Zbiórki

Konstanty Stepaniuk, Białystok

Potrzebne środki na zabieg Nanoknife

Jestem pełnomocnikiem Konstantego i zgłosiłam go do Fundacji, bo jest w bardzo trudnej sytuacji. Do momentu rozpoznania choroby nowotworu złośliwego prostaty mieszkał i pracował w warsztacie samochodowym razem z synem. W trakcie choroby syn nie opiekował się ojcem i nie wspierał finansowo, a wręcz przeciwnie - zażądał notarialnego przepisania domu w całości. Po odmowie ojca wyprowadził się z synową pozostawiając samego w chorobie bez środków do życia. Konstanty został opuszczony przez rodzinę i mieszka sam. Jest po rozwodzie od 14 lat. Po pierwszej operacji w Bydgoszczy były komplikacje, które spowodowały dłuższą niezdolność do pracy. Następstwem tego była kolejna operacja w Białymstoku. Po niecałym w badaniu MR wykazano wznowę nowotworu w okolicy szyi, pęcherza i odbytnicy. Daje to bóle, ciągle infekcje, trudności z oddawaniem moczu oraz zaleganiem moczu w pęcherzu. W tym przypadku klasyczna metoda leczenia radioterapią daje duże prawdopodobieństwo powstania wielu powikłań m.in. przetoki, nietrzymania moczu, krwawienia, uszkodzenia nerwów pęcherza, itd., co spowoduje brak możliwości wykonywania pracy zawodowej i potrzebę opiekuna w życiu codziennym. Według opinii lekarza onkologa i urologów zalecaną metoda leczenia jest Nanoknife. Urolog w klinice Klara zakwalifikował Konstantego na operację, która jest jedyną możliwą metodą, jaką można zastosować w tym przypadku ze względu na okolice zmian chorobowych. Nanoknife nie powoduje takich powikłań, bo jest metodą małoinwazyjną. Metoda ta zapewnia powrót do normalnego życia i pracy. Po radioterapii minimalny okres niezdolności do pracy to 6 miesięcy, jeśli nie będzie dodatkowych powikłań. Jednak Nanoknife to kosztowna operacja, na którą nie stać Konstantego, ponieważ sytuacja życiowa doprowadziła do kłopotów finansowych. Konstanty jest osobą niepełnosprawną, mimo to w miarę możliwości wykonuje drobne prace w warsztacie, w którym sam pracuje. Rodzina z Konstantym nie utrzymuje żadnego kontaktu. Jest zdany sam na siebie. Operacja daje daje duże szanse na wyzdrowienie, jednak nie jestem w stanie sfinansować w całości kosztów operacji. Zwracam się z prośbą o pomoc wsparciu finansowym na operację, która jest zaplanowana na dzień 15.01.2020 roku. PS. Z powodu braku środków finansowych Konstanty oczekuje na operację w innym terminie. Dziękujemy!

15 624 zł z 45 000 zł
34%
Weronika Popielarz, Kościelec

Miałam 2 lata, gdy zachorowałam. Walczę z chorobą ponad 33 lata!

