To nie czas na umieranie! Uratuj naszą Mamę!
Izabela Bielska-Kiesz, Gdańsk,
numer zbiórki: 112604
Dziennik
Kończę pierwszy etap leczenia. W najbliższy czwartek ostatnia czerwona chemia, jeśli badania krwi na to pozwolą.
Chemioterapia była dla mnie bardzo trudnym czasem. Skutki uboczne znacząco utrudniały i nadal utrudniają normalne funkcjonowanie. Na przełomie maja i czerwca na skutek problemów z wątrobą przesunięto mi o trzy tygodnie podawanie chemii i wdrożono leczenie sterydami. To z kolei spowodowało wstrzymanie immunoterapii (podawanie leku, na który zbieram, bo nie został mi przyznany w programie lekowym) do czasu aż przestanę przyjmować duże dawki sterydów, które co tydzień są zmniejszane. Zostały jeszcze 4 tygodnie sterydoterapii. Ale są też dobre wieści. Ostatnie badanie USG pokazało, że leczenie przynosi pozytywne efekty. Główny guz znacząco się zmniejszył, a guzy w węzłach chłonnych są niewidoczne.
Ten czas diagnozy, niepewności, strachu, chemioterapii, koszmarnego samopoczucia był też dla mnie czasem wielkiej dobroci, życzliwości, miłości, troski, pomocy oraz przywracania wiary i nadziei przez moich bliskich, przyjaciół, koleżanki i kolegów, znajomych i nieznajomych, którzy wsparli i wspierają zbiórkę, pisali i piszą słowa otuchy, które wielokrotnie czytam i czerpię z nich siłę do walki.
Za Wasze wsparcie bardzo Wam dziękuję. Codziennie myślę o moich dobroczyńcach i noszę Was w swoim sercu.
I choć jestem już bardzo zmęczona, dalej walczę.
Opis zbiórki
Cześć!
To my – Blanka i Karol. Życie podobno jest bezcenne, a mimo to lekarze wycenili życie naszej mamy na 250 tysięcy złotych – tyle kosztuje immunoterapia, która ma uratować Izę!
Codzienność jest okropnie niesprawiedliwa i czasem lubi nas przeczołgać, doświadczyć… 9 lat temu na raka zmarł nasz najlepszy przyjaciel – ukochany Dziadek. 6 lat temu na nowotwór zachorował tata – choroba była już w bardzo zaawansowanym stadium, sami lekarze uważają za cud to, że tata żyje i mimo śladów, które zostawił po sobie rak, funkcjonuje właściwie tak, jak przed przebyciem choroby.
W styczniu tego roku usłyszeliśmy pierwszy raz, że choroba prawdopodobnie atakuje mamę. Wszystkie najczarniejsze myśli i strach wróciły ze zdwojoną siłą. „Dlaczego znowu my?”.
Mimo że znaleźliśmy się w tej sytuacji już trzeci raz, to znowu od początku towarzyszyła nam nadzieja, że guz jest niewielki, niezłośliwy, że nie zdążył dać przerzutów… trzeci raz się pomyliliśmy.
Szpital, badania, biopsja… Dziś znamy już naszego wroga – to rak potrójnie ujemny – najrzadszy typ nowotworu piersi. Dopiero uczymy się, co to wszystko znaczy, więc zatrzymajmy się na tym, że to wyjątkowo paskudny przeciwnik, dlatego prosimy Was o pomoc!
Jak ma wyglądać leczenie mamy? Droga będzie bardzo długa –16 cykli chemioterapii (12 co tydzień, 4 co dwa tygodnie), operacja (prawdopodobnie z amputacją piersi; mama ma już przerzuty do węzłów chłonnych i w okolice obojczyków), radioterapia… a dalej? – dalej zobaczymy – to jeszcze bardzo długa walka.
Cała kuracja musi być wspierana immunoterapią, która jest niezwykle kosztowna – mama potrzebuje leku co 3 tygodnie (8 razy przed operacją, 8 po operacji), jedna dawka kosztuje 15 tysięcy złotych. Lek, który ma uratować życie mamy, jest refundowany… ale (jak napisał lekarz) „ze względu na zaawansowanie choroby nie spełnia kryteriów leczenia w ramach programu lekowego” – dlatego musimy walczyć sami.
Izunia - ukochana, wspaniała żona, mama, najlepsza przyjaciółka oraz nauczyciel i wychowawca z powołania (zawsze zaangażowana i przeżywająca sprawy swoich szkolnych "dzieci" (czasem bywaliśmy z Karolem zazdrośni:)), skupiona na sprawach innych, zbyt rzadko na sobie...). Ci, którzy ją znają, wiedzą, że nie da się nie kochać tak dobrego, pełnego ciepła i radości człowieka. To ona nauczyła mnie wdzięczności, wiary, nadziei i miłości, miłości, która się nie waha, ale skacze w ogień, dlatego postanowiłam stanąć na czele legionu, który wygra walkę o życie mamy. Dołączycie?
To nie pora na umieranie! Uratuj naszą mamę!
Blanka i Karol

Słowa wsparcia