Zbiórki

Henryk Pasak, Czestochowa

Razem z córkami Henryk walczy o swoje życie

Zastanawiam się, co napisać, jak opowiedzieć te 29 lat ciężkiej walki o każdy dzień. Mój tata miał 43 lata, jak zachorował na raka nerki. Rozpoznanie: Clarocellurales. Wyrok. Miałam wtedy 20 lat, byłam świeżo upieczoną pielęgniarką w ciąży, ledwo po ślubie. Doskonale wiedziałam, co to oznacza. Baliśmy się wszyscy, mama, ja, moja siostra i tata też, pewnie najbardziej z nas, ale tego nie pokazał. Mówił, że się nie da, bo wnuczka w drodze, musi ją zobaczyć i powitać na tym pięknym świecie. Laura jest oczkiem w głowie dziadka, jak zresztą wszystkie wnuki. Dziadek jest najlepszy i rozpieszcza całą piątkę. Myśleliśmy, że się udało, ale niestety po 5 latach od usunięcia nerki pojawiły się pierwsze przerzuty, drugi wnuk był w drodze. Żadne leczenie standardowe nie było skuteczne na raka nerki, mimo to poddaliśmy się naświetlaniom, terapii lekiem z grupy cytokin, kolejnym operacjom. W sumie było ich 8, w tym 4 na płucach, nie pomyliłam się pisząc 'poddaliśmy się'. Chory był tata, ale walczyła cała rodzina. W końcu trafiliśmy do prof. Szczylika do Warszawy do Szpitala przy Ulicy Szaserów. W międzyczasie rodziły się kolejne dzieci, nasz tata jest dumnym dziadkiem czterech wnuczek (Laury, Anastazji, Nadii, Alicji) i jednego wnuka. Gdy pojawił się kolejny przerzut na płucu, lekarze powiedzieli, że nie będą już operować, musieliśmy szukać innego rozwiązania. Z pomocą przyszedł prof. Szczylik, który włączył tatę do programu testowania leku, wtedy nie wiedzieliśmy jakiego, nie mieliśmy gwarancji, że przyjmuje faktycznie lek, a nie placebo. Wierzyliśmy jednak głęboko. Udało się, tata dostawał lek z grupy inhibitorów kinaz białkowych, bardzo dobrze go tolerował i co najważniejsze, działał na raka. Przerzut na płucach nie powiększał się. Ten cudowny czas trwał 10 lat, to był naprawdę piękny okres. Niestety, w którymś z kolei badaniu TK okazało się, że przerzut rośnie. Zastosowano inny lek, który prawie uśmiercił mojego tatę, dostał zapaści, prawie wszystkie narządy wewnętrzne przestały funkcjonować, ale i z tego wyszliśmy. Wtedy profesor Szczylik zaproponował powrót do leczenia innym lekiem, również z grupy inhibitorów kinaz białkowych. I wtedy NFZ wydał wyrok, nie będzie refundował kolejnego leczenia, gdyż poprzedni lek jest ostatnim krokiem w standardzie postępowania leczniczego w złośliwym raku nerki. Miesięczny koszt leczenia lekiem, który prof. Szczylik zastosował, to 13 000 złotych. Nie mamy takich pieniędzy, już nie mamy. Pół roku finansowaliśmy leczenie we własnym zakresie, ale dłużej nie możemy. Nie chcemy zmarnować tylu lat walki, ciężkiej walki, co najważniejsze - skutecznej, z powodu procedur NFZ i już pustego konta. Dlatego zwróciliśmy się o pomoc do fundacji Alivia, jesteście naszą ostatnią deską ratunku. Wierzymy gorąco w Wasze wielkie serca, wierzymy że nie jesteśmy sami. Prosimy, pomóżcie!!! A właściwie błagamy, pomóżcie!!! p.s. Mój tata nazywa się Henryk Pasak, ma 73 lata i jest najlepszym tatą na świecie. Monika Nowakowska