Nazywam się Weronika Popielarz, mam 33 lata, pochodzę z miejscowości Kościelec, a obecnie mieszkam w Kole, powiat kolski, województwo wielkopolskie. Od 33 lat choruję i leczę się onkologicznie. Jestem po 3 operacjach neurochirurgicznych (1993,1994,2003 r.) usunięcia złośliwego guza mózgu – wyściółczaka anaplastycznego okolicy czołowo-ciemieniowej lewej. W 1994 r. przeszłam radioterapię całej osi nerwowej (cała głowa 40.5 Gy i cały rdzeń kręgowy 25,5 Gy w 25 frakcjach). Napromieniowanie było duże. Po kolejnej wznowie guza w 2003 roku przeszłam trzecią operacje neurochirurgiczną i zostałam poddana też leczeniu onkologicznemu - chemioterapią. Po tym czasie intensywnie kontynuowałam rehabilitację oraz miałam inne zabiegi chirurgiczne usprawniające narząd ruchu, jak wydłużanie ścięgna Achillesa. W 2010 r. w kontrolnym badaniu MR głowy wykazano nieprawidłową masę o charakterze najpewniej oponiaka (być może indukowanego radioterapią w 1993,1994). Guz jest usytuowany w lewej okolicy ciemieniowej – guz przylegający do ściany bocznej tylnej części zatoki strzałkowej górnej. W badaniu MR wykazano guza o wymiarach 28x15x27,5 mm. W dniu 5.10.2011 r. zostałam poddana zabiegowi radiochirurgii stereotaktycznej Gamma Knife. Po pierwszej operacji miałam naświetlania, były one tak silne, że spowodowały wypalenie cebulek włosowych. Do chwili obecnej ponoszę konsekwencje tego, noszę perukę. Po drugiej operacji powstał uraz połowiczy prawostronny. Jestem osobą niepełnosprawną, potrzebującą ciągłej rehabilitacji. W 2017 r. po raz kolejny los odwrócił się ode mnie bezlitośnie. W badaniu MR głowy zdiagnozowano cztery guzy (oponiaki). W związku z powyższym musiałam przejść ponownie zabieg radiochirurgii stereotaktycznej - naświetlanie głowy w Klinice Allenort Gamma Knife w Warszawie. W dniu 20.12.2017 zastosowano leczenie radiochirurgią stereotaktyczną Gamma Knife trzech guzów o radiologicznych cechach oponiaków zlokalizowanych na sklepistości czołowej półkuli mózgu lewej oraz w okolicy ciemieniowej półkuli mózgu lewej. Podano dawki odpowiednio 12 Gy w jednej frakcji na izodozę referencyjną 50% na guz o objętości 0,895 cm 3 oraz 12 Gy w jednej frakcji na izodozę referencyjną 50% na guz o objętości 1,52 cm 3. Czwarty guz o cechach oponiaka namiotu móżdżku po stronie prawej o wym. 4x5x3 mm do zabiegu. Wciąż zmagam się z chorobą onkologiczną i walką o sprawność ruchową. Nieustannie walczę ze skutkami choroby, silnymi bólami głowy i kręgosłupa, bólem biodra, kości ogonowej i kolan (Chomologacja rzepki), zawrotami głowy i równowagi. Założenie subkonta w ramach Programu ONKOZBIÓRKA wiąże się dla mnie z dużą pomocą finansową: Pomogłoby mi finansować wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne. W mojej sytuacji nie mogę wyjeżdżać do sanatorium, gdyż Narodowy Fundusz Zdrowia odrzuca moje wnioski ze względu na schorzenie: leczenie onkologiczne. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie nie zawsze posiada środki, żeby dofinansować turnus rehabilitacyjny. Moim marzeniem jest dokonać przeszczepu włosów. Pokrycie kosztów dojazdów na leczenie (leczyłam i leczę się w CZMP w Łodzi; w Szpitalu Klinicznym na Spornej w Łodzi i obecnie doszła jeszcze Klinika Allenort w Warszawie). Planuję operacyjnie usprawnić rękę prawą. Chciałabym kontynuować rehabilitację ruchową.

20 609 zł z 50 000 zł
41%
Paweł Słupiński, Zgierz

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Paweł odszedł…

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Paweł odszedł… Składamy szczere wyrazy współczucia jego rodzinie i bliskim. Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Pawła została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***……………………………………………….. Nie proszę o cud. Proszę o szansę na leczenie. Mam na imię Paweł. Walczę z agresywnym rakiem przełyku. Jeszcze niedawno miałem plany i marzenia jak każdy. Dziś moim największym marzeniem jest wygrać z chorobą i odzyskać zdrowie. W ciągu zaledwie trzech miesięcy schudłem 18 kilogramów. Nowotwór sprawił, że nawet jedzenie stało się ogromnym wyzwaniem. Mogę przyjmować głównie posiłki płynne i papkowate. Aby zatrzymać wyniszczanie organizmu, muszę stosować specjalistyczne, wysokobiałkowe i wysokoenergetyczne żywienie medyczne. To nie jest wybór – to konieczność, która daje mi siłę do dalszej walki. Każdy kolejny etap leczenia wymaga specjalistycznej diagnostyki. Już same rozszerzone badania laboratoryjne i diagnostyczne to bardzo duży wydatek, a nie wszystkie są refundowane. Bez nich lekarze nie mogą w pełni ocenić przebiegu choroby ani dobrać najlepszego leczenia. Choroba odbiera mi również siłę i masę mięśniową. Dlatego potrzebuję rehabilitacji, fizjoterapii i terapii wspomagających, które pomagają utrzymać sprawność oraz przygotować organizm do kolejnych etapów leczenia. Środki z tej zbiórki zostaną przeznaczone na specjalistyczne badania, leczenie, leki, żywienie medyczne, rehabilitację, fizjoterapię, dojazdy do ośrodków onkologicznych oraz wszystkie niezbędne wydatki związane z walką o zdrowie. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał prosić o pomoc. Dziś wiem, że sam nie dam rady. Każda wpłata i każde udostępnienie przybliżają mnie do kolejnego badania, kolejnego etapu leczenia i kolejnej szansy. Nie proszę o litość. Proszę o możliwość walki. O szansę, by wykorzystać każdą dostępną metodę leczenia i nie poddać się, dopóki jest nadzieja. Z całego serca dziękuję za każdą złotówkę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Dzięki Wam wiem, że w tej walce nie jestem sam.

