Zbiórki

Paweł Cetlawa, Lipowa

Na leczenie

Witam, jestem chory na raka jelita cienkiego, dwunastnicy z dużą ilością przerzutów. Środki potrzebne są mi na materiały medyczne i leki. Bardzo z góry dziękuję wszystkim darczyńcom.

650 zł z 5 000 zł
13%
Krystyna Kalita, Wrocław

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Krysia odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Krysia odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Krysi została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Krysia, mam 56 lat i w październiku 2023 roku usłyszałam diagnozę, która zatrzymała mój świat - niedrobnokomórkowy rak złośliwy płuca prawego. Zanim jednak do niej doszło, były miesiące niepewności i nietrafionych diagnoz, które opóźniły właściwe leczenie. Kiedy w końcu poznaliśmy prawdę, choroba była już bardzo zaawansowana. Od tego czasu przeszłam długą i trudną drogę od bolesnych biopsji, po ciągłe badania diagnostyczne typu PET, TK. Za mną wiele cykli leczenia radiochemioterapią, a tylko w tym roku 4 wlewy chemii. Obecnie jestem w trakcie terapii celowanej, która daje szansę na spowolnienie choroby. Niestety lekarze nie pozostawiają złudzeń - tego raka nie da się już wyleczyć. Możemy jednak walczyć o czas, a ja mam w sobie wolę i chęć do walki, mimo że czasem brakuje sił. Każdy dzień to dla mnie ogromny wysiłek. Choroba i leczenie bardzo osłabiły mój organizm. Staram się ruszać co dzień, walczę, ale wejście po schodach już nie jest takie łatwe. Straciłam włosy - coś, co może wydawać się małe, ale dla kobiety jest częścią godności i poczucia siebie. Włosy to był mój największy atut. Bardzo chciałabym móc pozwolić sobie na perukę, która da mi choć odrobinę normalności. Teraz korzystam z peruk syntetycznych bądź zakrywam głowę chusteczkami. Zmagam się też z kosztami codziennego funkcjonowania podczas choroby. Muszę stosować specjalistyczne odżywianie - nutridrinki i suplementy, które pomagają mi utrzymać siły i walczyć dalej. Do tego dochodzą prywatne konsultacje u onkologów i innych specjalistów, dojazdy do szpitala co 3 tygodnie w cyklach chemii, leki przeciwbólowe i przeciwwymiotne. Dodatkowo psycholog, bez którego byłoby mi ciężko. To wszystko jest bardzo drogie, a ja nie jestem w stanie sama tego udźwignąć, a chciałabym móc czuć, że mogę w miarę normalnie żyć. Obecna renta to 1100 złotych miesięcznie, a sam wynajem mieszkania kosztuje mnie 1900. Nie mam męża. Jestem wdową. Całym moim światem są moje córki i ich partnerzy, którzy wspierają mnie finansowo, psychicznie i fizycznie, jak tylko mogą, oraz mój czteroletni wnusio. To dla nich chcę żyć jak najdłużej, ale nie chcę być ciężarem, tylko móc korzystać z życia z nimi jak najdłużej. To oni dają mi siłę, żeby każdego dnia wstawać i się nie poddawać. Uwielbiam spędzać czas z moją wspaniałą rodziną. Kocham zwierzęta, w tym psy moich córek. Kocham spacery i świeże powietrze. Doceniam małe rzeczy i cieszę się z nich każdego dnia. Dlatego proszę o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata to dla mnie realne wsparcie - to kolejny dzień walki, kolejna szansa na wspólne chwile z najbliższymi. Dziękuję z całego serca za każdą pomoc, udostępnienie i dobre słowo. Wszystkim wysyłam dobrą energię i dużo zdrowia, bo to naprawdę najważniejsze. ❤️

