naciekowy przerzut do węzłów chłonnych. 13.11.2023 czeka mnie limfadenektomia, po której będę walczyła już nie tylko o życie,ale też o sprawność prawej ręki. Planowana po tym zabiegu radioterapia nie ułatwi mi tego. Dlatego jeszcze bardziej proszę - środki na rehabilitację będą mi niezbędne, bez Was nie będę mogła nawet zrobić dzieciom kanapki do szkoły... Serce mi pęka na samą myśl, a łzy ciekną strumieniami... Sport to zdrowie! Sport to przyszłość! Sport jest nieodłącznym elementem życia naszej rodziny. Jestem mamą 7-letniego Mistrza Śląska w jiu-jitsu sportowym, 8-letniej najmłodszej w historii reprezentantki Podokręgu Katowice w piłce nożnej oraz 13-letniego amatora pływania. Wraz z mężem staramy się im dawać dobry przykład, dbając o swoje zdrowie, unikając nałogów, pamiętając o dobrej kondycji fizycznej czy zdrowej diecie. Każdy dzień naszego tygodnia jest perfekcyjnie zaplanowany. Szkoła i praca, chwila oddechu, popołudniowe treningi - ja jeżdżę z synem do Bytomia na treningi jiu-jitsu, mąż z córką do Rudy Śląskiej na treningi Akademii Piłkarskiej, najstarszy syn na szczęście ma basen w trakcie lekcji. Weekendy również mamy zajęte ligą, turniejami lub zawodami. Jednak gdy tylko znajdziemy wolny czas, spędzamy go również wspólnie na wyjazdach, by poznawać piękne zakamarki przyrody. Jesteśmy namiociarzami, więc nasze wyjazdy często są nieplanowane i niedalekie, ale dla dzieci ekscytujące. I pewnego dnia cały nasz plan zostaje zburzony przez diagnozę - rak. W najbliższym czasie czeka mnie mastektomia prawej piersi ze względu na wykryte 21 ognisk zapalnych. Wskazana jest również mastektomia lewej piersi, w której również wykryto podejrzane zmiany oraz wycięcie jajników z cystą, jednak te zabiegi w moim przypadku nie są refundowane przez NFZ. Całe nasze życie rodzinne kierujemy w rozwój dzieci, w ich lepszy start w dorosłość. W ten start, którego sami nie mieliśmy. Cieszymy się każdym ich sukcesem, wspieramy, jeśli przychodzą drobne potknięcia. Wierzymy w nie każdego dnia. Dzieci są sensem naszego życia. Nigdy nie prosiliśmy nikogo o pomoc w zapewnieniu im tego wszystkiego, co potrzebne do ich rozwoju. Ciężko pracujemy, by dać im to, co niezbędne. Jednak teraz sytuacja nas przerosła. Nie mamy zabezpieczonych takich środków pieniężnych, które są potrzebne, bym mogła jak najszybciej przejść niezbędne operacje, odbyć rehabilitację i wrócić do swoich obowiązków. Czas jest tutaj kluczowy. Nie mamy pomocy nikogo z zewnątrz, a jedna osoba nie będzie w stanie pogodzić wszystkich codziennych zajęć. Moje dzieci walczą na macie, na boisku, w wodzie - o swoje cele i marzenia. Ja muszę stoczyć inną walkę - o życie. Dlatego proszę Cię, jeśli to czytasz, wspomóż moją zbiórkę nawet niewielką kwotą. Pomóż mi proszę zdobyć narzędzie do skutecznej walki i zwycięstwa z najgorszym, niedającym objawów wrogiem, jakim jest nowotwór złośliwy. Chcę móc cieszyć się z moimi dziećmi z ich pasji, chcę im towarzyszyć, być mamą, wspierać, chcę żyć... Nie poddam się, jednak potrzebuję Twojej pomocy.

