Zbiórki

Anna Konon, Bytom

Walka z rakiem mamy dwójki dzieci, tata zginął w wypadku

Mam na imię Ania i mam 34 lata. Do niedawna czułam się spełnioną osobą. Miałam pracę, którą bardzo lubiłam-prowadziłam swoją działalność w handlu odzieżą. Natomiast przede wszystkim miałam przy sobie miłość mojego życia. W Arturze zakochałam się już w gimnazjum. Moje największe szczęście to dwie wspaniałe córeczki, aktualnie mają 3 i 11 lat. Całe to moje życie zaczęło się burzyć na początku 2020r. Przez pandemię i lockdowny miałam problemy z działalnością. Najgorsze wydarzyło się w Wielki Piątek... Mój Ukochany zginął w wypadku komunikacyjnym. Ja straciłam cudownego faceta, a moje dziewczynki kochającego tatusia. Mój świat się wtedy zawalił. Myślałam, że już nie dam rady się z tego pozbierać. .Moje życie właśnie się skończyło. Ale musiałam.... dla moich dzieci. Małymi krokami i ciężką pracą dawałyśmy radę dzień po dniu. Kolejny cios otrzymałam niedługo potem bo był czerwiec 2021r. Wyczułam wypukłość na prawej piersi, przestraszyłam się i szybko umówiłam się na USG piersi. Zamarłam kiedy lekarz wykonujący badanie powiedział, że w piersi jest guz o wielkości 2,5 x 3 cm i węzły chłonne też są zajęte. Od razu wdrożyliśmy wszystkie procedury mające na celu jak najszybciej rozpocząć leczenie. Przechodziłam ogromne kryzysy podczas diagnozy. Tata dzieci nie żyje, a ja jestem śmiertelnie chora... JA MUSZĘ DLA NICH ŻYĆ!!! Pracowałam do ostatniego dnia diagnozy która trwała 2,5 miesiąca. Poddałam się w trakcie czerwonej chemii, która dała mi popalić. Nie byłam w stanie nic zrobić, nie byłam w stanie wstać z łóżka, nie byłam w stanie żyć. Wylądowałam w szpitalu z neutropenią (miałam prawie zerowy stan białych krwinek). Byłam 7 dni w całkowitej izolacji. Przyjęłam dopiero dwie dawki chemii, a kolejne były pod dużym znakiem zapytania. Myślałam, że ta chemia mnie wykończy. Pani doktor onkolog kliniczna która mnie prowadziła, powiedziała że dawno nie widziała tak wrażliwego na chemię przypadku. Na szczęście udało się. Całą chemię, czyli 4 czerwone, potem 12 białych plus blokada anty Her (mam raka nieluminalnego Her2 dodatniego) przeszłam biorąc zastrzyki na pobudzenie wzrostu białych krwinek. Wypadły mi moje długie włosy, schudłam 12 kg, miałam ogromne problemy z nieustającym bólem żołądka i zepsuł mi się wcześniej idealny wzrok, ale walczyłam i przetrwałam! Ze względu na to że guz był zbyt blisko skóry i mięśnia piersiowego (przed podaniem chemi guz miał już 7x5,5 cm) musiałam poddać się mastektomii radykalnej i usunięciu 11 węzłów chłonnych. Teraz czeka mnie rehabilitacja i radioterapia. Ponieważ mam problemy z krążeniem (3 razy usuwane żylaki kończyn dolnych) lekarz zalecił mi wykonanie zespolenia naczyń limfatycznych, żeby uniknąć obrzęku w ręce, w której usunięto mi węzły chłonne. Niestety operacja zespolenia naczyń limfatycznych jest operacją komercyjną i kosztuje 30 tysięcy złotych. Muszę jak najszybciej wrócić do sprawności i do pracy. Ze względu na to, że chora była prawa strona, obawiam się o sprawność w tej ręce i możliwość pracy na pełnych obrotach, do której byłam przyzwyczajona. Dotąd byłam bardzo aktywną osobą. Ponadto rak którego miałam, był rakiem zrazikowym czyli takim który lubi się przenosić do drugiej piersi. Nie dam rady przejść przez to piekło jeszcze raz, więc chciałabym się poddać profilaktycznej mastektomii drugiej piersi, której koszt to prawie 20 tysięcy złotych. Chemia bardzo wykończyła mój organizm. W tej chwili muszę pomóc mu w regeneracji, zadbać o wypłukanie chemii i dostarczenie witamin i minerałów. Sama suplementacja i badanie poziomu witamin w organizmie to kilkaset złotych miesięcznie. Ciągle diagnozuję powód tak szybkiego i ogromnego pogorszenia wzroku. Czeka mnie wizyta w poradni rogówki oka. Zaczęłam nosić okulary -3,5 na jedno oko i - 2,5 na drugie. Nie wykryto u mnie mutacji genowej w badaniach NFZ. Powtórzyłam je prywatnie (koszt 2000 zł). Nikt w mojej rodzinie nie chorował na raka, a ja tak młoda i jestem pierwsza. Na wyniki nadal czekam. Robiłam także badanie, w którym liczone są komórki rakowe we krwi. Próbka wysyłana jest do Niemiec. Takie badanie kosztowało mnie prawie 4000 zł. Na szczęście wynik był zadowalający. Żeby badanie miało sens, muszę je powtarzać co 6-8 miesięcy aby kontrolować spadek bądź wzrost tych komórek rakowych w obiegu krwionośnym (z nich powstają przerzuty). Zabiegam także o rezonans głowy, ponieważ rak Her dodatki jest rakiem który najczęściej atakuje OUN (mózg). Niestety lekarze na NFZ nie są skorzy o wydawanie takich skierowań. Prywatnie badanie plus wizyta u neurologa to koszt 750-850 zł. Proszę o wsparcie mnie w tej walce. Muszę być zdrowa i sprawna dla moich córek, mają tylko mnie :-( Dziękuję. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