72 767 zł z 156 000 zł
46%
Renata Woroch, Wielka Wieś

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Renata odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Renata odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Renaty została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Renata od 2021 roku mierzy się z hormonozależnym rakiem piersi. Po przebytej mastektomii i chemioterapii wszystko wskazywało na stabilizację. Z czasem pojawiły się bóle kręgosłupa, a dalsza diagnostyka wykazała nowe zmiany w kręgosłupie oraz wątrobie. Obecnie konieczne jest przeprowadzenie specjalistycznych badań genetycznych, które pozwolą na dokładną ocenę sytuacji i wdrożenie leczenia celowanego. To realna szansa na zahamowanie choroby i poprawę jakości życia, jednak czas ma tu kluczowe znaczenie. Zarówno koszty badań, wizyt lekarskich, jak i samego leczenia są bardzo wysokie i przekraczają możliwości finansowe Renaty i jej bliskich. Dlatego zwracamy się z prośbą o wsparcie — każda wpłata przybliża do szybkiego rozpoczęcia leczenia i daje nadzieję na kolejny krok naprzód.

15 895 zł z 100 000 zł
15%
Bogumiła Szeksztełło-Kiliańska, Pasłęk

Długa rehabilitacja pozwoli mi na powrót do normalności!

Jestem Bogumiła, mam 56 lat, jestem mężatką. Mamy pięcioro dorosłych dzieci i pięcioro wnucząt. Kiedy zostaliśmy z mężem sami, zamiast cieszyć się życiem, zaczęły się choroby. W 2015 r. mąż miał zawał i operację serca. Gdy mąż poczuł się lepiej, ja pewnego majowego wieczoru wyczułam pod brodą mały guzek. Tak się zaczęło. W lipcu 2015 r. usłyszałam diagnozę - rak dna jamy ustnej, do usunięcia. Pamiętam ciągle, jak na początku lekarz powiadomił mnie o skutkach ubocznych i powikłaniach operacji, ale to do mnie nie docierało. Chciałam jak najszybciej pozbyć się choroby. 14 września 2015 r. odbyła się operacja, która trwała 11 godzin. Usunięto układ chłonny szyi, dno jamy ustnej, część trzonu i nasady języka oraz trzonu kości gnykowej po stronie prawej. Miałam założoną sondę i rurkę trachoestomijną, którą usunięto po 2 tygodniach. Z sondą wróciłam do domu. W połowie października usunięto sondę, a założono PEGA (przetoka odżywcza połączona bezpośrednio do żołądka), gdyż nie mogłam przełykać. Przez 2 miesiące byłam poddawana radioterapii. W marcu 2016 r. kontrolny rezonans - nie ma go. Pokonałam raka i żyję!!! Ale co to za życie - dusiłam się własną śliną, moja mowa to bełkot. W lutym 2018 usunięto mi PEGA, gdyż nauczyłam się jeść potrawy blendowane, półpłynne w pozycji półleżącej. Czas mijał, a ja zamiast lepiej to czułam się gorzej. Mój lekarz powiedział, że on tu już nic nie może zrobić, pomóc mi może tylko operacja rekonstrukcji z unerwieniem. Zaczęłam szukać lekarza, który podjąłby się operacji. Znalazłam, zapisałam się na wizytę i pełna nadziei pojechałam do Katowic na konsultację... I co usłyszałam? Pan Profesor podejmie się tej operacji, którą trzeba wykonać jak najszybciej, ponieważ czas działa na moją niekorzyść (zrosty, skutki radioterapii), ale operacja nie jest refundowana przez NFZ, a koszt jej to 120 tysięcy złotych. Wróciłam do domu załamana, bo skąd wziąć taką sumę? Nawet kredytu nie dostanę. Nie mam renty z ZUS, gdyż nie spełniam warunków. Dowiedziałam się, że można coś zrobić, że jest szansa, aby wrócić do normalnego życia i kontaktu z ludźmi. Niestety, nie stać mnie ani mojej rodziny na taki wydatek. Zanim udało mi się zebrać takie środki, na początku 2019 r. okazało się, że na operację już za późno. I tak by nie pomogła. Ale lekarz zalecił inną, specjalistyczną rehabilitację - i pomaga, z każdym dniem jest lepiej. Ale to też koszty, ogromne. Rehabilitacja, dojazdy do ośrodka, ale też specjalne kosmetyki i środki do pielęgnacji, nawet specjalna pasta do zębów. Dlatego ciągle proszę Państwa o wsparcie. Proszę, pomóżcie mi, abym mogła rozmawiać z mężem, usiąść z moimi dziećmi i wnukami przy stole, zjeść i napić się herbaty.