14 315 zł z 60 000 zł
23%
Anna Strach, Wąwolnica-Kolonia

Zbiórka na leczenie raka piersi w trakcie chemioterapii

Witam, Mam na imię Ania i mam 51 lat. Zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy piersi z naciekami. Miałam już wszczepiony port 2 miesiące temu, a niecały miesiąc temu przeszłam drugą operację, ponieważ nastąpiły przerzuty do węzłów chłonnych. Jestem osobą radosną i uśmiechniętą, ale w obecnej chwili uśmiech i radość prysły niczym pyłek na wietrze. Renta chorobowa skończyła mi się w lipcu, udałam się do MOPSu, ale żadnej pomocy nie uzyskałam. Będę miała zastosowaną radioterapię oraz przeprowadzoną operację prawej piersi, gdzie jest nowotwór złośliwy, a także lewej, gdzie jest łagodny. Proszę ludzi dobrej woli i o ogromnym sercu o wsparcie finansowe na dojazdy do szpitala (80 km), jak również na opatrunki czy też leki, a nawet na zbilansowaną dietę w trakcie leczenia. Tak jak już wspomniałam, zostałam bez środków finansowych. Z góry serdecznie dziękuję za pomoc oraz za przeczytanie mojej prośby. Pozdrawiam, Ania

45 zł z 4 000 zł
1%
Alicja Zalinian, Września

Pomoc dla samotnej matki - walka z przerzutami

Drodzy Przyjaciele, Rodzino i Znajomi, chcielibyśmy podzielić się z Wami historią naszej niezwykłej siostry, Alicji, która walczy dzielnie z rakiem już po raz drugi. Dla tych, którzy znają Alicję, wiedzą, że to niezłomna kobieta pełna siły i odwagi. Przez to wszystko przeszła już raz i teraz staje w obliczu kolejnej niełatwej bitwy. Alicja pokonała raka piersi dzięki swojej nieustępliwości, determinacji oraz wsparciu leczenia, rehabilitacji oraz dzięki najbliższym. Jednak teraz zaczęła się nowa faza walki – rak zaatakował wątrobę i kręgosłup. Ta bitwa jest wyjątkowo trudna, ponieważ tradycyjna chemioterapia, która wcześniej była tak skuteczna, teraz nie wchodzi w grę. Ale Alicja nie traci ducha, dalej walczy, dalej się uśmiecha. Dlatego też zwracamy się do Was, Kochani, z pokorną prośbą o wsparcie. Alicja potrzebuje teraz nowoczesnych terapii i leków, które mogą okazać się kluczowe w jej walce o zdrowie i życie. Wierzymy, że nasza wspólna mobilizacja i dobroć serc pozwolą nam pomóc Alicji w tej trudnej chwili. Alicja to nie tylko wspaniała siostra, ale również niezwykła matka dla 13-letniej córeczki. Jako samotna matka musi sprostać ogromnym wyzwaniom każdego dnia. Koszty leków, rehabilitacji, opieki medycznej oraz codziennego funkcjonowania rosną, a środki finansowe się kurczą. Dlatego też apelujemy do Waszej hojności, abyśmy mogli pomóc Alicji w długiej drodze do zdrowia oraz umożliwić jej spędzenie jak najwięcej czasu z ukochaną córką. Twoje wsparcie może być kroplą, która wypełni morze nadziei. Każda złotówka, każda dobra myśl, każda modlitwa ma ogromne znaczenie. Razem możemy pomóc Alicji zwyciężyć tę trudną bitwę, dając jej szansę na długie, zdrowe i radosne życie. Wspólnie twórzmy łańcuch wsparcia, który nie tylko finansowo, ale i emocjonalnie podtrzyma Alicję w chwilach zwątpienia. Dziękujemy z całego serca za każdy gest solidarności i życzliwości. Niech nasza wspólna siła pokaże, że nigdy nie jesteśmy sami w obliczu trudności. Prosimy również o udostępnianie tej informacji w swoich kręgach – im więcej dobrego serca, tym większa nadzieja. Dziękujemy za bycie częścią tej walki, za dawanie nadziei i za okazywanie miłości. Niech Alicja i jej córka będą otoczone naszą wspólną troską i wsparciem.