49 193 zł
98%
Leszek Zakrzewski-Dankert, Kluczbork

Walka z glejakiem wielopostaciowym (WHO IV)

By choroba nie zabrała nadziei. Leszek - kontra guz mózgu! Kiedyś z radością i optymizmem patrzyłem w przyszłość, gdy nagle wszystko się zmieniło. Pod koniec kwietnia 2021 bez ostrzeżenia przyszła choroba. Straszna choroba. Przeciwnik niezwykle silny i podstępny - nowotwór mózgu. Diagnoza była dla nas szokiem - glejak wielopostaciowy (WHO IV), jeden z najniebezpieczniejszych nowotworów, szybko i często dający wznowy. Potem czekała mnie operacja, a z nią niepewność czy się uda, czy po operacji będę sprawny. W efekcie operacje były trzy, jedna po drugiej w odstępie dwóch tygodni (maj 2021). Tę walkę udało mi się wygrać i guz został usunięty w całości, bez powikłań. Potem nastąpiło leczenie, chemioterapia i radioterapia, a po nich kolejna, mocniejsza chemia w cyklach tygodniowych przez pół roku. Powoli wracały siły, czułem się dobrze, wydawało się, że wszystko zaczyna iść w dobrym kierunku i myślałem o powrocie do pracy. Aż przyszło kolejne badanie kontrolne i kolejny szok. Guz odrósł- WZNOWA! Walka zaczyna się od nowa, nie poddaję się. W grę wchodzi kolejna operacja i chemioterapia. Standardowe leczenie, które w moim przypadku nie pomogło. Rodzina szukała jednak innych rozwiązań. Po kontakcie z fundacją Alivia pojawia się nadzieja i realna szansa, żeby kolejny raz pokonać przeciwnika. Moją szansą na życie jest terapia NanoTherm, którą leczą pacjentów z guzami mózgu. Od trzech lat stosują i leczą tą metodą w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Jednak nie każdy pacjent może być poddany tej terapii. Muszą być spełnione określone warunki medyczne, które kwalifikują chorego do leczenia. Bałem się, czy mi się uda, czy będę mógł być leczony tą nową metodą. Na szczęście okazało się, że tak - zostałem zakwalifikowany. Jest radość i nadzieja! Niestety terapia NanoTherm, która może uratować mi życie, nie jest refundowana. Koszt leczenia to 190 000 tys. zł (za granicą 40 000 euro). Do tej pory wszystkie koszty związane z moim leczeniem udało się nam pokryć z własnych środków. Jednak koszt tej terapii jest ogromny. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał prosić o pomoc, ale teraz Was proszę i dziękuję za każdy gest wsparcia. To dobro wróci do Państwa podwójnie! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