35 450 zł z 120 000 zł
29%
Per Vinther, Warszawa

Zbiórka na nierefundowane leczenie

Duński wiking, który pokochał Polskę! Mam na imię Per, mam 58 lat i pochodzę z Danii. 12 lat temu przeprowadziłem się do Polski dla mojej miłości - Małgosi. Od tej pory jesteśmy nierozłączni. W styczniu 2025 roku nasz świat wywrócił się do góry nogami, zdiagnozowano u mnie raka trzustki, z przerzutami do wątroby. Nagle, nasza zwykła codzienność zmieniła się w ciągłe pobyty w szpitalach, badania i strach. Tak niedawno marzyliśmy o wspólnych podróżach, terazjedyny cel to zdrowie. Nie poddaję się, chociaż ta walka jest nierówna, a przeciwnik podstępny i złośliwy. Ale jestem potomkiem wikingów, a wikingowie nie poddają się łatwo! Obecnie jestem w trakcie intensywnej chemioterapii, która ma umożliwić resekcję guza. To jedyna opcja, aby zatrzymać chorobę. Aby zwiększyć moje szanse w walce z rakiem wraz z Małgosią, która mnie mocno wspiera, szukamy innowacyjnych metod leczenia jak zabieg NanoKnife. Niestety jest to zabieg nierefundowany i wykonywany tylko komercyjnie. Rozważamy również możliwość leczenia w jednej z klinik w Niemczech, ale zarówno koszty NanoKnife jak i leczenia za granicą przekraczają nasze możliwości finansowe. Czas, który do tej pory płynął spokojnie, nagle stał się towarem deficytowym i nie wiemy, ile tego czasu nam zostało. Nigdy nie myślałem, że będę musiał prosić o wsparcie, ale aby wygrać tę najtrudniejszą w życiu walkę, muszę to zrobić. Jak się okazało, nawet największy wojownik potrzebuje pomocy! Z całego serca dziękuję za Wasze wsparcie, za każdą najmniejszą kwotę!

12 630 zł z 100 000 zł
12%
Ruta Valentonyte, Stara Wieś

Leczenie i rehabilitacja Ruta Valentonyte

Mam na imię Ruta i od 2007 roku mieszkam i pracuję w Polsce. W marcu 2024 w wyniku obfitego krwawienia trafiłam do szpitala, gdzie zdiagnozowano u mnie raka jelita grubego. Jako medyk trzymałam emocje w ryzach i byłam pewna, że leczenie się uda. Tak prognozowali lekarze. Niestety przebieg choroby okazał się nietypowy - powolny, ale nie poddający się standardowemu leczeniu. Przeszłam dwie podwójne operacje i sporą liczbę cykli chemii oraz radioterapię. Każda operacja i biopsje pozostawiały swój ślad w mięśniach w postaci rozsianych guzów, co obecnie sprawia dolegliwości bólowe. Do tego wykryto mutację, która ogranicza możliwości leczenia obecnie refundowanymi lekami. Przebieg choroby wymaga dużo dodatkowych leków, rehabilitacji i opieki stomatologicznej. Jako ostatnią deskę ratunku dodatkowo do standardowej terapii zaproponowano mi leczenie immunologiczne lekiem, który jest bardzo kosztowny i nie jest refundowany w ramach NFZ w moim przypadku. Zbiórka pomoże mi zabezpieczyć środki na leczenie na kilka miesięcy. Prywatnie jestem mamą dwójki szkolnych Dzieci. Mam ogromne wsparcie od Męża i dużo Przyjaciół, którzy wciąż wspierają mnie w walce z chorobą. Z góry dziękuję za wsparcie finansowe jak i emocjonalne.