1 285 zł z 10 000 zł
12%
Katarzyna Maćkowiak, Rumia

Onkozbiórka na leczenie i rehabilitację

Drodzy Państwo! Mam na imię Kasia. Mam 52 lata i jestem chora na raka piersi z licznymi przerzutami do kości i wątroby. Jestem już w czwartym stadium choroby. Jest to leczenie paliatywne, czyli mam jak najlepiej żyć i nie pozwolić rozwijać się chorobie. Walczę z chorobą od ponad pięciu lat. Po usłyszeniu diagnozy nie byłam załamana, nie przyjęłam po prostu diagnozy do wiadomości. Ja, przecież nie mogę być chora, nie, ja mam dziecko w wieku 10 lat do wychowania - syna o imieniu Szymon, kochającego męża Leszka, którego miałabym zostawić i pracę ze wspaniałymi ludźmi i wydawałoby się dobre życie. I naraz ciach wszystko się zmienia. To zdarzyło się na początku roku 2021 - styczeń, panowała wtedy pandemia, a ja wylądowałam na oddziale hematologii. W czasie przyjęcia na oddział już nie mogłam stać na własnych nogach, zostałam posadzona na wózku inwalidzkim. Naraz straciłam władzę w nogach, doznałam paraliżu dolnej części ciała. Czułam, jakby to się nie przydarzyło i jakby to mnie nie dotyczyło. Okazało się, że mam podejrzenie raka piersi z przerzutem na kręgosłup (odcinek piersiowy i lędźwiowy). Doznałam wtedy złamania, a właściwie zmiażdżenia kręgu drugiego piersiowego. Zaangażowałam wszystkie swoje siły i środki w walce z chorobą. Niestety paraliż nie pozwolił na szybkie i samodzielne zdiagnozowanie się. Musiałam zostać położona na oddziale wewnętrznym, co nie było proste w dobie pandemii. Badanie histopatologiczne uzyskałam dopiero w marcu, zaś dostanie się na leczenie i rokowanie to początek kwietnia. Jak to w życiu bywa, przy leczeniu też pojawił się problem. Otóż terapia chemią nie może zostać zastosowana, gdyż jestem za słaba i muszę przebywać poza łóżkiem 70% dnia, czyli muszę chodzić. Ja zaś zaległam w łóżku na ponad dwa miesiące ze złamanym kręgosłupem. Mordercza rehabilitacja, nauka ponownego chodzenia pozwoliła mi na pierwszą chemię docelową dopiero 20 maja. Środki na prywatną rehabilitacje były ogromne, ale daliśmy radę. Obecnie po ponad pięcioletniej walce z chorobą ten rok okazał się dla mnie wyjątkowo niełaskawy. Nie otrzymałam pomocy z MOPS - asystenta osoby niepełnosprawnej, nie otrzymałam też świadczenia wspierającego z ZUS ani też pomocy z PFRON, oczywiście z powodu braku środków. Jestem osobą niepełnosprawną, liczne przerzuty do kości i czwarta chemia spowodowała, że mam siły ani możliwości wykonywać żadnej pracy fizycznej i potrzebuję asysty przy wyjściach z domu i pomocy w funkcjonowaniu w domu. Zostałam bez pomocy socjalnej i finansowej. Nie mam pomocy zatem ani w czynnościach domowych, ani w transporcie na leczenie. Dodatkowe zobowiązania niestety nie wystarczą na pokrycie ich z własnych środków. Jestem zmuszona zatem prosić o wsparcie finansowe. Bardzo dziękuje za każdy grosz i dziękuję za wszelkie wsparcie. Jeszcze jest kilka dni na rozliczenia, dlatego proszę, żebyście wypełniając swój roczny PIT wskazali Fundację Alivia z dopiskiem mojego imienia i nazwiska oraz numeru ID zbiórki (w celu szczegółowym). Dzięki temu część Waszego podatku, który i tak trafia do Urzędu Skarbowego, zostanie przeznaczony na moje leczenie i jak najlepsze funkcjonowanie z moją niepełnosprawnością. Z wyrazami szacunku, Kasia :)

7 050 zł z 30 000 zł
23%
Elżbieta Wlaźlak, Pruszcz

Zbiórka dla Eli

Dzień dobry, mam na imię Ela. 6 marca usłyszałam diagnozę: rak trzustki z przerzutami na wątrobę. Potem już wszystko działo się szybko - od marca 2025 przyjmowałam radioterapię co 3 tygodnie. Niestety lek, który początkowo dawał dobre rezultaty, przestał działać. Teraz mogę dostać terapię, która jest nierefundowana, a to wiąże się z dodatkowymi kosztami, których i tak już jest dużo. Koszt nierefundowanego leku to 1462 zł na tydzień, a ma być on podawany co 7 dni bez znanej daty zakończenia - co sprawia, że kwota robi się niemała. Ponadto, na co dzień dokucza mi ból neuropatyczny - skutek uboczny chemioterapii - która utrudnia mi funkcjonowanie. Proszę o wsparcie.