70 zł z 50 000 zł
0%
Beata Tomkiewicz, Warszawa

Pełną piersią żyć - zbiórka na leczenie raka piersi, cd. rekonstrukcji i rehabilitację

Hej, jestem Beba i bardzo potrzebuję Waszego wsparcia. Moje "zderzenie" z rakiem piersi zaczęło się i przebiegało pokrótce tak: Na fali postanowień noworocznych poszłam na mammografię (wcześniej robiłam tylko USG piersi, które nic niepokojącego nie wykazywało). Stojąc przy aparacie, usłyszałam od pani technik: "STOP". I czas nagle stanął w miejscu... Duży guz w lewej piersi, mnóstwo podejrzanych mikrokalcynacji wokół, w prawej również podejrzane zmiany. I wielki strach. Potem USG. Potwierdziło wszystko i ujawniło problem w węzłach chłonnych. Machina ruszyła. Biopsja. Czekanie. I 06.02.2023 wynik: rak przewodowy piersi. I nastał chaos. Badania, leczenie, konsultacje, konsylia. 12.05.2023 operacja. Chirurg zdecydował, że wykonają obustronną amputację piersi z jednoczasową rekonstrukcją obu piersi ekspanderami. Szok? Nie było na to czasu. Przyszedł rano przy zmianie opatrunków. Po pierwszym tygodniu gojenia przyszedł ogromny ból. A w drugim okazało się, że w ranie po lewej piersi pojawiła się duża martwica. Że nie wiadomo co dalej i czy świeżo odtwarzana pierś się obroni. Czy nie będzie trzeba jej usunąć. Czy obumrze. Zatrzymało to proces rekonstrukcji, bo nie można było napełniać ekspanderów. Znów długie czekanie. No i ten ból. Narastający, paląco-piekący, strzelający prądem, niepozwalający myśleć, spać, żyć. Znów szpital. Oddział medycyny paliatywnej i próby spacyfikowania bólu. I wzmacnianie, bo schudłam 13 kg. Wlewy dożylne z lidokainy, blokady. Bardzo ciężkie, narkotyczne leki. Ale udało się ustawić leczenie. Ból jest wciąż obecny, ale sobie z nim radzę. Okazało się, że ten koszmar to neuropatia wywołana leczeniem przyczynowym (uszkodzenie nerwów przy wycinaniu węzłów chłonnych). Wróciłam do domu. Długie leczenie martwicy zaczęło dawać rezultaty i powoli ekspandery zostały napełnione. Dziś są wypełnione na full, więc trzeba tylko czekać, by się wszystko zagoiło, by wytworzyły się "kieszonki" na właściwe protezy. Wtedy czeka mnie kolejna operacja, wymiany ekspanderów na implanty. Chirurg poinformował mnie, że po wymianie proces rekonstrukcyjny jest zakończony. Że zostanę z piersiami bez sutków. Że odtworzenie kompleksu otoczka-brodawka i ew. mikropigmentację sutka muszę wykonać we własnym zakresie. A to przekracza moje możliwości finansowe. Pracuję w pomocy społecznej (budżetówka), a dotychczasowe leczenie pochłonęło wszystkie moje oszczędności. Odbyłam cykl rehabilitacji w ramach NFZ, fizjoterapeuci uważają, że działania należy nadal kontynuować we własnym zakresie, by absolutnie nie przerywać fizjoterapii, tak aby zwiększyć zakres ruchu lewej ręki, odzyskać czucie w lewym ramieniu, zapobiec obrzękowi i neutralizować ból neuropatyczny. Rak to jak zderzenie z kamienną ścianą. Nagle stajemy się totalnie śmiertelni. To ciągły, nieustanny lęk. Utrata obu piersi to również ogromny cios. Mimo świadomości, że zabrano z nas chorobę, raka. I dla ciała i dla psychiki to nieprawdopodobny ciężar. Trudno to sobie zracjonalizować i poukładać mądrze w głowie. Nawet tak silnym osobom jak ja. A zaakceptować, nazwijmy to po imieniu: okaleczenie - jest wręcz niemożliwe. To trauma, która w wielu krajach jest rozumiana i przeprowadza się przez nią kobiety z empatią, delikatnością, współczuciem. I otrzymują leczenie od A do Z. Ja muszę prosić Was o pomoc, by przez to przejść. Bo sama po prostu nie dam rady. Leczenie potrwa jeszcze bardzo długo. A ja bardzo chcę odzyskać siły, sprawność, by wróciło moje dawne życie. Chciałabym też móc patrzeć w lustro bez niechęci, niepokoju i wstrętu; nie przypominając sobie za każdym razem, gdy zerknę, o nowotworze i mastektomii. Bardzo chciałabym móc znów oddawać się mojej największej pasji: górom. Tam łatwiej odzyskać pewność siebie i odwagę. I marzę o tym, by przestać czuć się pół-kobietą. Po prostu o tym, by było jak "sprzed", a może nawet lepiej, bo wiem, że czas TUTAJ nie jest nieograniczony, a ja nie chcę już zmarnować ani godziny. To byłoby jak "kropka nad i" w procesie zdrowienia. Wielkie uwolnienie. Będę ogromnie wdzięczna za każde wsparcie i pomoc. Serdecznie i całego serca z góry dziękuję.