555 zł z 30 000 zł
1%
Anzhela Riabtseva, Warszawa

Rak to nie koniec

529 zł z 30 000 zł
1%
Justyna Hadrych, Bydgoszcz

Po raz drugi stanęłam do walki z nowotworem. Nie chcę jej przegrać

Mam na imię Justyna, mam 49 lat. Zachorowałam na nowotwór w roku 2024. Obecnie walczę z rakiem jelita grubego w 3 stadium. To już drugi, niezależny, bardzo agresywny nowotwór, z którym przyszło mi się zmierzyć. Pierwsza choroba nowotworowa bardzo osłabiła mój organizm, doprowadziła również do osłabienia kości kręgosłupa, przez co doszło do ich złamań kompresyjnych. Dziś zmagam się nie tylko z nowotworem, ale także z bólem i ograniczeniami, które pozostawiło poprzednie leczenie. Każdy dzień to walka o zdrowie i czas - czas, by móc jeszcze przytulić moje dwie ukochane wnuczki i patrzeć jak dorastają. Pomóż mi zawalczyć o szansę na leczenie. Po wyczerpaniu dostępnych możliwości leczenia w kraju pojawiła się nadzieja na dalszą terapię w specjalistycznych ośrodkach w Niemczech lub Izraelu. Konsultacje z zagranicznymi lekarzami mogą otworzyć drogę do nowoczesnych metod leczenia, które dają realną szansę na poprawę mojego stanu zdrowia. Zbiórka pomoże mi pokryć koszty leczenia, dojazdów do specjalistów oraz codziennych wydatków związanych z chorobą. Każda wpłata i każde udostępnienie są dla mnie ogromnym wsparciem i dają nadzieję, że nie jestem w tej walce sama. Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ ZA KAŻDĄ OKAZANĄ POMOC!

50 435 zł z 80 000 zł
63%
Daria Diuzhakova, Warszawa

Pomoc dla dziewczyny chorującej na rzadki nowotwór

8 lipca 2025 roku - w dniu moich 34. urodzin - usłyszałam diagnozę, która podzieliła moje życie na „przed” i „po”. Rak brodawki Vatera - narządu, o którego istnieniu jeszcze kilka miesięcy wcześniej nawet nie wiedziałam. Czasem myślę, że ta historia zaczęła się dużo wcześniej. Od lat życia w napięciu, od wojny, od strachu, który powoli osiada w ciele. Od momentu, gdy trzeba było zostawić dom i uciekać z ukochanego Charkowa z jednym plecakiem. Los zaprowadził mnie do Polski - najpierw do Bydgoszczy, potem do Warszawy. Próbowałam budować życie od nowa, pracować, odnaleźć stabilność. Diagnoza przyszła nagle. Jak cisza przed burzą. A potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko: konsultacje, przygotowania, strach i nadzieja jednocześnie. Operacja Whipple’a - jedna z najtrudniejszych operacji na świecie. Usunięcie narządów i stworzenie na nowo tego, co miało pozwolić mi żyć dalej. 7 dni na OIOM-ie. Ponad dwa tygodnie w szpitalu. A potem - powrót do domu i kolejny etap: chemioterapia. Za oknem powoli zaczyna się wiosna. Świat budzi się do życia, a ja uczę się żyć na nowo - w innym ciele, w innej rzeczywistości. Bardzo chcę poczuć tę wiosnę naprawdę: spacerować, oddychać pełną piersią, pisać, marzyć. Jestem osobą, która tworzy. Piszę - również po polsku. Powstał już nawet mój wiersz o lekarzach i ich wielkiej pracy, o ludziach, którzy każdego dnia ratują innych, często kosztem siebie. Dziś jednak moja codzienność to leczenie. Operacja się udała, ale chemioterapia okazała się trudniejsza, niż mogłam sobie wyobrazić. Skutki uboczne nie pozwalają mi normalnie funkcjonować ani pracować. Część leczenia jest refundowana, ale leki dodatkowe, badania, specjalne odżywianie i zwykłe życie - to wszystko spoczywa na mnie. A ja nie jestem już w stanie sama tego unieść. Dlatego proszę o pomoc. Bardzo chcę żyć. Świadomie. Głęboko. Tworzyć historie, które coś zmieniają. Moim marzeniem jest zostać pierwszą europejską scenarzystką, która zdobędzie Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Wierzę, że nawet najtrudniejsza droga ma sens, jeśli nie idzie się nią samemu. Jeśli moja historia poruszyła Twoje serce - proszę, zostań jej częścią.