7 302 zł
3%
Sylwia Kotecka, Poznań

Rekonstrukcja i mastektomia profilaktyczna

W czerwcu 2019 roku rozpoznano u mnie dwuogniskowy nowotwór piersi prawej, przewodowy, hormonozależny. Dopiero w drugim badaniu jeden guz był widoczny, drugi ze względu na położenie dopiero w trzecim badaniu. We wrześniu 2019 roku przeszłam mastektomię piersi prawej z rekonstrukcją podmięśniową. Aktualnie jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Od 2001 roku jestem pod opieką poradni onkologicznej, przed mastektomią miałam wcześniej 2 operacje usunięcia gruczolakowłókniaków. Niejednorodna budowa, nowotwory w rodzinie skłoniły mnie do decyzji o mastektomii piersi lewej. Dodatkowo zostanie wykonana reoperacja piersi prawej - aktualnie mam dolegliwości ze strony położenia implantu podmięśniowo. Nie mam wskazań do operacji profilaktycznej na nfz. Potrzebuję jej, by mieć spokój głowy i móc aktywnie żyć. Kwota jest na tyle wysoka, że potrzebuję wsparcia. Operacja jest zaplanowana na 04.04.2022 w Gdańsku u dr Maliszewskiego. Trudno mi prosić o pomoc, łatwiej mi pomagać innym. Wierzę, że się uda. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

5 721 zł
14%
TOMASZ SCHILLAK, TRZEMESZNO

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Tomasz odszedł...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Tomasz odszedł... Składamy szczere wyrazy współczucia jego rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Skarbonka Tomasza została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Moje problemy ze zdrowiem zapoczątkowało wieloletnie znamię na skórze pleców. We wrześniu 2015r. okazało się, że jest to czerniak złośliwy. Jako wieloletni strażak wiem, że zawsze trzeba walczyć, postanowiłem podjąć tę nierówną walkę, zwłaszcza, że w moim życiu pojawiły się wnuczki. Od tego czasu przeszedłem 4 bolesne zabiegi chirurgiczne, polegające na wycinaniu zmian nowotworowych, jednak przeciwnik nie ustępował… Kolejnym etapem była brachyterapia śródtkankowa oraz hipertermia. Pomimo nadziei powstawały kolejne przerzuty, ale zdopingowany tym jak rosną moje wnuczki, szukałem nowych rozwiązań. W lipcu 2017r. wziąłem udział w nowatorskim badaniu klinicznym, gdzie przy pomocy specjalistycznych leków udało się powstrzymać chorobę prawie na 2 lata. Niestety Dzień Ojca 2019r. zapamiętam na zawsze… Jak zwykle w niedzielny poranek odwiedziłem naszą remizę strażacką, jednak wizyta zakończyła się utratą przytomności i jazdą karetką na sygnale. Okazało się, że w mojej głowie pojawiły się ogromne guzy bezpośrednio zagrażające życiu. Pomimo dużego ryzyka poddałem się operacji usunięcia guza mózgu, następnie wielokrotnej zmianie leczenia farmakologicznego oraz kilkukrotnej radioterapii, wiążącą się z długotrwałą hospitalizacją. Bez skutku… Bez przerwy pojawiały się nowe zmiany i przerzuty, odbierające mi radość, niezależność i możliwość realizacji mojej pasji, jaką jest pożarnictwo. W grudniu 2020r. trafiłem do ośrodka badań klinicznych, wziąłem udział w kolejnym badaniu naukowym. Półroczna próba leczenia zakończyła się fiaskiem. Zmiany na skórze znacznie się zwiększyły, a kolejny przerzut pojawił się na płucach. Założono mi dren do usuwania płynu z opłucnej. Od tego momentu jestem pod opieką poradni torakochirurgicznej. Permanentne przyjmowanie leków spowodowało też skutki uboczne w postaci dysfunkcji serca i nerek. Od lipca 2021r. kolejna zmiana leczenia farmakologicznego, a w grudniu nowe ogniska przerzutowe w głowie. Ponowna radioterapia i ostatni lek refundowany z NFZ niestety nie pomagają… Moją jedyną szansą jest wdrożenie nierefundowanych drogich leków.Koszt jednego podania to ponad 40.000 zł, jeden cykl leczenia to 4 podania leków. Na chwilę obecna koszt 1 cyklu leczenia to około 165.000 zł Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