1 462 zł z 20 000 zł
7%
Anna Borak, Olkusz

Miałam zacząć nowe życie… Dziś walczę z rakiem dla moich dzieci

Mam na wychowaniu 3 uczących się dzieci, wychowuję je sama. Najstarsza córka w tym roku przystępuje do egzaminu dojrzałości, a najmłodszy syn ma 9 lat. Nie mam rodziców ani najbliższej rodziny. Każdego dnia staram się być dla nich siłą i oparciem, mimo że sama mierzę się z bardzo trudną chorobą. Zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór szyjki macicy (rak płaskonabłonkowy rogowaciejący, G2, stadium IIB). Leczenie wymaga ode mnie regularnych dojazdów – mam ponad 50 km w jedną stronę do szpitala onkologicznego, co wiąże się z dodatkowymi kosztami i ogromnym wysiłkiem. Moja sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Nie jestem w stanie pracować. Chemioterapia bardzo osłabia mój organizm, a dopiero jestem po 4 cyklu. Już zaczynają mi wypadać włosy, a czeka mnie jeszcze 8 takich cykli plus 25 radioterapii i brachyterapia. Chciałabym zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki i jednocześnie zadbać o swoje zdrowie – odpowiednią dietę, dojazdy na leczenie oraz rzeczy, które pomagają mi w codzienności jak suplementy diety, leki, specjalne środki do higieny przy naświetlaniach. Każde wsparcie to dla mnie realna pomoc w walce o zdrowie i przyszłość moich dzieci. Z całego serca dziękuję za każdą okazaną życzliwość.