10 390 zł z 40 000 zł
25%
Tomasz Barwik, Słupsk

Pokonać raka - zbieram środki na leczenie

Mam na imię Tomek i w styczniu tego roku zachorowałem na raka prostaty. To było dla mnie ogromnym ciosem, nie do uwierzenia. Przed chorobą nie liczyłem dni tak, jak teraz. Żyłem, śmiałem się, martwiłem się z różnych powodów - po prostu żyłem pełna piersią. Od kiedy mam zdiagnozowanego raka, wszystko jest inne. Nigdy bym nie przypuszczał, że będę miał nowotwór i że moje życie się powoli kończy. Mam córeczkę w wieku 11 lat oraz narzeczoną, z którą teraz planujemy ślub. Każdy dzień z nimi jest dla mnie taki piękny i chciałbym, żeby takich dni w moim życiu było jeszcze dużo. Dlatego zbieram pieniądze w fundacji na lekarstwa, badania, konsultacje i dojazdy. Żeby wygrać z rakiem i go pokonać! Na świecie są leki, które coraz skuteczniej niszczą nowotwory. Ogromnych sił dodaje mi moja narzeczona oraz córeczka. Chcę widzieć, jak rośnie i być przy niej, póki nie stanie się dorosła. Dziękuję za każdą złotówkę, którą dostanę, aby pokonać raka!

257 zł z 30 000 zł
0%
Elżbieta Herós, Poznań

Elżbieta walczy z rakiem trzustki - prosimy o pomoc w leczeniu

Ratujmy naszą Mamę - Elżbietę, która walczy z nowotworem trzustki! Nasza mama Elżbieta ma 57 lat. W lutym 2025 roku zdiagnozowano u niej złośliwy nowotwór trzustki i dwunastnicy. To jedna z najcięższych i najgorzej rokujących chorób nowotworowych. Życie naszej rodziny zmieniło się w walkę o każdy dzień. W grudniu 2024 zaczęły się u mamy silne bóle kręgosłupa. W lutym trafiła do szpitala z podejrzeniem wrzodów. Niestety 28 lutego wykryto guz. Mama 11 marca przeszła operację obejścia przewodu pokarmowego, a z pobranego wycinka potwierdzono nowotwór złośliwy. Mama bardzo cierpi i jest mocno osłabiona. Porusza się na wózku inwalidzkim, cierpi na ciężką anemię, ma stały dren przezskórny do odprowadzania żółci do worka na zewnątrz organizmu. Większość czasu spędza w łóżku i potrzebuje codziennej pomocy. Lekarze zaproponowali leczenie paliatywne, czyli jedynie łagodzenie objawów. My, rodzina, nie zgadzamy się na to. Chcemy walczyć o życie mamy, szukamy innych, realnych metod przedłużenia życia, poprawy komfortu i możliwego zatrzymania choroby. Obecne leczenie to nasza codzienna walka o nadzieję i względną stabilizację choroby. Miesięczny koszt wydatków z tym związanych wynosi ponad 4 500 zł. To kwota, której nie jesteśmy w stanie udźwignąć samodzielnie. Co dalej ? Chcemy spróbować metody NanoKnife. Jeśli stan mamy się poprawi, chcemy zakwalifikować ją do zabiegu NanoKnife. To nowoczesna, małoinwazyjna metoda niszczenia komórek nowotworowych za pomocą impulsów elektrycznych. Jest szczególnie skuteczna przy guzach w trzustce. Niestety, nie jest refundowana przez NFZ, a koszt w Polsce wynosi od 50 000 do 70 000 zł. Rodzina - my - jesteśmy z mamą. Mama i tata byli zawsze wspaniałymi ludżmi, oboje całe życie ciężko pracowali. Adoptowali mnie, a pięć lat później moją młodszą siostrę. Dali nam wszystko: dom pełen ciepła, miłości, szacunku i bezpieczeństwa. Rodzice są osobami o wielkim sercu. Pomagają innym, biorą udział w zbiórkach. Nigdy nie odwracają się od cierpienia. Dziś to najbardziej nasza mama potrzebuje pomocy, a my chcemy ją uratować. Niestety tata również poważnie zachorował. Po rozległym zawale w 2009 roku przyznano mu pierwszą grupę inwalidzką. Cierpi na cukrzycę, bierze leki, nie pamięta i nie rozumie sytuacji. Rodzice próbują opiekować się sobą wzajemnie, ale nie są już w stanie. Dlatego prosimy Was o pomoc. Zbieramy środki na: - leki i suplementy - badania i wizyty lekarskie - transport medyczny i opiekę domową - worki stomijne oraz artykuły higieniczne - możliwe wdrożenie terapii NanoKnife Każda złotówka ma znaczenie. Każde udostępnienie zwiększa szansę na ratunek. Dziękujemy za Wasze wsparcie, za obecność i serce <3