111 767 zł z 200 000 zł
55%
Jolanta Adamska, Wrocław

Zbiórka dla Joli Adamskiej

Moi Drodzy, Mam na imię Jola, mam 51 lat. 17 lutego 2025 roku moje życie zmieniło się całkowicie. Usłyszałam, że mam guza w prawym płacie czołowym, prawdopodobnie nowotworowego. Moja pierwsza myśl? „Jak ja to powiem dzieciom?” Boże, jak im to powiem?! W marcu zdiagnozowano u mnie glejaka wielopostaciowego, 4. stadium. 10 kwietnia przeszłam operację, która poszła rewelacyjnie - guz został całkowicie usunięty. Jednak podczas operacji wystąpił atak padaczki, co spowodowało niedowład lewej ręki i nogi, lekkie porażenie lewej strony twarzy oraz problemy z mową. Jestem masażystką i fizjoterapeutką, prowadziłam zajęcia z jogi twarzy, więc wykorzystuję swoją wiedzę, aby wszystko wracało do normy. Mam nadzieję, że gdy poczuję się lepiej, będę mogła pomóc innym, którzy przechodzą przez to samo. Chemia i radioterapia to nie koniec mojego leczenia. To jest 4. stadium, ale się nie poddaję i szukam innych rozwiązań. W czerwcu i lipcu przeszłam 6 tygodni radioterapii oraz 4 tygodnie chemioterapii. Chemioterapia była bardzo toksyczna i uszkodziła szpik kostny. Sterydy obciążyły wątrobę i spowodowały cukrzycę. W ciągu 5 miesięcy przytyłam około 4,5 kg, ale obecnie waga wróciła do normy, co nawet mnie cieszy. Niestety, lekarze stwierdzili wznowę. Czekam na konsultację w Centrum Gamma Knife w Warszawie. Jest to jednak metoda chirurgiczna, której chciałabym uniknąć. Istnieje też inna alternatywa - metoda NanoTherm, która jest bezinwazyjna, ale bardzo kosztowna. Koszt terapii wynosi 20-40 tys. euro i jest dostępna we Wrocławiu. Takie koszty są poza moim zasięgiem. Przez ostatni rok cudem było, że miałam za co żyć. Dzięki świadczeniu zdrowotnemu i rehabilitacyjnemu w wysokości 2200-2700 zł oraz alimentom na dwoje dzieci, jakoś dawałam radę. Byłam nauczycielką i prowadziłam działalność gospodarczą, którą musiałam zamknąć. Dzięki mojej rodzinie i Wam, kochani Darczyńcy, nie musiałam martwić się o jutro. Nadal potrzebuję Waszej pomocy. Zbliża się czas rozliczeń z Urzędem Skarbowym, więc jeśli chcielibyście przekazać 1,5% na moje leczenie, będę przeogromnie wdzięczna. Dodam, że jestem dobrej myśli i proszę się nie martwić o mnie, tylko wspierać mnie myślami pełnymi nadziei. Aby przekazać 1,5%, należy podać nr KRS fundacji ALIVIA 0000358654 i cel szczegółowy: NR mojej zbiórki 112265.

11 372 zł z 100 000 zł
11%
Andrzej Kijek, Włocławek

Andrzej to były piłkarz. Walczy z nowotworem jamy ustnej.

Nazywam się Andrzej Kijek, mam 49 lat, jestem rencistą mieszkającym we Włocławku. Kiedyś czynnie uprawiałem sport - piłkę nożną, grałem w KS Włocławia. Doznana kontuzja kolana na stałe spowodowała stopień niepełnosprawności. W sierpniu 2014 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jamy ustnej. Przeprowadzono operację tracheotomii czasowej, częściowo usunięto żuchwę i część języka oraz dno jamy ustnej. Walka z chorobą i rehabilitacja wraz z odtworzeniem wyciętych części twarzy będą trwały długo, gdyż obecnie w 2018 r. mijają 4 lata wielokrotnych wizyt u lekarzy, badań diagnostycznych i codziennej walki z rakiem, zarówno farmakologicznej, ale też i psychicznej. Mam jednak, o co walczyć, bo mam dla kogo żyć: dla syna Daniela i dla żony Agnieszki. Nasza sytuacja rodzinna niestety nie pozwala mi na udźwignięcie kosztów leczenia, dlatego jakiekolwiek, nawet skromne wsparcie będzie dużą pomocą, a bez dotychczasowego wsparcia Waszego i Fundacji nie dalibyśmy z rodziną rady. Dziękuję z góry wszystkim Darczyńcom za to co dla mnie już zrobiliście oraz za to że, jako ludzie tak wielkiego serca, na tym nie poprzestaniecie.

