Aneta chce żyć dla swojej dorastającej córki.
Aneta Łukasiewicz, Podbrzezie Dolne,
numer zbiórki: 110428
Dziennik
Dzień dobry,
na wstępie bardzo dziękuję za pomoc, gdyż daje realne szanse na dalszą walkę o każdy dzień. Tym razem ponownie uda mi się dzięki WASZEJ POMOCY pojechać na turnus rehabilitacyjny. Jest dla mnie bardzo kluczowy, bo daje mi siłę do walki o utrzymanie sprawności nie tylko fizycznej, ale też umysłowej i duchowej. Bo osoba taka jak ja co kilka miesięcy dowiaduje się, iż kolejne dolegliwości to kolejne nabywanie jednostek chorobowych i słyszy zdziwione stwierdzenie "i pani jeszcze żyje..."
Tak - staram się pokonywać nowe wyzwania, choć leków przybywa, to trzeba się motywować pozytywnie dalej. Gdy są dni, że jestem już na dnie, zawsze pojawi się sytuacja zewnętrzna, że ktoś potrzebuje choćby mej obecności. Więc trzeba się zebrać i po prostu być. To dzięki Waszemu wsparciu jestem i mogę również pomóc innym (gdyż wychodzą z założenia, że skoro ja daję radę, to i ONI dadzą). Wprawdzie wielu rzeczy nie mogę fizycznie wykonać, ale mogę być.
Na początku nie wierzyłam, że doczekam się bycia Babcią, a teraz jestem. Mimo że onkolodzy mówią, że już nic nie da się zrobić, tylko jak guz urośnie to operacja czyli dalsze wycinanie mózgu i dalsze powikłania, to JA dzięki WAM daję temu wszystkiemu radę. Dobry Ksiądz mi powiedział, że teraz jestem dla innych, nie tylko dla siebie. TO PRAWDA.
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ ZA DAR ŻYCIA OD WAS.
<p style="text-align: left;"><br>dawno mnie tu nie było, dużo się działo. Zawsze starałam się nie poddawać i być silna – nawet w tamtym roku byłam na rehabilitacji stacjonarnej, aby nadal móc sama w miarę się opiekować sobą.<br>Jednak samo poruszanie się to nie wszystko – podupadłam bardzo mocno na zdrowiu psychicznym i nie potrafiłam przyznać się do tego nawet przed sobą. Aż w tym roku tak się stało, że mój stan osiągnął kryzysowy poziom. Potrzebowałam pomocy wielu osób, aby zmobilizować się do dalszego życia i pójścia do lekarza psychiatry, gdyż nie miałam już siły ani woli do robienia wszystkiego na siłę – po prostu nie widziałam w niczym sensu.<br>Pojechałam z koleżanką na umówioną wizytę i okazało się, że to początek silnej depresji, z którą bez leków sobie nie poradzę. Po wizycie i podjęciu leczenia ponownie zaczęłam żyć tak jak wcześniej.</p>
<p style="text-align: left;"><br>Dziękuję bardzo wszystkim za pomoc oraz za wsparcie pani psycholog, która podczas naszych wizyt bardzo pomaga mi uporządkować emocje i stosunek do wielu spraw.<br>Kochani, nie warto oszukiwać siebie samego i udawać, że wszystko będzie dobrze – trzeba się badać i kontrolować, nie tylko onkologicznie, ale ogólnie, aby mieć siłę do walki o kolejne dni życia.</p>
<p style="text-align: left;"><br>Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuję za wsparcie i pomoc poprzez 1,5% podatku. To dla mnie bardzo wiele znaczy i daje szansę na dalszą rehabilitację.</p>
Opis zbiórki
Witam wszystkich,
mam na imię Aneta i do niedawna byłam jak każdy z Was. Pracowałam w firmie i mimo natłoku obowiązków, kiedy ktoś potrzebował pomocy, nie odmawiałam. Jestem osobą pełną życia, energii, planów na daleką przyszłość, twardo stąpająca po ziemi i miałam nieodparte wrażenie, że panuję nad swoim życiem.
W ciągu jednej nocy, 16 października, świat runął jak domek z kart. Podejrzewałam od dawna, że coś jest nie tak.
W 2014 roku miałam wycięcie nowotworu nabłonkowego na twarzy z prawej strony, ale nie był złośliwy. Lekarze powiedzieli, że to nic takiego.
Później, w 2015 przeszłam zapalenie węzłów i wycięcie guzka z prawej strony w szyi. Mimo operacji stan zapalny utrzymywał się. Po chwili spokoju od października 2015 do czerwca 2016, z powrotem zaczął się stan zapalny.
Aż tu nagle w nocy 16 października ogromny ból głowy. Jestem wytrzymała, ale on mnie pokonał. Mąż zawiózł mnie do szpitala. Okazało się, że ciśnienie mam wysokie - 200/130. Lekarze po wykonaniu TK podejrzewali tętniaka. Zadecydowano, by pozostawić mnie na oddziale i zrobić rezonans. Po wykonaniu badania okazało się, że to guz mózgu z prawej strony płata czołowo-skroniowego.
Od momentu otrzymania opisu pani ordynator zaczęła szukać lekarza, który podejmie się operacji lub biopsji. Doktor z Zielonej Góry podjął się operacji. Guza wycięto w całości. Po dokonaniu badań przyszedł czas na diagnozę. Dzięki ogromnemu wsparciu przyjaciół, rodziny i pracodawców postanowiłam się nie podawać i żyć normalnie. Gdy przeczytałam diagnozę - Astrocytoma anaplasticum III stopień złośliwości, świat mi się zawalił.
Mam trzynastoletnią córkę, chciałabym zobaczyć jak dorasta, jak idzie na studia, staje na ślubnym kobiercu i tu mi się przypomina tekst mojego dobrego znajomego: ”powiedz lekarzowi, że ty masz termin...''
Zawsze miałam wszystko poukładane kilkanaście miesięcy do przodu. W jednej chwili kompletnie się załamałam. Nie zobaczę tego wszystkiego, choć jestem bardzo silna. Niejedno w życiu przeszłam, między innymi chorobę i leczenie farmakologiczne męża na zapalenie wątroby B,C. Leczenie się powiodło, wygrał swoją walkę o życie, chociaż ta choroba nie wiązała się z tak wysokimi kosztami.
Jestem silna i w drugiej dobie po operacji już chodziłam, na trzeci dzień nie potrzebowałam leków przeciwbólowych, ale ta walka jest nierówna. Guz może wszystko, a ja nic. Czekam na przyjęcie do szpitala na 6 tygodni - podanie chemii i radioterapii. Od tego jak poradzi sobie mój organizm zależy, czy będę mogła uczestniczyć w kolacji wigilijnej. Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Chcę wykorzystać każdą szansę na zatrzymanie guza, także z wykorzystaniem metod i leków niedostępnych w Polsce. Moja Rodzina i Przyjaciele bardzo nam pomagają, jednak niestandardowe terapie są dla nas nieosiągalne finansowo.
Życie bardzo się zmienia w zderzeniu z tak straszną chorobą, podobnie człowiek - nie jest łatwo wytrwać w pozytywnym nastawieniu, mając świadomość uciekających dni.
Bardzo chcę spędzić kolejne Święta z rodziną i patrzeć jak dorasta moja córka.

Słowa wsparcia