63 571 zł
38%
Jan Fulara, Warszawa

Proszę o pomoc w zebraniu środków na terapię

Mam 71 lat. Jestem ojcem trzech synów i dziadkiem czwórki uroczych wnuków. W Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie w sierpniu 2019 r. został zdiagnozowany u mnie zespół mielodysplastyczny (MDS), objawiający się upośledzonym wytwarzaniem czerwonych krwinek przez szpik kostny, z których dodatkowo część jest zdeformowana i nie w pełni funkcjonalna. Przez kilka miesięcy leczony byłem erytropoetyną podawaną w formie zastrzyków co trzy tygodnie. Jednakże wraz z postępem choroby oprócz erytropoetyny konieczne było przetaczanie koncentratu krwinek czerwonych (KKCZ), aby podnieść stężenie hemoglobiny do poziomu umożliwiającego mi w miarę normalne funkcjonowanie. W kolejnych miesiącach wymagałem częstszych przetoczeń KKCZ. Obecnie jestem po 15 przetoczeniach i przyjąłem łącznie 39 jednostek KKCZ (każda około 300 ml). Z częstym przetaczaniem krwi wiąże się kumulacja żelaza w organizmie, głównie w wątrobie, sercu i innych narządach. Przeładowanie żelazem prowadzi do marskości/włóknienia wątroby, w dalszej perspektywie do nowotworu. Przeładowanie żelazem prowadzi również do niewydolności serca, cukrzycy, zmian w układzie odpornościowym. Aby zapobiec tym negatywnym skutkom stosuje się chelatory żelaza, które umożliwiają wydalenie tego pierwiastka z moczem i kałem. Z licznych badań klinicznych wynika, że terapia chelatująca poprawia funkcję uszkodzonych narządów, zmniejsza częstość przetoczeń KKCZ i wydłuża przeżycie chorych. Ostatnich kilka transfuzji miało miejsce w Szpitalu Wojewódzkim w Suwałkach, gdzie oprócz przetoczeń KKCZ, zastosowany został chelator żelaza – Desferal podany w formie 10-12-godzinnego wlewu dożylnego. Chelator wiąże swobodne jony żelaza znajdujące się w danej chwili w osoczu krwi. Lek ten był dość dobrze przeze mnie tolerowany. Aby terapia chelatująca była w pełni skuteczna, niezbędne jest podawanie tego leku przez 10-12 godzin przez 5-7 dni w tygodniu w ciągu kilku miesięcy. Taka terapia, ze względu na czas trwania, nie jest możliwa w żadnym z naszych szpitali. Desferal można również stosować w postaci długotrwałych infuzji podskórnych w warunkach domowych. Posiadam wyższe wykształcenie chemiczne i długoletnią praktykę laboratoryjną i czuję się na siłach wykonać wiele czynności związanych z taką terapią. Niestety Desferal nie jest refundowanym u nas lekiem. Do przeprowadzenia terapii chelatującej żelazo, oprócz Desferalu potrzebne są odczynniki do przygotowania wlewów, pompa infuzyjna oraz różnorodne materiały medyczne. Koszt takiej terapii oceniam na ok. 25000 zł. Drodzy Darczyńcy zwracam się do Państwa z gorącą prośbą o pomoc w zgromadzeniu takich środków na sfinansowanie tej terapii. Za każdy dar serca z góry serdecznie dziękuję. Jan Fulara Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