10 256 zł z 12 000 zł
85%
Andrzej Gabriel, Zabrze

Diagnostyka chemiooporności - IV stadium raka jelita

Badanie chemiooporności krążących komórek nowotworowych na chemioterapeutyki w zaawansowanym IV stadium raka jelita Mam na imię Andrzej. Jestem emerytowanym lekarzem, profesorem, nauczycielem akademickim, promotorem kilkunastu doktoratów, również przewodów habilitacyjnych, recenzentem oraz autorem ponad 120 artykułów naukowych - polskich i zagranicznych. Zbieram środki na diagnostykę (niestety nierefundowaną) oporności raka na stosowane u mnie leki, aby walka z przerzutami trwała jak najdłużej i była jak najbardziej skuteczna. Pragnę nadal cieszyć się dorastającym synem i kochaną żoną, a także pozostać aktywnym zawodowo, prowadząc diagnostykę w deficytowej w Polsce dziedzinie - patomorfologii. Moim powołaniem jest pomoc chorym na nowotwory, którzy oczekują na raporty badań histopatologicznych, często zbyt długo, aby móc rozpocząć leczenie onkologiczne. Jeszcze w ubiegłym roku prowadziłem wykłady i kursy podnoszące poziom wiedzy z zakresu profilaktyki, diagnostyki i leczenia nowotworów dla lekarzy w trakcie specjalizacji z onkologii i chirurgii onkologicznej (Narodowy Instytut Onkologii, Oddział w Gliwicach) oraz lokalnych organizacji społecznych (Instytut Trzeciego Wieku). Całe moje życie zawodowe to realizacja pasji naukowej i dydaktycznej, a także praca diagnostyczna w zakresie histopatologii, cytologii oraz wykonywania biopsji cienkoigłowych. Od 2023 roku, walcząc z nowotworem złośliwym prostaty, pozostawałem aktywny zawodowo i uzyskałem uprawnienia w zakresie prowadzenia akredytacji Ministerstwa Zdrowia dla zakładów patomorfologii, jednocześnie biorąc czynny udział w pracach zespołu lekarzy ekspertów w dziedzinie patomorfologii nad tworzeniem standardów postępowania i prowadzenia diagnostyki patomorfologicznej w Polsce. Praca ekspertów znacząco wpłynęła na podniesienie poziomu i ujednolicenie raportów patomorfologicznych w kraju. W tym czasie udzieliłem pomocy tysiącom pacjentów w zakresie diagnostyki nowotworów, wykonałem wiele ekspertyz i konsultacji, korzystając z wiedzy praktycznej zdobywanej przez 34 lata w Polsce oraz w ośrodkach zagranicznych (Niemcy, Dania). Po radykalnym zabiegu usunięcia nowotworu powróciłem do pracy. Niestety, po upływie kolejnego roku zachorowałem na drugi nowotwór - raka jelita grubego. Zabieg operacyjny guza nastąpił w zaawansowanym stadium choroby, gdy rak dał przerzuty do węzłów chłonnych i wątroby. Po operacji doszło do powikłań oraz zapalenia otrzewnej. Przez kolejne dwa tygodnie lekarze ratowali moje życie. Nie zostałem zakwalifikowany do chemioterapii z powodu złego stanu zdrowia. Nie poddając się chorobie, znalazłem w Niemczech ośrodek prowadzący terapię immunologiczną, która mogła być u mnie zastosowana. Była to niestandardowa terapia szczepionką zawierającą komórki dendrytyczne. Leczenie było bardzo kosztowne - 16,5 tys. euro. Dzięki pomocy osób prywatnych, w tym kolegów lekarzy, oraz pożyczce udzielonej przez Śląską Izbę Lekarską (którą do dziś spłacam), mogłem je opłacić. Dzięki terapii szczepionką już po miesiącu mogłem wrócić do pracy i nadal pomagać pacjentom. Niestety, od grudnia ubiegłego roku choroba nowotworowa postępuje, pomimo leczenia chemioterapią z immunoterapią anty-EGFR. Potrzebuję wsparcia finansowego, aby uzyskać raport dotyczący aktualnego braku remisji choroby oraz konieczności zmiany dotychczasowego schematu leczenia na podstawie wykonania testu: Chemoscale (materiał: krew) - badanie chemowrażliwości na krążących komórkach nowotworowych.Koszt: 13 tys. zł (oznaczenie krążących komórek nowotworowych) + 2 tys. zł (farmakogenetyka). Dla osób potrzebujących podobnego wsparcia podaję linki (jest niewiele ośrodków wykonujących to badanie w Polsce):maintrac-rak.plonkologia@kuantgenhttps://onkodiag.pl Proszę - daj szansę na dalsze życie i pomóż także innym pacjentom, którzy oczekują na diagnozy lekarza eksperta potwierdzające lub wykluczające nowotwory. Opracowałem poradnik dla pacjentów leczonych onkologicznie, wykorzystując 34-letnie doświadczenie lekarskie, łączące wiedzę z zakresu biologii, patofizjologii, biochemii nowotworów, dietetyki oraz własnych przemyśleń i doświadczeń z trudnych dni, które przeżyłem po 19 cyklach chemioterapii. Nazwałem go: „Mostem Przetrwania” po chemioterapii. Każda osoba wspierająca otrzyma go w prezencie wraz z moimi osobistymi podziękowaniami oraz możliwością konsultacji mającej na celu poprawę komfortu życia i zmniejszenie objawów ubocznych po kolejnych cyklach chemioterapii. prof. dr hab. med. Andrzej Gabrielangabriel@wp.pl

5 000 zł z 25 000 zł
20%
Małgorzata Szpałek, Lubin

Gosia chce żyć. Pomóż!

