Leki na ratowanie życia, nie tylko przedłużenie...

Lidia Malczewska, Szczawno-Zdrój,
numer zbiórki: 110181

slide1

Opis zbiórki

PL

Mam na imię Lidka i mam 40 lat.

Kiedy miałam 29 lat, wyczułam w prawej piersi guzek. Ze strachem w oczach pobiegłam do lekarza, żeby usłyszeć, że to guz liściasty i trzeba go usunąć. Przed Bożym Narodzeniem dałam się pokroić, a oczekiwanie na wyniki histopatologiczne było jednym z najgorszych okresów w moim życiu, tak przynajmniej wtedy myślałam. Badania potwierdziły łagodność guza, zalecono kontrole co 6 miesięcy. Żyłam ze świadomością, że jest dobrze. W listopadzie 2009 roku oddałam krew na akcji krwiodawstwa i wtedy po raz pierwszy poczułam się źle. Rozchorowałam się na anginę, której nie mogłam wyleczyć, czułam się coraz gorzej. Kontrolne usg wykazało raka z przerzutami do węzłów chłonnych

Od grudnia 2009 przez 6 miesięcy podawano mi chemię typu AT, nie dając wielkich szans na przeżycie. Moja ukochana Pani doktor powiedziała wtedy: „o rokowaniach nie rozmawiamy, dobrze?” Dobrze... Dotrwałam do wiosny 2010, przeszłam operację mastektomii z usunięciem węzłów chłonnych, a następnie leczenie radioterapią. W 2011 roku miałam pierwszy etap rekonstrukcji piersi, w trakcie którego nastąpiło zatrzymanie krążenia. Rok później próbę ponowiono, tym razem doszło do oparzenia piersi rekonstruowanej, przez co pierś jest mocno zniekształcona. 

Taka trudna sytuacja nie przyćmiła mi tego, co najważniejsze. Jestem szczęśliwie zakochana w moim partnerze Michale, jestem otoczona miłością dwójki moich wspaniałych, malutkich jeszcze dzieci, Kubusia i Lili.

Moja przygoda z chorobą ciągle trwa - we wrześniu 2018 roku zdiagnozowano ponownie nowotwór złośliwy, tym razem lewej piersi. Przeszłam operację usunięcia kolejnej piersi, kolejną chemioterapię typu AC, a od zimy 2019 trwa proces rekonstrukcji piersi. Są oczywiście skutki uboczne - przepuklina brzuszna oraz obrzęk ręki, coraz większy.

Nie mogę nic dźwigać - a to trudne przy dwójce małych dzieci! Rękę trzeba rehabilitować codziennie i stosować codziennie rękaw uciskowy do obrzęków limfatycznych. To drogie rzeczy, które trzeba wymieniać średnio co trzy miesiące, a koszt to ok. 1000 zł za każdy. Do tego dochodzą koszty rehabilitacji, która z ZUS przysługuje tylko raz w roku! Spore są też koszty dojazdów.

Moja historia z rakiem niestety się jeszcze nie skończyła. W sierpniu 2019 po chwili wytchnienia okazało się, że rak powrócił w piersi lewej ze zdwojoną siłą. Zaatakował pierś wokół implantu - jest w węzłach chłonnych mostkowych, przymostkowych, śródpiersiu oraz płucach. Obecnie przyjmuję chemioterapię paliatywną, która ma za zadanie powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby, nie dając szans na wyleczenie.

Koszty leczenia przy tak zaawansowanej chorobie są ogromne, bo ok. 5000 zł miesięcznie. 

Mam dla kogo żyć i tak łatwo się nie poddam. 

To moja historia, w wielkim skrócie. Oprócz przygody z rakiem jestem fajną, wesołą dziewczyną. Wiem doskonale, jak nieprzewidywalne jest życie, jak wiele nie zależy od nas. 

Słowa wsparcia

donor2
Darczyńca Anonimowy
4 lata temu
Lidka powoli do celu!!! 317
donor2
Właściciel zbiórki
Dziękuje tak będzie :-)

donor2
Grażyna i Krzysztof Borzyńscy
3 lata temu
Pozdrawiamy 242

Darczyńcy

donor2
Darczyńca Anonimowy
7 miesięcy temu
26,80 zł

donor2
Darczyńca Anonimowy
7 miesięcy temu
55,30 zł

donor2
Darczyńca Anonimowy
7 miesięcy temu
432,80 zł

donor2
Darczyńca Anonimowy
rok temu
22,20 zł

Zobacz więcej

Wypłaty

Do dyspozycji podopiecznego pozostało:   2 594.24 zł
2020.12.02
Wypłata: 1 956,00 zł, kategoria wydatków: inne,terapia onkologiczna,konsultacje medyczne
2020.11.20
Wypłata: 7 000,00 zł, kategoria wydatków: inne
2019.11.26
Wypłata: 1 787,85 zł, kategoria wydatków: środki farmakologiczne
Zobacz więcej

Podzbiórka

Podzbiórkę możesz założyć przy każdym celu, który jeszcze nie osiągnął 100%, a środki zgromadzone podczas jej trwania zostaną dodane do zbiórki głównej.