891 zł
3%
Renata Marczak, Głowno

Leczenie i rehabilitacja

Mam na imię Renata. Cztery lata temu usłyszałam diagnozę, która zmieniła moje życie na zawsze. Nowotwór złośliwy piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Operacja, chemioterapia, radioterapia i hormonoterapia, a przede wszystkim nadzieja, że pokonałam raka. Moja radość nie trwała jednak długo. Kontrolne badania w ubiegłym roku w marcu wykazały powiększone węzły śródpiersia. Kolejne badania, biopsje, potwierdzenia progresji choroby. Zakwalifikowano mnie do leczenia w programie, które ma zatrzymać rozrost raka. Niestety badanie Pet wykazało poszerzenie zmian. Tak bardzo się boję, że nie uda się powstrzymać choroby, a ja chcę żyć. Żyć dla moich dzieci, aby móc je dalej wspierać i wspierać w trudnych decyzjach... Zawsze to ja pomagałam potrzebującym - tym razem przyszło mi Was prosić o wsparcie. Ciągłe dojazdy na badania i leczenie, dodatkowe leki oraz żywność specjalnego przeznaczenia są dla mnie bardzo kosztowne. Leczenie onkologiczne jest bardzo obciążające i wyniszczające zarówno fizycznie jak i psychicznie. Staram się nie poddawać i wierzyć, że uda mi się znaleźć skuteczną terapię, która da mi nadzieję na lepsze juto. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

27 492 zł
54%
Kaśka Jańczak, Mińsk Mazowiecki

Pomóż mi wygrać!

Mam na imię Kasia, mam 34 lata. Rozpoczynam bardzo nierówną walkę z potrójnie ujemnym rakiem piersi. Zbieram środki na pokrycie kosztów konsultacji, badań, leków, dojazdów i rehabilitacji. Potrzebuję siły do boju i Twojej pomocy w poniesieniu codziennych kosztów leczenia. Tak, aby za kilka lat nadal być MAMĄ, partnerką, córką, siostrą, pracownikiem, koleżanką! Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

27 440 zł
54%
Piotr Gucał, Katy wroclawskie

Pozwól mi wygrać Życie!

Witam kochani! ❤️ Ta zbiórka będzie przeznaczona dla Piotra, 28-letniego mężczyzny, ojca, męża, który już od 2016 roku walczy z nowotworem: guz mózgu prawego płata czołowego IIWHO, astrocytoma glejak. Jak wiadomo nowotwór nie znika, nie można go całkowicie wyleczyć, ale można przedłużyć Życie osoby chorej. Piotr jest już po dwóch operacjach, chemioterapii, radioterapii. Jakiś czas temu dowiedział się, że guz nacieka, lekarze kazali tylko obserwować jego wzrost. Jeśli guz urośnie, wtedy operacja, chyba że guz się rozleje, wtedy ciężko będzie operować. Z żadnej strony nie ma ratunku, jednak po konsultacjach z kilkoma lekarzami okazało się, że w tej sytuacji najlepszym leczeniem jest operacja. Musimy jednak się wstrzymać do następnego rezonansu, który pokaże nam więcej. 23 marca odbędzie się badanie, od którego będzie zależało, co dalej. Osoby, które zmagają się z tą chorobą, wiedzą, że nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać, dlatego potrzebne są kontrolne rezonanse, kontrolne wizyty u lekarzy, badania, czy leki które pomogą w walce chorobą. Problemy Piotra nie kończą się na walce z nowotworem. 3 miesiące temu przeszedł poważną operację po perforacji żołądka/pęknięciu wrzodów. Lekarze powiedzieli, że jeszcze 2 h i mógłby nastąpić zgon. Do tego wykryli u Piotra przepuklinę śródkostną na kręgosłupie. Dlatego też nie możemy być pewni, co będzie dalej, gdy co jakiś czas wychodzą nowe komplikacje u Piotra. Jeśli są osoby, które chcą pomóc Piotrowi, to będziemy bardzo wdzięczni! ❤️ Darowizny na rzecz leczenia Piotra można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