61 051 zł z 150 000 zł
40%
Aleksandra Kapica, Biała Podlaska

Twoja pomoc moją szansą na życie

Witam, mam na imię Aleksandra i mam 33 lata.Na co dzień mieszkam i pracuję w Międzyrzecu Podlaskim. Prowadzę swój salon kosmetyczny. Praca jest moja ogromną pasją. Niestety w chwili obecnej jestem w trakcie chemioterapii i nie jestem w stanie pracować, rozwijać się, szkolić i spełniać zawodowo. Choroba pokrzyżowała mi plany zawodowe i prywatne. Kiedy skończyłam 30 lat, usłyszałam diagnozę: ziarnica złośliwa. Był to dla mnie i dla moich bliskich ogromny szok, nikt w rodzinie wcześniej nie chorował na nowotwór. Całe moje życie i nie tylko moje zmieniło się diametralnie, teraz najważniejszym celem było wyzdrowieć. Rodzina i przyjaciele bardzo wspierają mnie w walce z chorobą, to dzięki nim nadal mam siłę, by walczyć i się nie poddawać.W 2016 roku rozpoczęłam chemioterapię, było to długie i ciężkie leczenie. W lipcu 2017 roku przeszłam autoprzeszczep komórek macierzystych, który pozwolił mi na chwilę wrócić do normalnego życia i zapomnieć o chorobie, niestety ta okazała się podstępna i wraca. Nadzieją dla mnie jest lek, który w moim przypadku nie jest refundowany. Miesięczny koszt lekoterapii to ok. 30 tysięcy złotych. Koszt leczenia znacznie przewyższa moje możliwości finansowe, dlatego jestem zmuszona prosić o wsparcie. Będę bardzo wdzięczna za gest dobrej woli. Aleksandra Włodarczyk

110 146 zł z 200 000 zł
55%
Ewa Dorota Beldowska-Sadurska, Warszawa

Leczenie raka piersi HER2 dodatniego - nierefundowany pooperacyjnie lek

Dzień dobry, w kwietniu 2023 zdiagnozowano u mnie złośliwą odmianę raka piersi HER2-dodatniego. Schemat leczenia jest niestety taki, że najlepsze lekarstwo pooperacyjnie nie jest już refundowane. AKTUALIZACJA Bardzo wszystkim dziękuję za wpłaty. Czekam teraz na potwierdzenie, czy na pewno już jestem zdrowa, czy nie ma wznowy. Dziękuję wszystkim serdecznie, Ewa Beldowska- Sadurska

56 122 zł z 150 000 zł
37%
Piotr Borycki, Warszawa

Leczenie II linii / 2nd line therapy

Podjęcie 2 linii leczenia onkologicznego jest konieczne po znalezieniu nowych ognisk choroby po zakończeniu terapii 1 linii. Nie jest to leczenie refundowane przez NFZ, koszty zakupu 6 dawek leków to 240.000 PLN. Jest to kwota znacząco obciążająca moje oszczędności, które gromadziłem na przyszłość swojej rodziny - w tym dzieci (9, 15 lat). ------------------------------------------------- Metastasis detected after completed 1st line of my treatment requires follow up with 2nd line. SIx doses of medicines cost 250.000PLN (60.000USD). While it is recomended therapy for my disease, it is not covered by public healthcare. This amount is severely impacting my savings, I put aside for the future of my family, including children (9, 15yo)