9 099 zł z 30 000 zł
30%
Edyta Biernacik, Nowy Wiśnicz

Proszę o pomoc w walce z rakiem - na leczenie i dojazdy

Mam na imię Edyta, mam 41 lat. O chorobie dowiedziałam się niedawno, bo raptem dwa tygodnie temu, choć choroba pewnie rozwijała się długo, nie dając żadnych konkretnych objawów. Mieszkam wraz z mężem w południowej części Polski, jakieś 50 km od Krakowa. Moje życie nie było usłane różami - z rakiem w mojej rodzinie to już jest jakieś fatum, gdyż moi rodzice zmarli kilka lat temu, oboje na nowotwór, tylko każdy na inny. Do niedawna byłam normalną kobietą, która zajmowała się domem i pracą. Teraz, kiedy dowiedziałam się o chorobie, moje życie straciło na wartości, jednak nie poddam się i będę walczyć, jednak bez Państwa pomocy nie dam rady. Mieszkam z mężem, mam schorowaną teściową, którą również się opiekuję. Dla nich, dla mojej małej siostrzenicy, dla siostry i szwagra, ale przede wszystkim dla siebie chcę wygrać walkę. Przed chorobą z mężem jeździliśmy na weekendowe wycieczki, czy do lasu, czy w góry. Bardzo bym chciała wrócić do tego wszystkiego, wrócić do moich marzeń o podróżowaniu. Wracając do mojej choroby: choruję na NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY SZYJKI MACICY. Choroba została zdiagnozowana 11.08.2023, a od lekarza dowiedziałam się dopiero 17.08.2023. W tamtym momencie myślałam, że mi się świat zawalił, że wszystkie nieszczęścia na mnie spadły, poczułam ból, strach i bezsilność. Zaczynam leczenie, ale bardzo się boję, jak zniosę skutki uboczne. Jedyna rzecz, która daje mi siłę to najbliżsi - mój mąż i reszta rodziny. Będę walczyć, żeby przedwcześnie ich nie stracić i żyć z nimi jak najdłużej. Zbieram pieniążki na leczenie, dojazdy oraz badania diagnostyczne. Mieszkam 50 km od Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, w którym jestem leczona. Niestety nie mam możliwości przeprowadzić się tam, gdyż mój mąż pracuje na miejscu i mamy tylko jedną wypłatę na nas dwoje. Proszę o pomoc w walce z tą tak ciężką chorobą.

1 521 zł z 30 000 zł
5%
Ewa Dorota Beldowska-Sadurska, Warszawa

Leczenie raka piersi HER2 dodatniego - nierefundowany pooperacyjnie lek Perjeta

Dzień dobry, w kwietniu tego roku zdiagnozowano u mnie złośliwą odmianę raka piersi HER2-dodatniego. Schemat leczenia jest niestety taki, że najlepsze lekarstwo - bloker Perjeta podawany z Herceptyną - pooperacyjnie nie jest już refundowany. Produkt leczniczy Perjeta jest wskazany do stosowania w skojarzeniu z trastuzumabem i chemioterapią w leczeniu adjuwantowym dorosłych pacjentów chorych na HER2-dodatniego raka piersi we wczesnym stadium z wysokim ryzykiem wznowy. Ciężko mi prosić o pomoc, nie robię tego często, ale w tej sytuacji pomoc jest dla mnie bardzo ważna. Podanie tych dwóch blokerów po operacji daje mi szansę, że ten złośliwy potwór już nie wróci. Jestem mamą i daje mi to wielką siłę do walki. Dziękuję wszystkim, Ewa Bledowska- Sadurska