744 zł
3%
Genowefa Frank, Żory

Proszę, pomóż uratować naszą mamę

Proszę, pomóż nam uratować naszą Mamę. Mama nazywa się Genowefa Frank, ma 62 lata. Całe życie jest dobrą, pogodną, życzliwą i uśmiechniętą osobą. Nigdy nikomu nie odmawiała pomocy, zawsze można było na nią liczyć. Nie narzekała, nie żaliła się, zawsze pełna humoru, choć poznała w życiu smak ciężkiej pracy. Z początku na rodzinnym gospodarstwie w małej wsi na Dolnym Śląsku, następnie jako salowa w szpitalu. Koleje losu sprowadziły mamę i tatę na Śląsk, gdzie pracowała przy uprawie warzyw. Ostatnimi jednak czasy poświęciła się głównie rodzinie i ukochanym wnuczkom: 4-letniej Amelce i 6-letniej Zuzi. Jak każdy miała swoje problemy zdrowotne, lecz nic poważnego. Niestety zmieniło się to pod koniec 2021 r. W sierpniu pojawiły się pierwsze objawy - bóle brzucha. Podejrzewaliśmy wrzody żołądka lub inne problemy związane raczej z układem pokarmowym, a nie układem nerwowym. W październiku i listopadzie pojawiały się sporadycznie kolejne symptomy - bóle głowy, zawroty, problemy z pamięcią. Dalej wizyta u neurologa, tomografia komputerowa i wstępna diagnoza - bardzo duży guz i obrzęk mózgu. W trybie pilnym mama trafiła do szpitala, a po tygodniu odbyła się operacja wycięcia guza. Na szczęcie udana, bo mama sama się porusza, mówi, choć ma stale pogłębiające się problemy z wysławianiem. Przez miesiąc dochodziliśmy do siebie z coraz większą nadzieją i narastającym przekonaniem, że najgorsze już za nami i że może nie było to największe dziadostwo, które mogło ją spotkać. Niestety, nasze nadzieje rozwiały wyniki badań histopatologicznych: glejak wielopostaciowy o najwyższym, IV stopniu złośliwości. I jak na złość, wszystkie pozostałe wyniki też nie takie, jakich byśmy oczekiwali (brak metylacji promotora genu MGMT, brak mutacji IDH1, IDH2 - w skrócie: typ dziki, oporny na leczenie, o wyjątkowo niekorzystnych rokowaniach (ok. 12 miesięcy przeżycia od diagnozy). Ze względu na naciekający charakter wzrostu nowotworu nie ma możliwości wycięcia go w całości. Mama póki co czuje się całkiem dobrze, choć choroba już ją wymęczyła i zmieniła. Zmieniła całe jej życie. Przed chorobą pełna energii, wiecznie zabiegana, bardzo aktywna. Uwielbiała spacery z wnuczkami. Wieczorami gotowała, robiła ciasta, „szalała” w kuchni, co bardzo lubiła. Lubiła też szydełkować, rozwiązywać krzyżówki, szyć na maszynie. Sama z resztą była jak maszyna. Teraz ze względu na problemy z wysławianiem, pamięcią i wzrokiem nie może już robić nic z tego, co lubiła. Nie korzysta też z telefonu, nie ogląda telewizji, ma problemy ze snem. Praktycznie nie ma teraz zajęcia, które w jakiś sposób zajęłoby jej czas i choć trochę go umiliło. Spotkania z rodziną również są mocno ograniczone przez pandemię koronawirusa, ale też zwykłe choroby i przeziębienia. Bardzo uważamy, bo mama wkrótce rozpocznie radioterapię, a następnie chemioterapię. Wyniszczają one bardzo mocno organizm, a ich skuteczność jest niestety, w przypadku tego glejaka, bardzo słaba. Nie wiemy, co dalej i jak to wszystko będzie wyglądało. Wiemy tylko, że guz znowu szybko narasta. Nie mamy czasu – musimy działać! Szansą dla mamy jest stosowana wyłącznie w 2 miejscach w Europie (w Berlinie i Lublinie) terapia NanoTherm, do której mama została wstępnie zakwalifikowana. Polega na chirurgicznym usunięciu wznowy i wprowadzeniu specjalnego płynu z nanocząsteczkami. Pod wpływem zmiennego pola magnetycznego następuje wzrost temperatury płynu do poziomu powodującego niszczenie komórek rakowych. Brzmi jak z filmu sci-fi, ale terapia daje obiecujące wyniki i jest jedyną, znaną nam realną szansą dla mamy. Niestety jej koszt przekracza możliwości finansowe naszej rodziny. Jest to koszt na poziomie 200 000 zł. Zmuszeni jesteśmy więc prosić o pomoc finansową. Bez niej nie mamy szans na walkę. Będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą, choć najdrobniejszą wpłatę bo ona przybliży nas do odzyskania życia ukochanej mamy. Dziękujemy z całego serca, Najbliższa rodzina Darowizny na rzecz leczenia Genowefy można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