153 332 zł z 250 000 zł
61%
Danuta Banak, Świebodzin

Twój mały gest pozwoli mi mieć nadzieję na lepsze życie

W 2020 roku nasza mama, 68 letnia dziś kobieta usłyszała diagnozę, której nikt nigdy nie chciałby usłyszeć: rak piersi. Pamiętam ten dzień jak dziś... Strach, niedowierzanie i pytanie: „Dlaczego właśnie ona?”. Mama zawsze była osobą pełną ciepła, siły i planów, a wiadomość o chorobie przewróciła całe nasze życie do góry nogami. Od tamtej chwili rozpoczęła się długa, trudna walka. Chemioterapia, operacje, naświetlania, miesiące spędzone między lekarzami a szpitalnymi korytarzami. Każdy etap odbierał jej trochę zdrowia, trochę sił, ale nigdy nie odebrał jej nadziei. Najwięcej wsparcia dawała jej myśl o córce i ukochanym wnuku, których chce widzieć dorastających i szczęśliwych. Marzyła i nadal marzy o zwykłym, spokojnym życiu o spacerach, o spotkaniach rodzinnych, o dniach bez bólu. Niestety choroba nie odpuszcza. Lata leczenia zostawiły po sobie nie tylko ból fizyczny i psychiczny, ale też ogromne koszty. Dojazdy do szpitali i specjalistów, rehabilitacje, leki nierefundowane, środki przeciwbólowe, pomoc medyczna to wszystko pochłania więcej, niż jesteśmy w stanie udźwignąć sami. Każdy miesiąc to walka nie tylko o zdrowie, ale też o podstawowy komfort życia. Mama mimo cierpienia wciąż walczy, ale codziennie staje przed kolejnymi przeszkodami. Najtrudniejsza w tym wszystkim jest bezsilność i świadomość, że chce żyć, chce być z rodziną, ale potrzebuje pomocy, by móc kontynuować leczenie i zachować choć odrobinę godności w tej bolesnej drodze. Dlatego prosimy o wsparcie. Zbieramy pieniądze na dojazdy, rehabilitację, leczenie oraz poprawę jakości życia mamy w czasie, gdy każdy dzień jest dla niej ogromnym wyzwaniem. Każda wpłata nawet najmniejsza to realna pomoc, która daje jej szansę na spokojniejsze jutro.

1 475 zł z 100 000 zł
1%
Urszula Dyk, Sława

Pomoc dla Uli walczącej z agresywnym i bardzo rzadkim rakiem

Ula Brach-Dyk to jedna z tych osób, które od razu zapadają w serce. Ciepła, dobra, uśmiechnięta. Zawsze była tam, gdzie była potrzebna. Bez pytania, bez rozgłosu. Gdy powódź nawiedziła jej rodzinne strony – Bystrzycę Kłodzką, Ula była jedną z pierwszych osób, które zaczęły działać. Jako sołtyska Krzepielowa z oddaniem angażowała się w sprawy mieszkańców. Organizowała, wspierała, niosła dobre słowo. Dziś sama toczy walkę. Najtrudniejszą w swoim życiu! W styczniu 2025 roku usłyszała diagnozę, która zmieniła wszystko: bardzo agresywny i rzadki nowotwór – rak endometrialny w bliźnie po cesarskim cięciu. To jedna z najrzadszych i najbardziej opornych na leczenie form raka. Ula ma za sobą już kilka cykli chemioterapii, ale organizm nie reaguje. Teraz potrzebne są: - kosztowne specjalistyczne badania i konsultacje przedoperacyjne - nierefundowane leki - przygotowania do bardzo trudnej operacji, która może dać jej szansę na życie Każdy dzień to nowe wyzwania, szpitale, leczenie i narastające koszty. Ula to także mama i żona. Ma dwójkę dzieci, Melanię i Marcela oraz męża Marka. Do niedawna prowadziła własną firmę, ale dziś całą swoją siłę poświęca na walkę z bólem, strachem i niepewnością. Walkę o życie. Tej walki nie może jednak toczyć sama. Zawsze była dla innych. Teraz my bądźmy dla niej. Pomóżmy Uli odzyskać zdrowie, nadzieję i życie. 💙 Jak możesz pomóc? Każda złotówka. Każde udostępnienie. Każde dobre słowo ma znaczenie. Bo dobro wraca. A Ula zasługuje na wszystko, co najlepsze.

1 045 zł z 100 000 zł
1%