Gosia chce żyć. Pomóż! Nie myślisz o tym, że pewnego dnia zwykły ból głowy może zmienić całe życie. Że coś tak „niewinnego” jak zmęczenie czy brak koncentracji okaże się początkiem walki o każdy kolejny dzień. U mojej siostry zaczęło się właśnie tak. Od gorszego samopoczucia. Od chwil, kiedy nie mogła się skupić, kiedy praca, rozmowa, zwykłe logiczne myślenie stawały się nagle trudne. Potem przyszedł ból – silny, nie do zniesienia. I w końcu diagnoza, która zatrzymuje świat: guz mózgu – astrocytoma IV stopnia. Najbardziej złośliwa forma. Była operacja. Strach, nadzieja, niepewność. Ale to nie koniec walki – to dopiero jej początek. Dziś moja siostra nie jest już w pełni sprawna. Ma problemy z ręką. Czasem trudno jej mówić. Każda najprostsza czynność wymaga wysiłku. Każdy dzień to walka, której nikt nie powinien musieć toczyć. A obok niej jest ktoś, kto nie rozumie jeszcze, czym jest choroba. Jej 8-letni synek. Dla niego mama to cały świat. Bezpieczne miejsce. Uśmiech. Miłość. On nie wie, czym jest „astrocytoma IV stopnia”. On tylko wie, że chce mieć mamę. I właśnie o to toczy się ta walka. Istnieją terapie, które dają nadzieję. Nowoczesne, zaawansowane metody leczenia – jedyna szansa w tak trudnym przypadku. Ale są poza naszym zasięgiem finansowym. Nie są refundowane. Wymagają dalekich wyjazdów, kosztownych konsultacji, ogromnych środków finansowych. Kosztów, których sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Dlatego prosimy o pomoc. Nie o cuda. O szansę. O możliwość walki. O czas – ten najcenniejszy, który mama może jeszcze spędzić ze swoim dzieckiem. Każda wpłata to coś więcej niż pieniądze. To realna pomoc. To kolejny krok w leczeniu. To nadzieja, która nie pozwala się poddać. Jeśli możesz – pomóż. Jeśli nie możesz – udostępnij. Bo czasami życie jednego człowieka zależy od dobra innych. Dziękujemy za każdą pomoc. Za każdą myśl. Za każdą złotówkę. Tylko w Was nadzieja.

3 030 zł z 600 000 zł
0%
Waldemar Okrągły, Raczki

Zbiórka na koszty związane z leczeniem gruczolakoraka

Jeszcze niedawno prowadziłem normalne życie, spędzałem czas z rodziną i cieszyłem się codziennością. Dziś mierzę się z jedną z najtrudniejszych diagnoz - rakiem trzustki z przerzutami do wątroby.Jestem w trakcie intensywnej chemioterapii. Leczenie daje nadzieję, ale to długa i bardzo wymagająca droga. Każdy dzień to walka nie tylko z chorobą, ale też ze skutkami leczenia i ogromnym zmęczeniem. Chcę żyć, chcę mieć siłę, by dalej być dla mojej rodziny. Dlatego podejmuję tę walkę, choć wiem, jak wiele mnie ona kosztuje. Każde wsparcie, nawet najmniejsze, daje mi realną szansę, by walczyć dalej. Dziękuję za każdą pomoc i dobre słowo.

3 105 zł z 50 000 zł
6%
Stanisław Paterek, Żelechów

Onkozbiórka na leczenie

Ktoś kiedyś powiedział, że "człowiek nie może odkryć nowych oceanów, dopóki nie znajdzie odwagi, żeby stracić z oczu brzeg." Niekiedy jednak ta utrata brzegu z naszego pola widzenia jest niezależna od nas. U mnie miała miejsce w 2024 r., gdy nastąpiła diagnoza. Mimo to nie poddaję się i staram się żyć normalnie. Środki zebrane za pośrednictwem fundacji Alivia będą mi bardzo pomocne w leczeniu. Z góry dziękuję za każdą pomoc.