53 882 zł z 150 000 zł
35%
Włodzimierz Kozłowski, Warszawa

Pomoc dla Włodka

Szanowni Państwo, ten przystojniak na zdjęciu to mój mąż Włodek, najwspanialszy na świecie człowiek. Zdjęcie było robione, gdy mąż był mobilny, ale teraz choroba, z którą walczymy od 2014 roku, pozwala nam jedynie na wycieczki od szpitala do szpitala. To właśnie w 2014 roku dowiedzieliśmy się, że małżonka zaatakował nowotwór i trzeba szybko operować. Po operacji niestety były powikłania. Lekarze nie wiadomo, z jakiego powodu nie podali środka rozrzedzającego krew i powstał zator w płucach typu jeździec. Po trzech tygodniach od operacji onkologicznej mąż miał embolektomię płucną, czyli wyciąganie serca na 20 minut z klatki piersiowej i usuwanie jak największej ilości skrzepów. Dzięki cudownym rękom chirurgów operacja się udała. Pierwsze lata zdiagnozowanej choroby nie były takie ciężkie. Była radioterapia, leczenie hormonalne. Później mąż robił się coraz słabszy, próbowaliśmy badań klinicznych, które niestety nie dały żadnego efektu, doszła chemia. Po 8 wlewach trzeba było zakończyć. Lekarz prowadzący nie chciał już podejmować dalszych kroków w leczeniu i nawet kiedy podjęliśmy samodzielne kroki i zbadaliśmy genom nowotworu (badanie nierefundowane, kosztowało wówczas 21 tys. zł), pani doktor zaczęła na mnie krzyczeć, bym przestała męczyć męża. Jednak moja determinacja nie poszła na marne. Zrobione badania BRCA wykazały, że jest tylko jeden lek dla męża: Olaparib. Terapia miesięczna kosztowała 24 tys. zł. Ale mieliśmy wsparcie Opatrzności, która przysłała nam Anioła w ludzkiej skórze. Dzięki Profesorowi mąż był leczony przez ponad 2 lata. Często podkreślał, że mamy dużo szczęścia, że u nikogo - z tak zaawansowanym nowotworem - terapia metodą celowaną nie przynosi takich efektów. Teraz niestety zakończyliśmy leczenie. Olaparib przestał na męża działać, badania się pogarszają. Mąż od razu poczuł się bardzo źle. Z każdym dniem jest coraz słabszy. Odczuwa też większy ból, mimo przyjmowania silnych opioidów. Przed nami kolejne radykalne działania. Będę chciała robić po raz drugi badanie genomu, słyszałam także o leczeniu izotopem LUT-177-PSMA-617. To wszystko jest bardzo drogie. 4-tygodniowa terapia to ok. 30 tys. złotych. Jestem głęboko przekonana, że nam się uda. Dostajemy ciągle emocjonalne wsparcie od obcych nam osób. Trzymają za nas kciuki, modlą się za Włodka. Ciągle mówią, że jest w nas dużo dobra i rzadko spotykają się z tak ogromną miłością, jaka w nas jest i przez to zasługujemy na to samo. Sami do tej pory wielokrotnie pomagaliśmy i pomagamy w przeróżnych zbiórkach, nie jesteśmy obojętni na ból i krzywdę innych. Niesiemy pomoc tam, gdzie jest potrzebna. Teraz sami jej oczekujemy. Wyrażam nadzieję, że znajdą się chętni, którzy będą chcieli nam pomóc. Już teraz dziękuję wszystkim za przekazany okruch serca, bo życie bez Włodka nie ma dla mnie sensu. Z poważaniem Małgorzata Kozłowska