18 783 zł
9%
Janusz Borkowski, Motycz

Nie chcę porzucać życia, żony i dzieci

W lipcu 2021 roku usłyszałem diagnozę - złośliwy nowotwór trzustki. Rokowania w tym nowotworze są bardzo złe, większość osób nie przeżywa z nim zbyt długo. Moja rodzina to żona i dwoje dzieci, starszy syn Hubert -11 lat i córka Matylda - 2 lata. Z żoną mamy mnóstwo planów na przyszłość i dom w rozbudowie. Mimo że w domu będzie miejsce dla każdego, to czekamy na koniec rozbudowy, bo obecnie mieszkamy w jednym pokoju (17 m2 ). W zbiórce na leczenie chciałbym wziąć pod uwagę koszty używanych przeze mnie leków i suplementów diety przepisanych przez lekarzy i jeśli obecnie leczenie chemią nie da rezultatów - zabieg NanoKnife. Mój nowotwór jest nieoperacyjny, gdyż mam nacieki na naczyniach krwionośnych, tętnicach. Obecne leczenie chemią ma doprowadzić do operacyjności nowotworu. Myślę, że około marca 2022 roku zapadnie decyzja o operacji. Jeśli chemia da zadowalający skutek, po operacji i jak najkrótszej rehabilitacji chciałbym znów powrócić do pracy - jestem złotnikiem i bardzo lubię swoją pracę. Chciałbym też powrócić do jazdy motocyklem i rowerem, które już drugi sezon śpią smutnie w garażu. Rozważam tylko pełny powrót do zdrowia, ale życie pokaże, czy to jest scenariusz dla mnie. Janusz Borkowski Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