200 zł z 30 000 zł
0%
Joanna Olga Wolszczak-Uścińska, Warszawa

Chcę być dalej mamą i żoną - proszę o pomoc w leczeniu

Nazywam się Joanna. Jestem artystką – tworzę stroje, szyję, kreuję piękno z tkanin. Całe życie dawałam ludziom radość tym, co robię. Kocham życie, kocham moją rodzinę i kocham świat, który zawsze chciałam upiększać. Zawsze byłam w ruchu: pracowałam, tworzyłam, gotowałam, piekłam najlepsze ciasta, dbałam o dom i ogród. Uwielbiam podróże, szczególnie do mojej ukochanej Hiszpanii. Kocham czytać, oglądać filmy z mężem, śmiać się, żyć pełnią życia. Mam piękną rodzinę – pięcioro dzieci: Alicję (11), Karolinę (25), Olafa (29), Martę (29) i Klaudię (32), wnuczęta: Zosia (2), Franek (2). Jesteśmy bardzo blisko, kochamy się i wspieramy. Rodzina to dla mnie wszystko. ❤️ Moja choroba – jak to się zaczęło Od kilku lat leczyłam się na anemię, ale nic nie zapowiadało tragedii. Kilka tygodni temu zaczęły się silne bóle brzucha, wodobrzusze, podejrzenia zatrucia lub zapalenia jelita grubego. Przez półtora miesiąca byłam ciągle na SOR, wyczerpana, bez sił, bez odpowiedzi. W końcu usłyszeliśmy diagnozę, której żadna kobieta nie chce usłyszeć: zaawansowany, złośliwy rak jajnika o wysokim stopniu agresywności. To był moment, w którym świat się zatrzymał. Strach, niedowierzanie, rozpacz. Najtrudniejsze było spojrzenie w oczy mojej rodziny, ich bezsilność bolała bardziej niż choroba. Obecnie jestem po pierwszej chemioterapii. Leczenie jest ciężkie, wyniszczające, ale walczę. Walczę, bo mam dla kogo. 🌞 Co jest dla mnie najtrudniejsze? Najbardziej boję się, że nie zobaczę, jak dorasta moja najmłodsza córka i moje starsze dzieci oraz kochane wnuczęta. Że nie wrócę do szycia, do tworzenia, do podróży, do słońca. Że nie będę mogła być żoną, mamą, babcią. Najtrudniejsze są chwile, kiedy brakuje sił, kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, a ja wciąż chcę żyć tak, jak żyłam aktywnie, twórczo, dla innych. 💛 Co dodaje mi sił? Moja rodzina. Miłość mojego życia – mój mąż, który jest przy mnie w każdej sekundzie. Moje dzieci, które trzymają mnie za rękę. Wspomnienia naszych podróży, zapach domu, śmiech bliskich. To wszystko sprawia, że chcę walczyć. Że wierzę, że mogę wygrać. 🎗️ Na co zbieramy środki? Chcę żyć. Chcę dostać drugą szansę. Dlatego prosimy o pomoc w sfinansowaniu leczenia, które przekracza nasze możliwości. Środki zostaną przeznaczone na: 🔹 1. Operację w prywatnej klinice – koszt operacji i hospitalizacji to kilkadziesiąt tysięcy złotych 🔹 2. Chemioterapię i leczenie wspomagające – leki nierefundowane; suplementacja, konsultacje, badania kontrolne, miesięczny koszt to kilka tysięcy złotych 🔹 3. Dojazdy do szpitala – od kiedy to się zaczęło 19.02.2026 do teraz 30.03.2026, w szpitalu byliśmy już około 20 razy, wizyty odbywają się kilka razy w tygodniu, koszty paliwa i transportu są ogromne 🔹 4. Badania diagnostyczne i konsultacje specjalistyczne – część z nich jest poza NFZ, konieczne, aby monitorować postępy leczenia 🔹 5. Leki przeciwbólowe, przeciwobrzękowe, wzmacniające – miesięczny koszt to kilkaset do ponad tysiąc złotych na tę chwilę 🌈 Dlaczego prosimy o pomoc? Zawsze pomagaliśmy innym. Zawsze byliśmy tymi, którzy wspierają, nie proszą. Dziś jednak sami potrzebujemy wsparcia. Chcemy żyć skromnie, ale szczęśliwie. Chcemy wrócić do normalności, do słońca, do podróży, do śmiechu. Chcemy być razem. Prosimy o pomoc w walce o życie Joanny, żony, mamy, babci, artystki, dobrego człowieka. Każda złotówka, każde udostępnienie, każde dobre słowo ma ogromne znaczenie. Dziękujemy z całego serca. Joanna i rodzina

42 481 zł z 50 000 zł
84%
Małgorzata Kęcik, Warszawa

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Małgorzata odeszła...

