Zbiórka na pokrycie kosztów leków, badań, dojazdów oraz pozostałych związanych z procesem leczenia
Justyna Kulesza, Panków,
numer zbiórki: 112494
Dziennik
Jestem już w połowie cykli chemioterapii przedoperacyjnej - po 4 czerwonych chemiach w odstępach dwutygodniowych, 4 chemiach białych w odstępach tygodniowych i 2 herceptynach (leczenie celowane) w odstępach trzytygodniowych.
Do operacji przede mną jeszcze 8 białych chemii i 2 herceptyny. Wydawałoby się jeszcze chwilka i koniec... Dla mnie ten czas to wieczność. Moje życie biegnie aktualnie od jednej chemii do drugiej, od jednego budzika 5.30 w piątek do następnego, od jednego zastrzyku filgrastymu do drugiego... Sił brakuje bardziej niż nadziei. Organizm ma już dosyć, a po operacji usunięcia guza przede mną jeszcze prawie rok chemii, naświetlań i herceptyn, nie mówiąc o kilku/kilkunastu latach hormonoterapii i kolejnej operacji.
Każdy dzień jest dla mnie prawdziwą walką z tym dziadostwem, począwszy od zebrania sił, by wstać w bólu z łóżka, by cokolwiek zjeść, by podnieść wyniki krwi, by wzmocnić wybitą przez chemię odporność, by przetrwać i starać się przezwyciężyć wszelkie skutki uboczne, wreszcie, by móc jakkolwiek funkcjonować "normalnie".
Dlatego z całego serca dziękuję Wam za każdą jedną wpłaconą złotówkę. Jest to dla mnie przeogromne wsparcie, odciążające chociaż głowę od myślenia, skąd na to wszystko wziąć...
Dziękuję i mocno przytulam 😘
Skończyłam właśnie cykl czerwonych chemii. Powiedzieć, że czuję się źle, to jakby nie powiedzieć nic ;( Zastrzyki podnoszące poziom białych krwinek dobijają mnie do asfaltu i jeszcze kopią, żeby dobić.
Boli mnie wszystko, chyba nawet włosy, których już nie mam. Nie mam sił na nic. Wyniki krwi też lecą niechybnie w dół, odwrotnie proporcjonalnie do ilości leków i suplementów piętrzących się na blacie w kuchni, a które te wyniki mają podnieść.
Nowa chemia z herceptyną (celującą w receptor HER2 guza) będzie w Wielki Piątek, po milionie badań w szpitalu. To będzie mój symboliczny krzyż i kolejne bolesne gwoździe...
Opis zbiórki
Witajcie,
mam na imię Justyna.
Jestem mamą dwóch wspaniałych już nastoletnich córek. Niestety życie nie szczędziło nas od początku: rozwód, matczyna walka z trudami wychowania i utrzymania dwóch córek, a później jeszcze choroba starszej córki - cukrzyca typu I i depresja.
Niedawno udało nam się przenieść na wieś do małego domku z ogrodem, gdzie wszystko miało już być pięknie .Wieś nas pochłonęła. Zajęłam się uprawą roślin, warzyw i owoców w naszym ogrodzie oraz hodowlą kurek. Tu znalazłam ukojenie duszy.
Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy. Kilka miesięcy temu wyczułam guzek w piersi. Wizyta u ginekologa - jedna, druga... USG, a następnie mammografia.Biegnący czas. Wynik BIRADS 5 - skierowanie do onkologa, terminy kosmos... Wizyta prywatna w celu wykonania biopsji gruboigłowej - chirurg onkolog już po wykonaniu samego USG nie ma wątpliwości: nowotwór złośliwy. Skierowanie do szpitala -biopsja , badania i znów czas...
To był najdłuższy miesiąc oczekiwania w moim życiu i niestety nieoficjalnie dzień przed Wigilią dowiedziałam się, że to jest to, czego się obawiałam ;(
Święta spędziłam z milionem pytań w głowie i z lękiem - czy dane mi będą jeszcze kolejne? Czy mam prawo się nimi cieszyć? Czy powinnam zacząć już działać? Co z moimi dziećmi? Co z ich przyszłością? Co z chorobą Oliwii? Co będzie ze mną...? Czy wygram tę walkę ?
Oficjalnie 2.01.2026 podczas wizyty u chirurga onkologa stwierdzony został u mnie RAK naciekający HER2+ , ER+/PR+ (hormonozależny), "potrójnie dodatni" czyli jeden z najagresywniejszych.
Jeszcze kilka lat temu ten rodzaj raka był wyrokiem śmierci. Dziś pomimo złośliwości jest ogromna szansa na wyleczenie dzięki nowoczesnym terapiom. Czeka mnie chemioterapia, operacja i naświetlania, leczenie wspomagające oraz hormonoterapia. Dużo tego. Dużo kosztów nie tylko duchowych i mentalnych, ale przede wszystkim finansowych - leki, odżywki, suplementy ,kosmetyki, specjalna żywność medyczna, sprzęty rehabilitacyjne.
Czy dam radę? Muszę, choć wiem, że droga będzie ciężka i długa.
Wiem, że muszę to przetrwać i wygrać tę walkę nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla moich dzieci i naszego dalszego szczęśliwego życia, bo wierzę, że takie jeszcze mnie czeka.
Zawsze to ja byłam tą osobą, która pomagała wszystkim tej pomocy potrzebującym. Żyłam przeświadczeniem, że nigdy nie wiem, kiedy to ja będę potrzebować pomocy od innych, dlatego w miarę moich możliwości dawałam każdemu z siebie i od siebie co tylko mogłam - przede wszystkim serce.
Dziś jednak to ja potrzebuję tego serca od Was i z góry za nie dziękuję 😘 😘 😘

Słowa wsparcia