2 268 zł
2%
Anna Jeżak, Radom

Leczenie guza mózgu - glejaka wielopostaciowego

Szanowni Państwo, nazywam się Anna Jeżak, mam 60 lat. Jestem córką, żoną i matką dwóch wspaniałych synów. W sierpniu 2020 r. zdiagnozowano u mnie guza mózgu. Zaczęło się niewinnie – drobne drętwienia lewej ręki i nogi. Byłam leczona na różne schorzenia, dopiero po ostrym ataku padaczki został zrobiony rezonans głowy. Badanie wykazało guza mózgu, to było jak grom z jasnego nieba, jednak nie przyszło mi do głowy, żeby się poddawać. Operację usunięcia guza wykonano 1.09.2020 r. w szpitalu przy ulicy Banacha w Warszawie. Lekarzom udało się wyciąć całego guza i zaczęłam wracać do normalnego życia. Badania histopatologiczne wykazały, że jest to glejak wielopostaciowy IV stopnia (GBM IV). Po operacji przeszłam standardowy schemat leczenia w tej chorobie, czyli chemio i radioterapię. Niestety w listopadzie 2021 roku pojawiła się wznowa, która spowodowała, że mam lewostronny niedowład nogi i ręki, przez co potrzebuję pomocy nawet w najprostszych czynnościach oraz całodobowej opieki. Cała rodzina poszukiwała różnych nowatorskich metod leczenia. W styczniu 2022 w szpitalu Łodzi udało się przeprowadzić drugą operację usunięcia guza, która na szczęście się udała. Jednak wymagam dalszego leczenia i rehabilitacji. Wstępnie zostałam zakwalifikowana do terapii CHEMIĄ CELOWANĄ w Warszawie. Terapia ta daje możliwość wydłużenia życia. Jednak nie jest ona refundowana przez NFZ. Koszt terapii to około 190 tys. zł i przeciętnej rodziny, którą jesteśmy, nie stać na zebranie tak poważnej kwoty. Jestem niestety zmuszona prosić państwa o pomoc finansową. Zanim w mojej głowie pojawił się ten nieproszony gość, byłam wychowawczynią oraz nauczycielką języka polskiego, najpierw w Liceum Lotniczym w Dęblinie. Spod moich skrzydeł wyfrunął w świat niejeden pilot. Niektórzy z nich doszli do stopnia generała. Później uczyłam w Radomiu w Publicznej Szkole Podstawowej nr 33 przy ulicy Kolberga. Ze względu na postępująca chorobę, w tym pojawiające się napady padaczki, byłam zmuszona do rezygnacji z nauczania młodzieży. A nauczanie i wychowywanie dzieci i młodzieży było moim powołaniem. Oprócz pracy zawodowej uwielbiam moje ukochane Bieszczady, gdzie się urodziłam i mieszkałam 25 lat, kocham czytać, gotować oraz zajmować się swoją ukochaną działeczką. Nade wszystko lubię spędzać spędzać czas z rodzinką i przyjaciółmi, którzy są mi bardzo oddani i wspierają mnie dobrym słowem i modlitwą na każdym kroku. Mam nadzieję, że dzięki państwa finansowemu wsparciu uda mi się zebrać odpowiednią ilość pieniędzy, aby sfinansować leczenie. Za wszystkie, nawet najdrobniejsze, wpłaty serdecznie dziękuje! Anna Jeżak Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

46 283 zł
21%
Dagmara Niemczyk, Piaseczno

Profesjonalna rehabiltacja po operacji

Przez pięć lat choroby - zdiagnozowany rak piersi - nie prosiłam o pomoc, bo jakoś radziłam sobie sama. Teraz nadszedł moment, kiedy potrzebna będzie pomoc finansowa z zewnątrz. W wyniku dochodzenia do zdrowia, poprzez konieczne i profilaktyczne operacje, a mam ich już osiem na swoim koncie, obecnie bardzo potrzebuję profesjonalnej rehabilitacji. Dlatego z całego serca proszę o wsparcie, które umożliwiłoby mi powrót do sprawności po tej trudnej, ale nie beznadziejnej chorobie. Darowizny na rzecz mojego leczenia można przekazywać za pomocą płatności on-line, karty płatniczej, PayPal lub tradycyjnego przelewu. Aby dokonać wpłaty, kliknij powyżej na czerwony przycisk "Pomóż" w niebieskim prostokącie.

351 zł
1%