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że Małgorzato odeszła... Składamy szczere wyrazy współczucia jej rodzinie i bliskim, Zarząd Fundacji Alivia. Zbiórka Małgorzaty została zamknięta. Prosimy nie przekazywać darowizn na ten cel. ………………………………………………………..***…………………………………………………………. Mam na imię Małgosia. Jestem mamą i babcią. Jeszcze do zeszłego roku byłam aktywna zawodowo. Choruję na raka jajnika high grade - wysokiej złośliwości. O chorobie dowiedziałam się pod koniec lipca 2021 r. Niestety były już liczne przerzuty. Przeszłam rozległą operację i 6 cykli chemii. Leczenie zakończyłam z informacją od lekarza, że jestem zdrowa. Niestety w 2025 r. podczas USG brzucha dowiedziałam się, że mam guza na wątrobie. Okazało się, że jest to wznowa. W lipcu przeszłam operację, a potem znowu chemię. Tym razem ze szpitala wyszłam z informacją, że będą następne wznowy. Jestem w trakcie przyjmowania leku podtrzymującego. Jak długo będzie działał, nie wiem... Na tym etapie chcę zrobić badania genetyczne, które nie są refundowane, a pomogą w doborze leczenia celowanego. Posiadam też choroby współistniejące, których objawy nasiliły się od czasu zachorowania. Zebrane środki chciałabym przeznaczyć na badania, wizyty, wsparcie organizmu fizycznie i psychicznie. Życie z takim obciążeniem psychicznym niestety nie jest łatwe. Dlatego bardzo proszę o wsparcie mojej zbiórki. Chcę zrobić wszystko, żeby przedłużyć czas do następnej wznowy. Będę bardzo wdzięczna za każde dobre słowo i udostępnienie. Dziękuję❤️

2 000 zł z 30 000 zł
6%
Daria Diuzhakova, Warszawa

Pomoc dla dziewczyny chorującej na rzadki nowotwór

8 lipca 2025 roku - w dniu moich 34. urodzin - usłyszałam diagnozę, która podzieliła moje życie na „przed” i „po”. Rak brodawki Vatera - narządu, o którego istnieniu jeszcze kilka miesięcy wcześniej nawet nie wiedziałam. Czasem myślę, że ta historia zaczęła się dużo wcześniej. Od lat życia w napięciu, od wojny, od strachu, który powoli osiada w ciele. Od momentu, gdy trzeba było zostawić dom i uciekać z ukochanego Charkowa z jednym plecakiem. Los zaprowadził mnie do Polski - najpierw do Bydgoszczy, potem do Warszawy. Próbowałam budować życie od nowa, pracować, odnaleźć stabilność. Diagnoza przyszła nagle. Jak cisza przed burzą. A potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko: konsultacje, przygotowania, strach i nadzieja jednocześnie. Operacja Whipple’a - jedna z najtrudniejszych operacji na świecie. Usunięcie narządów i stworzenie na nowo tego, co miało pozwolić mi żyć dalej. 7 dni na OIOM-ie. Ponad dwa tygodnie w szpitalu. A potem - powrót do domu i kolejny etap: chemioterapia. Za oknem powoli zaczyna się wiosna. Świat budzi się do życia, a ja uczę się żyć na nowo - w innym ciele, w innej rzeczywistości. Bardzo chcę poczuć tę wiosnę naprawdę: spacerować, oddychać pełną piersią, pisać, marzyć. Jestem osobą, która tworzy. Piszę - również po polsku. Powstał już nawet mój wiersz o lekarzach i ich wielkiej pracy, o ludziach, którzy każdego dnia ratują innych, często kosztem siebie. Dziś jednak moja codzienność to leczenie. Operacja się udała, ale chemioterapia okazała się trudniejsza, niż mogłam sobie wyobrazić. Skutki uboczne nie pozwalają mi normalnie funkcjonować ani pracować. Część leczenia jest refundowana, ale leki dodatkowe, badania, specjalne odżywianie i zwykłe życie - to wszystko spoczywa na mnie. A ja nie jestem już w stanie sama tego unieść. Dlatego proszę o pomoc. Bardzo chcę żyć. Świadomie. Głęboko. Tworzyć historie, które coś zmieniają. Moim marzeniem jest zostać pierwszą europejską scenarzystką, która zdobędzie Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Wierzę, że nawet najtrudniejsza droga ma sens, jeśli nie idzie się nią samemu. Jeśli moja historia poruszyła Twoje serce - proszę, zostań jej częścią.

10 390 zł z 40 000 zł
25%