5 368 zł z 500 000 zł
1%
Ilona Krasoń, Bełchatów

Złośliwy nowotwór piersi

Witam, diagnozę choroby dostałam 25.05.2023. Zachorowałam na złośliwy nowotwór piersi prawej, rak naciekający NST G2, HER2 3+, Ki 50%, podtyp biologiczny - luminalny B (HER2 dodatni). Jestem w trakcie chemioterapii przedoperacyjnej, mam zajęte również węzły chłonne z prawej strony. Jestem samotną matką. Mam za sobą kilka lat bardzo ciężkiego rozwodu. W momencie, kiedy zaczęłam wychodzić na prostą, dowiedziałam się o swojej chorobie. Mam trudną sytuację finansową. Każdy dojazd do szpitala to dla mnie duże obciążenie finansowe. Jeden wyjazd do szpitala to około 120 kilometrów. Tak samo jak zakup potrzebnych mi leków. 9 sierpnia byłam w szpitalu na podanie kolejnej dawki chemii (trzeciej) i niestety kolejny raz jej nie dostałam, ponieważ wyszły mi złe wyniki wątrobowe. Na razie muszę zapomnieć o podawaniu chemii i zacząć od tego, by wyleczyć się z choroby wątrobowej. Jestem po kolejnych wizytach w szpitalu u onkologa i niestety codziennie muszę dojeżdżać na badania sprawdzać, czy jest poprawa wyników. Ciągle są słabe, nie wiadomo co dalej i czy będę mogła mieć podawaną chemioterapię. Jestem po kolejnej chemioterapii i badaniach wątrobowych. Aktualnie bardzo źle się czuję i jutro znów jadę do Łodzi na scyntygrafie kości. Jestem na ten moment bardzo osłabiona, wszystkie mięśnie mnie boli po prostu każdy kawałek ciała. Będę wdzięczna za każde wsparcie finansowe. Każdy datek odciąży mój skromny budżet. Z góry dziękuję za wsparcie.

117 zł z 10 000 zł
1%
Barbara Ożarowska, Pisz

Zbiórka na leczenie

Diagnozę raka piersi postawiono w 2015 roku. Przeszłam zabieg mastektomii całkowitej z biopsją węzła wartownika, następnie chemioterapię i radioterapię. Stale jestem na hormonoterapii. Po głównym leczeniu wróciłam do pracy i odzyskałam powoli siły, sprawność, wróciło moje dawne życie. Nagle i niespodziewanie w listopadzie 2022 r. nastąpił nawrót choroby - przerzut raka piersi do mózgu. Przeszłam całkowitą resekcję guza mózgu. Po zabiegu zastosowano radioterapię loży pooperacyjnej, następnie podano mi cztery dawki chemii. Przyjmuję i będę przyjmowała immunoterapię (wlewy co trzy tygodnie, póki terapia będzie skuteczna). Niestety jesień 2023 roku przyniosła bardzo złe wiadomości, pojawiły się nowe zmiany - przerzuty w głowie. Leczenie, które było wdrożone na początku roku, nie zadziałało, jak zakładaliśmy. Już jestem po radioterapii całej głowy, a od stycznia zaczynam kolejną linię leczenia. Siłę dają mi najbliżsi: mąż, córka, cała rodzinka. Duże wsparcie mam również u przyjaciół. Wierzę, że uda mi się pokonać chorobę, do tego potrzebne mi jest jednak również wsparcie finansowe. Będę ogromnie wdzięczna za każdą, nawet najmniejszą pomoc. Serdecznie i z całego serca z góry dziękuję. Zbiórka ma na celu wspomóc mnie w kontynuacji leczenia tj. finansowaniu wyjazdów do Warszawy, gdzie się leczę, wykonywaniu dodatkowych badań kontrolnych oraz konsultacjami z lekarzami.

23 403 zł z 40 000 zł
58%
Bożena Oskierko, Olsztyn

Zbiórka na operację, leki i rehabilitację

Mam raka piersi HER2 dodatniego. To bardzo agresywny i groźny złośliwiec, który pojawił się z przerzutem do węzłów chłonnych. Przeszłam chemię, operację, radioterapię, chemię pooperacyjną. Zbieram na operację profilaktyczną drugiej piersi, leki oraz rehabilitację, ponieważ wycięto mi wszystkie węzły. NFZ niestety nie refunduje wszystkiego i jestemzmuszona do takiej formy szukania pomocy, co jest dla mnie dodatkowym ogromnym stresem. Ścigam się z czasem, chcąc zdążyć przed przerzutami do drugiej piersi. Moja ciocia tak umarła. Bardzo się boję, że nie przeżyłabym kolejnej chemii, ponieważ umierałam po każdym wlewie. Mój organizm jest bardzo zniszczony i potrzebuje jeszcze czasu, żeby się odbudować. Bardzo bym chciała iść do pracy, ale na razie jestem zbyt słabai mam złe wyniki krwi. Neutropenię, leukopenię i anemię mam od roku. Potrzebuję rehabilitacji ręki, która puchnie i boli. Proszę Was wszystkich czytających ten post o pomoc.

199 zł z 30 000 zł
0%