230 zł z 30 000 zł
0%
Stanisław Paterek, Żelechów

Onkozbiórka na leczenie

Ktoś kiedyś powiedział, że "człowiek nie może odkryć nowych oceanów, dopóki nie znajdzie odwagi, żeby stracić z oczu brzeg." Niekiedy jednak ta utrata brzegu z naszego pola widzenia jest niezależna od nas. U mnie miała miejsce w 2024 r., gdy nastąpiła diagnoza. Mimo to nie poddaję się i staram się żyć normalnie. Środki zebrane za pośrednictwem fundacji Alivia będą mi bardzo pomocne w leczeniu. Z góry dziękuję za każdą pomoc.

200 zł z 30 000 zł
0%
Bogumiła Beliczyńska, Katowice

Chcę żyć, jeszcze tak wiele przede mną! Pomóż mi wygrać walkę z rakiem...

Dzień dobry, nazywam się Bogumiła Beliczyńska i mam 67 lat. Zawsze uważałam, że wiek to tylko liczba, a przede mną wciąż jeszcze tyle pięknych chwil do przeżycia. Niestety los postawił na mojej drodze to wyzwanie, z którym sama nie dam rady wygrać. Od trzech lat toczę nierówne zmagania ze złośliwym nowotworem płaskonabłonkowym odbytu. Choroba jest niezwykle agresywna - pojawiły się już przerzuty do węzłów chłonnych, pochwy oraz wątroby. Mój organizm od dwudziestu czterech miesięcy jest nieustannie bombardowany kolejnymi cyklami chemioterapii oraz naświetlań (radioterapii). Każdy dzień to bój o przetrwanie, ogromny ból i potworne zmęczenie. Mimo to działam, bo CHCĘŻYĆ!!!! Mam w sobie ogromną wolę do działania, ale moje ciało potrzebuje wsparcia, bym miała siłę przyjąć kolejne dawki chemii. Niestety, rzeczywistość emerytki w Polsce bywa brutalna. Mieszkam sama. Moja skromna emerytura już dawno przestała wystarczać na pokrycie lawinowo rosnących kosztów. Każdego miesiąca brakuje mi na leki, dojazdy do szpitali, konsultacje lekarskie oraz dodatkowe leki, które utrzymują mnie przy siłach. Zamiast skupić się na pozytywnym myśleniu i regeneracji, każdego dnia towarzyszy mi paraliżujący stres - skąd wziąć pieniądze na kolejny miesiąc leczenia? Moim celem jest zebranie 30 000 zł. Ta kwota pozwoli mi opłacić niezbędne leki, bezpieczne dojazdy na terapie, do szpitali oraz odżywki, które pomogą mojemu organizmowi walczyć z tą chorobą. Da mi to również spokój psychiczny, który w chorobie onkologicznej jest połową sukcesu. Z całego serca proszę Was o pomoc. Każda złotówka z tej zbiórki to dla mnie szansa na jutro. Proszę, nie pozwólcie, by brak pieniędzy odebrał mi nadzieję na życie... Jestem wdzięczna za każde wsparcie, Bogumiła

185 zł z 30 000 zł
0%
Paweł Nogaj, Poznań

Chemia pomogła, chcę walczyć dalej.

Nigdy nie paliłem papierosów, a mimo to w marcu 2019 po serii badań zdiagnozowano u mnie nietypowy, bardzo rzadki typ nowotworu: wielokomórkowy rak neuroendokrynny płuca w stopniu IV. Właśnie zakończyłem ostatni zaplanowany cykl chemioterapii, której celem było zwalczenie guza neuroendokrynnego na płucu i jego przerzutu do wątroby. Pierwszy ciężki etap kuracji mam już za sobą. Dzięki wsparciu moich najbliższych i przyjaciół udało mi się przetrwać ten czas. Jestem optymistycznie nastawiony do życia, wyniki ostatnich badań po terapii wyglądają również bardzo obiecująco (rozsiew nowotworu został zmniejszony). Teraz czas na to, by przystąpić do dalszej kuracji. Przede mną kilkumiesięczna rekonwalescencja i obserwacja efektów zastosowanej kuracji. Ten czas chcę spożytkować między innymi na zebranie środków na dalsze leczenie. Optymizmem napawa fakt, że ciągle powstają nowe leki, metody leczenia i zewsząd płyną informacje o ich coraz lepszej skuteczności. I wiecie co? To mnie jeszcze bardziej pozytywnie nakręca! Celem mojej zbiórki jest zdobycie środków na innowacyjną formę immunoterapii nierefundowanym lekiem. Koszt takiego leczenia to w przybliżeniu miesięcznie 40 000 PLN. Kwota zawrotna, dla mnie i moich najbliższych - nieosiągalna. Każda pomoc jest dla mnie bardzo wartościowa. Te ostatnie pół roku było niesamowite dla mnie. Dobre słowo, spotkanie z życzliwymi lekarzami i pielęgniarkami, korespondencja ze specjalistami z całego świata. Wszyscy bezinteresowni, bardzo dobrze do mnie nastawieni. To bardzo mi pomaga. Chce mi się bardzo działać dalej i nieśmiało prosić Was o wsparcie, zarówno finansowe, jak i duchowe. Dziękuję Wam bardzo.

9 758 zł z 40 000 zł
24%
Edyta Siewielec, Krzczonów

Wsparcie na leczenie nierefundowane

Nazywam sie Edyta Siewielec, mam 53 lata. Mam dwóch dorosłych synów, których wychowywałam samotnie. Opiekowałam się chorymi rodzicami: ojciec zmarł na raka płuc, a trzy lata temu po ciężkiej chorobie zmarła mama. Gdy zaczęłam spokojniej żyć, po drugiej profilaktycznej mammografii, w ciągu niepełnych trzech lat, usłyszałam diagnozę. Los postawił mnie naprzeciw nowotworowi złośliwemu piersi z przerzutem do węzłów chłonnych i śródpiersia, który z dnia na dzień niszczy moją codzienność. Ciężko dopuścić do siebie tak dramatyczną diagnozę, mimo to nie mogę się poddać. Pierwsze 6 miesięcy jest kluczowe w rozwoju choroby. Niestety rzeczywistość szpitalna nie pozwala mi wierzyć w szczęśliwy finał, dlatego korzystam z wszelkich możliwych metod. Stosuję tylko te terapie, których skuteczność potwierdzają badania naukowe, wszystko pod kontrolą lekarzy specjalistów. Mierząc siły na zamiary wspólnie z rodziną zdecydowaliśmy się prosić o pomoc. Większość z kroków w drodze do zdrowia jest nierefundowana i kosztowna: leki, badania, konsultacje, dojazdy, itp. Ogromnym wsparciem są dla mnie synowie, są dla mnie wszystkim. Chciałabym zobaczyć, jak radzą sobie w dorosłym życiu i poznać swoje wnuki. Będę wdzięczna za każdy dar serca. Modlę się, bym w przyszłości miała możliwość przekazać otrzymane dobro dalej.

9 193 zł z 40 000 zł
22%